wtorek, 30 stycznia 2018

Księżycowe Drewno


KSIĘŻYCOWE DREWNO
Te oczy sześćdziesiąt sześć razy ujrzały 
zmieniające się jesienne krajobrazy
Powiedziałam już dość o świetle Księżyca
nie pytaj mnie więcej.
Słuchaj tylko głosów sosen i cedrów
gdy nie porusza ich wiatr.
(wiersz napisany przez pewną buddyjską mniszkę)
Oświecenie
Człowiek, który podąża duchową ścieżką, ma na ogół jasno sprecyzowany cel- oświecenie. Słowo to przewija się bardzo często w spirytualnej literaturze różnych ścieżek, jednak my często mamy mgliste wyobrażenie dotyczące tego, czym tak naprawdę to oświecenie jest i jak je osiągnąć. Jak sama nazwa sugeruje, Oświecenie związane jest ze Światłem, z Boskim Światłem, którym mamy się stać, z którym mamy się stopić i które oddaje nam się do dyspozycji, byśmy krok po kroku rozświetlali obecny w sobie mrok ignorancji, będący korzeniem egoistycznej świadomości.
W buddyzmie mówi się o dwóch rodzajach oświecenia: mniejszym, które związane jest z oświeceniem tylko dla własnego pożytku i większym, związanym z wyzwoleniem dla wszystkich czujących istot. Oświecenie łączy się z doskonałym stanem umysłu, w którym zdajemy sobie sprawę z faktu, że ciało, myśli i uczucia są w bezustannym ruchu, nie mogą więc tworzyć żadnego rzeczywistego „ja”. Kiedy porzucamy sztywne wyobrażenie na temat własnej niezmiennej, określonej tożsamości, umysł zaczyna doświadczać głębokich stanów rozluźnienia i wewnętrznego spokoju. Jest to punkt wyjścia do ścieżki prowadzącej do pełnego oświecenia, które wiąże się z poczuciem jedności z wszystkim, co istnieje, z rozpuszczeniem ego.
Misterium umysłu poświęcona jest również trzynasta księga Hermesa Trismegistosa. "Umysł, o Tacie, jest z samej istoty Boga, o ile w ogóle można mówić o istocie Boga; jakkolwiek by z tym było: jedynie umysł doskonale rozpoznaje samego siebie. Dlatego umysł nie różni się od istoty Boga; pochodzi z tego źródła, tak jak światło pochodzi od słońca. W ludziach umysł ten jest bogiem; dlatego niektórzy ludzie są bogami; ich ludzki stan jest bardzo podobny do stanu boskiego. (...) W istotach nierozumnych umysłem jest natura. Jednakże tam, gdzie jest dusza, tam jest także umysł, tak samo jak wszędzie tam, gdzie jest prawdziwe życie, jest także dusza. Natomiast w istotach nierozumnych duszą jest tylko życie, pozbawione umysłu."
Powyższy fragment, a szczególnie słowa:"jednakże tam, gdzie jest dusza, tam jest także umysł" wskazuje nam na drugą świątynię naszego ciała, na serce. 
To w nim znajduje się bowiem nasienie Buddy, ziarno siewne Jezus, atom iskry ducha, z którego odtworzyć możemy boską duszę, osiągnąć małe oświecenie, 
by potem móc iść dalej i osiągnąć pełne oświecenie, w pełni wyzwolony umysł. To w sercu ukryty jest głos naszej prawdziwej jaźni i słuchając go, krok po kroku
dostrajamy się do stanu świadomości Buddy, lub inaczej mowiąc osiągamy świadomość Chrystusową.
Nasze serce musi zostać w pełni oczyszczone, by moc zaklętego w nim Światła mogła iluminować umysł. Oczyszczanie serca nawiązuje głęboko do naszego odczuwania i empatii a także do obecnych w nas pożądań.
Jeden z nauczycieli zen powiedział "zazen nie służy do niczego". Słowo "zazen" oznacza praktykowanie zen. Zazen, tao, gnoza, buddyzm to różne ścieżki prowadzące do tego samego celu-rozpuszczenia ego. To Jedyna Prawda ubrana w szaty rożnych słów; to inna ściana tego samego niewidzialnego kryształu.
Stwierdzenie "zazen nie służy do niczego", można zatem sparafrazować i powiedzieć "Gnoza nie służy do niczego". Oznacza to, że nie jest Ona czymś, co moglibyśmy wykorzystać do osiągnięcia swoich korzyści i wzbogacenia naszego ego. My bowiem mamy stać się zen, stać się tao, stać się gnozą, stać się ścieżką, a nie nią podążać. Mamy stać się Drogą, Prawdą i Życiem, czyli ma nas nie być, a zostać ma tylko ta święta Prawda, święta Droga, owo Sacrum, którego nie da się wypowiedzieć słowami. Mamy zetrzeć siebie na proch, tak by pozostało tylko Światło i Miłość. Mamy czynić dobro, dla samego czynienia dobra, ponieważ ono jest naszą prawdziwą naturą. "Módl się do tego Słowa, mój synu, i oddawaj mu cześć: istnieje tylko jedna służba Bogu, jeden sposób służenia Bogu i oddawania mu czci, mianowicie: nie być złym."
Bardzo często u adeptów wyczuwane jest rozczarowanie drogą związane z brakiem wglądów, brakiem duchowych darów, natchnienia, czy postępów na ścieżce, pomimo wieloletniej praktyki. "Dlaczego mi się nie udaje?" Odpowiedź z reguły widoczna jest gołym okiem. Zbyt mało otwarte i oczyszczone serce, natomiast głowa napęczniała od intelektualnej wiedzy. Gnoza i jej święte dary nie przychodzą do tych, którzy chcą ją wykorzystać, aby błyszczeć i być lepszym od innych. Bóg patrzy na nasze intencje. Na początku drogi intencją musi być stanie się lepszym NIE od innych, a od samego siebie. Potem natomiast, gdy znajdujemy się na etapie nowej duszy, pojawia się żarliwa intencja wyzwolenia wszystkich istot. Szlifujemy swój charakter w relacjach z innymi i to nasz stosunek do bliźniego, nasza chęć miłowania i codzienne małe wybory, decydują o tym, czy zostanie nam dane błogosławieństwo, czy nie. Skoro bowiem naszą prawdziwą naturą jest jedność z wszystkim, co żyje, naturalnym jest życzenie szczęścia wszystkim czującym istotom. Przecież one są nami a my nimi!
Bodhicitta
Bodhicitta oznacza "oświecony umysł" (bodhi to przebudzenie a citta to umysł). Ścieżka bodhicitty jest ścieżką poszukiwania oświeconego umysłu. Na tej ścieżce najważniejsza jest odpowiednia motywacja. Dogen Zenji wskazał dwie sprawy, które nas stymulują od środka, niosąc z sobą pasję i miłość do Ścieżki. Pierwszą jest potrzeba odnalezienia czegoś trwałego w zmiennym, przemijalnym świecie. Drugą natomiast jest umysł bodhisattwy, który ma taką świadomość jedności, że uwalnia innych, zanim sam osiągnie ostateczne oświecenie. Przysięga bodhisattwy i wiążące się z nią wskazówki są niezwykle przydatne na ścieżce każdego z nas.Pomagają one przesycić umysł różaną wonią miłości i uwolnić się od zewnętrznego uwarunkowania.
Prawdziwe Słońce, które niesie z sobą Życie, Radość, Obfitość, Spełnienie, Szczęście znajduje się WEWNĄTRZ nas. Na zewnątrz widzimy jedynie efekty tego, co sami wcześniej wypromieniowaliśmy. Jeżeli spotykamy w życiu pomocnych, przyjaznych ludzi i sprzyjające okoliczności, oznacza to, że sami najpierw musieliśmy swoim działaniem, myślami, emocjami, nastawieniem wytworzyć sobie te warunki.
Nie ma sensu szukanie na zewnątrz tego, czego sami sobie nie daliśmy. Ten zewnętrzny świat jest lustrem naszego wnętrza. Zewnętrzne Słońce jest lustrem wewnętrznego. Poszukuj w sobie tego Słońca, które da Ci miłość. Jeżeli sam nie doceniasz siebie, na zewnątrz nikt tego nie zrobi. I odwrotnie, jeśli świat na zewnątrz Cię nie docenia, sam możesz docenić siebie. W głębi naszego wnętrza jest Światło Jednego Wewnętrznego Słońca, które łączy nas wszystkich, które mówi, że każdy jest potrzebny, ważny, piękny. Jesteśmy przejawami Boga. Umiejętność widzenia Boga w każdym człowieku, wdzięczność za Boskie Piękno, które się wyraża przez każdego z nas, jest jednym z kluczy prowadzących do stworzenia sobie radosnego, pełnego miłości świata.
Bywa, że dotyka nas problem zazdrości. Możemy sami ją odczuwać, lub doświadczać, że ktoś nam zazdrości i przez to cierpi. Zazdrość jest przejawem uwarunkowanego zewnętrznie umysłu. Nie widzimy w danym momencie tego, że cała obfitość i boska miłość są dla nas dostępne. Wydaje nam się, że nie jesteśmy dość jacyś tam, żeby ją otrzymać. Pozostajemy pod wpływem iluzji braku, która jest wytworem przeszłych doświadczeń. I te głęboko zakorzenione przeświadczenia sprawiają, że faktycznie poprzez własne nastawienie, kreujemy sobie świat braku. Nie jesteśmy świadomi faktu, że to, czego życzymy innym, zapisuje się w naszym polu i do nas wraca.
Każda myśl jest jak modlitwa, jak wyrażenie życzenia. Jeżeli zazdrościmy komuś czegoś, lub trzymamy do niego urazę, ta toksyczna bomba obecna w naszej przestrzeni, blokuje dopływ dobra do nas. To jest bardzo proste i oczywiste. Nisko wibracyjne myśli, które trzymamy, pielęgnujemy i hodujemy, idą w świat i przyprowadzają podobnych do siebie "koleżków". Jedna zła, pełna skąpstwa myśl wysłana przez nas w eter potrafi ściągnąć na nas całą lawinę zła.
Wdzieczność jest narzędziem alchemicznej przemiany.
Gdy postrzegamy piękno osób wokół nas nie poprzez pryzmat zazdrości a wdzięczności, wszystko zaczyna się zmieniać. Bóg wysyła do nas swoich posłańców. Takiego posłańca możemy ujrzeć w każdym człowieku. Wszelkie dobro, które każdy człowiek niesie z sobą, jest wyrazem boskiej miłości do nas. A my swoją zazdrością często ją zwalczamy. Jeżeli w naszej przestrzeni pojawia się człowiek, który posiada coś, czego bardzo pragniemy, podziękujmy. Oto bowiem los zesłał nam wibracje, do których możemy się dostroić. Za pośrednictwem tego człowieka Bóg mówi do nas: spójrz, to jest dla Ciebie dostępne. Poprzez tego człowieka, zsyłam Ci mądrość, która jest potrzebna, abyś osiągnął to, czego potrzebujesz. Zamiast zwalczać dziękuj i wyrażaj życzenie jeszcze większego szczęścia dla tej osoby. To jest droga serca, to jest droga jedności i to jest klucz do obfitości i szczęścia.

