wtorek, 9 listopada 2021

Ręce Duszy


 Ręce Duszy


Emilia Wróblewska - Ćwiek

(Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon)


Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w górę, w kierunku Ducha, prawą zaś – opuszczoną - miała błogosławić ziemię, przekazywać jej siłę i moc niebiańskich światów, by to, co na dole, było tak wzniosłe i pełne splendoru jak to, co na górze. Miała stać się zwierciadłem, w którym odbija się Maat - kosmiczne Prawo sprawiedliwości i równowagi odwzorowane w materialnym świecie.


Bycie łącznikiem pomiędzy światem duchowym a materią - oto, co było i co jest przeznaczeniem duszy. Wypełnienie tego przeznaczenia jest jednak kwestią przyszłości. Dusza współczesnego człowieka utkana jest bowiem z eterów należących do świata Natury, zbyt mało szlachetnych, by mogła stać się „oblubienicą” Ducha.


Maat


Egipską boginię Maat, którą można utożsamić z boskim Słowem, Logosem, Planem, przedstawiano jako klęczącą kobietę z uskrzydlonymi rękami, z których jedna celowała w niebo, druga zaś w ziemię. Głowę bogini zdobiło strusie pióro, zwane „shut”, pochodzące od słowa Shu, które było również imieniem boga powietrza, ziemi i nieba i oznaczało „świetlistą przestrzeń”. Po śmierci danego człowieka, bogini Maat kładła na jedną szalę wagi owo pióro, a na drugą- serce człowieka. Jeżeli serce, będące według Egipcjan siedzibą duszy i świadomości, było cięższe niż pióro (czyli nieczyste), człowiek był pożerany przez Ammit- potwora stanowiącego skrzyżowanie hipopotama, krokodyla i lwa. Jeśli zaś podczas ważenia szale wagi znajdowały się w równowadze, oznaczało to czystość i bezgrzeszność serca, i dusza człowieka mogła połączyć się z Ozyrysem - z Duchem i żyć wiecznie w raju. W procesie ważenia udział brali: bóg podziemnego świata- Anubis i wielki nauczyciel ludzkości - Thoth, którego greckie imię brzmi Hermes.


Egipskie mity mogą nam się jawić jako bajki, stworzone przez prosty lud w celu wyjaśnienia tajemnic życia i śmierci. Wtajemniczony jednakże rozpozna w nich przekazaną w zawoalowany sposób wiedzę misteryjną, stanowiącą podwaliny wewnętrznego, mistycznego chrześcijaństwa, którego celem jest całkowite przetransformowanie duszy człowieka, tak by mogła połączyć się z Duchem.


Życie po śmierci?


Mówiąc językiem egipskiego mitu, możemy powiedzieć, że „serce” każdego przeciętnego współczesnego człowieka, zostaje po śmierci pożarte przez potwora Ammut. Tłumacząc to na język ezoteryczny, powiemy, że świadomość takiej osoby rozprasza się; jej osobowość ulega stopniowemu rozkładowi, a tworzące ją „nieświęte”, zanieczyszczone etery, zbudowane z tlenu, wodoru i węgla dołączają do eterów należących do świata Natury i żywiołów: wody (reprezentowanej w micie przez krokodyla), ognia (symbolizowanego przez lwa) i ziemi (przez hipopotama). Możemy tutaj zwrócić uwagę na brak czwartego elementu konstruującego ludzką osobowość - mianowicie powietrza, reprezentowanego przez azot. Nie jest to w żadnym razie przypadek. Oznacza to, że sercu człowieka brakowało uduchowienia; wypełnione było w całości namiętnościami i żądzami (ogień), emocjami (woda) i chciwością oraz nastawieniem materialistycznym (ziemia) i przez to było ociężałe i należało do świata fizycznego. Tylko serce owiane świetlistym tchnieniem Shu, było lekkie niczym piórko i stawało się godne połączenia z Ozyrysem.


