wtorek, 24 października 2017

Upadek- wola Boga, czy wypadek?



Upadek- wola Boga, czy wypadek?

Żyjemy na planecie, która dostarcza nam możliwości wszechstronnego badania świata energii o niskich wibracjach.Nasze pole oddechu, powietrze, dzięki któremu żyjemy, zostało odłączone od Ducha. Tak, jakby ktoś Go wyssał z naszej atmosfery.

Według Rudolfa Steinera, opowiada o tym mit o Ozyrysie zabitym przez Seta i ratowanym przez Izydę.Ozyrys to Duch, Set to powietrze pozbawione Światła, Miłości i Mądrości, Izyda to siła Ducha, Gnoza, która poprzez odpowiednie
procesy, doprowadza człowieka do odnowienia połączenia z Duchem. (Ciekawostka: w kabale Duch utożsamiany jest
z energią żeńską).

Nie ulega wątpliwości fakt, że nasze pole oddechu pozbawione jest Miłości. Nasuwa się pytanie, czy to nasze ciała są tak skonstruowane, że nie umieją już pobierać Ducha z atmosfery, czy też atmosfera jest Go pozbawiona. Ta pierwsza opcja wydaje się być bardziej prawdziwa.
W procesie transfiguracji bowiem, odtwarzana jest nasza pierwotna postać, rodzi się Nowa Dusza (Horus, Jezus), która zdolna jest na powrót połączyć
nas z Duchem.

Faktem jest inwolucja. Wiemy, że my, duchowe istoty, popadliśmy w jedność z materią, związaliśmy się z jej ciemnością i ignorancją. I teraz nasuwa się pytanie: czy Bóg tego chciał, czy też nasz upadek był wynikiem naszego buntu, samowolki, odwrócenia się od Boga?
I mamy na to pytanie dwie, bardzo mocne, wykluczające się wzajemnie teorie. Pierwsza głosi, że inwolucja była zgodna z zamysłem Boga, który chciał poprzez poznanie tego, kim nie jest zdefiniować to, kim jest. Absolut chciał również przesycić Sobą ciemną materię, z której najpierw pozornie się wycofał. Dlatego stworzył sam dla siebie grę w chowanego, w totalne zapomnienie, aby następnie móc znowu sobie przypomnieć i odnaleźć Samego Siebie.

W tym celu dokonał projekcji swojej świadomości w przestrzeń, tchnął w nią życie, by potem dokonać wewnątrz tej świadomości iluzorycznych podziałów.
Projekcja Boskiej Świadomości rozpadła się na niezliczoną ilość częsci większych i mniejszych, z których pewna grupa dotknięta została zapomnieniem.
Nacisk kładzie się tu na wszechmoc Boga i to, że w Jego świecie nie mogłoby zaistnieć nic, co byłoby sprzeczne z Jego wolą. Czy tak jest w istocie?

Druga teoria, jest przeciwieństwem pierwszej. Głosi, że Bóg jako Miłość, nie dopuściłby nigdy do tego, żeby w Jego świecie zaistniało tak potężne cierpienie, niesprawiedliwość, ból. Ta teoria zakłada, że nasz świat, Matriks jest wynikiem naszego buntu, Przyrównywani jesteśmy tu do biblijnych synów marnotrawnych. W wyniku swojego postępowania, zostaliśmy wrzuceni w świat, w którym staliśmy się niewolnikami rządzącego tu Demiurga i podległych mu archontów.

Ci rządcy naszego świata wszczepili tu program o tym, że cierpienie uszlachetnia po to, aby wyłapywać dla siebie naszą energię i żywić się nią.
Demiurg i archonci jako istoty odłączone od Źródła, nie mogą czerpać z Niego "pokarmu", muszą więc pozyskiwać energię do życia w inny sposób.

Eksploatują oni energię życiową zaklętą w materii. Są zaprzeczeniem Miłości; karmią się więc strachem, nienawiścią, lękiem, żalem, smutkiem, agresją,
do których swoimi działaniami stymulują nieświadome istoty, znajdujące się w ich szponach.Cierpienie jest kosmiczną anomalią, która nigdy nie miała mieć miejsca. Powstała ona paradoksalnie z miłości Źródła, bo to ta właśnie bezwarunkowa miłość pozwoliła na zaistnienie nierzeczywistego świata pozbawionego Boga. Źródło spostrzegło, iż był to najpoważniejszy błąd. Według tej teorii twierdzenie, jakoby Źródło poprzez nas i naszą inwolucję zbierało doświadczenia, jest mitem, który został "sprzedany" ruchowi New Age przez archontów.