Drzewo Bodhi i Drewno Księżycowe
Budda osiągnął oświecenie pod drzewem bodhi. Drzewo jest niezwykle potężnym symbolem. Oznacza ono człowieka, ale jest także wyrazem otaczającej nas boskiej miłości, obfitości i opieki. Za pośrednictwem drzew bowiem nie tylko oddychamy, żyjemy, lecz doświadczamy także pełni boskich błogosławieństw. W niezwykle inspirujący sposób ukazuje to Erwin Thoma, niemiecki przedsiębiorca, autor książek o natchnionym, mądrym, bezodpadowym, wolnym od chemii budowaniu domów z drewna.
Postawa tego człowieka jest inspirującym przykładem wdrażania w życie praw boskiej miłości. Pierwszą wspaniałą nauką, która od niego płynie jest szczodrość. Człowiek ten bowiem opublikował wszystkie tajemnice swojego fachu, tak aby były dostępne dla każdego. Przyjaciele radzili mu, aby tego nie robił, nie leży to bowiem w jego interesie. On jednak stwierdził, że nie może tej wiedzy zachowywać dla siebie, że ona musi iść w świat. Nie kierował się egoistyczną chęcią zysku a altruistycznym pragnieniem podzielenia się dobrem ze wszystkimi. Życie pokazało, że ta nielogiczna, jak mogłoby się zdawać, postawa przyciągnęła do niego kolejne, piękne dary. Ale o tym za chwilę...
W magicznej pracy z drewnem Erwina Thoma możemy odnaleźć zadziwiające analogie dotyczące procesu odbudowy duszy. Drewno, z którego Thoma buduje swoje pełne miłości domy pozyskiwane jest z drzew ścinanych zimą, gdy ubywa Księżyca. Zimą bowiem drzewo pozostaje jakby martwe, soki w nim przestają krążyć. Ścinanie go w momencie, gdy jest ono na to energetycznie gotowe, jest wyrazem szacunku do niego i mądrym działaniem.
Runa Is
Można tu odnaleźć powiązanie z mądrością runy Is, oznaczającą lód, zimową martwotę, martwy punkt. Germańskie mity podają, że nasz kosmos powstał z ognia i lodu. Lód był symbolem materii, ogień- energii Ducha. Lód to przejaw krystalizacji i skostnienia. Możemy z łatwością odnieść go do nas samych i naszej duchowej kondycji. Nasza egotyczna tożsamość jest wyrazem oporu, który stawiamy, nie pozwalając Boskiemu Życiu swobodnie przez nas przepływać. Ta skostniała świadomość, wyrażająca się w poczuciu "ja" jest jak zimowe drzewo. I jeśli oddamy to drzewo pod topór, jeżeli podejmiemy decyzję o uśmierceniu tej fałszywej tożsamości z pomocą boskich sił, symbolizowanych tu przez ubywający Księżyc, staniemy się Boskim Narzędziem i osiągniemy oświecenie. Ubywający Księżyc jest również jak nasza egotyczna świadomość, której ma ubywać, by ten Inny w nas- Duchowe Słońce mogło wzrastać.
Księżycowe Drewno ma niezwykłe właściwości. Odporne jest na działanie szkodników i wilgoci. Nie potrzeba stosować w jego przypadku żadnych chemicznych impregnatów, ani środków ochrony roślin. Podczas ubywania Księżyca dzieje się pewna magia. Otóż Księżyc poprzez działanie na elektromagnetyczne pole otaczające drzewo, ma wpływ na zawartą w nim wodę.
Cząsteczki tej ostatniej odłączają się od klastrów i łączą sie tymczasowo z pojedynczymi cząsteczkami celulozy na powierzchni kapilarów. Tworzy się najmniejsza mechaniczna mieszanina, jaka istnieje. Zjawisko to zahacza o fizykę kwantową. Cząsteczka wody w takim stanie nie znajduje się już ani w stanie ciekłym ani stałym tylko w czwartym stanie skupienia określonym jako żelowaty czy galaretowaty. Po zmianie fazy Księżyca, cząsteczki rozdzielają się. Ta wodna magia przypomina transmutację naszego ciała eterycznego, która dokonuje się podczas alchemicznych przemian zachodzących w nas podczas budowy nowej duszy.
W księżycowym drewnie zachodzi jeszcze inna magiczna przemiana, która sprawia, że staje się ono twarde jak beton. Dokonuje się to mocą przekształconego powietrza. Z powietrza drewno wyciąga dwutlenek węgla, oddaje tlen a z węgla, dzięki wodzie i minerałom z ziemi, buduje najdoskonalszą strukturę jaką człowiek dzisiaj zna. Ta przemiana przypomina nam o zmianach, które zachodzą w naszym polu oddechu, gdy mocą Ducha pokonujemy śmierć i stajemy się niezniszczalni.
Domy z Księżycowego drewna odporne są na ogień, wodę, wichury, trzęsienia ziemi. Są jak nowa dusza, panująca nad czterema żywiołami, z których jesteśmy stworzeni (ciało fizyczne- z ziemi, eteryczne- z wody, astralne- z ognia i mentalne- z powietrza). Konstrukcja ścian budynków stawianych przez E. Thomę składa się z 5 warstw desek ułożonych krzyżowo i po przekątnej. Czyż nie przypomina nam to pięciokrotnej duszy i procesu umierania naszego ego na krzyżu?
Budynki stawiane przez E. Thomę chroni przed falami telefonii komórkowej i co ciekawe mają najwyższy poziom bezpieczeństwa przeciwpodsłuchowego! Oprócz tego zapewniają doskonałą izolację cieplną i akustyczną. Co więcej, związki semiochemiczne uwalniane przez drewno powodują, że po dziesięciu minutach przebywania w takim domu, cały organizm otrzymuje informację, że znajduje się w bezpiecznym, przyjaznym miejscu. Tempo bicia serca spowalnia. Naukowe pomiary udowodniły, że mieszkanie w takim domu sprawia, iż każdej nocy zyskujemy godzinę życia. Takie domy emanują zatem dobrą energią, która jest przyjazna dla życia. Nieprzepuszczalność niskich wibracji elektromagnetycznych i antypodsłuchowe właściwości można przyrównać do jakości nowej duszy, która staje się niedostępna dla niskich energii i bytów.
Fakt, że Erwin Thoma opublikował swoje odkrycia, zamiast trzymać je tylko dla siebie, przyniósł mu owoce w postaci wejścia na japoński rynek. Jego badaniami zainteresował się bowiem pewien buddyjski mnich z Japonii. Zafascynowany bezodpadową, przyjazną dla środowiska technologią, która zapewnia również niezwykłą trwałość budowli,
sprawił, że Thoma mógł zacząć stawiać swoje piękne domy w Japonii. A trzeba zaznaczyć, że wejście zagranicznej firmy na japoński rynek graniczy z cudem. Buddyści mają motto, które głosi, że prawdziwy mistrz nie pozostawia po sobie śladów. Takim mistrzem staje się człowiek o nowej duszy. Takim mistrzostwem odznacza się również technologia budowania domów z księżycowego drewna opracowana przez niemieckiego leśnika.
Siekierka
Księżyc jest symbolem duszy. Mamy być jak drzewo, ktore gotowe jest stać się księżycowym drewnem. Gotowe jest na to, by pójść pod topór, umrzeć według swej natury, dać się przekształcić w instrument, który będzie podobał się Bogu. Każdy z nas otrzymuje od Siedmiokrotnego Ducha wszystko, co potrzebne, aby ta przemiana mogła się w nas dokonać. Siedmioduch swymi siedmioma promieniami przemienia siedem naszych czakr, siedem komór w głowie, siedem w sercu i splocie słonecznym.
Liczba siedem ma kształt toporka, siekierki. My mamy sami przyłożyć topór do swojej nieświętej natury, przywiązań, myśli, przyzwyczajeń, pożądań. Mamy ociosywać swoje ego z kolejnych warstw, tak aby stać się transparentnym; by przez nas widoczna mogła być Prawdziwa Boska Jaźń. "Zyskiwanie jest ułudą, tracenie jest oświeceniem".
Nie możemy być jak stryjek, który zamienił siekierkę na kijek  
