Magiczne podróże























"Portugalia- moje wrażenia z podróży"

Emilka Wróblewska-Ćwiek

Podróż zaczęliśmy 24. 05. Wstaliśmy o 4 nad ranem, by zdążyć na pociąg, który odchodził o 4.57. Miałam szczęście, bo przez większość podróży mieliśmy z Tomusiem przedział dla siebie, więc mogłam rozłożyć się wygodnie na całej długości siedzenia i spać, wiedząc, że mój ukochany mąż czuwa nad moim bezpieczeństwem. Całą niemal drogę czytaliśmy sobie, wchodziliśmy na grupę i wybuchaliśmy śmiechem, czytając zamieszczone tam komentarze. Mieliśmy przesiadkę w Krzyżu, gdzie Tomuś dzielnie tachał równie dzielnie wypchaną przeze mnie walizę. Bytom powitał nas zaskakująco obskurnym dworcem. Aby wyjść z peronu trzeba było zejść na dół po schodach i podziemnym wejściem dotrzeć do budynku dworca, by potem móc wyjść do miasta. Gdy dochodziliśmy do podziemia, nasze nozdrza owiała specyficzna woń, przypominająca zapach kwiatów o nieznanej mi nazwie. Im bliżej schodów, tym zapach przybierał na sile, by z zachęcającego aromatu kwiatów przeobrazić się w wywołujący torsje odór ludzkiego moczu. Przechodząc dołem miałam odruchy wymiotne, tak więc puściłam się pędem do wyjścia i oboje z Tomkiem mieliśmy niezły ubaw z tej sytuacji. Pozostała część dworca okazała się równie zaniedbana: postkomunistyczna, ziejąca biedą i zaniedbaniem budowla, strasząca opustoszałymi pomieszczeniami. Bezskutecznie szukaliśmy przechowalni bagażu. Nie było również żadnej ławki, żadnego kiosku z napojami, gazetami itd. Była kasa biletowa z miłą panią w środku i na piętrze sklep z używaną szwajcarską odzieżą, reklamowany przez napis na banerze: „Odzież z najbogatszego kraju w Europie”. Napis ten jakoś mnie zasmucił swoją treścią, przygnębił poczuciem niższości. Bytom jako taki robi smutne wrażenie. Wszędzie widać biedę, na ulicach widzi się wielu chorych, okaleczonych ludzi. Odrapane budynki, pustostany z powybijanymi szybami, baraki i brud. Brzydota. Zaskakująco niskie ceny warzyw i owoców. Pomimo ponurych wrażeń, jakie wywarło na mnie samo miasto, ludzie, których mijałam przez te 40 minut pobytu-piękni. Każda twarz jest piękna, bez względu na rysy, jeżeli przebija przez nią dusza dobrego człowieka. Poszliśmy na deptak, wstąpiłam do kilku sklepów. Deptak przypominał mi ten łódzki, był bardziej zaniedbany i uboższy, ale dało się zauważyć pewne podobieństwo. W pewnym momencie mój wzrok padł na stojącego przy budynku mężczyznę, trzydziesto-kilkulatka. Obok niego stała dziewczynka i przytulała się. Mężczyzna trzymał w dłoni karton, na którym było napisane, że zbiera na operację dla córeczki, która jest chora na ptozę. Tomuś powiedział, że szkoda, że ludzie nie mają świadomości, i jedynym wybawieniem jest dla nich oddanie się w ręce konwencjonalnej medycyny. Oczywiście zgodziłam się z nim w myślach, zwłaszcza, że minęły mnie w odstępie dwóch może minut, dwie starsze panie w perukach, wyniszczone najprawdopodobniej chemioterapią. Niemniej jednak widok tego mężczyzny z córką, niósł ze sobą dla mnie prezent. Otóż, pomimo iż na ogół widok „proszących” na ulicach osób działa na mnie przygnębiająco i staram się do nich „nie podłączać emocjonalnie” , w tym przypadku było inaczej. Odwaga, determinacja i miłość tego ojca do dziecka chwyciły mnie za serce do tego stopnia, że z oczu zaczęły płynąć strumieniami łzy. Musiałam się odwrócić, żeby nie były one poczytane za wyraz litości. Było to dogłębne, wzruszające piękno miłości. Piękno szlachetnego człowieka, który uczyni wszystko, by ratować ukochane dziecko. Obserwowałam panią, która podeszła do mężczyzny z córką, wręczyła im z ciepłym uśmiechem pieniądze, życząc dziecku zdrowia. Tomuś również podszedł, dał im jakieś pieniądze. Powałęsaliśmy się jeszcze chwilę po deptaku, kupiliśmy w Herbapolu skrzyp, w aptece plastry i ruszyliśmy z powrotem na dworzec, by wsiąść do autobusu do Pyrzowic. Tomuś stanął w kolejce do kiosku, by kupić sobie coś do picia. Za kioskiem, przytulony do jego ściany leżał piękny pieniuś, spaniel, który wyglądem przypominał lwa. Był beżowy, na głowie miał fajną sterczącą blond czuprynkę, jakiej nie widziałam nigdy wcześniej u żadnego pieska. Po chwili do „Lewiątka” (jak nazwałam sobie pieska, używając słownictwa Aureluni) wyszedł jego właściciel. Okazał się nim być sprzedawca z kiosku. Wyniósł mu wodę, coś do jedzenia, pogłaskał go czule i wrócił do pracy. Miło było patrzeć na tę pełną miłości scenkę. Tomuś kupił, co chciał i usiedliśmy na ławce, oczekując na autobus nr 85. W pewnym momencie podszedł do nas mężczyzna, z uciętą w kolanie nogą, poruszający się o kulach. Gdy poczułam, że się zbliża, zesztywniałam, wstrzymałam oddech, spodziewając się zapachu nieumytego ciała. Miałam nadzieję, że nas minie, ale podświadomie wyczułam, że mężczyzna nas „namierzył” i zmierza prosto do celu. Gdy podszedł, okazało się, że jego ciało nie wydziela przykrego zapachu, co było przyjemnym zaskoczeniem. Mężczyzna ten zwrócił się do nas z prośbą o poratowanie go kilkoma złotymi. Twarz miał łagodną i miłą. Opowiedział nam o tym, że pracował w hucie przy piecu. Pokazał nam swoje pokryte pęcherzami dłonie z głęboko wżartą w skórę sadzą. Gdy słuchałam jego opowieści i patrzyłam na niego, moją uwagę przykuł głęboki ubytek w jego czaszce po lewej stronie, najprawdopodobniej ślad po trepanacji. Mężczyzna powiedział, że ZUS odmówił mu wypłacenia renty i uznania za inwalidę trzeciego stopnia. Nie ma jak zapłacić za czynsz i dlatego prosi ludzi o pomoc. Udzieliliśmy jej, czując, że to jest potrzebą w tej sytuacji. Mężczyzna nie wyglądał na alkoholika ani naciągacza. Biła od niego szczerość i poczucie godności. Nadjechał nasz autobus, Tomuś wtaszczył do środka walizę, za którą miły kierowca nie żądał dopłaty. Czułam głęboką wdzięczność do Tomka, za to, jak wspaniałym jest człowiekiem. Tuliliśmy się i obserwowaliśmy pytlujące przyjaźnie koleżanki, rozmawiającego śląską gwarą, żartującego mężczyznę, kobietę w zaawansowanej ciąży. Ot, zwykłe codzienne życie ludzi, których pewnie już nigdy nie zobaczę. Twarze tych ludzi emanowały dobrocią. W drodze na lotnisko, ujrzałam na niebie wyraźny kształt samolotu, utworzony z chmur. Pokazałam go Tomkowi. Tomuś powiedział, że to znak, który przyniósł mu ulgę , ponieważ przez całą noc i od nowa od rana, prześladowała go myśl, że nie polecimy, że coś się stanie i w ostatniej chwili coś nas cofnie z lotniska. Znak okazał się proroczy. Wsiedliśmy na pokład samolotu. Gdy ruszył z kopyta, cieszyłam się jak dziecko, prędkością, którą osiągnął przy starcie. Potem, gdy byliśmy już w górze, obserwowałam malutki świat w dole pod nami i czułam się, jak Bóg, który patrzy na swoje dzieło. Malutkie ludziki i ich dramaty- to wszystko stało się takie nierzeczywiste i nierealne. Spojrzenie z góry ułatwia uzyskanie dystansu do siebie i swoich „wielkich” problemów. Portugalia jest piękna. Zachwyciła mnie jej atmosfera, no i co tu dużo mówić- Słońce, to, że ciągle jest tam ciepło. Przepiękna roślinność, inna niż u nas: piękne krzewy pełne amarantowych kwiatów, drzewa o fioletowych kwiatach, kaktusy, palmy, drzewa iglaste o wielkich szyszkach, zupełnie inne niż u nas. Nieliczne lasy, ogrodzone siatką- wstęp na ich teren surowo wzbroniony. Zapach bijący od tych lasów, zniewalający, subtelny, kojący, zbliżony trochę do zapachu naszych iglastych lasów, przesyconych Słońcem, ale nieco inny- delikatniejszy. Gdy dotarliśmy nad ocean, Tomuś zapytał mnie żartem: „no i czym różni się ocean od morza?” Na pierwszy rzut oka niczym, ale po chwili zdałam sobie sprawę z tego, czym się różni…energią: ocean to potężna energia, bijąca od tego tajemniczego, niezgłębionego , wypełnionego pamięcią przeróżnych wydarzeń- zbiornika. Energia oceanu podziałała na moją podświadomość niezwykle oczyszczająco, co przejawiło się w snach. Co noc miałam koszmarne sny. Pierwszy mój sen to ryby i „owoce morza”: wyławiane, żywcem jedzone, mordowane. Całą noc śniły mi się morskie, cierpiące istoty. Druga noc- sen o cierpiących z ręki człowieka zwierzętach lądowych. Następne noce to oczyszczające sny, dotyczące spraw osobistych. Jednego wieczora tuż przed zaśnięciem, miałam wizję. Zobaczyłam Chrystusa, jego pochyloną nade mną twarz. Poczułam na swoich ustach Jego pocałunek. Nie było w tym nic erotycznego. Zanurzałam się w energii tej wizji, czując wielką miłość i szacunek, jaki zawierał się w tym pocałunku. Niewypowiedziana słodycz, przemawiająca wprost do serca, obejmująca całość mojej istoty, jakby Jeszua chciał mi powiedzieć „Kocham Cię, to, co robisz jest wspaniałe, bardzo Cię szanuję i kocham”. Miałam nadzieję, że tej nocy, zamiast koszmarów, przyjdzie do mnie piękny sen, kontynuacja wizji. Jednak nie…Nawet, jeżeli miałam jakieś piękne spotkanie z energią Chrystusa we śnie, to go nie pamiętam. Pamiętam natomiast koszmarny sen, który mi się przyśnił. Nie ma sensu o nim mówić Pierwszego albo drugiego dnia nad ranem miałam sen o tym, aby wrzucić do oceanu zaprogramowany na oczyszczanie wody kryształ, co zrobiliśmy w ostatnim dniu pobytu. Plaże wokół oceanu pełne są niezwykłych muszli: wielkich, pięknych, niesamowitych. Zbierałam je, zadziwiona, że nikt inny tego nie robi. Oprócz tego mnóstwo jakichś żyjątek na brzegu, kolczaste fioletowe i pomarańczowe kulki. Na piasku pełno szczątków krabów, co rusz znajdowałam ich szczypce, które przypinałam Tomusiowi do kąpielówek, co go lekko złościło