Zamierzeniem Źródła bowiem nigdy nie było żadne, najmniejsze nawet cierpienie. Istnieje droga Poznania wolna od bólu. Ból przed powstaniem naszego upadłego świata, był czymś zupełnie nieznanym, abstrakcyjnym. Pierwotne cierpienie pierwszych uwięzionych istot, odczuli wszyscy w Pleromie jako coś niezwykle ciężkiego, oblepiającego, strasznego i dołującego. Cierpienie to dotknęło Źródła i wszystkie połączone istoty Pleromy. Odtąd Pleroma i Źródło już nie były takie same. Nadal jest to przestrzeń wolna od cierpienia i negatywizmu, jednak od czasu powstania naszego świata wielkim pragnieniem naszych Braci i Sióstr stamtąd, jest likwidacja Matriksa.

Dlatego Źródło zstępuje bezpośrednio w Matriks, doznając niewyobrażalnego wręcz cierpienia, by poprzez przetarcie tu i zakotwiczenie procesu transfiguracji, umożliwić nam wyjście stąd i rozsadzić nasz upadły świat od wewnątrz. Gdy ostatnia istota zostanie stąd wyzwolona, anomalia zostanie zlikwidowana. Od tej pory nikt nigdy nie będzie już cierpiał, ponieważ pojawi się nowy zapis w transcendentalnym Ciele Źródła.

Gdzie jest prawda?

Źródło chciało cierpienia, czy nie chciało?
Pierwsza teoria, zakładająca iż Absolut zaplanował dla siebie wszystkie doświadczenia, łącznie ze złem jest sprzeczna z Gnozą i raczej nie doprowadzi nas do wyzwolenia. Niesie z sobą bowiem niebezpieczeństwo utraty wrażliwości, empatii czy starań związanych z tym, aby się z inwolucji wydostać. Skoro bowiem Bóg chciał takiego świata, to wszystko jest w nim porządku. W porządku jest gwałt, wykorzystywanie innych, niszczenie świadomości, degrengolada, degradacja, zwyrodnienie, bestialstwo, itd. Może dojść do tego, że przestaniemy odczuwać cierpienie jako coś niepożądanego. Skoro Bóg to wszystko zaplanował, to jest On też tym, który morduje, który niszczy, który doprowadza świadomość swojego dziecka-, mikrokosmosu do postępującego zła i upadku. Sprawia, że rozprasza się ona w gwiezdny pył i przestaje jako taka istnieć.

Możemy mówić, że to przecież i tak wszystko iluzja, że
to wszystko, co się tu rozgrywa, jest przedstawieniem w teatrze, czy filmem projektowanym w kinie i że ból nie istnieje i jest wyłącznie skutkiem naszego oprogramowania.
Uważamy wówczas, że przecież nie musimy nic robić, bo wszystko już jest w porządku. Niepotrzebnie więc tęsknimy do innego świata, pełnego Miłości. To jest tylko nasza iluzja, w której tkwimy, bo dobro i zło są tylko naszym wymysłem. Wszystko jest właściwe i jest takie jak ma być. Bunt nie ma więc sensu.

Czy nie czujemy gdzieś pod skórą, że coś jest nie tak z takim myśleniem?

Sprawia ono bowiem, że wyrażamy niejako zgodę na to, żeby krzywdzić bezbronne zwierzęta, dzieci, kobiety, mężczyzn. Czyż takie myślenie nie niesie z sobą obojętności jako logiczną konsekwencję? Czy faktycznie cierpienie jest iluzją? Czy też może cierpienie jest SKUTKIEM pozostawania w iluzji? Skutkiem niepożądanym, niepożądanej iluzji. Iluzji, z której jest droga wyjścia, ukazywana nam przez Wielkich Nauczycieli, takich jak: Budda, Kriszna, Zaratustra, Lao Tse, Chrystus, itd.

