Nasza Poezja 2



Skazani przez fale
Przypływu i Odpływu
Na wieczną chorobę sierocą 
Tułacze!

Pędzeni przez pustynne zaspy wiatrem
Skłonnym do
Igraszek!

Gdy Sfinksa w pustynnych piaskach

Napotkacie
Gdy złote pytanie wreszcie
Zadacie

Staniecie u bram Świątynim Świątyni
Z tułaczy
Powstaną Pielgrzymi
Siłacze!

Mocą Ducha natchnieni

Dotrą Synowie Dziedzice
Do Matki- do Świętej Ziemi
Bogacze!










O człowiecze nieszczęsny
Łzą słoną  Boga się stałeś
Z Sol Invictus Jedności
W nieboski spadłeś firmament

Rafinerie straszliwe
Odarły Twe ciało ze Światła
Ziarnem Soli zostałeś
Reszta w tobie jest martwa

Solą w oku twa boskość
Sługom innego słońca
Chlebem i Solą Cię wita
Nowa Ziemia bez końca

Pot słony toczą z ciebie
Siły żądne wyższości
Fabryką pokarmu zostałeś
Kopalnią ziemskiej jakości

Tobie wznieść się potrzeba
Powstać z popiołu i prochu
Wzlecieć solarnie do Nieba
Solą Ziemi powstać wśród mroku










 25.09.2016 


Diamentowe Niebo ponad nami

Diamentowe Niebo u twych stóp

Ono skrzy się Iskier miliardami

Iskier, w których zamieszkał sam Bóg



Diamentowego Nieba dotknąć możesz

Zamknij oczy, otwórz serce, wyciągnij swą dłoń

Diamentowe Niebo służy Gwieździe w Tobie

Klejnotów blaskiem rozświetla ciemnych wód toń



Diamentowe Niebo przyszło do nas

Noc zyskała oczy miliardów gwiazd

Diamentowe Niebo cyklicznie się toczy

Świetlnego Braterstwa święty nadszedł czas








02


Przez eony lat

Staczałam się w
Grzeszną otchłań ciemności

O skałę wsparty

Pomocną wyciągnął dłoń
Świetlisty Posłaniec Miłości

I splotło się

Pięć palców mych 
Z ramieniem wieczności

Lecz brodzą wciąż

W oparach mgły
Stopy spowite ciemnością

Z sideł grzechu

Wyplątać się chcę
Objęć zatrutej nicości

Przestanę grzeszyć, gdy

Stopy dwie postawię 
Na Skale Wieczności







22. 09.2016

Wiatr wczesał się w drzewo
I tańczy odwieczne tai chi
Z miliardami liści

Ach gdybyśmy byli
Tak Jednomyślni
Jak wiatr i tancerze jego











26.09.2016

Będziesz Go mógł oglądać, gdy
Blaskiem Błogosławiony
Otworzysz w swym sercu oczy
Pełne miłości natchnionej

Podobne przyciąga podobne
Skrzydła szybują w przestworzach
Do wód potrzebne są skrzela
Róże rozkwitają w zorzach









26.09.2016

ROZBRAT

Jeden o niebie, drugi o chlebie
Jeden w różanym ogrodzie
Drugi w grubym kożuchu
Jeden zrywa kajdany
Drugi się cieszy łańcuchem 








I woda może palić 
Jeśli słonaNiech pali mnie
Niech pali
Aż skonam
 
I strumieniem wody słodkiej
popłynę
Tam, gdzie  morza, 
Gdzie oceany

Aż Boską Wenus
się wynurzę
z cypryjskiej piany




Złota Róża 
Złoty Róg
W Związku tym
Zamieszkał Bóg

Stoisz wyprostowany
I życie przepływa na krzyż przez
Twoje Serce

Strażnikiem Bramy
Stój czujny, abyś nie tułał
Się w poniewierce

Odźwiernym Bram Siedmiu
Stań się, bo kołacze Tchnienie,
Które ze Snu budzi

Klucznikiem jesteś
Zamknij Przestrzeń, która omamem wciąż
Cię łudzi

Wzywa Cię Adam- Święty Atem
Już złote jego widziałeś
Szaty

Wzywa Cię Ewa- Kapłanka Żywa
Księżyców Matka, Srebrnych
Połaci

I obie ręce miej wyciągnięte
Używaj kluczy w wiecznej
Podzięce

I obie ręce, promienie
Serca, wyciągnij jasno, idź- nie grzesz
Więcej









Człowiek- zwierzę
Jeden boleje nad tym
Więc się perfumuje
Drugi dumny jest
Że taki dziki, nieokiełznany

„Boże spiłuj moje pazury
Niech kły szarpać przestaną!"
Drugi kokietuje że kotkiem jest
Ale potrafi pokazać pazurki
Pokazuje więc na co go stać

Wydrapuje oczy
Łokciami toruje przestrzeń
Wyrywa chwasty
Zabija wzrokiem, słowem, śmiechem
Bo król jest tylko jeden

Wszystko co sam z siebie
Człowiek umie
To produkować falsyfikaty miłości
Sprzyja tym, którzy sprzyjają jemu
A często nawet i tego nie potrafi

