poniedziałek, 30 kwietnia 2018

CIERPIENIE



CIERPIENIE
„Gdy wnętrze pełne jest cierni, w świecie zewnętrznym,zgodnie z prawem kompensacji, będą zawsze kwitły róże”, powiedział Gurdżijew.
Mówiąc o cierniach, Gurdżijew miał na myśli psychologiczny proces polegający na bezwzględnym demaskowaniu swojego ego w poszukiwaniu wewnętrznej czystości i prawdy wolnej od „ja”. Proces ten jest na ogół bolesny. Polega bowiem na ciągłym umniejszaniu siebie, jasnym widzeniu obecnego w sobie fałszu, którego jest co niemiara, Nasze wnętrze jest zanieczyszczone jak stajnia Augiasza, pełne mentalnych i emocjonalnych brudów.
Wspomniane przez Gurdżijewa ciernie nasuwają skojarzenie z koroną cierniową ukrzyżowanego Jezusa. Ta cierniowa korona to ból mentalny związany z uświadamianiem sobie własnej niedoskonałości, błędów, słabości, momentów sprzeniewierzania się boskim zasadom, wyrządzania krzywdy innym, egocentryzmu, itd. Ego ciągle na nowo tka sieci swoich urojeń, nie daje za wygraną.
Praca nad sobą wymaga więc szczerości z samym sobą, wolności od oszczędzania siebie i odsuwania od siebie cierpienia.
Korona cierniowa to mentalna obręcz, uciskająca naszą głowę. W pewnym momencie ścieżki zdajemy sobie sprawę z faktu, że przez większość czasu nie jesteśmy obecni w swojej teraźniejszości. Bujamy w obłokach własnych myśli, myśli odgradzają nas od rzeczywistości. Ta obręcz myśli tworzy barierę, przez którą tak niełatwo jest się przedrzeć, by widzieć rzeczy takimi, jakie są. Gdy ćwiczymy uważność, bycie w swoim teraz; gdy pracujemy nad tym, by obserwować myśli, lecz nie dawać im się wciągać, zdarzają się momenty prawdziwej trzeźwości i wewnętrznej ciszy. Jednak te momenty przetykane są ciągle stanami wyłączenia, hipnozy, iluzji ego. Rumi opisał to wierszem:
Nie powracaj do snu
Podmuch wiatru o świcie wyjawi Ci tajemnicę.
Nie powracaj do snu.
Musisz zapytać kim naprawdę jesteś.
Nie powracaj do snu.
Ludzie, tam i z powrotem, przekraczają grań, gdzie spotykają się dwa światy.
Drzwi są otwarte na okrągło.
Nie powracaj do snu.
Ta grań, gdzie spotykają się dwa światy, to nasze serce i wyciszona, uszlachetniona dzięki sercu głowa. W naukach gnostycznych stan ten określa się mianem serca głowy. To w sercu znajduje się brama prowadząca ze świata ludzkich pożądań, przywiązań i fałszywych tożsamości do boskiego świata ciszy i jedności. Dlatego dobrze jest uczynić swoją praktyką sprawdzanie, w jakim stanie jest nasz umysł teraz i "porzucanie" swoich poglądów, uwarunkowań i sytuacji, jak radzą mistrzowie Zen.
W procesie rozpuszczania fałszu i hałasu, docieramy do momentu, w którym uświadamiamy sobie, że prawdą jest również to, co powiedział Pitagoras: „kto zatraca się w cierpieniu, ten nie może być wolny”. Uświadamiamy sobie, że w procesie rozpoznawania własnych wad i słabości, stworzyliśmy pewien obraz siebie, własnych problemów i że za bardzo się z nim utożsamiliśmy. A przecież nie jest to nasza prawdziwa jaźń- ta bowiem jest boską doskonałością. Tak jak rozpuszczamy pychę ego, tak i trzeba rozpuścić to. E. Tolle nazywa ten nasz " zaspół siedmiu boleści"  „ciałem bolesnym”. Ciało bolesne to zakumulowana energia cierpienia i bólu, których dana osoba doświadczyła w swoim życiu, Jest ona zapisana w naszych ciałach fizycznych i subtelnych, tworząc coś w rodzaju odrębnej miniświadomości. Jest ona wsparciem dla ego, sposobem, w jaki poprzez odpowiednie subtelne energie bazujące na raniących myślokształtach, utwierdza ono swoją pozycję, jako odrębnej jaźni.
Można powiedzieć, że nasze słabości i wady są po prostu pewnym mentalnym programem, z którym trzeba się rozstać poprzez uświadomienie sobie jego iluzorycznej natury. Wady i słabości z perspektywy duchowego świata są fałszem. W boskim świecie bowiem wszystko jest doskonałe. W naszej rzeczywistości jednak należy uznać ich względną, bo względną, lecz jednak prawdziwość. Czyli mówiąc prosto, przyznać przed sobą, że ten brak jest w tej chwili naszym udziałem. Gdy to zobaczymy, możemy zaraz podjąć decyzję i wprowadzić w to miejsce wzorzec Światła zarówno na planie mentalnym, emocjonalnym, jak i fizycznym, poprzez wdrażanie nowych nawyków, zgodnych z boskim pierwowzorem. Uda się to pod warunkiem dostrojenia do gnostycznej, wyzwalającej siły. W przeciwnym razie będzie próbą doakonalenia naszego " ja", imitacją ścieżki.
Potrzebujemy być ciągle czujni, ciągle przywoływać swoją świadomość do chwili obecnej i uważnie obserwować swoje myśli, m.in. pod kątem tworzenia fałszywych tożsamości i masek. Obecna w naszym przybytku miednicy, w śledzionie, istota pożądań, będąca częścią matriksowej, ziemskiej duszy, żywi się niskimi energiami, wśród których są również te pełne lęku, strachu i cierpienia. Często nie mamy wpływu na to, że w naszym ciele pojawia się ból, spowodowany jakimiś bolesnymi emocjonalnymi wspomnieniami lub energiami lęku, które śledziona wchłonęła np. gdy spaliśmy. Budzimy się pełni ciężkich wibracji w ciele, mimo iż na pozór nic się nie stało. Wtedy warto zastosować się do rady Krishnamurtiego i nie zasilać cierpienia dodatkowymi myślami, wyobrażeniami, emocjami, a po prostu być z tym, co się pojawia, oddychać i obserwować.
Cierpienie i ból to nasi nauczyciele. Jest w nich ukryte błogosławieństwo. Potrzebujemy uczyć się i wyciągać wnioski z lekcji, której udzielają nam wspomniani nauczyciele, jednak bez przywiązywania się do nich. Wszystko musi płynąć, cierpienie musi się rozpuszczać, inaczej się skrystalizujemy w męczeńskiej postawie. Jezus, gdy zmartwychwstał, pozbył się korony cierniowej. Nie chciał być królem cierpiętników. Ciernie muszą wykonać swoją pracę, lecz na koniec pozostają jedynie róże.

