środa, 28 lutego 2018

POCZUCIE WYŻSZOŚCI I NIŻSZOŚCI


POCZUCIE WYŻSZOŚCI I NIŻSZOŚCI

Jesteśmy tu na Ziemi po to, żeby nauczyć się Miłości; żeby nauczyć się kochać.
My, uczniowie dróg duchowych, przesiąknięci wzniosłymi naukami, teoriami, wiedzą o przeróżnych systemach filozoficznych, upojeni nimi, zapominamy często o tym, co najprostsze- jesteśmy tu, aby kochać. Umysł wikła się w meandry i doktrynalne zawiłości i przestajemy mieć w sobie prostotę.

Zanim nie rozpoznamy własnej kondycji, możemy mieć obraz samego siebie, jako człowieka pełnego miłości i dobra. Wydaje nam się, że jesteśmy prawi,
szlachetni, dobrotliwi i zaślepieni tym przekonaniem, nie widzimy cienia, który rzucamy. Nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że nasza osoba jest jak robot sterowana przez eoniczne zodiakalne i numerologiczne wpływy i że to, jacy jesteśmy, jest w głównej mierze sprawą potężnych energetycznych wpływów, które na nas oddziałują. Bywa, że popadamy w dumę z powodu posiadanych cech lub mamy depresję, z powodu poczucia niższości. Lgniemy do tego,z czym się utożsamiamy, trzymamy to w umyśle jako obraz samego siebie i zapominamy o tym, że nasza osobowość nie jest naszą prawdziwą naturą. Jest narzędziem, przez które przepływają i wyrażają się energie tego świata. Jest ona pewnym filtrem, przez które są one przepuszczane, co napędza dynamikę tej pozornej, zmiennej rzeczywistości, dodaje jej dramatyzmu, sprawia, że "coś się dzieje!".

Jesteśmy tak uwarunkowani, że za pośrednictwem obecnej w nas istoty pożądań, żywimy się eterami emocjonalnymi-(astralnymi, świetlistymi) i myślowymi- (mentalnymi, odzwierciedlającymi), które uwalniane są w wyniku sensacji i dramatów, jakie rozgrywają się na scenie zewnętrznego życia. Ten świat nas wciąga. Sprawia, że dajemy się porwać jego wichrom i burzom. Angażujemy się w nie cali, wchodzimy w nie mentalnie, emocjonalnie i fizycznie. Nie ma w nas spokoju, a ciągłe zawirowania. I nie widzimy, że ten  świat jest jak teatr; nie widzimy, że nasze ego ustawia siebie w roli pierwszoplanowego aktora, który ciągle domaga się z zewnątrz owacji na stojąco lub nieświadomie woła o wygwizdanie i obrzucenie jajkami. Nałożyliśmy maskę i utożsamiliśmy się z nią.

Zarówno poczucie wyższości jak i niższości są wyrazem reakcji egotycznej świadomości na zewnętrzne doświadczenia. Są to dwa końce jednego kija, dwie skrajności, które  oddzielają nas od Boskiej Prawdy i Miłości. Odgradzają nas  od jedności.

Poczucie niższości sprawia, że "wieszamy" się energetycznie na innych, szukając w nich ratunku, przewodnictwa, wsparcia, opieki, dowartościowania.
Tak, jakbyśmy w pewien sposób ubóstwili drugiego człowieka, widzieli w nim Słońce, boga i przez niego chcieli wzrosnąć, wejść na wyższy poziom energetyczny.  Osoba z takim nastawieniem oczekuje od innych doskonałości i co łatwe do przewidzenia, doznaje bolesnych rozczarowań. Oczekuje wsparcia i cierpi, gdy go nie dostaje. Człowiek z dużym poczuciem niższości przeprasza często świat, że żyje. Domaga się z zewnątrz potwierdzeń: "masz prawo być, masz prawo istnieć". Jest to bardzo bolesny program, będący często skutkiem jakichś przebytych traum.  Prowadzi on człowieka od miłości do nienawiści, od uwielbienia do niechęci. Ścieżka samoautoryatywności wymaga od  nas odnalezienia wewnętrznego Słońca, usłyszenia wewnątrz siebie Głosu Ciszy, Głosu Miłości, Głosu Światła, które nas poprowadzi i ogrzeje. Wymaga od nas ciągłego doskonalenia tego, co w nas słabe, zamiast bezkrytycznego, naiwnego podziwu kierowanego w stronę innych. Wymaga pracy nad rozpoznaniem i uszanowaniem boskiej energii w sobie. "Wzrośnij ,więc do bezmiernej wielkości, wydobądź się ze wszystkich ciał, wznieś się ponad wszelki czas, stań się wiecznością. Zrozumiesz wtedy Boga. Niech przeniknie cię myśl, że nic nie jest dla ciebie niemożliwe (...)", jak mówi Pymander do Hermesa. Oczywiście zadanie to trzeba wypełnić w oparciu o atom iskry Ducha w sercu a nie o ego.
I jeszcze jeden fajny cytat z tego samego źródła dotyczący poczucia niższości:
" Jeżeli jednak trzymasz swą duszę uwięzioną w ciele, jeśli stale przytłaczasz ją i mówisz ciągle: Nic nie rozumiem, niczego nie mogę, lękam się morza, nie jestem zdolny wznieść się do nieba; nie wiem, czym byłem, ani czym będę- to cóż możesz wtedy  mieć wspólnego z Bogiem?"

Poczucie wyższości natomiast chce utrzymywać innych w poczuciu niższości. Chce panować, dominować, narzucać swój światopogląd, osądzać, nauczać, powstrzymywać  czyjś rozwój. Jest to pułapka zastawiana na nas przez ego. Gdy stajemy się w czymś dobrzy, opanujemy coś lepiej od innych, chcemy utrzymywać tę pozycję przewagi, co sprawia, że nie chcemy dzielić się ze światem Światłem, które posiadamy. Pragniemy zatrzymać je dla siebie, by nim błyszczeć i wzbudzać podziw u innych. Pojawiają się tu zachowania, wskutek których sprawiamy, że ktoś czuje się gorszy od nas, niegodny naszej uwagi, winny. Możemy złapać się na poczuciu wyższości, gdy na przykład powstrzymujemy się od "nieświętej" mowy i zaczynamy pogardzać tymi, którzy obgadują. Gdy stajemy się wegetarianami i osądzamy tych, co jedzą mięso, itd.
Każdy osąd jest niezrozumieniem faktu, że nic tu nie należy do nas. Wszelkie cnoty, których jesteśmy "posiadaczami", są darami od Boga i naszym zadaniem jest dzielić się nimi z miłością, by każdy mógł wejść na ten poziom, co my. Osąd jest podszyty chęcią uwięzienia drugiej osoby na niższej pozycji.  W kanał poczucia wyższości wpadło między innymi mnóstwo "duchowych" nauczycieli, którzy obdarzeni karmicznym dziedzictwem w postaci charyzmy, mądrości, wiedzy, nie przekazywali swym uczniom wszystkiego, co wiedzieli, a tylko niezbędny fragment wiedzy lub wiedzę zmanipulowaną. To pozwalało im utrzymywać swoją pozycję i czerpać z niej profity.

Te dwie strategie: poczucie wyższości i niższości ukształtowały się w nas pod wpływem zapomnienia naszej prawdziwej natury; pod wpływem odcięcia od wewnętrznego Słońca. Gdy nie mogliśmy pobierać energii miłości za pośrednictwem serca od Ducha, musieliśmy nauczyć się asymilować ją z zewnątrz. Każdy z nas ma w sobie te i inne zakodowane wzorce zachowań. Kontakt z innymi ludźmi pomaga nam je zobaczyć i rozpuścić.

Przede wszystkim jednak potrzebujemy kontaktu z samym sobą, ze swoim ciałem, ze swoimi myślami, emocjami, subtelnymi odczuciami, intuicją. Pomaga w tym wchodzenie w ciszę własnego wnętrza jak również ciągła samoobserwacja.  Obserwując siebie samych, dając sobie przestrzeń na błędy i ciągle siebie doskonaląc, robimy użytek z piątego eteru- eteru ognia (obok czterech eterów naszego świata: chemicznego, życiowego, świetlistego i odzwierciedlającego), który napływa do nas w dużych ilościach w Erze Wodnika i pomaga nam odnaleźć naszą prawdziwą istotę, własne wewnętrzne Słońce. Gdy je odnajdziemy, możemy we współpracy z nim dokonywać alchemicznej przemiany ołowiu naszego ego w Złoto prawdziwej jaźni . Możemy odnaleźć tę nieruchomą cząstkę w nas, która jest źródłem wewnętrznego spokoju i ciszy, prowadzącej nas do Boskiej Miłości.

W książce "Uniwersalny Lek" Jan van Rijckenborgh ostrzega: "Jeśli siła (Światła) jest wdychana, ale jej się nie stosuje, to powstaje (...) bardzo duże niebezpieczeństwo, że wzmocni się przez to dialektyczny stan bytu i tym samym związane z tym konsekwencje". Naszym zadaniem jest "wszystko przyjąć, wszystko oddać a przez to wszystko odmienić". Jeśli chcemy coś dla siebie zatrzymywać, skazujemy się na kołowrót życia i śmierci. Odbieramy sobie szansę na życie wieczne. Gdy nie stosujemy Światła Gnozy do "zaatakowania" własnego "ja", własnych iluzji,  marnujemy duchowy dar i sami siebie skazujemy na cierpienie. Gdy zaś dostrajamy się do wewnętrznego Światła, i stosujemy je do rozpuszczania toksycznych zachowań ego, wypełniamy zadanie, które stawia przed nami Era Wodnika. Wstępujemy w szeregi Duchowego Braterstwa, świadomi jedności i pełni miłości.

wtorek, 13 lutego 2018

Jedność grupowa


JEDNOŚĆ GRUPOWA

Bardzo istotną sprawą na ścieżce wyzwolenia z Matriksa jest jedność grupowa. W Szkole duchowej Złotego Różokrzyża, wiele się na jej temat mówi. 
Można bez przesady powiedzieć, że jest glównym filarem Szkoły. Bez niego cała budowla runęłaby, a jej cegły przywaliły drogę. Droga by znikła.

Niezręcznie jest pisać o konieczności wspólnego dążenia do wyzwolenia, ponieważ jest to interpretowane jako podszyta szantażem agitacja
na rzecz Szkoły: "dołącz do nas, bo się nie wyzwolisz". A jednak mimo pewności, że wiele osób wybierze taki tok rozumowania, warto podjąć temat
i podkreślić znaczenie grupowej jedności.

Dlaczego grupa, a nie samotna ścieżka?

W Erze Wodnika oddziałuje na nas Uran, który pobudza nas do indywidualności, do wyrażania siebie, do wolności, do buntu, do wyzwalania się ze starych
schematów, władz, skostniałych systemów. Rodzi się w nas duch takiego "rebela", nawołujący do zerwania wszystkich więzów. To on każe nam kwestionować całą zastaną rzeczywistość, wkurzać się na guru i autorytety. Czujemy, że nikt nam nie musi mówić, co mamy robić, bo sami to wiemy najlepiej.