Jednoczyć się umie
Gdy wroga wspólnego zwietrzy
Wówczas w ramiona drugiego
Pada z łzawym „Bracie!“
Klepie po plecach

A jednak mimo wszystko
Ma coś w sobie
Ten dwunożny zwierzak człowiek
Gdy zamknie głodną i głośną paszczę, może i kiedyś
Będą z niego ludzie







Moja Wiara to wszystko, co mam
Bez Niej bylabym skórą bez życia
Przerażającą, rozpaczliwą pustką
Nawet nie wołającą o ratunek
Bo niewierzącą

Moja Wiara to wszystko, co mam
Jest siostrą Nadziei i Miłości
Bez Niej Miłość byłaby cienką szatą
Nie dającą schronienia gdy chłody
Bez niej Nadzieja miałaby wyłupane oczy

Na tym kamieniu zbudowane jest wszystko
Kamienie nie raz ciskano we mnie 
I choć bolało mocno, zawsze wstawałam
Gdyby runęła Świątynia Wiary mojej
Nigdy bym się już nie podźwignęła  


Umarłabym z sercem na pół pękniętym
Stałabym się jednym z tych głazów

Martwa

Bo moja Wiara to wszystko, co mam









Na winę i karę 
zaprogramowani
Wciąż karać chcemy
O karę wołamy 
Brat na brata ciągle
Swą podnosi rękę
Sam sobie kreując
Jakże bliską mękę

Do potępiania słuch
Mamy stępiony
Do oceniania
Wzrok wyostrzony
Ostrzymy języki
I ostrzymy zęby
Aby wbić je w ciało 
"Winnego" pazernie

I ciągle tak bardzo
Jesteśmy głusi
I Jedność naszą
Tak łatwo jest skruszyć
Bramy do Jednego
Wciąż mamy zamknięte
A myśli ciągle
Knowaniem zajęte

Człowiek tak srodze
Został zniewolony
Nie umie wejść w serce
I być wyciszony
Siła zza zasłony
Tak nim zawładnęła
Że stał się on trybikiem
Odrębności dzieła

I zawsze kiedy 
Złe myśli snujemy
Urazę chowamy-
- Zło pielęgnujemy
Aby się wyzwolić
Walki nie potrzeba
Potrzebna jest Cisza
Aby wejść do Nieba


W Ciszy jasno słyszymy
Serca Brata bicie
Slyszymy ból jego
Pod myśli okryciem
W Ciszy z Bliźnim zawsze
W jedno się łączymy
Wszystko rozumiemy
Z miłością patrzymy


Bo To co nas dzieli
Sztucznie jest pędzone
Aby szczęście ludzkie
Wciąż było uśpione
Tylko w Jedności
Z wszystkim znajdziesz
Swe spełnienie
Więc na Miłość kieruj
Statek Swego Śnienia

Przebudzisz się wówczas
Do Prawdy Widzenia






Jeśli podziały chcesz czynić
Czyń je wewnątrz siebie
Dziel się dzielnie tak długo
Aż uzyskasz Jeden

Bo ten, kto ponad wszystko 
Chce się znaleźć w Niebie
Musi do Jednego
Sprowadzić sam siebie

A kiedy bogatym prawdziwie
Pragniesz się uczynić
Wiesz że najcenniejsze
Jeden w Iloczynie

Ten kto swoje talenty
Mnoży do wielości
Ten nigdy nie zazna 
Prawdziwej błogości

A ten, który w Boskim
Zasmakował czynie, ma
Jeden w ilorazie
Jedność w iloczynie






Nie mam gdzie złożyć głowy
Wspinam się po schodach
Do Ciszy

Lecz kroku mojego nie usłyszysz

Przed oczami pełgają
Światła wzory

Roztańczone powolnym
Leniwym ogniem
wygasania

Cisza Serca jest jak kołyska

Nic nie ukoi tak, jak ta
Święta Czystość

Kraina przejrzystych obłoków

Pełna błogosławionej wody
Która w objęcia bierze

Czule wyciszając

Wymazując z duszy
Słów potwory

Boże już do świata grubego

Nie przynależę i do Ciebie cała
Też jeszcze nie

Trwać tu muszę

Aż na nowo utkam
Godną Ciebie duszę

Kotwice miłości zarzucone

Są tu Ci Ukochani
Z którymi, gdy wypełni się czas

Powrócimy razem

Do Cisz Najświętszych
Do Wytęsknionej Matki

Złapiemy się za ręce

I razem powrócimy
Nie tęskniąc już więcej




Najukochańszej Julisi

W ogrodzie Boskiej Miłości
Różane Światło zakwitło
Ziarenkiem słodkiej czułości
Wsiało się w naszą przyszłosć

I Calineczka Różowa
Z Ogrodu do nas przybyła
Ciałkiem swym opiekuńczym
Szarości świata okrywa

Codzień piękniej rozkwita
Promyczek Opiekuńczości
Najświętsza Nasza Różyczka
z Ogrodu Boskiej Miłości









01.12.'16. 

