wtorek, 13 lutego 2018

Jedność grupowa


JEDNOŚĆ GRUPOWA

Bardzo istotną sprawą na ścieżce wyzwolenia z Matriksa jest jedność grupowa. W Szkole duchowej Złotego Różokrzyża, wiele się na jej temat mówi. 
Można bez przesady powiedzieć, że jest glównym filarem Szkoły. Bez niego cała budowla runęłaby, a jej cegły przywaliły drogę. Droga by znikła.

Niezręcznie jest pisać o konieczności wspólnego dążenia do wyzwolenia, ponieważ jest to interpretowane jako podszyta szantażem agitacja
na rzecz Szkoły: "dołącz do nas, bo się nie wyzwolisz". A jednak mimo pewności, że wiele osób wybierze taki tok rozumowania, warto podjąć temat
i podkreślić znaczenie grupowej jedności.

Dlaczego grupa, a nie samotna ścieżka?

W Erze Wodnika oddziałuje na nas Uran, który pobudza nas do indywidualności, do wyrażania siebie, do wolności, do buntu, do wyzwalania się ze starych
schematów, władz, skostniałych systemów. Rodzi się w nas duch takiego "rebela", nawołujący do zerwania wszystkich więzów. To on każe nam kwestionować całą zastaną rzeczywistość, wkurzać się na guru i autorytety. Czujemy, że nikt nam nie musi mówić, co mamy robić, bo sami to wiemy najlepiej.

Bywa, że reagujemy jak zbuntowany nastolatek, który zaczyna walczyć ze wszystkimi, do wszystkich mieć pretensje, podważać wszystko, co
mówią inni i jest z tego bardzo dumny. "Ja wiem wszystko najlepiej sam. Nikt się nie będzie wymądrzał i mnie pouczał." Często taki etap jest potrzebny, żeby odreagować całą nagromadzoną w nas przez lata pozbawionej miłości edukacji oraz wychowania w domu i szkole, złość. Ten etap jest potrzebny, żeby odnaleźć w sobie źródło, które obdarowuje nas umiejętnością rozróżniania, co jest prawdą, a co nie jest. I nauczyć się słuchać tego wewnętrznego źródła i z niego pić, podążać za jego głosem.

Mówi się, że Era Wodnika jest czasem wolności od zewnętrznych autorytetów. Często pojawia się potem stwierdzenie, że sami stajemy się dla siebie
największymi autorytetami. Jest to prawda, pod warunkiem, iż rozumiemy dobrze, co oznacza owo "sami". Gdy to źle rozumiemy, zamiast podążać 
ścieżką wyzwolenia, zaczynamy brnąć jeszcze bardziej w zniewolenie.

Zniewolone są nasze umysły. To one kreują nam rzeczywistość, w której jesteśmy niewolnikami. Każdy sam jest strażnikiem własnego więzienia. 
Każdy sam więzi siebie w swojej głowie, cierpi i obrazem tego jest zewnętrzny świat. Gdy zdamy sobie z tego sprawę, przestajemy upatrywać
winnych na zewnątrz, organizować akcje, petycje na rzecz ukarania tych złych, zaczynamy demaskować wewnętrznego wroga. Gdy mamy świadomość, że
nasz umysł jest zniewolony, pojawia się pytanie, w jaki sposób ten zagubiony ślepiec może dokładnie "sam wiedzieć wszystko najlepiej i być dla siebie 
najwyższym autorytetem?" Czy to nie takie rozumowanie doprowadziło nas do obecnego, pełnego cierpienia stanu?

Dlatego pojawia się świadomość, że musi być jakiś inny wewnętrzny autorytet. I dowiadujemy się, że mieszka on w naszym sercu. Potrzebujemy słuchać serca i całą swoją wolą pragnąć usłyszenia jego głosu, głosu Ciszy, głosu tej boskiej cząsteczki w nas, która stanie się naszym nauczycielem. 
Gdy usłyszymy ten głos Serca, zdajemy sobie sprawę z faktu, że to nie MY sami wiemy najlepiej wszystko, a wie to Inna Siła w nas. Nabieramy pokory i stajemy
się uczniami tego wewnętrznego Nauczyciela, który nie ukaże się naszym oczom, nie dotkniemy go palcem, nie powąchamy go. My go usłyszymy jako głos subtelniejszy niż szept, jako promieniowanie serca, jako wiedzę czucia, której nie da się opisać słowami. To jest bowiem doświadczenie, Droga, Prawda i Życie, a nie słowa, słowa, słowa... Nasza wola usłyszenia tego przewodnika, modlitwa o to, wsłuchiwanie się w ciszę, pielęgnacja spokoju i miłości w swoim wnętrzu, wyda w końcu plon.

"Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu 
otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą».

Gdy już w naszej głowie i sercu obecna jest świadomość, że jesteśmy uczniami zaledwie, że jesteśmy narzędziem jakiejś potężniejszej od nas, mądrzejszej siły,
która wyprowadza nas jak "Pan Bóg nasz z ziemi egipskiej, z domu niewoli", pojawia się w nas pokora i cisza. Widzimy, że jesteśmy uczniami zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej rzeczywistości. Wówczas wszystko zdaje się nas uczyć: ptak, który śpiewa radośnie zamiast się martwić, roślina, która ma w sobie siłę wewnętrzną tak dużą, że zdolna jest przebić beton, zwierzę, którego oczy tak pełne są oddania, ufności i miłości, drugi człowiek, przez którego usta płyną słowa prawdy. Jednak w odróżnieniu od dawnych czasów, uczymy się nie przywiązywać do jednego nauczyciela, nie trzymać go kurczowo. Płyniemy z nurtem strumienia teraźniejszości, kłaniamy się nauczycielowi, dziękując za lekcję i podążamy dalej każdy swoją drogą.

Dlaczego więc Szkoła Duchowa, dlaczego więc jedność grupowa? Czy to sobie wzajemnie nie przeczy? Już samo słowo "więź" z innymi, kryje w sobie niebezpieczeństwo zniewolenia, kojarzy nam się z "więzami"- "więzy przyjaźni"...Oznacza zoboWIĄZanie, oznacza oboWIĄZek, ergo niewolę.
A my chcemy sobie jak ptaszki fruwać pod niebem i ćwierkać, bez konieczności bycia uwikłanym w te wszystkie zależności. Czy da się tak? Być takim swobodnym, lekkim ptakiem? Czy trzeba być jak wół zaprzęgnięty w jarzmo, ciągnący wóz w trudzie i mozole? W bólu i cierpieniu, jakie w nieunikniony sposób pojawiają się w kontakcie z innymi? Na to pytanie, każdy z nas szuka swojej odpowiedzi i udziela jej codziennie całokształtem swojego istnienia.

Możemy tu przemówić głosem tych, którzy odnaleźli w swym sercu prawdę o konieczności grupowej jedności. Możesz, Czytelniku wysłuchać tego głosu i sam zdecydować, czy jest on zgodny z tym, co gra w Twoim sercu.

Istnieje na Ziemi prastara tradycja zwana "JOGĄ". Jest to bazująca na Wedach, wywodząca się z Indii ścieżka, prowadząca do rozpoznania natury rzeczywistości. Jej celem jest doprowadzenie nas do przezwyciężenia prawa karmana i wyzwolenia z kręgu życia i śmierci (samsara). 
W sanskrycie słowo "joga" tworzone jest przez morfem yuj (judż), oznaczający kontrolę, jarzmo, ale też zjednoczenie, połączenie, jedność. Wiedza, którą niesie 
z sobą to słowo jest znamienna.

Wodnik i Era Wodnika niesie z sobą prawdę o jedności, o tym, że wszyscy jesteśmy jednością, że jesteśmy na głębokim, duchowym poziomie połączeni, że 
nie jesteśmy odrębni. Czy z tą wiedzą możemy być swobodnym, wolnym ptakiem, fruwającym w przestworzach, niezależnym od nikogo? "Ja niczego nie chcę i nie potrzebuję od Ciebie, więc i ty się odczep ode mnie". Albo "będę się piął na szczyt sam, bez niczyjej pomocy. Odsadzę wszystkich na ścieżce i zobaczą, jaki ze mnie bohater". Czy na tym polega wolność od ego?

