sobota, 16 grudnia 2017

KSIĘGI


Wielką pomocą na duchowej ścieżce jest dla nas natchniona literatura. Czytanie dzieł osób "oświeconych" dostraja nas do ich poziomu świadomości. Jest narzędziem uwznioślającym osobowość. Jest Światłem rozpuszczającym mroki ignorancji, która rodzi wszelkie zło. 

Natchnione Słowo jest łącznikiem między naszym światem a innym, wyższym poziomem istnienia, Podczas czytania świętych pism, dokonuje siępewna magia, nasze serca i umysły zostają wypełnione uwalniającą siłą.

Czytanie dzieł Mistrzów nie kłóci się z ideałem samoautorytatywności na ścieżce. Uczeń, czytając odnajduje niejednokrotnie swoje odczucia, przeżycia i myśli ubrane w słowa przez inną istotę, która przetarła szlak. Zadaniem ucznia jest rozważanie wszelkich nauk w swoim sercu i sprawdzanie, czy są one prawdziwe poprzez wewnętrzne rozróżnienie i wdrażanie ich w życie.

Warto rozpoczynać i kończyć dzień od inspiracji duchowej płynącej albo z Ciszy własnego wnętrza, albo z natchnionej literatury.

"Wszelkie Pismo od Boga natchnione jest i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości – aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu."
Drugi List do Tymoteusza (3,14-4,2)

TĘSKNOTA



Jedna jedyna cząsteczka Ducha w nas "jest mniejsza od małego, większa od dużego". Sił duszy nie przywołamy do siebie poprzez gromadzenie intelektualnej wiedzy, dobre uczynki ani nawet przez medytację a jedynie przez wielką, wielką tęsknotę duszy za Innym Światem...tęsknotę, której nie "sprzedamy" za dobra tego świata: bogactwo, władzę, przyjemność, sukces, różne pasje.

Ta tęsknota moze byc dla nas samych nie do końca zrozumiała. Dlaczego nie jestem taki jak inni? Dlaczego nie "kręci" mnie kariera, dążenie do sławy, kasy, władzy? Dlaczego mnie to nie motywuje, dlaczego szukam ciągle czegoś innego, jakiegoś innego świata: pięknego, pelnego milosci i światla, wolnego od przemocy i cierpienia?

Czy jestem jakimś beznadziejnym marzycielem, bujającym w obłokach? Dlaczego ukojenie znajduję jedynie w tekstach niosących z sobą głębokie duchowe treści? Dlaczego większość ludzi mnie nie rozumie? Dlaczego ja nie rozumiem ich? Czy mam się dostosować i być taki jak inni? Dlaczego ogarnia mnie takie uczucie przytłoczenia, beznadziejności i jałowości , gdy patrzę na krótki, wypełniony znojem i dążeniami żywot człowieka. Po co to wszystko?
Po co żyjemy? Zeby rozwinąć talenty, wychować dzieci, zarobić na chleb, być dobrym i umrzeć? Na tym to polega?

Czemu się w tym duszę?...

PROSTUJCIE DROGĘ PAŃSKĄ


PROSTUJCIE DROGĘ PAŃSKĄ 
„Albowiem postanowił Bóg zniżyć każdą górę wysoką, pagórki odwieczne, doły zasypać do zrównania z ziemią, aby bezpiecznie mógł kroczyć Izrael w chwale Pana”
Te słowa z Księgi Barucha wychwalają Boga, który pozwolił swojemu uprowadzonemu do Babilonu ludowi powrócić do ojczystej ziemi po 70 latach niewoli.
Gdy potraktujemy je metaforycznie, zdąbędziemy wiedzę o Bogu, który wychodzi nam- upadłym, zniewolonym mikrokosmosom naprzeciw. Przygotowuje On Ścieżkę
Świętych Misteriów, która umożliwi nam wyzwolenie się z siedmiokrotnego więzienia naszego naturalnego ciała i powrót do miejsca, które dawno dawno temu było naszym Domem.

Gdy Izrael zinterpretujemy jako ludzi, których aktywna iskra Ducha w sercu, wciąż pobudza do stałej, nieprzemijającej tęsknoty za Boskim Światem i poszukiwania Go, 
ujrzymy doświadczenia, które poprzedzają odnalezienie przez nich prawdziwie wyzwalającej Ścieżki. "Bóg postanawia zniżyć każdą górę wysoką, pagórki odwieczne, doły 
zasypać do zrównania z ziemią, aby bezpiecznie mógł kroczyć Izrael w chwale Pana”

Gdy odwołamy się do mitologii egipskiej i przypomnimy sobie starożytną symbolikę pagórka, zdołamy lepiej zrozumieć wymowę biblijnych słów.
Pagórek, prapagórek jest jednym z najważniejszych a zarazem najstarszych egipskich symboli kosmogenicznych. Oznaczał on nie tylko miejsce, na którym z wód wyłonił sie bóg
stwórca, ale także tego boga we własnej osobie. W całym Egipcie wzniesienia terenu, wzgórza wykorzystywane były jako miejsca kultu, a tam
gdzie rozległa równina nie dawała naturalnych wzgórz, wznoszono sztuczne pagórki i czczono je.

Jak wiemy, przekazy biblijne są bardzo głęboko zakorzenione m.in. w egipskiej symbolice. Gdy odniesiemy słowa z Księgi Barucha o równaniu z ziemią pagórków do 
indywidualnych przeżyć uczniów na Ścieżce, możemy je odczytać jako metaforę usunięcia przez gnostyczne Światło wszystkich wyznawanych przez nich fałszywych proroków, 
bożków, czy błędnych ścieżek, po których stąpają. Gdy uaktywnia się w nas iskra Ducha, zaczynamy poszukiwać odpowiedzi na egzystencjalne pytania. Zanim trafimy na 
właściwą drogę, błądzimy. Bywa, że powierzamy się opiece jakichś duchowych nauczycieli, którym oddajemy swoją moc, energię, pieniądze. Możemy również uważać, że 
duchowy rozwój polega na "zaliczaniu" niezliczonej ilości ezoterycznych warsztatów. Bywa też, że nieświadomie kroczymy ścieżką, która powoduje nasze głębokie 
związanie się z ciemnymi siłami tego świata. Możemy też szukać spełnienia w świecie materialnym, goniąc za karierą, pieniędzmi, sławą, zaspokajaniem zmysłów, etc.
Czasem natomiast, latami związani jesteśmy z jakimś ruchem w nadziei, że da nam upragnioną przemianę na lepsze. Bywa iż oszukujemy sami siebie i nie dostrzegamy,
że nie posunęliśmy się w rozwoju ani o krok do przodu. Stajemy się zaślepieni, zatwardziali i przekonani, że wszystko wiemy najlepiej.

Jeśli aktywna jest w nas iskra Ducha, Światło Gnozy w odopwiednim momencie otwiera nam oczy i poprzez dramatyczne najczęściej przeżycia, rodzi głębokie 
rozczarowanie w stosunku do ścieżki, którą kroczyliśmy. Wali nam się cały świat, wpadamy w DOLINĘ żalu i rozpaczy. Odebrane nam zostaje wszystko, na czym budowaliśmy
swoją wizję szczęścia. Ogarnia nas głęboki lęk, że nigdzie w tym świecie 
nie znajdziemy Prawdy, do której tak bardzo tęsknimy; że nigdy nie zaznamy spełnienia. Czujemy, że życie jest bez sensu, wpadamy w dołek.