Bywa, że reagujemy jak zbuntowany nastolatek, który zaczyna walczyć ze wszystkimi, do wszystkich mieć pretensje, podważać wszystko, co
mówią inni i jest z tego bardzo dumny. "Ja wiem wszystko najlepiej sam. Nikt się nie będzie wymądrzał i mnie pouczał." Często taki etap jest potrzebny, żeby odreagować całą nagromadzoną w nas przez lata pozbawionej miłości edukacji oraz wychowania w domu i szkole, złość. Ten etap jest potrzebny, żeby odnaleźć w sobie źródło, które obdarowuje nas umiejętnością rozróżniania, co jest prawdą, a co nie jest. I nauczyć się słuchać tego wewnętrznego źródła i z niego pić, podążać za jego głosem.

Mówi się, że Era Wodnika jest czasem wolności od zewnętrznych autorytetów. Często pojawia się potem stwierdzenie, że sami stajemy się dla siebie
największymi autorytetami. Jest to prawda, pod warunkiem, iż rozumiemy dobrze, co oznacza owo "sami". Gdy to źle rozumiemy, zamiast podążać 
ścieżką wyzwolenia, zaczynamy brnąć jeszcze bardziej w zniewolenie.

Zniewolone są nasze umysły. To one kreują nam rzeczywistość, w której jesteśmy niewolnikami. Każdy sam jest strażnikiem własnego więzienia. 
Każdy sam więzi siebie w swojej głowie, cierpi i obrazem tego jest zewnętrzny świat. Gdy zdamy sobie z tego sprawę, przestajemy upatrywać
winnych na zewnątrz, organizować akcje, petycje na rzecz ukarania tych złych, zaczynamy demaskować wewnętrznego wroga. Gdy mamy świadomość, że
nasz umysł jest zniewolony, pojawia się pytanie, w jaki sposób ten zagubiony ślepiec może dokładnie "sam wiedzieć wszystko najlepiej i być dla siebie 
najwyższym autorytetem?" Czy to nie takie rozumowanie doprowadziło nas do obecnego, pełnego cierpienia stanu?

Dlatego pojawia się świadomość, że musi być jakiś inny wewnętrzny autorytet. I dowiadujemy się, że mieszka on w naszym sercu. Potrzebujemy słuchać serca i całą swoją wolą pragnąć usłyszenia jego głosu, głosu Ciszy, głosu tej boskiej cząsteczki w nas, która stanie się naszym nauczycielem. 
Gdy usłyszymy ten głos Serca, zdajemy sobie sprawę z faktu, że to nie MY sami wiemy najlepiej wszystko, a wie to Inna Siła w nas. Nabieramy pokory i stajemy
się uczniami tego wewnętrznego Nauczyciela, który nie ukaże się naszym oczom, nie dotkniemy go palcem, nie powąchamy go. My go usłyszymy jako głos subtelniejszy niż szept, jako promieniowanie serca, jako wiedzę czucia, której nie da się opisać słowami. To jest bowiem doświadczenie, Droga, Prawda i Życie, a nie słowa, słowa, słowa... Nasza wola usłyszenia tego przewodnika, modlitwa o to, wsłuchiwanie się w ciszę, pielęgnacja spokoju i miłości w swoim wnętrzu, wyda w końcu plon.

"Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu 
otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą».

Gdy już w naszej głowie i sercu obecna jest świadomość, że jesteśmy uczniami zaledwie, że jesteśmy narzędziem jakiejś potężniejszej od nas, mądrzejszej siły,
która wyprowadza nas jak "Pan Bóg nasz z ziemi egipskiej, z domu niewoli", pojawia się w nas pokora i cisza. Widzimy, że jesteśmy uczniami zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej rzeczywistości. Wówczas wszystko zdaje się nas uczyć: ptak, który śpiewa radośnie zamiast się martwić, roślina, która ma w sobie siłę wewnętrzną tak dużą, że zdolna jest przebić beton, zwierzę, którego oczy tak pełne są oddania, ufności i miłości, drugi człowiek, przez którego usta płyną słowa prawdy. Jednak w odróżnieniu od dawnych czasów, uczymy się nie przywiązywać do jednego nauczyciela, nie trzymać go kurczowo. Płyniemy z nurtem strumienia teraźniejszości, kłaniamy się nauczycielowi, dziękując za lekcję i podążamy dalej każdy swoją drogą.

Dlaczego więc Szkoła Duchowa, dlaczego więc jedność grupowa? Czy to sobie wzajemnie nie przeczy? Już samo słowo "więź" z innymi, kryje w sobie niebezpieczeństwo zniewolenia, kojarzy nam się z "więzami"- "więzy przyjaźni"...Oznacza zoboWIĄZanie, oznacza oboWIĄZek, ergo niewolę.
A my chcemy sobie jak ptaszki fruwać pod niebem i ćwierkać, bez konieczności bycia uwikłanym w te wszystkie zależności. Czy da się tak? Być takim swobodnym, lekkim ptakiem? Czy trzeba być jak wół zaprzęgnięty w jarzmo, ciągnący wóz w trudzie i mozole? W bólu i cierpieniu, jakie w nieunikniony sposób pojawiają się w kontakcie z innymi? Na to pytanie, każdy z nas szuka swojej odpowiedzi i udziela jej codziennie całokształtem swojego istnienia.

Możemy tu przemówić głosem tych, którzy odnaleźli w swym sercu prawdę o konieczności grupowej jedności. Możesz, Czytelniku wysłuchać tego głosu i sam zdecydować, czy jest on zgodny z tym, co gra w Twoim sercu.

Istnieje na Ziemi prastara tradycja zwana "JOGĄ". Jest to bazująca na Wedach, wywodząca się z Indii ścieżka, prowadząca do rozpoznania natury rzeczywistości. Jej celem jest doprowadzenie nas do przezwyciężenia prawa karmana i wyzwolenia z kręgu życia i śmierci (samsara). 
W sanskrycie słowo "joga" tworzone jest przez morfem yuj (judż), oznaczający kontrolę, jarzmo, ale też zjednoczenie, połączenie, jedność. Wiedza, którą niesie 
z sobą to słowo jest znamienna.

Wodnik i Era Wodnika niesie z sobą prawdę o jedności, o tym, że wszyscy jesteśmy jednością, że jesteśmy na głębokim, duchowym poziomie połączeni, że 
nie jesteśmy odrębni. Czy z tą wiedzą możemy być swobodnym, wolnym ptakiem, fruwającym w przestworzach, niezależnym od nikogo? "Ja niczego nie chcę i nie potrzebuję od Ciebie, więc i ty się odczep ode mnie". Albo "będę się piął na szczyt sam, bez niczyjej pomocy. Odsadzę wszystkich na ścieżce i zobaczą, jaki ze mnie bohater". Czy na tym polega wolność od ego?

Świat Ducha to świat jedności. Żeby tej jedności doświadczyć, potrzebujemy tu i teraz się w niej zanurzyć. Potrzebujemy nałożyć na siebie "jarzmo". 
Tym jarzmem są duchowe zasady, które odczytujemy we własnym wnętrzu i dobrowolnie im się poddajemy. Wierność tym zasadom testujemy w relacjach z innymi. Bez lustra, nie ujrzymy brudu na swojej twarzy. Potrzebujemy luster w postaci innych ludzi, którzy ukażą nam jak na dłoni wszystkie nasze bolesne słabości. Dlatego droga ta nie jest łatwa i wielu odpada, ponieważ w pewnym momencie włącza się narcystyczny mechanizm obronny., który sprawia, że winni są wszyscy naokoło a nie my sami. Tu zresztą nie chodzi o "WINĘ" a o PRZYCZYNĘ.

Chrystus powiedział: „Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20).

Patrząc na obraz kościoła katolickiego, możemy zapytać: "no i gdzie ten żywy Chrystus? gdzie te wzniosłe ideały o miłości bliźniego, skromności, pokorze?"
Widzimy obłudę, wykorzystywanie innych, skrajne, potworne nadużycia. Czy to jest ten Chrystus obecny "pośród"? Historia pokazała nam, że na Ziemi pojawiła się niezliczona ilość wypaczonych religijnych instytucji, prowadzących do zniewolenia, prowadzących na manowce.
Dlaczego więc mamy ufać kolejnej, dlaczego się z nią łączyć, wiązać? Czy znowu mamy oddawać swoją energię jakiemuś potworowi, wampirycznemu egregorowi?

W obecnych czasach, świat na zewnątrz nas, pełen jest potężnych zniewalających sił. Jest to cała machina zniewolenia, począwszy od systemów edukacji, opieki zdrowotnej, prawa, skończywszy na niematerialnych, potężnych mocach, które trzymają nas w garści. Istnieją technologie sterowania naszym nastrojem, hormonami, sposobem myślenia, mechanizmami zachowań międzyludzkich, wzorcami postępowania, celami życiowymi, pragnieniami. To wszystko bez przerwy sączy się w nasze umysły. Niewidzialne programowanie, niewidzialny atak na czakry, na umysł, na serce, na świadomość na zdrowie. Wróg obecny jest na zewnątrz i wewnątrz nas. Kontroli podlegają bez przerwy nasze umysły. Stymulowani jesteśmy do produkowania myśli o określonej częstotliwości, a gdy je wytworzymy, obecne są one w naszej przestrzeni i nas ciągle nękają. Atmosfera na zewnątrz jest gęsta jak smoła, zanieczyszczona, pełna pułapek. Podlegamy ciągłej manipulacji i praniu mózgu. Nawet nie wiemy, jak wiele z wygłaszanych przez nas "wolnościowych haseł" jest programem wykreowanym przez kogoś, żeby nas zapędzać w kozi róg zapętlenia.

W dzisiejszych czasach jednostka, która myśli, że "da radę sama", jest jak  jagnię, które weszło do lasu pełnego wilków. Czy zastraszam teraz? Czy przekazuję przekłamany i jednostronny obraz rzeczywistości, żeby coś dla siebie ugrać? Rozstrzygnij to w swoim sercu.

Potrzebna jest grupowa jedność, bo w grupie jest siła. W grupie wytwarza się potężne pole magnetyczne, pełne Światła, pełne wszelkich informacji. Odpowiednia grupa ludzi, podpięta pod jarzmo Chrystusa, Chrystusowej Świadomości, Chrystusowej Miłości, jest siłą nie do pokonania. Wytwarza się potężna moc, która tworzy tu na Ziemi azyl, parasol ochronny, windę do nieba. Wibracje stają się tak wysokie, że żadne niskie byty nie mają dostępu. Nie jest to idylliczny raj, ponieważ to jest Szkoła i Uczniowie osadzeni w realiach dualnego świata. Uczniowie nie są idealni,podlegają ciągłej nauce, ciągłemu szlifowaniu przez Światło Życia, Światło Pola. Światło demaskuje, ukazuje prawdę. Są więc bolesne chwile, chwile potężnego cierpienia, które ledwie można znieść. Nie można się oszukiwać, że Szkoła to sielanka. Jednak ponieważ są w niej odważni ludzie, dla których Prawda ważniejsza
jest od wygody myślenia o sobie, że jest się ideałem, ta Prawda jest ciągle żywa i obecna. Jest to rzeczywiste, żywe zgromadzenie się "w imię Chrystusa" a nie w imię własnego ego.