Delfiny. Byliśmy bardzo zdeterminowani, by spotkać delfiny w ich naturalnym środowisku. W hotelu znalazłam ulotkę o organizowanych w miejscowości Vilamoura wyprawach katamaranem: „Dolphin Safari”. Oczywiście bezkrwawe safari. Pokazałam ulotkę Tomusiowi i oczywiście od razu oboje postanowiliśmy, że choćby nie wiem co, musimy wziąć w tym udział. Poszłam z ulotką od pani w recepcji i dowiedziałam się, że miejscowość Vilamoura oddalona jest o 100 km od Monte Gordo, gdzie mieścił się nasz hotel. Pani zadzwoniła do organizatorów wypraw i dowiedziała się, że nie odbierają oni klientów z hotelu i że dotrzeć trzeba na własną rękę. Zaczęła mi mówić, jak skomplikowana jest to podróż i że zajmuje aż trzy godziny jazdy autobusem. Słuchając jej czułam, jakbym miała zamiar wyprawić się na koniec świata co najmniej Po południu podjęliśmy decyzję, że jedziemy. W recepcji zmieniła się osoba, tym razem był to mężczyzna. Poprosiłam go, by zadzwonił i dowiedział się, o której godzinie i w jakie dni urządzane są wyprawy i żeby zabukował nam termin. Mężczyzna okazał się bardzo niechętny do współpracy. Najpierw długo trwało nakłanianie go, żeby w ogóle zadzwonił, bo mówił, że na pewno nie uda nam się tam dotrzeć. Mówił, że wyprawy są organizowane tylko o 10-tej godzinie i że do tego czasu na pewno nie uda nam się tam dojechać. Poprosiłam go, by mimo to zadzwonił, bo z tego co wiem, wyprawy organizowane są o różnych porach dnia, a jak nie, to może uda się wynegocjować odpowiadającą nam godzinę. Pan chwycił w końcu niechętnie za słuchawkę, wykręcił jakiś numer, poczekał chwilę i stwierdził, że nikt się nie zgłasza. Spróbował drugi raz i znów to samo. Poszliśmy więc z Tomusiem na plażę i poprosiliśmy go, by próbował się dodzwonić, bo bardzo nam na tym spotkaniu z delfinami zależy. Gdy wróciliśmy, człowiek ten już czekał na nas z informacją, że tak, jak mówił, wyprawy organizowane są tylko o godzinie 10-tej, co oznaczało, że nie uda nam się wziąć w tym udziału. W minorowych nastrojach podreptaliśmy do pokoju. Tam, coś Tomka tknęło, odpalił internet i wszedł na stronę organizatorów „Dolphin Safari”. Z informacji tam zamieszczonych wynikało, że wyprawy organizowane są codziennie o 10, 12 i 16-tej godzinie…hmmm…Znaleźliśmy nr telefonu i zadzwoniliśmy tam sami. Okazało się, że informacje znalezione na stronie są prawdziwe i aktualne- wyprawy organizowane są o różnych porach. Umówiliśmy się na 12.30 za dwa dni. Jednocześnie ogarnęła
mnie złość na człowieka w recepcji. Poszłam więc do niego, kupiłam u niego bilety na wyprawę, bo taki był wymóg organizatorów, by kupić bilety zawczasu. Dałam mu odczuć, jak bardzo jestem wkurzona jego bezinteresowną złośliwością. Miałam również ochotę iść do kierownika i naskarżyć na niego. Zamiast tego, udałam się do pokoju i weszłam w swoją ciszę, by się uspokoić i zneutralizować emocje. Pod wpływem medytacji napisałam poniższy artykuł. „Błogosławieństwa jak Pocałunki" /dostepny w innym poscie/. Wczułam się więc w człowieka w recepcji, pobłogosławiłam go i podziękowałam za informację, którą odebrałam w wyniku tej sytuacji. Stwierdziłam, że on również odebrał lekcję poprzez konfrontację z moją złością, tak więc nie ma sensu dalsze drążenie tematu i robienie mu nieprzyjemności. Wyprawa do delfinów. Naszą wyprawę wspaniale opisał Tomuś, nie będę się więc powtarzać. Pomimo, że na ulotce było napisane, że firma organizująca „safari” nie daje żadnej gwarancji, że zobaczymy delfiny, ponieważ są one dziko żyjącymi zwierzętami, my wiedzieliśmy, że je zobaczymy. Gdy ruszyliśmy, ujrzeliśmy na niebie wyraźny kształt delfina utworzony z szarych chmur, które odcinały się od białego nieba. Znak ten utwierdził nas tylko w przeświadczeniu o tym, że zaraz się spotkamy z tymi wspaniałymi, pełnymi Światła Istotami. Po chwili ogarnęła mnie wielka fala wzruszenia, poczułam potężną, wspaniałą i pomimo, że radosną to jednak majestatyczną energię delfinów. Łzy zaczęły strumieniami lać mi się po policzkach. Odczułam, że zaraz się zobaczymy. Za jakiś czas Tomuś powiedział, że usłyszał w głowie pewne słowa i że zaraz powinniśmy je zobaczyć. I faktycznie, kilka sekund później ujrzałam w oddali czarne punkciki, ku którym kierował się nasz katamaran. To były one! Delfiny! Gdy się zbliżyliśmy, okazało się, że są szare, dokładnie jak delfin, którego zobaczyliśmy na niebie. Gdy pod wodą wirowały, ukazywały nam swoje błękitne brzuszki. Pływały spokojnie wokół łódki, powoli zanurzając się i wynurzając. Można było odczuć błogość i świętą, mistyczną powolność, którą emanowały. Spotkanie z delfinami było niesamowitym, głęboko wzruszającym doświadczeniem. Trwało ono około pół godziny. Na koniec organizatorzy powiedzieli nam, że mieliśmy wielkie szczęście, bo było ich bardzo wiele i nieczęsto udaje się je spotkać. Na koniec oboje z Tomkiem odebraliśmy te same słowa: „do zobaczenia w nowym, pięknym świecie”. Byliśmy zdumieni, że oboje odebraliśmy to samo. O Portugalczykach mówi się, że jest w nich mnóstwo smutku i melancholii, pomimo iż mieszkają w pełnym Słońca kraju. Nie są ogniści i pełni temperamentu, jak ich sąsiedzi, Hiszpanie. Mają poczucie wiszącego nad nimi fatum, nieprzychylnego losu, którego w żaden sposób nie da się obłaskawić. Tę mentalność można odnaleźć w ich pełnej smutku muzyce- fado. Nie mieliśmy wielu okazji, by zweryfikować te słowa. Nasze kontakty z Portugalczykami były przelotne, chwilowe. Spotykaliśmy ich głównie w sklepach, w których sprzedawali, no i w naszym hotelu, w którym pracowali. Były to miłe spotkania. Osoby, które spotkaliśmy na swojej drodze były miłe i miałam poczucie, że są bardzo podobne do Polaków. Na ulicach spotykaliśmy o wiele więcej turystów, niż autochtonów. Zresztą wiele sklepów w Portugalii jest własnością ludzi z innych krajów: głównie Chin a także Bangladeszu i innych krajów arabskich. W Portugalii urzekły mnie tzw. „azulejos” , pięknie malowane kafelki, którymi wyłożone są ściany budynków. Niezwykłe są wąskie uliczki, piękna architektura, przenosząca w inne, odległe epoki. Znajdując się w miasteczku położonym nad oceanem, spożywając pyszne owoce i warzywa, w których, w przeciwieństwie do naszych, nie czuło się sztucznych nawozów i chemii, miałam cały czas poczucie wielkiej łączności z Matką Ziemią, z naturą. Pobyt był cudowny ze względu na czas, który oboje z Tomkiem mieliśmy dla siebie. Z dala od dzieci, obowiązków, mieliśmy przestrzeń na to, by cieszyć się sobą. Tomuś jest wspaniałym człowiekiem, mądrym, uduchowionym, szlachetnym, odważnym jak lew, mogłabym bez końca wyliczać jego zalety. To cudowne, móc z nim przebywać na codzień, razem śmiać się, rozmawiać, odkrywać, jak wiele nas łączy i jak wiele spraw odczuwamy identycznie. Nikt nigdy nie kochał mnie tak, jak on. Codziennie dostaję od niego mnóstwo miłości, podziwu, oparcia. Jest taki rycerski, opiekuńczy i czuły. Jest w stosunku do mnie bardzo lojalny i wierny. W każdej chwili czuję, że myśli o mnie i się troszczy. Traktuje jak księżniczkę, jak swój największy skarb. W miejscach publicznych, strzeże jak oka w głowie, żeby nikt nie zrobił mi krzywdy. To jest rozczulające. Po prostu: mężczyzna marzeń Ciągle się od niego uczę i zachwycam tym, jak wspaniale się rozwija i ciągle pracuje nad sobą. Ten związek to jeden z najwspanialszych darów, jakie otrzymałam w tym życiu. Powrót. Powrót przebiegł nam z przygodami. Na lotnisku okazało się, że nasz samolot ma trzy godziny opóźnienia. Czas oczekiwania umililiśmy sobie oglądaniem na małym odtwarzaczu dvd serialu „Cudowne Lata”. Po upływie 4 godzin, znaleźliśmy się w samolocie. Pierwszy raz leciałam nocą, ale zamiast podziwiać widoki z okna, spałam jak kamień. Gdy zbliżaliśmy się do lotniska w Pyrzowicach, okazało się, że nie mamy pozwolenia na lądowanie, ponieważ pas startowy znajduje się w remoncie. Taka była też przyczyna opóźnienia naszego samolotu. Pilot stwierdził więc, że lecimy do Warszawy, co bardzo ucieszyło Tomusia. Cieszy ł się, że będziemy szybciej w domu. Wylądowaliśmy w Warszawie, gdzie okazało się, że po zatankowaniu paliwa, udamy się z powrotem do Pyrzowic. To zmartwiło Tomusia, ponieważ obawiał się, że nie zdążymy wrócić na czas do domu, gdzie na 18.30 miał umówionego pacjenta. Wysłaliśmy potencjały, abyśmy dotarli na tę godzinę do domu. Wysiedliśmy na lotnisku w Pyrzowicach i pojechaliśmy autobusem do Bytomia. I znowu dworzec w Bytomiu…brudny, zaniedbany, z przeciekającym dachem. Na dworcu, bezdomni ludzie. Mężczyzna, śpiący na kartonie, w krótkich spodenkach i koszulce z krótkim rękawem, pomimo zimna. I prezenty dla mnie, czyli wchodzące na dworzec wraz z rodzicami, którzy mieli tam coś do załatwienia, dzieci. Najpierw wszedł chłopczyk z autkiem w rączce. Bawił się nim radośnie, jeździł po poręczach, po ramieniu swojego taty i po plecach babci Na koniec, wyciągnął w kierunku taty dwie ręce z prośbą, by ten go podniósł i przytulił. Tata wziął go na ręce i przytuleni wyszli. Z a chwilę wszedł chłopczyk z autobusem w jednej rączce i ręką mamy w drugiej Chłopiec z autobusem był poważny, wszystko uważnie obserwował, słuchał grzecznie swojej mamy. Uzyskali informację dotyczącą jakiegoś połączenia i wyszli. Po pewnym czasie na dworzec wszedł wraz z mamą chłopczyk z żółtym balonikiem w rączce. Był promienny jak słoneczko. Bawił się tym balonem, podrzucał go, śmiał się radośnie i przemieniał ponurą energię dworca. Był taki uroczy i piękny. Podszedł do mnie i zaczęliśmy się razem bawić balonikiem. Cóż za piękna, niezapomniana chwila. Dzieci to największe błogosławieństwo tego świata, to najpiękniejsze istoty, jakie stąpają po naszej planecie. Jest to dla mnie najpiękniejszy dar. Ich widok natychmiast podnosi mi wibracje, sprawia, że serce wypełnione jest miłością, błogością i czułością. Czuję wówczas, jakby coś we mnie się rozpuszczało, rozpływam się w zachwycie, czuję tak wielkie piękno, że nie potrafię tego opisać słowami. Tak na mnie działają dzieci. A te nowe dzieci są tak wspaniałe, że powinny powstać wielkie opasłe tomiska wychwalające pod niebiosa ich radość, promienną energię, blask, wdzięk, mądrość, urok, czystość, szlachetność, wrażliwość, wyrozumiałość dla najbliższych, czułość, pomysłowość…Dzieci wnoszą w nasz świat magię, uczą nas jej. Wnoszą szczęście, umiejętność radowania się każdą chwilą, dostrzegają rzeczy, których my nie widzimy. Podczas naszych wczasów, miałam szczęście spotykać na swojej drodze wiele pięknych dzieci i równie pięknych rodziców. Co budujące, zaobserwowałam, jak wielką miłością rodzice potrafią obdarzyć swoje dzieciaczki. Obserwowałam szacunek, cierpliwość, czułość i zrozumienie, jakie rodzice mieli dla swoich dzieci. Ten obraz bardzo mnie pokrzepił, uświadomiłam sobie, że nie tylko dzisiejsze dzieci są inne…inni są również ich rodzice…mądrzy, uważni, pełni pokory i szacunku dla swoich najdroższych skarbów. Jest to pewien znak czasów, zapowiedź Nowej Ery Miłości.Nasza wyprawa do Portugalii wzbogacona była znakami na niebie, które przypominały nam, że jesteśmy prowadzeni, że jesteśmy pełni mocy, że jesteśmy kochani. Nasze Wyższe Ja komunikowały się z nami w piękny sposób, poprzez namalowane na niebie obrazy. Gdy wracaliśmy, jeszcze w samolocie ujrzałam na niebie nad ranem wizerunek ptaka. Był on o tyle niesamowity, że utkany ze światła. Chmury tak się ułożyły zasnuwając tarczę Słońca, że utworzyły sylwetkę ptaka, bardzo wyraźną, głowę, korpus, skrzydła, ogon a nawet nóżki, wszystko w idealnych proporcjach. Wydaje mi się, że jest to dla mnie zapowiedź wielkiej wolności, radości i światła, które wkraczają w moje życie. A gdy wracaliśmy do domu już pociągiem, na niebie ukazała nam się tęcza. Znaki te piękną klamrą zamknęły ten rozdział naszego życia, jakże radosny, piękny i pełen wzniosłych, pełnych miłości wydarzeń. A do domu wróciliśmy na czas, więc Tomuś zdążył przyjąć pacjenta










