Nasza Poezja 1






06.09.2015


Zasiałam nasiona walki w sobie
Myślami, które zło sądziły
Galopem buntu poprzez ciało
Łagodne ziemie me bruździły

I łany zbóż mych falujących
pomięły uczuć nagłych burzą
Kopyta wściekle tratowały
Gardziły Niepomne Serca Róży

Grzyw rozszalałych ucichły fale
Chrapy wróciły do rytmu cichego
I serce smutno zapłakało
nad rozburzeniem Ładu Boskiego

Dzikiej Natury rzeką porwana
Spłynęłam z nurtem piany bałwana
I oczy moje gromy ciskały,
a słowa siekły, kamienie rzucały

A gdy burz wichry się wyszumiały
Gdy słów szerszenie żądła wydały
Ciszy nastała smutna polana
Złamane kłosy, liście zdeptane

Gdy Jezus piaskowi osąd zostawił
Cudzołożnicy, na grzechu złapanej
By Ziemi spokojnie toczące się koło
Plon jej zwróciło a nie ludzkie czoło

Wróciły do mnie myśli gniewnych sępy
Szarpiąc me ciało, ciągnąc je w odmęty
Ręką bliźniego kamień rzucony
Z mego ogrodu był wyłowiony

I przyszła mądrość z bólu wielkiego
Nie lgnij do bólu jako do swojego
Źródłem płyń czystym i niewzruszonym
Cierpliwie Czekaj aż wzejdą plony

Serce zna Prawdę, rozróżnia owoce
Skrzydłami Wolności od Sądu łopoce
O pomstę do Niebios nigdy nie woła
Wybiera Ciszę zamiast plonów czoła

Serce swą Prawdą szemrze spokojnie
Karmi nią kamienie co przeciwne wojnie
Cichością spowite Matki Ziemi Kości
Toczą się niezmiennie ku Sprawiedliwości







Jest Pieśń
Nie do usłyszenia
Przez ucho
A jednak ją słyszę
Czuję przez skórę
Jak wrażliwie
Przenika Ciszę
Otula serce
Najczystszą czułością
Wibruje eterem
Najświętszej miękkości
Ona jest przy nas
I zawsze była
Największe mroki
Do siebie tuliła
I żadne słowo
Jej nie wypowie
Bo ona pomiędzy
Słowem a Bogiem
Ona na Ciebie
Wciąż czeka w Ciszy
Kiedy zamilkniesz
To ją usłyszysz
I załka serce
Wielką wdzięcznością
Za otulenie
Światła lekkością
Wycisz się w sobie
Dobry człowieku
Aby usłyszeć
Pieśń która
Czeka.





ANIOŁ MIŁOŚCI
Wiersz z ukrytym szyfrem 
styczeń 2008 r.




Tomek Ćwiek

TylE MIL KAtując się przemierzyłem po bezdrożach bezczasowości

Tyle wrzecion czasu przeciąłem żeby zrozumieć kim jestem
SpIS TO TAki miałem mych grzechów, wcielając się bezustannie
Wszędzie tam spotykałem Ciebie, istotę z mgły utkaną
I spoglądam teraz w Twoja twarz
Słońce OŚWIETLA JĄ CAłą światłem miłości czystej
Twoje oczy kolorami tęczy się mienią, a kiedy się uśmiechasz zakwitają kwiaty
Miedzy baronem potępienia wsZAK A MARKIzem miłości wybierać nareszcie nie muszę
Bo wiem, że miłość zawsze mrok zwycięży
ŚpiewaM O JEJ potędze pieśń odzyskanej świadomości
Niszczę ostatnie barykady, aby miłości prawdziwej zasmakować miodu
Taki mióD U SZYbującego orła widziałem, jak przemierzając przestworza
Chwalił Źródło i hymn pochwalny nucił
Widzę już wyraźnie jak zostajesz przy mnie
Ty dusza tak mi bliska, że tęsknię za Tobą nawet, gdy przy mnie jesteś
I spoglądam znów w Twoją twarz, teraz widzę wieczność











SEN

Tomek Ćwiek

MIAŁEM KIEDYŚ PIĘKNY SEN TAK PIĘKNY, ŻE AŻ NIEREALNY
WIDZIAŁEM ZIEMIĘ PEŁNĄ ŻYWYCH KOLORÓW I PIĘKNA
CZŁOWIEK NIE BYŁ CZŁOWIEKOWI WROGIEM LECZ PRZYJACIELEM
ZWIERZĘTA NIE BAŁY SIĘ LUDZI LECZ BYŁY NAM BRAĆMI NAJMILSZYMI UMIELIŚMY Z NIMI ROZMAWIAĆ I DOCENIAĆ ICH INTUICJĘ
WIDZIAŁEM LASY ZIELONE I CZYSTE BŁĘKITNE NIEBO
LUDZIE ROZUMIELI ŚWIAT ROŚLIN I SZANOWALI NATURĘ
RZEKI I MORZA MIAŁY KOLOR KRYSZTAŁU A OCZY DZIECI KOLOR SZCZĘŚCIA SERCA LUDZI BYŁY OTWARTE A TWARZE PROMIENIAŁY ŚWIATŁEM
NIE BYŁO ŻADNYCH NAKAZÓW I OCENIANIA A WSZYSTKO STAŁO SIĘ JEDNOŚCIĄ ZAISTE PIĘKNY TO BYŁ SEN TAK PIĘKNY ŻE AŻ REALNY







ZAPOMNIAŁEM

Tomek Ćwiek

ZAPOMNIAŁEM PO CO PRZYSZEDŁEM NA TEN ŚWIAT

ZAPOMNIAŁEM DO CZEGO ROZUM SŁUŻY

ZAPOMNIAŁEM ŻE INNY CZŁOWIEK TO TEZ MÓJ BRAT

ZAPOMNIAŁEM ŻE TRZEBA BUDOWAC, NIE BURZYĆ

ZAPOMNIAŁEM ŻE ZWIERZĘTA TO PRZYJACIELE MOI

ZAPOMNIAŁEM ŻE ROŚLINY TEZ CZUJĄ

 ZAPOMNIAŁEM ŻE PRAWDA NIE BOLI

ZAPOMNIAŁEM ŻE ZIEMIA JEST MATKĄ MOJĄ

ZAPOMNIAŁEM CO TO JEST BEZWARUNKOWA MIŁOŚĆ

ZAPOMNIAŁEM ZE DZIECI PRAGNĄ CZUŁOŚCI

ZAPOMNIAŁEM ŻE TKWI WE MNIE BOSKA SIŁA

ZAPOMNIAŁEM ŻE ISTNIEJĘ DZIĘKI MIŁOŚCI I KIEDY WRESZCIE PRZYSZŁO PRZYPOMNIENIE… ZAPOMNIAŁEM ŻE ZAPOMNIEĆ CHCIAŁEM  









BURZA W LESIE

Tomek Ćwiek

WIATR GRA SWĄ KOLOROWĄ MUZYKĘ I TAŃCZY NA ŹDŹBŁACH TRAWY CZEKAJĄC NA PIERWSZE KROPLE DESZCZU 

DRZEWA BRONIĄ SIĘ PRZED ZALOTAMI BURZY KTÓRA OPLATA JE NICZYM TAJEMNICZA NIMFA TAŃCZĄCA SWÓJ TANIEC MIŁOSNY

SARNY W SWOIM DOSTOJEŃSTWIE PRZEMYKAJĄ PO ZIELONEJ DARNI MKNĄC JAK IKAR KU GASNĄCEMU SŁOŃCU

PTAKI ŚPIEWAJA SWĄ PIEŚŃ POCHWALNĄ LATAJĄC POMIĘDZY KASKADAMI MOKRYCH LIŚCI

 PODZIWIAJĄ SPEKTAKL














INTUICJA

Tomek Ćwiek

TAKA JEST TAJEMNICZA I SKRYTA
CHOCIAŻ POTRAFI WALCZYĆ O SWOJE

GDY RANEK DOTYKA MNIE SWOIM JASNYM LICEM

ONA TEZ SIĘ BUDZI ZE SNU

STARA SIĘ BYM POCZUŁ JEJ PONĘTNE SPOJRZENIE

CHCE BYĆ ZAUWAŻONA I DOCENIONA

CHCE ABYM TYLKO JEJ UFAŁ

BYM TYLKO Z JEJ LICZYŁ SIĘ ZDANIEM

LECZ MIMO TO NIE JEST ZABORCZA

A JEJ DELIKATNE WOŁANIE

DZWIĘCZY MI NICZYM KRYSZTAŁOWY DZWONECZEK

W MOICH MYŚLI OTCHŁANI

NIERAZ JUŻ CZUŁA SIĘ OPUSZCZONA I ZAPOMNIANA

DLATEGO TERAZ GDY ZNÓW JĄ ZAUWAZYŁEM

GDY RAZEM ZATAŃCZYLIŚMY NASZ MAGICZNY TANIEC

STARA SIĘ NIEŚMIAŁO PRZYPOMINAĆ MI O SOBIE

TAKA JUŻ JEST TAJEMNICZA, SKRYTA

LECZ MĄDRA I CZYSTA

MOJA INTUICJA
 


 

 