Najświętsze Imię
Wewnątrz mnie
Spiralnie wiruje

A kręcąc się
Ustala rytm
Namiętnie orbituje

I serce me
Wplecione w wir
Wibrattem jest Miłości

Struną, na której
Boski Wiatr
Gra Odę do Radości

Ach Boskie Imię
Najczulsza z Gwiazd
Oddychasz Światłem we mnie

Dziękuję Ci za
Święty Blask
Pełen tak tajemnic






Wraz z ptakami 

Ulecieć 
Do Świątyni Słońca
Z Nocy Wielkiej 
Zmartwychwstać
Z Węża, co świadom jest
Końca



Kości białe dać Ziemi

Za Dar Życia 
W podzięce
By okryła nimi
Pierś swoją, Serce
Które szamocze się
W męce



Matkę Ziemię otulić

Isis Płaszczem
Szkarłatnym
Aby dobył się 
Płomień
Z Głębin Życia
Brunatnych



Dzieci Ziemi 

W sierści Jej 
Trawach 
Żywot prowadzą jak pchełki
W Jej sokach pijane pływają
Tocząc swój
Egocentryzm



Ach powstać 

Z pełzania tego
Brzuchem po Matce 
Ziemi
Wężem w górę wystrzelić
Feniksem, co 
Powstał z Płomieni


I Orłem na Świętą Górę

Wiatrem Słonecznym
Szybować
Niosąc w Sercu
Pieśń Nową
Światłem za
Czystość Dziękować






Naprzeciw

Wpatrzone w moją twarz
Ujrzałam
Wielkie oczy
Takie, jak ma Strach
Śmiertelny



Zrobiłam 

Pierwszy krok
Skoczyłam
I zanurzyłam się
W Ich otchłanie
W głębiny
Pod powiekami ukryte



W wodach słonych

Rozpuścić zapragnęłam
Chciwość Życia
By na drugim brzegu
Wynurzyć się
Już nie ta sama








W drodze na 

Świętą Górę
Zdarłam 
Stóp podeszwy
Potem stopy
Zniknęły
Jak wymazane
Gumką
Wytarły się
Stawy 
Kolan, Bioder
 Zniknął Brzuch
Skołatało do cna Serce
Straciłam też Głowę
Starłam się 
Cała na proch
Pozostała Cisza
Pełna Gwiazd
Pełna Jedności








18.02.2017



LUDZKA MIŁOŚĆ



Biedna

Nieporadna

Wrażliwa

Tęskniąca
Targana sprzecznosciami
Uwagi Łaknąca
Ułomna
Niedoskonała
Słaba
Zagrożona
Pełna wątpliwości
Zazdrościa skażona
Brudna
Pożądliwa
Zbrukana wulgarnie
Przesadnie cnotliwa
Ubrana zbyt ładnie
Mimo wszystko tkliwa
I tak Wzruszająca
Zwłaszcza gdy kierunek
Obrała na SŁOŃCE



17.02.2017

Nadeszła Odwilż
I wody

Przez wieczność

Lodem zasnute

Boski Oddech poczuły

Okowy zostały rozkute

Oddycha Święta Woda
Światłem z Głębin dobytym
Wulkanem lawy żarliwej
Życie wypędza niebyty

Bicze wodne Siłami
Ognia, Powietrza i Woli
Maskę lodu smagają
Zrywają kajdany niedoli

Na krach rozstajnych stoi
Człowiek
Niewydarzony jeszcze
Ale jest juz wysniony
Przez Wód tajemne szepty

Gdy kry się rozsuwają
Prądów przeciwnych mocą
Czlowiek niewydarzony
W swym sercu się szamocze

By przezyc musi przeskoczyc
Otchłanie przerażenia
Kry topniejące pogrążyć
W przestrzeniach zapomnienia

Śmieszne twoje człowieczku
Male te dylematy
O smierci groby bielone
Rozdzierasz swoje szaty

Zamilcz wreszcie
Nędzniku, 
Puść smierci
Skostniałą rękę

Ktoz to widzial
By wielbic
Nad zycie 
Śmiertelną udrękę

I Odpłyń Wodą Żywą
Do Źrodeł
Tryskających
Ciszą zasnuj swą przeszłosc
Wody stęchlizną stojące

Poplyn wreszcie
Czlowieku
Do krain miodu i mleka
Głupcze niewydarzony
Na co tak ciagle czekasz?!







12.02.2017.

Nici wysnuwać
Złote
Z Serca, z Głowy
W Dłonie obie 
Ująć

Szatę tkać
Odnowy
Szatę, która
Nie zdobi
Człowieka
Lecz Duszę
Na Gody
Boskie
Przyobleka

Tkaczem 
Bezimiennym
Zniknąć 
W Świątyń Progach
Pustką Przenajświętszą
Wyjść Powitać
Boga


01.03.2017

Usiana Piegami
Twarz Nocy
Mówi, że
Największe Tajemnice
Są wagi lekkiej

Jej Ręce
Opalane przez Sito
Odcedzają Wody Świadomości
Oddzielając je
Od kamieni oskarżeń

Noc się nie garbi
Nie ugina się
Pod brzemieniem winy
Jej Oczy błyszczą
Usta szepczą miękko

Jej Palce z właściwym sobie Czarem
Wystukują Gwiezdny Kod
Rozpalający Światła
Ludzkich oczu
Do Jasno-widzenia Lekkości