PODRÓŻE MAGICZNE– MALTA

Tomasz Ćwiek                                       

 Moja podróż na Maltę miała swój początek w Warszawie, gdzie samolotem z lotniska Okęcie wyruszyłem na tą ciekawą wyspę leżącą na morzu śródziemnym. Lot trwał 3 i pól godziny i był bardzo spokojny. Po wyjściu z samolotu uderzyło we mnie bardzo rozgrzane powietrze. Temperatura na Malcie przekraczała 30 stopni w cieniu. Pod ojechaniu do hotelu moim marzeniem było tylko włączenie klimatyzacji i prysznic;). Sam hotel był dość ciekawy, gdyż basen dla odmiany był ulokowany na dachu. Miało to swój urok, bo widoki podczas kąpieli w nim były wspaniałe. Malta to mała wysepka, położona między Sycylią i Afryką Północną, która spełnia idealnie wszystkie oczekiwania turystów.Czekają tu na nich słoneczne dni, przejrzyste morze, poprzecinane rozpadlinami wybrzeża, okazałe budowle historyczne, gościnność tutejszych mieszkańców, komfortowe ośrodki wypoczynkowe oraz bogata oferta sportów wodnych. Wskład archipelagu Wysp Maltańskich wchodzą wyspy Malta, Gozo, Comino, Cominotto, 2 Wyspy Św. Pawła i Filfla, będące wierzchołkami wapiennego masywu, pełnego głębokich zatok i dolin. Malta to naprawdę malutka wysepka, gdzie odległości miedzy miastami sa bardzo niewielkie. Kiedy rozłożyłem mapę Malty wielkością nie różniącą się od mapy Polski, dostrzegłem jak ta wielkość jest złudna. Otóż były na niej naniesione miasta, które dzieliło od siebie np. 1 czy 2 km ;). Okazało się, że z jednego końca mapy na drugi, co w Polsce byłoby odległością równającą się prawie 800km, tutaj to mniej niż 30 km! :) Moim głównym celem wycieczki na Maltę było zobaczenie tajemniczych neolitycznych kolein opisanych przez Ericha Von Danikena. Ponieważ ruch na Malcie tak samo jak w Anglii i na Cyprze jest lewostronny, nie zdecydowałem się wypożyczyć samochodu. Nie żałowałem jednak, bo na Malcie są przepiękne autobusy. Żółto-pomarańczowo-białe, czasem z czarnymi dodatkami mające niekiedy nawet po 50 –60 lat! Oczywiście nowe z klimatyzacją, niską podłogą służącą niepełnosprawnym i innymi usprawnieniami tez jeżdżą po Malcie. Zaletą takiego podróżowania jest niska cena i to, że autobusy te dojeżdżają w zasadzie do każdej części wyspy. Najpierw trzeba dojechać do stolicy Malty, którą jest 10 tysięczna La Valetta, a stamtąd z pętli autobusowej dojedziemy już tam gdzie chcemy. Podróż do słynnego Clapham Junction z tajemniczymi koleinami zajęła mi godzinę. Kiedy wysiadłem na przystanku okazało się, że jestem na zupełnie wyludnionym terenie. Na szczęście udało mi się dotrzeć na miejsce, które nie było zbyt dobrze oznaczone. Na miejscu nie było nikogo i tylko mała tabliczka informowała mnie, że przede mną rozciąga się stanowisko archeologiczne, którego szukałem. Widok był naprawdę niesamowity i magiczny. Nigdzie w zasięgu wzroku żadnego człowieka, a byłem przecież na terenie, który dzięki Danikenowi zna miliony ludzi. Po przejściu kilkuset metrów dostrzegłem wreszcie koleiny. Rzeczywiście robiły wrażenie.Miały w sobie coś magicznego, a z drugiej strony normalnego.Nauka do tej pory nie potrafi wyjaśnić skąd ślady kolein w neolicie. Miejscowi nazywają je torami tramwajowymi, co rzeczywiście budzi takie skojarzenie.Ponieważ byłem tam sam i magia tego miejsca do reszty mnie pochłonęła, postanowiłem zrobić tu krótka medytację. Energia tego miejsca była wyczuwalna bardzo wyraznie i nie mogłem jej porównać do żadnej mi znanej. Zobaczyłem w swoich myślach jak po równinie na której siedzę jeżdżą różne dziwne pojazdy podobne do tramwajów, ale jednak różniące się od nich wyglądem i ludzi w dziwnych strojach. Trwało to tylko parę chwil, ale myślę, że był to przebłysk tamtych neolitycznych czasów. Cóż dzisiejsza nauka wie tak naprawdę o historii Ziemi i możliwościach cywilizacji jakie na niej istniały w dawnych czasach? Myślę, że niestety niewiele. Wystarczy poczytać „Zakazaną archeologię” Michaela A. Cremo i Richarda L. Thompsona, żeby zrozumieć jak wiele faktów jest przed nami ukrywanych przez tak zwaną oficjalną naukę. Clapham Junction jest właśnie tego przykładem, lecz takich na świecie jest cała masa. Kiedy już napatrzyłem sie na to tajemnicze miejsce i zrobiłem kilka zdjęć postanowiłem wracać i zwiedzić stolicę Malty. La Valetta to tak jak w zasadzie cała wyspa miasto z kamienia. Znajdziemy tu mnóstwo zabytków, które świadczą o bogatej kulturze Malty. Dzisiejsze stare miasto w obrębie dobrze zachowanych obwarowań XVI - wiecznych jest na tyle nieduże, że bez trudu można przejść je pieszo nie mecząc się zbytnio. Zajmuje ono koniec niewielkiego półwyspu o szerokości zaledwie kilkuset metrów, otoczonego od południa, wschodu i północy morzem. Od głównej bramy miejskiej City Gate prowadzi ulica przez szereg placów otoczonych wspaniałymi pałacami i kościołami. Jednym z najokazalszych jest pałac Auberge de Castille.Był siedzibą hiszpańskiej i portugalskiej legii w zakonie joanitów. Obecnie jest siedzibą premiera Malty i otwarty jest dla turystów. La Valetta słynie też z pięknych ogrodów i galerii. Zakupy można tu zrobić głownie na ulicy handlowej lub na targu przypominającym trochę targ arabski. Gorzej niestety z jedzeniem, gdyż dla wegetarian oprócz różnych sałatek nie ma niestety zbyt wielkiego wyboru. Mój tygodniowy pobyt w tym kraju był bardzo przyjemny i oprócz wypoczynku znalazłem tu to czego chciałem .. Jeżeli ktoś lubi wypoczynek ,słońce, zabytki i tajemnice to polecam Maltę z całego serca. Malta jest bardzo ładnym krajem z bogatą sięgającą 7000 lat historią,krajem pełnym słońca, tajemniczości,magii i życzliwych i uśmiechniętych ludzi



Podróze magiczne-POLSKA-WYLATOWO

Wylatowo to wieś leżąca na trasie Gniezno – Inowrocław. Na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżnia. Jest tam małe jeziorko, kilka sklepów i w zasadzie to wszystko Jednak wjeżdżając do Wylatowa zauważymyspecyficzny znak ze spodkiem i napisem „Uwaga Strefa Zero” w polskim i niemieckim języku. To właśnie tu w tej niepozornej miejscowości od 2000 roku do roku 2006 nieprzerwanie powały piktogramy czyli znaki w zbożu. Jest to jedyne tego typu miejsce na świecie, bo w innych miejscowościach znaki też co prawda powstają, ale nie seryjnie. Tutaj piktogramy pojawiały się zwykle w lipcu, ale były też w maju iczerwcu. Pierwszy piktogram pojawił się na polu w roku 2000 i do 2006 roku piktogramypowstawały regularnie nawet po kilka na sezon. Od kilku lat na polach wWylatowie zainstalowany był 24 godzinny monitoring, co było pomysłem niestrudzonego Janusza Zagórskiego, wybitnego ufologa i ezoteryka, twórcy ForumNowej Cywilizacji. Kto chciał popatrzeć na pola wylatowskie i poobserwować co tam się dzieje, mogł to zrobić wchodząc na stronę WWW.ufotv.pl..Była to jedyna na naszym globie akcja monitorowania pól, na których pojawiają się piktogramy. Wylatowo to naprawdę niezwykłe i magiczne miejsce. Piktogramy maja akurat dla mnie znaczenie drugorzędne, ważniejsze jest obcowanie ztajemniczymi i subtelnymi energiami, które tam odczuwa się, nawet teraz kiedynie ma już piktogramów. Działy się tam naprawdę niezwykłe rzeczy o których niemówi się w mediach, więc żeby je zobaczyć lub przeżyć trzeba tam po prostu być.Wylatowo to miejsce, gdzie widać jak na dłoni zmiany w świadomości ludzi. Przedrokiem 2000 mieszkańcy tej miejscowości nie zastanawiali się nad zjawiskamitakimi jak UFO, a dziś dla nich to codzienność. Moim zdaniem jednym znajważniejszych celów jakimi kierują się twórcy piktogramów jest zmiana świadomościludzi i podwyższanie ich wibracji i właśnie w Wylatowie widać jak doskonale sięto sprawdza. Nie chodzi mi tu tylko o mieszkańców tego magicznego miejsca, ale też o osoby przybywające tu z różnych zakątków naszego kraju. Widać zmiany jakie zachodzą w tych ludziach po przebywaniu w tym miejscu. Przyjechało tu wielu sceptyków, którzy przybyli do Wylatowa głównie z ciekawości, jednak po kilkudniach pobytu pozbywali się swojego sceptycyzmu stając stałymi uczestnikami corocznej akcji.Sam tez przeżyłem tam dziwne zdarzenia, które nie dają się normalnie wyjaśnić.2 razy z moim bratem Rafałem przeżyliśmy zjawisko cofnięcia się czasu nazegarkach wskazówkowych i elektronicznych, co zresztą w Wylatowie zdarza się nietak rzadko. Częstym zjawiskiem jest też rozładowywanie naładowanych do pełnabaterii od aparatu lub kamery, czy problemy z zasięgiem sieci komórkowych.Zachowanie sprzętu elektronicznego rządzi się w Wylatowie swoimi prawami inigdy nie można być pewnym, że będziemy mieli sprawny aparat czy kamerę. Niedzieje się to oczywiście zawsze, ale naprawdę dość często. Również zdjęciaobiektów na niebie, których udało mi się zrobić naprawdę dużo to teżpotwierdzenie, że Wylatowo to miejsce niezwykłe. Najlepsze jest to, żefotografowanych obiektów w momencie robienia zdjęcia nie widzieliśmy, a jednakna fotkach wyszły. Autentyczność badał Waldemar Czarnetzki z Niemiec robiąc szczegółowe analizy. Jedną z moich fotografii NOLA zamieścił nawet na pierwszej stronie tygodnik Fakt, uznając je za dowód istnienia UFO, co oczywiście było lekką przesadą. Nie zmienia to jednak faktu, że obiekty te czymkolwiek są krążą nadWylatowem nadzwyczaj często. Magia tego miejsca jest wielka też dzięki niezwykłym ludziom, którzy poświęcali się sprawie rozwiązania wylatowskiej tajemnicy.
 Takie wspaniałe osoby jak Janusz Zagórski, Bolek Kula, dr. Jan Szamański, rodzina państwa Szpuleckich itd.. sprawiają, że w Wylatowie przebywało się z przyjemnością, ale czuje się też,że bierzemy udział w czymś niezwykłym.





PODRÓŻE EZOTERYCZNE POLSKA-MAGICZNE MIEJSCA

Emilia Wróblewska-Cwiek, Tomasz Cwiek



Przegląd magicznych miejsc naszegopięknego kraju zaczniemy od Pałacu Sapetów, mieszczącego się w miejscowościTuczno. Jest to wieś położona w województwie lubuskim 11 km od StrzelecKrajeńskich, przy lokalnej drodze do Choszczna. Pałac neoklasycystyczny z lat1887-1889 został wybudowany przez ówczesnego właściciela Maxa von Wedemayer.Przy pałacu jest piękny park o powierzchni 8,5 ha. Dla nas jest to miejscepiekne i magiczne, gdyż nie licząc poznania się na Ślęży w ciemnościach tu doszło do naszego pierwszegospotkania i w zasadzie od Pałacu Sapetów zaczął się nasz cudowny związek. Samomiejsce nie zostało wybrane przypadkowo, gdyż jest przesycone magią,tajemniczością i niezwykłością. Jest to miejsce licznych obserwacji UFO, awłaściciel pałacu pan Michał Sapeta od lat zbiera materiały dotyczące różnychdziwnych zdarzeń do swojej książki, która ma wkrótce powstac. Na terenie pałacuznajduje się również kamienny krąg niewiadomego pochodzenia. Tereny bliskopałacu to także miejsca upadku meteorytów oraz położenia dwóch gigantycznychdiabelskich kamieni. W parku pałacowym mieszkańcy często widzą dziwne zjawiskanp.czarne postacie w kapeluszach czy świetlne kule. Sam pan Michał,wegetarianin, ale człowiek twardo stapający po ziemi, również miał dziwnezdarzenia..Widział np. rycerza poruszającego sie po polu zboża, czy kulęświatła, która wpadła do pokoju pałacowego, przeszła przez ścianę, wleciała dopokoju obok, znów wróciła i wyleciałą przez okno zachowując się jakinteligentna sonda. Inne ciekawe zdarzenie, jakie opisał pan Michał, to jużufologiczne bliskie spotkanie, trzeba przyznac bardzo ciekawe i intrygujące.Otóż pan Michał jechał ze znajomym inżynierem samochodem, gdy daleko z przoduzauważył kontener, który wziął za Tira. Ciekawe było to, że wraz ze zbliżaniemsię kontener sunący po jezdni wydawałsię zmniejszac, a nie zwiększac. Kiedy znaleźli się naprzeciw kontenera okazałosie, że to nie Tir, lecz pojazd unoszący się nad jezdnią!Obaj panowie byli wtakim szoku, że kierujący nawet nie zareagował kiedy pojazd zbliżył się z dużąprędkością do ich samochodu.Kiedy wydawało się, że dojdzie do zderzenia, obiektbędąc już przy przedniej szybie auta nagle wystrzelił w górę i odleciał. Takichniesamowitych zdarzeń jest na terenie pałacu oraz samego Tuczna i okolic bardzodużo. W latach siedemdziesiątych doszło tam nawet do lądowania UFO, które byłoprzez kilkanaście minut obserwowane przez kilku mieszkańców oraz kierowcówprzejeżdżających obok samochodów. Często dochodzi tu też do obserwacjiwspomnianych już kul świetlnych, które reagują np. na sygnały latarki dokłanieje powtarzając! Wziąwszy pod uwagę częstotliwośc kontaktu miejscowej ludności zparanormalnymi zjawiskami, Tuczno jawi się jako drugie Wylatowo. Tym bardziej,że dziwnym trafem dwa razy po kilkanaście dni na polach obok pałacustacjonowali żołnierze z amerykańskich sił zbrojnych. Wszystkie te zdarzeniaoraz relacje świadków zostaną opisane w powstającej właśnie książce panaMichała Sapety. Naprawdę gorąco polecamywszystkim ludziom zajmującym się ezoteryką, ufologią i tajemniczymi zjawiskamito wspaniałe miejsce. Atmosfera, jaką stworzył tam właściciel jestniepowtarzalna, kuchnia wegetariańska- znakomita, pokoje na najwyższym poziomiei w przystępnej cenie, a wieczorne rozmowy przy kominku lub w tajemniczym parkusprawiają, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Pan Michał to erudyta, mający ogromnąwiedzę dotyczącą okolic swoich włości, którą to wiedzą bardzo chętnie dzielisię ze swoimi goścmi. Oprócz pana Michała i przemiłej pani pracującej w Pałacu,mieszkają tam dwa psy-wilczury. Są to bardzo mądre zwierzęta, które cierpliwie znosiły nawet wkładaniepaluszków do ich nosów przez naszą roczną Aurelkę. Oprócz piesków do pałacowegoinwentarza należą również kucyk i dzik. Ten ostatni, pomimo że pan Michał umożliwia mu wyjście na wolnośc,tak przywiązał się do właściciela, że nie chce odejśc. Poniżej podajemy kontakt do pana MichałaSapety, gdzie można uzgodnic termin pobytu w pałacu.