Siekierka jest tu symbolem uwalniającej aktywności. Dzięki umiejętności rozpoznawania, odrąbujemy ciągle ze swojej mentalności a także z przyzwyczajeń, nawyków i emocji wszystko to, co nie jest Boskie. Zawsze, gdy w relacjach ze światem zewnętrznym pojawia się w nas jakiś dyskomfort, musimy zwrócić się w głąb siebie i poszukać przyczyny w sobie. Jest taka tybetańska historia o mnichu, który wsiadł w łódkę, wypłynął na pełne jezioro, by tam pomedytować. Gdy zamknął oczy, poczuł, że jakaś łódź z impetem uderzyła w jego łódź. Automatycznie wpadł w gniew, myślał bowiem, że ktoś zrobił to z rozmysłem. Gdy otworzył oczy, zobaczył, że łódź, która w niego uderzyła była pusta. To mu uświadomiło, że wszystko, co uderza w człowieka jest odzwierciedleniem jego wnętrza. Pusta łódź ukazała mu jego własny gniew.
Dlatego, gdy dotykają nas jakieś nieprzyjemności, siekierki należy użyć nie tyle przeciwko komuś a przeciwko swoim nawykom, które przyciagnęły do nas tą sytuację.
Nie możemy zamienić jej na kijek, którym podpierać będziemy, jak chorą roślinę, swoje ego. Nie może ten kijek być tyczką, dzięki której nasze ego będzie skakać wzwyż. Gdy tak uczynimy, stworzymy sami dla siebie kijek samobijek  Przyciągniemy do siebie wywołujące cierpienie doświadczenia, które będą chciały skruszyć beton naszego uporu. Lepiej więc współpracować z siłami Światła i cały czas się zmieniać w oparciu o boskie nauki, które są dosłownie wszędzie.
Nauczyciele
Każda sytuacja w naszym życiu ma nas czegoś nauczyć. Jesteś zawsze tam, gdzie powinieneś być. To, co masz do zrobienia z sobą, objawia Ci się zawsze w chwili obecnej. Wdzięczność za każdą trudną sytuację, pytanie o to, czego ma nas ona nauczyć, pomaga zmienić perspektywę i uwolnić się od lęku przed życiem. Gdy mamy jakiś problem z naszym ego, zawsze możemy zastosować potężne narzędzie, jakim jest modlitwa z intencją przezwyciężenia naszych słabości. "Modlenie się oznacza wznoszenie w górę naszego wewnętrznego stanu (naszych braków, naszego przeczucia, naszej radości, naszej wdzięczności) w postaci obrazów myślowych wypływających z serca. Taka wibracja magnetyczna zawsze przyciągnie odpowiedź, mianowicie wibrację zgodną z wysłaną", jak czytamy w jednym z artykułów zamieszczonych na stronie Lectorium Rosicrucianum.
Gdy zaczynamy współdziałać z gnostycznym polem magnetycznym, zauważamy, że jesteśmy bez przerwy prowadzeni i zaopiekowani. Nauczyciele są wszędzie i tylko od naszej woli i uważności zależy, czy skorzystamy z wyciąganej do nas ciągle pomocnej dłoni. Dzięki przebywaniu w polu oddziaływania Szkoły Duchowej, nasz rozwój zostaje stukrotnie przyspieszony. Często zmieniamy się wręcz z dnia na dzień, z chwili na chwilę. Światło pomaga nam wydobywać się z bagienka ego, rozpuszczać i odcinać liny wiążące nas z tym światem.
Cały świat, w którym się znajdujemy jest jedną wielką szkołą. Królestwo natury dostarcza nam niezliczonej ilości nauk i wskazówek dotyczących duchowej ścieżki. Stają się one dla nas dostępne, jeśli tylko mamy "uszy do słuchania i oczy do patrzenia."
Takimi nauczycielami są również drzewa. 
Gdy spojrzymy na ich kształt- korona, pień korzenie- ujrzymy, że jest on odzwierciedleniem hermetycznego hasła: "wszystko przyjąć, wszystko oddać a przez to wszystko przekształcić". Drzewa są łącznikami między niebem a ziemią. Przyjmują boskie promieniowania, przepuszczają je przez swoje ciała i oddają Matce Ziemi.Biorą dla siebie tylko tyle, ile potrzebują a resztę oddają innym. Nie trzymają się niczego kurczowo, nie zagarniają chciwie, nie opierają się zmianom,
pozwalają by życie przepływało przez nie swobodnie.
Są połączone z wszystkim, co istnieje tajemniczymi sieciami. Mają kolektywną świadomość jedności, w przeciwieństwie do egocentrycznej świadomości ludzi. Naukowcy odkryli, że drzewa są w symbiotycznej relacji ze znajdującymi się pod ziemią grzybami. Podziemny świat grzybów oplata całą Ziemię. Drzewa przekazują sobie wzajemnie za pomocą grzybów substancje chemiczne i impulsy elektromagnetyczne, dzięki czemu porozumiewają się między sobą. W zamian za pomoc oferują grzybom wyprodukowane przez siebie cukry. Tę podziemną sieć przepływu informacji naukowcy określili mianem "grzybnego internetu".
Drzewa wypuszczają substancje chemiczne do ziemi i w powietrze. Gdy na przykład żyrafy zjadają akcje, zaczynają one wypuszczać w eter etylen, pod wpływem którego pozostałe akacje zaczynają wydzielać garbniki, nie smakujące zwierzętom. Garbniki te nie uchronią ich samych, ale pomogą pozostałym drzewom. To zachowanie można więc określić mianem "działania pro publico bono".
Gdy płonie las, palące się drzewa razem z dymem uwalniają substancje chemiczne adresowane do uśpionych w ziemi nasion. Sygnał ten oznacza, że populacja drzew na danym terenie została ograniczona i że nasiona mogą 
zacząć kiełkować bez obawy, że natkną się na konkurencję.
Stary las bukowy odżywia upadłych krewnych. Kiedy buk upada i nie może już przeprowadzać procesu fotosyntezy, bo nie wytwarza liści, krewniacy odżywiają go, oddając mu swoje cukry. Taki buk nie jest martwy, wiec nie zaczyna murszeć. Po kilkudziesięciu latach zaczyna przypominać stary kamień obrośnięty mchem. Będzie żył tak długo,jak otaczająca rodzina będzie go karmić, czyli około kilkuset lat.
Drzewa są pogrążone w ciszy, a mimo to każde z nich ma swój charakter i swoje unikalne właściwości. Fakt, że Budda osiągnął oświecenie akurat podczas siedzenia pod drzewem, jest dla nas wskazówką, że możemy prosić o duchową pomoc to wspaniałe królestwo. Duchowe właściwości drzew i sposób współpracy z nimi opisuje na przykład Alicja Alla Chrzanowska w swej książce "Tajemnice Energii Drzew". Drzewa są opisywane i cenione we wszystkich spirytualnych tradycjach, również w naszej chrześcijańskiej.
Na naszej duchowej ścieżce potrzebujemy pokory, uważności i szacunku dla wszelkiego przejawu życia. Wszystko, co żyje, ma swoją świadomość. Powinniśmy więc kłaniać się drzewom, zapraszać je do współpracy a nie wywyższać się ponad nie. Nauki wschodnie przekazują nam wiedzę dotyczącą różnych ziemskich królestw. Tak samo ludy germańskie i nasze słowiańskie z pokorą podchodziły do duchów natury, prosząc je o pozwolenie na budowę domów, dróg, itd. Ludy skandynawskie do dziś wierzą we wróżki i elfy.
Nie oznacza to, że mamy uczynić z nich bogów i je czcić, ale szanować jak samych siebie i uczyć się metod porozumiewania oraz współpracy.
Łącząc się z miłością obecną w naszym sercu, poznajemy tajemny język ciszy, dzięki któremu możemy skomunikować się ze świętym milczącym kosmicznym światem wokół nas. Ze Świętą Jednią. "Jesteśmy częścią wszechświata, nie mniej (i nie więcej) niż drzewa i gwiazdy. Mamy prawo być tutaj". Mamy prawo i możliwość poznawania samych siebie, by dzięki temu poznać cały świat i bogów. Droga prowadzi do środka, do wewnętrznego Słońca skąpanego w Ciszy.

