wtorek, 25 lutego 2020

Nie krocz ścieżką - bądź ścieżką

Nie jest tajemnicą, że pochodzące z różnych kultur mity zawierają w sobie archetypowe wzorce ludzkich myśli, odczuć, zachowań w relacjach międzyludzkich i reakcji na wydarzenia losowe. Można odczuć, że stanowią one pewnego rodzaju matrycę, która odciska swoją pieczęć na naszej psychice, sprawiając, że od tysięcy lat powielamy te same schematy.
Osoby, które miały jakąkolwiek styczność z astrologią, na pewno zauważyły zbieżność pomiędzy nazwami planet a imionami bogów greckich. Zbieżność ta jest wskazówką, że określone sytuacje, w których znaleźli się bogowie są metaforycznym opisem interakcji pomiędzy energiami planet, noszącymi to samo imię. Każde ciało niebieskie posiada swoją świadomość i określoną energetyczną jakość. Ciała te poruszając i ustawiając pod określonymi kątami w stosunku do siebie, tworzą harmonijne lub nieharmonijne układy (zwane m.in. koniunkcjami, trygonami, kwinkunksami, sekstylami, kwadraturami), przez co wytwarza się potężna energia, o ściśle określonej jakości, która „rozładowuje się” w dramatach rozgrywających się na Ziemi. Aktorami tych dramatów są wszystkie istoty zamieszkujące naszą planetę, zarówno ludzie, jak i zwierzęta oraz rośliny, a nawet minerały.
Układ planet w momencie urodzenia człowieka, odciska piętno na jego ciałach subtelnych, odpowiednio je programując. Dlatego wytrawny astrolog badając mandalę, na którą naniesiony został obraz urodzeniowego układu planet człowieka, jest w stanie precyzyjnie opisać jego charakter, słabe i mocne strony, sposób reagowania w określonych sytuacjach, itd. Co więcej, sprawdzając układy, jakie, poruszające się ciągle po niebie, planety będą tworzyć z jego osobistym kosmogramem, określi, przez co będzie musiał w danym czasie przechodzić, z jakimi wyzwaniami się mierzyć, co będzie mu przychodziło łatwo, a co z trudem.
Stąd, po wizycie u dobrego astrologa, może się w człowieku zrodzić pytanie, czy jego los został z góry ustalony? Czy poruszając się na swojej ścieżce życiowej, nie przypomina przypadkiem metalowej kulki toczącej się po gotowym torze zabawkowego labiryntu? A jeśli tak jest, to kto te tory wyżłobił? I kto zaprogramował jego charakter, typ osobowości, wady i zalety? Na to ostatnie pytanie przychodzi automatyczna odpowiedź, że w dużym stopniu ukształtowało go środowisko, w jakim wzrastał, warunki życia i opiekunowie. Lecz, kto w takim razie miał wpływ na to środowisko? I przecież nie zawsze tak jest, że człowiek jest zupełnie podobny do członków swojej rodziny. Bywa, że swoim charakterem prawie wcale ich nie przypomina. Skąd więc wzięła się jego indywidualność?
Odpowiedź na to pytanie może się wydawać oczywista osobom interesującym się wiedzą ezoteryczną. Wpływ na to wszystko miały uwarunkowania karmiczne, będące spadkiem poprzednich inkarnacji człowieka. Jego obecny los jest kolejnym ogniwem długiego łańcucha wcieleń. Ogniwa te są wielobarwne, ale w pewien sposób do siebie podobne. Każde ogniwo jest układem zamkniętym, okręgiem, w którym człowiek sam siebie uwięził, zgodnie ze wskazówkami, jakie znajdujemy w dawnych przekazach:
Uważaj na swoje myśli, stają się słowami
Uważaj na swoje słowa, stają się czynami,
Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami
Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem,
Uważaj na swój charakter, staje się twoim przeznaczeniem.