Inne znane magiczne miejsce to wspomniane jużlegendarne Wylatowo czyli jedyne miejsce na świecie, gdzie regularnie przezkilka kolejnych lat powstawały słynne piktogramy czyli kręgi zbożowe. Obecniemiejscowośc ta straciła już trochę swego blasku, bo kregi już nie powstają, alemy nadal tam jezdzimy korzystając ze wspaniałęj gościny państwa Szpuleckich iwczuwając się w wibracje tego niepowtarzalnego miejsca. Innymi tajemniczymimiejscami naszego kraju są kamienne kręgi na północnych terenach czyli wGrzybnicy, Odrach i Węsiorach.


Rezerwat Archeologiczny w Grzybnicy to ciekawe miejsce dla osób zainteresowanych mistycyzmem. Zlokalizowane jest w lesie Grzybnickim, około 20 kilometrów od Koszalina. Według oficjalnej wersji to miejsce dawnych obrzędów i zarazem cmentarzysko Gotów z 70 roku n.e.. Można tu obejrzeć pozostałości kilkunastu kamiennych kręgów, grobów szkieletowych i kurchanów. Miejsce robi niesamowite wrażenie szczególnie u osób, które są wrażliwe na świat energii. Energia ma tu właściwości uzdrawiające, oczyszczające doenergetyzujace. Według przewodnika, energia ta uzupełnia biopole energetyczne człowieka polepszając samopoczucie, odblokowując sploty energetyczne czyli czakry, co też zwiększa odporność na różnego rodzaju choroby i my też podpisujemy się pod tymi słowami. W Grzybnicy są dwa największe kręgi tego rodzaju w Europie. Oba mają średnicę 37,5 m. Zwiedzanie Rezerwatu w Grzybnicy jest bezpłatne. Płatny jest jedynie parking przy wejściu na obiekt. Można też tu zakupić różne książki i opracowania.W Grzybnicy byliśmy trzy razy i za każdym razem odczuwaliśmy wielką moc tego miejsca oraz jego wibracje. Rezerwat kamiennych kręgów w Odrach znajduje się na terenie Nadleśnictwa Czersk, w odległości 44km od Chojnic i 14km od Czerska. Jego obszar wynosi około 17ha. Wewnątrz ogrodzenia pośród sosnowego lasu znajdują się kręgi kamienne, z których najmniejszy ma średnice 15m, a największy 33m. Na obwodnicy kręgów ustawione są kamienie wystające od 20 do 70 cm ponad powierzchnie ziemi. Liczba ich waha się od 16 do 29 sztuk w jednym kręgu. W środku kręgu ustawiony jest jeden, a rzadko dwa kamienie. Prócz kręgów na terenie rezerwatu znajduje się około 30 kurhanów, o średnicy od 8 do 12m. Wstęp jest płatny, a zwiedzający dostaje oprócz planu lupę do ogladania rzadkich porostów występujących na kamieniach. Energia tego miejsca jest podobna do energii w Grzybnicy i Węsiorach, lecz jednak nieznacznie się różni. Przebywanie tutaj pomaga obudzic w nas różne uśpione możliwości takie jak telepatia czy jasnowidzenie.

Kamienne kręgi w Węsiorach znajdują się na północnym brzegu jeziora Długie. Według kaszubskich legend zostały zbudowane przez mitycznych przybyszów z północy – Stolemów. W tym miejscu odbywały się narady i sądy. Decyzje, które tam podjęto dokumentowano ustawionymi kamieniami.Inne źródła podają, że kamienie to ślad pozostawiony przez Gotów, przebywający w tym czasie na tych terenach germański lud. Tajemnica miejsca wiąże się nie tylko z historią. To miejsce magiczne. Wiele razy tak samo jak w Grzybnicy i Odrach obserwowano tu zjawiska związane z UFO, a także interesujące układy gwiazd, tzw. zbieg wszystkich gwiazd nad kręgami.oraz twarze na kamieniach. Zachęcamy do poznawania tych wspaniałych miejsc mocy jakimi są kamienne kręgi i kontemplowania ich uzdrawiającej energii.

Następne słynne miejsce mocy to Wawel w Krakowie ze swoim czakramem Ziemi. Dyrekcja zamku wawelskiego wciąż uporczywie zaprzecza, że znajduje się tu czakram, co nie przekłada się na ilośc ludzi odwiedzających Wawel głównie dla czakramu i poczucia jego energii. A energia ta jest naprawę potężna i związana z czakramem serca, co mieliśmy okazję niejednokrotnie poczuc. Dlatego właśnie, że czakram ten działa silnie na całę miasto, Kraków jest miejscem różnego rodzaju artystów t,j, malarzy, poetów, kopozytorów,pieśniarzy, znakomitych aktorów itd. Kraków to miejsce gdzie czas wydaje się zwalniac, co już w tym zagonionym i pędzącym świecie jest swoistą magią.Polska jest krajem pełnym piękna,magii i tajemniczości. Jeżeli ktoś szuka to znajdzie jeszcze wiele innych wspaniałych zakątków o których nie napisaliśmy. Poniżej podajemy jeszcze spis innych miejsc magicznych, które polecamy.

1.Jasna Góra z czakramem obok zbrojowni 2.Slęża i jej czakram 3.Ostrów Tumski weWrocławiu/tu również jest bardzo ważny czakram/ 4.Mysia wieża w Kruszwicy 5.Biskupin 6.Grabarka 7.Maczuga Herkulesa/Jura Krakowsko-Częstochowska/ 8.Klasztor i jego okolice w Górach Swiętokrzyskich KONTAKT DO PAŁACU SAPETÓW -Michał Sapeta tel.509401501




PODRÓŻE EZOTERYCZNE – MONAKO

Tomasz Cwiek



Księstwo Monako to drugi po Watykanie najmniejszy krajświata. Leży na terenie Francji a dokładnie na pięknym Lazurowym Wybrzeżu. Na wybrzeżachMonako prowadzi się prace mające na celuosuszanie zatok a tym samym powiększenie jego terytorium pod rozbudowę budynkówmieszkalnych. Prace te mają również na celu w przyszłości powiększenieprzystani dla cumujących tam jachtów. Monakood 1297 roku rządzone jest przez ród książęcy Grimaldich.Francois Grimaldi,który w bardzo podstępny i brutalny sposób przejął władzę, przebierając się zamnicha oszukał strażników zamku, którzy wpuścili go do środka a następnie zabiłcałą załogę i odebrał Monako panującej tamrodzinie genueńskiej. W latach 1793-1861 Monako zajęte zostało przez Francję, aobecnie władza sprawowana jest przez Księcia AlbertaII . Powierzchnia Monako wynosi tylko niecałe 2 km kwadratowe! Widacwięc jak malutki to kraj. W Monako zamieszkuje ponad 30tys ludzi,między innymiwiele gwiazd sportu, filmu i kolorowych tabloidów. Do tego malutkiego krajuprzyciągają ich przede wszystkim niskie podatki, bo Monaco słynie właśnie jakoraj podatkowy i chętnie nadaje obywatelstwo majętnym i sławnym ludziom. Około18% ludności stanowią Monageskowie(elitarni obywatele księstwa), pozostali to imigranci, głównie z Francji i Włoch .100% ludności mieszka w bardzo gęsto zaludnionym mieście — ok. 17 tysmieszkańców na km²! Jest to największa gęstość zaludnienia w Europie. Większośczwykłych czynnych zawodowo obywateli pracuje w branży usługowej a mniejsza ich częśc w przemyśle.Część zatrudnionych dojeżdża do pracy z terytorium Francji. Podstawą gospodarkisą usługi, zwłaszcza turystyka, bankowośc ihandel nieruchomościami. Monako jest siedzibąwielu firm zagranicznych i banków . Istnieje tu rozbudowana sieć hoteli.Znaczne dochody przynosi emisja znaczkówpocztowych i pamiątkarstwo. W dzielnicy Fontvieilleznajdują się nowoczesne zakłady przemysłu precyzyjnego, chemicznego (w tymfarmaceutycznego), odzieżowego i jubilerskiego, ponadto funkcjonuje lądowiskodla śmigłowców,przystań jachtowa i stadion znanego piłkarskiego klubu ASMonaco. Raz do roku na ulicach Monte Carlo odbywa się też wyścig Formuły 1,który bardzo sobie ceni m.in. mieszkający od niedawna w Monako Robert Kubica.Monako jest najzamożniejszym i najdroższym skrawkiem ziemi w Europie. Za sprzedażnp. mieszkania o powierzchni 100 m kw. Obywatel księstwa może sobie kupic willęw Canes! Oczywiście księstwo to kojarzy się głównie z hazardem i największym inajbardziej znanym kasynem w Europie mieszczącym się w Monte Carlo, największej dzielnicyMonako. Odwiedziłem to kasyno, które wygląda bardziej na pałac pełen przepychui elegancji. W rzeczywistości to miejsce jest olbrzymim energetycznym lejem,który wyciąga od ludzi nie tylko pieniądze ale też ich energię. Przepych,olbrzymie sale, ubrani w garnitury ludzie z obsługi oraz gracze sprawiawrażenie że jesteśmy w bardzo ekskluzywnym i ważnym miejscu. Cale toekskluzywne opakowanie ma tylko jeden cel-przyciągnąc jak najwięcej majętnychosób i wyciągnąc od nich jak najwięcej pieniędzy. Dla zwykłych ludzi, głownieturystów , którzy nie mają na sobie garniturów wstęp do głównej części kasynajest zabroniony. Można wejśc tylko do pierwszej strefy, w której królują automaty do gry zwane popularnie„jednorękimi bandytami”. Tu głównie przychodzą osoby, które traktują kasyno wMonte Carlo jako atrakcję turystyczną i najczęściej z góry zakładają jaką sumępieniędzy chcą przegrac. Oczywiście większośc liczy na jakiś łut szczęścia, alenajczęsciej kończy się na drobnych wygranych, które pozniej i tak sąprzeznaczane na dalszą grę i oczywiście trafiają z powrotem do kasy kasyna. Jarównież wymieniłem na żetony niewielką sumę pieniędzy z założeniem, że poprostu ją przegram, ale w zamian doświadczę co takiego jest w hazardzie, żeprzyciąga i niszczy tak wiele ludzi. Oczywiście przegrałem całą sumę, chockilka razy wyleciało z automatu kilkanaście żetonów. Udało mi się przy okazjizobaczyc jedną z nielicznych osób, która z kasyna wyszła z większą sumąpieniędzy niż weszła, ale stało się tak tylko dlatego, że po większej wygranejpotrafiła zakończyc grę, co mało komu się udaje. Największe sumy pieniędzyludzie tracą jednak nie w strefie dla pospólstwa, ale ekskluzywnej częścikasyna. To tam rozgrywają się ludzkie dramaty Władze Monako wiedząc co toszpony hazardu wprowadziły zakaz gry w kasynach dla swoich obywateli skupiającsię na wyciąganiu pieniędzy od przyjezdnych.. Jedno jest pewne. Nikomu niepolecam wchodzenie do jakiegokolwiek kasyna, bo oprócz pieniędzy straci się tamteż spokój, wiele energii i nerwów a dostanie w zamian rozchwiane emocjonalne ichaos mentalny. Poza kasynem warte obejrzenia są w Monako przede wszystkimPałac Książęcy, Muzeum Oceanograficzne, piękny Ogród Egzotyczny oraz KatedraSaint Nicolas. Szczególnie polecam właśnie obejrzenie katedry, bo to małemiejsce mocy. Katedra powstała w latach1875-1884 w miejscu dawnego kościoła Saint Nicolas.Do katedry prowadzi wielka brama a w jej wnętrzu znajdują się grobowce książęcew tym grób tragicznie zmarłej księżnej Grace Kelly.Kaplica "Najświętszego Sakramentu"zdobią piękny ołtarz, wykonany z czerwonego, pozłacanego orzecha. Właśnie wpobliżu ołtarza można poczuc największą energię, ktora ma działanieregenerujące siły witalne. Wystarczy postac w miejscu kilka minut i nastawicsię mentalnie na odbiór energii. W Monako nie ma niestety żadnych większychmiejsc mocy, ani innych odwiedzanych przez miłośników ezoteryki /przynajmniejja nic o nich nie wiem/, lecz mimo to kraj ten jest warty odwiedzenia, bopoznawanie innych krajów, poczucie ich energii, zapoznanie się z miejscowymiobyczajami i ludzmi jest przynajmniejdla mnie wielką pasją i czymś naprawdę wspaniałym.