czwartek, 25 stycznia 2018

CIERPLIWOŚĆ DO SIEBIE




"Miej cierpliwość dla wszystkich, a zwłaszcza dla siebie. Nie zniechęcaj się swoją niedoskonałością, lecz każdego ranka wstawaj ze świeżą odwagą. Nie ma lepszej drogi do osiągnięcia życia duchowego, niż wciąż zaczynać od nowa i nigdy nie myśleć, że już zrobiliśmy dosyć. Jak możemy okazywać wyrozumiałość dla wad bliźniego, skoro brakuje nam jej dla naszych własnych? Kto trapi się swoimi błędami, nie naprawi ich. Źródłem naprawy jest umysł cichy i spokojny."
św. Franciszek Salezy
Każdego dnia rodzić się na nowo i umierać na nowo. Każdego dnia odradzać się, jak Feniks z popiołów.
Każdego dnia uczyć się życia od nowa. Wiedzieć, o czym zapominać, by móc zawsze patrzeć świeżym okiem, Wiedzieć, o czym pamiętać, by żyć w Jedności z Prawdą.

Kto podąża ścieżką duchową niesie krzyż. Jego pionowa belka jest Światłem, Chrystusową Miłością, Doskonałością. Pozioma belka zaś to nasza słabość, wynikająca z uwarunkowanej świadomości.
Ścieżka nasza to taniec do melodii, która w nas gra, która stale przez nas przepływa. Zanim dostroimy się do najwyższych rejestrów głosu duszy, do dźwięku Ciszy, bardzo często taniec nasz odbywa się "w parterze. " w najniższych rejestrach, blisko dna.
Horyzontalna belka, nasza dialektyczna świadomość podlega ciągłym wahaniom. Światło napływające z góry uderza w naszą skostniałą, skrystalizowaną świadomość. Sprawia, że widzimy swoje słabości jak na dłoni. Uderza w czułe punkty, co powoduje emocje i cierpienie. A my często jeszcze sami je powiększamy, poprzez uwarunkowane przeszłymi doświadczeniami karanie siebie w myślach za to, co "złe".
Tertulian wypowiedział ciekawe słowa: "Syn Boży umarł; trzeba w to wierzyć, ponieważ jest to niedorzeczne. I został pogrzebany, ale zmartwychwstał; jest to pewne, ponieważ jest niemożliwe".
W wypowiedzi tej zawarta jest głęboka świadomość faktu, że Jaźń, Boska Jaźń jest Pełnią, Całością, Syntezą jednoczącą przeciwieństwa. Jest przestrzenią zawartą w paradoksie, w której oddychać możemy pełną piersią, swobodnie.
Na duchowej ścieżce musimy wyzwalać swój umysł od lewopółkulowej, analitycznej, wykluczającej logiki. Potrzebujemy jednocześnie wciąż wystawiać się na wertykalny słup napływającego z góry Światła, który jest dla nas jak jarzmo- utrzymuje nas w pionie. A z drugiej strony potrzebujemy widzieć doskonałość w naszej niedoskonałości. Popełniam błędy i na tym polega piękno mojego człowieczeństwa. Gdybym był doskonały, całe bogactwo związane z odnajdowaniem Boga, dostrajaniem się do Niego, po prostu nigdy by nie istniało. Potrzebujemy widzieć wszystko, co jest jako potrzebne. Akceptować każdy swój i czyjś upadek i nie przywiązywać się do nich, nie lgnąć. Było, minęło. Teraz jest świeża chwila, w której obowiązuje już zupełnie inna prawda.
Na tym polega droga krzyżowa. Upadamy- zaliczamy glebę, wstajemy. i otrzepujemy się z kurzu,. Nie lgniemy do kurzu. Idziemy dalej, bez zbędnego balastu winy.
"Every master was once disaster"- Każdy mistrz był kiedyś obrazem nędzy i rozpaczy 
Doskonałość jest zarówno w nędzy, jak i Boskim Świetle.
Są dwa rodzaje tej doskonałości. Wyższa i niższa. Jeśli będziemy niewłaściwie lgnąć do niższej- pozostaniemy w niej i będziemy się dalej kręcić w kołowrocie życia i śmierci. Jeśli natomiast niewłaściwie przylgniemy do wyższej, nie będziemy potrafili wybaczyć sobie niedoskonałości. Staniemy się ofiarami kata perfekcjonizmu.

Krzyż nie byłby możliwy ani bez pionowej belki ani bez poziomej. Obie są potrzebne. W miejscu ich przecięcia znajduje się głębokie piękno mocy, która obecna jest w naszym sercu. Mocy, która pozwala powstać z kolan i niestrudzenie iść dalej. Jak dzielny wojownik, który nie poddaje się przeciwnościom losu. Ponad wszystko na świecie ukochał bowiem obecnego w sobie Boga i postanowił że nie będzie Go dłużej więził w ciasnych murach swojego ograniczonego postrzegania.
Wyrusza więc w drogę, w pełni świadomy, że będzie ona długa i wyboista. Na tej ścieżce umiera krok po kroku; oddaje, puszcza wyobrażenia, jednostronność, subiektywność. Robi przestrzeń dla paradoksów. Świadom jest faktu, że Boska Jaźń jednoczy w sobie tezę, antytezę i syntezę.
Z Ciszy Duchowego Słońca napływa wciąż inspiracja, która wyzwala nas z ciasnoty wyobrażeń. Na ścieżce umierania na krzyżu prowadzi nas tao, dharma, zazen, złota nić Ariadny, Logos.
Wraz ze śmiercią naszego "ja", zostajemy zdjęci z krzyża. Krzyż zanika; pozioma belka rozpuszcza się, pęka kryształ i pozostaje tylko Światło. Prowadzi nas prawda zawarta w jednej z zasad zen: "Zyskiwanie jest ułudą, tracenie jest oświeceniem".



Potrzebujemy pomieścić w sobie paradoks, że w naszej niedoskonałości jest doskonałość. Aby się rozwijać potrzebujemy wyjść poza wszelkie koncepcje, wyzwolić się od pojęć. Tak, aby została czysta świadomość, wolna od interpretacji. Wolna od słów. Światło Słońca, wolne od wartościowania. Przestrzeń, Cisza, Bóg.

piątek, 19 stycznia 2018

Ziarno


Ziarno

Styczeń, jako pierwszy miesiąc roku jest czasem zasiewania ziaren pod przyszłość. To w tym okresie, jesteśmy najbardziej skłonni do czynienia postanowień i snucia planów, które chcemy zrealizować przez kolejne 11 miesięcy.

Gdy popatrzymy na kiełkujące ziarno, dojrzymy, że ma ono najczęściej kształt liczby 1.

Dlatego styczeń zwraca naszą uwagę na ziarna, które siejemy.

Są nimi w pierwszej kolejności nasze myśli. W gnostycznej literaturze jest często mowa o "ustawieniu strażnika przy swoich myślach". Przepływają one bowiem niekontrolowane przez nasz umysł. Warto je obserwować i być czujnym. Często bowiem na wpół świadomie oddajemy się myślom, które nam nie służą i mają fatalne konsekwencje.