Świat Ducha to świat jedności. Żeby tej jedności doświadczyć, potrzebujemy tu i teraz się w niej zanurzyć. Potrzebujemy nałożyć na siebie "jarzmo". 
Tym jarzmem są duchowe zasady, które odczytujemy we własnym wnętrzu i dobrowolnie im się poddajemy. Wierność tym zasadom testujemy w relacjach z innymi. Bez lustra, nie ujrzymy brudu na swojej twarzy. Potrzebujemy luster w postaci innych ludzi, którzy ukażą nam jak na dłoni wszystkie nasze bolesne słabości. Dlatego droga ta nie jest łatwa i wielu odpada, ponieważ w pewnym momencie włącza się narcystyczny mechanizm obronny., który sprawia, że winni są wszyscy naokoło a nie my sami. Tu zresztą nie chodzi o "WINĘ" a o PRZYCZYNĘ.

Chrystus powiedział: „Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20).

Patrząc na obraz kościoła katolickiego, możemy zapytać: "no i gdzie ten żywy Chrystus? gdzie te wzniosłe ideały o miłości bliźniego, skromności, pokorze?"
Widzimy obłudę, wykorzystywanie innych, skrajne, potworne nadużycia. Czy to jest ten Chrystus obecny "pośród"? Historia pokazała nam, że na Ziemi pojawiła się niezliczona ilość wypaczonych religijnych instytucji, prowadzących do zniewolenia, prowadzących na manowce.
Dlaczego więc mamy ufać kolejnej, dlaczego się z nią łączyć, wiązać? Czy znowu mamy oddawać swoją energię jakiemuś potworowi, wampirycznemu egregorowi?

W obecnych czasach, świat na zewnątrz nas, pełen jest potężnych zniewalających sił. Jest to cała machina zniewolenia, począwszy od systemów edukacji, opieki zdrowotnej, prawa, skończywszy na niematerialnych, potężnych mocach, które trzymają nas w garści. Istnieją technologie sterowania naszym nastrojem, hormonami, sposobem myślenia, mechanizmami zachowań międzyludzkich, wzorcami postępowania, celami życiowymi, pragnieniami. To wszystko bez przerwy sączy się w nasze umysły. Niewidzialne programowanie, niewidzialny atak na czakry, na umysł, na serce, na świadomość na zdrowie. Wróg obecny jest na zewnątrz i wewnątrz nas. Kontroli podlegają bez przerwy nasze umysły. Stymulowani jesteśmy do produkowania myśli o określonej częstotliwości, a gdy je wytworzymy, obecne są one w naszej przestrzeni i nas ciągle nękają. Atmosfera na zewnątrz jest gęsta jak smoła, zanieczyszczona, pełna pułapek. Podlegamy ciągłej manipulacji i praniu mózgu. Nawet nie wiemy, jak wiele z wygłaszanych przez nas "wolnościowych haseł" jest programem wykreowanym przez kogoś, żeby nas zapędzać w kozi róg zapętlenia.

W dzisiejszych czasach jednostka, która myśli, że "da radę sama", jest jak  jagnię, które weszło do lasu pełnego wilków. Czy zastraszam teraz? Czy przekazuję przekłamany i jednostronny obraz rzeczywistości, żeby coś dla siebie ugrać? Rozstrzygnij to w swoim sercu.

Potrzebna jest grupowa jedność, bo w grupie jest siła. W grupie wytwarza się potężne pole magnetyczne, pełne Światła, pełne wszelkich informacji. Odpowiednia grupa ludzi, podpięta pod jarzmo Chrystusa, Chrystusowej Świadomości, Chrystusowej Miłości, jest siłą nie do pokonania. Wytwarza się potężna moc, która tworzy tu na Ziemi azyl, parasol ochronny, windę do nieba. Wibracje stają się tak wysokie, że żadne niskie byty nie mają dostępu. Nie jest to idylliczny raj, ponieważ to jest Szkoła i Uczniowie osadzeni w realiach dualnego świata. Uczniowie nie są idealni,podlegają ciągłej nauce, ciągłemu szlifowaniu przez Światło Życia, Światło Pola. Światło demaskuje, ukazuje prawdę. Są więc bolesne chwile, chwile potężnego cierpienia, które ledwie można znieść. Nie można się oszukiwać, że Szkoła to sielanka. Jednak ponieważ są w niej odważni ludzie, dla których Prawda ważniejsza
jest od wygody myślenia o sobie, że jest się ideałem, ta Prawda jest ciągle żywa i obecna. Jest to rzeczywiste, żywe zgromadzenie się "w imię Chrystusa" a nie w imię własnego ego.