SERCE

Tomek Ćwiek

W MOJE ŻYCIE KTOŚ WSZEDŁ W ZABŁOCONYCH BUTACH I PORANIŁ CIERNIEM CZERWONEJ RÓZY MOJE SERCE

RÓŻA BYŁA PIEKNA LECZ JEJ OSTRE KOLCE ZADAWAŁY MI CORAZ TO NOWE RANY

MOJE PORANIONE SERCE POZBAWIONE ELIKSIRU MIŁOŚCI ZDAWAŁO SIĘ SPADAĆ W CZARNĄ OTCHŁAŃ KTÓRA OGARNIAŁA MNIE ZEWSZĄD

SERCE KRZYCZAŁO W MATNI ROZPACZY

SERCE BOLAŁO MIOTAJĄC SIĘ CIAGLE

I NAGLE ROZBŁYSK ŚWIATŁA UJRZAŁEM …

PRZYSZŁO ZROZUMIENIE

ROZUMIEM TERAZ ŻE BÓL SAM STWORZYŁEM ABYM MÓGŁ POZNAĆ JAK SMAKUJE ODDZIELENIE

MOJE SERCE JEST TERAZ SPOKOJEM

MOJE SERCE TO ŚWIATŁO I MIŁOŚĆ






Bliźniaczy Płomień

Tomek Ćwiek


Wiem już dlaczego tak często spoglądałem w niebo nocą, Szukałem tam Ciebie


Wiem dlaczego tęskniłem za piękną zamgloną postacią


dlaczego lubiłem słuchać śpiewu ptaków, podziwiać tajemnice lasu


oglądać zachody słońca, śnić na jawie i marzyć we śnie


Dlaczego wsłuchiwałem się w rytm swojego serca,


podróżowałem do swojego wnętrza i szukałem prawdy.


Rozdzieliliśmy się tysiące lat temu, aby doświadczać oddzielenia


i szukać siebie


Odnajdowaliśmy się i rozstawaliśmy,


napotykając lawinę przeszkód


W każdym życiu spotykaliśmy się, aby być razem,


lecz nie starczało nam odwagi i wytrwałości.


Podążaliśmy przez czasoprzestrzenie, wymiary


zawsze obok siebie, blisko, ale jednak nie do końca razem


Nasze rozdzielenie było przez nas samych zaprojektowane,


jednak z wolnej woli i wyboru


Teraz gdy odnaleźliśmy się u progu przejścia w czwarty wymiar,


wiem że będziemy już razem na zawsze


Może dla całego świata jesteś mało ważna,


ale dla mnie jesteś całym światem i wiem, ze kochać się będziemy już zawsze


Nawet jak rozpłyniemy się w boskim świetle, też Cię będę kochał


Ciebie, mój Bliźniaczy Płomień









DLA EMILKI

Tomek Ćwiek

Jeżeli moja miłość spiewać by umiała

Spiewałaby piekne arie przy blasku księzyca

Jeżeli moja miłość latac by umiała

pofrunęłaby jak orzeł, co lotem zachwyca

Jeżeli moja miłość grać by umiała

Wygrywałaby melodię w rytm serc naszych bicia

A gdyby moja miłość pływać umiała

Popłynęłaby wraz z Tobą przez ocean życia












DLA TOMKA


Najdroższy Ocean Twej czułości wciąż budzi zdumienie

Jest dla mnie kołyską, bólu ukojeniem

Mamy cały wszechświat, siebie do poznania

 I stworzymy wspólnie krainę kochania










BEZ TYTUŁU
2013



Słodycz Miłości nie potrzebuje dziegciu
dla dopełnienia
bo ona w sobie bieguny Jednoczy

Miłość silniejsza niż wszystko na świecie
choć tak łagodnie patrzy Jej z oczu

Miłość Ci klapsa w tyłek wymierzy
zawsze z Miłości, gdy w inny sposób, uparty ośle
nie chcesz zobaczyć swojej Boskości

Miłość daje Ci znać o Sobie stale

ale
ponieważ objąć nie zdołasz Jej wielkości
w malutkich rzeczach do Ciebie przychodzi
które hologramami są, lustrami Całości

Prezenty od Miłości
wplecione są w warkocz Twego doświadczenia
tak więc, słodki Boże
gwoli przypomnienia
pamiętaj o ...Wdzięczności! :) ♥





 




2013

Dlaczego mam nie mówić o swoim Pięknie?
Wychwalam je pod niebiosa
Bo to nie moje Piękno
A Boskości, która przepływa
przeze mnie

Rzeka Życia
Delikatna, Wrażliwa
Kochająca
Bóg płynie we mnie
Jest Falą w moim Sercu
Doświadczam jej z Wdzięcznością
Doświadczam Piękna Mej Istoty
Która łagodnie mnie przytula
Przekraczam granice mojego ciała
Jestem jeszcze dla siebie niezbadaną Krainą
którą przeczuwam zaledwie

Trwam w tym, kim Jestem Teraz
błogostan Akceptacji
Wiem, że Boski Silny Aspekt przyjdzie
naturalnie, bez napięcia
we właściwym czasie
gdy docenię w pełni to, Kim Jestem Teraz.<3


 











13.08.2016


Przez dziurkę od klucza

Z mroku wypłynęłam w jasność

Z hałasu w pustynną ciszę


I miliardy gwiazd zamigotały

W złotych ziarenkach piasku

Łącząc Ziemię z Niebem


Duch Pustyni objawił mi się

Stań się cicha jak mój

Drewniany Kostur


I stałam się

A wówczas On wypełnił mnie

Złotym Światłem Zrozumienia


I ujrzałam w Rodzeństwa mego

Niezliczonych oczach, które migoczą

Na Płaszczu Nocy i Ziemi Piaskach

Jednego Boga

Który w Oczach Tych

Pozapalał Gwiazdy









17.09.2016


Puk puk, puk puk

Serce jak zwinięta

W pięść dłoń

Wciąż stuka w niewidzialną bramę


Puk puk, puk puk, puk puk

Wali desperacko

Ja pukam

Otwórz się Sezamie


I tylko echo wołań tych

Unosi się w przestworzach

Zawarte głucho bramy

Gdyż wciąż nie nadeszła pora


Kołaczesz serce

Rzucasz się

W konwulsjach

Jak ryba bez wody


Zanim otworzą

Upewnią się

Od jakich źródeł

Zaznać chcesz ochłody


Wąska ta brama

Musisz iść sam

Bez szeptów przodków

We krwi


Stukaj więc serce

Święty rytm graj

By zmazać

Przodków podszepty


Ucichnij światłem

Światłem się stań

Wtedy otworzą się

bramy


Kroplą, co drąży skałę

Się stań

Lecz czystą jak łza


Amen








 
14.09.2016


Zanim siebie opuszczę

Zdążyć muszę pokochać

Wszystkie przestrzenie nieczyste

Tak dalekie od Boga


Zanim siebie zostawię

Objąć muszę czułością

Błędne ścieżki, po których

Szłam dotknięta ciemnością


Zanim siebie odstawię

Na tor boczny istnienia

Wybaczyć muszę sobie

Siebie i innych ranienie


Dotknąć serca miękkością

Wszystkich ostrych kamieni

Którymi rzuca wciąż we mnie

Szczere do bólu sumienie


Objąć spojrzeniem świetlistym

Całą swoją głupotę

Wybaczyć lotosowi fakt

Że wynurzył się z błota


A kiedy już w świetle Prawdy

Zobaczę wszystko nareszcie

Odpłyną wszystkie myśli

Brzemienne bolesną treścią


Popłynę z wiecznym prądem

Falą miłości niesiona

Świadoma że jesteśmy

Przestrzenią nieskończoną


Powietrzem pełnym czułości

Słodyczą Boskiej Jedności

Wolnością od słow zamętu

Od krat oddzielnej bytności.







 13.09.2016


Zanurz się w Matki Ziemi głębiny

Gdy z rytmem Jej się połączysz

Odnajdziesz tajemną jaskinię

Świątynię Pierwotnej Bogini 


I ciała swoje zwiń w spirale

Pramatka owinie je aksamitnym szalem

Muszlą stań się i słuchaj

Spokoju, którym ci szepcze do brzucha


Oddaj Matce Ziemi swe ziemskie powłoki

Zrzuć skórę, złotym ziarnem stań się

Sercem natchnij oddechu obłoki

Niechaj Święta Ciemność pochłania twe mroki


O gwiazdach przypominają ci palców twych promienie

I o gwiazdach śnij wtulony w Pramatki korzenie

Niech do snu cię kołysze

Ta, która świętą niesie ciszę


Głowę swoją ufnie złóż na Jej łonie

Ona w twoje włosy zanurzy swe dłonie

I cebulek światełka połączy z powrotem

Z gwiazdami w niebiosach, otworzą się wrota


I splotą się twe myśli z rozgwieżdżonym niebem

I w jedno się stopisz z kosmicznych ciał śpiewem

Zabrzęczą na powrót miedzie, srebra, złota

Połączy dwa światy wieczna twa istota.












