środa, 27 maja 2020

Śpiący Rycerze


ŚPIĄCY RYCERZE

Emilia Wróblewska - Ćwiek

W swej książce Bohater o tysiącu twarzy, Joseph Campbell stwierdził: „Zadziwiające jest to, że owa charakterystyczna moc poruszania i budzenia naszych głęboko ukrytych sił twórczych tkwi w najprostszej bajce dla dzieci, tak jak w kropli wody zawarty jest ocean lub w jaju pchły cała tajemnica życia”[i]. Mówi on, że mity i podania ludowe zebrane z wszystkich zakątków ziemi składają się na jedną wielobarwną, bogatą opowieść o wzniosłym przeznaczeniu człowieka i ścieżce, która prowadzi do jego urzeczywistnienia.
Jedna z najbardziej znanych polskich legend opowiadająca o „śpiących rycerzach” ukrytych w grocie pod Giewontem, wpisuje się w znany na całym świecie motyw pozostających we śnie bohaterów, którzy - gdy nadejdzie odpowiedni czas - powstaną, by walczyć o wolność. Historia o śpiących tatrzańskich rycerzach bywa zazwyczaj interpretowana w kontekście patriotycznym i niepodległościowym, mimo to jednak jej przesłanie jest dużo głębsze i bardziej pierwotne. Aby to wykazać, przytoczymy dla przypomnienia treść legendy.
Bohaterem podania jest pastuszek imieniem Jaśko, mieszkający w góralskiej wiosce u podnóża Tatr. Pewnego razu sąsiad Jaśka, stary gazda, złożył mu wizytę i opowiedział historię o skarbie ukrytym w jaskini pod Giewontem. Zaintrygowany chłopiec udał się więc pod Giewont, aby znaleźć ową jaskinię. Gdy zmęczony wędrówką przysiadł na kamieniu, usłyszał rżenie koni. Zdziwiło go to, ponieważ na wysokości, na której się znajdował, nie spotykało się raczej koni. Po chwili zorientował się, że dźwięki dochodzą spod ziemi. Rozejrzał się wokół siebie i dostrzegł niewielką szczelinę pomiędzy głazami. Zaciekawiony, odwalił kamień zagradzający wejście, zsunął się w dół, szedł chwilę w ciemnościach, aż trafił do dużej groty, w której płonęło ognisko. Pod jej ścianami stały piękne konie, pośród których spał rycerz w lśniącej zbroi. Jaśko wystraszył się i rzucił do ucieczki. Uciekając jednak, kopnął niechcący kamień i obudził rycerza, który zadał mu pytanie:
– Czy nadszedł już czas?
– Nie panie, jeszcze nie – odparł Jaśko.
– Dobrze. To bardzo dobrze – powiedział rycerz i wskazał chłopcu sąsiednią grotę. – Popatrz chłopcze, tu śpimy my, rycerze jego królewskiej mości. Gdy nadejdzie czas, wstaniemy, aby bronić naszych gór i naszej ziemi. Ale teraz jeszcze nie budź moich braci. Gdy będzie trzeba, powstaną sami.
Powiedziawszy to, rycerz podszedł do ogniska, wyjął z niego grube, palące się polano i podał chłopcu, aby oświetlił sobie nim drogę.
Po powrocie do domu Jaśko opowiedział o swojej przygodzie góralom, którzy również zapragnęli zobaczyć rycerzy. Podczas kolejnej wyprawy chłopiec nie odnalazł jednak wejścia do jaskini. Nie usłyszał także rżenia koni.
– Jeszcze nie nadszedł właściwy czas – rzekł do górali, a oni mu uwierzyli.
Stary gazda zwrócił się do chłopca słowami:
– Nie sądziłem, że uda ci się odnaleźć skarb, o którym ci opowiedziałem. Czy wiesz, co jest tym skarbem?
Jaśko pokręcił głową.
– To wolność, chłopcze – uśmiechnął się stary góral. – Ona jest największym skarbem. Nie tylko tutaj, w górach, ale i na całym świecie. I to właśnie jej będą zawsze strzegli śpiący rycerze z Tatr.[ii]
Legenda ta stała się inspiracją pięknego, poruszającego swą głębią wiersza Marii Konopnickiej „Tam w moim kraju, w dalekiej stronie”:
Tam, w moim kra­ju, w da­le­kiej stro­nie
Sto gwiazd zga­szo­nych stoi w ko­ro­nie,
Sto gwiazd zga­szo­nych nad po­lem stoi,
Jak stu ry­ce­rzy w że­la­znej zbroi.