Pole podłączone jest pod Braterstwo Shambalah, potężne Braterstwo Światła. Pole wyciąga w górę. Nasza świadomość wypełnia się Światłem, które pracujący nad sobą uczniowie wykrzesali z własnych Serc. Światło też ciągle napływa do nas od Braterstwa, Światło to informacja. W Polu znajdują się informacje, jak poradzić sobie ze wszystkimi swoimi problemami wewnętrznymi. To Światło przyspiesza nasz rozwój. Kto ma odwagę wystawić się na Światło Prawdy o sobie? Bez upiększeń... Naga prawda.

Nauka Powszechna
Szkoła Duchowa Złotego Różokrzyża głosi Naukę Powszechną. Jest to szkoła wewnętrznego chrześcijaństwa, gnozy, poznania. Steiner napisał, że dla
nas ludzi Zachodu, ścieżka chrześcijańska (lecz tego prawdziwego misteryjnego, wyzwalającego, wewnętrznego chrześcijaństwa) jest najbardziej właściwa. Nie przez przypadek rodzimy się w danym miejscu na Ziemi. 
Sformułowanie "Nauka Powszechna" oznacza, że Szkoła niesie z sobą Prawdę Miłości, która obecna była we wszystkich wielkich duchowych nurtach świata. 
Prawdę tę znajdziemy u Kriszny, Buddy, Zaratustry, Pitagorasa, Platona, itd. Te nurty się wzajemnie uzupełniają. Pisma mędrców różnych dróg są jak ziarna Światła, które wpadają w żyzną glebę naszych umysłów i serc. Są jarzmem, które sprawia, że nie upadamy. Poddajemy się zewnętrznej chrześcijańskiej (i znowu, nie mylić z kościołem) szacie, używamy określonych słów i metod postępowania, które zostały przez wieki wypracowane i odebrane od Wyższej Siły przez stojących w Świetle uczniów. Mamy narzędzia prowadzące do przemiany całego systemu i doprowadzenia go do pierwotnej doskonałości.I cały czas sprawdzamy i potwierdzamy sobą, czy ta droga ma w sobie Prawdę. Jesteśmy czujni, uważni. Słuchamy serca. Cały czas jesteśmy sprawdzani przez czułe ciało grupy. Jeżeli odbija nam palma, zaraz otrzymamy z zewnątrz sygnały, które pomogą nam to zobaczyć. Tak, jak to się działo kiedyś w szkole. Z tym, że tu nie ma zewnętrznych, formalnych nauczycieli.

Nasza droga prowadzi nas w głąb. Mamy tu stopnie, prowadzące wzwyż, jednak nie ma zewnętrznego zniewolenia czy chorej kontroli. Każdy sam nakłada na siebie jarzmo postępowania w zgodzie ze Światłem. I to Światło nas prowadzi. Nikt tu nikogo nie rozlicza. Wszystko płynie naturalnie, oczyszczanie staje się czymś, co jest naturalną koleją rzeczy, gdy człowiek spotyka się z drugim człowiekiem. I ciągle jest dbałość o to, by być w Miłości, mimo wszystko. 
Jest to tu, na Ziemi możliwe. Możliwa jest taka wspólnota. W tej wspólnocie, każdy stanowi komórkę jednego organizmu i każdy wystawia się ciągle na Światło wewnętrznego Słońca jak i zewnętrznego Słońca, które jest obecne w polu, jako Serce całej naszej Grupy. Żywe, bijące, oddane, świetliste, czujące, szczere, mądre Serce.

Jedność Grupowa
Aby możliwa była harmonijna współpraca z grupą, konieczna jest jedność obecna w naszym wnętrzu. Co to znaczy? To znaczy, że cała nasza istota musi dążyć do jednego celu. Nie może być tak, że co innego się myśli, co innego czuje, co innego robi i mówi. Ciągła praca nad sobą prowadzi do okiełznania własnych instynktów, rozświetlenia cieni, usunięcia wewnętrznych przeszkód, programów, przekonań, nawyków. Prostujemy wewnętrzną ścieżkę. Ma być prosta, jasna, przejrzysta, jak promień Słońca.
Bez meandrów, kluczenia, zagmatwania, plątaniny kłamstw, ciemnych zakamarków. Człowiek, który jest takim promieniem, oświetla sobą przestrzeń na zewnątrz i całe jego życie pełne jest Światła.