Do pokonanych, rozczarowanych, skruszonych w swym przekonaniu, że wszystko wiedzą najlepiej, "ubogich duchem" uczniów, przybywa gnostyczne Światło, które daje nadzieję
wydobywa z depresji, jak z ciemnej doliny.

("Zniżenie każdej góry wysokiej" możemy także rozumieć jako czasowe celowe obniżenie wibracji, które dokonuje się cyklicznie w przestrzeni Duchowego Braterstwa, tak 
aby promienie Gnozy mogły dosięgnąć dialektycznego człowieka.)

Gdy w ten sposób przeszkody zostają usunięte, człowiek widzi przed sobą jasno nakreślony cel i może odtąd kroczyć gnostyczną ścieżką wyzwolenia. Staje się jak biblijny św.
Jan, który poprzedza i zapowiada nadejście Jezusa:
"Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską", Nawróćcie się, bo blisko już jest królestwo niebieskie",Przygotujcie drogę Pana, wyrównajcie Jego ścieżki
Każda dolina zostanie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi! (Łk 3,4-5)”

Jak Bóg poprzez uderzenia gnostycznego Światła wskazał nam wyzwalającą Ścieżkę, tak teraz my potrzebujemy likwidować ze swojej drogi wszystkie wewnętrzne i zewnętrzne
przeszkody, które odgradzają nas od Prawdy.

Jeden z aksjomatów ezoterycznego świata Ery Wodnika brzmi: "jestem Bogiem". Często bez zastanowienia powtarzamy go jak mantrę, wierząc, że juz teraz, w obecnym stanie
istnienia, jesteśmy Bogiem, lub jesteśmy boscy i doskonali. Popularne zdania głoszą: "nie istnieje nic, co mógłbyś w sobie naprawić, bowiem nigdy nie byłeś zepsuty",
"jedyne, co musisz zrobić, aby być szczęśliwym, to być sobą", "jesteś doskonały i wyjątkowy, nie ma drugiej takiej istoty, jak ty", "jesteś Światłem i Miłością", itd.

Hasła te w pewnym kontekście są prawdziwe, jednak nie są szlachetnymi prawdami prowadzącymi do wolności i wiecznego szczęścia. Gdybyśmy zastosowali się bowiem do życia
w zgodzie z nimi, zdalibyśmy sobie sprawę z faktu, że owo bycie sobą wcale nie przynosi nam i innym szczęścia. Pełno w nas bowiem popędów, pożądań, nieuporządkowanych
emocji, przywiązań, egoizmu, które rodzą ból nasz i innych. Poza tym wciąż podatni jesteśmy na uderzenia losu i utratę tego, co kochamy. Ten świat jest bowiem przemijalny.
Odchodzą ukochani ludzie, tracimy majątki, nasze osiągnięcia idą w niepamięć, uroda i zdrowie przemijają. Bycie sobą nie jest receptą na wieczną błogość i harmonię.
A ta jest przecież istotą Boga. Jak głosi Bhagavad- Gita, Kryszna, przyczyna wszystkich przyczyn, jest prawdziwą formą wiecznego istnienia, wiedzy i szczęścia.

Czy ja, człowiek jestem przyczyną wszystkich przyczyn, prawdziwą formą wiecznego istnienia, wiedzy i szczęścia? Czy jestem Światłem i Miłością? 
Gdy jesteśmy z sobą szczerzy, odpowiemy: nie! Widzimy bowiem ogrom swojej ignorancji, podatność na upadki i wzloty, kruchość własnej egzystencji, cierpienie, które
potrafimy zadać innym ludziom. Wiemy, że kiedyś umrzemy. Skąd się zatem wzięło owo przekonanie o naszej boskości? Czy to jest totalne kłamstwo?

Gdy zaczynamy zagłębiać się w święte pisma wszechczasów, wszędzie odnajdujemy tę samą prawdę: człowiek jako jedyny jest podwójny: śmiertelny podług ciała, nieśmiertelny
podług duszy", "wcielona dusza bezustannie wędruje w tym ciele, od wieku chłopięcego, poprzez młodość do starości", "Wszystko, co uwarunkowane, jest cierpieniem.
Cierpienie ma swoją przyczynę. Istnieje koniec cierpienia.Istnieje droga, która prowadzi do końca cierpienia." Dowiadujemy się, że tym, co powoduje nasz ból, jest przywiązanie
do materialnego ciała i rzeczywistości postrzeganej zmysłowo. Biblijna Księga Mądrości mówi, że Bóg stworzył Adama nieśmiertelnym: "dla nieśmiertelności Bóg stworzył 
człowieka - 
uczynił go obrazem swej własnej wieczności" (2,23). Śmierć przyszła z powodu grzechu: "gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz" (Rdz 2,17; 3,19).

Bhagavad Gita, Wedy, Corpus Hermeticum, Biblia, nauki buddyjskie, Upaniszady, mitologie etc. przekazują nam wiedzę o upadku mikrokosmosu w materię, który był początkiem 
jego popadnięcia w błędne koło narodzin i śmierci. Niewielu z nas jednak zawraca sobie tymi naukami głowę. Żyjemy zaślepieni realizacją materialnych celów i nie 
zdajemy sobie sprawy z faktu, że ten pęd, to ukierunkowanie na fizyczną rzeczywistość, stanowi bezpośrednią przyczynę naszej śmiertelności! Spożycie owocu z drzewa 
dobrego i złego, jest symbolicznym odniesieniem do połączenia się człowieka z rzeczywistością dialektyczną, ze światem dualizmu, z przemijalną przestrzenią materii. 
Nieśmiertelny Mikrokosmos odwrócił swój wzrok od Planu Boga i skierował go na fizyczny, gęsty plan. My powielamy bez końca, na każdym kroku ten pierwotny, adamowy błąd;
służymy sobie samemu, realizujemy własne pomysły.

We Wprowadzeniu do Bhagavad- Gity mamy następujący fragment: "gdy Sanatana Gosvami zapytał Śri Caitanyę Mahaprabhu o svarupę, czyli konstytucjonalną cechę żywej istoty,
Pan odpowiedział, że svarupą każdej żywej istoty, jest pełnienie służby dla Najwyższej Osoby Boga" (!). Mamy więc tutaj wspaniałą wskazówkę dotyczącą życia wiecznego.
W rozumieniu duchowym nie jesteśmy w pełni żywymi istotami, ponieważ zamieszkujemy śmiertelne ciała. Dopóki nie rozpoznamy, że celem naszego życia jest Bóg, będziemy
się kręcić w błędnym kole narodzin i śmierci. Dlatego nasz proces wyzwolenia zaczyna się od słów, które występuje zarówno w Biblii, jak i Bhagavad Gitcie: "Ojcze, 
nie moja lecz Twoja wola niech się stanie".

"W umysłach tych, którzy zbyt przywiązani są do radości zmysłowych i bogactw naturalnych, i których oszałamiają te rzeczy, mie powstaje stanowcze 
postanowienie pełnienia służby dla Najwyższego Pana". Gdy przestaliśmy służyć Bogu, przestaliśmy być z Bogiem Jednym. Pojawiła się dwoistość; dwie jaźnie, boska
i ludzka. Zdominowało nas fałszywe ego, jaźń, którą łączymy z naszym materialnym ciałem i wydaje nam się, że jesteśmy kimś odrębnym.