Pole podłączone jest pod Braterstwo Shambalah, potężne Braterstwo Światła. Pole wyciąga w górę. Nasza świadomość wypełnia się Światłem, które pracujący nad sobą uczniowie wykrzesali z własnych Serc. Światło też ciągle napływa do nas od Braterstwa, Światło to informacja. W Polu znajdują się informacje, jak poradzić sobie ze wszystkimi swoimi problemami wewnętrznymi. To Światło przyspiesza nasz rozwój. Kto ma odwagę wystawić się na Światło Prawdy o sobie? Bez upiększeń... Naga prawda.

Nauka Powszechna
Szkoła Duchowa Złotego Różokrzyża głosi Naukę Powszechną. Jest to szkoła wewnętrznego chrześcijaństwa, gnozy, poznania. Steiner napisał, że dla
nas ludzi Zachodu, ścieżka chrześcijańska (lecz tego prawdziwego misteryjnego, wyzwalającego, wewnętrznego chrześcijaństwa) jest najbardziej właściwa. Nie przez przypadek rodzimy się w danym miejscu na Ziemi. 
Sformułowanie "Nauka Powszechna" oznacza, że Szkoła niesie z sobą Prawdę Miłości, która obecna była we wszystkich wielkich duchowych nurtach świata. 
Prawdę tę znajdziemy u Kriszny, Buddy, Zaratustry, Pitagorasa, Platona, itd. Te nurty się wzajemnie uzupełniają. Pisma mędrców różnych dróg są jak ziarna Światła, które wpadają w żyzną glebę naszych umysłów i serc. Są jarzmem, które sprawia, że nie upadamy. Poddajemy się zewnętrznej chrześcijańskiej (i znowu, nie mylić z kościołem) szacie, używamy określonych słów i metod postępowania, które zostały przez wieki wypracowane i odebrane od Wyższej Siły przez stojących w Świetle uczniów. Mamy narzędzia prowadzące do przemiany całego systemu i doprowadzenia go do pierwotnej doskonałości.I cały czas sprawdzamy i potwierdzamy sobą, czy ta droga ma w sobie Prawdę. Jesteśmy czujni, uważni. Słuchamy serca. Cały czas jesteśmy sprawdzani przez czułe ciało grupy. Jeżeli odbija nam palma, zaraz otrzymamy z zewnątrz sygnały, które pomogą nam to zobaczyć. Tak, jak to się działo kiedyś w szkole. Z tym, że tu nie ma zewnętrznych, formalnych nauczycieli.

Nasza droga prowadzi nas w głąb. Mamy tu stopnie, prowadzące wzwyż, jednak nie ma zewnętrznego zniewolenia czy chorej kontroli. Każdy sam nakłada na siebie jarzmo postępowania w zgodzie ze Światłem. I to Światło nas prowadzi. Nikt tu nikogo nie rozlicza. Wszystko płynie naturalnie, oczyszczanie staje się czymś, co jest naturalną koleją rzeczy, gdy człowiek spotyka się z drugim człowiekiem. I ciągle jest dbałość o to, by być w Miłości, mimo wszystko. 
Jest to tu, na Ziemi możliwe. Możliwa jest taka wspólnota. W tej wspólnocie, każdy stanowi komórkę jednego organizmu i każdy wystawia się ciągle na Światło wewnętrznego Słońca jak i zewnętrznego Słońca, które jest obecne w polu, jako Serce całej naszej Grupy. Żywe, bijące, oddane, świetliste, czujące, szczere, mądre Serce.

Jedność Grupowa
Aby możliwa była harmonijna współpraca z grupą, konieczna jest jedność obecna w naszym wnętrzu. Co to znaczy? To znaczy, że cała nasza istota musi dążyć do jednego celu. Nie może być tak, że co innego się myśli, co innego czuje, co innego robi i mówi. Ciągła praca nad sobą prowadzi do okiełznania własnych instynktów, rozświetlenia cieni, usunięcia wewnętrznych przeszkód, programów, przekonań, nawyków. Prostujemy wewnętrzną ścieżkę. Ma być prosta, jasna, przejrzysta, jak promień Słońca.
Bez meandrów, kluczenia, zagmatwania, plątaniny kłamstw, ciemnych zakamarków. Człowiek, który jest takim promieniem, oświetla sobą przestrzeń na zewnątrz i całe jego życie pełne jest Światła.

Dlatego, jeżeli na zewnątrz pojawia się dysharmonia, jest to zawsze obraz obecnego w nas cienia. Mamy w sobie obecnych wszystkich ludzi. Wejście w relację z osobą na zewnątrz, jest wejściem w kontakt z jakimś aspektem samego siebie. Tworzymy tu konstelacje i układy, które są odzwierciedleniem naszego wnętrza.

Droga polega na uporządkowaniu tych aspektów w sobie a nie na zewnątrz. Owszem, na zewnątrz potrzeba jest często zadziałać porządkująco.. To działanie
jednak nie oznacza, że mamy we wnętrzu trzymać urazę do kogoś. Ta osoba przyszła bowiem jako lustro tego, jak sami traktujemy siebie, jak traktujemy innych, jakie mamy zapisy. Ścieżka jest raz łatwa i przyjemna, raz bolesna i trudna. Cierpienie jest konieczne tutaj, jest nieodłączną częścią naszego istnienia. My mamy łagodzić ból czyjś, swój ale nie usuwać go całkiem, ponieważ on jest tym narzędziem, które jest tu niezbędne. Ból jest nieodłącznym składnikiem wpisanym w ten świat. Nie uciekniemy od niego, ani jak będziemy samodzielnie kroczyć drogą ani jak będziemy w grupie. Trzeba to zaakceptować i poddać mu się, bo niesie z sobą wyzwolenie. Najpierw boli, a potem okazuje się że ta cała sytuacja wyszła nam na dobre. Pojawia się ulga, coraz więcej wolności. Co nie znaczy, że mamy celowo, sadystycznie ranić siebie nawzajem i walić w czułe punkty, bo "jesteśmy dla siebie lustrami i nauczycielamii". Mamy od tego siebie nawzajem, żeby coś sobie pokazać, zmienić
to, co trzeba i iść dalej w zgodzie, szacunku i miłości. Uczymy się dawania i brania w równowadze, uczymy się, że jesteśmy jednością, że nie mogę tylko brać, ani tylko dawać, że nie mogę się ani wywyższać, ani poniżać, że nie jestem ani lepszy ani gorszy, ani mniej potrzebny niż inni, ani bardziej. Każdy niesie w sobie dar. Nasz wewnętrzny wszechświat jest przestrzenią pełną darów.

Nikt na zewnątrz nie może zrobić nam nic, czego sami byśmy sobie lub innym nie zrobili. Ta Prawda nas prowadzi i wyzwoli. Chrystus przez Jezusa powiedział:
"Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali." Dlatego nasze wewnętrzne królestwo nie może być skłócone. Musimy porządkować swoje wnętrze, wówczas świat na zewnątrz, nasza Duchowa Szkoła będzie królestwem, w którym panuje harmonia i zgoda. To królestwo jak niebiańska arka wznosi ciągle swoje wibracje, aż w końcu będą one tak wysokie, że staną się niedostrzegalne dla gęstego, pogrążonego w iluzji świata. Jednak Bóg nie porzuca dzieła swoich rąk i każdy z nas, jako bodhisattwa, ma i będzie miał zadanie działać dla tego cierpiącego świata a nie zostawić go samemu sobie, żeby cierpiał. Ta solidarność, ta jedność, ta przekraczająca egoizm miłość, która chce objąć WSZYSTKO, jest Boską Rzeczywistością. Bóg jest Miłością. Gnoza jest Miłością. Tao jest Miłością. Dharma jest Miłością. Zazen jest Miłością. I my możemy stać się Miłością, Ścieżką, Prawdą i Życiem jak uwolnimy się od warstw ego i zostanie jedynie Żywy Chrystus, Żywe Światło Miłości

sobota, 10 lutego 2018

Era Wodnika i jej energie


ERA WODNIKA i jej energie

Uranus i Kronos
Uranus był władcą nieba, małżonkiem Gaji. Mit głosi, że gdy ujrzał swoje zdeformowane potomstwo (cyklopów i hekatonchejrów), obrzydzony wepchnął je z powrotem do łona Gai, która go znienawidziła i postanowiła pozbawić władzy. Namówiła do tego najmłodszego syna Uranosa - Kronosa - a następnie dała mu kamienny sierp, którym tytan pozbawił ojca męskości. Z kropli krwi, które upadły na ziemię, powstały trzy boginie zemsty- erynie. Natomiast członek boga, ktory wpadł do oceanu, zapłodnił go i z morskiej piany wyłoniła się Afrodyta. Uranos, umierając przeklął Kronosa, zapowiadając mu, że i jego strąci z piedestału własne dziecko.
Po śmierci Uranosa, nowym królem boskiego panteonu został Kronos. Poślubił on swoją siostrę Reę. Kronos okazał się być dla swych starszych, zdeformowanych braci nie lepszy niż Uranos - uwięził cyklopów i hekatonchejrów w Tartarze. Poza tym, wystraszony przez przekleństwo Uranosa, połykał swoje dzieci tuż po ich narodzinach. Szóstym i ostatnim dzieckiem był Zeus.
Rea ukryła go w grocie, a zamiast niego dała Kronosowi zawinięty w pieluszkę kamień. Kronos połknął go bez zastanowienia. Zeusa wychowywała nimfa Almatea, zamienioną w kozę. Karmiła go ona swym magicznym rogiem, który zawsze pełen był jedzenia. Gdy Zeus dorósł, stanął z ojcem do walki o władzę. Rea podała mężowi środek na wymioty, wtedy zwrócił on pięć dorosłych już bogów: Posejdona, Hadesa, Demeter, Herę i Hestię. Zeus i jego rodzeństwo z pomocą zdradzonych przez Kronos3a cyklopów i hekatonchejrów
zaatakował i pokonał tytanów, a następnie strącił ich wraz z ojcem do Tartaru. Wojna trwała dziesięć lat i nazwana została tytanomachią.
Następnie, Zeus wyciągnął ojca i dał mu we władanie Pola Elizejskie.

Uran i Saturn (Kronos) to dwaj planetarni patroni zodiakalnego Wodnika. Zapoznanie się z ich energiami, pomoże lepiej zrozumieć erę, w której żyjemy i procesy, przez które mamy szansę przejść.

Przytoczony powyżej mit, przybliża nam w symboliczny sposób historię upadku boskiej, niebiańskiej zasady (symbolizowanej przez Urana) w ludzkim mikrokosmosie. Nastąpił on wskutek ziemskich pożądań, symbolizowanych przez zdeformowane potomstwo Gaji, które spowodowały stopniowe zagęszczanie się materialnych ciał człowieka i jego głębokie pogrążenie się w gęstym, fizycznym ciele i świecie. Symbolem procesu krystalizacji, który się w nas dokonał i sprawił, że staliśmy się śmiertelni, jest kamienny sierp Kronosa. Sierpem tym Kronos okaleczył i uśmiercił swojego ojca. Z kropli jego krwi, które zrosiły ziemię, powstały trzy boginie zemsty- erynie. Trzy świątynie ludzkiego ciała: głowa, serce i miednica, opanowane zostały przez niskie, ciężkie energie. Popadliśmy w "świat gniewu".