wtorek, 17 kwietnia 2018

PRACA






PRACA
Praca, pracowitość jest uważana za cnotę, w odróżnieniu od lenistwa, próżniactwa, stagnacji, które kojarzymy ze światem cienia. Dlaczego więc Angelus Silesius łączy pracę z grzechem i duchową ślepotą w poniższym wierszu?:
Nie widzi nic człowiek, który grzeszy
Im bardziej pracuje, tym bardziej się spieszy,
Im bardziej własną wolą pchany, tym więcej jej
Staje się oddany
W naszym dualistycznym świecie praca może nas albo wyzwalać, albo prowadzić do jeszcze większego zniewolenia. Niewolnikami tu jesteśmy wszyscy, dopóty, dopóki nasza świadomość związana jest z fizycznym ciałem. Ciało przywiązuje nas do świata materii i sprawia, że jesteśmy zależni od czynników zewnętrznych. Żeby przeżyć, musimy pracować i już w samym tym przymusie pracy wyraża się nasze zniewolenie. Do pewnego momentu, żyjemy i działamy automatycznie, jak zahipnotyzowani. Nasz światopogląd ograniczony jest do materii, nasze cele są materialistyczne, w związku z czym dążenie do nich nie jest przez nas postrzegane jako niewolnictwo, a raczej jako forma samorealizacji.
W momencie jednak, gdy uświadamiamy sobie swoje duchowe pochodzenie, celem naszego życia staje się powrót do pierwotnej, boskiej postaci, z czym wiąże się konieczność wyzwolenia swojej świadomości z okowów materii. Święty Paweł doskonale zdawał sobie sprawę z tego faktu. Jego słowa świadczą o alchemicznym, hermetycznym wtajemniczeniu: "Wiemy przecież, że Prawo jest duchowe. A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu.(..) Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro (lecz grzech)". Ze słów tych wynika, że grzeszne będzie wszelkie działanie, które będzie nas pchało głębiej w objęcia materii i oddalało od tego, co duchowe. Grzeszne będzie uleganie naporowi nieświadomego ciała i mamiących zmysłów, natomiast cnotliwe wszystko to, co prowadzi do jedności z Absolutem. Greckie słowo "armatia", będące synonimem grzechu, odnosi się do nieudanego strzelania z łuku, w którym chybiamy celu, nie trafiamy. Każde zatem działanie, które nie mierzy do środka tarczy, czyli do celu, jakim jest nasze duchowe centrum, będzie nas głębiej wikłało w koło narodzin i śmierci.
Z pozoru, jest to oczywiste, jednak w życiu codziennym, pomimo iż przebudził się w nas "wewnętrzny człowiek, który ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym", to bardzo często działamy automatycznie, zahipnotyzowani dialektycznymi programami. Dlatego potrzebujemy być bardzo czujni każdego dnia, by wszelka nasza praca była wyzwalająca i abyśmy nie marnowali danego nam czasu na bezsensowne aktywności, które narzuca nam system. Bardzo dosadnie wyraził to Giordano Bruno:
"Głupcami świata byli ci, którzy ustanowili religie, ceremonie, prawa, wiarę i sztuczne zasady życia. Największe osły tego świata to ci, którzy pozbawieni
wszelkiego zrozumienia, gniją w wiecznej pedanterii."
Jak wiadomo, nie da się całkowicie wyzwolić i obejść praw tego świata. Nawet Jezus nakazał nam "oddawać Cezarowi to, co należy do Cezara", co było metaforycznym wezwaniem do wypełniania naszych ziemskich obowiązków. Druga część jego wypowiedzi jednak dotyczyła "oddawania Bogu tego, co należy do Boga". Zanim jednak przejdziemy do tej drugiej części, zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę nad omówieniem pracy, która nie wyzwala a łączy nas głębiej z materią.
Czynnikiem, który przesądza o tym, czy to, co robimy będzie wyzwalające, czy zniewalające, jest STAN ŚWIADOMOŚCI i INTENCJA, z jaką wykonujemy daną pracę. Jeżeli każda nasza aktywność dedykowana jest "służbie Bogu i bliźniemu", a nie służbie samemu sobie, swoim ambicjom, własnej woli i pożądaniom, wówczas będzie ona wyzwalająca. Piękna jest idea mówiąca o tym, abyśmy każdą pracę wykonywali z miłością. Potrzeba tu zachować bardzo wielką czujność, ponieważ jesteśmy mistrzami w oszukiwaniu samych siebie. Należy pamiętać, że największą pracą, jaką mamy tu do wykonania jest POZNANIE SAMYCH SIEBIE, czyli mówiąc językiem alchemii "utworzenie kamienia filozoficznego". Praca nad kamieniem filozoficznym jest wolnomularską, PSYCHOLOGICZNĄ pracą nad urzeczywistnieniem swojej prawdziwej jaźni, nad osiągnięciem boskiego stanu świadomości, czyli nad wyzwoleniem świadomości z okowów materii, z okowów ciała.
Wymaga ona od nas bardzo często świadomego odwrócenia się od wymogów tradycji lub od wartości, preferowanych przez społeczność, w której żyjemy.
Rozważmy tu kilka przykładów. Słowa Jezusa "Oddajcie Bogu, co Boskie" nasze społeczeństwo może rozumieć na przykład jako konkretny sposób celebracji
świąt kościelnych. Wiąże się z tym praca do upadłego: sprzątanie domu, gotowanie, zakupy, itd. - słowem zamęczanie swojego ciała, by wypełnić zewnętrzne obowiązki, związane ze świętowaniem. Zamęczanie ciała, koncentracja głównie na tym, co zewnętrzne, jest bardzo częstym błędem popełnianym przez nas. Jest to aktywność, która wydaje się być bardzo wzniosła, jednak tak naprawdę jest silnym niewolniczym programem, odciągającym nas od ISTOTY. Blokuje ona dopływ do
nas pierwszego z siedmiu wyzwalających promieni Ducha. Jak napisała Catharose de Petri: Pierwszy uzdrawiający prąd Misteriów obdarza siłą witalną, usuwa wszelką słabość, i dodaje kandydatowi sił do realizacji celu, pod warunkiem, że nie forsuje się on i nie wymaga od swego ciała zbyt wiele."
Innym przykładem uległości wobec własnych programów dotyczących pracowitości, wkodowanym nam przez społeczeństwo, jest wywieranie presji na własne dzieci i zmuszanie ich do pamięciowej nauki. Jak stwierdził J. van Rijckenborgh, nadmiernie zawalona pamięć blokuje aktywność szyszynki i może prowadzić do uszkodzenia bardzo delikatnych struktur mózgu, które odpowiedzialne są za naszą zdolność do chłonięcia duchowych energii. Nie chodzi tu o to, aby dzieci były głupie, czy ciemne jak tabaka w rogu.
Chodzi tu o to, by uczyć dzieci tego, co istotne, co im się przyda, co będzie dla nich rozwijające i zgodne z ich pasją, a pominąć to, co jest bezsensowną tyranią
systemu edukacyjnego. Przyjrzyjmy się, czy w oczekiwaniu od dziecka samych piątek i szóstek, nie kryją się jakieś nasze ambicje i "mugolskie" programy.
Gdy chcemy "oddać Bogu to, co należy do Boga" potrzebujemy działać wsłuchani w duchowy głos własnego serca. Tym bowiem, "co należy do Boga", jest obecny w naszym sercu "atom Nous", jak określa Kabała iskrę boskiej świadomości, mieszkającą wewnątrz naszych ziemskich ciał. Aby to było możliwe, potrzebna jest bardzo duża uważność w każdej chwili naszego życia. Inspiracją do takiego świętego życia, może być dla nas podejście mistrzów zen, których motto życiowe wyraża się w pytaniu: "jak mogę Tobie służyć?". Przez "Tobie" rozumiemy tu Boga obecnego w nas i naszych bliźnich. Innymi słowami wyraża to alchemiczne hasło "Ora et Labora", "módl się i pracuj". Wskazuje ono na pracę dedykowaną Bogu, natchnioną Bogiem, prowadzącą do wyzwolenia nas i innych istot z koła narodzin i śmierci. Jesteśmy jednością na poziomie dusz i dlatego cała nasza psychiczna aktywność musi być nakierowana na uwalnianie się z egoizmu w myśleniu, odczuwaniu i działaniu.