W Upaniszadach Puranach czytamy:
"Pierwiastek samolubnego "Ja" nie jest Prawdą, która jest jednolita, wolna od nieporozumień i rozróżniania na postrzeganie i postrzegającego"
"Jesteś jednolitą Rzeczywistością, jesteś czysty, bezkresny, nienarodzony i nieprzemijający. Dlaczego więc masz złudzenia odnośnie "Ja"?
"Kiedy jakieś naczynie zostaje rozbite, przestrzeń w nim od razu jest jednością z bezkresną przestrzenią dokoła, staje się nie do odróżnienia
Kiedy umysł staje się czysty, nie widzi żadnej różnicy pomiędzy umysłem a Najwyższym"
"Ten, kto jest wolny od przywiązania i nienawiści, oddany dobru wszystkich istot, osadzony w wiedzy i stały, osiągnie najwyższy stan".

Jan jest symbolem tego aspektu w nas, który zdaje sobie sprawę z pierwotnej jedności człowieka i Boga. Kiedyś faktycznie prawdą o nas było stwierdzenie:
"JEstem Bogiem". Dziś wypełnieni ignorancją i pasją płynącą z połączenia z materią, utkani jesteśmy z "martwej litery" fałszywych przekonań na swój temat. 
Jan zdaje sobie sprawę z faktu, że
zbudowany jest z dwóch aspektów, dwóch głosów. Słyszy w sobie głos Boga, głos chrystusowej zasady i głos jego małego "Ja".

"Ja nie jestem Chrystusem, lecz: Zostałem posłany przed nim. Kto ma oblubienicę, ten jest oblubieńcem. Jednakże gdy przyjaciel oblubieńca stoi i go słyszy, 
wielce się raduje z głosu oblubieńca. Dlatego ta moja radość osiągnęła pełnię. Ten musi wzrastać, ja zaś muszę maleć” (do momentu, gdy zniknie 
nieświety głos "ja". )

Jak czytamy w Upaniszadach Puranach:
"Poprzez narząd mowy można wyrazić przeznaczenie tych, którzy są oddani czynowi, ale przeznaczenia joginów nigdy nie da się wyrazić słowami, ponieważ
przekracza to słowa. Wiedząc o tym, człowiek nigdy nie mówi, że jogini mają jakąś określoną drogę. Dla nich jest nią porzucenie wszelkiej możliwej dwoistości".
Czyli innymi słowy: nie może być ścieżki i osoby, którą nią kroczy. "Nie podążaj Ścieżką, bądź Ścieżką".
W pewnym momencie wędrówki, istnieje już tylko ścieżka, tylko Światło, Droga i Życie. Znika ten, który kroczy, stopił się bowiem z Bogiem w JEdno.

KRólestwo Boże zostaje osiągnięte. W Ewangelii świętego Jana, czytamy jednak słowa:
Zaprawdę, zaprawdę ci mówię: Jeżeli ktoś nie narodzi się z wody i ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. Co się narodziło z ciała, jest ciałem, a co się 
narodziło z ducha, jest duchem. Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się ponownie narodzić. Wiatr wieje, gdzie chce, i słyszysz jego odgłos, ale nie wiesz, 
skąd przychodzi i dokąd idzie. Tak jest z każdym, kto się narodził z ducha”.

Te słowa mówią o tym, że nie osiągniemy stanu adwaity, stanu Jedności, stanu świadomości Ducha "bez narodzin z wody i z ducha." Słowa te są wskazaniem na święte,
tajemne gnostyczne misteria, które muszą nas dotknąć i przemienić, abyśmy stali się zdolni do wejścia do Królestwa Bożego. "Nikt nie może wziąć czegoś, czego nie 
otrzymał z nieba (...) Ten, kto przychodzi z góry, przewyższa wszystkich. Ten zaś, kto pochodzi z ziemi, jest ograniczony do rzeczy ziemskich. Ten, kto przybywa z 
nieba, mówi o tym, co widział i słyszał w niebie. Ludzie nie chcą Go słuchać, ci jednak, którzy Mu uwierzyli, uznali, że Bóg mówi prawdę. Ten bowiem, kto został 
wysłany przez Boga, przemawia w Jego imieniu. A Bóg w pełni obdarza Go swoim Duchem. Ojciec kocha Syna
i wszystko Mu powierzył. Ten, kto wierzy Synowi Bożemu, ma życie wieczne."

Odrodzenie z wody odnosi się do misterium Jana Chrzciciela. Zarówno Chleb Żywy, jak i Żywa Woda, którą Jan chrzci tych, którzy przybyli nad
Jordan odnoszą się do ciała eterycznego, do odżywiania się z nowych eterów i do odnowienia naszego przybytku miednicy. W Ewangelii Mateusza czytamy, że
"Jan miał odzienie z wielbłądziej sierści, a na swych biodrach skórzany pas. Jego pokarmem były szarańcza i polny miód."

Zdanie to przesycone jest głęboką symboliką, zawierającą odniesienie do świętego misterium, które jest związane z chrztem nad Jordanem. Odzienie z wielbłądziej
sierści wskazuje na proces transmutacji, dokonujący się w ciele eterycznym. Charakterystyczną cechą ciała wielbłąda jest jego garb. Wielbłąd posiada zdolność
przemiany powietrza w wodę. Woda jest symbolem ciała eterycznego, żywiołem z nim związanym. Powszechnie uważa się, że wielbłady przechowują w swych garbach wodę. Tak 
jednak nie jest, chociaż ich garby w pewien sposób służą do tego celu. Są one bowiem zbiornikami wypełnionymi tkanką tłuszczową. Kiedy ta tkanka jest metabolizowana,
staje się ona nie tylko źródłem energii, ale wchodzi również w reakcję z tlenem z powietrza, w wyniku czego tłuszcz zamienia się w wodę. Wskazuje to na święty proces,
w którym pod wpływem sił Ducha Świętego (powietrze), system ulega transmutacji i jest odtąd w stanie przyswajać "żywą wodę", nową substancję eteryczną.

Człowiek staje się oczyszczony i symbolem tej czystości, odnowienia istoty pożądań w śledzionie, w przybytku miednicy, jest pas, którym Jan ma przepasane biodra.
Pas jest czymś, co odcina jedną część ciała od drugiej. Przepasanie lędźwi mówi o odcięciu się od zwierzęcych, instynktownych, zmysłowych i materialnych pożądań.
Nie jest to jednak świętoszkowate, purytańskie odcięcie się osobowości od tego, co uważa za niegodne, a trwałe oczyszczenie, które następuje pod wpływem misterium
i uwalnia nas w dużym stopniu od generowania "nieświętych" myśli, obrazów, pożądań.

Pasują tu jak ulał słowa Pymandra z "Corpus Hermeticum": "ja Umysł w żadnym wypadku mie dopuszczę do tego, aby aktywności ciała, które ich atakują, wywierały na nich swój
wpływ. Jako Stróż Bram odmówię wstępu złym i zawstydzającym czynom i odetnę nieświęte wyobrażenia".