Jak wynika z wielu podań, na przestrzeni dziejów, człowiek coraz głębiej zanurzał się w zapomnieniu odnośnie swego boskiego pochodzenia i staczał w świat materii. Nauki kabalistyczne na przykład mówią o tym, że nasz świat powstał wskutek inwolucji. Wyższe, eteryczne światy, tzw. sefiry coraz bardziej obniżały swoje wibracje, aż do stanu bardzo powolnego ruchu cząsteczek, jaki obserwujemy obecnie na Ziemi.

Według astrologii, około 9 000 lat przed Chrystusem, nastąpił w świadomości ludzkości ogromny zwrot. Oprócz życia biologicznego, zewnętrznego, na naszej planecie pojawiło się życie wewnętrzne. W eterycznych i astralnych polach ziemi i człowieka zapisane zostało wzniosłe przeznaczenie nasze i naszej planety.
To w tym czasie pojawiły się pierwsze ruchy religijne i rozdział na nauki egzoteryczne, dostępne dla pospólstwa oraz ezoteryczne(misteryjne), do których prawo mieli tylko wtajemniczeni. Bardzo możliwe, że symbolem tego wydarzenia, jest wyłonienie się z morskiej piany Afrodyty, bogini miłości. Powstała ona z "nasienia" niebiańskiego boga, jest emanacją Jego Świętego Tchnienia.

Umierający Uranos zapowiedział Kronosowi, że również on zostanie pozbawiony władzy przez swoje własne dziecko. Tym dzieckiem jest Zeus, który zdradza w tym micie ogromne podobieństwo do Jezusa, czy Horusa. Grotę, w której został wychowany możemy bez trudu porównać z sercem. Obecny w niej Zeus, byłby iskrą ducha, która rozwija się w człowieku niepostrzeżenie, dzięki pomocy energii duchowego braterstwa (koza Almatea i róg obfitości). Interesujący jest wątek kamienia, owiniętego w pieluszki, podanego Kronosowi do połknięcia. Nasuwa się tu skojarzenie z odnalezieniem kamienia filozoficznego, lub z Jezusem, którego nazywano w alchemii "lapis vivus". Dodatkowo ujrzymy tu symbol człowieka janowego, który uśmierca krok po kroku własne skrystalizowane ja (zostaje ono pochłonięte przez Kronosa, boga
śmierci).

W naszym świecie, który jest niedoskonałym odbiciem świata boskiego, królują zniekształcone, zdegenerowane energie m.in. siedmiu astrologicznych planet naszego układu słonecznego. (Astrologia nazywa Słońce i Księżyc planetami).
Istnieją więc święte, czyste, zgodne z boskim planem promieniowania Słońca, Księżyca, Merkurego, Wenus, Marsa, Jowisza i Saturna, a także ich niedoskonałe matriksowe odpowiedniki. Słońce w astrologii symbolizuje naszą własną świadomość. Dopóki nasza uwaga i dążenia, skierowane są na zewnątrz, podlegamy wpływom zdegenerowanych energii planetarnych. Nasze ciała fizyczne i subtelne sterowane są przez nie i przez podległy im zodiak.

Nauki kabalistyczne twierdzą, że zodiak powstał, kiedy sześć dolnych sefirot (wyższych eterycznych światów) -Chesed, Gewura, Tiferet, Necach, Hod i Jesod-rzuciło swe światło na sześć planet: Saturna, Jowisza, Marsa, Wenus, Merkurego i Słońce. Z tego światła narodziło się sześć znaków zodiaku. Samo światło odbite, w drodze powrotnej do sefirot, stworzyło sześć kolejnych znaków.
Te ostatnie ustawiły się względem pierwotnych sześciu w opozycji i tak powstało 12 zodiakalnych pieczęci.

Gdy kierujemy swoją uwagę w kierunku wewnętrznego Słońca, Zeusa, atomu iskry ducha, coraz większy wpływ zaczynają wywierać na nas promieniowania czystych, boskich planet pierwotnego, duchowego świata. Kronos, którego Zeus wyciąga z Tartaru i daje mu we władanie Pola Elizejskie jest wskazaniem na to, że mikrokosmos znalazł się pod panowaniem energii pierwotnego, świętego Saturna.

Saturn

Saturn, jako planeta społeczna, jest symbolem i władcą naszej ziemskiej rzeczywistości i panujących w niej systemów. Jest on bezwzględnym panem karmy, któremu przypisana jest wibracja 8. Jest, jak już wspomnieliśmy, jednym z patronów Wodnika. W micie ukazuje się go, jako pana żywiącego się swoimi dziećmi. Tak jest w istocie. System, w którym żyjemy, eoniczne siły, które nami sterują, żywią się naszymi energiami, a potem, gdy już wyssą z nas wszystkie soki, umieramy i pochłania nas Ziemia.

Saturn jest szóstą planetą układu słonecznego. Znak graficzny szóstki jest odwróceniem dziewiątki. W szóstce, na dole umiejscowione jest kółko, od którego odchodzi w górę "zawijas", symbolizujący spiralę. Jest to symbol faktu, że zwykły, zrodzony z natury człowiek żyje z ziemskich a nie boskich energii, sił, eterów. Prowadzi upadły, nieświęty żywot. Tzw. teorie spiskowe wskazują, że osoby rządzące obecnie światem, uprawiają pewien rodzaj czarno=magicznego kultu Saturna, którego zdegenerowana energia, kojarzona była na przestrzeni wieków z szatanem. Jedną z form kodowania tu przez nie niskich wibracji jest znak szóstki, czyniony poprzez połączenie palca wskazującego i kciuka. Inną- noszenie kapeluszy z dużym rondem, które ma symbolizować saturniczny pierścień. Jeszcze innym, wpisywanie zakamuflowanej liczby 666, będącej liczbą bestii, w logo różnych instytucji, firm i towarów. Nasuwa się tu skojarzenie z trzema opisanymi przed chwilą eryniami. Saturn utrzymuje nas
w więzieniu koła karmy. Gdyby nie pomoc duchowych sił, zostalibyśmy tu na wieki, wtrybieni w potężną zegarową machinę, której zębate kółka ścierają nas na proch.

W dawnej astrologii, Saturn był najdalszą planetą i jego sferę postrzegano jako granicę pomiędzy naszym światem, a sferą gwiazd stałych. Dalej niż Saturn sięgnąć nie można było, a jak wiadomo to, co najbardziej odległe, bywa przerażające. Słońce symbolizowało narodziny i światłość, a
Saturn śmierć i ciemność. Planeta ta niesie z sobą bezwzględność, zimno i bezduszność. Przez tradycję astrologiczną nazywana jest Wielkim Malefikiem.

Jak czytamy na jednym z astrologicznych blogów:
"Pozycja Saturna w horoskopie urodzeniowym pokazuje, gdzie w jakiś sposób czujemy się lub rzeczywiście jesteśmy słabsi, gorsi i nieprzystosowani. Właśnie z tego powodu na to miejsce zwracamy uwagę, ponieważ pod plasterkiem z napisem „Saturn” ukrywają się przez całe lata jątrzące się rany. Saturn nas dołuje. Odbiera radość życia. Sprawia, że wszystko wydaje się ciężkie, poważne i strasznie serio. Staje się czarne i białe, a najczęściej szare. (…)
wszystko staje się trudnym obowiązkiem, z którego zostaniemy kiedyś rozliczeni. Pod wpływem Saturna myślimy nie o radościach, tylko o trudach i zgryzotach. Saturn usztywnia, jest wrogiem nowości, dziania się, ruchu i tańca." Jest symbolem skostniałego, lodowatego serca, nieczułości i struktur. Jego dążenia oscylują wokół budowania zachowawczych systemów. Jest on zwolennikiem wszystkiego, co bezpieczne, tradycyjne, stabilne i dogmatyczne. Jego tranzyty można porównać do urzędu skarbowego, który po latach domaga się od nas jakiegoś dokumentu i wlepia horrendalną karę za niedopatrzenie jakiejś biurokratycznej powinności. Saturn nas dołuje, wbija w ziemię,
powoduje depresję i melancholię. Odbiera radość życia i zmienia często w skostniałych moralistów. Jest bardzo zasadniczy i nieelastyczny. Jego ambicją jest władza i kariera.

Jak to się więc dzieje więc, że ten malefik jest patronem niosącego wolność Wodnika?

Po pierwsze, Saturn, oprócz tych wszystkich wymienionych ciężkich cech, posiada również zalety. Daje lojalność, wytrwałość w dążeniu do celu, pracowitość i solidność. Niesie wierność zasadom i konsekwencję. Jako patron naszego ładu ratunkowego, poprzez ciosy od losu, uczy nas, co jest dobre, a co złe.

Drugą sprawą jest fakt, że człowiek, który wkracza na duchową ścieżkę, musi jak Zeus, dokonać obalenia swojego własnego, wewnętrznego Kronosa.
Obecna w nim iskra ducha ma za zadanie uwolnienie się od ziemskich dążeń i przywiązań, porzucenie tego, co skostniałe, stare, znane i bezpieczne i ukierunkowanie się na Żar Duchowego Słońca. Pokonanie Kronosa wiąże się z uwalnianiem się od samo0utwierdzania i krystalizacji. Zeus uderza swym piorunem w zbudowane przez nas twierdze nawyków, w których się okopaliśmy i pomaga nam wyjść ze skostniałego, bezdusznego sposobu myślenia.

Gdy podążamy ścieżką rozwoju wewnętrznego, zaczyna mieć na nas wpływ energia pierwotnego Saturna, która jak śmierć z kosą, prowadzi nas na drodze uśmiercania własnego "ja." Przejście przez bramę Saturna, oznacza zakończony proces transfiguracji, w którym po przejściu przez 7 bram, siedmiu wtajemniczeń, wkraczamy w wyższą rzeczywistość, szósta przestrzeń kosmiczną.

Drugim patronem Wodnika jest Uran. Czytamy o nim:

"W „Astrologicznym przewodniku ku samoświadomości” Donna Cunningham napisała, że fizyczne cechy oraz dzieje danej planety odzwierciedlają przypisywane im znaczenie astrologiczne. To spostrzeżenie sprawiło, że odtąd wszelkie informacje, jakie docierają do mnie na tematy astronomiczne, niemal automatycznie odnoszę do astrologii. Rezultaty są bardzo inspirujące. Przykładem niech będzie Uran, władca Wodnika. Jest to planeta oznaczająca w astrologii pierwiastek odmienności i indywidualizmu, połączonego z buntem przeciwko normom, w których człowiekowi przyszło żyć. Jak pisze Cunningham:

Być może ludzie uraniczni nie zaczynają od buntu, ale od odmienności. Jak ich ustawiony bokiem planetarny władca, tak i ich spojrzenie na życie, idee, pragnienia i zachowanie nie pasują do ustalonego schematu. Kiedy zatem ich nieprzystosowanie wywołuje ucisk i ostracyzm społeczny, zachowanie nabiera tonu buntu i tak też zostaje uwiecznione. Radykalizacja może stanowić po części samoobronę, gdy osoby tego typu występować muszą o swe prawo do odmienności, a częściowo wyraz złości na społeczeństwo, próbujące wymusić na nich dopasowanie się do formy, pozbawionej rysu indywidualności.