Pióro strusia symbolizowało uduchowioną świadomość ludzką. Struś, jako nielot, reprezentuje duszę człowieka należącą do ziemi. Jest jednak ptakiem, posiada pióra, będące atrybutem powietrza, co ma oznaczać, że dusza poprzez swoje ukierunkowanie i pracę nad sobą oczyściła się i uszlachetniła, rozwinęła w pełni ciało mentalne (pióra strusia), dzięki czemu może połączyć się z Duchem.


Ta głębia egipskiego mitu jest ponadczasowa. I jeśli tylko mamy uszy do słuchania, oczy do patrzenia i serce do rozumienia, pojmiemy, że zostaliśmy powołani do życia w wyższej rzeczywistości, niż ziemska. Pożarcie przez potwora Ammit przypomina nieco biblijnego Jonasza, który znalazł się w brzuchu wieloryba. Możemy tu znaleźć odniesienie do ludzkiego mikrokosmosu przywiązanego do ziemi, skazanego na ciągłe inkarnowanie się w materialnym świecie - na uwięzienie, które trwać będzie do czasu, aż człowiek się przebudzi i zatęskni do świata Ducha.


Współczesny Adam

Wyzwolenie z ziemskiego pola magnetycznego nie dokona się jednak na drodze naturalnej ewolucji. Współczesny człowiek sam z siebie nie stanie się obrazem Maat, nosicielem Słowa,


Synem Bożym, Christophorosem. Na obecnym etapie swojego rozwoju przypomina Adama z fresku namalowanego przez Michała Anioła w kaplicy sykstyńskiej. Półleżące ciało Adama należy niemal całkowicie do Ziemi, a jego palec, wyciągnięty w kierunku Boga, jest miękki, niemrawy i bierny. Cała postać mężczyzny wyraża indolencję, lenistwo, zamiłowanie do wygody. Horyzontalna pozycja obrazuje przywiązanie do materii i niechęć do zajęcia się wyższymi sprawami.


W erze Wodnika ludzie masowo budzą się z hipnotycznego zaabsorbowania sprawami świata fizycznego. Mówiąc obrazowo, naprężają wskazujący palec i wyciągają go w kierunku Ducha; nie zdają sobie jednak sprawy z tego, że wciąż jeszcze „leżą”; że w dalszym ciągu cieleśnie (mamy tu na myśli również ciała subtelne) należą do ziemi. Dopóki bowiem człowiek nie zrozumie swojej kondycji, nie pozna ścieżki prowadzącej do wyzwolenia i nie dokona na sobie Wielkiego Dzieła, dopóty jego serce należeć będzie do Ammit; dopóty podlegać będzie prawu karmana, a jego mikrokosmos kręcić się będzie w błędnym kole bezustannych inkarnacji.


Jak się wyzwolić?


Pierwszym warunkiem niezbędnym do wyzwolenia, jest uświadomienie sobie po pierwsze faktu, że znajdujemy się w więzieniu, zwanym obecnie przez wiele osób Matrixem, matrycą. Nie jest to jednak „boska matryca”, lecz utworzony z jej świetlistej, mentalnej substancji świat pracujący na niskich częstotliwościach lęku, poczucia oddzielenia, braku światła (czyli wiedzy) i braku miłości. Uwięzione w tym świecie dusze nie mogą pokonać tej wibracyjnej bariery. Pomimo ciężkiej pracy nad sobą, nie mogą wykorzenić wrośniętego w swoją istotę egocentryzmu; nie potrafią przekroczyć swojej skłonności do dualnego postrzegania rzeczywistości; nie potrafią kochać bezwarunkowo i żyć bez lęku. Pomimo że na poziomie mentalnym wiedzą, jakie powinny one być, nie potrafią wdrożyć tych wysokich ideałów w życie. Istnieje taki błogosławiony moment, w którym człowiek dochodzi do ściany i uświadamia sobie, że wypróbował już wszystkie znane mu metody samorozwoju, przeszedł wszystkie możliwe terapie, zaliczył ogromną ilość warsztatów, zgromadził olbrzymią wiedzę, lecz mimo to nadal obecne jest w nim zło, lęk i cierpienie. W takiej chwili zaczyna mgliście zdawać sobie sprawę, że aby się wyzwolić, potrzebuje pomocy. Stan ten dobrze oddają słowa biblijnego Psalmu 121: „Wznoszę swe oczy ku górom: Skąd nadejdzie mi pomoc?”