Z Ewangelii Mateusza wiemy również, że Jan żywił się szarańczą i dzikim miodem. Miód, tak jak wielbłąd, jest symbolem transmutacji. Pszczoła wytwarza miód, 
transformując zawarte w pyłku światło słoneczne. Jest to odniesienie do Jana, który w misterium chrztu nad Jordanem staje się zdolny do odżywiania się (oprócz innych eterów)
Światłem Chrystusa.

Szarańcza natomiast to symbol działania odradzających sił Słonecznego Ducha. Szarańcza jest jak "wiatr, który nie wiadomo skąd przychodzi i dokąd idzie." Nawiedza 
ziemię i ją niszczy. Ziemia jest żywiołem związanym z naszym ciałem fizycznym a przez to i z naszym "ego", świadomością "Ja".
Symbol szarańczy i miodu przypomina tu nieco egipskiego skarabeusza, który składa w toczonej przez siebie kuli gnoju ziarno, z którego narodzi się nowa istota. 
Skarabeusz odradza się z własnego rozkładu. Dobrowolne jedzenie szarańczy i miodu symbolizuje samozniszczenie, aby mogła się w nas narodzić z chrystusowego ziarna siewnego
dzięki mocom Duchowego Słońca, nowa dusza (Jezus). "Odtąd ja muszę maleć, a On musi wzrastać". Mamy tu odniesienie do Janowej endury, doskonałego samooddania, 
ukrzyżowanie nieświętego "ja".

Jan powiedział: «Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi 
Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała».
Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu. "

Również ten fragment przesycony jest głęboką symboliką misteriów. Zacznijmy od końca, Betania, to z hebrajskiego dom ubogich". Nasuwa się tu biblijne "błogosławieni
ubodzy duchem, albowiem do nich należy królestwo niebieskie". Ubóstwo na zasadzie przeciwieństwa do biblijnej przypowieści o bogatym młodzieńcu, który nie chce
oddać siebie i swoich przymiotów, nowej duszy, odnosi się do samooddania, do serca oczyszczonego z pożądań i przywiązań.

Bardzo ciekawy jest motyw "odwiązywania rzemyka u sandałów". Motyw wiązania sandałów zawarty jest na pewnej rycinie egipskiej i odnosi się do wiązania bóstwom
sandałów, co z kolei łączy nas z symboliką Klucza Życia Wiecznego Ankh. Odwiązywanie rzemyka u sandałów sugeruje odłączanie się od związku z Chrystusem, odłączanie
się od pełnienia względem Boga służebnej roli, czego następstwem jest stanie się śmiertelnym. Mamy więc tu odniesienie do Światła Chrystusa, Logosu, jako zasady 
dającej Życie Wieczne.

To Światło, to Boskie Stwórcze Słowo już jest w nas obecne pod postacią atomu iskry Ducha. W tym siewnym ziarnie znajdują się wszystkie informacje i siły, konieczne
do odtworzenia boskiej duszy, którą kiedyś mielismy. Tak, jak w nasionku zawarta jest cała "wiedza" dotycząca rośliny, która z niego wyrośnie, tak i w ziarnie
siewnym Jezus, jest ona obecna. To siedmiokrotne Chrystusowe Słowo tworzyło kiedyś szatę świetlną czlowieka. Siedem emanacji tego Słowa jest ukrytych w całym
stworzeniu jako Dusza Światła. I aby dusza, jak róża mogła zakwitnąć trzeba ją wystawić na działanie Gnostycznego Słońca, na Światło Ducha, którego tajemne,
siedmiokrotne linie sił przesycają naszą atmosferę, jednak przed większością ludzi pozostają ukryte. "Zbudź się, o śpiący, i powstań w Chrystusie, który zabierze cię w górę 
do swego Światła."

"Siedem ziemskich promieni jest całkowicie dostosowanych do siedmiu kosmokratorów siódmego obszaru kosmicznego, czyli do dialektyki, niedoskonałości", jak napisał
Jan van Rijckenborgh. Jeżeli chcemy przebudzić się do życia wiecznego, potrzebujemy na podstawie aktywności atomu róży serca, odnowić swoją więź z Duchem Świętym, z
Bogiem. Prostowanie ścieżek Panu to dostrajanie się do tych ukrytych, świętych, tajemnych linii sił Siedmioducha. Człowiek natury musi ustąpić miejsca człowiekowi- duszy.
Takie jest zadanie, które ma do wykonania osobowość Janowa. Polega ona na odnowieniu więzi z Logosem, z Siedmiokrotną Siłą Boskiego Ducha, na "wiązaniu rzemyków
u sandałów" Chrystusowi, na kroczeniu śladem wyznaczonym przez JEgo święte stopy.

Nasze obecne istniene to wyraz ruchu odwrotnego. W Bhagavad Gitcie nasz ziemski plan porównany jest do drzewa, które rośnie korzeniami do góry, a koroną w dół.
Nie jest to drzewo życia, a drzewo poznania dobrego i złego. To drzewo makrokosmosu każdy z nas, jako mikrokosmos ma również w sobie w postaci nieświętego systemu 
ognia wężowego i współpracującego z nim systemu nerwowego. I jak czytamy w Ewangelii Mateusza:" Już leży siekiera przy pniu tych drzew. Każde drzewo, 
które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i do ognia wrzucone." Tym ogniem, w którym się spalamy jest lucyferyczna zasada płonąca w rdzeniu kręgowym. 
Ona, jako nieboska, jest przyczyną naszej śmierci, chorób i cierpienia.

Potrzebujemy odnowić więź z Logosem, Boskim Słońcem, którego Światło jest święte i daje życie wieczne. "Każdy z siedmiu promieni tego Światła jest w swojej jakości
siedmioraki. Tych siedem razy siedem promieni określa siebie nawzajem. Uosabiają one: absolutne życie, absolutną miłość, absolutną inteligencję, absolutną harmonię,
absolutną mądrość, absolutne oddanie i absolutny wyzwalający czyn. "

Gdy zasada chrystusowa w sercu jest aktywna, jej promienie za pośrednictwem grasicy odciskają się pieczęcią w krwi, a ta transportuje je przez Jordan życia (
mały krwiobieg) do głowy a potem rozprzestrzeniane są po całym ciele. Misterium chrztu w Jordanie, końcowa faza pierwszego procesu uświęcenia to pierwsze dobrowolne 
odzwierciedlenie atomu chrystusowego w lucyferycznym atomie głowy."Jest to chwila, w której Lucyfer spada ze swojej niebiańskiej twierdzy". Zaczęła się endura, czyli 
proces umierania "ja". 
Naszym zadaniem jest wytrwać w ukierunkowaniu na Ścieżkę; dostrajać do niej swoje myśli, uczucia,
czyny, zainteresowania. Kto wytrwa na tej ścieżce doświadczy kolejnego misterium, polegającego na wniknięciu Siedmioducha do siedmiu komór mózgowych. 
"Woda zostanie zamieniona w wino", zasada Izydy w misterium godowym połączy się z zasadą Ozyrysa. Człowiek doświadczy połączenia z Pymandrem, Duchem, który zacznie
jako nowa zasada myślenia, zacznie go prowadzić na ścieżce.