I rzeczywiście, jakości te daje się łatwo zauważyć w cechach fizycznych Urana, który nie tylko obraca się w kierunku przeciwnym, niż pozostałe planety Układu
Słonecznego, ale jeszcze jego oś obrotu nachylona jest do płaszczyzny orbity po kątem około 90 stopni. Czyli mało, że „sam w sobie” jest inny, niż pozostałe planety, to jeszcze wśród tych innych planet porusza się zupełnie inaczej, niż nakazuje „obowiązująca reguła”. Również człowiek, w którego horoskopie silnie zaznaczone są wpływy Urana (bądź Wodnika) może być opisany podobnie.

Choć niektórzy silniej od innych odczuwają swoją tożsamość jako „uraniczną”, odmienną, to jednak wszyscy mamy w swoich horoskopach wpływy tej planety, więc potęga tych energii może pojawić się w życiu praktycznie każdego. Odczuwalne i widoczne stają się one choćby podczas tranzytów Urana przez planety osobiste, a szczególnie Słońce, które jest przecież naszym Wewnętrznym Ja, poczuciem siebie i własnej wartości, jako jednostki. Kiedy zaczyna „mieszać się” w to Uran, zaczyna zachodzić w nas gwałtowna transformacja. Zaczynamy nie tyle „zmieniać się” (choć tak może być to postrzegane z zewnątrz), co raczej „przekształcać się”, w większym stopniu stawać się sobą, a przy tym domagać się od innych uznania naszego prawa do odrębności i tego, kim jesteśmy i kim się czujemy.

Niedawno na kanale Discovery natknąłem się na fragment programu astronomicznego, który poświęcony był właśnie Uranowi. Okazuje się, że istnieje hipoteza, powstała na podstawie informacji dostarczonych przez sondę Voyager 2, według której, w okresie kiedy tworzył się Układ Słoneczny, Uran zderzył się z planetą zymalem (jest to bryła pierwotnej materii), w wyniku czego jego struktura uległa dosłownie rozbiciu. Można powiedzieć, że rozleciał się na kawałki. Jednak silne przyciąganie jądra planety sprawiło, że Uran uległ ponownemu scaleniu. Pozostałością po tym zdarzeniu są otaczające go odtąd, słabo widoczne pierścienie. Oprócz zmiany struktury, Uran doświadczył też wtedy zmiany swej orbity.

Jakie znaczenie może mieć to zdarzenie dla symboliki Urana w astrologii? Być może jest ono dla nas wskazówką, pozwalającą nam lepiej zrozumieć naturę transformacji uranicznej. Co dzieje się z nami, kiedy „uderza” w nas coś potężnego, co sprawia, że nasze dotychczasowe struktury nie są w stanie wytrzymać nacisku? Czasem to „zderzenie” ma charakter dosłowny, jak np. wypadek, czasem zaś przybiera ono postać bardziej metaforyczną, jak np. rozwód czy utrata pracy, jednak zawsze skutki
wewnętrzne są dla nas takie same. Pod wpływem kryzysu rozpadamy się, jak Uran. Czasem może wydawać nam się, że to już koniec, że coś lub ktoś nas pokonał i że już nigdy się nie pozbieramy. A jednak na przykładzie Urana widzimy, że jest to możliwe – ta planeta zdołała „pozbierać się” i to dosłownie. Czynnikiem, który to umożliwił, było jądro planety, symbolicznie będące tą najgłębszą, najgęstszą i niepodzielną cząstką nas samych: czystą esencją Ja, którą można określić jako Świadomość." Czyż to jądro nie przypomina nam atomu iskry ducha? "Być może, paradoksalnie, podczas kryzysu, w jego drugiej fazie, świadomość zyskuje większą przestrzeń i dystans do struktury, której jest częścią. Możemy wtedy wyraźniej odczuć, czym lub kim jesteśmy w swej istocie, a co jest lub było „dodatkiem” do niej, składającym się z różnych uwarunkowań społeczno- kulturowych, a także osobistych oczekiwań, potrzeb, nawyków, nadziei, lęków i złudzeń. Świadomość jawi się tu zatem jako jedyna prawdziwa i niezmienna siła wewnętrzna, zdolna jednoczyć i utrzymać w całości nasze istnienie. Czy bez niej ponowne scalenie po okresie kryzysu byłoby możliwe? Oczywiście, po tego rodzaju rekonstrukcji nic nie
jest już takie, jak wcześniej, mimo, że wciąż składa się z tych samych elementów. Mówiąc bardziej obrazowo, to te same klocki, ale inaczej poukładane. Kryzys daje nam zatem szansę na stanie się bardziej świadomym własnej indywidualności, (czy może prawdziwej jaźni) i prawa do korzystania z niej."

Co ciekawe, pozostałością po wspomnianej kolizji Urana są jego pierścienie, które możemy przyrównać do szaty nowej duszy, którą zaczynamy tkać.

Z powyższych opisów dwóch wodnikowych energii widzimy, że zarówno jedna planeta, jak i druga niesie z sobą bardzo mocne doświadczenia życiowe, które powodują potężne przemiany i transformację. W Biblii znajdujemy aluzję do nich, m.in. w Kazaniu na Górze, zwłaszcza we fragmencie: "Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące!
Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie. "

I w Apokalipsie św. Jana: "Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie?
Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.
A do anioła zboru w Sardes napisz: To mówi ten, który ma siedem duchów Bożych i siedem gwiazd: ‚Znam twoje uczynki — masz imię, że żyjesz, ale jesteś martwy. Stań się czujny i umocnij to, co pozostało, a było bliskie śmierci, bo nie stwierdziłem, by twe uczynki były w pełni dokonane przed moim Bogiem. Stale więc pomnij na to, jak otrzymałeś i jak usłyszałeś, i wciąż tego strzeż, i okaż skruchę.Jeżeli się nie zbudzisz, z pewnością przyjdę jak złodziej i wcale nie
będziesz wiedział, o której godzinie cię najdę. (...)

"Znam twoje uczynki, wiem, że nie jesteś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący." (...)
„‚Ja wszystkich, których kocham, tych smagam i karcę. Bądź więc gorliwy i okaż skruchę."

Powyższe biblijne fragmenty wskazują na konieczność zachowania pokory wobec trudności, które nas spotkają. Są to uderzenia płynące od Boga, który bardzo często posługuje się w tym celu ludźmi. Na tej ścieżce uczymy się, że wszystko, co nam się wali w życiu, służy wyzwoleniu nas z martwego świata iluzji-"masz imię, że żyjesz, ale jesteś martwy". Dlatego mamy nie sprzeciwiać się złu i miłować tych, którzy jawią się jako nasi wrogowie, oni bowiem ukazują nam nasz cień i zmuszają do transformacji tego, co w nas nieuzdrowione. Miłość i wdzięczność obecne w nas w trudnych sytuacjach, umiejętność ujrzenia przyjaciela w tym, kto pozornie przychodzi jako wróg, pomaga nam uwolnić się od zewnętrznych uwarunkowań i osiągnąć wewnętrzny (s)pokój. Ważne, by nie trzymać urazy w sercu. Aktywność ta jest bardzo saturniczna, uwsteczniająca. Sprawia, że wciąż żyjemy przeszłością, zamiast poddać się temu, co przynosi los. Życie ciągle przez nas przepływa, cały czas napływa nowy jego strumień.
Po co więc trzymać się chwili, która minęła? Przypomina to sytuację żony Lota, która obracając się wstecz, zamieniła się w słup soli- skrystalizowała się.

W niezwykle interesujący sposób interpretuje Apokalipsę św. Jana, Omraam Mikhael Aivanhov, w swej książce "Niebiańskie Miasto". Zajmimy się fragmentem
"Znam twoje uczynki, wiem, że nie jesteś ani zimny, ani gorący. Obyś był zimny albo gorący. A tak żeś ani zimny, ani gorący, wypluję cię z ust moich" (...)
„Ja wszystkich, których kocham, tych smagam i karcę. Bądź więc gorliwy i okaż skruchę."

O. Aivanhov pisze o tym w ten sposób: "Jest ciepło, które pochodzi ze Słońca i inne, które pochodzi z Marsa. Jest zimno, które pochodzi z Saturna, i inne,
które pochodzi z Ziemi. Słońce reprezentuje ogień ożywiający a Mars, ogień emocji, który wszystko niszczy. Saturn reprezentuje zimno inteligencji, mądrości
a Ziemia zimno oddzielenia życia od śmierci. Zimno jest więc reprezentowane przez Saturna i Ziemię, ciepło przez Marsa i Słońce, to co letnie zaś reprezentuje
Księżyc. Rzeczywiście wszystko, co pochodzi od Księżyca jest niewyraźne, mdłe, chore, a ludzie, którzy znajdują się pod jego wpływem, są gnuśni, niezdecydowani, niepewni, nieokreśleni. Nie należy pozostawać pod wpływem tej letniości, lecz pracować, aby się ogrzać lub ochłodzić. Aby się ochłodzić, trzeba wspiąć się na szczyty, to znaczy rozmyślać, medytować. Aby zaś się rozgrzać należy wejść w dolinę, w pobliże ludzkich braci i sióstr. Poprzez mądrość ochładzamy się, a przez miłość ogrzewamy". (...)

Aivanhov pisze również o osiach zodiakalnych opozycji: baran-waga, byk-skorpion, bliźnięta-strzlec, rak-koziorożec, lew- wodnik, panna- ryby.
Powyższy biblijny cytat ineterpretuje, kojarząc go z zodiakalną opozycją "lew- wodnik". Cytat: "Lew jest znakiem ognia, Słońce ma tam swój dom. (...)
Lew reprezentuje serce, które ma związek z ciepłem, krwią, życiem. Jest to serce kosmiczne, serce Boga, z którego wywodzą się wszystkie istoty we
wszechświecie (...) Na drugim końcu osi, występuje Wodnik, który jest rządzony przez Satruna. Wodnik króluje w zimie. Wodnik jest reprezentowany przez starca, Satura. Patronem Wodnika jest również Uran, który posiada mądrość i symbolicznie wylewa żywą wodę na wszystkie stworzenia. Dwoma biegunami osi są miłość i mądrość, ciepło dolin i zimno szczytów" (...)
"W starożytnych wtajemniczeniach, Uran był reprezentowany przez symbol oka unoszącego się nad oceanem. (...) Tak więc Słońce przynosi nam życie, miłość. Saturn przynosi mądrość, aby nas przyodziać, Uran pozwala nam widzieć prawdę"

„Ja wszystkich, których kocham (lew), tych smagam i karcę (wodnik)." Ten, który kocha to Słońce, które ma swój dom w lwie, a ten, który karci to Saturn i Uran,
który sprowadza wielkie wstrząsy. Dom obywdu jest w Wodniku. Kiedy więc widzimy nadchodzące kary Saturna, wiedzmy, że to Bóg, który się przez niego manifestuje"

"Chrystus jest symbolicznie Słońcem, sercem, które przelewa swą krew, swą miłość na cały wszechświat. Ten więc, kto zwycięży nienawiść i śmierć (zimno wewnętrzne), będzie sprawował władzę na tronie Boga". I ta transformacja poprzez mocne i niełatwe doświadczenia straty, bólu i cierpienia, prowadzić nas będzie do Boskiej Miłości, do Duchowego Słońca. Na tym polega piękno Ery Wodnika.