Bardzo pomocne na wyzwalającej ścieżce, są gnostyczne zasady związane z tzw. "kwadratem budowy". Dotyczą one procesu "uduchawiania" naszych ciał fizycznych i ich transmutacji w złotą szatę duszy. Jest to wspomniana psychologiczna praca nad kamieniem filozoficznym, nad przekształceniem ciemnego ołowiu naszego umysłu w lśniące złoto urzeczywistnionej boskiej jaźni. Siłą napędową tej transformacji jest "sekretny ogień", psychologiczna energia określana przez alchemików mianem "V.I.T.R.I.O.L"-u. Na planie fizycznym, odpowiednikiem tej energii jest kwas siarkowy. Jest on podstawowym "płynnym ogniem", o bardzo żrących, wypalających właściwościach. Jest Sekretnym Ogniem Merkurego, który prowadzi adepta duchowej ścieżki do duchowej doskonałości. Nazwa VITRIOL wzięła się od pierwszych liter siedmiowyrazowego alchemicznego hasła, wzywającego do poznania siebie, zagłębienia się w wewnętrzne przestrzenie "piekieł" własnej podświadomości i poprzez rozpoznanie ich i rozpuszczenie mocą chrystusowego Światła, odnalezienie skarbu, jakim jest Prawdziwa Jaźń.
Kiedy bezwzględnie zaatakujemy własne ego, składające się z fałszywych przekonań, szkodliwych pożądań, lgnięć, utożsamień, nawyków, nieubłagalną
siłą VITRIOLU, nasza świadomość się oczyści. Stanie się czystym, jasnym zwierciadłem Światła Boskiej Świadomości, wolnym od brudu, hałasu, chaosu, ignorancji. Kamień Filozoficzny oznaczał dla alchemików ziemską świadomość, która jak "świątynia" z biblijnej przypowieści, została zburzona i w trzy dni na nowo wzniesiona. Ukryty Kamień Filozofów jest niezależną monadą świadomości, którą każdy z nas nosi, jako potencjał. Gdy każdego dnia "oddajemy Bogu, co Boskie", budujemy szatę duszy- jaśniejącą gwiazdę, która jest bramą do kosmicznego Umysłu.
Pomagają nam w tym rzeczone cztery zasady "kwadratu budowy". A oto one:
1) jednoznaczne ukierunkowanie na duchową pracę (nowe ciało mentalne)
2) bezkonfliktowość wobec wszystkich i wszystkiego (nowe ciało astralne)
3) harmonia we wszystkich działaniach (nowe ciało życiowe)
4) jedność grupowa (nowe ciało fizyczne).
Omówmy je pokrótce. Jednoznaczne ukierunkowanie na duchową pracę, oznacza codzienną uważność i pracę nad planem mentalnym. Potrzebujemy pracować nad czystością swoich myśli, zarówno pod kątem "moralnym" (np. brak oceny, brak niskich myśli, wulgarnych słów, myśli nieczystych, etc.) jak i pod kątem zgodności z prawdą, czyli uwalniania się od wszystkich iluzji, fałszywych poglądów i ukierunkowania na dialektyczne cele. Wszystko, co czynimy, musi być objęte naszą refleksją i sprawdzone pod kątem służebności i zgodności z Najwyższą Prawdą. Mentalna aktywność nakierowana na Boga, wyrażająca się w czytaniu natchnionych pism, poznawaniu boskich prawd, powoduje przyciąganie do nas gnostycznych wyzwalających eterów. "Szukajcie a znajdziecie, kołaczcie a otworzą Wam", lub jak to powiedział Rumi:
"To, czego szukasz, szuka Ciebie".
Drugą zasadą jest bezkonfliktowość wobec wszystkich i wszystkiego, która prowadzi do transmutacji ciała astralnego- wyrażonej symbolem "zamiany wody w wino". Zasadę tę wspaniale wyrażają słowa Jezusa "nie sprzeciwiajcie się złu". Wszelkie zło, które spotykamy na ścieżce, jest ukrytym prezentem, przebranym za wroga sojusznikiem ułatwiającym nam rozpuszczenie własnego cienia. Im bardziej angażujemy się w rozpoznawanie siebie, tym bardziej oczywisty staje się dla nas fakt, że całe zło, które widzimy w innych, mamy w sobie. Gdy kroczymy ścieżką, spotykamy co chwilę, ukryte pod postacią innych ludzi, swoje nieoczyszczone aspekty. Gdy jest w nas "kosa", w świecie zewnętrznym pojawi się "kamień". Wszystkie zdarzenia, które wywołują w nas emocje, świadczą o jakimś nieoczyszczonym wzorcu, dalekim od Boskiej Prawdy. Zamiast się więc sprzeciwiać, powiedzmy w myślach "Namaste", dziękując drugiej osobie, czy jakiejś sytuacji za to, że stała się boskim posłańcem, niosącym nam prawdę o aktualnym stanie naszego wnętrza. Bezkonfliktowość polega również na tym by "bez szemrania" zaspokajać POTRZEBĘ, jaka wyłania się w danej chwili. "Byłem głodny i nakarmiliście mnie, byłem spragniony i napoiliście mnie, byłem nagi i przyodzialiście mnie". Te słowa możemy rozumieć zarowno dosłownie, jak i metaforycznie. Potrzebujemy w każdej chwili służyć Bogu i innym ludziom, wyrażając miłość, obecną w naszym sercu.
Powyższe słowa odnoszą się zarówno do planu astralnego, jak i eterycznego, życiowego. Trzecia zasada, Harmonia we wszystkich działaniach, odnosi się do zrównoważonej i czystej aktywności wszystkich trzech naszych Świątyń: przybytku głowy (myślenia), przybytku serca (uczuć) i przybytku rąk (działania i woli). Na wszystkich tych płaszczyznach potrzebujemy działać w zgodzie z wolą Boga. Każdy z nas ma pewne określone predyspozycje; bliższe mu jest albo myślenie, albo czucie, albo działanie. Ważna jest tu równowaga między naszymi trzema świątyniami. Ważne by żadnego planu nie zaniedbywać, by żaden nasz plan nie był zachwaszczony. Na przykład człowiek czynu może uciekać od siebie, od wewnętrznej pracy nad sobą w pracę na rzecz innych, pod pretekstem pomagania im. Intelektualista zaś może uciekać od działania lub
czucia sercem w czytanie mądrych ksiąg, by zaspokajać swoją chęć górowania wiedzą nad innymi. Mistyk z kolei, człowiek serca może za bardzo pogrążać się w medytacji i wielbieniu Boga piękną modlitwą w momencie, gdy wymagana jest od niego pomoc w świecie fizycznym. Powyższe przykłady to tylko muśnięcie bardzo głębokiego i niełatwego tematu, jakim jest harmonia pomiędzy głową, sercem a wolą i działaniem oraz harmonia pomiędzy pierwiastkiem męskim a żeńskim w nas.
Jedność, którą zaprowadzamy w swoim wnętrzu znajduje swoje odzwierciedlenie na zewnątrz, w relacjach z innymi. Kto czyni porządek w sobie i żyje w zgodzie z najwyższą częścią siebie, ten również potrafi działać w zgodzie z innymi, widząc, że "Ja Jestem Innym Ty". Dostrzegając jedność i działając w imię jedności a nie własnego widzimisię budujemy nowe ciało fizyczne, pełne Boskiej Prawdy.
Na wszelki brak harmonii w nas oddźwięknie ciało fizyczne, które ukaże nam symbolicznie, jakie aspekty naszego wnętrza i postępowania, wymagają oczyszczenia.
Pamiętajmy, że najważniejszą pracą, jaką mamy tu do wykonania, jest pokonanie siebie, likwidacja naszego ego, poznanie swojej prawdziwej istoty i urzeczywistnienie jej.
Nasze dialektyczne ukierunkowanie i związana z nim aktywność, jest jak praca Syzyfa lub Danaid, bezsensowna i bezowocna.
ORA ET LABORA zatem. "Oddajmy Bogu, co należy do Boga", czyli wyzwólmy iskrę boskiej świadomości z więzienia materii, sprawmy, żeby z błota wyrósł lotos, niosący w sobie niebiański klejnot.