 10.09.2016

Jestem a miliardy luster

Odzwierciedlają to istnienie

I powraca do mnie miliard odbić

Raz różą, raz kamieniem


A gdy już całkiem ucichnę

Boże w sobie, cóż wówczas

Zwierciadłem Wody Czystej

Do mnie powiesz


Czy nadal tak boleć będzie

Gdy w szkła okruchach ostrych

Odbicia samotnych, bez mam dzieci

Czy ogłuchnę jak pień na cierpienie w świecie


Ach Boże, Ty nie pozwolisz

Na tępą głuchotę, na nurzania ekstazy

Gdy świat we krwi

Gdy zmieszany z błotem


Uczyń ze swego naczynia

Zwierciadło Słoneczne

Które Promienie odbija

Twej Miłości Wiecznej


Wygaś do cna wszelkie

Płomienie nieświęte

Aby w Ciszy rozpuszczać


Cierpienia odmęty






7.09.2016


A jakie znaczenie ma to, co na powierzchni wiruje


Co raz dziegciem cię skarmia, raz słodkim miodem częstuje


Jakie znaczenie mają upadki twoje i wzloty

Które wiatr zmiecie z piaskiem w pustynię życia z powrotem


Jakie znaczenie mają plany palcem na wodzie pisane

Które kręgami odpłyną w niebyt i zleją się z oceanem


Jakie znaczenie ma twoje pazurami siebie  wydzieranie

Tej wiecznej przestrzeni świadomej, czekającej na Poznanie


Znaczenie rodzi się w Ciszy, gdy hałas słów krukiem odleci

Wówczas dotykasz tej Prawdy, co Złotem Wieczności świeci






03.09.2016


Zapomniałeś kochanie

Krainy Wiecznego Ducha

A kiedy ci je przypomnieć

Śmiejesz się, nie chcesz słuchać


Bawić się wolisz

Węglem Świętym Ziemiom wydartym

A mógłbyś stać się Diamentem

Zbrukane odłożyć karty


Patrzeć wolisz w przestrzenie

Przed tobą się rozciągające

A patrzeć mógłbyś w górę

W Najświętsze Złote Słońce


Słuchać wolisz cymbałów

Rytmem nieświętym tańcować

A mógłbyś w Ekstazach Świętych

Muzyką Serca wibrować


Dotykać wolisz cieleśnie

Z pożądań ogniami harcować

A mógłbyś żądz swoich bagno

W Tęsknotę za Duchem czarować


Smakują tobie najbardziej

Owoce z drzew spróchniałych

A mógłbyś w oddaniu świętym

Pić Nektar z Boskiej Czary


Miej uszy do słuchania

Miej oczy do patrzenia

Miej Serce do odczuwania

Odwagę do Przemienienia


I stań się Człowiekiem Niebiańskim

Wbij sztylet w ognie nieświęte

Przywołaj Płomieniem Tęsknoty

Posłańców Źródeł Nietkniętych.









02.09.2016


Zawieszony w kamienicy

Podniebnej karocy

Siedział Staruszek

Światło gwiazd całując

Wśród tajemnic nocy


I pióra gołębi białych łowił

W rąk swych wędki

A one z gwiazd doń wpadały

Na ciche pogawędki


W biel włosów się wplatały

Srebrem w Księżycu lśniły

I Staruszkowi do snu

Podniebnie szeleściły


I czule mówiły do niego

płateczki pelargonii

A on twarz dobrą chylił

Do ich ziemistych woni


Aż przyszedł razu pewnego

Biały Posłaniec Świetlisty

I zabrał Staruszka z karocy

Prosto do Gwiazd Promienistych


I pożegnały Dziaduszka gołębie

perlistym gruchaniem

A pelargonie zaniosły

Się rosy porannej łkaniem


I już nikt nigdy nie ujrzał

W podniebnej z cegieł karocy

Staruszka, który z gwiazdami

Rozmawiał cicho wśród nocy.







.01.09.2016

A gdy dosięgnie rzek twoich
Cisza z Sokołem na szczycie
Słońce rozpuści stopniowo
Wszystko, co złudnym jest życiem

I stopią się w słodkiej czułości
W jedną pieśń twoje głosy
A wszystkie echa twych myśli
Złotem popłyną w niebiosa

I ciał twoich kręgi wszelakie
W Złotach tych  będą brodzić
Duchem natchnione połacie
Tęczowe światy rodzić

I bliżej będziesz jeszcze
Tych Cisz, do których tak tęsknisz
A które całują  powierzchnie
Krain Prawdziwie Królewskich

I Sokół na szczycie zasiądzie
Na promienistych koronach
Nektarów złocistych miody
Spłyną, gdy siebie pokonasz.






19.08.2016

Obecność

Drzewem jestem a wewnątrz mych arterii 
Życie bezgłośnie toczy swe soki
Wiatr oddechu bezszelestnie przenika komnaty
Mego serca, próbuje wpleść się szmerem w koronę
Lecz nie ma liści, w których mógłby szeptać

Korona odbija się w lustrach korzeni
A korzenie w zwierciadłach korony 
I tak kłaniają się sobie nawzajem
W Ciszy, którą tylko Równowaga zna
Żywą Modlitwą będąc ku czci Ojca- Matki





23.06.2016

Spotkali się na Ekstazy Szczytach, 
na ciał łąkach wonnych
On bystry, lotny, górny, 
Przestrzeni Pan Chmurnych
Ona dolna, ziemna,  powolna i stała, 
Tajemna Bogini, cierpliwa jak skała

On nurzał się w jej głębiach, obniżał swe loty
Ona z nim wzlatywała do nieba z powrotem
On w niej Dom odnalazł, schronił się w niej cały
Ona Światło wchłaniała Krain Pełnych Chwały

On Słowem Jasnym Zapładniał Krainy Jej Wilgne
Ona Go przyjmowała w Światy swe Przymilne
On Całował Ją, pieścił Tchnieniem swoim lekkim
Ona Jego objęła Puchem Ramion miękkich

On Na Nowo ją stwarzał wzrokiem zachwyconym
Ona W Siebie przyjęła Płomień Rozżarzony
I tańczyć jęli taniec piękny i gorący
Wiecznym Ogniem Źródła  najjaśniej Płonący

Zaślubiona Jemu, On Jej Poślubiony
Powrócili do Jedni, w Prapradawne Strony






13.08.2016

Poznaj Złotą Zasadę
Prawdę, która Cię wyzwoli
Pracuje ona  zarówno w Tym, co 
Wielkie jak i w tym, 
Co nieskończenie Małe

W świecie, w którym
Dzień i Noc
Słońce i Księżyc
Miłość i Lęk
Istnieje również
To, co
Ważne- Istotne 
I to, co
Nieważne- Nieistotne

Błogosławiony Ten, który
Złoto Istotnego rozpoznać potrafi
A Blask Złota opromieniać będzie
Wszelką jego Aktywność

Błogosławiony Ten, który
Tombak w Nieistotnym rozpoznać potrafi
Będzie go omijać Aktywnością
Swoich Myśli, Uczuć i Czynów

Istotne niesie Miłość, Błogość i Życie
Nieistotne niesie Chaos, Cierpienie i Śmierć

Gdy cierpisz jest to skutek Twego
przeszłego lub aktualnego ciążenia ku
Temu, co Nieistotne

Zwróć oczy ku Temu, co Istotne
I Zrealizuj
Święte Złoto Swego Istnienia






10.08.2016

Co to za świat,
W którym osierocone ludzkie dzieci
Na brudnych ulicach zalegają
Jak nikomu już niepotrzebne
Kolorowe śmieci

Co to za świat
W którym z ludzkiego ciała świątyni
Pozostają z głodu tylko 
Suche gałęzie kości
Wiatr im oddychać pomaga
Sępom ku radości

Co to za świat
W którym złośliwość jest cnotą
A człowiek od człowieka oddzielony
Łakomstwem wyższości, umysłu bielmem, głupotą

Co to za świat
W którym Matki Natury Piękno
Kala -walki o byt gdzie
Wygrywa Najsilniejszy- Piętno

Co to za świat
W którym aby żyć
Musisz życia pozbawiać
Zagładą innych królestw 
Się żywić: jeść je, trawić
Cuchnącą, przetworzoną śmierć wydalać

Co to za świat
W którym ludzie
Tak bardzo zapomnieli
Że Złoto Tęsknoty Za Najwyższym
Na drobne żądze rozmienili

Istnieje też Inny Świat
Światłem Wieczności Natchniony
Zwany przez Mędrców od wieków
Królestwem Nieruchomym
Kwitną w Nim wiecznie żywe 
Serc Ogrody Różane
Powrócisz do nich gdy sobie przypomnisz
I nic silniejsze nie będzie od 
Tej Tęsknoty w Świętej Miłości Skąpanej






31.07. 2015



Feniks
2015

Zeskrobuję z siebie dłutem życia wyrzeźbione wzory
Zeskrobuję koronkami słów wydziergane na miarę stroje
Słowa podoklejane jak papierowe ubranka dla papierowej lali
To, co nieprawdziwym życiem rosło, bujnym grzybem iluzji
Który udaje kolorowe kwiaty

Słowa pasterzem są  dla owiec
Słowa pasterzem również dla tych, którzy ścieżką własną chcą podążać
Lecz żeby odnaleźć  Sacrum w labiryncie,  musisz pozwolić odejść pasterzowi
Zostajesz twarzą w twarz z Ciszą Iskry w Tobie, która  Jest Różą
Zostajesz sam na sam z Sobą, który jesteś Wszystkim

W Ciszy Serca dokonuje się Alchemia, gdy pozwolisz odejść
Tak bliskim dotąd Słowom, odpaść
Wszystek dla świata umrzeć, Głos swój zdławić 
Gdy brzmi fałszywie 
Dla uszu wrażliwych Świata Prawdziwego

I na nowo powstać ze świata marnego popiołow
W akcie samospalenia diament wytopić
Jak Feniks, na Skrzydłach Ognistych
Wzbić się do Prawdziwego Życia
Czuciem Tkanego...