Era Wodnika
Po 26 000 lat, ponownie wkraczamy w Erę Wodnika. Era, w której żyjemy jest nazywana czasem żniw. (Znajdujemy tu znowu odniesienie do opozycji: Słońce- Saturn i do sierpa, którym zabito Urana.c Sierp i żniwa to domena czasu, w którym rządzi zodiakalny lew). W Erze Wodnika, ludzkość poddana zostaje działaniu nowego pola promieniowania kosmicznego, dzięki czemu mnóstwo dojrzałych mikrokosmosów może dostosować do niego swoje wibracje i wznieść się na zupełnie nowy poziom istnienia. Ziarno Chrystusowe wydało plon.

Wylewana z dzbana przez Wodnika woda życia chce nas oczyścić i uświęcić. Oczyszczenie odbywa się przez uwolnienie się człowieka od związków z materialnym światem- jego mentalności, iluzjami, emocjami, przywiązaniami, pożądaniami i ambicjami. Uświęcenie natomiast polega na dostosowaniu swojego życia do głosu, który przemawia do nas w sercu i nakierowuje na proces potężnych przemian całej naszej istoty.

Wodnik jako jedenasta konstelacja zodiaku, jest pierwszą i jedyną, symbolizującą duchowe mistrzostwo. Jest znakiem związanym z mistyczną śmiercią i oddaniem swojego ja wyższej Istocie. Reprezentuje związek pomiędzy mikro- i makrokosmosem i gotowość, żeby sobą odzwierciedlić hermetyczne hasło: "jak na górze, tak na dole", czego obrazem są dwie jedynki wchodzące w skład jedenastki.

Wodnik należy do trygonu powietrza, symbolizującego wzniosłe dążenie duszy człowieka. Do trygonu tego należą: gwiazdozbiór bliźniąt, wagi
i wodnika. Ukierunkowany na zachód- zachód Słońca, trygon ten zapowiada, następujący po ciemnej nocy duszy, nowy świt, Jutrzenkę, nadejście nowego dnia, czyli nowego stadium rozwoju duchowego.

Poprzez
1) wszechstronną wiedzę bliźniąt (natchnionych nowym Merkurym) o dualnym świecie i podwójności własnej istoty, skupienie się na tym, co boskie, oczyszczenie ciała myślowego i wypracowanie nowego myślenia,
2) wzbogacenie miłością znaku wagi (nowa Wenus) i doprowadzenie do równowagi uczuć, myśli i woli, osiągnięcie wewnętrznej harmonii i jednoznacznego ukierunkowania,
3)może wodnik rozpocząć saturniczno- uraniczną ścieżkę krzyżowania własnego "ja". Przechodząc w znak ryb- całkowitego poświęcenia samego siebie, może powitać nowe (Duchowe) Słońce, które jest wywyższone w marcowym znaku barana.

Widzimy więc, że wszystko, co się obecnie dzieje, zapowiadane było już dawno, dawno temu. W którąkolwiek stronę spojrzymy, jakiekolwiek stare, ezoteryczne
pisma weźmiemy do ręki, wszędzie natrafimy na tę samą prawdę o wielkim alchemicznym misterium przemiany. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak tylko wsłuchać się w głos serca i wejść na świętą ścieżkę przemiany, by w tych niezwykłych czasach nieazać si okę letnim.

sobota, 3 lutego 2018

Lutowe Energie


LUTOWE ENERGIE

Wejście do Świątyni Cienia

Na początku Księgi Rodzaju mowa jest o tym, że pierwsi ludzie: Adam i EWa po skosztowaniu owoców z zakazanego Drzewa Poznania Dobra i Zła, zostali wygnani z raju. W ten symboliczny sposób Biblia mówi nam, że związaliśmy się ze światem, w którym panuje polaryzacja, dualizm.

Biblijna historia pokrywa się z dialogiem "Pymander" z Corpus Hermeticum. Dowiadujemy się z niego o stworzonym przez Boga Duchu ognia i oddechu (Demiurgu), który wydał z siebie siedmiu Rządców otaczających swymi kręgami świat zmysłowy, który zarządzany jest przez Prawo Przeznaczenia.

Słowo Boga szybko wycofało się z niższych żywiołów do czystego obszaru natury i połączyło z Demiurgiem. Niższe żywioły natury zostały pozostawione samym sobie oraz pozbawione rozsądku, wskutek czego nie były niczym innym, jak tylko materią. Następnie Demiurg stworzył człowieka, który przeszedłszy przez siedem kręgów, otrzymał moc wszystkich siedmiu Rządców.

Gdy pierwotny człowiek, który posiadał w sobie Słowo i pozbawiona Logosu natura spojrzeli na siebie, zakochali się w sobie nawzajem. Powstał pomiędzy nimi potężny żar namiętności. Boska świadomość stopiła się z pozbawioną Słowa, Światła Wiedzy dualną materią. Owoc z Drzewa Poznania Dobrego i Złego został skonsumowany. Człowiek popadł w dualny świat, został schwytany w pułapkę ciała.  "Dlatego ze wszystkich stworzeń w naturze jako jedyny jest podwójny- śmiertelny według ciała, podlegający Przeznaczeniu i nieśmiertelny według istoty prawdziwego  człowieka".

Z tej nieśmiertelnej istoty prawdziwego człowieka pozostał w nas zaledwie jeden atom znajdujący się w sercu. Z tego atomu, nazywanego między innymi Ziarnem Siewnym Chrystusa, odtworzyć możemy całą pierwotną, wspaniałą ludzką postać. Można więc powiedzieć, że jesteśmy podwójnie spolaryzowani: podlegamy bowiem ziemskiemu dobru i złu, wpisanemu w ciemną, pozbawioną Słowa materię. Nawet to, co tu uważamy za dobro jest swego rodzaju ciemnością. I w kontraście do tego, istnieje w nas jeden atom pełen Pierwotnego Blasku, przy którym ziemski dualizm jawi się jako ciemność, zło i brak.

Energie lutego konfrontują nas z tymi dwiema polaryzacjami. Można je w skrócie opisać jako konfrontację Światła z ciemnością, Miłości z lękiem, Dobra ze Złem.

EGO

Upadek w materię sprawił, że w miejsce poczucia jedności z wszystkim, co istnieje, pojawiła się w nas egocentryczna, egoistyczna, utożsamiająca się z ciałem. mająca poczucie własnej odrębności świadomość "ja", zwana "EGO". Energią, która je tworzy jest lęk. Gdzieś na podświadomym poziomie, ego zdaje sobie sprawę, że jest przemijalne, tymczasowe i nietrwałe. Robi więc wszystko, by zyskać siłę i moc, która ma zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa. Na duchowej ścieżce dążymy do rozpuszczenia Ego Światłem Miłości, by odnowić połączenie z Duchem, z Bogiem i wszystkim, co istnieje.

Człowiek ma w swoim ciele trzy główne centra, nazywane również trzema świątyniami, bądź przybytkami.Te centra to: głowa, serce i ręce. Głowa powiązana jest z myśleniem, mądrością, zasadą męską. Serce wiąże się z odczuwaniem, miłością, zasadą żeńską. Natomiast ręce to domena woli, działania, lecz także przyjmowania i dawania. I tutaj prawa ręka, jako dająca- aktywna, uznawana jest za spolaryzowaną dodatnio (męsko) a lewa jako przyjmująca, za spolaryzowaną ujemnie- żeńsko.

Z tymi trzema świątyniami wiążą się trzy główne potrzeby EGO, których rozpoznanie jest kluczowe w procesie uwalniania się od naszej fałszywej tożsamości.  Ego rozpuszczane jest bowiem poprzez samopoznanie. Eksplorując siebie, rozświetlając swe wnętrze światłem wiedzy, stopniowo rezygnujemy z pewnych postaw  i zastępujemy je innymi.

Trzy główne potrzeby EGO to kolejno: potrzeba osądzania, potrzeba zyskania uznania i potrzeba sprawowania kontroli.

Potrzeba Osądzania
Potrzeba osądzania związana jest z naszym centrum głowy i myśleniem. Przez osąd rozumiemy tu zawężone, pejoratywne wydawanie opinii dotyczących siebie,  innych ludzi lub sytuacji. Ego uwielbia oceniać i osądzać, ponieważ to daje mu poczucie wyższości i przewagi. Osąd sprawia, że odcinamy się mentalnie od ocenianego aspektu i mamy poczucie, że dany problem nas nie dotyczy. To podejście jest niestety niezwykle obłudne, mimo iż nie uświadamiamy sobie tego najczęściej. Osąd świadczy bowiem o tym, że dany aspekt jest w nas nierozświetlony. Często działa tu mechanizm projekcji, gdy rzutujemy na innych swój nieuzdrowiony cień. Gdy zatem mamy z kimś problem, warto spytać samego siebie, jakie cechy które ma ten człowiek nas wkurzają i dlaczego. Możemy je sobie nawet spisać na kartce. A potem zastanowić się głęboko, czy te cechy nie należą aby do nas samych. Gdy dany aspekt jest w nas rozświetlony, kontakt z czyimś cieniem nie jest dla nas problemem.
Potrafimy spojrzeć na niego ze zrozumieniem, ponieważ rozjaśniliśmy go w sobie światłem zrozumienia. Ego osądzając imituje rzeczywistą moc, płynącą z rozpuszczenia danej wady. Rozświetlając dany aspekt, zyskujemy psychiczną siłę. Nierozświetlone Ego natomiast nie czuje się pewnie, więc  aby poczuć się bezpiecznie i  po królewsku, feruje wyroki.

Potrzeba Uznania
Potrzeba uznania wiąże się z sercem. Całe nasze ciało potrzebuje miłości, ale serce jako jej ośrodek- najbardziej. Potrzeba uznania jest dla nas naturalna. Uznanie jest bowiem formą miłości i poczucia, że jesteśmy chciani oraz bezpieczni. W procesie rozpuszczania EGO jednak, staramy się coraz bardziej uwalniać od zewnętrznego uwarunkowania; uniezależniać od opinii otoczenia, od jego łaski i niełaski. Potrzeba uznania może objawiać się albo jako chęć dominacji (jestem najlepszy), albo jako dowartościowanie się i kompensacja niskiego poczucia własnej wartości. W pierwszym przypadku dotyczyć będzie energii męskiej w nas, w drugim żeńskiej. Gdy wzmacniamy sami siebie od środka, uznając swoją wartość, coraz mniej cierpimy z powodu ewentualnego braku uznania. Nasze przeświadczenie o własnej "wystarczalności" jest bardzo silne i niełatwo je osłabić. Nie od razu rozpuścimy potrzebę uznania (jak i pozostałe dwie). I nie ma co od siebie wymagać od razu doskonałości, ponieważ to jest proces. Warto sprawdzać natomiast, czy potrzeba uznania nie przybrała u nas formy samochwalstwa, lub przeciwnie- nadmiernego, zabiegania o aprobatę, poprzez brak asertywności i usłużność.