Myśli, które snujemy mogą byc dla nas przyjemne lub nie. Te przyjemne to wspomnienia lub marzenia. Zatrzymajmy sie chwilę przy marzeniach. Często słyszymy i czytamy o tym, żeby mieć marzenia i je realizować. Spełnienie marzeń uważamy za synonim szczęścia i radości. Jednak często bywa tak, że jest wręcz przeciwnie. Spełnione marzenie sprawia, że pojawia się poczucie utraty celu w życiu. Bywa też tak, że to, co się spełniło przyniosło nam i innym więcej nieszczęścia niż pożytku.

Warto zwracać uwagę na to, o czym marzymy i fantazjujemy. "Uważaj, czego sobie życzysz, bo może się to spełnić". Czy gdyby fantazje, które snuję w głowie spełniły się, przyniosłoby to pożytek wszystkim czującym istotom? Czy moje marzenia zgodne są z tym Innym głosem we mnie? Czy mają za zadanie jedynie zaspokoić zachcianki ego?

Każdy mały czyn może mieć kolosalne konsekwencje. Warto obserwować siebie pod kątem czystości myśli, emocji, czynów.

W naszych myślach odbywamy peregrynacje jak w czapce niewidce. Rzadko kto ma bowiem wgląd w to, o czym myślimy. Wydaje nam się zatem, że możemy sobie bezkarnie folgować, oddając się przyjemnym i nieprzyjemnym dywagacjom. Nie do końca zdajemy sobie sprawę z faktu, że nasze myśli , zmieniają się w czyny, czyny decydują o naszym charakterze a charakter o naszym losie.

W każdej chwili siejemy. Rezultaty tego, co zasialiśmy teraz, ujrzeć będziemy mogli bardzo wyraźnie w sierpniu. Jest to bowiem miesiąc związany ze żniwami. Wtedy mija czas, gdy jak na dłoni ukazane są nam konsekwencje wszystkich naszych działań z przeszłości. Sierpień związany jest z prawem przyczyny i skutku i pomaga zrozumieć, że nie jesteśmy ofiarami losu a jego kowalami.

W "Ewangelii Łukasza znajdujemy zdanie: "Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny. (Łk 16, 10)"

Każdy najmniejszy czyn może stać się kroplą, która przeważy szalę, przeleje kielich goryczy, czy wydrąży skałę na przestrzał.

Czy wiem o czym myślę najczęściej? Moje myśli stają się moimi słowami. Czy jestem świadom tego, co mówię?  Słowa, które wypowiadam mogą zabijać i leczyć.

Myśli mają potężną moc. Warto być czujnym, by uchwycić moment, w którym zaczynają pojawiać się w głowie negatywne i toksyczne dywagacje. Pamiętajmy, że zawsze mamy moc, aby je zatrzymać i zweryfikować. Czy to, o czym myślę jest prawdziwe? Czy mogę spojrzeć na to inaczej?
Kim byłbym bez tych myśli? Jakie skutki będą miały te myśli na przyszłość moją i innych.

Myśli potrafią odgrodzić nas od miłości do innych i do siebie.
Gdy obserwujemy siebie, ujrzymy, że tym, co stoi na przeszkodzie, żeby wysłać sobie lub komuś miłość z serca, jest nasz zapchany negatywnymi wspomnieniami i wrażeniami umysł. Warto szukać w sobie sposobów na oczyszczenie z nich głowy. Każda chwila jest świeża jak czysty, nietknięty śnieg. Jest nową szansą dla nas. A my często wchodzimy w nią w brudnych, zabłoconych butach.

To, co przeżywamy teraz, jest skutkiem naszych przeszłych działań. Gdy siejemy miłość, będziemy zbierać miłość.
A gdy siejemy wiatr, zbieramy burzę. Jest to takie oczywiste i proste, a jednak w życiu codziennym tak często brakuje nam uważności, pokory i wyciągania wniosków z popełnionych błędów.

W Ewangelii Jana czytamy
"Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ewangelia Jana 12:24 "  Nasz egoizm ma umierać, by wzrastać mogło Chrystusowe Ziarno w naszym sercu.

Beinsa Dunov wygłosił kiedyś wykład o ziarnie pszenicznym Poniżej mały jego fragment:
"Niczym ziarno pszenicy przechodzące ten ciężki proces  (przetworzenia na mąkę i chleb), musimy poświęcić się. Składana ofiara nie jest tak ciężka, jak się wydaje.

Teraz zwróćmy się do historii Chrystusowego życia, do historii żydowskiego narodu. Jak wytłumaczycie sobie ten paradoks? Naród tysiące lat czeka na swojego Zbawiciela, swego Króla, aby nadszedł i dał mu wolność, lecz, gdy On się pojawia, kapłani zwracają się przeciwko Niemu?

 Zapewne powiedzielibyście, że gdyby Chrystus przyszedł w naszych czasach, postąpilibyście lepiej. Wątpię. Przytoczę wam pewien przykład. Popatrzcie jak postępuje małżonek ze swoją żoną i jak ona postępuje z nim. Będziecie wtedy wiedzieć, jak byście uczynili z Chrystusem.

Gdy Prawda pojawia się na świecie, nie zjawia się ubrana w świąteczny strój, lecz w najskromniejszą odzież.

Dlatego Chrystus pojawił się wśród ludu żydowskiego w tej prostej formie. To jest przyczyną, tego, że ludzie nie mogą zrozumieć Prawdy. Takie są prawa na tym świecie."

piątek, 12 stycznia 2018

Energie stycznia




ENERGIE STYCZNIA

Nasz widzialny świat utkany jest ze słów, które stały się ciałem.

Bywa, iż czujemy, że nasze życie jest jak papier toaletowy: długie, szare i...
Czujemy, że ugrzęźliśmy w jakiejś rutynie, nudzie, smutku, marazmie. Mija dzień za dniem, jeden przypomina drugi. Chodzimy do pracy, wykonujemy codzienne, zwykłe czynności: jemy, myjemy się, kładziemy się spać, wstajemy i tak w kółko. Czujemy się zmęczeni, wyprani z energii, zniechęceni i zdołowani. Przytłaczają nas problemy, te same od lat. Wszystko jest jakieś ciężkie, bezsensowne, jałowe. Znikła radość i pasja.

W głębi duszy tęsknimy za zmianą, lekkością, radością. Tęsknimy za magią, za jakimś cudem, za czymś, co odmieniłoby diametralnie nasze życie i  dało nam szczęście.

I w tym naszym codziennym, przesyconym rutyną życiu, nie dostrzegamy, że świat na zewnątrz już sam w sobie jest rodzajem magii. Aż do momentu, gdy spływa na nas olśnienie. 
"Abracadabra"- oznacza  po aramejsku: "to, co powiem, stworzę." Czy nasz świat został wyczarowany przez jakiegoś Maga, który namalował go słowem i światłem? Zaczynamy pogłębiać tę wiedzę.

Dowiadujemy się, że rzeczywistość, którą postrzegamy, jest obrazem, ucieleśnieniem pewnego tajemnego planu, którego jesteśmy uczestnikami. Religie Wschodu nazywały
ją mają, ułudą. Jesteśmy w niej uwięzieni. Jesteśmy schwytani w pułapkę iluzji. Jak się wydostać? Chcemy zniszczyć to więzienie!Wziąć do ręki czarodziejską różdżkę i rzucić zaklęcie "Avada kedavra"- zniszczę, co wypowiem. Ale się nie da. Kryształowa pułapka nie pęka.

Próbujemy więc inaczej. Myślimy, że gdy staniemy się potężni jak wielki Mag, pokonamy tego, który nas więzi. Mag stworzył swoje imperium mocą słowa. W związku z tym,
my też chcemy wznieść swoje królestwo, używając własnych słów. W głowie powstaje tajny plan: "stanę się wielki, potężny, bogaty, genialny! osiągnę sukces
jak stąd do niebios! Wszyscy będą mnie podziwiać i oddawać mi cześć! W ten sposób stanę się potężny jak Mag. Nie będę już jego więźniem."

I jako wtajemniczeni, którzy wykradli Czarodziejowi sekretne pisma, wypowiadamy codziennie zaklęcia, używamy mocy swego oka, rzucamy urok, czarujemy!
Realizujemy tajny plan. Wieża wzniesiona ze słów staje się coraz większa, sięga już prawie nieba. Okalają nas jej mury, grube i solidne. Jesteśmy potężni,  mamy charyzmę,  wywieramy wpływ! Napawamy się własną mocą i siłą. W przestworzach unosi się nasz pełen wyższości śmiech! Jestem panem i władcą tego świata!

I nagle dzieje się jedna z dwóch rzeczy: Oto wielki Mag bierze w dłoń różdżkę i celując w wieżę wypowiada straszliwe słowa:
"Avada Kedavra!" Potężny piorun uderza w budowlę i trud całego życia zostaje obrócony w proch.