Nie lekceważ Lekkości
Niech Ci Ziemia
Lekką będzie
Z sercem wagi piórkowej
Przekracza się Bramy Wieczności

Usiana Piegami
Twarz Nocy
Mówi, że
Gdy powieki stają się Ciężkie
Zasypiasz




07.03.2017

Twoje Ciało
Jest Zasłoną
Kotarą, ukrywającą Prawdę

Przez całe swoje życie
Możesz być
Ozdobą tego świata- Rekwizytem

Możesz upinać dekoracyjnie
Materię Twego
Zewnętrznego bytu

Możesz głośno szeleścić
Możesz błyszczeć
Możesz opadać ciężko ku ziemi

Jaki jestem barwny-możesz się zachwycać
Zaczynam się marszczyć- możesz się martwić
Blaknę

Możesz rozpostrzeć
Rozsunąć się tak szeroko
Że zasłonisz ciałem cały widok na Słońce

Możesz też uchylić rąbka
Tkaniny i spojrzeć
Prosto w oczy Tajemnicy

Możesz powoli zrywać Zasłonę
Możesz usunąć ją całkiem
I stać się Słońcem




08.03.2017

Dziwne

Strasznie to dziwne, że tak bardzo nie ma znaczenia
Fakt, iż
-gdy ci się ruszał mleczak w dzieciństwie, tata przywiązywał go nitką do klamki i otwierał drzwi

-albo że twój dziadek miał konia, który zrywał ludziom czapki z głów, domagając się powitania

-albo że uwielbiałeś jako dziecko, brodzić stopami w złotych jesiennych liściach i wyobrażać sobie, że jesteś statkiem sunącym przez skąpane w zachodzącym Słońcu morze

-że mówiłeś "komboj" na kowboja

-że kwiaty przemawiały do ciebie jaskrawymi barwami a chmury i ptaki specyficzną ciszą

-że robiłeś "widoczki" ze znalezionego kolorowego szkiełka, pod które wkładałeś polne trawy, płatki kwiatów i zakopywałeś je w piasku

-że znaleziona na ulicy szklana niebieska kulka tak bardzo była magiczna

-że obcinałaś lalkom włosy

-że za karę stałeś w przedszkolu w kącie albo wieszano ci na szyi papierowy jęzor za gadanie

-że miałeś plastikowy instrument muzyczny zwany "violą", w który dąłeś ile sił w płucach, dręcząc nieświadomie i niemiłosiernie, najbliższych

-że zbierałaś na plaży ziemniaczane stonki

-że mówiłaś wierszyk do biedronki

-i do ślimaka, żeby wystawił rogi za ser na pierogi

Dziwnie to smutne, że tak bardzo nie ma znaczenia ta proza życia; powieść, którą każdy z nas tak pieczołowicie skrobie paznokciami  stóp, wędrując poprzez swe istnienie

Że to wszystko płynie rzeką, której kierunek przeciwny jest do obranego przez ciebie kursu.
Jej wody cofają się rakiem, płyną do tyłu by wyparować w świetle Słońca

To życie nieoświecone jest jak srebrna powierzchnia "zdrapki". Nieistotne. Wytrze się.Pod spodem dopiero znajduje się sedno. Zupełnie inny świat, skąpany w niesamowitej, mistycznej ciszy.

Prawdziwe Życie. Reszta jest śnieniem.

Dziwne.




16.03.17.


Jak kamień w wodę przepaść
Opaść w serca głębiny
Myślą nieporuszoną
Chłonąć świetliste krainy
Płoche ławice myśli
Zastąpić cichym istnieniem
W szczelinach Światła się zaszyć
Filozoficznym Kamieniem





17.03.2017.

Z początku Serce zna tylko Rytm
Perkusistą jest ciała
I wystukuje miarowy beat
Pod wodzą którego
Jak galernik działasz

A zdarza się w czasach wszelkich fakt
Że nużą człowieka dwutakty
Czarowną Melodię
 Słyszy w swych snach
I szuka z Nią kontaktu

I może się zdarzyć
Że trafi na trop
Dźwięków zza Siedmiu Mórz
A wówczas Ciszą otacza się
By tej Melodii nie zagubić już

Chce bardzo tańca nauczyć się
Pod czarem Świętej Muzyki
I bywa, że szuka w świecie
Gdzie Rytm
Tańców tych przewodnika

A bywa także, że
Szuka i tam, gdzie Słodkie Melodie zabrzmiały
Lecz wówczas słyszy
Nie szukaj w nas
W Twym Sercu twe dźwięki zagrały





17.03.17.

Złamany Duch
Rzekami
Płynie przez świata ulice
Wypełnia
Alkoholików
Ale i
Mędrców przyłbice

Najświętszy Duch
Jedności chce
Lech nie chce jej
Złamany
Zamiast Przestrzeni
Rozległych
On woli cztery ściany

Ta rzeka miliardów
Twarzy
Oczu miliardów zastępy
Kropla przegląda
Się w kropli
Lecz wzrok
Pozostaje mętny

Te same w kroplach
marzenia
Te same w kroplach plany
Lecz
Widzi wciąż odrębność
Duch uparcie
Złamany

Najświętszy Duchu Światła
Natchnij
nas- ciemne wody
Dopóki
"Ja" rzeka płynie
Nie zazna
Tchnienia swobody

"Ja" moje i "ja" twoje
W Ducha złamaniu
Jednakie
Niezależnie
Czyś płotką
Czy barwnym
Rajskim ptakiem

Dopóki chcesz
Być złamany
Na kawałeczków
Czternaście
Dopóty
Duch Wieczności
Płynąć nie może i gaśniesz.