I tu rodzi się pytanie, jaki związek ma to wszystko z planetami urodzeniowymi?
Jak to się stało, że człowiek znalazł się w świecie, w którym stał się więźniem swojego przeznaczenia?
Odpowiedź na te pytania odnajdujemy w mitologicznych opowieściach rdzennych, starożytnych kultur rozsianych po całej Ziemi. Okazuje się, że archetypowe opowiadania, zapładniające naszą psychikę i kształtujące zachowania można również odczytywać na dużo głębszym, a jednocześnie bardziej uniwersalnym poziomie.
Egipskie mity na przykład, których bohaterami są Nun, Ra, Nut, Geb, Ozyrys, Izyda, Horus, Set, Neftyda, i inni, oprócz takich pierwotnych wątków jak: walka bratobójcza, zazdrość, śmierć ukochanego, zdrada małżeńska, uwiedzenie, narodziny dziecka z nieprawego łoża, walka z bestią, itp. odnoszą się nie tylko do dramatów, rozgrywających się w psychice człowieka, lecz przede wszystkim do rzeczywistości duchowej. Opisują one w metaforyczny sposób potężny proces upadku ludzkiej świadomości, który wiązał się z powstaniem nowego, nieboskiego wszechświata.
Opisują również sposób, w jaki możemy powrócić do naszej niebiańskiej Ojczyzny.
W starożytnym egipskim tekście, pochodzącym z grobowców faraonów: Tutenchamona, Setiego I, Ramzesa II, Ramzesa III i Ramzesa VI, zatytułowanym „Księga Niebiańskiej Krowy” znajdujemy opis buntu ludzkości przeciwko bogu Ra, który według niej stał się zbyt stary, by zajmować się sprawami świata. Ra, dowiedziawszy się o tym, zwołał radę bogów, by doradziła mu co czynić. Po naradzie, wysłał swoje „Oko” (boginię Hathor), aby ukarało zbuntowanych ludzi. Hathor spełniła wolę Ra i dokonała mordu na tysiącach buntowników. Z przyjaznej ludziom, karmiącej macierzy zmieniła się w Sechmet - żądnego krwi demona. Wówczas Ra pożałował swojej decyzji, ulitował się nad ludzkością i poprosił Sechmet o zaprzestanie krwiożerczych działań. Ona jednak odmówiła, bo rozsmakowała się w ludzkiej krwi. Wtedy Ra użył podstępu: wylał na pola siedem tysięcy słojów piwa zmieszanego z czerwoną ochrą, przypominającą krew. Zmylona Sechmet wypiła hektolitry tego napoju, padła zemdlona, po czym obudziła się odmieniona. Stała się na powrót przyjazną ludziom Hathor.
Bunt został opanowany, jednakże Ra zmęczony ludzką niewdzięcznością, poprosił Nut, by przeniosła go w wyższe obszary niebios. Tak się stało. Ra, na grzbiecie zamienionej w krowę Nut wycofał się w wyższe rejony nieba. Rządy nad światem przejęli po nim: Izyda, Ozyrys i Thot. Ra przed odejściem utworzył jeszcze dla ludzi trzcinowe pola- zaświaty, miejsce, w które udawać się będą po śmierci. Od tej pory ludzkość stała się śmiertelna i musi sama troszczyć się o maat- utrzymanie harmonii i porządku. Od czasu wycofania się boga Re, niebem i ciałami niebieskimi zarządzają niżsi bogowie. Planetarne siły, którymi sterował Re, uległy degeneracji i zmieszały się z zasadą zła, chaosu i ignorancji.
Greckimi odpowiednikami bogini Hathor i boga Re byli Atena i Zeus. W micie greckim o Gorgonie odnajdujemy inny wątek nawiązujący do upadku ludzkości.
Gorgona, którą można uznać za ludzką świadomość, była początkowo piękną dziewczyną. Zauroczył się nią Posejdon - władca mórz (w tym kontekście Posejdon tożsamy jest z egipskim bogiem Setem/Tyfonem, uważanym m.in. za pana morza) i uwiódł ją w świątyni Ateny. Ta ostatnia za karę, zamieniła Gorgonę w potwora, który zamiast włosów miał jadowite węże.