wtorek, 10 kwietnia 2018

Energie kwietnia





ENERGIE KWIETNIA
Energie Kwietnia powiązane są ściśle z symboliką liczby 4. Czwórka odnosi się do żywiołu ziemi, do materii. W poczwórnej, bo utkanej z czterech żywiołów, czterech eterów, materii uwięziony jest zarodek naszej prawdziwej, duchowej istoty.
Mamy więc Ziemię, utkaną z czterech żywiołów, czterech eterów, porządkowaną przez cztery kierunki świata i cztery cykle, zwane porami roku. Na Ziemi wyróżniamy trzy wymiary przestrzeni i czwarty wymiar, jakim jest czas. Mamy osobowość składającą się z czterech ciał, zbudowanych z czterech nieświętych eterów: chemicznego, życiowego, świetlnego i odzwierciedlającego. W centrum tej poczwórnej osobowości umieszczone jest, składające się z czterech komór serce, a w nim z kolei znajduje się jedyny boski atom, jaki nam pozostał. Z tego atomu możemy odtworzyć boską duszę, wyzwalając go tym samym z okowów materii.
Składające się z czterech komór serce, jest powiązane z czwartym centrum energetycznym człowieka, jakim jest czakram grasicy. Widzimy więc tu cały system czwórek, z których potrzebujemy się wyzwolić. Przez "się" rozumiemy tu boski atom, zwany "iskrą ducha", "różą", "klejnotem w lotosie", jądrem mikrokosmosu, który stanowi jądro naszej pierwotnej duszy.
Kwadrat, Sześcian i Kamień Filozooficzny
Symbolicznym wyrazem materii i żywiołu ziemi, jest kwadrat i sześcian. Ten ostatni jest najsolidniejszą, a zarazem najbardziej sztywną bryłą platońską. Składa się z sześciu kwadratów, które symbolizują cztery strony horyzontalnego świata oraz "wertykalny" podział na górę i dół. Kubik jest jednocześnie obrazem materialnego więzienia, jak i symbolem pełni boskiego świata. W formie sześcianu ukazywano także biały kamień probierczy, symbol boskiej Miłości, której siły umożliwiają nam odtworzenie naszej pierwotnej postaci. Aby to było możliwe, potrzebujemy wstąpić na "kwadrat budowy", będący magiczną podstawą wyzwalającej ścieżki. Jego cztery kąty odnoszą się do czterech podstawowych lecz odnowionych żywiołów (ziemi, wody, ognia i powietrza), z których ma powstać na Ziemi nowa budowla, nowa czterokrotna osobowość. Człowiek, który zostaje wezwany przez uwięzionego w swym wnętrzu Ducha, buduje ją w oparciu o 4 zasady, które wytyczają kierunek jego działań. Te zasady to:
1) jednoznaczne ukierunkowanie na duchową pracę (nowe ciało mentalne)
2) bezkonfliktowość wobec wszystkich i wszystkiego (nowe ciało astralne)
3) harmonia we wszystkich działaniach (nowe ciało życiowe)
4) jedność grupowa (nowe ciało fizyczne).
Stosując się do tych zasad, pod przewodnictwem Ducha, podąża człowiek do budowy "nowego domu". Dom ten składa się z trójkątnego dachu, piramidy i sześcianu, składającego się na korpus budynku. Piramida, czworościan foremny, reprezentuje przewodnictwo Ducha. Składa się ona z czterech trójkątnych ścian, które symbolizują dwie zasady psychiczne- serce i intelekt i dwie duchowe-duszę i ducha. Jak pisze O.M. Aivanhof: "serce, intelekt, dusza i duch pracują nad materią ciała fizycznego, nad sześcianem. (...)
Kamienna kostka z nadbudowaną piramidą jest symbolem kamienia filozoficznego". W pracy nad uzyskaniem kamienia filozoficznego potrzebujemy wyzwolić się spod władzy instynktów, namiętności i przywiązań należących do materialnego, zwierzęcego ciała. Potrzebujemy "zburzyć starą świątynię" i z "pomocą Jezusa, duchowej siły promieniującej z serca, w trzy dni wznieść nową". Gdy cel ten zostanie osiągnięty, gdy nowa poczwórna, duchowa osobowość zastąpi starą, fizyczną, Duch zapanuje nad materią. O człowieku,
który tego dokona, powiemy, posługując się słowami Wieszcza: "A imię jego czterdzieści i cztery". Liczba 44 jest symbolem odnowionego, wyzwolonego z koła samsary, z ziemskiego świata, człowieka.
Krzyż
"Rozwinięty sześcian ma kształt krzyża, którego belki pozostają w stosunku 3:4. Krzyż o innych proporcjach, nie wyprowadzony z sześcianu, nie harmonizuje z działaniem pierwotnego pola promieniowania", czytamy w 33 numerze czasopisma "Pentagram"."Krzyż złożony z sześciu kwadratów jest również symbolicznym wyobrażeniem człowieka związanego z materią, z czasem i przestrzenią. Równocześnie jednak krzyż symbolizuje uwolnienie ludzkiej istoty, która krzyżując swą śmiertelną naturę umożliwia zmartwychwstanie boskiego człowieka." Krzyż jest symbolem cierpienia, poświęcenia i wyzwolenia. Pierwsza Szlachetna Prawda Buddy głosi, że ten świat pełen jest cierpienia. Czwarta natomiast mówi o tym, że istnieje ścieżka prowadząca do wyzwolenia z tego cierpienia. Tą ścieżką jest "droga krzyżowa", będąca alegorią wyzwalającej aktywności człowieka, który pod wpływem duchowego głosu płynącego z serca, krok po kroku zabija swe "małe ja", "ego",fałszywą, zbudowaną z iluzji, jaźń.
Boskie światło, które napływa z góry, pomaga mu w wyzwoleniu się z horyzontalnego świata. Tu mamy pierwszy obraz krzyża. Drugi obraz krzyża ujrzymy, gdy wyobrazimy sobie człowieka, który rozpostarł na boki wyprostowane ramiona. Taki człowiek staje się "prostolinijny", nie zbacza z drogi i ukierunkowuje napływające Światło wprost na wyzwalający cel. Trzeci obraz krzyża wyłoni nam się, gdy ujrzymy, że napływające z góry Światło, płynie pionowo w dół i przecina poziomą linię Światła, emitowanego przez ludzkie serce. Czwarty obraz krzyża natomiast zobaczymy, gdy spojrzymy na człowieka okiem kabalistycznej gnozy. Ujrzymy wtedy, że w linii pionowej od serca w dół, do plexus sacralis płynie impuls uwalniający energię Kundalini. Jest to pionowa belka krzyża. Pozioma natomiast utworzona jest na linii wątroby i śledziony. Wątroba i śledziona związane są z naszą obecną, ziemską, zwierzęcą, niższą duszą, jej nieczystymi pożądaniami i ukierunkowaniem. Śledziona, produkuje krew dzięki eterom, ktore pobiera za pośrednictwem ciała życiowego. Krew ta zostaje zanieczyszczona wpływem wątroby. Wątroba wysyła nieczystą krew do serca i tym sposobem wywiera na nie degenerujący wpływ. Gdy natomiast w człowieku obudzi się boski atom, pobudzając go do uwalniającego czynu, aktywność serca staje się oczyszczająca i rozpuszcza zawartą w plexus sacralis oraz w przybytku śledziony i wątroby karmę. W ten sposób człowiek krzyżuje swoje "ja".