W obecnej Erze, Wodnik zalewa nasz świat Żywą Wodą. Oznacza to wzmożone Eteryczne oddziaływanie siedmiu rodzajów promieni Boskiego Słońca, Logosu. Słońce to
opromienia świat i budzi w ludzkim sercu atom iskry ducha. "Słowo Boga jest stwórczym fiat, dźwiękiem, trąbą, która powoduje wylanie monadycznych płomieni i objawia 
prawdziwe Życie w nieskończonych, wielobarwnych wibracjach i odcieniach kolorów. Życie może zanurzać się w Powszechnym Niebiańskim Łuku, który odbija promieniujące 
Światło Wszechmiłości". Prostujmy ścieżki dla Pana, dostrajajmy się do linii sił Logosu. Niech Ten Drugi nas prowadzi.

Oby prawdą stały się dla nas mantramistyczne słowa:
"Tak więc idziemy tam w czerwieni więzów krwi,
żyjąc z pomarańczowej barwy przepychu boskiej Prany.
Nasze jest złote serce Słonecznej Wspaniałości Chrystusa.
Stoimy razem w zieleniejącym kraju Nadziei.
Szeroko otwiera się przed nami niebieska przestrzeń w oddali.
Błękitny Obłok Pnana idzie przed nami.
Wszelka zasłona zostaje zdjęta z oblicza.
Oczekuje nas fioletowy płaszcz Kapłana- Króla.

NEMEZIS


Jan van Rijckenborgh w drugiej części "Pragnozy Egipskiej", będącej komentarzem do "Corpus Hermeticum", mówi o prawie Nemezis (przyczyny i skutku) jako o "prastarym prawie natury pochodzącym jeszcze z ogrodu bogów". 


Można chyba wywnioskowac z tego, że karman nie jest prawem wymyślonym przez archontów czy eony, a był integralną cześcią nawet tej świętej rzeczywistosci dialektycznej (my zyjemy w nieświętej).

Nemezis, bogini sprawiedliwosci z opaską na oczach, nie działa kierując się osobistymi pobudkami, ani jakimś sadyzmem. Jest ona po prostu symbolem regulującego prawa, ktore prowadzi ciągle zmienną naturę do rownowagi z Logosem, ktory jest złotą proporcją. 

Gnostyczna ścieżka jest drogą, w ktorej ciernie prowadzą nas do róży. Ciernie, kolce zadają nam ból aż do krwi i sprawiają, ze "zła krew", nieprawidlowa informacja, moze wypłynąć a miejsce rany wypełnia się Światłem. 

Japończycy, po sklejeniu rozbitych, lub utłuczonych ceramicznych, glinianych, czy porcelanowych naczyń, miejsce sklejenia wypełniają często złotem. Jest to piękna metafora procesu polegającego na rozbijaniu struktur ego, ktory umozliwia zlotej Prawdzie Duszy objawienie się, wyrażenie.

Każdy człowiek podlega regulującemu Prawu Nemezis, co sprawia że zyskuje on tym samym możliwosc zbierania doświadczeń, wyciągania wniosków i uczenia się. Jest to w pewnym sensie prowadzenie nas przez Światło.

Kiedy dojrzejemy do Gnozy, gdy wkraczamy w pole Szkoly Duchowej, Nemezis w dalszym ciągu działa. Dziala ona duzo szybciej i skuteczniej. Gnostyczne pole tworzone przez uczniow i Braterstwo Shamballah wypełnione jeat Światłem informacji dotyczących wszystkich aspektow podazania Ściezką i rozpuszczania ego. Wszystkie odkrycia duchowe, olśnienia uczniów, przepracowane przez nich kody itd. są w polu zapisane i każdy, kto w nie wchodzi podświadomie się do nich dostraja. Dodatkowo zyskuje on połączenie z Niewidzialnym Braterstwem i dlatego proces rozwoju może u ucznia przebiegać bardzo sprawnie. Siła Jedności Grupowej jest bezcenna.

Światło gnostycznego pola jest bardzo silne i intensywne, dlatego rozbjja ono z duzo wiekszą intensywnością, niż nasze zwykle dialektyczne pole, wszelkie ego struktury. Dodatkowo nowy obieg magnetyczny, który zostaje uaktywniony w ciele adepta , stopniowo likwiduje karman nagromadzony w jego kości krzyżowej. Gdy nastąpi przebicie i Pingala połączy się z Idą, nie istnieje już karman, ktory powodowal konieczność ponownego wcielania się. W tym momencie następuje " zgładzenie, grzechów przez Baranka", czyli chrystusową zasadę w nas.

Od tego czasu człowieka nadal obejmuje regulujące działanie prawa Nemezis, jednak wszystkie skutki jego poczynań wracaja do niego i rozładowują się w tym życiu. Wszystko, co wysyłamy szybko do nas wraca. Nie jest to rozciągnięte w czasie, jak kiedyś, co rownież ułatwia rozwój i wyciąganie wniosków.

Gnoza jest Siłą Boskiej Miłości. Jej Światlo jest jak miecz który zadaje ciosy i uderza w nieświęty pancerz ego, który nosimy na sobie. Światło Gnozy zawiera w sobie idealną proporcję, dlatego nie spadnie na nas ani jeden cios, ktory byłby niepotrzebny. Tak działa Światlo, ktore rani nas z Miłości. Tylko bowiem przez cierpienie jestesmy w stanie dostrzec, co w nas wymaga przemiany. 

Na początku często czujemy, jakby zawalił nam się cały świat. Po czasie jednak widzimy, ile błogosławieństw przybyło do nas wraz z jakąś "katastrofą" i ze byla ona olbrzymią pomocą na Ścieżce. 

Dlatego warto w ciężkich momentach uwolnic się od wpisanej w nas postawy ofiary, która sprawia, że obwiniamy los i innych ludzi za przykrosci, ktore nas spotykają. Postawa taka świadczy o niezrozumieniu tego, jak działa Nemezis. Ma ona do swojej dyspozycji poslancow w postaci otaczajacych nas ludzi, ktorzy zadajac nam rozne rany, stymulują nas do zmian. Ma rowniez do dyspozycji narzedzia w postaci wydarzen, ktorych doswiadczamy. 

Wszystko jest odwzorowaniem, odpowiedzią makrokosmosu na obrazy, myśloksztalty, energie wysylane wciąż przez nas w eter. Dlatego sami tworzymy ciosy, ktore na nas spadają i przyjemne doswiadczenia rowniez. W tym sensie jestesmy tworcami swojej rzeczywistosci. 

W pewnym sensie jednak jestesmy ofiarami, wiezniami swoich uwarunkowan: zapisow w krwi, popędów,, pragnień generowanych przez istotę pożądań, znajdującą sie w naszym centrum watroby i sledziony, ktora rządzi naszą głową i sercem. Nemezis pomaga nam uwolnic sie od tych nieswietych przywiazan, powodujacych cierpienie. Gnostyczne Światło w nas pomaga odwrotnie spolaryzowac sily w naszym systemie i sprawic, ze glowa i serce zarzadzaja istotą poządan a nie odwrotnie. Moment, w ktorym nastepuje odwrocenie tej polaryzacji zostal alegorycznie ukazany w ksiazce J. K.Rowling "Harry Potter i Więzien Azkabanu", gdy Harry uczy się zaklecia "Patronus" i tworzy tarczę przeciwko astralnym atakom.