PODRÓZE EZOTERYCZNE --SAN MARINO

Tomasz Cwiek


San Marino to jeden z najmniejszych krajów świata, a ponieważzostało utworzone w 301 r. jest uważane za najstarszą republikę świata.Powierzchnia San Marino nieznacznie przekracza 60 km kw, a liczba obywateliwynosi zaledwie 26 tys. Stolica republiki, również nosząca nazwę San Marino,liczy 4 tys. mieszkańców. San Marino leży nastokach Monte Titano, oddzielającej Romanię od Montefeltro. Duży fragment jegopowierzchni kraju zajmują góry ze szczytem Monte Titano 739 m n.p.m. Nazwamiasta i państwa pochodzi od imienia świętego, który w IV w. nawracał okolicznąludność i założył klasztor na zboczach Monte Titano. W średniowieczu mieszkańcySan Marino utworzyli jedną z wielu we Włoszech miejskich komun, zalążekpóźniejszej republiki. San Marino jest jedynym, pozostałym do dziś, włoskimmiastem-państwem. Ze wszystkichpozostałych w Europie małych państewek, przetrwanie San Marino jest najbardziejzaskakujące. Oprócz Watykanu, którego historiamiała całkiem inny przebieg, jest to jedyny kraj w Europie otoczony całkowicieprzez jedno obce państwo. Różne pakty o przyjaźni były podpisywane z Włochami,ale San Marino dumnie zaznacza swą niezależność. Chociaż to niepodległy naród,jest jednak mocno uzależniony od Włoch.Długość granicy z Włochami wynosi 39 km.Najważniejszym źródłem dochodu San Marino jest turystyka.Rocznie kraj odwiedza ponad 3 miliony osób. Pozostałe kluczowe gałęziegospodarki to: bankowość, przemysł elektroniczny, odzieżowy, i ceramiczny. Chociaż republika nie ma dostępu do morza, to jednakbliskośc pięknych włoskich kurortów np. Rimini sprawia, że nie jest to żadnymproblemem. Do Rimini można dojechac w niecałągodzinę autobusem a własnym samochodem dużo szybciej. Polecam zwiedzanie SanMarino właśnie najlepiej w połączeniu z wypoczynkiem nad pięknym włoskimwybrzeżem. Do republiki najlepiej jechac swoim autem i zostawic go w pobliżucentrum na jednym z licznych parkingów. Polecam jednak zrobic to w dzieńpowszedni, bo w weekendy trzeba się sporo natrudzic żeby znaleźc wolne miejsceparkingowe. Można też zostawic auto przy drodze z Rimini na dużym parkingu wBorgo Maggiore, a stamtąd, kursuje do centrum San Marino kolejka linowa, którąprzejażdżka jest dużą atrakcją szczególnie dla osób lubiących piękne widoki.Klimat San Marino jest bardzo przyjazny. Ciepłe lato trwa długo, a zimy nie sądotkliwe i nie sprawiają większych kłopotów mieszkańcom i turystom. Turyścichętnie przyjeżdżają tu przez cały rok. Klimat jest śródziemnomorski. Średniatemperatura to np. 5°C w styczniu i 25°Cw lipcu. Głównym atutem dla turystów odwiedzających San Marino są dziesiątkisklepów z alkoholem i perfumami, a także rozległe widoki na okolicę malowniczezaułki. Nastrój kształtują brukowane uliczki, wąskie i strome, oraz licznebudowle, które w dużej części powstały w XIX i XX w. Mnóstwo tu butików z najróżniejszymirzeczami; torebkami, paskami, perfumami, biżuterią, czy upominkami, a wszystkopo stosunkowo niskich cenach, dzięki wprowadzonej strefie wolnocłowej. Wścisłym centrum można poruszać się wyłącznie pieszo. O wyjątkowości tegomiejsca, świadczy fakt, że od zawsze przyciąga rzesze turystów Opróczwypełnionych po brzegi towarami sklepików nie brakuje tu kafejek, restauracji wktórych można skosztować lokalnych smakołyków. Do skosztowania trunkówzachęcają zresztą nawet w sklepikach, w których sprzedawcami są głównie Polacy!Moje zaskoczenie było dośc duże, gdy na witrynach sklepowych ujrzałem napisy wjęzyku polskim i w prawie każdym sklepie spotykałem sprzedawców mówiących popolsku. San Marino, to także raj dla miłośników tradycji, kultury i historii.Malownicze wąskie uliczki, zachwycająca architektura, imponujące swym pięknemstarożytne budowle. Zwiedzanie nagromadzonych tu zabytków jest niezapomnianymprzeżyciem i natchnieniem dla każdej romantycznej duszy. W mieście San Marinozachowały się średniowieczne domy, place i fortyfikacje.Gród otaczały niegdyś mury obronne z licznymi bramami i basztami.Powyżej grodu, na trzech wierzchołkach góry Titano zbudowano obronne zamki połączone murami. Największa z nich jest twierdza LaRocca. Warto też zobaczyc gotycki ratusz PalazzoPubblico mieszczący się przy Piazza della Libertà, który jest siedzibą rządu republiki. Na tym samym placustoi również Statua Wolności. Ciekawostką jest, znajdujący się pod powierzchniąplacu średniowieczny kompleks cystern gromadzących wodędeszczową dla potrzeb miasta. W San Marino odkryłem też miejsce mocy, któregoenergia bardzo korzystnie wpływała na organizm. Tym miejscem jest katedrapoświęcona pamięci św. Marino, która została zaprojektowana przez bolońskiego architekta w 1826 r.,ajej budowę skończono w 1855 r. We wnętrzu katedry, po prawej stronie w srebrnejurnie znajdują się prochy św. Marino,a po lewej stronie, w niszy stoi podwójny fotelkapitanów– regentów. I właśnie w pobliżu tego miejsca występuje największaemisja bardzo pozytywnej energii, która np. usuwa dośc szybko bóle głowy izmęczenie, czego doświadczyłem na własnej skórze. Zastanawiałem się, czypozytywna energia to działanie samego miejsca na którym stoi katedra czy możeefekt skupienia i modlitw przybywających tu od lat ludzi. Doszedłem do wniosku,że to przede wszystkim odpowiednio dobrane miejsce sprawia, że katedrę możnanazwac miejscem mocy, ale modlitwy i stan skupienia przewijającej się tu dużejrzeszy wiernych również nie jest bez znaczenia. Popytałem trochę i okazało się,że chyba tylko nieliczni wiedzą, że to miejsce ma taki korzystny wpływ naorganizm. Od jednego z przewodników dowiedziałem się też, że katedra zostałazbudowana na miejscu jednego z pierwszych kościołów, który powstał jeszcze wokresie przedromańskim.To tylko potwierdziło moje przypuszczenia, bo wiadomo, że w dawnych czasachludzie umieli odnajdywac takie miejsca na Ziemi, które były naturalnymimiejscami mocy i często budowali na tych miejscach różnego rodzaju świątyniebądź innego typu budowle. Z tych wszystkich powodów, które opisałem powyżej SanMarino jest bardzo ciekawym, zachęcającym do odwiedzenia krajem. Standard życiajest w San Marino dośc wysoki i porównywalny z Włochami. Ludzie w San Marino sąotwarci i pełni energii. Widac, że chociaż wielu z nich pracuje we Włoszech sądumni z autonomii swojego malutkiego kraju.




PODRÓŻE EZOTERYCZNE – ANDORA

Tomasz Cwiek










· Księstwo Andory to malutki kraj położony w Pirenejach,graniczący od północy z Francją, a od południa z Hiszpanią. Jeszcze w połowie lat siedemdziesiątychubiegłego wieku Andora liczyła zaledwie 22 tysiące mieszkańców, niemal wcałości Andorczyków. Gwałtowne przemiany gospodarcze i rozwój turystykispowodował znaczny napływ imigrantów, którzy w 2002 r. roku stanowili ponad 60% mieszkańców, z czego większośc toHiszpanie, Portugalczycy i Francuzi. Rdzenni Andorczycy są więc mniejszością we własnym kraju! Językiem urzędowymjest kataloński, choć mówi siętakże po hiszpańsku i francusku .Średnia gęstość zaludnienia wynosi ok. 150 osób na km², ale zasadnicza częśćludności skupia się w dolinie rzeki Envaliry, gdzie leży stolica. Głównymzajęciem mieszkańców jest obsługa ruchu turystycznego, handel i praca w szybkorozwijającej się bankowości. Tradycyjne zajęcia jak rolnictwo czy rękodzielnictwo mają bardzo małeznaczenie. Andora to kraj leżący w w Pirenejach i całkowicie pokryty górami. Nie ma tu polskiejplacówki dyplomatycznej. Księstwo Andory podlega kompetencji terytorialnejAmbasady RP w Madrycie. Standard tutejszych hoteli z pewnością zadowoli nawetnajbardziej wybrednych turystów. Andora dba o nich, bo to właśnie turyści zapewniają aż 80 procentdochodu narodowego. Do maleńkiej Andory, zamieszkanej przez ok. 70 tysięcymieszkańców wyznających w aż 94 proc. katolicyzm przyjeżdża co roku ok. 10milionów turystów z całego świata! Dzięki korzystnym prawom fiskalnym i celnym,Andora ma opinię raju podatkowego, co wspomaga rozwój banków i skłaniazagraniczne firmy do zakładania tam swoich siedzib. Zwiedzanie Andory toprawdziwa przyjemność, co prawda w najbliższej okolicy nie ma lotniska, aniportów (kraj nie ma dostępu do morza), ale sieć dróg jest bardzo rozbudowana inowoczesna, pozwala na łatwą komunikację, szczególnie od strony Francji. Jedyny problem to dośc duże korki,szczególniegdy chce się wyjechac z Andory w godzinach popołudniowych. Wtedy mnóstwo ludzi,głównie Hiszpanów wraca samochodami z wolnocłowych zakupów i trzeba uzbroic siew cierpliwośc i nastawic na wolną jazdę. Zakupy w tym urokliwym państwie, aszczególnie w stolicy Andora la Vella/20 tys. mieszkańców / to równieżprawdziwa przyjemność, przede wszystkim z uwagi na szczególnie atrakcyjne cenyw porównaniu z innymi europejskimi krajami. Na ulicach same
· sklepy z markowymi ubraniami, alkoholami, perfumami,słodyczami i innymi towarami. Wieczorem ulice są intensywnie oświetlone.Wszędzie pełno podświetlonych sklepowych szyldów i neonów. Mimo to w Andorzepanuje spokój, ludzie są wyciszeni, spokojni i zadowoleni. Andora jest krajembezpiecznym dla turystów, a władze kraju szczycą się tym, że przestępczośćpospolita prawie tu nie istnieje. Zpewnością, będąc tu, warto skosztować specjałów kuchni, w której znajdzie sięcoś i dla wegetarian. W jednej z licznych restauracji warto wybrać z menuspecjalny andorski omlet oraz trixat - danie z ziemniaków i kapusty, spożywanekiedyś przez katalońskich wieśniaków. Naprawdę polecam!. W Andorze, podobnie jak we Francji skosztować możnaróżnego rodzaju wykwintnych serów, w tym specjałów serowych, których trudnoszukać w innych krajach. Andora nie jest może rajem dla osób poszukującychmiejsc mocy, bo z tego co mi wiadomo takich miejsc tam nie ma. Nie ma tutaj również zbyt wielu zabytków.Warto zobaczyc slynne muzeum samochodów-Encamp. W Andorze znajdziemy za topiękną przyrodę, wspaniałe krajobrazy i właśnie dla ludzi poszukującychwyciszenia oraz wrażeń duchowych dostarczanych przez naturę Andora to prawdziwyraj. Ma ona także przepiękne szlaki dlaturystyki pieszej, a przez jej teren przebiega transpirenejski szlakturystyczny prowadzący od Atlantyku do Morza Śródziemnego.Tam można przesiąśćsię na prom do la Calobra, z którego widać m.in. wąwóz Torrent de Pereis i inneprzepiękne widoki. Mogę powiedziec, że medytacja wśród natury to wspaniałedoświadczenie, zwłaszcza wśród tak przepięknej natury jak w Andorze . W całymkraju jest wiele przepieknych miejsc, ale mnie urzekły szczególnie okolicemiejscowości Canillo. W Canillo znajdują się 2 campingi o bardzo dobrymstandardzie. Jest tam też żółty szlak turystyczny pełen cudownych widoków. Jeston co prawda dośc stromy i prowadzi pod góre, ale wysiłek zostaje wynagrodzonydotarciem do pięknej zielonej polodowcowej doliny pełnej kolorowych kwiatów. Nakońcu doliny chociaż było lato widac było zaśnieżone szczyty. Cały tenkrajobraz zrobił na mnie wielkie wrażenie. Zapewniam, że takich urokliwychmiejsc sprzyjających wyciszeniu i kontemplacji oraz duchowej ekstazie z powoduich piekna jest w Andorze mnóstwo. Jeżeli ktoś z czytelników Crystala szukawłaśnie tego typu estetycznych i duchowych wrażeń, to z całego serca polecamAndorę, kraj pełen piękna, tajemniczości, wyciszonych, przyjaznych ludzi orazwielu turystycznych atrakcji.