Możliwy jest też inny scenariusz: oto po chwilach triumfu i chwały, zauważamy, że prysła gdzieś pierwotna euforia. Czujemy, że utknęliśmy w wieży jak w pułapce.
Nic nas nie cieszy, wszystko drażni. Czujemy się wypaleni i zmęczeni. Wróciliśmy do punktu wyjścia. Zorientowaliśmy się, że cały czas jesteśmy w więzieniu maji a jego mury stały się jeszcze grubsze. Snujemy się zniechęceni z kąta w kąt. Życie znowu przypomina papier toaletowy.

Zaczyamy tęsknić za wyzwoleniem. I któregoś dnia, o świcie, gdy znajdujemy się w stanie na pograniczu jawy i snu, ukazuje nam się Dziewica, skąpana w blasku Słońca. Trzyma w dłoniach tajemną Księgę. Otwiera ją na środku i oto naszym oczom objawiają się wypisane złotymi literami dwa słowa:

Maja - Magia.

Budzimy się i zaczynamy medytować. Co te dwa słowa mogą oznaczać? Nagle spływa olśnienie! Wyrazy te różnią  się jedną głoską: "G". G jak Gnosis- Poznanie. To G
jest symbolem  tajemniczej bramy, portalu, który pomaga wyjść z maja. Przed oczami naszej świadomości wyłania się sekretna receptura:

1) zbierz całą maja, jaką tylko znajdziesz w kręgu otaczającego Cię świata
2) Umieść G w centrum
3) Wniknij w G, pozwól żeby Cię pochłonęło
4) Niech G pochłonie maja!  Niechaj dzieje się gnostyczna magja!

Powyższy tekst w metaforyczny sposób wprowadza nas w styczniowe energie.

Styczeń jest miesiącem związanym z cyfrą 1, która symbolizuje ziarno nowego życia, nowy początek, wzrost, rozwój, zmianę a także świadomość, jaźń.
Patronuje mu "planeta" Słońce, której znak graficzny jest bardzo wymowny.  Składa się on z punktu, wokół którego opisano okrąg. Ukazuje źródło życia i okalające je emanacje. Gdy człowiek się rodzi, wychodzi z łona matki,
w inną, nieznaną jeszcze rzeczywistość. Łono staje się światem, z którego wyszedł i którego symbolem może być punkt, natomiast świat, w którym się znalazł
możemy przyrównać do wnętrza okręgu. Na początku swego istnienia mały człowiek utożsamia się jeszcze z otoczeniem, nie wyodrębnia siebie z rzeczywistości,
która go otacza. Potem jednak uświadamia sobie, że jest odrębną indywidualnością. Odkrywa, że ma imię i jest kimś innym niż mama i tata. Wówczas powoli to on staje się
tym punktem a wnętrze koła otaczającym go światem. Małe dziecko, które się rodzi, ażeby przeżyć, oprócz stworzonych fizycznych warunków, potrzebuje określonej
ilości uwagi i miłości. Przeprowadzono badania, które wykazały, że niemowlęta pozbawione przytulania, miłości, chorowały i umierały.

Przekaz, który otrzymujemy od momentu narodzin w tym świecie jest jednoznaczny: "źródło twojego życia znajduje się na zewnątrz". To z zewnątrz bowiem napływa
do nas pokarm, ciepło, uwaga, miłość, słowa, które słyszymy, rzeczywistość, którą widzimy, itd. Gdy zamykamy oczy, wchodzimy w wewnętrzny świat, który nie da nam
pić, jeść, nie ogrzeje nas, nie udzieli ciału schronienia. Jest to pierwsze i podstawowe uwarunkowanie które wdrukowane jest w nas, tzw. ludzi z natury, świadomości
umieszczonych w biologicznym  ciele. I to uwarunkowanie towarzyszy nam najczęściej przez całe nasze życie, determinuje wszystkie nasze poczynania.

Dopóki się nie przebudzimy, wszystkie nasze starania ukierunkowane są na samorealizację w świecie zewnętrznym. Otaczający nas w momencie urodzenia
zodiakalny krąg, odciśnie na nas pieczęć i  zdeterminuje sposób, w jaki będziemy się przejawiać, dziedziny życia, w których będziemy starali się wykazać, sposób,
w jaki będziemy dążyć do celu, itd.

Im silniejsza pozycja Słońca w momencie urodzenia, tym silniejsza będzie nasze poczucie odrębności, indywidualności i wyjątkowości. Im silniejsze Słońce, tym
bardziej chcemy dominować, przewodzić, wyróżniać się, wdrażać w życie oryginalne pomysły, tworzyć siebie, prezentować swoją osobę światu, wystawiać się na widok
publiczny i uznanie tłumów. Energie zaprogramowały potrzebę realizacji swoich ambicji, rozwoju we wszystkich możliwych dziedzinach, planowania i wdrażania planów w życie. Analogiczna jest jakość styczniowych energii. Na świadomość człowieka z tej natury działają one pobudzająco i stymulująco.
Oto pojawia się siła, by wdrożyć w życie noworoczne postanowienia, zrealizować ambitne plany, rozwinąć się w wielu nowych dziedzinach, przyswoić jakąś nową
wiedzę. Napływające energie są bardzo silne, jak piorun uderzający z nieba lub miecz, który ma zadanie rozwalić skostniałe struktury, przeciąć więzy utrzymujące
nas w stagnacji.

W styczniu zauważymy, jakie aspekty naszego życia są nieporuszone, zatęchłe, nieprzewietrzone. Ujrzymy jak na dłoni dziedziny, w których mamy przeprowadzić
zmiany. Brud, który zamietliśmy pod dywan da o sobie znać zapachem zgnilizny. Energie będą nas stymulować do zmiany. Skrystalizowane obszary życia zaczną nam
doskwierać, uwierać nas jeszcze bardziej niż zwykle. Energie będa bowiem chciały usunąć skostnienie i wprowadzić w nie ŻYCIE.

Życie, rozwój, ruch, zmiana, wzrost, realizacja planów, ambicja, "ja" i wpływ, który wywieram na świat swoją osobą: myśleniem, działaniem, byciem.
"Ja" i mój plan, moja aktywność, moja realizacja to styczniowe hasła. Napływające energie podkręcać będą w nas potrzebę zaznaczenia własnej osoby, własnych poglądów,
własnego światopoglądu i stymulować nas do odcinania się od przekonań innych, by forsować swoje. Oddźwięk, jaki wywoła ta egocentryczna postawa, opisać można
przysłowiem "trafiła kosa na kamień".

Nasze ego nie raz dostanie pstryczka w nos. Ego, fałszywa jaźń odseparowana jest bowiem iluzorycznie od Jedni, od Jedności Stworzenia.
Jedność, tętniące pod materialnymi powłokami życie, będzie się chciało przebić na powierzchnię naszej świadomości.
Zostaniemy skonfrontowani z pytaniami:
Czy jesteś tym, za kogo się uważasz; obrazem, który prezentujesz światu? Czy twój obecny styl życia prowadzi do rozwoju, czy stagnacji? Czy ścieżka, która obrałeś
nie jest przypadkiem drogą pozornego rozwoju? Czy twoje życie zmierza ku życiu, czy ku śmierci?

Przemawiać będzie do nas z głębin serca nasza prawdziwa, wieczna istota. Ta, która zakorzeniona jest w ciszy, wolności od identyfikacji, spokoju, życiu,
miłości. Ta, która nie przemija jak myśli budujące nasze ego. Ta, która jest światłem, prawdą i jednością ze Żródłem.

Nisargadatta Maharaj napisał:

"Dlaczego nasze życie tak pełne jest sprzeczności?
Służy rozbiciu mentalnej dumy. Musimy zdać sobie sprawę z faktu, jak biedni i bezsilni jesteśmy. Dopóki łudzimy się, że jesteśmy wyobrażeniami, które wytworzyliśmy
sobie na temat tego, kim jesteśmy, jak się zachowujemy, co posiadamy, znajdujemy się w fatalnym położeniu. Jedynie w całkowitym samo-zaprzeczeniu jest szansa
na odnalezienie maszej prawdziwej istoty."

Styczniowe energie będą ukazywać nam nasze fałszywe identyfikacje. Boimy się uwalniać od obrazów własnej osoby, od swojego image ze względu na owo
pierwotne uwarunkowanie, o którym była mowa przed chwilą. Cechy charakteru, jakości, które wytworzyliśmy dają nam bowiem poczucie bezpieczeństwa
płynące z faktu, że środowisko zewnętrzne obdarzy nas odpowiednią ilością uwagi, miłości, dobrej energii, tzw. "głasków". Puszczenie wszystkich przywiązań
kojarzy nam się z byciem niewidzialnym a tym samym ze śmiercią. W swoim uwarunkowanym istnieniu wciąż wystawiamy się na promienie zewnętrznego Słońca,
na promienie zewnętrznej uwagi, uznania, szacunku, miłości.
Mało kto wie, że mamy w sercu inne Słońce, będące prawdziwym, wiecznym, wolnym od kaprysów, zawsze wspierającym Źródłem Życia.
Osiągniemy je, gdy pozwolimy, by jego Światło ukazało nam nasz cień; jego ogień spopielił nasze fałszywe przekonania, by moc jego miłości rozpaliła nasze
Wnętrza i opromieniła nasze życie.