Gnoza nas wyzwala, dlatego warto sie rozluznic i z pokora przyjmowac to, co nas spotyka, poprzez wdziecznosc i wyciaganie wnioskow. Wszystko,, co przytrafiia nam sie na Sciezce jest nieprzypadkowe i potrzebne, abysmy mogli stac sie na powrót wolnymi ludźmi. Na tym polega cud alchemicznej przemiany.

O SŁOWIE I SŁOWACH



O Słowie i słowach


Jedną z idei, fundamentalnych zasad Boskiej Rzeczywistości, jest słynny aksjomat Hermesa Trismegistosa: "Jak na górze, tak na dole". Przekłada się on na rzeczywistość,
w której panuje idealna współpraca i harmonia między całym istnieniem. To co najwyższe znajduje swoje odzwierciedlenie w tym, co najniższe, czyli Boska idea znajduje 
swoje odwzorowanie po pierwsze w świecie materii, która jest szlachetna jak złoto, niezniszczalna, wieczna, nie podlegająca zepsuciu, degeneracji, chorobom
i śmierci a po drugie znajduje odzwierciedlenie we wszelkich procesach, które w całej tej rzeczywistości zachodzą.

W takim świecie doskonałość makrokosmosu znajduje swoje odzwierciedlenie w mikrokosmosach. Panuje między nimi idealna współpraca, która jest wynikiem doskonałej 
komunikacji.
Wszystko jest ze wszystkim połączone, wszystko, co się dzieje dociera do każdego ogniwa, wszystko ma niejako wspólny system nerwowy, wspólne czucie, 
panuje Boska Jedność; nikt nikomu nie wyrządza krzywdy, ponieważ wie, czuje każdą komórką swojego istnienia, że jest częścią tej Jedności, jest z nią jednym
organizmem, jednym systemem. Nic tu nie umiera, ponieważ wszystko zasilone jest uwagą, myślą, miłością, światłem, radością. Wszystkie roślinki w tym ogrodzie są podlane
i nie istnieją chwasty ani wirusy. Bo to jest Świat Czysty, Nieskażony, Boski. 

W Ewangelii Jana jest napisane: "Na początku było Słowo." Gdy jesteśmy wystarczająco wnikliwi dostrzeżemy, że wszystko, co jest- jest Słowem. Słowem, ktore stalo
się ciałem, lecz na początku było i jest zawsze Słowo. Słowo- Logos jest myślą, działającą zasadą, proporcją i światłem. Logos to wyraz Świętego Boskiego Umysłu,
Umysłu Boga Ojca, nierozerwalnie z Nim związany. To Boska Myśl, w której znajdujemy pieczęć Potężnego Umysłu, który nasycił Ją- Swoje Dziecię Pełnią Swej Doskonałości.

Obok Ojca, jest i Matka tego Dziecka, tej Myśli. Jest nią Życie, Siła, Tchnienie, ktore sprawia, że Słowo jest Tworcze, że ma moc Rodzenia, Stwarzania, Poruszania się.
Tą Matką jest to, co nazywamy dziś i kojarzymy z męskim pierwiastkiem- Duch Święty. Światło I Życie. "A życie było światłością ludzi".
Odnajdujemy tę wiedzę zarówno w Ewangelii Jana, 
jak i w poprzedzającym ją Corpus Hermeticum. Ewangelia Jana jest bardzo hermetyczna, pełna Światła Gnozy.

Mamy więc Jednego Boga, który jest Światłem i Życiem- Ojcem i Matką, tłumacząc na nasz język. I To Światło i Życie rodzi Wielką Ideę, Wielką Myśl, która jest jak Świat.
Jest Ona jak ich Syn, jak ich Dziecko- Logos. My znamy jedną z tych Boskich Myśli; znamy jeden Logos, który stoi u podstaw naszego istnienia. Jest Nim Chrystus,
Idealna Idea, Doskonała Proporcja, Doskonała Zasada i Wiedza, Gnosis dotycząca perfekcyjnego, boskiego sposobu Istnienia nas wszystkich jako ludzi i pojedynczego
człowieka zamieszkującego naszą planetę. Chrystus, Logos, Boskie Dziecię, jest emanacją Boga.

Gdy spojrzymy na liczbę 12, ujrzymy że zakodowana jest w niej wiedza o tym, że z Jednego Boga powstaje Dwoje- Świetło i Życie, Ojciec i Matka i tych dwoje, rodzi
trzeci Aspekt, bo 1+2 =3. I ta Trójca Święta, jest podstawą i zasadą wszystkich systemów życia, które znamy. Być może istnieją systemy oparte o inne Logosy, o 
inne liczby, o inne pierwotne założenia. Nasz opiera się o wibrację trzy i jest ona tu fundamentalna.

Trójka jest wibracją Światła, Życia, Komunikacji i Słowa. Gdy przyjrzymy się aksjomatowi: "Jak na Górze, tak na Dole", jawią się naszej świadomości DWIE rzeczywistości.
Jedna na górze i druga na dole (jak Paweł i Gaweł, co w jednym stali domku  ) I zapominamy o tym, że istnieje TRZECIA zasada, która łączy te dwie, która
je spaja i sprawia, że to co na górze może być takie jak to co na dole. Mamy Umysł, mamy Życie i wynikiem ich interakcji jest Twórcza Myśl. Ta Myśl zawiera w sobie
Życie, siłę do wzrostu i rozwoju a także zasadę doskonałego istnienia, Światło, Informację. Ta trójka jest nierozerwalnie z sobą związana. Jest jak warkocz. 
Nie upleciesz warkocza bez trzech pasm. Jest jeden warkocz, po upleceniu wydaje nam się, że są dwa pasma. Trzecie pozostaje ukryte. Jest syntezą tych dwóch, 
dzieckiem, wynikiem, rezultatem, wyrazem doskonałości. Żeby to, co na górze było takie, jak na dole, nienaruszony musi być LOGOS. Mądrość. 

Zasada Odwzorowania działa w ten sposób, że ten trójkowy system istnieje w tym, co na górze i tym, co na dole, w tym co na zewnątrz i tym, co wewnątrz, trójki
są wszędzie, np. w elektryczności: ładunek dodatni, ujemny i zerowy. To zero, ta neutralność, ta idealna proporcja pomiędzy plusem i minusem, która łączy w sprawiedliwy
sposób dwie zasady i sprawia, że może zaistnieć Święta Cisza, Święta Przestrzeń. 

Hermetyczną zasadę "jak na górze, tak na dole" możemy przełożyć na nasz system. Również u nas ona działa, ma swoje odniesienie, jednak ponieważ nasz świat
nie jest boski, zasada ta działa inaczej. Gdy popatrzymy na swoje ciało, uzbrojeni w wiedzę o ewolucji naszej świadomości, dojrzymy, że możemy
podzielić je wzdłuż i wszerz, tworząc znak krzyża. Po pierwsze możemy oddzielić górę naszego ciała od dołu, po drugie możemy oddzielić prawe od lewego, a po trzecie jeszcze
mamy przód i tył. Zostawmy na razie ten ostatni podział. 

Spójrzmy na symbol centaura. Jest on odzwierciedleniem naszej ludzko- zwierzęcej kondycji. Centaur ma głowę, pierś i ręce człowieka, natomiast od brzucha w dół
jest zwierzęciem. Możemy powiedzieć, że hola! ja przecież nie mam czterech kopyt, tylko dwie nogi! -Tak, odpowiemy. Jednak twoja cielesna postać, została Ci dana
jako warsztat pracy, jest odzwierciedleniem potencjału, który posiadasz i możesz urzeczywistnić, aby pójść dalej w ewolucji. Na energetycznym poziomie, wiele aspektów
naszego istnienia pochodzi ze świata zwierząt i jest nieoświecona. 