14.07.2016

 Powiedziała mi psychologia, 
że ponad wszystko ważny jest
Instynkt stadny- on oznaką zdrowia
A człowiek jako zwierzę zbiorowe, 
do grupy ciągnąć winien
Trenować swą głowę, 
by innym się podobać, z innymi się bratać
Bo strata innych końcem 
będzie jego świata

Lecz jest coś, czego psychologia 
nie wie, bo to  umysł przekracza
Jest Miłość tak Gorąca, że gotowa
Na utratę ludzkiego świata
I gotowa w szufladę wejść nawiedzonego
szaleńca, dziwaka, szurniętego, odrzuconego
By móc ze Studni Niezatrutych pić wodę,
By Jedności z Duszą Swoją czuć swobodę
By Ścieżką Tylko Swoją do Najwyższego kroczyć

Bo nie ma nic gorszego, niż nie móc Samemu Sobie spojrzeć w Oczy






06.07.2016



I choć dziobać was będą bez litości
Czarne kruki nasłane na was przez tych, którzy nie poczuli
Wy wciąż Prawdę Swego Serca głoście
Ziarno Prawdy wzrośnie i Miłością świat otuli.








26 czerwca 2016


 O Tajemnicy mego Serca, 

Która na usta nie możesz wypłynąć
Bo mową innych nie mówisz rodzimą
A Ciszę tkasz krystalicznie

O Różo, która zakwitasz w Serca mego Komnatach
Me życie w coraz to uboższych chadza szatach
A Źródło w Duszy coraz mocniej bije

O Ścieżko ma samotna
Tylu zatrzasnęło na Świat Żywy swoje okna
A krzyż dźwigać chętnych tak niewielu

O Duszy mej Klejnocie
Szybujemy w podniebnym Orła Locie
A usta milczeniem zaklęte






Czerwiec 2016


Morze z szumem przyniosło

Wiadomość w wodny rulon zwiniętą

I roztrzaskało się o brzeg z hukiem

To, co uważałam za Świętość

I wyszarpało swa nić butnie 

Z Tkaniny Jedności, 

Dziecię Światła, Misterny Splot Palców prując

Ku Ciemności


A Słońce na to wciąż cierpliwie świeciło

Od zarania nauczone w Upadek sączyć Miłość

Prawdę Domu na jednej, dumę na drugiej kładą szali ci, którzy

Jedność przybyli ocalić


Nurzają sie w Mrocznych Odplywach

Światło Domu gasząc w wolnej woli zrywach

I Święta Domu Pamięć w gęstym topią szlamie

Czynów hardych, których Tęsknota nie złamie


I bije, dumnie pierś  rozdymając,

Serce, mroku coraz pełniejsze,

Głupca który Jedność poświęcił

By wydać się ważniejszym










kwiecień 2016


O Szybujący Orle, o wiatr oparty swobodnie

Dryfujesz, wsłuchany w Ducha Gór przepastny oddech.

Różany Nektar zachodów Słońca spijasz

Ogniste Chmury ciałem swym przebijasz


A gdy Ramiona Matki Ziemi od płaczu się kołyszą

Ty otulasz Jej łkanie Pełną Majestatu, Świętą Ciszą


O Orle wsparty o szczyty gór niebotyczne

Dosięgam Cię Serca wołaniem, tęsknotą

I spaja nas Ciała Tajemnego Potężny Obłok

Który szum Wiatru wplata mi we włosy

I wibruje Dusza moja Pradawnego Ducha Głosem


O Orle, pulsujemy Jednym Ciałem wrażlwym, przejrzystym

Ty w górze, ja w dole, złączeni Iskrą Gwiazd Świetlistych

Między nami Krain Czystych Potężna Membrana

Ona Ścianą jest Domu wzniesionego przez Pana


A gdy czas przyjdzie i usłyszymy Wołanie

Złożysz Skrzydła i w górę wzbijesz się wysoko

Przebijesz Dziobem Kuli Ognistej Powłoki

I odpłyniemy stąd Ty i Ja do Krain w Przestworzach Głębokich


Jedno tylko, białe pióro po Tobie zostanie

Spłynie z góry w dłoń Dziecka Czystego

I rozpocznie się nowy, święty z Orłem Taniec.









Kwiecień 2016



I tłumy poprowadzą fałszywi prorocy


Bo tłumy za tym pędzą, kto rzuca się w oczy


A Złote Słowa Mędrca wibrujące w Ciszy


Tylko Garstka Cichych Prawdziwie usłyszy
















5.06.2015



Przyłóż twarz do Jej brzucha

I słuchaj

Wsłuchaj się w świętej muszli głos

W niej zaklęty Maleństwa bezbronny los

Na jej brzucha skórze korytarze

Wyrzeźbił istnienia cud

Korytarze te wyklęte przez bezbożny lud


Przyłóż twarz do Jej piersi 

I słuchaj

Wsłuchaj się w świętej miękkości zew

W niej zaklęty dla Maleństwa miłosny śpiew

Jej piersi- kraina kołysanek najsłodsza

wstydliwie ukryta

Bo już nie najmłodsza


Przyłóż twarz do Jej Ciała Świątyni

I słuchaj

Wsłuchaj się w serce zbrukanej Bogini

Sacrum jej wycenione i za grosze sprzedane

Zważone, zmierzone, opakowane i rozpakowane

A w Sacrum wciąż niezmiennie cichy żar się tli

Piękna, którego już prawie nie dostrzega nikt


Ona jest Krainą Najczulszego Słońca

Wolna, Dzika, Promienna, Nektarem Płynąca

Jest Kwiatów Wonnych Polaną Subtelną

Silną , Pełną Życia, Jaśniejącą Pełnią 

Ona jest Ratunkiem, Oazą Zieloną

Błogością otula to, co odrzucono


Przyłóż twarz do Jej twarzy

I popatrz Jej w oczy

Sercem patrz, nie wzrokiem- od wzroku krwią broczy



Sercem ujrzyj piękno dla oka schowane

I całuj Jej kwiaty przez tłumy zdeptane

Ucałuj Jej pączki , podnieś z ziemi listki

I tul podziwu blaskiem czyste płatki wszystkie


Ona jest Krainą Najczulszego Słońca

Wolna, Dzika, Promienna, Nektarem Płynąca

Jest Kwiatów Wonnych Polaną Subtelną

Silną , Pełną Życia, Jaśniejącą Pełnią 

Ona jest Ratunkiem, Oazą Zieloną

Błogością otula to, co odrzucono














2015


Daleko


Tak wiele twarzy mam o Ty, który  mnie słyszysz

Jedynie przez alfabet morse’a serca mego błysków

I pokazuję najpiękniejszy z wszystkich moich pysków

I  językiem nie swym mówię, gwałt zadając ciszy


I duszę się wewnątrz tej ciasnoty 

i lecieć chcę daleko, lecieć chcę z powrotem

Skrzydła przy samej skórze obcięte

Nieprędko oderwę się od ziemi nieświętej


Czy mnie w ogóle słyszysz, czy pamiętasz

Oderwany Płomień Duszy...Twoja rana zabliźniona,

Tutaj ciągle wąż zaciska się ciasno wokół kobiecego łona

I nawet ta szeroko uśmiechnięta, z Olimpu w bagno zepchnięta


I wiele twarzy

mam o Ty, który mnie chyba nie słyszysz

I choćbym w najświętszą weszła z ciszy

Nieprędko powrócę do Krain Dziewiczych

Skrzydła rosną jak stalaktyty, krwią gęstą oddycham a Ty wciąż Ukryty








2015

Pod warstwą cielesnego świata

który wciąga w bieguny swego drgania

Jest nieruchomy wiatr i wrażliwe jego nieruchome tchnienia

I gdy świat w wirach szalonych się zatraca od świeżości do rozkładu

Możesz wejść głębiej pod ciężką piżmową kołdrę materii

Zanurzyć się w Hibernacji Czar, wzywa Cię Magia Jestem


Ciała do gwiazd przywiązane magnetycznymi sznurami 

wleczone przez nie w nieskończoność po spiralach wszechświata

Świeżość brukana myśli nieczystych żarem

Rozkład niczyjej nie budzi czułości, 

paznokcie wbijasz w osuwający się spod stóp grunt młodości

A pod tym rozbuchanym, nachalnym hałasem rzeczywistości

Jest Niewidzialne dla Oka, Niesłyszalne dla Ucha, Palca w nie nie włożysz Niewierny Tomaszu