Potrzeba Sprawowania Kontroli
Ta ostatnia potrzeba jest albo ukrytą wolą sprawowania władzy, albo może wynikać z wielkiego lęku przed tym, co przyniesie los. Kontrola może przybierać maskę opiekuńczości. Możemy chcieć władać każdym ruchem drugiego człowieka z obawy, że zrobi on coś, co przyniesie nam ból, lub nie zrobi czegoś, co dałoby nam oczekiwane korzyści. Kontrola wiąże się z wymuszaniem, narzucaniem własnej woli, nieliczeniem się z innymi, nadmierną ekspansją własnej osoby, walką. Daje nam poczucie ważności- "jestem tu szefem", albo poczucie bezpieczeństwa, wynikające z faktu, że los nas nie zaskoczy. U podłoża potrzeby kontroli leży lęk przed życiem, brak zaufania. Ograniczone, zawęzone spojrzenie sprawia, iż uważamy, że tylko jeden (nasz)  pogląd, jedno spojrzenie, czy podejście jest słuszne i staramy się je za wszelką cenę, "po trupach" przeforsować. Kontrola blokuje tak potrzebne na Ścieżce Duchowej poddanie się i oddanie swojej woli "Temu Innemu"  w nas, który przemawia w sercu; w ciszy. Gdy próbujemy Bogu lub Prawom Przenaczenia narzucać swoje reguły gry, ściągamy na siebie mściwe cięgi od losu. Gdy próbujemy innym narzucać, jacy mają być i jak się zachowywać, również spotykamy się z oporem i niechęcią. Każdy sam chce decydować o sobie i ma do tego prawo.

INTEGRACJA w Świątyni Cienia
Luty będzie nam pomagał zrozumieć siebie, poznać i rozświetlić. Będzie nam ukazywał nasze ciemne strony i słabości, głównie w relacjach z innymi. Gdy rozwijamy się duchowo, uświadamiamy sobie, jak ważne jest odpowiednie podejście do CIENIA swojego i innych. Najczęściej zakodowaną mamy w sobie postawę pełną walki, zażenowania, nienawiści lub niechęci do ciemnej strony. Możemy jednak podejść do niej inaczej- mianowicie jak do SACRUM. Możemy wejść w relację z tym, co słabe z pełnym szacunkiem i świadomością, że aspekt ten ma swoją MADROŚĆ. Szacunek i ciekawość w miejsce osądu zaoszczędzi nam poczucia winy, zaprzeczania, projekcji, zamiatania pod dywan.
Abyśmy byli w stanie zobaczyć swój cień w pełnej krasie, potrzebujemy dać sobie samemu poczucie bezpieczeństwa i prawo do popełniania błędów. Czasami bardzo boimy  się spojrzeć nieprzyjemnej prawdzie w oczy. Przyczyną może tu być fakt, że będzie się to wiązało z poczuciem odrzucenia, z utratą dobrego zdania o samym sobie i dyskomfortem. Rozpoznanie cienia wiąże się również z koniecznością dokonania zmian, na co nie zawsze mamy ochotę. Jednak, gdy jesteśmy w stanie dać sobie sami  wsparcie i spojrzeć na siebie samego z empatią i ciekawością, rozpoznawanie siebie stanie się naszą pasją.

Mądrość Cienia
Jakaś słabość, wada, "złe" zachowanie zawsze ma swoją logikę i mądrość. Nigdy nie bierze się z niczego. Powstaje najczęściej wskutek traum i dlatego warto o kontakcie z cieniem myśleć jak o wchodzeniu do świątyni. Potrzebna jest tu miłość, uważność i prawda. Potrzebna jest łagodność i delikatność, wewnętrzna cisza i  spokój. I potrzebny absolutny brak osądu dla siebie połączony z szacunkiem.. Dane zachowanie bowiem było potrzebne w określonym czasie i pomagało nam sobie poradzić z jakąś raną. Było  najlepszym, co mogliśmy na danym etapie rozwoju zrobić. Miało zatem swoją mądrość. Teraz natomiast jest przestrzeń do zmiany.

CIEMNA I JASNA STRONA MIŁOŚCI

Gdy podążamy duchową ścieżką, musimy brać pod uwagę rzeczywistość, w jakiej żyjemy. Jako podwójne istoty, które usłyszały w swym sercu zew Światła, dążymy do ideałów. Staramy się więc rozpuścić w sobie to, co egoistyczne, małostkowe, raniące, agresywne, etc. i... potrzebujemy uważać, żeby z tym nie przesadzić. Nie żyjemy w idealnym świecie i nie otaczają nas idealni ludzie. Jeżeli za bardzo będziemy czyścić siebie z wszystkiego, co niemiłe, ostre, egoistyczne, szorstkie, skończymy jak biedny naiwny, "dobry" gołąbek, który dostał się między cwane, krwiożercze kruki i dał im się rozdziobać.  Dlatego musimy mieć świadomość faktu, że istnieje jasna i ciemna strona miłości. Jasna strona miłości, do której dążymy to  jedność, wolność od egocentryzmu, altruizm, kochanie innych. A ciemna strona miłości dotyczy miłości do siebie samego, jako do człowieka, który ma prawo mieć wady. Często mówi się tu o "zdrowym egoizmie".

Potrzebujemy umieć chronić swoje granice, dbać o samych siebie, być stanowczymi, a gdy trzeba- zachować się ostro. Danie sobie prawa do wyrażenia gniewu, sprzeciwu, buntu, gdy nas coś denerwuje, jest zdrowe i pomaga uniknąć fałszywej duchowości. W niej bowiem najważniejsza jest szczerość i prawda. Ego bardzo szybko przylgnie do roli "świętego", czystego, dobrego, miłego i słodkiego. I są ludzie, którzy tylko czekają na takie osoby, uważając ich  za "frajerów" i "jeleni", których można  wykorzystać. Dlatego akceptacja siebie takimi,, jacy jesteśmy teraz, ze swoimi słabościami, cieniem, emocjami, jest konieczna dla duchowego i psychicznego zdrowia. To jest ciemna strona  miłości- miłość do siebie i pozwolenie sobie na bycie sobą ze swoimi wadami i zaletami i stanowczą ochronę swoich granic, gdy jest taka potrzeba. Gdy pozwalamy sobie na  bycie "nieidealnym", dajemy takie prawo również innym. Na duchowej ścieżce, siły Światła będą przy naszej współpracy rozpuszczać ego. My sami jednak ich nie wyprzedzimy. Agape- Boska miłość, do której dążymy przyjdzie we właściwym czasie i stanie się naszą rzeczywistością jako naturalny wynik świętego procesu przemiany.

Potrzebna jest tu ciągła czujność, zwracanie uwagi na to, co się dzieje wokół nas. Ciemna strona miłości jest miłością do siebie samego takim, jakim się jest w tej chwili, bez potrzeby zaspokajania oczekiwań innych, żeby zasłużyć na ich miłość. Jest to jednak, jak nazwa wskazuje "miłość", więc nie będziemy tu celowo atakować innych, wzbudzać w nich poczucia winy, pozwalać sobie na zachowania, które godzą w ich dobro, bo "taki teraz jestem i to w sobie akceptuję". Gdy ktoś nas jednak atakuje, nie musimy udawać bardziej świętych, niż w danej chwili jesteśmy. Ta równowaga musi być, trzeba jej szukać, dążyć do rozpuszczania ego, ale bez samobiczowania się za brak doskonałości. Jest to jedna z mądrości wibracji dwa, związana z drugą czakrą- "Opieka, która jest pozwalaniem sobie i innym na błędy", akceptacją ich.  Jest to przejaw bezwarunkowej miłości. Oczywiście nie chodzi o popełnianie ciągle tych samych błędów, bo to by oznaczało brak rozwoju.

ZŁOTY ŚRODEK

Prawem związanym z lutym jest "Życie w zgodzie z potrzebą" w kontraście do antyprawa- zaspokajania pragnień, chciejstw, wolnej woli, na zasadzie "hulaj dusza,  piekła nie ma". Umiejętność rozróżnienia i rozpoznania, co w danym momencie POTRZEBA zrobić, w odróżnieniu od złudzeń, iluzji, pożądań naszego ego, jest bardzo ważne na ścieżce rozwoju.
Wbrew pozorom, nie zawsze jest to łatwe, czasami bowiem sami nie wiemy, co jest zdrowe w danej sytuacji. Temat zaspokajania potrzeb wiąże się z każdą dziedziną naszego życia. W zasadzie dotyczy każdej chwili naszej egzystencji. Czy to, co robię teraz jest mądre, istotne, potrzebne, właściwe, dobre, konieczne? Czy znajduję się w równowadze? Czy nie popadam w jakieś ekstrema i skrajności?
Prawo Potrzeby zahacza również o temat zachowań kompulsywnych i kompensacyjnych, uzależnień i nałogów. Gdy jakaś emocjonalna potrzeba w nas nie jest zaspokojona, trauma nieuleczona, a my zamiast się zająć uzdrawianiem, sięgamy  po "środki znieczulające" w postaci alkoholu, narkotyków, niezdrowego jedzenia. Opieki potrzebują nasze ciała fizyczne-odpowiedniej ilości snu, zdrowego pożywienia, odpoczynku, ruchu, czułości, świeżego powietrza, wygodnej odzieży, higieny etc. Jako opiekunowie potrzebujemy dbać o swoje ciała fizyczne, emocjonalne, mentalne i duchowe. Nasze ciała fizyczne potrzebują akceptacji i czułości. Sami możemy głaskać swoje ciało, otulać je czułymi, pełnymi miłości słowami. Media programują nas bowiem ciągle na poczucie, że nasze ciała fizyczne są nie dość dobre, niewystarczające, tak jak gdyby najważniejsze było piękno fizyczne, a nie duchowe. Takie odwrócenie uwagi od tego, co istotne, jest celową manipulacją, mającą na celu zatrzymanie nas w matriksie i zniewolenie.
Z dbałością o ciało fizyczne wiąże się bardzo istotna kwestia, jaką jest seksualność.


Seksualność

W ezoterycznej literaturze wiele mówi się o tym, że Bóg ma w sobie zarówno pierwiastek męski jak i żeński.Nie znajduje to jednak odzwierciedlenia w naszym języku, w którym o Bogu wyrażamy się jak o mężczyźnie. Wiadomo, że jest to wynikiem wielowiekowego paradygmatu bazującego na energii męskiej, tłamszącego to, co kobiece.

Również o pierwotnym mikrokosmosie ludzkim mówi się, że był androgyniczny. Na biblijny przekaz dotyczący Adama i Ewy, możemy spojrzeć jak na historię o hermafrodytycznym mikrokosmosie. Adam i Ewa odnosiliby się wówczas do męskiego i żeńskiego aspektu obecnego w oryginalnym człowieku. Jest powiedziane, że gdy Adam i Ewa zjedli owoc z Drzewa Poznania Dobrego i Złego, odkryli, że są nadzy i zakryli się splecionymi gałązkami figowymi. Może to być symbolem rozdzielenia mikrokosmosu na dwie płcie.

Nasz upadek w świat natury sprawił, że pojawiły się w nas seksualne, zwierzęce instynkty. Mówi się o ziemskich, cielesnych materialnych pożądaniach, które dotyczą  chęci posiadania zarówno rzeczy, jak i ludzi w kontekście erotycznym. Mitologie, ezoteryczna literatura, przekazy biblijne, hagiografie obfitują w historie dotyczące  seksualnej wstrzemięźliwości jako cnoty. Jednym z nich jest historia Apollo i Dafne- córki boga rzeki. Dafne, która złożyła śluby czystości uciekała przed płonącym z pożądania, zakochanym Apollo. Gdy znalazła się w pobliżu rzeki, zdesperowana, poprosiła o to, by ziemia rozstąpiła się i ją pochłonęła lub o to, by ojciec zabrał jej  piękno. Gdy tylko wypowiedziała te słowa, zaczęła się natychmiast zmieniać w drzewo. Z tej historii płynie symboliczne przesłanie dotyczące cielesnej czystości, która prowadzi z powrotem do Drzewa Życia, do sfery pierwotnej boskiej jedności, wolnej od dualizmu i podziałów.

