środa, 28 lutego 2018

POCZUCIE WYŻSZOŚCI I NIŻSZOŚCI


POCZUCIE WYŻSZOŚCI I NIŻSZOŚCI

Jesteśmy tu na Ziemi po to, żeby nauczyć się Miłości; żeby nauczyć się kochać.
My, uczniowie dróg duchowych, przesiąknięci wzniosłymi naukami, teoriami, wiedzą o przeróżnych systemach filozoficznych, upojeni nimi, zapominamy często o tym, co najprostsze- jesteśmy tu, aby kochać. Umysł wikła się w meandry i doktrynalne zawiłości i przestajemy mieć w sobie prostotę.

Zanim nie rozpoznamy własnej kondycji, możemy mieć obraz samego siebie, jako człowieka pełnego miłości i dobra. Wydaje nam się, że jesteśmy prawi,
szlachetni, dobrotliwi i zaślepieni tym przekonaniem, nie widzimy cienia, który rzucamy. Nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że nasza osoba jest jak robot sterowana przez eoniczne zodiakalne i numerologiczne wpływy i że to, jacy jesteśmy, jest w głównej mierze sprawą potężnych energetycznych wpływów, które na nas oddziałują. Bywa, że popadamy w dumę z powodu posiadanych cech lub mamy depresję, z powodu poczucia niższości. Lgniemy do tego,z czym się utożsamiamy, trzymamy to w umyśle jako obraz samego siebie i zapominamy o tym, że nasza osobowość nie jest naszą prawdziwą naturą. Jest narzędziem, przez które przepływają i wyrażają się energie tego świata. Jest ona pewnym filtrem, przez które są one przepuszczane, co napędza dynamikę tej pozornej, zmiennej rzeczywistości, dodaje jej dramatyzmu, sprawia, że "coś się dzieje!".

Jesteśmy tak uwarunkowani, że za pośrednictwem obecnej w nas istoty pożądań, żywimy się eterami emocjonalnymi-(astralnymi, świetlistymi) i myślowymi- (mentalnymi, odzwierciedlającymi), które uwalniane są w wyniku sensacji i dramatów, jakie rozgrywają się na scenie zewnętrznego życia. Ten świat nas wciąga. Sprawia, że dajemy się porwać jego wichrom i burzom. Angażujemy się w nie cali, wchodzimy w nie mentalnie, emocjonalnie i fizycznie. Nie ma w nas spokoju, a ciągłe zawirowania. I nie widzimy, że ten  świat jest jak teatr; nie widzimy, że nasze ego ustawia siebie w roli pierwszoplanowego aktora, który ciągle domaga się z zewnątrz owacji na stojąco lub nieświadomie woła o wygwizdanie i obrzucenie jajkami. Nałożyliśmy maskę i utożsamiliśmy się z nią.

Zarówno poczucie wyższości jak i niższości są wyrazem reakcji egotycznej świadomości na zewnętrzne doświadczenia. Są to dwa końce jednego kija, dwie skrajności, które  oddzielają nas od Boskiej Prawdy i Miłości. Odgradzają nas  od jedności.

Poczucie niższości sprawia, że "wieszamy" się energetycznie na innych, szukając w nich ratunku, przewodnictwa, wsparcia, opieki, dowartościowania.
Tak, jakbyśmy w pewien sposób ubóstwili drugiego człowieka, widzieli w nim Słońce, boga i przez niego chcieli wzrosnąć, wejść na wyższy poziom energetyczny.  Osoba z takim nastawieniem oczekuje od innych doskonałości i co łatwe do przewidzenia, doznaje bolesnych rozczarowań. Oczekuje wsparcia i cierpi, gdy go nie dostaje. Człowiek z dużym poczuciem niższości przeprasza często świat, że żyje. Domaga się z zewnątrz potwierdzeń: "masz prawo być, masz prawo istnieć". Jest to bardzo bolesny program, będący często skutkiem jakichś przebytych traum.  Prowadzi on człowieka od miłości do nienawiści, od uwielbienia do niechęci. Ścieżka samoautoryatywności wymaga od  nas odnalezienia wewnętrznego Słońca, usłyszenia wewnątrz siebie Głosu Ciszy, Głosu Miłości, Głosu Światła, które nas poprowadzi i ogrzeje. Wymaga od nas ciągłego doskonalenia tego, co w nas słabe, zamiast bezkrytycznego, naiwnego podziwu kierowanego w stronę innych. Wymaga pracy nad rozpoznaniem i uszanowaniem boskiej energii w sobie. "Wzrośnij ,więc do bezmiernej wielkości, wydobądź się ze wszystkich ciał, wznieś się ponad wszelki czas, stań się wiecznością. Zrozumiesz wtedy Boga. Niech przeniknie cię myśl, że nic nie jest dla ciebie niemożliwe (...)", jak mówi Pymander do Hermesa. Oczywiście zadanie to trzeba wypełnić w oparciu o atom iskry Ducha w sercu a nie o ego.
I jeszcze jeden fajny cytat z tego samego źródła dotyczący poczucia niższości:
" Jeżeli jednak trzymasz swą duszę uwięzioną w ciele, jeśli stale przytłaczasz ją i mówisz ciągle: Nic nie rozumiem, niczego nie mogę, lękam się morza, nie jestem zdolny wznieść się do nieba; nie wiem, czym byłem, ani czym będę- to cóż możesz wtedy  mieć wspólnego z Bogiem?"