Gorgona - nasza początkowo piękna świadomość połączyła się z zasadą zła, chaosu, anarchii, której symbolem jest Posejdon/Set i utraciła połączenie z boską mądrością. Dlatego pierwotna świątynia mądrości, jaką była kiedyś nasza głowa, jest obecnie przybytkiem zamieszkanym przez kłębiące się, nieuporządkowane myśli, które są przyczyną naszego cierpienia. Węże są aluzją do ognia wężowego, płynącego w naszym rdzeniu kręgowym, będącego najważniejszym nośnikiem naszej świadomości. Warto tutaj dodać, że planeta Neptun, nazwana po rzymskim odpowiedniku Posejdona, zarządza ludzką szyszynką. Możemy to odnieść do degeneracji tego organu, wskutek połączenia się z upadła zasadą Neptuna.
W związku z tym nasze umysły są cały czas „wprawione w ruch”. Nie jest to jednak święty, rozumny ruch, symbolizowany przez Izydę. Jest to nieprzerwany mentalny hałas, towarzyszący nam wszędzie i w każdej chwili. Jesteśmy przez niego osaczeni. Większość z nas bierze swoje myśli za rzeczywistość, lub prawdę o otaczającym świecie. Z wielkim trudem przychodzi nam obserwacja tego, co się dzieje w naszej głowie. Na ogół myśli nami rządzą, wywołują w nas określone nastroje i prowokują do impulsywnego, nierozważnego działania.
Nie widzimy rzeczy takimi, jakie są. Widzimy je przez filtry swoich myśli i przeświadczeń, które wykształciły się często wskutek pełnych lęku, traumatycznych doświadczeń.
Thoreau powiedział kiedyś: „Wszechświat jest bardziej rozległy niż nasze opinie o nim”. I analogicznie, nasza jaźń jest bardziej rozległa, niż opinie, które mamy na swój temat. Myślimy, że jesteśmy odrębnymi istotami. Utożsamiamy się z konkretnym zestawem cech: wad i zalet, poglądów, emocji, reakcji, ról, które pełnimy, a które składają się na naszą ziemską osobowość. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że jesteśmy kimś znacznie większym, wyższym i doskonalszym. Na poziomie duszy duchowej stanowimy jedność ze wszystkim, co istnieje, oraz jedność z najwyższą boską zasadą, nazywaną w Egipcie Nun i Re.
Na obecnym poziomie świadomości nie możemy odczuwać tej jedności, żyć z niej i jej dobrem kierować się przy podejmowaniu naszych decyzji, ponieważ nie posiadamy duszy duchowej. Nasza świadomość jest egocentryczna. Ten egocentryzm jest cechą naszego ognia wężowego i dlatego każdy z nas pozostaje skupiony na sobie, postrzega siebie jako pępek świata. Jest tak nawet u ludzi, którzy uważają siebie za altruistycznych humanistów, oddanych ludzkości, działających na rzecz pokrzywdzonych, słabych i chorych. Jeśli nie potrafimy dostrzec swojego egocentryzmu, to tylko dlatego, że niedostatecznie samych siebie poznaliśmy.
Prawda ta nie jest tu przekazywana z intencją umoralniania i potępiania, lecz neutralnego informowania. Tacy jesteśmy obecnie- pozbawieni światła wiedzy, płynącego m.in. z prawidłowo funkcjonującego czakramu szyszynki. Dlatego Jezus, umierając na krzyżu, z empatią wypowiedział słowa: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.
Egipcjanie nazywali zanurzoną w materii świadomość współczesnego człowieka – Neftydą. Jej imię oznacza „kraniec, granica”, co, jak pisze Plutarch znaczy, iż „dociera na najdalsze krańce ziemi” i „ma w swoim szczególnym posiadaniu moc niszczenia”. Oznacza to, że świadomość ta zanurza się najbardziej, jak się tylko da w świat materii, co wiąże się z ogromnym spowolnieniem wibracji i zanieczyszczeniem. Dlatego, niczym Gorgona, niszczy i kala boską harmonię i porządek.