Symbol centaura pokazuje nam, że jesteśmy jak Święta Trójca (glowa, serce i ręce) związani, uwięzieni w materii, której symbolem jest liczba cztery (cztery kopyta). I to powiązanie ducha z
materią, wyrażone jest liczbą siedem. Centaur ma łuk, którym celuje w gwiazdy. Jest to wskazanie nam, że naszym celem jest wydobycie się z cielesnych uwarunkowań, 
z fizycznej egzystencji mocą trzech świątyń: głowy, serca i rąk i powrót do swej niebiańskiej postaci. Strzała wycelowana w niebo jest również wskaźnikiem, skąd mamy
wypatrywać pomocy. Centaur wskazuje na "gwiazdę betlejemską", na symbol duszy, która na powrót połączy nas z duchowym światem.

Jesteśmy więc podzieleni na górę i dół. Powinno być tak, że nasza góra steruje dołem. Nasza głowa w połączeniu z sercem i rękami, które są przedłużeniem serca,
są jego narzędziem, steruje brzuchem, czyli emocjami, światem pożądań i kierunkiem w jakim podążamy. Jak wiemy, u nas zostało to odwrocone. To nasz przybytek
miednicy, w którym mieści się wątroba i śledziona wpływa na serce i głowę. Nastąpiło odwrócenie. Nastąpiło zaburzenie, które spowodowało, że to co na dole, 
czyli zwierzęcość odzwierciedla się w tym, co na górze, czyli w naszych słowach, myślach, czynach, sposobie odczuwania, postrzegania, reagowania. 

Dlaczego tak się stało? Wiemy, że pierwotnie byliśmy potężnym Światłem, ucieleśnieniem Logosu. Byliśmy wszyscy Bożymi Dziećmi. Co się stało, jak to się stało?
Co się stało dokładnie, trudno powiedzieć wprost. Są to bowiem procesy, których nasz ludzki rozum, ludzkie pojęcie nie ogarnia. Możemy sobie metaforycznie i
alegorycznie tłumaczyć, co się stało. (Nie chcemy tu wgłębiać się za bardzo w tę historię, żeby nie umknęło nam to najważniejsze, co mamy do przekazania. Jest to
temat na osobny artykuł). Ograniczmy się do stwierdzenia, że w ludzkim mikrokosmosie doszło do zaburzenia w Logosie, upadku Myśli, Mądrości a to zaburzyło
więź między Ojcem-Umysłem a Matką- Życiem, Sercem, Duchem. Nastąpiło "pomieszanie dobrego i złego", pomieszanie Światła z ciemnością, Istoty z Brakiem.

Znalazło to swoje odzwierciedlenie w powietrzu, którym oddychamy. Jak mówi Steiner, mit o Ozyrysie pokonanym przez Seta wskazuje na oddzielenie Świętego
Tchnienia od Światła Ojca. Zaczęliśmy oddychać powietrzem odartym z Boskiej Informacji, z Boskiego Słowa, z Boskiej Myśli. Wszystko się popsuło. 
Serce zostało oddzielone od Umysłu. Nastąpiło pierwotne zaburzenie, pierwotna alienacja, odcięcie, porąbanie, zaburzenie przepływu, komunikacji i z niego
jak z puszki pandory spadły na świat wszystkie możliwe nieszczęścia i plagi. 

A zaczęło się od idei, która zotała wypaczona. Wszystko jest mentalne. Wszystko powstaje w oparciu o słowa, niosące pewien zamysł. Powstał zamysł odwrócenia
Boskiego Planu. Tak, jak sataniści odwracają do góry nogami krzyż, zmieniają swastykę z prawa na lewo, symbol życia Isis odwracają i używają jako nazwy dla 
śmiercionośnych sił zbrojnych, tak doszło do powstania świata, w którym żyjemy, pełnego zaburzeń i fałszu. Gdy znamy film "Incepcja" wiemy, jak groźna może być jedna 
jedyna myśl. Jedna z pozoru niewinna myśl, niosąca w sobie podły zamysł, zafałszowanie prawdy, może być jak wirus, który wprowadzi potężne zaburzenie i zdegeneruje 
wszystko.
Tym więc, co jest najważniejsze w życiu jest DĄŻENIE DO PRAWDY, TĘSKNOTA ZA PRAWDĄ, POZBYWANIE SIĘ FAŁSZU ZE SWOJEGO SYSTEMU.

Uważajmy na to, co czytamy. Manipulacja bowiem zawsze polega na tym, że w całe multum prawdziwych informacji wsącza się jedną lub dwie nieprawdziwe. Na początku 
manipulator podaje nam prawdziwe informacje, które mają na celu zjednać nas, pozyskać naszą przychylność. Gdy już się nas w ten sposób urobi, podaje się 
fałszywą myśl i owija kolorowym papierem szlachetnych intencji. My, ludzie jesteśmy z gruntu dobrzy, chcemy z gruntu dobrze. Jeżeli robimy źle, to dlatego, że
mamy system przeświadczeń, w zwierciadle którego to zło jawi nam się jako dobro. Ostatnio na fb krążyła wypowiedź agenta CIA, ktory będąc na łożu śmierci przyznał
się do zamordowania w latach 70 i 80-tych ubiegłego wieku mnóstwa osób, które były niewygodne dla ówczesnego rządu. Wśród tych niewygodnych był Bob Marley, świetlista
dusza. Agent ten opowiadał, że Marley był mu bardzo bliski i był jedyną osobą, po którego zamordowaniu odczuwał wyrzuty sumienia. Miał w sobie jednak wkodowany program, że
robi dobrze zabijając go, ponieważ czyni to dla dobra Ameryki, dla dobra całego świata. Widzimy, że ten człowiek został poddany praniu mózgu. Jest to skrajny przykład.
Jednak my wszyscy takiemu praniu mózgu zostalismy poddani. Wszyscy mamy w sobie całą masę fałszywych przekonań, przeświadczeń na temat siebie, otaczającego świata.
Wydaje nam się jednak, że one są prawdziwe i dobre. W oparciu o nie więc działamy i często nieświadomie krzywdzimy siebie i innych. 
Dlatego się mówi, że "dobrymi intencjami jest wybrukowane piekło".

Nie przyjmujmy nic na wiarę. Sprawdzajmy, czy to, w co wierzymy zgodne jest z Prawdą, Najwyższą Prawdą Miłości. Gdy słyszymy, że ktoś coś mówi i widzimy, że zgadzamy się
ze wszystkim, po czym nagle jedna myśl jest jak "zgrzyt żelaza po szkle", wywołuje dyskomfort, skupmy się na niej. Nie pozwólmy, żeby kolejny potok słów danej osoby, uśpił 
naszą czujność. Nie znaczy to, że mamy patrzeć na wszystkich jak na manipulatorów, podejrzliwie ale to, że mamy szukać swojej prawdy, sprawdzać wszystko i posługiwać
się swoim czuciem. Na ogół od razu czujemy, kto jest "dobrym" człowiekiem. A im bardziej sami pracujemy nad fałszem w sobie, tym większa pojawia się w nas umiejetność
rozróżniania. Naszym zadaniem jest najpierw zrobienie porządku w sobie, w swoim wnętrzu.