Poczucie wyższości natomiast chce utrzymywać innych w poczuciu niższości. Chce panować, dominować, narzucać swój światopogląd, osądzać, nauczać, powstrzymywać  czyjś rozwój. Jest to pułapka zastawiana na nas przez ego. Gdy stajemy się w czymś dobrzy, opanujemy coś lepiej od innych, chcemy utrzymywać tę pozycję przewagi, co sprawia, że nie chcemy dzielić się ze światem Światłem, które posiadamy. Pragniemy zatrzymać je dla siebie, by nim błyszczeć i wzbudzać podziw u innych. Pojawiają się tu zachowania, wskutek których sprawiamy, że ktoś czuje się gorszy od nas, niegodny naszej uwagi, winny. Możemy złapać się na poczuciu wyższości, gdy na przykład powstrzymujemy się od "nieświętej" mowy i zaczynamy pogardzać tymi, którzy obgadują. Gdy stajemy się wegetarianami i osądzamy tych, co jedzą mięso, itd.
Każdy osąd jest niezrozumieniem faktu, że nic tu nie należy do nas. Wszelkie cnoty, których jesteśmy "posiadaczami", są darami od Boga i naszym zadaniem jest dzielić się nimi z miłością, by każdy mógł wejść na ten poziom, co my. Osąd jest podszyty chęcią uwięzienia drugiej osoby na niższej pozycji.  W kanał poczucia wyższości wpadło między innymi mnóstwo "duchowych" nauczycieli, którzy obdarzeni karmicznym dziedzictwem w postaci charyzmy, mądrości, wiedzy, nie przekazywali swym uczniom wszystkiego, co wiedzieli, a tylko niezbędny fragment wiedzy lub wiedzę zmanipulowaną. To pozwalało im utrzymywać swoją pozycję i czerpać z niej profity.

Te dwie strategie: poczucie wyższości i niższości ukształtowały się w nas pod wpływem zapomnienia naszej prawdziwej natury; pod wpływem odcięcia od wewnętrznego Słońca. Gdy nie mogliśmy pobierać energii miłości za pośrednictwem serca od Ducha, musieliśmy nauczyć się asymilować ją z zewnątrz. Każdy z nas ma w sobie te i inne zakodowane wzorce zachowań. Kontakt z innymi ludźmi pomaga nam je zobaczyć i rozpuścić.

Przede wszystkim jednak potrzebujemy kontaktu z samym sobą, ze swoim ciałem, ze swoimi myślami, emocjami, subtelnymi odczuciami, intuicją. Pomaga w tym wchodzenie w ciszę własnego wnętrza jak również ciągła samoobserwacja.  Obserwując siebie samych, dając sobie przestrzeń na błędy i ciągle siebie doskonaląc, robimy użytek z piątego eteru- eteru ognia (obok czterech eterów naszego świata: chemicznego, życiowego, świetlistego i odzwierciedlającego), który napływa do nas w dużych ilościach w Erze Wodnika i pomaga nam odnaleźć naszą prawdziwą istotę, własne wewnętrzne Słońce. Gdy je odnajdziemy, możemy we współpracy z nim dokonywać alchemicznej przemiany ołowiu naszego ego w Złoto prawdziwej jaźni . Możemy odnaleźć tę nieruchomą cząstkę w nas, która jest źródłem wewnętrznego spokoju i ciszy, prowadzącej nas do Boskiej Miłości.

W książce "Uniwersalny Lek" Jan van Rijckenborgh ostrzega: "Jeśli siła (Światła) jest wdychana, ale jej się nie stosuje, to powstaje (...) bardzo duże niebezpieczeństwo, że wzmocni się przez to dialektyczny stan bytu i tym samym związane z tym konsekwencje". Naszym zadaniem jest "wszystko przyjąć, wszystko oddać a przez to wszystko odmienić". Jeśli chcemy coś dla siebie zatrzymywać, skazujemy się na kołowrót życia i śmierci. Odbieramy sobie szansę na życie wieczne. Gdy nie stosujemy Światła Gnozy do "zaatakowania" własnego "ja", własnych iluzji,  marnujemy duchowy dar i sami siebie skazujemy na cierpienie. Gdy zaś dostrajamy się do wewnętrznego Światła, i stosujemy je do rozpuszczania toksycznych zachowań ego, wypełniamy zadanie, które stawia przed nami Era Wodnika. Wstępujemy w szeregi Duchowego Braterstwa, świadomi jedności i pełni miłości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie krocz ścieżką - bądź ścieżką

NIE KROCZ ŚCIEŻKĄ- BĄDŹ ŚCIEŻKĄ Grecki mit o Gorgonie można uznać za metaforyczne zobrazowanie upadku ludzkiej świadomości. Gorgona był...