Decyzja
Gdy człowiek budzi się z hipnozy, jaką jego świadomości serwuje nasz materialny świat, jest to znak, że aktywna stała się w nim iskra ducha. Odczuwa on wówczas jakąś bliżej nieokreśloną tęsknotę za boskim światem, którego zaczyna intensywnie poszukiwać. Wraz z rozpoczęciem tych poszukiwań, mniej lub bardziej świadomie wstępuje na duchową ścieżkę. Jest w nim obecny napór do doskonalenia się i szlifowania własnego charakteru. Człowiek chce stać się dobry, dąży do dobra. W jego świadomości obecne są wzniosłe, duchowe ideały, które stara się ze wszystkich sił zrealizować.
Na początku myśli, że dokona tego siłami własnego "ja". Postępuje więc właściwe, spełnia "dobre uczynki", jest miły, uprzejmy, zdobywa ezoteryczną, religijną, duchową wiedzę. W pewnym momencie dociera do punktu, w którym myśli, że jest "dobry". Jego ego staje się uduchowione i utwierdzone w przekonaniu o własnej świętości. Wówczas jednak najczęściej następuje wielki moment rozczarowania, w którym człowiek dociera do granicy i uświadamia sobie, że nie wszystkie złe instynkty i namiętności jest w stanie wykorzenić. Dociera do ściany, do muru, którego nie jest w stanie przebić. Wpada w duchowy dołek. I gdy obraz własnej osoby zostaje w ten sposób rozbity, następuje często moment, gdy nawiązuje on kontakt z atomem iskry ducha w sercu i zaczyna świadomie podążać za jego przewodnictwem. Wówczas uświadamia sobie, że jego zadaniem nie jest "wypolerowanie" własnego "ja" a uśmiercenie go, by "Ten Inny" w nim, pierwotny boski człowiek, mógł wzrastać.
Ścieżka krzyżowania, uśmiercania ego, nazywana jest endurą. Jest to powolny, stopniowy proces, który wymaga od człowieka WYTRWAŁOŚCI. Kwiecień jest miesiącem, w którym konfrontowani jesteśmy z aspektem własnej wytrwałości, dotrzymywania obietnic, wierności własnemu wnętrzu, wierności Ścieżce.
Kwiecień jest dobrym czasem na podejmowanie DECYZJI. Wszelkie decyzje podejmowane są w sercu. Gdy potrzebujemy coś zmienić w swoim życiu, możemy skupić się na sercu i wysłać "w górę" spełniony obraz tego, czego potrzebujemy wraz z energią wdzięczności. Gdy nasza prośba wypływa z potrzeby porzucenia jakichś szkodliwych nawyków, przywiązań, programów, ziemskich ukierunkowań, które blokują nas na Ścieżce; gdy płynie z czystego serca, zostanie z pewnością "wysłuchana". Gdy będziemy czujni, ujrzymy pomoc, która nadchodzi do nas w tej lub innej formie.
Bywa, że jedynie podejmiemy w sercu decyzję, że chcemy coś zmienić w swoim życiu i odczujemy, że energie zadziałały w ten sposób, że wszystko poukładało się po naszej myśli, niemal bez wysiłku.Są również decyzje, związane ze zmianą długoletnich nawyków, nałogów, mocno zakorzenionych kodów, do których potrzebujemy nie lada wytrwałości. Takie decyzje wiążą się z tym, że podejmujemy je na nowo w każdej niemal chwili swojego życia. Na przykład alkoholik, który podejmuje decyzję o rzuceniu nałogu, musi podejmować ją na nowo za każdym razem, gdy odczuwa silne pragnienie napicia się. Gdy pozostaniemy wierni danemu sobie przyrzeczeniu, budujemy zmianę, rozwijamy się. Gdy zaś, ulegamy pokusom, wchodzimy w uległość i stagnację. Niespełnione obietnice zapisują się energetycznie w naszej aurze i blokują dopływ uwalniających, sprzyjających sił. Te blokady to "zła karma" obecna w naszej przestrzeni, której skutkiem są choroby, nieprzyjemne lub wręcz nieszczęśliwe wypadki losowe.
Uległość
Kwiecień ukaże nam jak na dłoni obszary życia, w ktorych przejawia się jeszcze nasza uległość.
Człowiek, który żyje w zgodzie ze świętą przestrzenią serca jest wolny w podejmowaniu decyzji. Oznacza to, że żadne pożądania, iluzje, przywiązania, nieczyste myśli i zachowania, ani żadne czynniki zewnętrzne, jak ludzie i okoliczności, nie mają wpływu na jego postanowienia i czyny. 
Taki jest człowiek przetransfigurowany, odnowiony, doskonały, wyzwolony, "którego Imię jest czterdzieści i cztery". Taka idealność wiąże się z całkowitą Obecnością w teraźniejszości charakterystyczną dla urzeczywistnionej jaźni. Wiąże się ona również z całkowitym brakiem "ja" i wypełnianiem w każdej chwili Woli Boga.
Dopóki się nie wyzwolimy, przejawiamy różne formy uległości. Niektóre z nich postaramy się tutaj omówić.
Nasza uległość może się wiązać z planem mentalnym, gdy ulegamy pokusie i generujemy nieczyste myśli, oceniamy, wpadamy w autodestrukcyjne, negatywne myśli, lub też myśli pełne pożądania, namiętności, etc. Uległością jest również werbalne wyrażanie tych myśli, czy to w formie skierowanej do kogoś krytyki, czy obmowy za plecami, czy narzekania, etc.
Energią, która towarzyszy "decyzji" jest zawsze Miłość, uległość natomiast podszyta jest lękiem. Za każdym razem, gdy działamy powodowani strachem, znajdujemy się w uległości, tracimy swoją wolność.