Nasze głowy pracują często w odcieciu od serca, bo serce zawalone jest nieczystymi pożądaniami przybytku miednicy. Tak więc pożądamy władzy, pieniędzy, kariery, 
potęgi, ziemskich sukcesów, wpływów, przyjemności zmysłowych i te wszystkie popędy zarządzają naszym sercem. Zagłuszają je. Nasze serce stało się jak stajnia
Augiasza, zanieczyszczone, zbrukane, ograbione ze świętości. Czyste serce chce kochać, chce jedności z innymi, chce Miłości. I dlatego naszym zadaniem jest usłyszeć
tę tęsknotę serca przywaloną brudem niskich popędów. Musimy wyłuskać ją jak perłę. Patrzmy w serce, patrzmy na swoje zachowanie i sprawdzajmy, czy jest pełne Miłości. 
Sprawdzajmy, co nas motywuje... Czy nasze intencje służą dobru całości, czy służą tylko zaspokojeniu egoistycznych zachcianek?

Gdy zatęsknimy za Boskim Logosem, za Bogiem, za pierwotnym światem, gdy ta tęsknota będzie tak silna jak silne jest łaknienie powietrza u człowieka, który tonie,
wowczas spełnią się Słowa: "gdy uczeń jest gotowy, przychodzi Nauczyciel". Gnoza zapuka do naszych drzwi, gnostyczna siła przyjdzie. Albo Góra przyjdzie do Mahometa,
albo Mahomet dostanie znaki i przyjdzie do góry Kluczem jest poszukiwanie Świętego Słowa w swoim codziennym życiu, dostrajanie się do niego, zwracanie uwagi na
to, co robimy i jak funkcjonujemy.
Żeby było "jak na górze, tak na dole" nie może być hipokryzji, że co innego mówimy, co innego robimy. 

Jung powiedział "Gdy słowa usiłują zająć miejsce życia, wtedy psuje się słowa i życie". De Mello, zainspirowany Ewangelią Św. Jana napisał: "Patrz w milczeniu na
wszystkie rzeczy. Wkrótce zobaczysz Słowo. Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród mas...Budzi litość widok usilnych starań tych, którzy chcą przemienić na nowo
ciało w słowo. Słowa, słowa, słowa..."

Nasze słowa stały się puste. Mają moc tworzenia, ale nie mają Słowa w sobie, czyli nie mają w sobie Boskiej Zasady, Boskiej Proporcji, Boskiego Zamysłu. Grudzień jest
miesiącem 12, dającym po numerologicznej redukcji trójkę- symbol słów, komunikacji. Zwracajmy uwagę na słowa, na sposób komunikowania się, na myśli, na to, z jakich idei,
jakich fundamentalnych przekonań żyjemy. Musimy wiedzieć, że Słowa nie odnajdziemy ani nie odtworzymy słowami. Żadne wymyślone przez ludzi systemy nie uszlachetnią nas,
nie odrestaurują Słowa. A to z tej prostej przyczyny, że w nich nie ma Istoty. Einstein powiedział, że gdy mamy problem, nie rozwiązemy go tym samym poziomem myślenia,
który go stworzył. Analogicznie, my potrzebujemy Wyższego Myślenia, żeby rozwiązać problem naszego upadłego sposobu rozumowania. I ten Wyższy poziom, Boski Poziom, 
Logos, głowa połączona z sercem, jest i może stać się naszą rzeczywistością. 

Możemy jednak przywołać go do siebie jedynie wielką tęsknotą za Nim, wyrażającą się w poszukiwaniu Go i w unikaniu zła, dążeniu do Miłości w słowach, czynach, 
myślach. My nie osiągniemy sami doskonałości, ale mamy starać się postępować najlepiej jak umiemy i zawsze mieć świadomość, że możemy być w błędzie.
Ta gotowość do przemiany, chęć świadomego rozświetlania swojego cienia jest jednym z przejawów tej tęsknoty.

Mamy jeden atom Boskiego Słowa w sercu. Maciupeńki, mniejszy niż tysięczna częśc włosa, jak mówi Bhavagadgita.
Poza tym cały nasz system jest upadły. Głos tej maleńkiej cząsteczki jest bardzo cichy, nikły i słaby.
Dlatego musimy się nad Nim pochylić, wejść w cisze, wyczyścić stajnię Augiasza z brudnych żądz, z głupich chciejstw, pragnień, które nie mają nic wspólnego z 
Łaknieniem Boga. Cóż może być ważniejszego w życiu od Powrotu do Boga? Jakaś karierka? Jakieś pieniądze, ktorych z sobą do trumny nie zabierzemy? Jakaś sława, która
przeminie z wiatrem szybciej niż myślimy? Jakaś władza, która sprawi, że unieszczęśliwimy wszystkich i wszyscy będą nas nienawidzić? Bóg jest Wiedzą, Miłością,
Szczęściem, Radością i obdarowuje wszystkich ktorzy stawiają Go na pierwszym miejscu bardzo hojnie wszystkim, czego potrzebują.

Gdy popatrzymy na ryciny egipskie, widzimy, że na wielu z nich faraon lub bóg Ozyrys ma na głowie dziwną czapkę, taką wielką, wydłużoną jak butelka. Co to jest? Jest to obraz
gruczołu grasicy, który pod wpływem naszej tęsknoty za Bogiem, promieniowania Boskiego Atomu w naszym sercu wydziela pewien hormon, będącego materialnym obrazem
tego promieniowania. Dostaje się on do krwi a krerw transportuje go do głowy.
Emanuje ono z naszego mostka i przyciąga do nas Moc Gnostycznych Misteriów przemieniających nasze myślenie, łączących głowę z sercem.

Jest grudzień, czekamy na Święta. Jest to rodzinny czas, który ma nas jednoczyć w Chrystusie, przyominać o tym, że jesteśmy Jednym Organizmem, Jednym Systemem. 
W tym miesiącu szczególnie dotkliwie odczuwać będziemy wszystko to, co sprawia że czujemy się samotni wśród ludzi. Grudzien ukaże nam jak na dłoni
wszystkie nasze blokady i zaburzenia w komunikacji. Tym, co oddziela nas od siebie są myśli, słowa. Te bariery powstają w naszych umysłach, rodzą się z przeświadczeń.

Warto porzucić je i wejść w Ciszę, aby słuchając oddechu swojego i oddechu drugiego człowieka odnaleźć Ducha, który kiedyś nas wszystkich łączył. Gdy połączymy na 
powrót nasze serce z obecną w nim cząsteczką Ducha, Atmanem, a potem mocą Gnozy połączymy serce z głową, wówczas będziemy w łączności z Duchem a przez Niego 
z wszystkimi isntiejącymi duszami. W taki sposób "znikamy" (jak to mówia dzieci) samotność, alienację, błędną komunikację, blokady, zastoje i stagnację, które
prowadzą do chorób i śmierci. 

Duch jest Życiem, Umysł Twórcą, Ciało rezultatem. 
Oby znowu zapanowało Słowo, w którym jest Życie, i oby Życie było na powrót Światłością ludzi.

Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...