PODRÓŻE EZOTERYCZNE
DANIA
Emilia Wróblewska, Tomasz Ćwiek
W lipcu odbyliśmy podróż do najbardziej magicznego miejsca w Danii, jakim jest zespół kamiennych kręgów w Lindholm Hoje na wyspie Jutlandii. Kręgi te zostały wykonane przez Wikingów i różnią się znacznie od naszych kręgów, czy to w Grzybnicy, Odrach, czy w Węsiorach. Przede wszystkim wiele z nich ma kształt łodzi, „ dziobie”której umiejscowiony jest dużej wielkości głaz, będący głównym kamieniem tego kręgu. Gdy zamknęliśmy oczy i przytulaliśmy się do tych głównych kamieni, mieliśmy niezwykłe wrażenie żeglowania. Kręgi, w przeciwieństwie do polskich, znajdują się- nie w lesie, lecz na dużej, zielonej polanie. Jest ich dokładnie 682, z czego 200 to groby w kształcie statków. Medytowaliśmy w tych kręgach przez pewien czas i otrzymaliśmy informacje dotyczące sensu naszego pobytu w nich. Informacja ta poruszała kwestię bogactwa i obfitości w każdej dziedzinie naszego życia. Wikingowie zdobywali wszystkie dobra [walcząc o nie i zdobywając je przemocą. Tymczasem każdy z nas może być bogaty i mieć obfitość w każdej sferze życia bez odbierania dóbr innemu człowiekowi. Jedno z praw energii miłości mówi o tym, że jeżeli jest jakakolwiek potrzeba, to zawsze wraz z nią w parze idzie możliwość jej zaspokojenia w łatwy i pokojowy sposób. Prawo to może być zobrazowane przez symbol yin-yang, który wraz z przesłaniem o powszechnej obfitości dostępnej dla każdego człowieka przekazywaliśmy temu miejscu mentalnie i za pomocą wizualizacji. Każdy z nas w myśl teorii Hooponopono jest twórcą własnej rzeczywistości i wszystkiego co go w życiu spotyka. Jakikolwiek brak występujący w życiu każdego z nas jest sygnałem nie przepracowania pewnego aspektu swojego jestestwa i nie należy przyczyn tego szukać na zewnątrz. Ogólne pojecie zakodowane w naszej świadomości zbiorowej, mówi o tym, że człowiek duchowo rozwinięty powinien być ubogi i nie przykładać większej wagi do dóbr doczesnych. Jednak prawda jest zupełnie inna i dobrze ukrywana przed nami od wieków. Jeżeli człowiek nie posiada obfitości w każdej dziedzinie życia, a więc tez i w sferze materialnej to znaczy, że nie potrafi kochać siebie dostatecznie, nie jest świadomy swoich myśli i jego rozwój duchowy nie jest kompletny. Zatajono przed nami fakt, że Jezus był człowiekiem bardzo bogatym i żył w obfitości w pełnym tego słowa znaczeniu. Wielu mistrzów duchowych m.in. Budda, Osho żyje lub żyło wwielkim bogactwie materialnym, które jest odzwierciedleniem stanu ich świadomości. Bóg stworzył nas doskonałymi, więc zamartwienie się i życie w ubóstwie nie leży w naszej naturze. Jesteśmy twórcami rzeczywistości a naszymi narzędziami są przede wszystkim nasze myśli, przeświadczenia, emocje iobrazy, które kreujemy każdego dnia. Kamienie(nazywane kośćmi Ziemi) są również doskonałym narzędziem pomagającym w kształtowaniu rzeczywistości podług naszych wyobrażeń i potrzeb.. Zakodowany jest w nich bowiem potężny myślokształt, który wpływa na naszą świadomość. Kręgi kamienne również pomagają nam w osiąganiu celów oraz wpływają bardzo pozytywnie na nasz organizm. Pobyt w kręgach bardzo pozytywnie wpływa na nasze biopole doenergetyzowując je i polepszając dzięki temu nasze samopoczucie.
W Danii mieliśmy również ciekawą przygodę w lesie, gdzie zwróciliśmy uwagę na jedno niczym z pozoru nie wyróżniające się drzewo. Gdy je objęliśmy i zaczęliśmy dostrajać się do jego wibracji zaczęły do nas płynąć mysli, bedące najprawdopodobniej informacjami od samego drzewa. Były one bardzo ciekawe, a jedna informacja potwierdziła, że to nie nasza wyobraznia lecz drzewo naprawdę do nas przemawiało. Odwiedzaliśmy je jeszcze podczas naszego pobytu w Danii kilkakrotnie i zawsze czuliśmy się potem wspaniale. Oczywiście drzewa w Polsce są tak samo mądre i tak samo można wczuwać się w ich wibracje. Zauważyliśmy, że Dania jest krajem z zupełnie inna karmą niż Polska i nie w nim aż tylu ciemnych sił przeszkadzających w rozwoju duchowym co w naszej ojczyźnie. Duńczykom żyje się o wiele spokojniej i wygodniej niż Polakom i to nie tylko ze względu na większe zarobki i lepszą opiekę socjalną ale przede wszystkim ze względu na ich optymistyczne podejście do życia. Jak wiadomo pozytywne myślenie przekłada się na sytuację życiowa, a ta jest dla przeciętnego Duńczyka duża lepsza niż dla mieszkańca naszego kraju.. Wiemy jednak też, że nigdzie indziej niż w Polsce nie mielibyśmy takich wspaniałych warunków do wzrastania i rozwijania się ze względu na niezwyl;e silną energetykę naszego kraju i dlatego to tutaj jest nasze miejsce. Zachęcamy jednak czytelników CRYSTALA do ezoterycznych podróży po krajach świata i polecamy Danię jako jedną z takich wypraw. Osóbom zainteresowanym możemy podać więcej szczegółów, praktycznych porad, czy to mailem czy telefonicznie. Polecamy szczególnie na zatrzymanie się w Danii położony niedaleko Legolandu camping w miejscowości Ranboldal, gdzie znajdziemy doskonałe warunki do wypoczynku oraz świetnie wyposażone domki campingowe. Obok rośnie wspaniały las, ten sam w którym spotkaliśmy wspomniane wcześniej drzewo. Jest wiec gdzie chodzić na piesze wycieczki i gdzie doskonale wypocząć. Inna zaletą tego miejsca jest też to, że jego właścicielką jest Polka, a więc bariera językowa nie będzie tu problemem. Oczywiście w Danii jest do zobaczenia o wiele więcej niż tylko kamienne kręgi i słynny Legoland. Oprócz bardzo licznych muzeów, znajdujących się prawie w każdej miejscowości Dania słynie z przepięknej natury. Ma ona naprawdę wiele twarzy. Jest dzika, łagodna, harmonijna. Na zachodzie nieskończone plaże, romantyczne łańcuchy wydm ciągnące się kilometrami, na północy najdalej wysunięty kraniec o nazwie Grenen z przepięknymi widokami na Morze Północne. Południe to przede wszystkim bajkowa wyspa Fionia, zwana wyspa kwiatów, położona nad Duńskim Morzem Południowym, a zachód to wyspa Zelandia z jej leżącą nad Bałtykiem stolica Kopenhagą. Wyspy łączą malownicze i długie kilkunasto kilumetrowe mosty i zaręczamy, że sam przejazd przez taki most jest nie lada atrakcją. Dania to kraj otwarty na nowości. Gdy w krajach Europy niemal nikt jeszcze nie słyszał o Internecie połowa społeczeństwa duńskiego serfowała już po sieci. Gdy Europa przygotowywała się powoli do zmian w rolnictwie, duńscy rolnicy już od dawna byli o kilka kroków przed innymi. Dziś rolnictwo duńskie to jedno z najbardziej rozwiniętych gałęzi gospodarki na świecie. Inny doskonały przykład bardzo rzucający się w oczy w Danii to wszechobecne wiatraki. Jeszcze niedawno w wielu krajach śmiano się z Duńczyków, że chcą podbić świat ekologicznie wytwarzanym prądem. Dziś śmieje się Dania. Duńskie firmy już dawno są liderami światowego rynku w tej dziedzinie, a wiatraki stały się nieodłącznym elementem krajobrazu w Danii