Ulegli możemy być wobec opinii innych ludzi. Zamiast starać się "podobać Bogu" i martwić jedynie tym, czy działamy w zgodzie z Jego Wolą, przejmujemy się tym, "co ludzie powiedzą" i staramy się spełniać ich oczekiwania. Taki program może być fatalny w skutkach. Może bowiem prowadzić do całkowitego porzucenia Ścieżki, gdy spotykamy się z niezrozumieniem ze strony otoczenia. Ta forma uległości, jak zresztą wszystkie inne, może się przejawiać w bardzo subtelny, ledwie dostrzegalny sposób.
Odmianą tej formy uległości jest słuchanie zewnętrznych "mistrzów", zamiast siebie. Autorytetem wtedy nie jest dla nas nasz wewnętrzny nauczyciel, a ktoś z zewnątrz. Na początkowym etapie ścieżki, potrzebujemy zewnętrznych nauczycieli. Jednak w momencie, gdy nawiązaliśmy kontakt ze swoim wnętrzem, z iskrą ducha, potrzebujemy wszystkie informacje z zewnątrz "przepuszczać przez filtr" własnego czucia i zrozumienia i działać w zgodzie ze sobą. W buddyzmie panuje takie powiedzenie, że uczeń spłaca najlepiej dług wobec nauczyciela wtedy, gdy staje się samodzielny. Wymaga to od adepta intensywnej, codziennej, rzetelnej pracy nad sobą.
Gdy jesteśmy uważni w codziennym postępowaniu, gdy staramy się rozróżniać, które impulsy płyną od ego i eliminować je, wyrabiamy w sercu UMIEJĘTNOŚĆ ROZRÓŻNIANIA. To ona decyduje o tym, czy nasze decyzje będą podejmowane w wolności czy ułudzie. Jeśli chcemy być wolni, musimy polegać jedynie na sobie i głosie swojego serca. W Ewangelii Filipa czytamy: „Ten, kto nie rozpoznaje nieśmiertelności, gdy jest o niej mowa, często będzie mylił nieśmiertelność z przemijalnością.” Aby więc nie mylić tombaku ze złotem, potrzebujemy słuchać wewnętrznego głosu, być uczciwym względem siebie, nie starać się wybielać przed sobą i wypierać bolesnej prawdy. Jeżeli mimo bólu i rozczarowania sobą, zawsze będziemy szczerzy względem siebie i innych, uzyskamy potężne narzędzie w postaci mądrości i przenikliwości serca.
Kto w samym sobie rozpozna lucyferyczne energie ego, ten nie da się zwieść pokusom tego świata. Obecnie mnóstwo jest fałszywych proroków, zwodniczych pseudonauczycieli duchowych, którzy prowadzą człowieka na manowce. Te manowce wiążą się z energiami tego świata, które odciągają nas od wyzwalającej ścieżki.
Inną odmianą uległości, jest uległość emocjonalna. Możemy być ulegli poprzez wpadanie w różne emocje pod wpływem zewnętrznych zjawisk lub ludzi. Człowiek wewnętrznie wolny nie poddaje się poczuciu winy, złości, nienawiści, ocenie, bezsilności, smutkowi, depresji, wstydowi, etc. gdy coś dzieje się inaczej, niż zaplanował.
Uległość może przejawiać się rownież poprzez zakotwiczony w przeszłości lub przyszłości umysł. Gdy nasz mental nakierowany jest na to, co było kiedyś lub na projektowanie przyszłości, jesteśmy ulegli względem czasu. Nie jesteśmy OBECNI. Każda chwila jest nowym darem. Każdy moment jest szansą na zmianę, jest świeży i nienaruszony. Musimy mieć świadomość faktu, że na ścieżce będą się nam zdarzały upadki, popełnianie tych samych błędów, ważne jest jednak nasze nastawienie, gorąca potrzeba przemiany, odpowiednia wola i działanie.
Uległość jest zawsze wtedy, gdy czujemy, że chcemy i powinniśmy powiedzieć NIE, a mówimy TAK, bo tego wymagają konwenanse.
Możemy być ulegli względem zewnętrznych czynników lub wewnętrznych programów i zamęczać swoje ciało,, nie zapewniając mu odpowiedniej ilości odpoczynku, snu, komfortu, etc. lub odwrotnie- ulegli wobec własnego lenistwa lub nałogów.
Uległość może dotyczyć również POGLĄDÓW, które wyrobiliśmy sobie na własny temat. Gdy mamy w głowie obraz "świętego człowieka" i usiłujemy się wtłoczyć w jego ramy, wówczas jesteśmy ulegli wobec własnych przeświadczeń. Nasz umysł jest zniewolony obrazem, wolny od ciszy, od pustki a my działamy w uwarunkowany sposób.
Praktyka wolności jest nauką akceptowania tego, co jest, w stu procentach. Wymaga ona uczciwego spojrzenia na to, co nas otacza, na to, co znajduje się w nas samych i przyjęcie tego z pokorą. I tu należy odróżnić pokorę od uległości. Pokora jest przyjmowaniem wszystkiego, co przynosi los, przyjmowaniem wszystkich informacji na swój temat z podniesionym czołem. Bez lamentów, bez wpadania w dołek, w ciężkie emocje, rozpacz lub nienawiść do siebie. Gdy potrafimy ze spokojem przyjąć wszystko, podjąć decyzję o zmianie i wytrwać przy niej do końca, stajemy się wolni.
Choroby
Wszelkie formy uległości zamanifestują się w naszym ciele poprzez problemy z sercem, okolicami serca lub układem oddechowym. Czyste, wolne, złote serce jest "silne jak dzwon" i oddychamy pełną piersią.
40 dni na zmianę
W świecie ezoterycznym istnieje przekonanie, wywodzące się z Kabały, że aby zmienić coś, wobec czego jesteśmy ulegli, jakiś zapis w podświadomości, szkodliwy nawyk lub nałóg, potrzebujemy podjąć decyzję o zmianie tego i wytrwać w odpowiednim działaniu 40 dni. Po tym czasie nowy program, zakotwiczy się w naszej przestrzeni. 40 to czwórka symbolizująca pracę 10 palców naszych rąk. Lub 4 nasze kończyny wypełniające Boski Plan (10), lub decyzja poczwórnego serca, prowadząca do objawienia Boskiego Człowieka.
Serce nadaje kierunek naszym krokom i czynom. Serce łączy nas z naszą prawdziwą jaźnią i z innymi ludźmi. Cztery komory serca tworzą obraz krzyża. Krzyż jest promieniowaniem Światła w świecie ciemności. Mamy w sercu boskie Światło, które oświetla "egipskie ciemności" panujące na ziemi naszych ciał. Gdy usłyszymy boski głos serca i oczyścimy je z wszelkich pożądań i nieczystości, będziemy coraz głębiej wchodzić w Ciszę. Odkryjemy, że to właśnie w sercu znajduje się brama do pustki, wolnej od "ja", do pustki, która paradoksalnie pełna jest Miłości.