Gnostyk to ktoś, kto widzi cały fałsz tego świata i pod wpływem tego, co widzi, pojawia się u niego bunt. Płynie on z pamięci zapisanej w atomie iskry ducha.
Pamiętamy podświadomie inny świat, pełen miłości, harmonii, zgody, współpracy, ekscytacji, błogości, ekstazy, radości. I w kontraście do niego widzimy nasz świat, pełen niesprawiedliwości, wyzysku, fałszu i zakłamania.
Jeżeli uznawać będziemy, że mamy się tylko poddać naturalnym procesom, które zachodzą w naszym świecie i nie robić nic, czy zajdzie w nas jakakolwiek przemiana?

Czy taka akceptacja i bierność nie wiąże się ze stagnacją, zamiast rozwoju? Rozwój bowiem zakłada, że widzimy iż coś jest niedoskonałe i staramy się ze wszystkich sił uczynić to doskonałym. Jeżeli postrzegamy wszystko jako już doskonałe, cóż może się zmienić? Stajemy się jak bezwolne patyki, niesione przez prąd okrutnego, pozbawionego miłości strumienia. Jak bezwolne stado owiec, prowadzonych na rzeź.

Czy patrzenie na przemoc, brutalność, gwałt, wyzysk, niesprawiedliwość, cierpienie okiem "filozofa", który uważa że tak ma być, bo Bóg tak chciał, nie przypomina nam bajki pt. "Nowe szaty cesarza"? Gdy nikt z poddanych nie krzyknie, że król jest nagi? Czy nie na tym polega pranie mózgu?
Czy tak należy rozumieć taoistyczną ścieżkę Wu- Wei, nieczynienia?

No ale przecież Chrystus powiedział "nie sprzeciwiajcie się złu?".Czy w tym stwierdzeniu nie zawiera się akceptacja wszystkiego, co istnieje? Jak to więc wszystko zrozumieć i skleić w jedną całość?
Potrzebujemy tu wniknąć głębiej.
Niepełne rozumienie rzeczywistości, w której się znajdujemy niesie z sobą wielką przestrzeń dla różnego rodzaju manipulacji.

Gdy budzi się w nas pamięć Innego Świata, w którym kiedyś mieliśmy swój udział; świata doskonałego, pełnego miłości, błogiego, ekstatycznego,
w ktorym doświadczaliśmy ciągle pasji i jedności, spadają nam łuski z oczu.
Zaczynamy widzieć, że nasz świat takim nie jest. I nie damy się zwieść zadnym teoriom, głoszącym że żyjemy w fantastycznym, pięknym świecie i jak tu jest cudownie, ach, ach!

Powiedzmy komuś, kogo zgwałcono lub komu skrzywdzono dziecko, ludziom w Afryce, doświadczającym męki głodu, osobom, żyjącym w kraju, w którym toczy się wojna, że nasz świat jest cudowny i pełen Bożej Miłości!
Możemy tu owszem, wykorzystać swoją poszerzoną świadomość i stworzyć sobie mocą pozytywnego myślenia, względnie dobre warunki życia.
Lecz na jak długo? Czy nie jest tak, że będą one skutkiem dobrej karmy, która się wypali a my znowu na powrót doświadczać będziemy cierpienia?