17.03.'17.

Jest Życie
Które wybija
 Źródłem
Z głębin nieznanych
I chce zostać wyrażone
Przez ciał twoich wszystkich dary
Jest  Życie tak niepojęte
Które drogę sobie toruje
I wszystko to
co logiczne
milcząco ignoruje
Jest Życie
Które zadziwia
Mądrością swoją
I Siłą
Życie którego
Nie pojmiesz
Gdy myśli nie wygasiłeś
Jest Życie
Niesamowite
Inną Pieśnią
Płynące
Niż Słowa Niż Czyny
Niż Dźwięki
W ciałach ludzkich
Grające
Jest Życie, które wybija
Źródłem gorącym z podziemi
Ono chce byś się
Poddał, byś pił
Ze Świętych Strumieni
Jest Życie które pulsuje
Źródłem
W głębinach nieznanych
Którego wciąż nie pojmujesz
Lecz możesz być
przez Nie
Poznany



19.09.2016.

Słowo Jego Tchnieniem w ciał komnatach
Echem odciśnięte w doczesnych twych szatach
Czystą Kroplą, która Łańcuchy Gór tworzy
Szeptem, którym wibrują Eteru przestworza

Niechaj Słowo Jego w ustach twych ostrożne
W szacunku brodź wodach, w cisze wchodź nabożne
Słowa Jego przez warg twoich bramy
Niech płyną jak perły uważnie rzucane

Słowo skąpane w płodnych oceanach
Bogiem było Słowo, nasionami Pana
Słowo na gleby urodzajne pada
Cedzić ci je trzeba przez sita Poznania

Słowa tworzą światy, księżycowe blaski
Płożą się u stóp twych błagając o łaskę
Pochyl się nad dziećmi, które płodzisz mową
Stwórz z nich złote czółna, płyń do Ziemi Nowej




22.03.2017.

W  nazwanym życiu
Wciąż orkiestry grają
Symfonie symultanicznie
I nakładają się na siebie
Melodie bez dna
Poza czasem drgając
A jednak cyklicznie



I to, co się raz wydarzyło
Wciąż gdzieś się jeszcze wydarza
A duch cielesnego życia
Dla dzieci swoich barwne sny wytwarza
I bawią się dzieci piaskiem
Za noski wodzone malutkie
A wiatr rozburza im babki
I drwi sobie z nich okrutnie

A tyś, człowieku, coś oczy
Otworzył pośród mgieł życia
Kakofonie musisz przekroczyć
Zostawić senne przeżycia
I mimo iż twoje historie
Kołem wiecznym się toczą
Dotyczą ciała twych powłok
Nic nie znaczących przezroczy

A oczy twoje ujrzały
Wśród mgieł Świetlistą Bramę
Którą musisz przekroczyć
Z pamięci swej rozebrany
Bo Brama ta zbyt wąska
Na opowieści natłoki
A Cisza Jej zbyt czysta
Na bałwochwalcze mroki

Rozbierz się więc dobrowolnie
Z tego, do czego przylgnąłeś
Niech ręce staną się puste
Kryształem stań obnażonym
Bo Prawda twoja to Pryzmat
czysty, wrażliwy i cichy
Który rozszczepia Światło
Na Siedem Promieni Żywych

I Żywe te Promienie
Poza słowami Pieśń tkają
Rozbierz się więc do Ziarna
Porzuć skóry swe stare
Popłyń Muzyką Bramy
Popłyń Strumieniem Życia
W Tęczowy przemień się Obłok
Większy od imion okrycia




Na początku było Słowo-
- Boska Sieć na Motyle
Dla gąsienic, co poza słowa
Nosa nie wyściubiły

I Słowo stało się Ciałem
Stało się Słowo Motylem
Barwnym skrzydłem musnęło
Pełzaniem nabrzmiałe chwile

I Życie Inne się stało
A przestrzeń raz uskrzydlona
Rodzić poczęła Motyle
Ze Słowem płodnego Łona



Zamiast dłoni miał
Dwie łyżki
Którymi nabierał
Dla siebie
Szczodrze
Z puzder świata
Znaczenia

Zamiast dłoni miał
Dwie łyżki
Które zanurzał
W jaskrawych misach
I Szczodrze
Karmił siebie
Rozrywką

Zamiast dłoni miał
Dwie łyżki
Które zanurzał
W księgach
I łapczywie czerpał
Z rzek atramentu
Elokwencję

Zamiast dłoni miał
Dwie łyżki
Które zanurzał
W garncach
Wszystkich stron świata
Przydając sobie
Obycia

I zardzewiały łyżki
Które dłońmi
Być nie potrafiły-
 -Światłem Słońca
Rozszczepionym
Na Dziesięć
Promieni