Wielka Nostalgia


Kolejne wersy Psalmu 121 przynoszą odpowiedź, którą człowiek znalazł w swoim wnętrzu: „Pomoc mi przyjdzie od Pana, co stworzył niebo i ziemię”. Odpowiedź ta może nas nie usatysfakcjonować. Jakim cudem bowiem pomóc ma nam nagle jakiś bóg tradycyjnej religii?


Odpowiadając na to pytanie, musimy przede wszystkim uświadomić sobie, że Biblia jest w przeważającej mierze zbiorem natchnionych pism, zawierających zawoalowany przekaz dotyczący mistycznej i misteryjnej drogi prowadzącej do połączenia się z Absolutem. Wyżej zacytowany fragment nawiązuje do momentu na ścieżce, w którym człowiek przestaje szukać wyzwolenia posługując się metodami tego świata, lecz zaczyna po omacku szukać połączenia z Czymś/Kimś wyższym od siebie, niepochodzącym stąd - z ziemskiego pola magnetycznego.


Carl Gustav Jung jest autorem następującej anegdoty: Sędziwy alchemik dodał otuchy jednemu ze swoich uczniów, mówiąc: "Bez względu na to, jak bardzo wyobcowany i samotny się czujesz, jeśli będziesz wykonywać swoją pracę naprawdę sumiennie, nieznani przyjaciele przybędą, by cię odnaleźć”.


Prawdziwa alchemia polega na przemianie nieszlachetnych metali swojej natury w złoto ducha. Nieznani przyjaciele, których ma na myśli Jung, to Boska Hierarchia czuwająca nad duchowym rozwojem ludzkości. To ona jest w tym świecie „prawą ręką” Pana, który stworzył niebo i ziemię.


Gdy człowiek budzi się i zaczyna tęsknić za innym światem; gdy zaczyna uświadamiać sobie, że jego dom znajduje się w duchowej przestrzeni, gdy staje się obcym na Ziemi, oznacza to, że przebudził się w nim atom duchowego Słońca. Taka osoba zostaje dotknięta tym, co Mikhail Naimy w swym dziele „Księga Mirdada” określa poetycko mianem „Wielkiej Nostalgii”, nieugaszonej tęsknoty za duchowym domem, prowadzącej do intensywnych poszukiwań. I ta Wielka Nostalgia jest drugim warunkiem, który trzeba spełnić, żeby się stąd wyzwolić. „Szukajcie, a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam”.


Tęskniący za Bogiem człowiek zaczyna nieświadomie wysyłać ze swojego serca podczerwone promieniowanie, które przyciąga do niego Światło Gnozy i pomoc Duchowego Braterstwa. Otrzymuje znaki, prowadzące go do źródeł i miejsc, w których może w całkowitej samoautorytatywności urzeczywistnić ścieżkę prowadzącą go do mistycznej śmierci ego i poczucia prawdziwej Jedności z całym stworzeniem.


Jestem, który Jestem


W biblijnej Księdze Wyjścia znajdujemy głęboko symboliczną przypowieść o Mojżeszu, do którego przemówił Bóg, ukazawszy mu się pod postacią gorejącego krzewu, który się nie spalał. W krzewie tym możemy odnaleźć analogię do nowej duszy człowieka, rozpalonej boską zasadą wodoru - ogniem, który daje jej nieśmiertelność. Przypowieść ta jest oczywiście zawoalowanym odniesieniem do wyzwalającej ścieżki, jednak nie na tym pragniemy się teraz skupić. Chcemy przez moment zatrzymać się na imieniu, którym przedstawił się Mojżeszowi Bóg: Jestem, który Jestem (Ehjeh aszer Ehjeh).