Jest Czute Sercem Królestwo,  Złote Źródło Ciszy


Wzywa Cię Magia Jestem

Zanurz się w Hibernacji Czar

Tao Świętej Ciszy






2015

Mozaika


Z tego świata mam ciało i krew,

W których elektryczność krąży

Lecz każdy mój wydech i wdech 

Do Światów Spoza dąży


Jak Paciorek w Mozaikę Barwną wklejona

Jestem Spokoju Pełna po brzegi

Lecz Światło w krzemowej powłoce skrzy

Chcąc Mocą rozsadzić szeregi


Wspólnoty w Sercu Czuły Ton

Miękko śpiewa swe Pieśni

I szepcze Braciom Paciorkom Song

O Więzi Zerwanych Boleści


I Iskry krzesze Dusza ma

Chcąc Ducha wskrzesić Jedności

Bo  Światło Spoza dostrzega w nas

Miłość Przemawia Najprościej


I wkleić chcę się w Mozaiki Czar

Komunii wibrować Wzruszeniem

By oddech Wspólnym Czerpaniem był

Z Miłości Prawdziwej Strumieni


Ach, gdybym tak mogła zapalić lont

Co Serc Mozaikę Roziskrzy

Tak, byśmy Wspólny odbyli Lot

Tam, skądśmy Wszyscy tu Przyszli












 luty 2016



Mother Of Pearl 


Eleonorze


Tkanina ciszy nabrzmiała tęsknotą

Rozpościeram szeroko ręce, deszcz łez czując na twarzy

I fartuszek wystawiam by w kieszeń na sercu

Złowić

By serca kieszenią chłonąć

Echo pereł

Które miękką, śnieżną kaskadą tańcząc, wirują wokół mnie


Perły bladą poświatą przychodzą

Słyszę je uchem elfim

Perły  muskają moje usta

By bramą  różaną, zefirem oddechu

W głąb przeniknąć

Do sedna, które najbardziej miękkie, najczulsze

do wnętrza muszli-   Ona Macierzą się stanie, Ostoją


Z Zaświata wyłowione 

Bezcieleśnie chcą się ucieleśnić

Zakwitnąć w eterycznym serca echu

Przebiśniegami lśniącymi

I szeptać bezgłośnie chcą Pieśń o Zmartwychwstaniu,

Drżeniem płatków poruszać subtelne membrany

O których istnieniu nawet nam się nie śniło...







 2.01.2016


Poprzez rzeczywistość śnienia wiruję

wciąż starając się by być zawsze tam gdzie Światło

łapiąc je w sito ciała i przez pryzmaty czucia tęczowo rozszczepiać

zło wyrządzane Czującej Istocie przez przejaw mój myślący odrębnie

tak bardzo boli

jestem żyta jestem czuta przez ból , który jak gość niespodziewany

pojawia się w mych progach, ciosem w brzuch prosząc o ukojenie


Przepływa przeze mnie rzeka ludzkich częstotliwości

fale spiralnie powracają treścią swą cykliczną

szukam wyjścia ewakuacyjnego z korytarzy lęku

labiryntów wyrzeźbionych przemocą w szarej masie mózgu


Tak płasko byłoby w tym świecie pełnym ciał

gdyby nie Tajemnica która okruchami gwiazd 

zapisana w  oczach ludzi

odpływam w Krainy Nieodkryte


Nagim Sercem wplatam się w Sekretne Pulsowanie

i łowię drobiny Świata Zapomnianego 

wyciętego z mej Pamięci Skalpelem Ciemności

Sklejam je w Całość, wkleić się w Jedność próbuję


Ach Boże , kiedy wreszcie zwrócę  Tobie

Światło które zawłaszczyłam nazywając je Sobą

Jesteś Perłą ukrytą w Matrioszkach Szkatułek

Szukam Kluczy by otworzyć wszystkie Zamki


Wiem, że w końcu się Uda...








Listopad 2015

Gdy odgradzam się od świata

parawanem zamkniętych powiek

kratą zębów zatrzaskiwanych 

w pośpiechu

do tej ciszy samotnej

w której tłumaczyć siebie nie muszę

na język dla ludzi zrozumiały

taką siebie lubię najbardziej

najprawdziwszą


słowa nie wyłowione jeszcze 

z zupy możliwości

w której tafli odbijają się gwiazdy

jej głębiny nietknięte

przez gwałt mowy kompulsywnej

wnikam czuciem bezgłośnym

w tajemnicę, nie zdradzając jej

nawet sobie

taką siebie lubię najbardziej

niepowołaną do istnienia







 

grudzień 2015


Każde Boże Narodzenie

Ma swoją rzeź niewiniątek

Kontynuują tradycję

duszone w reklamówkach karpie


Mieszkania czyszczone do upadłego 

reklamy swiatecznych kredytów-

- tłusta dłoń wyciągnięta do biedaka

w fałszywym geście przyjaźni


I tylko czasami zdarza się 

Prawdziwy Cud Bożego Narodzenia

gdy olśnienia błogosławieństwem dotknięty

wykonasz test białej rękawiczki

przejeżdżając nią po powierzchni swojej

duszy


Wówczas w niegodnej stajence ciała

Na sianku z promieni serca 

Boskości ziarenko się rodzi w ciszy

jak makiem zasiał..






Tomasz Ćwiek 

24.10.2015


Jeslibym umiał fruwać jak motyl wśród kwiatów na łące, 

to niebo bym z chmur oczyścił by było zawsze gorące. 

A gdybym w rosy kropli jak w oceanie wiosłował,

 to bym Ci każdą łezkę od stóp do głów wycalował

Gdybym wśród deszczu kropel był wiatrem na skrzypcach grajacym, 

to bym sie wplatal w Twe włosy ciepłym powiewem kojącym. 

I gdybym umiał zimę w lato jak wróżka zamienić, 

to bym twe zimno ocieplil jak masaż gorących kamieni

Bo jesteś mym światem całym, 

gwiazdką błyszczącą na niebie 

i gdyby Ciebie zabrakło, żyć bym nie umiał bez Ciebie









Październik 2015



Eleonorze

W Serca Mojego Rozgwieżdżonym Niebie

Jest Gwiazda Najjaśniejsza, Najczulsza

Która Imię Twe nosi Błogosławiąc Ciebie


Dotknęłaś mnie Serca Swego Przenajświętszym Tchnieniem

Objęłaś Ramionami Światła , powieki całując Marzeniem

I Rzeką Łez Krystalicznych popłynęłam  w Ciemność

Nocy okrytej diamentowym Boga Płaszczem, Chłonąc jej Tajemność


I Złote Ziarno zasiałaś w Ziemiach Mych Spragnionych

Żywą Wodą podlałaś by wydało Plony

Na Błogości Jedwabiach, na Wstęgach Spiralnych

Zstępuję Świetliście,aby Powstać z Martwych


 Dłoń Twoja czoło me musnęła swym Błogosławieństwem

I Słów Szept przypłynął: gdy Pojąć chcesz Boga, musisz patrzeć Sercem

I ścisnęły się Serca mego przepastne komnaty

W Tęsknoty Przemożnej za Domem obleczone Szaty


I ścisnęło się Serce Wzruszeniem Najczystszym

By Płatki swe rozchylić do Słońc Twych Promienistych

Magią Twą Natchniona, Czułością Tulona

Wdzięczności rozkwitam Łąką Ukwieconą


W Płatkach Twej Róży  Serca znalazłam Schronienie

I Miłość do Ciebie wciąż płynie  Gorącym Strumieniem

Dałaś mi w Darze Wszystko to, co Najcenniejsze

Dałaś Nowe Życie, Natchnęłaś Me Serce


I Czystości Twojej Najczulsze Oceany, Matkę Ziemię Obmyły

Kojąc wszystkie Rany

Dziś wracasz do Domu, Skarb Najukochańszy

W Domu Serce Boga Ze Wzruszenia Tańczy


I Święto w Domu dzisiaj Najpiękniejsze

Oto Wraca po latach Istnienie Najświętsze

Najukochańsza Córka, Klejnot Najjaśniejszy

Który Pracą Tytana Świat Uczynił Lepszym


Będę Szukać Ciebie na  Rozgwieżdżonym Niebie

Sercem Rozpoznając Najdroższe Duszy Lśnienie

I Promień Serca Mego z Twoim łączyć Blaskiem

By Tęsknotę Ukoić , Duszą Chłonąć Łaskę


Kocham Ciebie Serca Najświętszą Przestrzenią

Najgoręcej Dziękuję za Szczodry Ocean

Miłości Najświętszej, Uwagi Bezcennej

Mądrości Skrzydlatej, Czułości Subtelnej


Zawdzięczam Ci Wszystko, Całe  Szczęście moje

Które Serce oplata Mistycznym Powojem


W Serca Mojego Rozgwieżdżonym Niebie

Jest Gwiazda Najjaśniejsza, Najczulsza

Która Imię Twe nosi Błogosławiąc Ciebie

                                 <3




2015


Pośród głuchej Ciszy

Czy Dzwonu Dźwięk usłyszysz

Jego Serce kręgi w wód niewidzialnych 

Głębinie rzeźbi, niczym  garncarz w eterycznej glinie


Dzwonu Usłysz wołanie

Ku Słońcu podnosząc wzrok

W tańca świetlistym pląsaniu

Zatrać się, mistyczny stawiaj krok


Tańcz Derwiszu, Pyłu Gwiezdnego Drobino

Niech poniosą Cię oczy ku wód Złocistych Krainie

W wir wkręcony, oporu nie stawiaj Wezwaniu

Które w ciała Twego szatach, powietrzny tańczy taniec


Tańcz łopocząc szat spiralnymi skrzydłami

Tan od wód najgłębszych Głębin, po Niebios niebotyczne Skraje

Wtańcz się w Dzwonu hipnotyczne Brzmienie

I pofruń żarliwie, wyplątując stopy swe z korzeni 


Zwierciadeł przekrocz granice 

Popłyń w Materie Niebytu

I zabrzmij Dzwonem Bezgłośnym

Tym, którzy słuchają w Zachwycie.