Chodzę po Ziemi jedną tylko nogą
Muskam świat ten gęsty
Powłoką ciał czterech
I dziwne tak bardzo- być tu wpół-obecnym
Dziwne Duszą całą gdzie indziej należeć

Bo nie z tego świata mnie ciągną magnesy
I tak bardzo jestem wciąż na pograniczu
Głowa w Siódmym Niebie, oczy w gwiazdach
W Słońcu ręce a Serce
W Ciszach mi nieznanych na co dzień kotwiczą

I boli czasami ta na wpół- należność
Do Ziemi, do Matki, co ciało karmiła
Próbuję się przypiąć sumienia pasami
Do świata, który tak całkiem
Z głowy już mi wypadł

Lecz nie oszuka się przynależności
I pokonać nie da silnych grawitacji
I choć się staram być tu po całości
To guzik nie dopnie
Za ciasnych kreacji

I Dusza wypływa wciąż na Inne Pole
Tam, gdzie ma świadomość
Nie zawsze nadąży
I dziwna jest bardzo ta człowieka rola
Kiedy krew kosmiczna w jego ciałach krąży

I błagam wciąż świat ten o wybaczenie
Usprawiedliwienie mej nieobecności
Bo trudno jest bardzo
Zrozumieć mi siebie
I te nieziemskie przynależności



28.03.2017.

Widzieć to wiedzieć
Wiedzieć to widzieć

Oczy posiadasz
Zewnętrzne

Oczy posiadasz
Wewnętrzne

Zewnętrzne oczy
Horyzontalnie wyzierają
Z twojej twarzy

Dwoje wewnętrznych oczu:
Jedno egipskie
Drugie gwiezdne-
-Oko duszy
Wertykalnie
Przecinają na krzyż
Złudzenia

Możesz
Zobaczyć Jasno
Tego świata emocje

Tego świata emocje
Pożądanie, Złość, Smutek
Zawiść, Pychę, Wstyd, Żal, Winę, Ambicję

To są tego świata emocje
To nie Jesteś Ty

Ty jesteś
Boga Mądrością
Jasnym Widzeniem
Czystym Dźwiękiem

Rozpuść mgły
Świateł Ciemnych

Ujrzyj Jasno



28.03.2017.

Muszle spiralne
Są kosteczkami galaktyk
Skrystalizowanymi ich atomami

Muszle prowadzą wgłąb
Tego, co nieskończenie małe
I w wir tego, co nieskończenie wielkie

Muszle śpiewają
Natchnione Duchem
Pieśni odległych galaktyk

Czy to muszla zakrzywiła eter
Czy eter zakrzywił muszlę?
A może istnieją nieoddzielnie?

Eter może istnieć bez muszli
Ale muszla nie może istnieć bez eteru
Więc eter był pierwszy

Malutka muszelka potrafiłaby zmienić
Geometrię całego wszechświata
Wessałaby go
Ale wowczas musiałby
Nastąpić wielki wybuch

Muszla jako ciało
Jest granicą
Prowadzi do dwóch rodzajów
Nieskończoności

Owe nieskończoności
Zdają się być błędnym kołem
Tak jak ósemka może być pułapką

Jednak jest ucieczka
Dokładnie w miejscu
W którym krzyżują się dwa prądy

 Nosisz w sobie tę bramę



06.04.2016.

W szmaragdowych komnatach ptaka śpiew
Jak szmer strumyka
Bo równie tajemnicza jest
W srebrzystym lśnieniu zaklęta muzyka

W szmaragdowych komnatach usłyszałam zew
Słońca, do którego dusza ma się klei
Słońca, którego potężny blask
Zstępuje żarliwie wśród najczystszych treli

Szmaragdowe komnaty głosy chłoną ech
Z ludzkich utkane oddechów
I usłyszeć możesz dziecięcy śmiech
Lecz również cierpienia bezdechy

Szmaragdowe komnaty ludzki czują ból
Promieniami wpleciony w światłem tkane ściany
Czy jest coś gorszego niż dziecięcy lęk
Który tak uparcie nie chce być słyszany

Ach Boże mój, który w szmaragdach się tlisz
Szepnij Święte Słowa
I oświeć, i oświetl i olśnienie ślij
Jak być, aby świat ten od bólu ratować

Szmaragdowe Komnaty to cały Twój Skarb
Cały Twój majątek na tym łez padole
I choć Wszystek Jesteś za gwiazdami hen
To nie jest jako w górze tu na dole

W Tajemnych Komnatach usłyszałam zew
Słońca, do którego dusza ma się klei
Cała Twa nadzieja. bogactwo jest w tych
Którzy wśród szmaragdów Ptaka usłyszeli




12.04.2017

Zwoje z Nag Hammadi

Słowa Żywe wcielonym w żywot Blaskiem
One budzą Cię ze snu, One niosą Łaskę
Słowa Żywe w Wiecznej skąpane Istocie
One  jako diamenty porzucone w błocie

Słowa Żywe w Ziemi grobach pogrzebane
One zmartwychwstały Lśnieniem przyodziane
One wiecznie Żywe, One Czystość niosą
Wibrują przez wieczność Najświętszą Istotą