Tam, w moim kra­ju, w da­le­kiej stro­nie
Sto serc go­rą­cych tę­sk­no­tą pło­nie,
Sto serc go­rą­cych w pier­si ude­rza
Jak duch w że­la­zne bla­chy pan­ce­rza.

Tam, w moim kra­ju, w da­le­kiej stro­nie
Sto wi­chrów tęt­ni przez pu­ste bło­nie,
Sto wi­chrów tęt­ni przez szlak ste­po­wy
Jak stu ru­ma­ków w zło­te pod­ko­wy.

A jak prze­mi­nie sto dni, sto nocy,
Wsta­ną ry­ce­rze w serc ży­wych mocy,
Wsta­ną ry­ce­rze, do­się­dą ko­nie,
Za­pa­lą gwiaz­dy w zło­tej ko­ro­nie.
Symbolika zawarta zarówno w legendzie, jak i w wierszu nawiązuje do archetypowych motywów wyzwalającej ścieżki duchowej, w którą wyrusza każdy człowiek, gdy nadchodzi „właściwy czas”. Ścieżka ta była od zawsze przyrównywana do wspinania się na wysoką górę. Jej celem było i jest wzniesienie, wspięcie się na duchowe wyżyny, odzyskanie utraconej dawno temu wolności i suwerenności, wyzwolenie się z okowów materii; z błędnego koła narodzin i śmierci. W drugiej części tego artykułu postaramy się ukazać, jak ta stara, słowiańska przypowieść ludowa i napisany przez Marię Konopnicką wiersz pokrywają się ze ścieżką alchemicznej przemiany i biblijnym przekazem, odczytywanym przez pryzmat wewnętrznego chrześcijaństwa (Gnozy).
W życiu każdego z nas przychodzi moment, w którym uzmysławiamy sobie jałowość naszej ziemskiej egzystencji. Podczas niezliczonej ilości inkarnacji na tej planecie zdobywamy ogromną ilość doświadczeń, z których jasno wynika, że osiągnięcie spełnienia jest tu niemożliwe. Uświadamiamy sobie, że pomimo zdobycia wszelkich możliwych dóbr materialnych, wymarzonego partnera życiowego, czy zawodowej samorealizacji, wciąż obecna jest w nas jakaś pustka i tęsknota za innym światem. Zaczynamy czuć się na Ziemi obco, pojawia się poczucie bycia uwięzionym. Symbolem naszego zniewolenia i nieboskiego stanu są zgaszone gwiazdy w koronie z wiersza Konopnickiej. Pojawia się w nas „wielka nostalgia” za duchowym domem, za utraconą boską ojczyzną.
W naukach gnostycznych, tęsknotę tę nazywa się prawspomnieniem. W naszej świadomości pojawia się bowiem niewyjaśnione przeczucie, że istnieje doskonały, pełen miłości świat, do którego możemy powrócić. Owo prawspomnienie reprezentuje w legendzie „stary gazda”. Jest on głosem naszej prawdziwej istoty, przemawiającej za pośrednictwem tzw. iskry ducha, obecnej w naszym sercu. Iskra ta jest boską cząsteczką ukrytą w nas, pierwotną materią, ziarnem, z którego może się odrodzić nasza boskość. Jej głos przypomina nam o czekającym na nas duchowym skarbie.
Głos ten zwraca się do małego „Jana” w nas, do części naszej psychiki, natchnionej przez iskrę ducha i jej tęsknotę za Bogiem. Niezwykle interesująca jest zbieżność imienia głównego bohatera legendy i biblijnego Jana Chrzciciela, który prostuje ścieżki na przybycie Zbawiciela. Przygotowuje nasz system na narodziny nowej duszy, którą w Biblii reprezentuje Jezus. Potrzebujemy zrozumieć, że wszystkie postaci i wydarzenia opisane w Biblii i innych świętych księgach różnych tradycji religijnych, a także mitach z całego świata, odnoszą się do aspektów naszego wnętrza i naszych wewnętrznych zmagań na ścieżce prowadzącej do duchowej wolności.