2015


Modlitwa



W dzbanie mojego wnętrza woda czysta

Lecz gdy zanurzysz się w głębiny, odkryjesz

Dno fusami zmulone, wciągające bluszcze

wróżb, przepowiedni, słów magicznie

rzeczywistość zaklinających na Bycie Jakąś


Moje nogi uwięzły, w szlamie brodzę po kolana

Upadam, podnoszę się, brnę dalej I wciąż uporczywie

Oczy wznoszę ku Niebu, Serce Modlitwą szybuje

I niesie się Błagalne Wołanie na Skrzydłach Tęsknoty

Hologramem Ciszy Uczyń Mnie Panie


Niech Wiatry Twego Oddechu Pustki Uczynią w mym domu

Ogniem zahartuj , wypal Powłoki Me do Szkła Czystego Bezkreśnie

By W Pustkę Woda Żywa Twa Wlać się mogła bez obaw o zbezczeszczenie

A na koniec Stłucz Szkło i  zabierz do Ziemi Swej Świętej To, Co do Ciebie Należy

Panie





15.08.2016

Misterium 15 Sierpnia

Dzień Jedyny w Rocznym Kołowrocie
Klejnotem w Niebiańsko-Ziemskim Ramion Splocie

I Karmicielki Świętej, Przemocą Poranione Wody
Otula Cisza Pana Niebios, Wolności i Swobody


I dokonuje się Najświętsze Ukryte Misterium
Matka Ziemia na powrót Miłosnym Imperium

I Ciszą może znów karmić zbłąkane ludzkie dzieci
Przez Wielkie Święto Zaślubin w pełnym cierpienia świecie


Z cierpienia wyzwalani w corocznym Łaski Akcie
Skrzydlatym Orłem spływa Cisza na Ziemskie Połacie

O Izydo Najwznioślejsza Kapłanko tych Godów
Tyś Duchową Matką i ludzi i bogów


Pod Twoimi skrzydłami człek się staje bogiem
Ci, którzy usłyszeli czekają za progiem

Strażniczko Bramy, Niebiańska Królowo
Woda w Wino Przemieniona w Misterium Godowym














Aureluni

Z oczu Twych Jak okruszki gwiazd 
Złociste Sypią się iskierki 
A kiedy pląsasz 
Gwiezdny pył 
Wytrząsasz 
Z ciałka tabakierki 

I światła dżety
Stópki Twe rytmicznie 
Wbijają W Ziemi sukienki 
A kiedy się śmiejesz 
Dzwonki z gwiazd 
Srebrzyście Tkają radość dźwiękiem

Bo jesteś z Gwiazd Przysłaną tu 
Najczulszą Czarodziejką 
Bo jesteś Tu by przypomnieć nam 
Krainę Roziskrzoną tęczą 

Z oczu Twych Jak okruszki gwiazd 
Złociste Sypią się iskierki 
Wytrząsnął nam Ciebie 
W darze Bóg- -Gwiazdkę
 Z kosmicznej tabakierki






2015


Buszująca w zbożu
 

Oto śnię mój sen
pośród zbóż wysokich labiryntu
przedzieram się a kłosy skórę przecinają boleśnie
ziarna sczerniałe woń wydają zepsucia słodkawą
trącając zmysły dzwonkiem dysonansów
 

Przedzieram się przez trzciny pusto szemrzące
bełkotem prawd udziwnionych
tak szumnych, dumną piersią falujących
a ziarno czynu nie posiane, ziarno Prawdy marnieje
to co zdrowe gnije powoli pod strugą wodolejstwa
 

Mijam makówki-grzechotliwe główki
Upajające się mądrości swych narkotycznym rojeniem
Zamykam oczy. Z serca kryształu wydobywam tchnienie
Na kąkola przestrzenie czar rzucam, przeduchowionych wydzielin połacie
Lecz jestem niczym na wróble strach dla tego upojenia groźna
 

Brnę dalej, płynę polami jak statek dziobem prujący fale
Kilwater, drobny korytarzyk pozostawiam za sobą jak krecik
Co pod ziemią ciałem swym drobnym rzeźbi. Nie wszystek umrze
A jednak...A jednak w tym labiryncie szumów pokręconych
Spotykam od czasu do czasu ptaków srebrzystych loty
 

Ich duch czysty jednym ze śpiewem jest i skrzydeł poruszeniem
I chwila ta uskrzydla kreta ponurego samotność
W zbożu piktogramem się zapisuje bratnich dusz spotkanie
I płynie w przestrzeń przesłanie, że to co w głowie i na języka ukwieconej łące
To i czynu kamieniem, posągiem, zasiewem świeżym płynąć musi Jasno





2015

Święta czystość, która pokrywa bielą
czerwień tego świata
Gdy w oczy sobie patrzymy
Bezbronność twoja rozczulająca
Ufna cieplutka łapka w mej dłoni

W sercu moim świątynia bez ołtarza
W sercu moim świątynia ubóstwiająca twoją niewinność
Niech pomieści ona wszystkie święte małe istnienia
Niech beztroski śmiech wibruje bez końca

Słodycz twojego malutkiego serca
Rzuca czar na wszelkie kwaśne deszcze
Rzuca czar na gorzką prawdę, cierpkie słowa, słone od łez morza
Ostrą jazdę, pikantne szczegóły
Zbawiasz świat samym swym istnieniem
Miękka buzia nie zna maski

W moim sercu świątynia potężna
Schronienie dla wrażliwości obleczonej w nieporadne ciałko
Pocieszność cenniejsza niż wszystkie skarby świata

Mamy tu płomień który ogrzewa i inspiruje
Mamy dostęp do Źródła z żywą wodą
Mamy powiew świeżego powietrza
I stały ląd, na którym możesz pewnie stawiać swoje kroki

Moja Świątynia otwarta dla Czystości
Bezpieczny Azyl
Shamballa której progi za wysokie
dla tego co niskie
Moja Świątynia rozwibrowana mantrą wdzięczności
za Jasność Twoją
za to że jesteś
Dziecko






2015


Karuzela 

Taka masa o siedmiu miliardach twarzy oczy 
które zapomniały że mają tęsknić 
bezrozumnie chcące więcej więcej więcej 
tylko więcej może zagłuszyć przerażającą ciszę grobów 
głośniej głośniej głośniej 
wejść najeść się powielić wydalić odejść zgnić 
wejść najeść się powielić wydalić odejść zgnić 
fascynujący rytm 
ach piejmy peany na cześć 
głośniej głośniej głośniej 
masa biologiczna utylizowana 
zasoby ludzkie, towar nieszczęsny  
grzeczny grzeczny grzeczny 
grzecznie rodzący się, grzecznie umierający
wychodzący taktownie we właściwym momencie 
klepiący grzecznie nie swoje wiersze 
ach ach ach jak tu pięknie 
pracujący grzecznie ciężko bo tak trzeba
tak trzeba tak trzeba 
kolorowe wydzieliny mózgu, by nie dotrzeć do sedna 
by tylko nie dotrzeć 
kolorowo, ślicznie, głośno 
różowe okulary i koniecznie mnóstwo zachwytu 
złapmy się za ręce i w kółeczko 
Ktoś na to patrzy -widok owieczek czyjeś oko tuczy
owieczek na rzeź 
co nie płaczą nawet i nie rzygają tą karuzelą tylko cieszą się cieszą się cieszą się
boże baranki





2015

Przebudź się 

Niech promień Światła muśnie Twoje powieki 
Zatańczy pomiędzy rzęsami i przeniknie przez okna do Twej duszy 
Obudź się Powstań z martwych za życia 
Zgromadziłeś niezłą kolekcję 
Patrzy ona teraz na Ciebie pustymi oczami 
Dlatego tak Ci zimno 
Nie nakrywaj się kołdrą 
Tylko otwórz oczy 
Przebudź się Kochanie 
Otul się ramionami 
Pomiędzy nimi masz żywe ciepłe Piękno 
Tak bardzo chce Cię ogrzać, 
ukołysać Czułym szeptem, kojącym rytmem 
Ale musisz otworzyć bramę 
Nie jesteś tu po to aby się urządzać 
Nie przybyłeś tu aby zagrzewać miejsce 
W Twoim domu pojawił się złodziej 
Uśpił Cię, omamił i zabrał mapę 
Otwórz oczy 
Co robisz w tym ciasnym pudełku? 
Po co pniesz się po drabinie jak bluszcz bezmyślny? 
Twój dom obrasta w zapomnienie 
Lunatykując zabrnąłeś na manowce 
Gdzie jesteś? Gdzie Twój dom? 
Iskrzy się w Tobie promień Słońca, on rozjaśni Ci umysł 
W nocy gwiazda Ci wskaże drogę 
Obudź się Kochanie 
Ja Ci mówię wstań 
Ożyw bezwładne Ciało i wróć tam skąd przyszedłeś






2015

W mego Serca Krainie Jest szkatułka Przezroczysta na klucz zamknięta 

W niej schowana Cisza Czasami wymyka się Ona chyłkiem, 

wycieka szczelinami z kryształowego pudełka, 

by wypełnić Sobą zakamarki ciała na co dzień zajętego przez hałas słów 

I wówczas jest Święto w Domu który faluje uradowany 

że Ktoś o Nim sobie przypomniał Błogą Ciszą całując Wspomnienie 

I kryształowe łzy płyną po policzkach ciała uświęconego na moment 

który mógłby trwać wiecznie gdybym tylko gdybym tylko 

gdybym tylko potrafiła na sto procent, na zawsze W Czystej Serca Kropli zanurzyć się zatonąć 

i być po prostu w Świętości być.