wtorek, 3 kwietnia 2018

GREGG BRADEN I TAJEMNICA SKUTECZNEJ MODLITWY


GREGG BRADEN I TAJEMNICA SKUTECZNEJ MODLITWY

Wspaniały, współczesny nauczyciel prawd duchowych, naukowiec i muzyk, Gregg Braden naucza nas, w jaki sposób żyć, by tworzyć pełną miłości i spełnienia rzeczywistość. W swych licznych książkach i wykładach mówi o spajającej wszystko, co istnieje, Boskiej Matrycy, kwantowym polu energii, które dostraja się do naszych uczuć i emocji i ukazuje nam świat, będący odzwierciedleniem naszych przeświadczeń i pochodzących od nich działań. W książce "Uzdrowienie Wiary" pisze, że "wszechświat i wszystko, co w nim istnieje, jest tym, czym jest, z powodu siły świadomości naszych przekonań oraz tego, co uważamy za rzeczywistość naszego świata. (...) Naukowe odkrycia poczynione w ciągu ostatnich 150 lat udowodniły, że istnieje związek pomiędzy świadomością, rzeczywistością i naszymi przekonaniami".

"Teorie kwantowe sugerują, że wszechświat oraz nasze ciała zbudowane są z ciągle zmieniających się pól energetycznych, które wchodzą ze sobą w interakcje i kreują świat który można opisać raczej jako zbiór rozmaitych możliwości niż pewników". Czynnikiem, który warunkuje to, co nam się przydarza, jest nasza świadomość.  Otaczające nas energetyczne pole pełne jest potencjałów, z których teoretycznie możemy stworzyć wszystko, w co wierzymy całą swoją istotą- głową i sercem.

Takie spojrzenie na rzeczywistość, pozwala ujrzeć swoją pozycję w świecie, w zupełnie innym świetle. Z biernych ofiar losu stajemy się jego uczestnikami i kreatorami. Odkrywamy, że nasza świadomość ma wpływ na to, co się nam przytrafia. A ponieważ wszystko jest ze wszystkim powiązane, każdy z nas bez przerwy wplata swój wątek w potężny kobierzec wszechświata i oddziałuje na niego raz pozytywnie, raz negatywnie.

Nasz świat pełen jest cierpienia. Ze świecą można szukać tu istoty, która by nie cierpiała, której wnętrze przepełnione byłoby ciągłe światłem radości,
szczęścia i spełnienia. Naturalną potrzebą każdego żywego stworzenia, jest doświadczanie miłości i błogości. Skoro więc wszyscy dążymy od zarania dziejów do szczęścia, błogości i miłości, dlaczego nasz świat pełen jest bólu, smutku, nędzy, rozpaczy, szarości, przemocy i brutalności? W świetle najnowszych odkryć naukowych,odpowiedź na to pytanie, narzuca się sama- przyczyną jest stan naszej świadomości.

W apokryficznej Ewangelii Tomasza, czytamy: „Dlaczego myjecie zewnętrzną stronę czary i nie rozumiecie, że ten, który wykonał wnętrze czary, jest także
twórcą strony zewnętrznej?” To enigmatyczne pytanie zadane przez Jezusa, jest wskazówką, jest kluczem do zrozumienia, że mamy przestać koncentrować się na myciu  "zewnętrznej strony czary". Oznacza to, że mamy nie tyle poświęcać czas, energię i uwagę na akty zewnętrznej dobroczynności, co skupić się bardziej na oczyszczeniu "wewnętrznej strony czary",czyli uzdrowieniu własnej świadomości. Ponieważ ten, który wykonał wnętrze czary jest twórcą zewnętrznej jej strony- a nie odwrotnie! Zewnętrzna strona czary jest
odzwierciedleniem strony wewnętrznej. Ten, kto kształtuje w odpowiedni sposób swoją świadomość, kreuje tym samym otaczającą go rzeczywistość.

Mistrz Eckhart pozwala nam jeszcze głębiej zrozumieć słowa Jezusa: Nie próbujmy opierać świętości na działaniu, budujmy ją raczej na bytowaniu, bo nie uczynki nas  uświęcają, lecz my mamy je uświęcać. Najświętsze nawet nie będą nas w najmniejszym stopniu uświęcać, brane tylko jako uczynki. W jakiej mierze jesteśmy święci i  istniejemy, w takiej samej uświęcamy nasze uczynki: posiłek, sen, czuwanie i wszystko inne. Kto nie jest wielki w swym bytowaniu, temu nie pomogą największe nawet uczynki. Płynie z tego następująca dla ciebie nauka: całą swą gorliwość masz poświęcać na czynienie siebie dobrym, a więc nie na to, co czynisz oraz jakie są twoje uczynki, ile raczej na to, co stanowi ich podstawę". Jeżeli nasza świadomość jest czysta, podporządkowana Bogu, dobre będą i nasze czyny. Natomiast żadne dobre, zewnętrzne czyny "nie przekupią Boga", nie wykreują nam wspaniałej rzeczywistości, jeśli nasze wnętrze będzie zachwaszczone i pełne brudu.

Gregg Braden pisze, że wszystko, co istnieje bierze swój początek "w rozległym zbiorze energii kwantowej". Nauki gnostyczne ten "potężny zbiór kwantowej energii" określają mianem prasubstancji. Buddyjski mistrz na pytanie Bradena, jaką siłą jest ta kwantowa energia, (prasubstancja), odrzekł, iż jest ona WSPÓŁODCZUWANIEM, "compassion". To stwierdzenie przemawia wprost do serca. Pomaga zrozumieć, że siła, która łączy nas wszystkich, utkana jest z ODCZUWANIA. Wszystko, co robię, co czuję, co myślę, co wrzucam w "kwantową zupę" ma wpływ na samopoczucie wszystkich, którzy są ze mną powiązani, czyli samopoczucie całego istnienia! To, co wysyłamy wchodzi
w wibracyjny rezonans z tym, co jest do tego podobne i wzmacnia to. Ta wiedza jest matką rodzącego się poczucia odpowiedzialności za własną świadomość.

Kontynuując wątek badań G. Bradena poświęcimy teraz przez chwilę uwagę starożytnym Esseńczykom, którzy twierdzili, że żyjemy w trzech światach jednocześnie: w świecie myśli, uczuć i emocji. Świat myśli to trzy górne czakry: korony, trzeciego oka i gardła. Świat emocji to trzy dolne czakry: podstawy, sakralny i splotu słonecznego. Natomiast za świat UCZUĆ odpowiedzialne jest SERCE. Uczucie jest sumą myśli i emocji. Z tego wynika, że to w sercu, które porozumiewa się językiem uczuć, znajduje się klucz do skontaktowania się z polem kwantowej energii. Jeżeli te trzy światy są w nas zjednoczone, pojawia się w nas moc, wiara, dzięki której jesteśmy w stanie przenosić góry.

W wykładzie zatytułowanym "Boski Język" Braden mówi o dwóch wersach Ewangelii Tomasza: 106 i 48. Oba brzmią bardzo podobnie:
106: "Rzekł Jezus: Gdy macie zwyczaj czynić dwoje jednością (umysł i serce), staniecie się synami człowieczymi i powiecie:' Góro przesuń się' i ona się przesunie.
48: "Rzekł Jezus: Jeśli dwaj zawrą pokój z sobą w tym samym domu, to powiedzą górze 'posuń się' i ona się posunie.

Autor tego wykładu używa tych dwóch wersów, żeby wskazać na poziom świadomości, bazujący na jedności głowy i serca, a który  stanowi podstawę skutecznej modlitwy. Jeśli bowiem chcemy spełnić jakieś swoje marzenie, potrzebujemy przełożyć myśl na obraz i UCZUCIE wdzięczności jak gdyby, to czego pragniemy już się spełniło. Boskie pole rozumie bowiem nie język ludzkiej mowy a język uczuć, obrazów, odwołujący się do TERAŹNIEJSZOŚCI. Nasze przeświadczenie, że wszystko, czego potrzebujemy JUŻ JEST, sprawia, że to faktycznie pojawia się w naszym życiu. Z tego wynika, że praca nad sobą i manifestacją swych marzeń polega na usuwaniu blokad i oporu, obecnego w naszej świadomości.