ODRÓŻE EZOTERYCZNE – IZRAEL I PALESTYNA

Emilia Wróblewska-Cwiek, Tomasz Cwiek



Nasza podróż do Izraela i do tak zwanej Ziemi Świętej miałaswoj poczatek w Egipcie. Stamtąd autokarem w nocy wyjechaliśmy do granicyEgipsko – Izrelskiej. Dojechaliśmy na granicę wcześnie rano i okazało się, żemusimy opuścic autokar aby przejśc szczegółową kontrolę graniczną. Izrael tochyba jedyny kraj na świecie, do którego nie można wjechac samochodem. Pokontroli jaką przeszliśmy widac, że mieszkańcy Izraela boją się bardzo o swojeżycie i dlatego wejście na teren ich państwa jest do tego stopnia utrudniony.Jakby nie patrzec Izrael i Palestyna to przecież jedne z najbardziej zapalnych,niebezpiecznych i skonfliktowanych miejsc na świecie. Przeszliśmy przez 4bramki kontrolne i na każdej oprócz przeswietlania bagaży oraz specjalnychwykrywaczy ładunków wybuchowych, pytano nas o różne dziwne doś rzeczy, np. czypiliśmy dziś alkohol, bralismy narkotyki, czy ktoś obcy próbował nam coś dacitd. W końcu po przejściu ostatniej bramki znaleźliśmy się na terenie Izraela.Tam już czekał na nas nowy izraelski autokar, a egipski został po drugiejstronie granicy. Pierwsze, co rzuciło nam się w oczy po izraelskiej stronie, toolbrzymia różnica między dwoma graniczącymi ze sobą państwami. W Izraelu widacbyło na każdym kroku wielkie bogactwo tego kraju. Mnóstwo banków, nowoczesnychsklepów, centrów handlowych, piękne plaże,wszechobecne palmy, mnóstwo reklam ineonów. Na ulicach widac wielu ortodoksyjnych Żydów ubranych na czarno zcharakterystycznymi długimi pejsami. W Izraelu mieszka około 7 milionów ludzi iobowiązuje tutaj język hebrajski. Ze względu na napiętą sytuację politycznąistnieje tu groźba potencjalnych zamachów terrorystycznych, co dotyczypraktycznie całego terytorium Izraela. Trzeba bezwzględnie stosować się dowymogów i zaleceń władz dotyczących zachowania środków bezpieczeństwa i bycprzygotowanym, np. na rewizję torebek przy wejściu do sklepów i restauracji. Naterenach podległych Palestyńskiej Władzy Narodowej dochodzi często do starćzbrojnych, demonstracji i zamieszek. Strefa Gazy i główne palestyńskie ośrodkimiejskie na Zachodnim Brzegu (m.in. Betlejem, Hebron, Jerycho) bywają okresowoniedostępne dla turystów, a stale stanowią terytorium, na którym przebywaniewiąże się z podwyższonym ryzykiem. My mieliśmy szczeście i do Betlejemwjechaliśmy bez większego problemu. Natomiast wstęp do innego zapalnegomiejsca, jakim jest Strefa Gazy wymaga zezwolenia władz izraelskich. Zdobycietakiej zgody nie jest łatwe, a procedura może trwać kilka, a nawet kilkanaściedni. Turyści planujący odwiedzić tereny podległe Palestyńskiej Władzy Narodowejwinni wziąć pod uwagę ryzyko związane z takim wyjazdem. Może on przy tym niebyć możliwy w zaplanowanym przez turystę terminie. Okresowo perturbacjewystępują także na pozostałym obszarze podległym Palestyńskiej WładzyNarodowej, tj. na Zachodnim Brzegu Jordanu. Zdarzają się tu przypadkiostrzelania i obrzucania kamieniami samochodów i autokarów. Do niepokojówdochodzi też sporadycznie w Jerozolimie Wschodniej oraz w zamieszkanych przezludność arabską miastach Izraela (np. Nazaret). Ogólnie w Izraelu wyczuwalnajest wszechobecna energia lęku, co jest bardzo wysoką ceną za dostatekobywateli tego kraju oraz skutkiem agresywnej polityki rządu. Izrael wbrew pozorom jest krajem wielureligii, choć dominuje zdecydowanie judaizm. Nie powinno się manifestowaćswojej odmienności, szczególnie w czasie świąt religijnych. Turyści zwiedzającymiejsca zamieszkiwane przez ortodoksyjnych wyznawców judaizmu powinni byćodpowiednio ubrani (długie spodnie, długie spódnice, długie rękawy).Niewskazane jest poruszanie się samochodem w tych rejonach w czasie szabasu.Nie należy również odwiedzać miejsc kultu, jeśli nie godzą się na to uczestnicyuroczystości religijnych, ani też fotografować tych osób bez ich zgody.Ciekawostką Izraela jest koszerne jedzenie i picie. W sklepach można znaleścprodukty spożywcze, jakich nie znajdziemy w żadnym innym kraju oczywiście zcertyfikatem koszerności, co oznacza, że pokarmy te przeszły odpowiedniąweryfikację. Jednak oprócz nieznanych nam produktów spożywczych są też i znanena całym świecie artykuły. Np.jest pepsi i coca- cola oczywiscie koszerna, ale moimzdaniem o identycznym smaku i tak samo źle wpływająca na organizm. Jednym zpunktów programu naszej wycieczki była kapiel w słynnym Morzu Martwym. Morze Martwe nie jest w rzeczywistości żadnym morzem,tylko śródlądowym jeziorem usytuowanym w najniższym punkcie Ziemi.Położone jestna 400 metrach poniżej poziomu morza, a w najgłębszym miejscu jego dno obniżasię o kolejne 400 metrów. Morze Martwejest także najbardziej zasolonym zbiornikiem wodnym na świecie, wielokrotniebardziej niż Morze Śródziemne czy Atlantyk. Widok nierozpuszczonych kryształkówsoli na dnie morza oraz na palikach w nie wbitych jest naprawdę niesamowity.Morze Martwe ma około 65 km długości i do 18 km szerokości. Poziom wód co rokuobniża się mniej więcej o metr. Kamieniste dno utrudnia wejście do wody. Trzebastąpać bardzo powoli, by nie przewrócić się. Najlepiej po zanurzeniu do kolandelikatnie kłaść się na powierzchni i wtedy bez problemu woda unosi nas napowierzchni. Nie należy absolutnie wchodzić do wody, gdy na ciele są jakieś,choćby niewielkie ranki, bo ból jest napradę duży. Kąpiel w Morzu Martwym toniezapomniana przygoda, o której potem długo się opowiada. Zdjęcia reklamująceten teren pokazują turystów leżących na powierzchni i czytających gazetę lubprzewodniki. Okazuje się, że czytanie w tej pozycji jest i łatwe iprzyjemne.Kąpiele w tym ciepłym morzu mają właściwości lecznicze (szczególnie wprzypadku problemów skórnych oraz bólów stawów), gdyż woda morza bogata jest wmikroelementy, podobnie jak błoto, zalegające na jego brzegu. Morze Martwe toprawdziwy fenomen przyrodniczy. Oprócz bakterii nie występuje tu żadna formażycia.Panuje przekonanie, że w pobliżu istniały biblijne miasta: Sodoma iGomora i byc korze na skutek zniszczenia tych miast za pomoca broni jadrowej życiew morzu również przestało istniec. Niedaleko znajduje się wodospad HammamatMa'in W miejscu tym wypływają wody termalne, w których można się kąpać.Znajduję się tu także hotele ze SPA, należące w większości do Rosjan. Z soli,minerałów i błota z Morza Martwego wytwarza się doskonałe kosmetyki, znakomicie wpływające na cerę i kości.Kosmetyki takie można kupic tam w cenie kilkunastokrotnie niższej niż np. wPolsce. Są naprawdę najwyższej jakości. Kąpiel w Morzu Martwym ma też bardzoduże właściwości oczyszczające. Sól z tego morzą jest bardzo droga, ale będactam na miejscu można ją sobie zdobyc za darmo. Nie jest to jednak takie prostebo drobna sól leży tylko w niektórych miejscach, a w wiekszości jest takskamieniała, że nie można jej w żaden sposób odłupac. Ogólnie jednak samo morzerobi przygnębiające wrażenie a jego energia jest rzeczywiście szara ipozbawiona życia. Jednak głównym celem naszej podróży była stolica IzraelaJerozolima oraz niektóre terenyPalestyny z Betlejem na czele. Jerozolima to jedno z najświętszych miastświata. Tu bowiem, w obrębie murów Starego Miasta, znajdują się trzynajważniejsze miejsca wielkich religii - Ściana Płaczu, kościół Świętego Grobuoraz Kopuła na Skale. Judaizm, chrześcijaństwo i islam przenikają się tutaj nawzajem.Niestety, ludzie, którzy te religie wyznają, nie potrafią żyć w pełnej zgodzie.Pojechaliśmy na początek autokarem na słynną Górę Oliwną, gdzie znajduje się kilka kościołów upamiętniającychwydarzenia z pojmania i wniebowstąpienia Jezusa oraz roztacza się piękny widokna Stare Miasto. W środku lśni w słońcu jedno z najważniejszych miejsc dlamuzułmanów - Kopuła na Skale. Jak głosi Koran, wielka skała była miejscem, zktórego Mahomet wstąpił do raju podczas swej Nocnej Podróży. Dlatego też, abynadać odpowiednią rangę temu miejscu, w 691 roku kalif Damaszku wybudowałsłynną żółtą kopułę. Skała pod kopułą ma być też biblijną górą Moria, na którejAbraham przygotowywał do złożenia Bogu ofiary ze swego syna Izaaka i gdzietysiąc lat przed nadejściem Chrystusa król Salomon wybudował pierwsząświątynię. Tu także miało nastąpić oczyszczenie Marii. Dla fundamentalistówtrzech religii skała ma być areną ostatecznych rozwiązań: Żydzi i chrześcijaniewidzą w niej miejsce, gdzie rozegra się ostateczna walka przed drugimnadejściem Mesjasza; muzułmanie uważają, że właśnie tu Jezus i Mahdi - Mesjasz- wspólnie doprowadzą do zniszczenia szatana i nawrócenia na islam Żydów ichrześcijan.Miejscem, do którego pielgrzymują Żydzi z całego świata jest ŚcianaPłaczu nazywana także Ścianą Zachodnią. Dlaczego ten kawałek muru jest święty?Otóż Żydzi, pozbawieni przez muzułmanów Świątyni na Skale, potrzebowali innegomiejsca kultu. Znaleźli je w postaci masywnej ściany, znajdującej się nazachodnim skraju Starego Miasta. Zbudowana z olbrzymich bloków kamiennych,przez tradycję żydowską uważana jest za pozostałość po świątyni Salomona. W tymmiejscu nasuwa sie pytanie, dlaczego jedno wzgórze w Jerozolimie jest takważnym i świętym miejscem aż dla trzech wielkich religii? Wyjaśnia to w swoichksiążkach Zecharia Sitchin, wybitny znawca Sumerów, najstarszej znanej namcywilizacji na naszym globie. Sumerowie podaja w swoich tabliczkach, ze wzgórzeto było kosmodromem bogów, czyli miejscem z którego bogowie odlatywali donieba. Chodzi tu oczywiscie nie o żadnych bogów, ale o mieszkańców planetyNibiru, hipotetycznej dwunastej planety o której ostatnio tak głośno naswiecie. Dla ludzi w dawnych czasach byli oni ze swoją techniką postrzeganiwłaśnie jak wszechmocni bogowie. Ta informacja wyjaśnia jak to możliwe , żetrzy wielkie religie czczą to samo wzgórze jako święte miejsce. Magię tegoniezwykłego miejsca i jego energie rzeczywiście czuc w bardzo specyficznysposób. Odczuwa sie, że jesteśmy na terenie, na którym niegdyś rozegrały sie wydarzeniabardzo ważne dla losów świata. Z Góry Oliwnej pojechalismy pod Ściane Płaczu.To rzeczywiscie niesamowite miejsce. Obszar przed samą Ścianą służy obecniejako olbrzymia synagoga pod gołym niebem. Jest on podzielony na dwie strefy:małą część południową dla kobiet i gwarniejszą, większą część północną dlamężczyzn.To tu ubrani na czarno chasydzi kiwają się w przód i w tył, pochylającgłowy w modlitwie, co jakiś czas robiąc przerwę, by przylgnąć do ściany iucałować kamienie. Tu też wsuwa się w szczeliny Ściany Płaczu kartki zprośbami. Turyści nie będący Żydami mogą podejść do ściany, jeśli ubrani sąskromnie, a mężczyźni włożą na głowę jarmułkę, która można kupic na licznychstraganach lub wypozyczyc przed wejściem pod ścianę płaczu. Następnym punktemnaszego zwiedzania była Bazylika Grobu Pańskiego czyli hipotetyczny gróbJezusa. Naszym zdaniem w miejscu tym nie obrażając nikogo, może byc wszystkimale nie miejscem pochówku Chrystusa. Energie tego miejsca nie są przyjemne,choc przesycone kontemlacją i mistycyzmem. Wychodziły nam na fotografiachliczne kule energii, lecz ogólnie sama atmosfera bazyliki robi raczejprzygnebiajace wrażenie.Oprócz grobu Chrystusa w kościele znajduje się takżeGolgota, a więc skała na której stał Krzyż w czasie ukrzyżowania Jezusa oraz 5ostatnich stacji Drogi Krzyżowej, którą w całości przeszliśmy wyobrażając sobiejaką drogę pokonał Jezus idąc na ukrzyżowanie. Kwestia ukrzyżowania jest wedługwielu ezoteryków a także według nas mocno problematyczna i jest w niej wiele znakówzapytania, ale to juz temat na inny artykuł. Następnie wjechalismy na terenPalestyny i dojechalismy do Betlejem. Miasto,które jest świętym miejscem dlakażdego chrzescijanina jest położone w Judei na obszarze Zachodniego BrzeguJordanu, 8 km od Jerozolimy. W Betlejem mieszka ok. 30 tys.ludzi, z czego wwiększośc to Palestyńczycychrześcijańskiego i muzułmańskiego wyznania. Chrześcijanie stanowią tu tylko1/3 ludności, a na dodatek wielu z nichwyemigrowało w ostanich latach. Do roku 1995 miasto znajdowało się pod okupacjąIzraela, a w roku 1996, na mocy układu zOslo, stało się częścią Autonomii Palestyńskiej. W miejscu gdzie urodził sieJezus stoi Bazylika Narodzenia. W kościele tym w krypcie pod ołtarzem znajdujesie Grota Narodzenia. Do krypty można dostać się schodami umieszczonymi po obustronach ołtarza bazyliki, a także z frańciszkańskiego kościoła św. Katarzyny.Tak jak chyba wiekszośc osób zwiedzajacych Betlejem oczekiwaliśmy, że w miejscugdzie urodził sie Jezus bedzie jakas szopka czy stajenka, a tymczasem jest tutylko wbudowana w posadzkę czternastoramienna gwiazda. Energie jakie czuliśmy wtym miejscu są zupełnie inne niz w Bazylice Grobu Pańskiego. Są one dużosubtelniejsze i radosniejsze jednak wyczuwa się też rywalizację i spór. Do tejpory różne odłamy kościoła chrześcijańskiego maja władzę nad poszczegónymiczęściami bazyliki, a często też między nimi dochodzi do kłotni i walki owpływy. Jest to chyba przykre dla każdego prawdziwego chrześcijanina, że takświete miejsce jest areną różnych niepotrzebnych walk i sporów. W 2002 rokukościół był okupowany przez grupę bojowników palestyńskich, którzy schronilisię tam w czasie akcji policyjnej wojsk izraelskich. Po 5 tygodniowym oblężeniuzawarto porozumienie, na mocy którego część bojowników została odesłana doStrefy Gazy, a kilkunastu deportowano do krajów europejskich. Po uwolnieniukościoła znaleziono w nim kilkadziesiąt założonych ładunków wybuchowych.Betlejem znajduje się od tej pory pod zaostrzoną kontrolą. Wprowadza sie tu częsteblokady dróg oraz okresowo godzinę policyjną. Od 2006 roku miasto zostałocałkowicie otoczone 8 metrowym, betonowym murem. Ogólnie jednak jestesmy bardzozadowoleni z naszej podróży do Izraela i Plestyny, bo zobaczylismy z bliska nietylko najbardziej skonfliktowane i zapalne terytorium na swiecie ale przedewszystkim moglismy poczuc magię tego bardzo ważnego dla świata miejsca.