2015



SHAMBALA 
Jest taka Kraina Magiczna Nad rozgrzanymi piaskami się unosząca, 
Fatamorganą zdaje się być tym, którzy zażyli za dużo Słońca 

Jest taka Kraina Piękna Dobrej Woli i Czułości Której Mieszkańcy choć znali ból jako istoty z krwi i kości w różowych butach chadzali wciąż po krętych ścieżkach codzienności 

Jest taka Kraina Czarowna Pomiędzy światami 
Której Mieszkańcy tkają nam sny nićmi przyjaźni, złotych serc krosnami
One obłoków mgiełką wędrują po niebie póki jeden z nich nie odnajdzie mnie a drugi na przykład Ciebie 

Jest taka Kraina Święta Hen za Gwiazdami Której Mieszkańcy krzeszą ludzkie skry 
 Wciąż je wzniecając Źródła Krzemieniami 
Oni w Boskich Latarniach Ogień Rozpalają 
Byś Drogi do Domu nie zgubił
By Żar Życia nie wygasł- niestrudzenie dbają

 Jest taka Kraina Cudowna 
Za siedmioma morzami 
Której Mieszkańcy listy w butelki wkładają i wodospadami uczuć czystych na padół łez je zsyłają 
Oni rzek biegi nie raz zawracali 
Koło Ratunkowe tonącym w odmętach rzucali 

Jest taka Kraina Magiczna Nad rozgrzanymi piaskami się unosząca fatamorganą zdaje się być tym, którzy zażyli za dużo Słońca 

Ci Którzy Wiedzą, ci którzy wierzą 
Ci którzy otrzymali, 
którzy kontakt nawiązali 
W sercach ogień noszą, lampiony wdzięczności Niechaj wiecznie płoną dla Istot Miłości 

Niechaj mroki tej ziemi rozświetla „Dziękuję” które w sercach Wiedzących zawsze już wibruje.
                                            
                                                       
               2015                              
Gnostyczne  Zaślubiny

Moje serce Twoim najczulej Objęte 

Ciepłem Ukojone, 
Otulone Pięknem 

Miłości Twojej 

Delikatna Słodycz Wrażliwie mnie Tuli, wszystkie rany goi 

Jak w kurce jajeczko, 

W matrioszce babuszka 
Jam w Ciebie wtopiona, Serce w Twym Serduszku 

Dwa ciała połączył 

jeden rytm oddechu 
Wdechem Ja, Ty wydechem, 
W przenajświętszym ruchu  
Od zawsze połączeni 
tęczą przezroczystą 
Sobie poślubieni 
wolą Źródła czystą 

Dzisiaj nasze Dusze znowu się jednoczą

Święte Iskry Domu 
W Jeden Ogień łączą

Słowa mojej dla Ciebie Przysięgi 

Dziś szeptem zczytuję 
Z Eterycznej Księgi 
W której zapisane od dziejów zarania 
Wraz z całą potęgą 
mego Miłowania 

Jesteś moim Życiem, Najczulszym Promieniem 

I Jego Radością, 
Tęsknoty Spełnieniem

Z marzenia utkany, 

W ciało obleczony 
Jesteś mym Jedynym, 
Od wieków Wyśnionym 

Ma Bliźniacza Duszo, Domu Przypomnienie Przyjmij tę obrączkę-symbol Połączenia Kosmosów dwóch naszych oraz mej Miłości 

Która jest bez Granic,
bez granic Czułością

Już nas nie rozdzieli przenigdy wcielenie 
Żaden człowiek inny, żadne doświadczenie 

Już na zawsze Razem, 

W Pięknym Zjednoczeniu Nasza Miłość zbawia świat ten od Cierpienia 

Co bowiem zostało w Pleromie złączone 

Takim pozostaje,
Domem Uświęcone \

Do Domu wracamy, 

W Wolność obleczeni
Iluzję zrywamy, 
Miłością wzniesieni 

W tym zepsutym świecie, Piękno obudziwszy 

Już możemy wracać, 
Czas nasz już się ziścił

Dopełnia się misja,

Iskier Ogień Płonie 
Świat ten jest ogrzany chociaż statek tonie 

Kres już trąbią w niebie Zagłady Anieli 

Koniec coraz bliżej, gdy my cali w Bieli 

Scaleni Miłością, Serca Zjednoczone Jesteśmy Potęgą, Ukochanym Domem 


Twoje serce Moim najczulej Objęte

Ciepłem Ukojone, 
Otulone Pięknem 
Miłości Mojej 
Delikatna Słodycz
Wrażliwie Cię Tuli, wszystkie rany goi 

Co bowiem zostało w Pleromie złączone 

Takim pozostaje, 
Domem Uświęcone 

Do Domu wracamy, w Wolność obleczeni 

Iluzję zrywamy, 
Miłością wzniesieni!
                                                                    



2015

POZNANIE 

Znać Prawdę i ukrywać ją, żeby nad ciemnym stadem władzę sprawować 

Znać Prawdę i zatajać ją, by Poszukujących na manowce kierować 

Znać Prawdę i rozbełtać ją z mową-trawą kłamliwą 

Znać Prawdę i wpleść ją chytrze w przemowę jako przynętę chwytliwą 

Znać Prawdę i nic nie mówić, bo i tak nie zrozumieją 

Znać Prawdę i nie zdradzać się, bo błotem obrzucą lub wyśmieją 

Znać Prawdę i milczeć, bo przyjaciele odejdą i zostaniesz sam 

Znać Prawdę i nie wypowiadać jej, bo ty i tak już u niebios stoisz bram 

Znać Prawdę i sączyć ją pipetką do żółtych dzióbków wrażliwie po kropelce 

Znać Prawdę i przemycać ją w jakimś wierszu lub natchnionej piosence 

Znać Prawdę i szmuglować ją jak przemytnik towar cenny 

Znać Prawdę i nie mówić wiele by nie rozszarpał cię świat ciemnych 

Znać Prawdę i wypowiadać ją odważnie wszem i wobec 

Znać Prawdę i wyrażać ją mimo zamkniętych uszu oraz powiek 

Znać Prawdę i mówić jasno, otwarcie i spokojnie 

Znać Prawdę i dotrzeć do tych w których sercu 
tli się jeszcze Płomień.






2015

Za najbardziej dotkliwie niewynaleziony wynalazek który swoim brakiem niezmiernie potrafi namieszać 

uważam miarę do mierzenia znaczenia spraw w sensie ich ważności, tzn. na ile coś warte jest martwienia się, zadręczania, myślenia, poświęcania uwagi roztrząsania, przeżywania, międlenia, męczenia 

Tyle było szpileczek maleńkich, które bardzo dotkliwie ukłuły a gdyby je zmierzyć linijką to okazałoby się, że takie maciupeńkie i niewarte uwagi olbrzyma, mikroskopijne znaczenie mające...

 Tyle burz w szklance wody i tyle sztuk wideł z igły i na co to komu? 
Po co tyle pary w gwizdek szło i się marnowało? 
A z drugiej strony- ile było subtelnych przegapionych symptomów zwiastujących lawinę nieszczęścia, niewinnie wyglądających a zapowiedzią będących krachu! 

Ziarenka które wydały feralny plon, malutkie znaki i wskazówki od losu, tak skrzętnie niezauważane, tak dokładnie usuwane z pola swojego widzenia 

Tak więc miaro do mierzenia ważności rzeczy wszelakich niniejszym przywołuję cię z niebytu i powołuję do istnienia ujmuję cię w dłoń i dzierżę jak berło 

Zarządzaj istotą rzeczy w sposób sprawiedliwy 
oddaj cesarzowi co cesarskie i bogu co boskie a szerokim łukiem omijaj małe irytujące ratlerki sprawek mikrych maluczkich, małostkowych, drobiażdżków, fraszek i igraszek które żarty sobie stroją z poważnego człowieka, niezmiernie sobą przejętego... 

Oddzielaj mak od popiołu i spraw, żeby ziarnko grochu tak bardzo nie uwierało 
a ja- twój wynalazca, twórca twój, ojciec-matka niech mam święty spokój! Amen!