To, co opisaliśmy powyżej odnosi się do jednorazowego aktu modlitwy, podczas którego wysyłamy "w eter" obraz tego, czego bardzo pragniemy. Rodzi się jednak pytanie, czy dzięki temu stworzymy sobie i innym piękny i wspaniały świat?  Czy to, czego chcę, czego pożądam jest faktycznie dobre i przyczynia się do dobra ogółu? I po drugie: "czy w wersie 106 i 48 chodziło o jednorazowy akt połączenie energii umysłu i serca w modlitwie, czy o coś głębszego"

Oczywiście Gregg Braden nie miał na myśli jednorazowego aktu a taką pracę nad swoją świadomością, która umożliwi nam ciągłe funkcjonowanie z poziomu czystego serca, uwolnionego od egotycznego umysłu. Przyjrzyjmy się zatem jeszcze raz wersowi 106 Ewangelii Tomasza: "Gdy macie zwyczaj czynić dwoje jednością (umysł i serce), staniecie się synami człowieczymi i powiecie: 'Góro przesuń się', to ona się przesunie". Zwróćmy uwagę na pomijane dotąd zdanie "staniecie się synami człowieczymi" (!)
Gnostyk wie, że stwierdzenie to zawiera w sobie wielką głębię. Gnoza, wewnętrzne chrześcijaństwo to wiedza o tajemnym procesie przemiany, w którym stajemy się prawdziwymi "synami człowieczymi"-ludźmi o boskiej świadomości. Boska świadomość niesie z sobą wewnętrzny pokój, który płynie z  TRWAŁEGO zjednoczenia trzech naszych przybytków, trzech świątyń, czy, posługując się terminologią Esseńczyków- "trzech światów" wiązanych z  "głową sercem i miednicą (rękami)", "myśleniem, czuciem i emocjami", "myśleniem, czuciem i wolą", "myśleniem, czuciem i działaniem". Te wszystkie określenia odnoszą się do zjednoczenia w Bogu wszystkich aspektów naszej istoty.

W jaki sposób jest to możliwe? Kluczem jest uwolnienie się od ego, pozbycie się "ja", uwolnienie się od własnej woli, na rzecz WOLI BOGA. W Ewangelii Mateusza, jest napisane: "Kto chce Mnie naśladować, niech się najpierw zaprze samego siebie". Wyciszanie własnych "nieświętych" pragnień, programów, przyzwyczajeń, przeświadczeń prowadzi do oczyszczania serca i dopuszczenia do głosu boskiej cząsteczki, która w nim mieszka. Gdy to wiemy, zanim się o coś pomodlimy metodą wskazaną przez Gregga Bradena, dobrze rozważymy w sercu, czy to, o co prosimy zgodne jest z wolą Boga. To ludzka, nieczysta, płynąca z niewiedzy wola, spowodowała bowiem upadek naszej świadomości i co za tym idzie, obecne w naszym świecie cierpienie. Mistrz Eckhart pisze:

"Bóg we wszystkim prowadzi do tego, żebyśmy zrezygnowali z własnej woli. Jak długo św. Paweł rozmawiał z Panem, a On z nim, nie prowadziło to do niczego, aż do  chwili gdy zrezygnował z własnej woli i zapytał: "Panie, co chcesz, żebym uczynił?" (Dz 9, 6). A Pan wiedział już wtedy, co Paweł miał uczynić. Tak samo było, kiedy Maryi ukazał się anioł: żadne z nim rozmowy nie uczyniłyby z Niej Bogarodzicy. Ale gdy tylko się wyrzekła swej woli, zaraz się stała Matką Słowa Przedwiecznego, w tej  samej chwili poczęła Boga, który był Jej naturalnym Synem. Tak samo tylko rezygnacja z woli może cię uczynić prawdziwym człowiekiem. Bez tego nie dokonamy przed Bogiem absolutnie niczego. Ale gdy się zdobędziemy na oddanie całej naszej woli, gdy się odważymy, ze względu na Boga, wyrzec się zewnętrznie i wewnętrznie wszystkich rzeczy, wówczas będzie to wszystko, co mieliśmy uczynić. Wtedy dopiero, nie  wcześniej."

W Ewangelii Tomasza zaś, znajdujemy bardzo ciekawy, zagadkowy wers, który do tego nawiązuje: "Niemożliwe, żeby ktoś wszedł do domu siłacza, pochwycił go przemocą, jeśli wpierw nie skrępuje jego rąk. Wtedy wywróci jego dom". Te tajemnicze słowa odnoszą się do naszej woli, której symbolem są ręce. Dopóki nasza wola jest tożsama z wolą Boga, pozostajemy siłaczami. Gdy jednak nasza wola staje się niewolnikiem popędów, pragnień, przywiązań, ziemskich pożądań, wówczas nasz dom, świat, w którym żyjemy wywraca się do góry nogami.

W naszym sercu znajduje się boska cząsteczka, duchowe jądro, zalążek boskiej istoty, którą kiedyś byliśmy. Gdy podążamy za głosem tej iskry obecnej w sercu
i dostrajamy się do cichej miłości, która się tam znajduje, łączymy się z Boskim Polem, które kieruje nas na siedmiostopniową ścieżkę gnostycznej przemiany,
na której stajemy się prawdziwymi "synami człowieczymi", w których domu panuje pokój między sercem a umysłem. Na tę cząsteczę wskazuje Braden mówiąc o tradycji Indian Cherokee. Tę boską cząsteczkę określają oni mianem "Shante Ishta", co się tłumaczy jako "jedno oko serca". Dzięki temu pierwiastkowi możemy obserwować wszystko, co dzieje się wokół nas, bez oceny, bez osądzania i dzielenia na to, co jest dobre, a co złe.

Możemy z wdzięcznością przyjmować każde doświadczenie i widzieć w nim błogosławieństwo. Gdy pojawia się pełne bólu doświadczenie, lub człowiek, który zadaje nam cierpienie a my głośno powiemy do tego doświadczenia lub osoby: "Błogosławię Cię, (...)", zmieniamy naszą świadomość. Sprawiamy, że to, co odczuwaliśmy jako ciężar, brzemię, balast, zmienia się w piękno. Mistrz Eckhart tak o tym pisze:

"Błogosławieństwo-  A zatem, według mnie, najlepiej, jeśli się człowiek całkowicie zdaje na Boga, a kiedy On nałoży nań jakieś brzemię, na przykład zniewagę, udrękę lub  jakiekolwiek inne cierpienie, niech przyjmuje to z radością i wdzięcznością oraz - zamiast sam je sobie wybierać - pozwala się raczej prowadzić Bogu."  To także przyczyna, dla której Bóg oszczędza swym przyjaciołom wielu i ciężkich cierpień. Gdyby nie to, Jego niezmierzona wierność nie mogłaby do tego dopuścić, cierpienie bowiem niesie ze sobą wielkie błogosławieństwo, a On nie chce ani nie może pozbawiać swoich wybranych najmniejszego nawet dobra. Ale Jemu wystarcza dobra, prawa wola - w przeciwnym razie nie chroniłby ich przed żadnym z cierpień, ze względu na kryjące się w nich niewysłowione  błogosławieństwo".

To, co nas rani niesie z sobą zawsze informację o tym, co w nas jeszcze pozbawione jest boskiej świadomości i zrozumienia. Boski świat jednak wolny jest od bólu i  cierpienia. Gnoza to ścieżka wewnętrznej przemiany, prowadząca nas do królestwa niebieskiego, wyzwalająca nas w duchu jedności z Matriksa upadłej świadomości.
Możesz się wyzwolić. Kluczem jest Twoja Wola. Czy chcesz być wewnętrznie wolny?  Czy chcesz stać się częścią Boskiego Świata?

Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...