Neftyda była córką i żoną Tyfona, co oznacza że zrodziła się z pierwiastku ciemności, chaosu, ignorancji, duchowej anarchii i zła. Jako małżonka tej zasady pozostawała bezpłodna. Przypomina nam to bezpłodność biblijnej Elżbiety. Obie te postacie symbolizują fakt, iż zabieganie ziemskiej świadomości o boską doskonałość, jest z góry skazane na porażkę.
Jednakże imię „Neftyda” oznacza również „zwycięstwo”. Gdy nasza osobowość zda sobie sprawę z własnej niedoskonałości, niepełności, pomieszania i zwróci się ku sprawom Ducha, wówczas dopiero, będzie się mógł zacząć dla niej prawdziwy rozwój po spirali. Symbolem tego rozwoju jest miłosne połączenie się Neftydy i Ozyrysa, którego owocem jest Anubis. Ten bóg przedstawiany był z głową psa lub szakala. Głowa psa symbolizowała zdolność do prawidłowego widzenia we dnie i w nocy. Szakal natomiast, jako zwierzę pożerające zwłoki, miał związek z mistyczną śmiercią i odrodzeniem. Anubis bowiem był panem podziemnego świata, który pomagał Ozyrysowi w odrodzeniu się. Oznacza to, że był on uważany za ten aspekt ziemskiej osobowości, który pozwala nam poznać samych siebie, swoją ciemność i mrok. Był również symbolem mocy rozróżniania i unicestwiania tego, co stare, śmiertelne i nie służące rozwijającej się w nas boskości.
W naszym sercu istnieje zalążek innej świadomości, niż obecna- ziemska. Zalążek ten jest jedynym nieśmiertelnym „atomem” w nas, jedynym reliktem naszej niegdysiejszej boskości. Atom ten u wielu osób pozostaje uśpiony. Budzi się wtedy, gdy nasza świadomość, po przejściu wielu inkarnacji i doświadczeń, uświadomi sobie w końcu własną bezpłodność i jałowość. Gdy poczuje, że mimo tylu prób osiągnięcia szczęścia, mimo realizacji tylu celów, odczuwa wciąż pustkę i dziwną tęsknotę za innym światem, za Bogiem. Gdy poczuje własną bezradność, niemoc i niezdolność do tego, by własnymi siłami urzeczywistnić swoją boskość. Przebudzeniu się tej świadomości służy również promieniowanie Ery Wodnika, jednakże nikt nie jest w stanie określić, kiedy to u danej osoby nastąpi. Wiatr bowiem, wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha, jak mówi Jezus do Nikodema.
Gdy ten pierwiastek się przebudzi i nasza świadomość ukierunkuje się na sprawy Ducha, gdy połączenie z Bogiem stanie się naszym największym pragnieniem, wówczas staniemy się niczym Neftyda, czy biblijna Elżbieta- płodną ziemią zdolną do rodzenia owoców. Zaczniemy sobie uświadamiać, że jesteśmy kimś więcej niż nasze małe ja. Zaczniemy się wsłuchiwać w głos serca, z którego pochodzi głos „Tego Innego”.
W greckim micie powiedziane jest, że uśmiercenie Gorgony było niemożliwe bez boskiej pomocy. Gorgonę pokonał Perseusz, dzięki pomocy Graj i Ateny. My - współcześni „bohaterowie,” chcący pokonać własną egotyczną świadomość, również potrzebujemy boskiej pomocy. Udzielają nam jej bodhisattwowie, świetliste Braterstwo, zamieszkujące Próżnię Shamballa.