Dlatego, jeżeli na zewnątrz pojawia się dysharmonia, jest to zawsze obraz obecnego w nas cienia. Mamy w sobie obecnych wszystkich ludzi. Wejście w relację z osobą na zewnątrz, jest wejściem w kontakt z jakimś aspektem samego siebie. Tworzymy tu konstelacje i układy, które są odzwierciedleniem naszego wnętrza.

Droga polega na uporządkowaniu tych aspektów w sobie a nie na zewnątrz. Owszem, na zewnątrz potrzeba jest często zadziałać porządkująco.. To działanie
jednak nie oznacza, że mamy we wnętrzu trzymać urazę do kogoś. Ta osoba przyszła bowiem jako lustro tego, jak sami traktujemy siebie, jak traktujemy innych, jakie mamy zapisy. Ścieżka jest raz łatwa i przyjemna, raz bolesna i trudna. Cierpienie jest konieczne tutaj, jest nieodłączną częścią naszego istnienia. My mamy łagodzić ból czyjś, swój ale nie usuwać go całkiem, ponieważ on jest tym narzędziem, które jest tu niezbędne. Ból jest nieodłącznym składnikiem wpisanym w ten świat. Nie uciekniemy od niego, ani jak będziemy samodzielnie kroczyć drogą ani jak będziemy w grupie. Trzeba to zaakceptować i poddać mu się, bo niesie z sobą wyzwolenie. Najpierw boli, a potem okazuje się że ta cała sytuacja wyszła nam na dobre. Pojawia się ulga, coraz więcej wolności. Co nie znaczy, że mamy celowo, sadystycznie ranić siebie nawzajem i walić w czułe punkty, bo "jesteśmy dla siebie lustrami i nauczycielamii". Mamy od tego siebie nawzajem, żeby coś sobie pokazać, zmienić
to, co trzeba i iść dalej w zgodzie, szacunku i miłości. Uczymy się dawania i brania w równowadze, uczymy się, że jesteśmy jednością, że nie mogę tylko brać, ani tylko dawać, że nie mogę się ani wywyższać, ani poniżać, że nie jestem ani lepszy ani gorszy, ani mniej potrzebny niż inni, ani bardziej. Każdy niesie w sobie dar. Nasz wewnętrzny wszechświat jest przestrzenią pełną darów.

Nikt na zewnątrz nie może zrobić nam nic, czego sami byśmy sobie lub innym nie zrobili. Ta Prawda nas prowadzi i wyzwoli. Chrystus przez Jezusa powiedział:
"Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali." Dlatego nasze wewnętrzne królestwo nie może być skłócone. Musimy porządkować swoje wnętrze, wówczas świat na zewnątrz, nasza Duchowa Szkoła będzie królestwem, w którym panuje harmonia i zgoda. To królestwo jak niebiańska arka wznosi ciągle swoje wibracje, aż w końcu będą one tak wysokie, że staną się niedostrzegalne dla gęstego, pogrążonego w iluzji świata. Jednak Bóg nie porzuca dzieła swoich rąk i każdy z nas, jako bodhisattwa, ma i będzie miał zadanie działać dla tego cierpiącego świata a nie zostawić go samemu sobie, żeby cierpiał. Ta solidarność, ta jedność, ta przekraczająca egoizm miłość, która chce objąć WSZYSTKO, jest Boską Rzeczywistością. Bóg jest Miłością. Gnoza jest Miłością. Tao jest Miłością. Dharma jest Miłością. Zazen jest Miłością. I my możemy stać się Miłością, Ścieżką, Prawdą i Życiem jak uwolnimy się od warstw ego i zostanie jedynie Żywy Chrystus, Żywe Światło Miłości

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie krocz ścieżką - bądź ścieżką

NIE KROCZ ŚCIEŻKĄ- BĄDŹ ŚCIEŻKĄ Grecki mit o Gorgonie można uznać za metaforyczne zobrazowanie upadku ludzkiej świadomości. Gorgona był...