Gdy budzi się ten zew wolności, ukryty w nas Jaśko wyrusza na poszukiwanie skarbu. Alchemicy uważali, że fazie tej patronuje Merkury. Na tym etapie zaczynamy poszukiwać duchowej Prawdy. Jeździmy na różne wykłady, warsztaty, spotkania, czytamy ezoteryczne książki, medytujemy, zmieniamy sposób odżywiania się, pracujemy nad własnym charakterem, jednym słowem, staramy się na wszelkie możliwe sposoby dostroić wibracyjnie do świata Ducha. I jeżeli jesteśmy wytrwali, przychodzi moment, gdy, zgodnie ze słowami Jezusa „szukajcie a znajdziecie”, następuje punkt zwrotny na naszej ścieżce i zostajemy połączeni z siłami Gnozy.
Symbolem miejsca, w którym następuje takie połączenie, miejsca, będącego pomostem pomiędzy naszym „podksiężycowym”, ziemskim światem, a wymiarem Ducha była dla starożytnych grota, jaskinia. To właśnie w grocie skalnej Jezus narodził się i zmartwychwstał.
Skały, kamienie były od zawsze kojarzone z ziemią, twardą materią, krystalizacją, której władcą był Saturn. Pod patronatem Saturna znajduje się pierwsza alchemiczna faza procesu przemiany ziemskiego, „ołowianego” człowieka w utkaną ze złotego światła boską istotę. Faza ta nosi nazwę nigredo – czernienie.
Grota to symboliczne pęknięcie naszego materialistycznego nastawienia. Miejsce w nas, w które może wpłynąć energia nie z tego świata. Jaśko z legendy odsuwa kamień i schodzi w dół, do ciemnej jaskini. Konfrontuje się tu z własnym lękiem i poznaje obecny w sobie mrok. Doświadcza pierwszej z dwóch „ciemnych nocy duszy” - nocy określanej przez świętego Jana od Krzyża, jako noc umysłu. Oczyszcza się wstępnie ze swych najbardziej przyziemnych dążeń, materialistycznych przywiązań i cielesnych żądz. Mierzy się ze swoim cieniem i powoli go rozświetla mocą swojej świadomości. W miarę oswajania się z nieuświadomionymi dotąd aspektami siebie, przyjmuje coraz więcej duchowego ognia. Legenda ukazuje nam to w obrazie ogniska i rozmowy z rycerzem.
Jaśko wchodzi do dużej groty i w blasku ogniska dostrzega „piękne konie, pośród których śpi rycerz w lśniącej zbroi”. W tej fazie rozpoznaje ukryte w sobie boskie, wyzwalające siły. Przebudzony rycerz ukazuje mu sąsiednią grotę, w której wsparci na mieczach spoczywają inni śpiący rycerze. Gdy nadejdzie czas, zbudzą się ze snu, wsiądą na swoje rumaki i uwolnią góry oraz ziemię.
Zatrzymajmy się chwilę przy obrazie rycerza na koniu. Człowiek dosiadający wierzchowca, komunikujący się z nim poprzez subtelne ruchy swego ciała, panujący nad nim i stopiony z nim na wiele godzin w jedno, przywodzi na myśl centaura. W tej mitycznej postaci pół-konia, pół-człowieka, celującego z łuku w gwiazdy, alchemicy dopatrywali się idealnego połączenia ciała, duszy i ducha. Centaur o głowie, piersi i rękach człowieka oraz tułowiu i nogach konia to obraz boskiej trójcy wtłoczonej w zwierzęce, materialne ciało, symbolizowane przez liczbę cztery (cztery nogi zwierzęcia). To obraz ducha, który stopniowo przejmuje kontrolę nad zwierzęcymi popędami człowieka. Obraz ten pojawia się tu nieprzypadkowo, nawiązuje bowiem do wpływów Jowisza, które pojawiają się pod koniec procesu nigredo.