2015

Zwierciadła 

Naprzeciwko Ciebie wpatrzona w dwie mandale dwa zwierciadła które są namacalnym dowodem na to że jest tu twoja dusza wnikam 

Wnikam w Ciebie 
w to co lewe dla żeńskości w to co prawe dla męskości wczuwam się w krajobrazy przeżyć w bogactwo tego co jeszcze nieodkryte 

Dwie pełnie księżyca jak dwie iluzje kryjące w sobie bezmiar możliwości możesz być czym tylko chcesz 

Możesz zahipnotyzować ten świat fascynującym tańcem obrazów które postrzegłeś i odczułeś wydobywaj więc i projektuj wypełniaj dwie mandale tylko swoimi barwami 

Snuj opowieści o pięknie zdradź co wyszeptała ci cisza 
Stań się dowodem na to, że źródłem najbardziej
pierwotnym 
jest miłość




2015

 
Domu mój Utracony falujesz we mnie Wspomnieniem 

Miłości Czystej i Pięknej Tęsknotą za Ukojeniem 

Serce do Ciebie dryfuje Wiatrem Shambali natchnione 
Płomieniem w górę jaśnieje 
Ptakiem Wolności stęsknionej 

Domu mój Ukochany 
do Ciebie powracam nareszcie 
Twoja Pieśń we mnie żyje Żyję od zawsze Twą Pieśnią 

Ona rozbrzmiewa wciąż silniej 
Ona wciąż we mnie narasta Tej Pieśni siebie oddaję Twą Pieśnią w siłę urastam 

I czyściej i czyściej wibruję By z Tobą się stopić w Harmonii 

I czyściej wciąż czyściej szybuję 
By moc wibracji przegonić 

Aby się przedrzeć przez chmury do Czystej Krainy Błogości 
Do czystej Miłości powrócić 
Czystego Źródła Jedności 

Nie spocznę nim nie powrócę 
Oddaję mą duszę i ciało Oddaję każde me tchnienie By Sercem mym wtopić się w Całość. 

Iluzji tkaninę obdzieram 
Ze świętą pasją, namiętnie Ma Droga się zapisuje w Annałach Wszechświata niechętnych 

Dla tych co pamiętają Karczuję ścieżki cierniowe By Gwiazda Pamięci jaśniała 
Do Domu Prowadził nas Promień







2015

Gwiazdy w wiecznych piruetach obecne 
Na Twym światłami złudnymi usianym Niebie 

Wraz z nimi się obracasz lub to one obracają Ciebie Krwiobieg Twój tłoczy krew pyłem zodiakalnym zmienną 

Koło toczy się i toczy spiralą wygasania powolnego nikczemną 

I słowa którymi czoło Twoje namaszczono
I myśli, które w konstelacje Twoje wplecione 
Po orbitach utkanych z pajęczej sieci wirują 
A Ty wciąż na nowo przyswajasz je i zapominasz- sennie wibrujesz 

A Ty wciąż w Krwiobiegu swoim śmiertelnym powoli toniesz Choć myślisz, że nurkujesz... 

W krwi więzy uwikłany strumieniem spętlonym Poruszasz się w mandalach koncentrycznych ruchem wirowym 

Koło w kole a w kole koło i w nim koło a w środku koło 
A w centrum samym świadomość Twa bezbronna ogłuszona hałasem z kosmicznego młyna 
A w epicentrum świadomość siebie wykrojona z całości istnienia jak pestka, co zapomniała że była cytryną 

Wyłuskaj siebie z siebie, poza pestki orbitę 
Rzeką popłyń szeroką, wystąp z brzegów Powodzią stań się bezczelnie wypływając z osobowości pilnie strzeżonych szeregów 

Krwiobieg Twój Styksem powoli być przestanie 
A Rzeka Twojego Życia bogatsza o Istnień Braterstwo 
Zaleje kół mrocznych plejadę

I staniesz się Każdym w równym stopniu jak sobą Cios za ciosem zadając Pragnieniu Wibrowania Osobną Osobą






12. 2016


Bywają czasy
Że łatwiej jest
Rozsupływać
Splątanych
ludzkich dróg
Sznurówki
By bose stopy
Mogły nieść
Zdrożonych
Tułaczy
Po kres
Ich wędrówki










 25.09.2016

Chciałam być jak woda
Tajemnicza, czysta,
Woda, która sobą
Wszelki brud  oczyszcza
Spragnionych napoi
I rany obmywa
Palący ból koi
Intuicją spływa

Chciałam być jak ogień
Żarliwa, gorąca
Ogień, który
Ciepło czerpie
Wprost ze Słońca
Żarem swoim przełamuje lody
Miłością ogrzewa wszelkie
Ludzkie chłody

Chciałam być jak ziemia
Cierpliwa i stała
Ziemia, która
Przy swoim obstaje wytrwale
W posadach niewzruszona
I Mocna jak skała
Bezpiecznym jest schronem
Karmi swoim ciałem

Chciałam być jak powietrze
Lotna, bystra, górna
Tornadem zło niszcząca
Z dystansem odchmurnym
Lotem ptaka wolnego
W ekstazach płynąca
Natchniona oddechem
Duchowego Słońca

Dziś chcę być jak eter
Miękka, niewidoczna
W boskich, świętych ciszach
Wrażliwie brodząca
W alchemicznych tyglach
Stopioną materią
Złotem, które chłonie
Najświętsze Misterium




      






 26.09.2016.

TEORIA EWOLUCJI ;-)

Ciała jak naleśniki
Gęste pszenicą i mlekiem
Wyzwól mnie Panie z ciał świata
Bym stać się mogła człowiekiem 










08.2016
Westalką być!
Opiekunką Ognia
Najświętszego
Ognia, który
Z Domu pochodzi
Ognia, który
W Sercu płonie!

Drwa pożądań palić
Świętym Oddechem
Wzniecać
Aby nigdy
Przenigdy
Nie wygasł
Najukochańszy Płomień

Aby Uczcić
Najdroższych Braci
Ofiary

Aby godną stać się
Powierzonego
Cenniejszego 

Niż wszystko
Daru






2015

Tomusiowi

Wnikam głębiej pod warstwę
oblepiających mnie myśli
i znajduję tę świętą ciszę
która pulsuje wraz sercem
i jest przestrzenią nieobjętą
wolną bo nienazwaną
ta świętość łącząca
intymnie ciebie i mnie
stapiająca w jedno
z wszystkim
ta cisza tak pełna życia
tak pełna siebie
że aż zadziwia iż
na jej powierzchni taki bałagan
taki chaos i takie mnóstwo
bezsensownych zajęć
dążeń, zmagań i napięcia

Gdy Tobą nasycę ciszę
 otula mnie ona czule, ciepło
i miękko
tak wrażliwie
przestrzeń między nami
taka błoga i święta
płodna, dająca początek
wszystkiemu w naszym świecie
uwielbiam wsłuchiwać się w Twoją delikatność
gdy razem po prostu jesteśmy
tak stopieni z całością
a zarazem wyodrębnieni dla siebie tylko
jesteś moją  pasją
pomiędzy nami bez początku bez końca
źródło życia
świętość
błogość
tajemnica





2015


Z Energii utkana, Duchem przewiana
We włosach wiatr hula nieboski
I dłonie, te dłonie których kształt
Świętych Duszy Pentagramów noszą wpisy
One Złota swego nieświadome
Cyrografy podpisują wciąż bezwiednie
każdym gestem upadku swego czyniąc zapisy

Tyś z prochu nie powstała, w proch wtłoczona sprytem
Ignorancją swą wciąż karmisz tych, którzy dotknięci
wiecznym niedosytem.
Dłonie Twoje znużone ryją niczym robak w prochu
Macierzy wydzierając z gardła wszystko, co się da, po trochu
Rwiesz na strzępy życie, walczysz o byt niczym zwierzę
Nie jesteś tu po to, by Mieć, lecz by Sercem Wolność zapisać w Eterze

Ludzka Istoto, Drobinko,  Potęgi  Matrioszko
Otwórz dłonie , nie czepiaj się jak kleszcz  ciała nie swojego
Inne Ciało, Inne Przeznaczenie  dla bytu twojego
Niechaj gwiezdne przewieją Cię wiatry
Niechaj boskie  latarnie zapłoną
Pozwól okrętom o żaglach fałszywych zatonąć
A Ty żegluj pod Gwiezdną Banderą i zapisuj Ciszę w Eterach






19.09.2016

Wplotłeś swe ciało
Spragniony wrażeń
Pomiędzy kotary snu
Boso biegałeś
Rosę z gwiazd spijałeś
Poduszkami stóp

Wniknąłeś w soczyste
Grona nocy
Z łuku księżyca
Strzelałeś jak z procy
Chmurę przeszyłeś
Posypał się puch

Do księżyca wyłeś
Wilkiem popatrzyłeś
Zębami dzwoniłeś
Chłodny lodem
Który kryształami
Rzeźbił nocy duch

Palcami bębniłeś
O dachy pochyłe
Kota pogoniłeś
Przyjaźni zażyłeś
Nie zauważyłeś
Czarnego roju much

Wszystko już widziałeś
Nawet usłyszałeś
Anielski chór
Ikarem poleciałeś
I żaru zaznałeś
Stopienia twych piór

Strącony z piedestału
Nieciekaw już annałów
W których zapisana
Cudów świata moc
Cofasz się rakiem
Księżycowym znakiem

Tam gdzie Dom Jest Twój

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...