sobota, 11 stycznia 2020

Płynąć z prądem rzeki

Nasze życie jest determinowane przez ciągłą aktywność i działanie.  Kultura i mentalność, w których zanurzona jest nasza świadomość, kierują nas na dążenie do osobistych celów, osiąganie sukcesów, realizację śmiałych planów. Naszemu działaniu towarzyszy często społeczna presja, własna, wewnętrzna ambicja, jak również lęk przed porażką i jej konsekwencjami, co sprzyja pojawieniu się emocji, gdy tylko coś idzie nie po naszej myśli. Emocje te są przejawem oporu. Jakiego oporu?
Tak naprawdę całe dialektyczne życie polega na oporze. Gdy coś nam się w życiu przydarza "złego", zawsze stawiamy opór, stajemy okoniem, nie akceptujemy i nie godzimy się nawet z tym, czego już zmienić się nie da. Jeśli przydarzy nam się coś, co nas mocno dotknie, potrafimy to całymi dniami roztrząsać i wyobrażać sobie inne warianty tej sytuacji. Często też zadajemy sobie pytania: "Czy musiało do tego dojść?", "Czy gdybym się inaczej zachował, uniknąłbym tej sytuacji?" itp. Tymczasem rzadko przychodzi nam do głowy oświecająca myśl, że każde zdarzenie niesie ze sobą DAR. Ten dar pozostaje często niezauważony, bo zagłuszył go nasz opór. Nierzadko dopiero po upływie pewnego czasu okazuje się, że zdarzenie to miało głębokie transformujące znaczenie lub wydarzyło się po to, by zwrócić nam uwagę na coś, co kuleje w naszym życiu.
Człowiek swoimi ograniczonymi zmysłami nie postrzega całego obrazu rzeczywistości, lecz jedynie jej wycinek. W działaniu zaś rzadko kieruje się wewnętrznym, duchowym prowadzeniem, lecz realizuje wolę swojego ego.
Pozbawiony łączności z dającą poczucie bezpieczeństwa Wyższą Siłą, szybko popada w lęk i zwątpienie. Gdy coś dzieje się nie po jego myśli, reaguje złością, buntem, frustracją, goryczą, a każda z tych reakcji jest ziarnem kolejnych niepowodzeń, bowiem energia, którą wysyłamy, wraca do nas zwielokrotniona. Jak mówi Biblia: „Co człowiek zasieje, to i żąć będzie” (Ga 6:8). Gdybyśmy jednak w trudnej chwili włączyli dwa niezbędne, magiczne elementy, jakimi są: ZAUFANIE i WDZIĘCZNOŚĆ do Wyższej Mądrości, kierującej naszym życiem, po pewnym czasie okazałoby się, że postawa ta miała głęboką transformującą moc i pod jej wpływem staliśmy się zupełnie innymi ludźmi. Również rzeczywistość wokół nas uległaby diametralnym zmianom.
Jak to możliwe? Ano tak, że oddanie steru w ręce Boskiej Wewnętrznej Siły, przestawia nas z życia według starej egocentrycznej natury na życie, w którym mieliśmy udział przed upadkiem w materię. Zaufanie Boskiej Sile w nas, czyli zastosowanie słów - kluczy: "Niech się dzieje Twoja wola, nie moja " jest rezygnacją z walki i oporu;  jest najbardziej transformującym wydarzeniem, jakie człowiek jest w stanie sobie wyobrazić! Jak już wspomniałem, niezbędne jest tu włączenie dwóch transformujących elementów - bezgranicznego zaufania i wdzięczności. Te dwa alchemiczne składniki powodują dużą wewnętrzną przemianę i przestawienie naszych myśli na inne tory. Doskonałą analogią tej sytuacji będzie rzeka, po której człowiek płynie kajakiem pod prąd, co zmusza go do intensywnego machania wiosłem. Przykład ten doskonale obrazuje nasz opór i walkę, które nie pozwalają nam na życie w boskiej harmonii. Gdy jednak włączymy wspomniane dwa magiczne, alchemiczne elementy, będziemy mogli odłożyć wiosła i używać ich tylko ewentualnie do korekty kursu, zgodnej z wewnętrzną nawigacją.
Potrzebujemy działać  zgodnie z tym, co dyktuje nam wewnętrzny głos. Nasze intencje muszą stać się czyste, nastawione na to, by jak najlepiej służyć Bogu. Wsłuchując się w głos serca i podążając z prądem rzeki, żyć będziemy zgodnie z Boską Wolą! Oczywiście rzeka ta nie zawsze będzie spokojna! Nieraz będzie rwąca i pojawią się na niej różne przeszkody, kłody, wystające kamienie, czy konary. Czasem w nie uderzymy, ponieważ nasze zdolności do wewnętrznego czytania "nakreślonej boską ręką mapy" czy "planu podróży" nie są jeszcze doskonałe. Jednak gdy w takich chwilach okażemy zaufanie i wdzięczność, zobaczymy, że są to jedynie znaki na ścieżce, "szturchnięcie nas" dla naszego dobra, zwrócenia naszej uwagi na jakiś istotny szczegół, wymagający korekty z naszej strony. Łódź, w której się znajdujemy, będzie mimo wszystko płynąć dalej i w końcu wszelkie przeszkody znikną, a my wypłyniemy na szerokie spokojne wody. Tak to działa. Nie na darmo tyle mówi się o tak zwanym wu-wei czyli nie-działaniu Nie chodzi tu jednak o zupełne poddanie się, uległość i obojętność. Chodzi o uważną obserwację siebie, obserwację życia i poprzez kontakt ze swym wnętrzem intuicyjne odczytywanie Woli Boga. Bóg przemawia w nas, komunikuje się poprzez symboliczne znaki i sytuacje, które stawia na naszej ścieżce. W ten sposób prowadzi nas do najwyższego Dobra. W nas jednak jest jeszcze dużo lęku, braku zaufania, oporu, który jest skutkiem dawnych traumatycznych sytuacji. Nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że cierpienie, którego doświadczyliśmy w przeszłości spowodowane było naszą ignorancją, łamaniem przez nas boskich praw, naszym egocentryzmem. Ziarna, które zasialiśmy, wydały plon, który musieliśmy zebrać. Gdy jednak zawierzymy Bogu, gdy  będziemy w kontakcie z własnym sercem, siać będziemy nasiona zaufania, wdzięczności, miłości i światła. A to, co zasiejemy, będziemy i żąć. W ten sposób nasza ścieżka się wyprostuje, wzburzone wody ucichną, a my wypłyniemy na szerokie wody zupełnie innego świata.