PODRÓŻE MAGICZNE

EGIPT



EMILIAWRÓBLEWSKA-ĆWIEK, TOMASZ ĆWIEK



Nie ma chyba bardziej magicznego i ezoterycznego kraju naświecie od Egiptu i to nie tylko ze względu na piramidy. Kto czyta książki ZechariiSitchina, wie jak ważną rolę w historii ludzkości pełnił Egipt. Nasza podróżdotego kraju przebiegła bez żadnego problemu, a lot samolotem był przyjemnością.Hotel nasz był położony w znanym kurorcie Sharm Ell Sheik na półwyspie Synaj.Półwysep ten to jedyna azjatycka część Egiptu oddzielona kanałem sueskim odAfryki. Z naszego hotelu widać było górę Mojżesza czyli tą na której Mojżeszdostał od „boga” 10 przykazań. Już w pierwszych dniach naszego pobytu doszło dozdarzenia, na które bardzo czekaliśmy. Było to pływanie z delfinami. Przeżyciebyło niesamowite. Delfiny sprawiały wrażenie jakby doskonale nas rozumiały iwyczuwały nasze myśli. Były bardzo inteligentne, radosne, a dzwięki, którewydawały sprawiały, że i my czuliśmy radość i szczęście. Było to bardzomagiczne doświadczenie. Ogromne wrażeniena nas zrobiła tez wyprawa quadami na pustynię. Sama jazda byłą już nie ladaatrakcją, ale największe wrażenie wywarła na nas niesamowita atmosfera samejpustyni. Ludzie tam mieszkający są zupełnie inni niż mieszkańcy miast. Majadużo wyższe i subtelniejsze wibracje, nie są nachalni jak większość Egipcjan.Chociaż była to pustynia to jednak było na co popatrzeć. Wszędzie naokołorozciągały się góry, co sprawiało, że krajobraz był bardzo malowniczy. Czuliśmywielką nostalgię i jakąś tęsknotę do tego miejsca, tak jakbyśmy tutaj już kiedyśbyli w jakimś z poprzednich wcieleń. Beduini w oazie urządzili sobie siedzibę. Obokstudni z wodą powstały ich domy bez drzwi i tylko z trzema ścianami chroniącymiprzed słońcem. Spali na ułożonych wzdłuż poduszkach. Użyczyli nam swoichwielbłądów na krótką przejażdżkę oraz poczęstowali znakomita beduińska herbatą. Poznaliśmy też pustynne dzieci, miedzy innymimałą nieśmiałą dziewczynkę o pięknych oczach i imieniu Hadżidża. Na pamiątkęspotkania zrobiliśmy sobie zdjęcia. Naszą uwagę zwróciły też krążące nadpustynią chmary ptaków. Okazało się, że to nasze bociany, które przylatują doEgiptu, gdy u nas zaczyna się robić zimno. Było ich naprawdę mnóstwo i to nietylko na pustyni, ale na ulicach, ogrodach, trawnikach hotelowych itd. Ogólniewyprawa na pustynię była pełna wspaniałych i niezapomnianych wrażeń. Oczywiściegłówną atrakcją całej wyprawy do Egiptu jest zobaczenie jednego z 7 cudówświata czyli piramidy Cheopsa oraz pozostałych dwóch piramid i Sfinksa w Gizie.Jest to najbardziej magiczne i tajemnicze miejsce na Ziemi. Czym były piramidyto jedno z najczęściej zadawanych pytań naszych czasów, bo w to że były onegrobowcami wierzy już coraz mniej ludzi. Piramidy zrobiły na nas ogromnewrażenie, tak samo jak Sfinks. Myśleliśmy do tej pory, że nie są one aż tak ogromne.Piramida Cheopsa w oryginale miała 146,6 m wysokości, więc dla porównania jestmniej więcej wysokość 50 piętrowego drapacza chmur.. Postawiona została nasztucznie wyrównanym terenie (zmierzone różnice poziomu wynoszą do 2,0 cm).Piramida zorientowana jest zgodnie z kierunkami świata.Boki jej są zwrócone dokładnie na północ, południe, wschód i zachód. Wielkiebloki kamienne, ważące po 2,5 tony (największe nawet około 15,0 t) zostałyustawione z wielką precyzją. Cała budowla składa się z ponad 2,3 mln takichbloków! Obłożona była delikatnym wapieniem z Tury. Niestety z tej obudowyjuż nic nie zostało. Ścięty wierzchołek piramidy spowodował, że jej wysokośćzmalała do około 137,0 m. Piramida Chefrena ma wysokość 136 m, Mykerinosa 62 a Sfinks ma 20 m wysokości i 73m długości.. Byliśmy we wnętrzu wszystkich trzech piramid. Udostępnione korytarzesą niestety bardzo wąskie, niskie i nie ma w nich klimatyzacji. Panuje tamokropny żar a ściany są mokre od potu. Ludzie z problemami sercowymi,krążeniowymi, astmatycznymi absolutnie nie powinni tam wchodzić. W piramidzieCheopsa szczególnie zwraca uwagę pusty sarkofag, w którym najprawdopodobniejbyła przechowywana arka przymierza. Oczywiście oficjalna wersja jest zupełnieinna i mówi o tym, że w sarkofagu była mumia faraona Cheopsa. Nie wiemy skąd topowszechne przekonanie świata naukowego, że piramidy były grobowcami? Przecieżw żadnej z piramid nie odnaleziono nigdy choćby jednej mumii! Wybitny sumerologZecharia Sitchin w swojej znakomitejksiążce pt „Zaginiona księga Enki” pisze ,że piramidy były głównie punktami nawigacyjnymi dla statków powietrznych istotz planety Nibiru czyli hipotetycznej planety X, która ponoć właśnieteraz zbliża się do naszej Ziemi. Oprócz funkcji nawigacyjnych piramidy zostałytez odpowiednio zbudowane z zastosowaniem olbrzymiej wiedzy matematycznej iastronomicznej. Sfinks natomiast według Sitchina był symbolem trwającej wtedyery lwa, a rysy jego twarzy były odwzorowaniem twarzy głównego architekta ibudowniczego piramid. Oczywiście nie każdy musi się zgodzić z tą wersja, alenaszym zdaniem jest ona prawdziwa lub najbliższa prawdzie. Energia piramid byłaprzez nas wyczuwalna bardzo mocno. Jest to jednak energia mocno rozregulowana.Mówi się ze piramidy to już nie ta energia co kiedyś i rzeczywiście tak chybajest. Piramidy mają około 12.000 lat, choć oficjalna nauka zmniejsza ich wiek opołowę. W księgach sumeryjskich czyli w najstarszych pismach na Ziemi są zapisymówiące o tym, że kiedy w Egipcie zaczynała się epoka faraonów piramidy dawnojuż stały. My patrzyliśmy na piramidy i sfinksa jako na budowle energetyczneale i też zbudowane przez istoty, którenie pochodzą z naszego globu. Czyrzeczywiście piramidy wybudowali przybysze z Nibiru jest oczywiście kwestiąsporną, ale my przychylamy się do takiej właśnie wersji opisanej przez Sumerów.Sumerowie to najstarszy lud jaki znamy, więc spisana przez nich historiastworzenia świata oraz dalsza historia Ziemi jest jakby z pierwszej ręki.Niesamowite jest przekonanie przewodników, naukowców i archeologów, że piramidybyły budowane przez ludzi za pomocą siły rąk. W żadnych starych księgach nie ma żadnej wzmianki na temat budowaniaprzez ludzi jednej z trzech wielkich piramid lub Sfinksa. Są natomiastinformacje przede wszystkim u wspomnianych wcześniej Sumerów, że wybudowali jeBogowie czyli przybysze z innej bardziej rozwiniętej technicznie planety. Obokpiramid Cheopsa , Chefrena i Mykerinosa stoi kilka nieudolnie zbudowanychmałych piramidek i te rzeczywiście były budowane przez ludzi. Różnica międzynim jest jednak kolosalna. Już w naszych czasach największą piramidę nazwano imieniemfaraona Cheopsa dlatego tylko, że w piśmie hieroglificznym znalezionym naścianach piramidy w jednym jedynym miejscu pojawiło się imię Cheops! Na tejpodstawie nadano nazwę Wielkiej Piramidzie. Stwierdzono też, że skoro Cheopswybudował największą piramidę, to jego syn Chefren wybudował mniejszą, awnuczek Mykerinos jeszcze mniejszą! Prawda, że to bardzo typowe „naukowe” myślenie? W Kairze opróczpiramid zobaczyliśmy też słynne muzeum egipskie, w którym jest mnóstwoniesamowitych mówiących o niezwykłej historii Egiptu eksponatów. To tam teżjest przechowywane wszystko co zostało znalezione w grobowcu Tutenhamona. Wmuzeum tak samo jak we wnętrzu piramid nie można robić żadnych zdjęć.Zrobiliśmy za to fotografie przed muzeum, gdzie stoją miniaturowe Sfinksy. Dużewrażenie zrobił też na nas rejs po Nilu motorówką. Kair to miasto kontrastów,bo mieszkają tam ludzie bogaci w swoich pięknych domach, ale też i biedni nacmentarzach zwanymi miastami umarłych. Miasta umarłych maja nawet swoje bazary,mini sklepy itd. Jednak nawet w cywilizowanym Kairze przeraża nachalnośćmieszkańców wobec europejczyków, a szczególnie wobec kobiet. Wychowywani wbardzo konserwatywnym stylu życia mężczyzni egipscy w zasadzie nie widząkobiet, a jeżeli już to prawie całkowicie zakryte. Nie ma się więc co dziwić,że widok kobiet z Europy w skąpym odzieniu jest dla nich szokiem. Jednak tanachalność jest naprawdę uciążliwa. To przykład do czego doprowadza zabranianieczegoś co naturalne i normalne. Inne magiczne miejsca Egiptu, któreodwiedziliśmy to Luksor i Karnak. Luksor to miasto w południowym Egipcie, na prawym brzegu Nilu, w miejscu południowejczęści starożytnych Teb, oddzielonekanałem od części północnej, zwanej obecnie Karnak. Miasto to nazywane jest często największym muzeumświata na świeżym powietrzu ze względu na ruiny kompleksu świątyń w Karnaku,świątynię Luksoru oraz niezliczoną liczbę starożytnych posągów, świątyń i krypt(m. in. Dolinę Królów) nazachodnim brzegu Nilu. Z tego powodu Luksor jest doskonałą baząturystyczną i popularnym miejscem na spędzenie wakacji, zarówno jako miasto,jak i jako start rejsów po Nilu. W 1979Luksor został wpisany na Listęświatowego dziedzictwa UNESCO.

Świątynia Luksorska znana także jako Świątynia Narodzin Amona. Budowę świątyni najprawdopodobniej rozpocząłAmenhotep III, jego następcy kontynuowali dziełorozbudowując świątynię. Ostateczny kształt otrzymała za czasów Ramzesa II. Świątynie Amonaw Luksorze i Karnaku połączone są ze sobą aleją procesyjną długości ok. 3,0 km,przy której stoją sfinksy z baranimigłowami. Baran był zwierzęciem Amona. Aleja prowadziła wzdłuż Niludo wielkich, o szerokości 65,0 m, wież ustawionych przez Ramzesa II. Magia tegomiejsca jest niesamowita i ustępuje chyba tylko Gizie z jej piramidami. Jeżeliwierzyć Sumerom, faraonowie byli potomkami „Bogów” z Nibiru, a więc dysponowali olbrzymiąwiedzą. Energia tego miejsca tak samo jak i Karnaku jest bardzo specyficzna iwyczuwa się tam tajemniczość, ale też i nadużywanie władzy i kult jednostki. WKarnaku znajduje się zespół świątyń wzniesionych w różnym czasie. Centralnemiejsce zajmuje największa na świecie świątynia zsalą kolumnową -świątynia Amona-Re. Wdrodze do innego kultowego miejsca Egiptu jakim jest Dolina Królów, zatrzymaliśmy się przy słynnych Kolosach Memnona. Są to posągi faraona Amenhotepa III o wysokości15,60 m (z postumentem 17,90 m). Waga każdego kolosa to około 800 ton[.Jest to jedyna zachowana część świątyni grobowej tego faraona, zniszczonej prawdopodobnieprzez trzęsienie ziemi już za panowania Merenptaha. Posągi wykuto z blokówskalnych kwarcytu. Przedstawiają faraona zasiadającego na tronie.W przedniej części tronu, po bokach faraona, wyrzeźbiono dwie niewielkiejwysokości postacie kobiet. Są to żona faraona Teja i jego matka Mutemuja. Ciekawostką jest, że jeden z posągów kiedyśwydawał dziwne dźwięki podczas wschodu słońca. Niestety obecnie już żadnychdźwięków się nie słyszy. Kiedy dotarliśmy do Doliny Królów odczuwaliśmy dziwnaenergię tego miejsca, tak jakby łączyły się tu dwa światy, nasz ziemski i jakiśinny duchowy. Dolina Królów to miejsce spoczynku królów Egiptu w okresie od XVIII do XX dynastii. Pierwszym faraonem, który nakazał budowę swojego grobowca w dolinie, zdala od znanych nekropoli, był Totmes I , ostatnim - Ramzes XI. Grobowce, w Dolinie, to wykute wskale kompleksy grobowe, składające się z ciągu licznych korytarzy i sal.Niestety, już w czasach współczesnych faraonom, wiele grobów zostało otwartych i ograbionych. Współczesnymbadaczom udało się odnaleźć tylko jeden nie splądrowany grobowiec – faraona Tutanchamona. Niedaleko Doliny Królówodwiedziliśmy robiącą niesamowite wrażenie gigantyczną światynię Hatszepsut. Według oficjalnej wersji świątynia ta zwana "ŚwiątyniąMilionów Lat" była budowlą sakralną zbudowaną przez budowniczego Senenmuta jako świątyniagrobowa królowej Hatszepsut. Naszym i nietylko naszym zdaniem mogła ona być wszystkim, ale nie świątynią. Nie wiemyjakie było jej przeznaczenie ale wydaje się, że było ono techniczne i być możezwiązane było z opisanymi przez Sumerów latającymi maszynami „Bogów”. Energiatego miejsca od razu kojarzy się z przestrzenią, powietrzem i niebem. OgólnieEgipt wywarł na nas niesamowite wrażenie, a magia tego miejsca nie ma sobierównych na naszym globie.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...