Perseusz zabił Gorgonę, ustawiając się do niej tyłem i obserwował jej odbicie w miedzianej tarczy, którą trzymała mu sama Atena. Następnie dzięki skrzydlatym sandałom (atrybut Hermesa/ Merkurego), wzbił się w górę i uciął potworowi głowę. Również my potrzebujemy obserwować swoje ego przez pryzmat boskiej miłości i mądrości, którego symbolem jest miedziana tarcza Ateny. Odwrócenie się tyłem oznacza, że już się nie utożsamiamy z własnym małym „ja”. Dzięki sile Merkurego, dzięki gnostycznemu Światłu, potrafimy podnieść swoje wibracje i ściąć wężową głowę mieczem rozpoznania.
To ścięcie głowy oznacza, że nie staramy się już ulepszyć naszej ziemskiej osobowości. Wiemy, bowiem, że jej się ulepszyć nie da. Nasza stara świadomość musi zostać „pożarta przez Anubisa”. Nie ma być odrębnego pielgrzyma na ścieżce. On ma się rozpuścić. Ma stać się jednym z przenikającą wszystko Boską Miłością. Nie mamy więc stać się „wspaniałym człowiekiem”, „wielkim mistrzem”, „guru”, „przykładem dla innych”, „świętym”, etc. Mamy stać się Ciszą. „Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą na własność ziemię”, czyli okiełznają i podporządkują Bogu swoją osobowość.
Bywa, że nasze pragnienie rozwoju, staje się paradoksalnie pożądaniem, które oddziela nas od Boga. Tak się dzieje, gdy w nieuświadomiony sposób, pragniemy dla siebie samych chwały Gdy myślimy o sobie, że jesteśmy sami z siebie uduchowieni, święci, dobrzy, lepsi, wówczas rozwijamy tzw. „duchowe ego”.
Kluczem do ścieżki jest akceptacja. Przyjmowanie wszystkiego bez oporu, bez buntu, bez osądzania. Czym innym jest osądzanie siebie, a czym innym umiejętność rozróżniania. Mamy widzieć, co jest w nas światłem, a co ciemnością, które pożądania należą do ziemskiego świata, a które ukierunkowane są na Boga. I to, co jest w nas ciemnością wygaszać, dawać na pożarcie Anubisowi. Nie mamy jednak siebie potępiać i osądzać. Potrzeba nam tu łagodności i cierpliwości dla siebie i innych. Gdy osądzamy siebie, czy innych, stwarzamy hałas, powiększamy ilość węży w głowie, tworzymy dodatkowe koncepcje na temat tego, kim jesteśmy. „Nasz umysł jest zabójcą rzeczywistości” a „Uczeń musi zabić zabójcę”.
Płynące z umysłu koncepcje są utartymi ścieżkami myślowymi, labiryntem, w którym byliśmy uwięzieni przez tak długi czas. Te utarte ścieżki sprawiały, że dokonywaliśmy wciąż recyklingu własnych doświadczeń. Możemy wyzwolić się z błędnego koła własnego losu, przerwać ogniwo łańcucha ciągłych inkarnacji. Możemy uwolnić się ze swojej „normalności”, o której Van Gogh powiedział, że „jest ona utwardzoną ścieżką, ale nie rosną na niej kwiaty”.
„Kwiaty” rodzą się z Ciszy. Z Ciszy wyłania się ścieżka, którą dotąd nikt nie podążał. Tą ścieżką jest Bóg, odradzający się w każdym, kto codziennie krok po kroku uśmierca, wycisza, wygasza swoje małe ja.
Dlatego nie kroczmy ścieżką, lecz stańmy się nią.

Bóg spodziewa się odpowiedzi za zsyłane nam kwiaty,
nie za słońce i ziemię.

Nie przystawaj dla zbierania kwiatów, by je zachować,
ale idź naprzód, kwiaty zaś ciągle będą kwitnąć na twojej drodze.

Ciemne chmury stają się kwiatami nieba,
skoro je ucałuje światło.

Woda w naczyniu połyskuje, woda w morzu jest ciemna.
Mała prawda ma jasne słowa, wielka prawda ma wielkie milczenie.

Pobrudzony jesteś pyłem umarłych słów.
Obmyj duszę w milczeniu.[i]


[i] Rabindranath Tagore, „Zbłąkane ptaki”, wersy 26, 102, 249, 176, 147

Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...