Tekst ukazał się w czasopiśmie LOGON.
Link do niego:
https://www.logon.media/pl/node/851

Klucz do drzwi z napisem EXIT

Klucz do drzwi z napisem EXIT

Myję zęby i obserwuję myśli, które przepływają mi przez głowę. Przyglądam im się jak wzburzonym falom na morzu. Tym razem woda, która przelewa się przez moją głowę, jest mętna, ma ołowiany kolor, jest ciężka i gęsta. Widzę, jak z ołowianej materii mentalnej formują się pociski. Myśli stają się agresywne i obciążające. Wirują niczym myśliwce wokół tematu pewnej relacji i szykują się do oddania strzałów. Wytropiły cel, znalazły winnego i za chwilę odbędzie się mentalna egzekucja, ostrzelanie wroga celnymi, trafionymi w punkt argumentami. Widzę to wszystko, obserwuję trajektorie, utarte koleiny logiki, jej magnetyczne orbity, które niczym lepkie pajęcze sieci, wabią do siebie czarne muchy myśli obecnych w ziemskiej atmosferze. Przyciąga je istniejąca wokół mnie matryca, wibracyjny klucz i pewne łaknienie obecne w moim wnętrzu, które domaga się odpowiedniego pokarmu.
Jestem niczym żyjąca biblioteka, pełna segregatorów, w których kryją się rozmaite matryce i wzorce myślowe. Na ich podstawie obecny w mym systemie pisarz, tworzy swoje opowiadania, baśnie, dramaty, wojenne powieści, romanse, moralitety..., które ja w dziwnym transie odgrywam...
Wracam myślami do ciała. Moje ręce, jak zaprogramowane, myją zęby. A świadomość obserwuje cały ten wojenny spektakl, który rozgrywa się w głowie. Wytężam wszystkie siły, żeby pozostać uważną. Wiem, że moja obecna świadomość przypomina balansowanie na linie rozpostartej nad przepaścią. Jeden nieopatrzny ruch i spadnę znowu w otchłań nieświadomości, hipnozy i uśpienia. I podążę jak kobra za fujarką fakira, wygrywającego melodię myśli, która uwiedzie mnie i poprowadzi do działania zgodnego z jedną z matryc, rzutowanych na moją osobowość.
Kończę myć zęby. Idę do pokoju, siadam w fotelu, zamykam oczy i przenoszę się cała do wewnętrznej krainy. Mocą jednej decyzji przenikam przez świetlistą bramę prowadzącą do królestwa Posejdona. Posejdon został połknięty przez Kronosa - Pana Czasu i Przestrzeni. Czas i przestrzeń to główne oprogramowanie jego królestwa. Wielkie ciała niebieskie i trajektorie ich ruchów tkają dla niego z różnobarwnych planetarnych i gwiezdnych energii gigantyczną, wielowymiarową makramę rzeczywistości.
Jestem jedną z jej niezliczonych komórek. Wpleciona, jak koralik w makramę, służę do karmienia Kronosa i jego straży energią. Mam coś, czego on nie ma. Mam dostęp do Świateł pierwotnych mórz, do energii, której Kronos potrzebuje jak powietrza. Jestem więc bateryjką, zasilającą jego i jego system. Niewolnikiem schwytanym w pułapkę czasoprzestrzeni. Błądzę po labiryntach przeszłości, lub przyszłości, które przechwytują moją energię. Czasami jednak udaje mi się zatrzymać ją dla siebie. Są to chwile, w których zanurzam się w Teraz. Teraz jest wiecznością. Wiecznością, która została mi i miliardom innych istot skradziona przez fabrykę snów; fabrykę iluzji.
Powracam uwagą do ciała, do chwili obecnej. Walczę o trzeźwość.
Bramą do niej jest serce. Zanurzam się świadomością w świetlistym morzu ciszy. To Posejdon wziął mnie w ramiona i otulił swoją energią. Mocą jego rozkazu wzburzone fale uciszają się. Woda staje się miękka i receptywna. Delikatna i wrażliwa. Może taka być, bo on chroni ją polem swojej siły. Pojawia się spokój i zrozumienie. Cierpliwość i akceptacja. Zaufanie.