W imieniu tym możemy bowiem odnaleźć ukryty aksjomat Thotha/Hermesa Trismegistosa: „Jak na górze, tak na dole”. W pierwszym „Jestem” znajdujemy pierwotną Świadomość, Istotę nieobjawionego Boga Ojca; w wyrazie „który” odnajdujemy Słowo, Logos, Maat - Boski Plan, z którego rozwinie się to, co widzialne; w drugim „Jestem” natomiast kryje się ucieleśnienie tego Planu w objawionym świecie.


Żeby człowiek mógł się przerodzić w istotę zgodną z pierwotnym zamysłem Boga, musi stać się w swym sercu, umyśle i czynach absolutnie cichym. Wówczas jego dusza stanie się zwierciadłem, odbijającym owo „Jestem” Boga.


Gdy zaczynamy odczuwać tę świadomość „Jestem”, wznosimy się ponad dualne postrzeganie rzeczywistości. Zaczyna się od tego, że przestajemy reagować emocjonalnie na przejawy dobra i zła, które dostrzegamy w samym sobie. Neutralność ta bierze się z faktu nieutożsamiania się ze swoją niższą naturą. Owo wewnętrzne „Jestem” przenosimy na świat zewnętrzny i pojawia się zrozumienie, że wszystko „Jest”. Przestajemy wartościować i osądzać to, co na zewnątrz, co nie oznacza oczywiście, że stajemy się amoralni. Nie stajemy się amoralni, lecz cisi, pozbawieni preferencji, oczekiwań, przesądów i uprzedzeń. Zaczynamy widzieć, że wszystko, co istnieje, czemuś służy; że jest potrzebne. Pojawia się w nas Szacunek.


Taka cisza może wyrosnąć tylko z „Głosu Ciszy”, który dobywa się z boskiej iskry, niebiańskiego atomu, cząsteczki duchowego Słońca, obecnego w naszym sercu. Ono jest ziarnem, z którego może się rozwinąć szata nowej duszy, zdolnej do poślubienia Ducha, zdolnej do złączenia się z Ozyrysem.


Prowadzi do tego jedynie absolutne wyciszenie siebie, śmierć starego ja, do którego nawiązują słowa Listu Pawła do Rzymian: „A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe” (Rz 12, 1).


I inne słowa obecne w dalszej części tego listu „Nie gońcie za wielkością, lecz niech was pociąga to, co pokorne” (Rz 12, 16).


Duszy naturalnej bowiem nie da się doprowadzić do prawdziwej wielkości. Dlatego musi ona „obumrzeć”, aby uczynić miejsce dla innej duszy, świetlistej, wysoko wibrującej, która utkana jest z eterów niepochodzących z tego świata. W tym procesie odnowy, stopniowemu uświęceniu ulegają trzy świątynie Człowieka: sanktuarium jego głowy, serca i na końcu - rąk. Po takiej przemianie dusza ludzka może pochwycić wyciągniętą do niej „dłoń” Ducha. Staje się pośredniczką pomiędzy ziemią a niebem, gotową do tworzenia w substancji Boskiej Maat-rycy.


Mistrz: Jeżeli jesteś cichy, to jesteś tym, czym był Bóg, zanim powstały natura i stworzenie, i z czego On stworzył ciebie jako istotę naturalną. Potem będziesz słyszał i widział przy pomocy tego, czym Bóg widział i słyszał w tobie, zanim pojawiły się samowola, własne widzenie i słyszenie. Przekaż twoją wolę całkowicie Bogu! Nie czyń tego, do czego nakłania cię twoja wola! Poddaj się krzyżowi naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Jeżeli to uczynisz, przemówi w tobie Bóg i skieruje twoją wolę Jemu poświęconą ku ponadzmysłowej głębi. Wtedy usłyszysz, co Pan w tobie mówi.


- Jakob Böhme "O życiu ponadzmysłowym".


Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...