Słowa Żywe wiecznie są zielone
Przez Tego, Który Życiem, zostały natchnione
To, co z ust człowieka paruje bezładnie
Płoży się bez Istoty, aby zginąć marnie

Słowa Żywe-Najdroższe Cudowne Misterium
One Miraculum Powrotu do Pełni
Słowa Żywe Światłem Duszę oczyszczają
Słowa Żywe jak Gwiazdy Drogę oświetlają

Słowa Żywe puszczają w Sercu Twym korzenie
Najświętsi Pielgrzymi łaknący schronienia
Słowom Żywym uczyń Dom w powłokach swoich
Pozwól  Żywym Wodom Pragnienie swe koić



13.04.2017
Jedność Grupowa, Jedność Perłowa


Pereł Sznura, który niegdyś Boga zdobił Szyję
Nić zerwała się nagle roniąc połyskliwe
Łzy jak Grochy z Tęczy wyłuskane Strąka
Krople Deszczu Boskiego w ciał osiadły łąkach

I Łez Rosy wodami rzęsiście darzyły
Krainy płonące ogniem im niemiłym
A każda z Pereł Kropli gasić chciała ogień
Lecz wody ich kroplami były w morzach płonień

I tęskniły  perliste Boga koraliki
Zanurzone w dżunglach krain na wpół-dzikich
A każda z pereł kropli  boleśnie osobna
Z kręgów przenajświętszych zabrana do bagna

I śpiewały Perły syren  tęskne pieśni
Lecz ciężko im się przebić przez ciało, które śni
Sny o potęgach z kraju ogni dzikich
Osłabły więc Pereł  bolesne okrzyki

Lecz byli też tacy, którzy posłyszeli
Smutne Pieśni Łez Boga Czuciem wyłowili
I zawrzała w nich lawą płomienna Tęsknota
Za Sznurem Pereł, z których ich Istota

I znalazła Perła swych Perlistych braci
Tęsknie zgromadzonych wśród Świątyń połaci
I pieśń zabrzmiała serc czystych, w obłok się uniosła
Kropla Osobna w Perłową Macicę urosła

I powstała Perłowa Macierz, Oblubienica
Gotowa na spotkanie Boskiego Dziedzica
W Jeden Sznur się złączyło, co osobnym było
 Misterium Powrotu  dopełniła Miłość.



13.04.2017.

Niechaj nie wie Lewica, co Czyni Prawica
Święte Przykazanie Duszę mą zachwyca

Zsyła Bóg Najwyższy po prawicach Łaskę
Której człowiek lewy chwalić chce się blaskiem

Kiedyż Boże oświecisz durną mą istotę
Kiedy pychę uciszysz, wygasisz głupotę

Czy na zawsze będą tępe te zapędy
Puszczać w ziemską glebę dumy lewej pędy

Wygaś Boże proszę wszelkie moje głosy
Ciszę zasiej jak makiem, wsiej ją w moje włosy

Boże Przenajczystszy, chcę być cała Tobą
Wycisz chciwość bycia dla siebie ozdobą

Boże, Tyś Jest Wszystkim, Boże Tobie Chwała
Wszystko, co Jest Pięknem, Miłością Twą pała

Niechaj nie wie Lewica, co Czyni Prawica
Święte Przykazanie Duszę mą zachwyca

13.04.2016
Dziękczynienie

O Boże, który pozwalasz 
Iskrom swym tęsknie marzyć
Dziękuję, że Go wyśniłam
Spośród miliardów twarzy

O Boże, który tak hojnie
Iskry swe Dobrem darzysz
Dziękuję, że Jego mi dałeś
Pośród miliona wydarzeń

O Boże Najukochańszy
On Twej Miłości Odbiciem
Wrażliwym Oddechem Czułości
Przenikającym me życie



O Boże tak Wytęskniony
Miłością naszą wciąż tkamy
Złote i Srebrne Kobierce
Latające  Dywany



O Boże Najdroższy, Najświętszy 
Do Ciebie wołam w podzięce
Za to, że pozwoliłeś
Odnaleźć mi Jego Serce.




15.04.2017

W naczyniach połączonych
Z dwóch ludzkich serc powstałych
Rzeki energii pływami
Wciąż dążą do równowagi



I tam, gdzie wrażliwość i miękkość

W swej bezbronności stoją
Tam wody czujne ścianami
Stanowczości się zbroją



A tam, gdzie wzloty duchowe

Szybują na skrzydłach natchnienia
Napływa drzew korzeniami
Stabilna i silna ziemia



A tam, gdzie płomień jest dążeń

Co ogniem duszę spalają
Tam wnikliwości wody
Chłodem otrzeźwień spływają

I tam gdzie sztorm nadciąga
morza bałwany spienione
Łagodna fala wycisza
Naczynia połączone 

  • I tak tańczą dwóch serc tancerze
  • Wspólny taniec do Boga
  • Miłością, co postać swą zmienia
  • Światłoczule jak woda

  • 15.04.2017



  • Bądź Ścieżką a nie Pielgrzymem
  • Bo od czasów zarania
  • Gdy Pielgrzym Tęsknotę poczuje
  • Ścieżka się wyłania