Jedyna ścieżka, która prowadzi do wyzwolenia z paszczy Kronosa to pełna uważności miłość, obwarowana z jednej strony mądrością, a z drugiej mocą. Święty trójząb Posejdona, święte kosmiczne grabie, którymi wyznacza on kierunki i tory przepływu wód, których jest władcą.
Chcę się wydostać z niewoli Kronosa, tego potężnego Lewiatana, Wieloryba, który połknął część świętych wód i nazwał ją swoim światem. Chcę się wydostać z okowów ciała, które zacisnęło się wokół mnie jak szczęki. Ciało mnie otumania, hipnotyzuje mocą swych zwierzęcych instynktów, pragnień, pożądań i snów. Mocą swych ciężkich, nieczystych matryc. Chcę do domu! Noszę go w sobie! Każda chwila uważności, cichej obserwacji i świadomości, gdzie jestem i co się ze mną dzieje, jakie są moje myśli i uczucia i czy należą one do Kronosa, czy Posejdona - to kolejny krok przybliżający mnie do Źródła.
Rozpoznaję hipnotyczne programy. W świecie Kronosa świętością jest materia. Z niej utkane są ciała, pieniądze i przedmioty. Ciało łaknie przyjemności, luksusu. Jego, sterowane matrycami, zmysły nie znają czystego Światła; znają światło odbite i wyświetlające się na ścianach brzucha wieloryba. Człowiek łapie jak głupi te popłuczyny, a one przepływają mu przez palce i wyślizgują się z rąk. Próbuje złowić miłość i jak ćma lgnie do drugiego człowieka. Lecz ten ma do zaoferowania jedynie odbite niedoskonałe światło, zdeformowane przez matryce. Próbuje złowić mądrość i pochłania księgi pełne programów i wzorców Kronosa. „Mądrość” tego świata - toksyczna, niestrawna zbieranina instrukcji dotyczących generowania cierpienia na wszystkich płaszczyznach życia. Choruje od niej, wymiotuje nią. Próbuje złowić moc i zaczyna naśladować Lewiatana, niszcząc i pożerając tych, którzy stoją mu na drodze. Próbuje złowić bogactwo i niszczy naturę, by je stworzyć. Lecz bogactwo, które ma do zaoferowania ten świat, nosi w sobie ziarno śmierci To, co wyłoniło się ze zniszczenia, jest nim już na zawsze naznaczone. Bogactwo traci stopniowo swój blask i ulega korozji, degeneracji, utlenianiu, powolnemu umieraniu. Człowiek wpada w błędne koło kupowania i wyrzucania. Otacza się zimną materią, a jego serce coraz bardziej kamienieje z braku ciepła.
I w końcu, po milionach bezowocnych prób schwytania szczęścia, człowiek wpada w rozpacz i depresję. Czuje się pusty i wypalony. Widzi, że jego ręce, jak były, tak są puste. Gdzie jestem? Kim jestem? W jakim świecie żyję? Marność, wszystko marność!
Wiem, że daleko stąd istnieje inny świat. Wolny od walki, straty, śmierci i cierpienia. Wolny od pożerania i trawienia. Pełen błogości i ciszy. Świat, w którym wszyscy są szczęśliwi. Bramą do niego jest serce. W nim tli się świetlista kropla Wód Posejdona! Gdy się ją zauważy i nakarmi uwagą, gdy podąży się za jej głosem, zaczyna drążyć skałę na wylot, tworząc drogę wyjścia ze świata cieni.
Kropla stale się powiększa i jest we mnie coraz więcej Światła, a coraz mniej cienia. Potrzebuję być cały czas uważna i czujna, by w każdej chwili odróżniać Światło od Cienia! By nie dać się nabrać na fałszywe podszepty, by podążać za tym, co Istotne. Wiem, że kluczem jest pragnienie wolności PONAD WSZYSTKO na tym świecie. Wibracja tego pragnienia, tej tęsknoty musi być tak silna, żeby przebić się przez mury więzienia. Pozostaję uważna, by odpierać pokusy, które usiłują mnie ponownie zahipnotyzować. Pozostaję uważna i spełniam Potrzebę, którą niesie z sobą obecna chwila. Nasycam ją świadomością. Jestem w Teraz, krok po kroku odzyskuję utraconą wieczność.

Artykuł ukazał się w czasopiśmie LOGON.
Link do niego:

https://www.logon.media/pl/klucz-do-drzwi-z-napisem-exit

Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...