W "Corpus Hermeticum" czytamy: "O, wy narody, wy ludzie zrodzeni z ziemi, którzy oddaliście się odurzeni, otępieniu i niewiedzy o Bogu, zbudźcie się i przestańcie się nurzać w rozpuście, niczym zaklęci mocą zwierzęcego snu!", "Uwolnijcie się od ciemnego światła i miejcie udział w nieśmiertelności, rozstając się na zawsze z zepsuciem".

W historii też mieliśmy do czynienia ze zgoła przeciwnym podejściem, polegającym na oddawaniu się zmysłowym uciechom, które miało prowadzić do szczęścia. Znamy  religijne praktyki orgiastyczne, których założeniem było ekstatyczne oddanie się bóstwu. Ludzie od wieków poszukiwali różnych dróg do szczęścia i wyzwolenia. Jak pokazało życie, ani skrajna asceza, ani rozwiązłość nie prowadzą do szczęścia. Tu, jak we wszystkim musi być zachowany złoty środek. Podejście różokrzyżowców jest w tym temacie bardzo zdrowe. Nie musimy wypierać naturalnych potrzeb, a dopóki są w nas- zaspokajać je w uregulowany sposób. W miarę postępów na wyzwalającej ścieżce,
coraz mniej w nas cielesności, a więcej duchowości.

Na duchowej ścieżce rozpoznajemy, że tym, za czym tak naprawdę w głębi tęsknimy, nie jest zaspokojenie seksualne a integracja przeciwnego bieguna w nas. Kobiecość tęskni za utraconą męskością a męskość za kobiecością. Dusza tęskni za tym, żeby z powrotem stać się całością. I ścieżka transfiguracji, ścieżka alchemicznej przemiany prowadzi nas do integracji animy w przypadku mężczyzny i animusa w przypadku kobiety. Pomimo, iż ciało na zewnątrz pozostaje kobiece lub męskie, te dwa bieguny w nas stają się doskonale zbalansowane. W związku małżeńskim bądź partnerskim kobieta uczy się męstwa od mężczyzny a on od niej kobiecości.
Nie przez przypadek Dzień Zakochanych Par obchodzimy właśnie w drugim miesiącu- lutym.

Misteria Chleba i Wina

Ścieżka wewnętrznego chrześcijaństwa, związana z prawdziwą żywą drogą prowadzącą do rozwoju świadomości chrystusowej w człowieku, ma swoje misteria związane z  połączeniem człowieka z wyższą boską zasadą żeńską i wyższą boską zasadą męską. Są to misteria chleba i wina. Adept, który jest prawdziwie oddany podążaniu za głosemRóży serca, zostaje pobłogosławiony
tym  duchowym doświadczeniem, pod wpływem którego następuje w nim potężna transformacja. Chleb jest symbolem wyższej zasady męskiej, która wiąże się z myśleniem, mądrością, odwagą, stanowczością, ochroną tego, co dobre, mocą - z przybytkiem głowy. Wino natomiast jest symbolem zasady żeńskiej, związanej z sercem, miłością, łagodnością, czułością, miękkością i delikatnością. Chleb wytwarzany z kłosów zboża i wino z winogron nawiązują do Słońca, będącego materializacją Boskiego Światła. Chleb odnosi się do zmiany eterów, którymi się odżywiamy. Nasze ciało przechodzi przemiany, pod których wpływem jest w stanie absorbować boską pranę i nie traktować jej jak obce wibracje, które trzeba usunąć z systemu. Wino natomiast to Duch, duchowa żeńska zasada, która uświęca nasze pożądania, wyzwala nas coraz bardziej z egoizmu i sprawia, ze stajemy się kielichem, w który Duch wlewa swoją miłość- św. Graalem. Człowiek, u którego mądrość i miłość wzniosły się na wyższy poziom, zmierza do stania się Manasem- myślicielem- Adamem ze zintegrowaną zasadą Ewy-miłości, która jest zasadą stwórczą i rodzi Słowo, Logos.

Kabalistyczne praktyki

Imitacją tych świętych misteriów, jest tajemna ścieżka kabalistyczna, polegająca na transmutacji, której bazą nie jest obecne w sercu ziarno siewne Jezus,
atom iskry Ducha a seksualne nasienie.  Praktyki wiążą się z inwokacją odpowiednich mantr, podczas których partnerzy podczas stosunku przywołują potężnego egregora ze strefy astralnej. Ten astralny byt wiąże się z praktykującymi seksualną  magię partnerami i wpływa na przebudzenie kundalini. Jest to  sztuczne budzenie tej pełnej mocy energii i prowadzi człowieka nie do wyzwolenia z Matriksa a do stania się jednym z jego eonów. Pod wpływem transmutacji stajemy się zarządcami tej dualnej sfery, strażnikami więzienia. Osiągamy pozorne wyzwolenie, polegające nie na miłości a posuniętym do granic możliwości egoizmie.  Oczywiście człowiek, który to osiągnął jest potężny, ma władzę, moc, wielkość. Nie ma jednak miłości i nie ma wolności. Podstawą jego egzystencji bowiem w dalszym ciągu jest lęk, ponieważ energia, którą czerpie pochodzi nie od Boga a od ludzi i istot, nad którymi panuje i które wykorzystuje.  Skrajnym wyrazem kabalistycznych praktyk, bazujących na energii zaklętej w ciele są  czarno-magiczne nadużycia, o których nie będziemy tu pisać.

Na ścieżce Róży i Krzyża, na ścieżce boskiej transfiguracji, energia kundalini budzi się w nas bez naszego bezpośredniego udziału ani woli. Gdy kroczymy ścieżką oczyszczania serca, głowy i rąk; gdy w samooddaniu poświęcamy się Bogu i oddajemy Róży Serca, następują w nas  procesy alchemicznej przemiany. Jednak misteria te same nas  znajdują, na zasadzie "gdy uczeń jest gotowy, pojawia się mistrz". Możemy ich też dostąpić w Szkole Duchowej Złotego Różokrzyża, w której połączeni z polem duchowym
braterstwa Shambalah, doświadczamy kolejnych stopni pełnego miłości i mądrości wtajemniczenia.

BOGINI MATKA

Słowiańska nazwa lutego wywodzi się od słowa "leutos", które oznacza "srogi, okrutny, dziki" i wiąże w pewien sposób z wilkiem- "liutij zwierz". "W Polsce jest bardzo  popularna legenda o spotkaniu Matki Boskiej Gromnicznej z wilkiem. W zimną noc lutego za Marią Panną skradał się wilk. Tego wilka szukali chłopi,
aby go zabić. Spotkaną na drodze Maryję chłopi zapytali czy nie widziała wilka. Odpowiedziała, że nie widziała i nie wydała wilka. Potem Matka Boża powiedziała aby szukali wilka we własnych sercach i odesłała ich do domu. Gdy po tych słowach chłopi odeszli, spod jej płaszcza wysunęła się głowa wilka. Maryja skarciła go, ale nie była w stanie wydać wilka, gdyż jego cierpienie wzruszyło jej serce. Wierzono, że Matka Boska Gromniczna oraz jej atrybut gromnica chroniła przed wilkami. Widać tu  mocne podobieństwo z pogańską Dziewanną. ponieważ zarówno ona jak i Matka Boska Gromnica, była łączona z takimi atrybutami jak ogień, pies lub wilk oraz z gałęzią świerkową. Prawdopodobnie mamy tutaj do czynienia z tą samą postacią pod dwoma różnymi imionami."

Nasze Święto Zakochanych, zbiega się z starym italskim świętem - lupercaliami, które obchodzono 14-15 lutego na cześć Romulusa i Remusa, wykarmionych przez wilczycę. Miało ono ścisły związek z zaklinaniem  kobiecej płodności, a także z pojawianiem się pierwiastka nowego życia w każdym człowieku. Niesamowite jest, że ten sam symbol- wilk występuje w powiązaniu z lutym,
zarówno u Słowian, jak na odległych ziemiach Italii.

Wilk jest symbolem lunarnym, związanym z Księżycem. Ten natomiast jako satelita Słońca, wiąże się z liczbą 2. Księżyc ma dwie twarze, jedną znana, inną nieznaną. Odnosi się do ciemnej, zwierzęcej, nieprzyjaznej, zabójczej, drapieżnej, zmysłowej, nieokiełznanej, niepoznanej części naszej natury. Mity i legendy wskazują na jej oswajania mocą miłości.

Drugiego lutego obchodzono Święto Gromnic, na cześć Peruna, który uderzając w Matkę Ziemię światłem z nieba (gromem, błyskawicą) budził ją do życia,
przywoływał wiosnę. Etymologia słowa Perun łączy się między innymi z runami- starosłowiańskim (m.in.) pismem. Runa oznacza "rosnąć", "stwarzać" i wskazuje na twórczą moc słowa. Łącząc słowo „runa” ze słowiańskim odpowiednikiem „pierwszy” ukazuje nam się jeden z najważniejszych słowiańskich Bogów – Perun, Pierwszy-stworzyciel.

Odnajdujemy tu powiązanie z gnostyczną wiedzą dotyczącą Logosu, Słowa. Matka Ziemia zostaje zapłodniona Boskim Światłem i pod wpływem tego związku rodzi się Słowo, Logos, trzeci aspekt. Przyroda jest tu symbolicznym zobrazowaniem głębokich, duchowych procesów, które zachodzą w człowieku, lecz także tych, które dokonały się na naszej Planecie pod wpływem połączenia jej z Logosem w misterium Golgoty.

Podsumowanie

Luty jako drugi miesiąc wiąże się z tematyką cienia, wątpliwości, rozterek, wahań. Wskazuje na konieczność poznania i integracji ciemnej strony, związanej z agresją, zmysłowością, słabością a także tym, czego o sobie nie wiemy. Miesiąc ten pomaga nam odkryć żeński pierwiastek w sobie-potencjał matki, której atrybutem jest opieka, rodzenie, karmienie. Odkrywając go w swym sercu, będziemy mogli rozświetlić swój cień. Luty jako miesiąc zakochanych pomaga nam zintegrować oprócz ciemności, ukryty w cieniu drugi "płciowy" aspekt. Jest to miesiąc, który zwraca naszą uwagę na tematykę odżywiania, opieki, karmienia zarówno na planie fizycznym, jak i subtelnym.
Jakie myśli dokarmiam, jakie energie pielęgnuję? Czy to jest zgodne z potrzebą? Czy to, co odżywiam energią swojej uwagi prowadzi do życia, czy do śmierci?

W głębi psychiki zakodowany mamy symbol bogini Maat, która pod koniec naszego życia położy na jednej szali wagi nasze  serce, a na drugiej pióro, będące symbolem Ducha. Jeśli w swoim życiu ciążyliśmy ku ziemskim wartościom, serce przeważy szalę, nasza dusza zostanie rzucona na pożarcie lwicy Ammit,a my pozostaniemy w podziemnej krainie śmierci. Jeśli zaś serce będzie lekkie jak piórko, trafimy do krainy Ozyrysa, boga odrodzonego, wiecznego życia.

Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...