  • Ścieżką bądź,  nie Pielgrzymem
  • Co wśród postrzegań swych krętych
  • W ślepym utknie zaułku
  • Pokus go wciągną odmęty

  • Bądź Ścieżką a nie Żeglarzem
  • Co w szczytach gór wzrok zatapia
  • Ośmiornicy  nie widzi
  • Która go pychą obłapia

  • Ścieżką bądź, nie Żeglarzem
  • Co fal wirami znużony
  • Osiada na mieliznach
  • Stagnacji rozleniwiony

  • Drogą bądź czystą i cichą
  • Do Nieba Autostradą
  • Szlakiem przetartym, Traktem
  • Akweduktem nie armadą

  • Bądź Windą dla innych, Portalem
  • Który nie ma Imienia
  • Co w górę wznosi się Gwiazdą
  • Do Źródła Wszelkiego Istnienia

  • 17.04.2017.

  • OBJAWIENIE

  • Kolibra Skrzydła
  • W Serca Nieboskłonie
  • Trzepotały wytrwale
  • Zefir niosąc wspomnień

  • I krążyły ponad
  • Orchidei czarą
  • Migotały wachlarze
  • Z tafty i jedwabiu

  • I szukała Nektaru
  • Tęczy Odrobina
  • W jako kamień śniących
  • Więziona krainach

  • I łowiła tęsknie
  • Każdy Słońca Promień
  • Nieskończoność kreśliła
  • Wiatr czyniąc przypomnień

  • Kolibra Skrzydła
  • W Serca Firmamencie
  • Trzepotały wytrwale 
  • Niosąc swe zaklęcie

  • I dotąd nad pąkiem
  • Uroki czyniły
  • Aż na kraj uśpiony
  • Czar rzuciły miły

  • I poczuła kraina
  • W szafirach skąpana
  • Oddech Czystych Krain
  • Tęczowego Pana

  • I odkryło Serce
  • Kolibrem zbudzone
  • Że od wieków było
  • Prawd Tęczowych Domem

  • I odczuło Serce
  • W nagłym Słońca Lśnieniu
  • Że szkatułą było
  • Na dnie morza śnienia

  • Otworzyła szkatuła
  • W Ciszach swe pokrywy
  • Orchidea rozwarła
  • Płatki na Świat Żywy

  • I lustra lśnieniem
  • Ognistym stała się powabnym
  • Coraz bardziej zdolnym
  • Tęcz odbijać Prawdę

  • Kolibra Skrzydła 
  • W Serca Nieboskłonie
  • Trzepoczą żarliwie
  • Rozniecają Płomień

  • 18.04.2017

  • Wezwałeś mnie po Imieniu
  • Którego sama nie znałam
  • A jednak Twoje wołanie
  • Wśród Ciszy posłyszałam

  • Wezwałeś mnie po Imieniu 
  • Pośród umarłych Żywym
  • Ażebym uśmiercała
  • Świat imion obelżywych

  • Wezwałeś mnie po Imieniu
  • Kobiecym i Łagodnym
  • W Miłowaniu Świetlistym
  • Oddanym i Czarownym

  • Zawołaj mnie Boże teraz
  • Imieniem Męstwa Świętego
  • Ażebym Mężczyzną się stała
  • Godnym Królestwa Twojego

  • Zawołaj mnie o Najdroższy
  • Imieniem Odwagi i Mocy
  • Ażebym mimo chadzała
  • Raniącej mnie przemocy

  • Wszystkie Twoje Imiona
  • W Lśnieniach Najczystszych skąpane
  • Uczyń mnie Pustką Godną
  • Imienia, Które Nadałeś


  • Chcę mówić do Ciebie Ciszą
  • W powłoki ciał czterech  wplecioną warkoczem
  • Chcę ból ukołysać
  • Macierzy pociętej hałasem wykroczeń
  • Chcę Płaszczem Świetlistym
  • Jak obłok subtelnie jednością falować
  • Odrębność rozproszyć
  • Poznaniem wypłynąć poza ciała owal

  • Chcę tkać się kobiercem
  • Świetliście się wplatać w gwiezdne Twoje sploty
  • Miłości oczami
  •  Pełnię Jasno widzieć Wszechistoty
  • Chcę milczeć tkaniną
  • Ponad snem rozpiętą
  • W nadgarstków powojach
  • Jedno wyczuć tętno

  • Chcę rozpoznać Ciebie w każdym 
  • Życia drgnieniu
  • Oczu lampki maślane
  • Utkwić w Twym istnieniu
  • Chcę w Ciebie się wtulić
  • Światłem Najjaśniejszym
  • Chcę uczynić wszystko
  • By świat był Ci lżejszym

  • Chcę zmartwychwstać Tobą
  • Poszerzać szeregi
  • Chcę się Twą czystością
  • Wypełnić po Brzegi
  • Chcę każdym mym krokiem
  • Żarliwie Cię sławić
  • Chcę każdym mym gestem
  • Gotową się stawić

  • Chcę Prawdę Twą głosić
  • Ale nie słowami
  • A Ciszą  stojącą
  • Między gwiazd bramami

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...