Jowisz, w przeciwieństwie do mrocznego, zimnego, melancholijnego i związanego z ziemią Saturna, niesie z sobą optymizm, ciepło, idealizm, ale też skłonność do przesady i braku umiaru. Tak jak u centaura, widzimy tu połączenie tego, co boskie, z tym, co zwierzęce. Ten sam obraz możemy również odczytać z biblijnej postaci Jana Chrzciciela - określonego jako „głos, nawołującego na pustyni”. Jak czytamy w Ewangelii Marka (Mk 1: 6):
„Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym”.
Wielbłądzia sierść, w którą odziany jest Jan, symbolizuje ziemskie jeszcze ciało, z którego nie zostały do końca wykorzenione zwierzęce instynkty. W ciele tym jednakże znajduje się już siła transmutacji, której symbolem jest wielbłąd. To pustynne zwierzę ma bowiem zdolność do przekształcania zmagazynowanych w garbie zapasów tłuszczu w energię i wodę. Skórzany pas na biodrach Jana obrazuje jego wolę odcięcia się od niższych aspektów swej natury. Szarańcza, którą się odżywia to energia pochłaniająca to, co gęste i niskie, a miód to złoto ducha, w które powoli zaczyna się on odziewać. Do tego etapu ścieżki nawiązuje trzecia zwrotka wiersza Marii Konopnickiej, mówiąca o wichrach tętniących przez pustynne błonie i rumakach o złotych podkowach.
Jowiszowe energie karmią Jaśka siłą ideałów, nadzieją i światłem. Rycerz w lśniącej zbroi, uosabiający cnoty duszy, ofiarowuje mu płonące polano, które ma oświetlać dalsze etapy jego ścieżki. Jaśko, człowiek Janowy, wychodzi więc z groty przemieniony, oczyszczony i wzbogacony o światło ducha, które krąży w jego krwi. Jego wyjście z groty na światło dnia, zwiastuje początek albedo - kolejnego etapu alchemicznego procesu. Owo wyjście z jaskini można porównać do narodzin nowej duszy w człowieku, której symbolem jest w Biblii Jezus. Dusza ta rodzi się z iskry, o której mówiliśmy powyżej.
Jaśko wraca do swoich i zaczyna dzielić się swym światłem z innymi. Kroczy dalej ścieżką umniejszania siebie, by ten Inny w nim - nowa dusza, Jezus, mógł rosnąć w siłę. Legenda kończy się na fazie albedo.
Jasiek jednak otrzymuje obietnicę, że gdy nadejdzie czas przebudzą się w jego systemie wszyscy śpiący rycerze (siły Chrystusa) i wyzwolą jego duszę od świata materii, tak że będzie mógł on powrócić do swojego duchowego domu.
Przed nim jeszcze dwa etapy ścieżki:
citrinitas znajdujący się pod patronatem Wenus i Księżyca, tożsamy z dalszym oczyszczaniem, dojrzewaniem nowej duszy i tkaniem jej świetlistej szaty,
- etap przejściowy, pomiędzy citrinitas a rubedo, znajdujący się pod patronatem Marsa, gdy dochodzi do ukrzyżowania, będącego symbolem całkowitej śmierci starego „ja”. Zwieńczeniem procesu jest etap rubedo, gdy złoto ducha płynie w krwi człowieka. Gdy jego dusza, niczym boska oblubienica, poślubia ducha i jawi się obrazem z Apokalipsy świętego Jana, niczym:
„Niewiasta obleczona w słońce z księżycem pod stopami,
a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu”.
Taką obietnicę otrzymał zarówno Jaśko z legendy, jak i każdy z nas:
„A jak prze­mi­nie sto dni, sto nocy,
Wsta­ną ry­ce­rze w serc ży­wych mocy,
Wsta­ną ry­ce­rze, do­się­dą ko­nie,
Za­pa­lą gwiaz­dy w zło­tej ko­ro­nie.”
„To wolność”, o której mówił stary gazda.

Artykuł ukazał się w czasopiśmie LOGON.
Linki do niego:
https://www.logon.media/pl/spiacy-rycerze-czesc-1
https://www.logon.media/pl/spiacy-rycerze-czesc-2

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...