Styczeń uczy nas bezosobowości, nie brania niczego do siebie. To, że bierzemy coś do siebie świadczy o naszym uwarunkowanym
postrzeganiu samego siebie. O naszych przywiązaniach do obrazu samego siebie, do ego. Wszystko, co się dzieje jest pozorną rzeczywistością i musimy powoli
uwolnić nasze mentalne i emocjonalne ciała od lgnięcia do pozorów.

Niech prowadzi nas Duchowe Słońce, Sol Invictus!

wtorek, 9 stycznia 2018

CZY CZŁOWIEK POTRAFI KOCHAĆ?


CZY CZŁOWIEK POTRAFI KOCHAĆ?

Nauczyciel duchowy Shunyamurti, opisując organizowane przez siebie w lutym 2012 roku, warsztaty odosobnienia, stwierdził:

"Wielu ludzi ma alergię na słowo "miłość". Nie bez powodu tak jest. Dlatego nasze odosobnienie opatrujemy nazwą "Boska Miłość", nie ludzka miłość i musimy mieć pełną świadomość tej różnicy, ponieważ ludzkie ego nie potrafi kochać.

Ludzkie ego bardzo często używa słowa "miłość", żeby manipulować innymi, kontrolować ich, posiadać, uwodzić i wykorzystywać. Prawdopodobnie każdy z nas, do pewnego stopnia, doświadcza bycia wykorzystywanym, które dokonuje się w imię rzekomej miłości.

Staje się więc zrozumiałe, skąd bierze się uwarunkowana postawa braku zaufania do tego, co najlepsze, do słowa "miłość" i  chęć ucieczki najdalej jak się da, by ponownie nie paść ofiarą nadużyć".

Z kolei w jednym z wierszy, Rumi pisze: "wewnątrz ciebie istnieje miłość większa, niż kiedykolwiek zdołasz pojąć".

Jak to więc jest z tą miłością?

W epoce, w której żyjemy, w kręgach ezoterycznych, ciągle kłuje nas w oczy zwrot "miłość bezwarunkowa". Krążą cytaty, artykuły, sentencje, sugerujące, że człowiek powinien działać w imię bezwarunkowej miłości, powinien ją z siebie cały czas wykrzesywać, ponieważ jest do niej zdolny. Tak jakby miłość
bezwarunkowa i okazywanie jej w życiu codziennym, było kwestią li i jedynie naszej dobrej woli. Jak naiwne jest to mniemanie wie każdy, kto próbował  wdrażać w życie taką miłość, odnajdować ją w sobie i w każdej chwili dnia i nocy nią promieniować, zastrzegając jednocześnie, że ta osoba jest ze sobą szczera.

W Nauce Powszechnej podstawowym aksjomatem jest świadomość faktu, że jesteśmy istotami podwójnymi. Dopóki nie zajdzie w nas gruntowna przemiana, przejawiamy się jako "ego", funkcjonujemy jako pewien pakiet świadomej, czującej informacji z wkodowanymi programami walki o byt, ochrony siebie, "samorealizacji", samozachowania. Charakteryzuje nas postawa do siebie, dla siebie, sobie. Jesteśmy w swoim mniemaniu Słońcem, wokół którego jak małe planetki i księżyce krążą inni ludzie. My jesteśmy główną gwiazdą.

Proces życia polega na wzroście i rozwoju. Czynnikiem decydującym o tym, czy ten rozwój będzie postępował, jest umiejętność wchodzenia w doświadczenia:
działania i obserwacji informacji zwrotnych, które do nas przychodzą i na tej podstawie wyciąganie wniosków. Gdy mamy kontakt z rzeczywistością i pozostajemy otwarci na przyjęcie każdej prawdy dotyczącej naszego postępowania, będziemy zauważać, co zgodne jest z duchem miłości, a co nie. Postawa ego "jestem pępkiem wszechświata", szybko przyniesie zwrotne informacje, które (jeśli je odczytamy) nauczą nas, że takimi pępkami są wszyscy wokół. Trochę analogicznie do tego, co powiedział Hermes Trismegistos "Bóg jest kulą, której środek jest wszędzie a obwód nigdzie". Ego dowiaduje się, że każdy czuje się jako ten środek, jako bóg-centrum; z tym, że my w odróżnieniu od Boga, dokładnie czujemy, gdzie jest "nasz obwód". Uważamy bowiem, że wyznaczają go granice naszych ciał. Utożsamiamy  siebie z ciałem, ewentualnie z ciałami subtelnymi, które są naszym pojazdem, nośnikiem "naszej" świadomości. Tu jestem "ja" odgrodzony, ograniczony, odcięty murem ciała fizycznego i otaczającego go płaszcza ciał subtelnych, a dalej jest reszta świata.

Tak nakazuje nam myśleć logika i zgodnie z tą logiką funkcjonujemy. Taki sposób rozumowania, jest rozumowaniem egocentrycznym. I jak nauczają wszyscy prawdziwi mędrcy, duchowi mistrzowie i nauczyciele, którzy kiedykolwiek się pojawili na tym świecie, to właśnie rozumowanie jest przyczyną wszechobecnego cierpienia.  Dopóki mamy świadomość siebie jako odrębnej jednostki, będziemy ustawiać cały świat, czyli ludzi krążących, w naszym mniemaniu, wokół nas, pod kątem swojego widzimisię,
swojej wygody, swojego dobra. Będziemy ich używać, przestawiać jak meble, manipulować, żeby osiągnąć swoje korzyści. I żeby mieć lepsze samopoczucie i ukryć przed sobą i innymi nagą, gorzką prawdę, będziemy ściemniać, że wszystko, co robimy, robimy z miłości i nadawać temu wzniosłą otoczkę. Możemy w to nawet święcie wierzyć. Taka postawa generuje cierpienie u innych i u nas samych, gdy wracają do nas skutki naszego postępowania.

To cierpienie sprawia, że staramy sie postępować inaczej. Widzimy, że nie tędy droga, że coś jest niewłaściwego w naszym postępowaniu. Wiemy, że "love is the answer", miłość jest odpowiedzią, więc próbujemy tę miłość przejawiać, czynić dobro. Ten etap na ścieżce przypomina aspekt biblijnych Elżbiety i Zachariasza, którzy zdali sobie sprawę ze zła płynącego z postawy egotycznej i próbują czynić dobro w tym świecie, skupiać się na dobru. Jednak ich starania nie przynoszą upragnionych owoców Elżbieta i Zachariasz są bezpłodni. Ich wysiłek, by czynić dobro, nie przynosi spodziewanych rezultatów. Możemy sobie dopowiedzieć, że dlatego nie przynosi, iż po pierwsze to, co robią w dobrej wierze, myśląc że postępują słusznie, odnosi często odwrotny skutek, ponieważ oni pozostają jeszcze w ignorancji. Są cali jeszcze mocno przesiąknięci egocentryczną świadomością, uwarunkowaniami, niewiedzą, złem, lękiem, które powodują, że chcą dobrze a robią źle. Jest takie powiedzenie nawet
współcześnie: "chciałem dobrze, a wyszło jak zawsze". W Biblii tę konstatację możemy odnaleźć w słowach św. Pawła:
"Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę,  ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka."

Pod koniec swojego życia biblijni Elżbieta i Zachariasz dochodzą do powyższej konkluzji. Zdają sobie sprawę z faktu, że cielesne uwarunkowania, zapisy w krwi, karma w plexus sacralis , ich psychiczny związek z ciałem, przywiązanie do niego, utożsamianie się sprawiają, że mimo dobrych chęci, czynią na Ziemi piekło. I w momencie, gdy jest już w nich ta wiedza, ta świadomość, stają się w nią "brzemienni" i przechodzą do nowego etapu.

Rodzi się Jan- nowy wewnętrzny aspekt. Jan "ma na biodrach skórzany pas, odzienie z wielbłądziej wełny, żywi się szarańczą i dzikim miodem". Ta metafora oznacza, że Jan świadomy jest już faktu, że w jego sercu mieszka boski pierwiastek,  zalążek nowej duszy. Wie, że dopóki nie oczyści w swoim wnętrzu  ziemskich przywiązań, dążeń, cielesnych pragnień, uwarunkowań i nie podporządkuje ich temu pierwiastkowi, nie zadzieje się żadna zmiana.

Pas na lędźwiach oznacza świadomość obecnej w śledzionie istoty pożądań, generującej pragnienia, przywiązania do "stu tysięcy rzeczy", lgnięcie do materii, przyjemności, zaszczytów, itd. Wielbłądzia wełna wskazuje na fakt, że Jan nakierowując się ten boski pierwiastek, przyciąga do siebie nowe etery. Wielbłąd jest symbolem transmutacji,zamiany tłuszczu z garba w wodę, która umożliwia życie na pustyni.

Jan zrodzony ze świadomości jałowości egotycznych dążeń, ukierunkowuje się na "ten Inny" pierwiastek w sobie i przyciąga do siebie żywą wodę boskiego świata, która powoli przemienia go i pozwala jego systemowi odżywiać się innymi eterami.  Nasza istota pożądań bowiem, dopóki nie zajdą w nas przemiany, odżywia się i przetacza przez krew nieświęte etery tego świata. Transmutacja, która dokonuje się w  Janie, pozwala mu coraz bardziej żywić się z innych sił, energii i pożądań, niż ziemskie. Jako że głównym jego pragnieniem jest tęsknota za Bogiem, następuje przyciągnięcie boskich sił do siebie.
Jan żywi się szarańczą i dzikim miodem- siły, które przywołuje są jak szarańcza niszcząca wszystkie plony które wydała "zła ziemia" jego pożądań a miód dzikich pszczół wskazuje na to, że słodycz boskiej miłości, prana boskiego Słońca, zaczyna w nim pracować.

Działanie Jana w nas polega na oczyszczaniu ścieżki. Polega na wejściu w siebie, w swoje wnętrze i oddzielaniu dobrego ziarna od plew. Jakie aspekty we mnie pochodzą od ego, jakie od boskiego pierwiastka. I dzięki tej pracy polegającej na samoobserwacji, samopoznaniu i podążaniu za tym, co rozpoznajemy jako boskie, święte i czyste, zaczynamy przeczuwać intuicyjnie, że "wewnątrz nas istnieje miłość większa, niż kiedykolwiek zdołamy pojąć".

To, co najpierw tylko przeczuwane, staje się wkrótce naszą rzeczywistością. Wewnątrz nas wzrasta nowy aspekt, jakim jest Jezus, nowa dusza. Ta nowa dusza staje się łącznikiem pomiędzy ziemskim człowiekiem a Chrystusem, który jest miłością przekraczającą ludzkie pojęcie.

Jan chrzci Jezusa w Jordanie- trzydzieści lat po wizycie 3 króli niosących z sobą odnawiające dary dla trzech świątyń w człowieku (głowy, serca i rąk). Nowa dusza może wzrastać w Chrystusie, dzięki odnowieniu trzech przybytków w ciele mocą nowej mądrości, nowej miłości, nowej woli.

Jezus w nas, nowa dusza rośnie, ma coraz większy wpływ na nas. Stajemy się jej uczniami. Nasze ego maleje, cichnie. To nie "ja" jestem teraz Słońcem, wokół którego jak księżyce i planetki krążą inni ludzie. Ja- osobowość, staję się księżycem krążącym wokół wewnętrznego Słońca, jakim jest boski pierwiastek we mnie, róża serca, nowa dusza. Zanurzam się w ciszy, żeby promieniować mogło przeze mnie to boskie światło, ta boska miłość.

To jest proces, potężny, imponujący, niepojęty...
Kroczymy ścieżką. Napotykamy na niej pozorne przeszkody. Pojawiają się trudności zewnętrzne, nieprzyjaźni ludzie, torpedujący nasze pomysły, starania, cechy charakteru. Ego w nas się złości, lęka, buntuje. Chce walczyć, wymierzać sprawiedliwość, chce żeby było po jego myśli.

I przychodzi wskazówka: "nie sprzeciwiajcie się złu". Słońce świeci jednakowo na wszystkich: na "dobrych i złych". Mamy w sercu wewnętrzne Słońce. Jego promienie potrafią dotknąć subtelnie  drugiego człowieka, wniknąć w jego serce, głowę i zrozumieć uwarunkowania karmiczne, w ktore został wrzucony i z którymi się zmaga, jak św. Jerzy ze smokiem.

Przeszkody są pomocą, abyśmy faktycznie stali się jak Jezus Chrystus, abyśmy wzrastali w Miłości. Miłości trzeba się uczyć. Gdyby wszystko wokół było  doskonałe, nasza istota nie poznałaby swoich mankamentów i braków i nie przyciągnęlibyśmy Światła, które je usuwa.

Kwintesencją miłości Chrystusowej, miłości chrześcijańskiej są słowa wypowiedziane przez Jezusa na krzyżu: "Boże, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią". Słowa te padły pod adresem ludzi, którzy zadali niewyobrażalne wręcz cierpienie, ośmieszyli, opluli, znieważyli, poniżyli.

Te słowa lśnią nieprzemijalnym blaskiem. Są wypowiedziane przez człowieka, który poprzez poznanie samego siebie, poznał cały świat, wszystkich ludzi i bogów.
"Boże, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią". W naszym polskim języku, gdy odwrócimy słowo "im", powstanie "mi". Gdy poznajemy siebie, gdy poznajemy swoje egotyczne uwarunkowania, cały bagaż swoich programów, nawyków, naleciałości, przeświadczeń, widzimy ogrom ciemności, głupoty, niewiedzy, ignorancji odgradzających nas od Prawdy Miłości. I wówczas przytłoczeni tym wyrażamy intencję: "Boże we mnie, boskie Światło, boska miłości, spraw, abym wybaczył sobie wszystkie czyny, których dokonałem w swojej głupocie."  "Boże, Wybacz", oznacza pozwól zapomnieć i uzupełnij ten brak wiedzy Prawdą, zrozumieniem, Światłem Miłości.

I gdy taki proces dokonuje się wewnątrz nas, wówczas jesteśmy w stanie przenieść go na relacje z innymi ludźmi "Boże we mnie, natchniona Duchem duszo, proszę pomóż mi przebaczyć drugiemu człowiekowi, zrozumieć go, nie krzywdzić zemstą, złą myślą, odwetem, bo on nie wie, co czyni", nie do końca jest świadom,  bo jeszcze jest w uścisku cielesnych uwarunkowań.

I wówczas ta prośba, ta głęboka modlitwa nie nosi w sobie znamion wyższości, litości "przebacz mu Boże, bo jest głupszy ode mnie". "Boże przebacz IM, bo nie wiedzą, co czynią" wznosi się na skale samopoznania "Boże, przebacz MI, bo nie wiem, co czynię". Prośba o to, by w naszym sercu nie było urazy, ponieważ jesteśmy jednym wszyscy, jesteśmy tym "środkiem Boga, który jest wszędzie". Nigdzie, poza naszym umysłem, nie istnieje zewnętrzny obwód koła, czy kuli. Tylko nasz umysł tworzy sztuczne bariery, podziały w postaci m.in. uraz, żalu, pretensji. W postaci myśli kreujących odrębność.

Jesteśmy wszyscy w tym świecie uczniami w wielkiej szkole życia. Uczniami Miłości. Miłość to Logos naszego wszechświata. Logos jest proporcją, idealną
miarą tego, co nazywamy energią żeńską i męską. Idealną miarą łagodności i stanowczości. Miłość jest nie tylko głaskaniem po głowie. Czasami mamy skłonność do sentymentalizowania miłości. Miłość nie oznacza, że nasze zachowanie ma być uległe względem wszystkiego. "Nie sprzeciwiajcie się złu" nie tyle bowiem odnosi się do zewnętrznego zachowania, ile do wewnętrznej postawy. Mam akceptować to, co przychodzi do mnie pod postacią zła.
Akceptować i przyglądać się uważnie. Obserwować i badać, jaki prezent się w tym kryje, jaka lekcja przyszła, co mam zrozumieć, jaki swój brak uzupełnić Światłem.

Na tej ścieżce odkryjemy, że czasem potrzeba jest zachować się na zewnątrz stanowczo, żeby nakierować kogoś na właściwą  ścieżkę. Jednak musi ta stanowczość wyrastać z wielkiego wewnętrznego poczucia jedności i świadomości, że "ja jestem innym ty". Musi być ta świadomość podszyta
łagodnością, współodczuwaniem, czynieniem  tego, co jest wyzwalające dla tej osoby. Wówczas będzie miłością a nie jej podróbką.

Do takiej Miłości jesteśmy zdolni, gdy rozpuścimy nasze ego mocą procesu, w który możemy wejść, jeśli tylko tęsknimy za nim najbardziej na świecie.

Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...