Są już wśród nas tacy, którzy poznali smak przemijalności wpisanej w ten świat. W naszej rzeczywistości bowiem, dobro, którego teraz doświadczamy zmieni się w końcu w swoje przeciwieństwo. Doświadczymy niedoli, która znowu zmieni się w "dolę". Będziemy w nieskończoność, na przemian doświadczać przysłowiowych "siedmiu lat tłustych i siedmiu chudych", aż w końcu się przebudzimy i stwierdzimy, że dopóki się stąd nie wydostaniemy, nic się nie zmieni. Pomimo bowiem naszych starań ten świat istnieje w oparciu o ciągłe przemiany dobra w zło. Żadne nasze wysiłki tego nie zmienią. Nie zapewnimy sobie tu wiecznego raju.
Pamiętamy jednak, że istnieje taki Raj. Pamiętamy go. Nie dajmy sobie tej pamięci zabrać, nie pozwólmy, by to, co pamiętamy, zostało włożone pomiędzy bajki.
Gdy się budzi się w nas prawspomnienie, nasza tęsknota sprawia, że stajemy się magnesami dla gnostycznych sił. I wówczas jesteśmy już w stanie postrzegać wszystko z innej perspektywy. Zaczynamy widzieć ten świat, jako "ład ratunkowy" stworzony przez Źródło po to, by umożliwić nam powrót. Jest taki fajne przesłanie współczesnego filmu "Chata": Źródło nie stworzyło zła. Zło stworzył człowiek. Źródło, Bóg potrafi jedynie wydobyć ze zła to, co najpiękniejsze i przemienić je w coś dobrego. Jednak to nie Bóg stoi za cierpieniem i Bóg nigdy cierpienia nie chciał.
Chrystus powiedział "nie sprzeciwiajcie się złu". Czy powiedział tak, ponieważ uważał, że zło jest właściwe? Przyjrzyjmy się temu...Skoro użył słowa "złu", to znaczy, że istnieje coś, co nie jest właściwe. Czyli mamy tu nazwanie
rzeczy po imieniu. Istnieje tu zło. W innym miejscu mówi, że nikt nie jest dobry, ani jeden. Dobry jest tylko Bóg. Jest tu wyraźne odniesienie do naszej
ludzkiej kondycji, do kondycji naszego świata i do tego, że Bóg jest poza tym złem, poza tym upadkiem.
To, że mamy się złu nie sprzeciwiać, nie oznacza, że mamy go nie nazwać po imieniu (!) Zło się bowiem tu dzieje. Zło jest w nas. Jest wynikiem ignorancji.

Jest wynikiem oddzielenia naszego myślenia od czującego, empatycznego, pełnego szacunku Serca. Oddzielenia powietrza, którym oddychamy od Ducha.
Istnieje wyjście ze zła. Polega ono na tym, aby kierować swoją uwagę na Światło. Aby rozświetlać swoje wnętrze pogłębionym zrozumieniem. Podstawą jest rozróżnienie tego, co jest dobre, czyli, co prowadzi do wyzwolenia z Matriksa od tego, co jest złe, czyli wiąże nas z tym światem. Jak powiedział Sokrates" zmiana polega nie na niszczeniu tego, co złe a na skupieniu całej swojej energii na budowaniu tego co dobre".

Gdy zaczynamy dostrzegać we własnym wnętrzu zło, staramy się go unikać i czynić dobro. Nie potrzebujemy zwalczać go u innych. Wystarczy, że zjednoczymy swoje siły z siłami Światła Źródła, które ciągle do naszego świata napływa. To nie- działanie dotyczy aktywności świadomości "ja". Oznacza, że mamy działać, jednak w oparciu nie o własną ludzką wolę a w oparciu o wewnętrzny głos nowej duszy, która zaczyna w nas cicho przemawiać. Ten głos nie walczy, nie udowadnia swojej racji, nie stawia oporu.

Ten głos w nas sprawia, ze rozświetlamy swoje wnętrze i nasze Światło pomaga innym wyjść z ciemnego tunelu. Uświadamia nam, że zmiana innych jest ingerencją, która nie ma nic wspólnego z Miłością. Gdy bowiem walczymy z innymi ludźmi, nie dostrzegamy, że coś, co jest w nas, musiało ich do nas przyciągnąć. Wpadamy w pozorne, bezowocne działania. Chcemy przyspieszyć na siłę czyjś proces dojrzewania do Prawdy. Można to przyrównać do wymuszania narodzin dziecka, które się jeszcze nie uformowało w łonie matki. Potrzebna jest z naszej strony cierpliwość i odpowiednie wyciąganie wniosków z doświadczeń, które przychodzą do nas ze świata zewnętrznego. Zmiana polega na rozświetleniu swojego cienia i stania się dla innych latarnią, która emituje Boskie Światło.

Gdy doświadczamy dotknięcia Światła Gnozy, niejednokrotnie doznajemy cierpienia. Jednak cierpienie nie płynie z faktu, że Światło to uderza w nas. Ono nie wali w nas a w iluzje, które wyhodowaliśmy. Uderza w naszą pozorną jaźn.
Cierpimy więc nie dlatego, że doznajemy krzywdy od Gnozy ale dlatego, że zburzony został nasz zamek iluzji, który dawał nam poczucie bezpieczeństwa lub zadowolenia z siebie. Gdy poddamy się gnostycznemu prcesowi, za chwilę odczujemy ulgę i doświadczymy podniesienia naszej świadomości na wyższy poziom rozumienia.

Potrzebujemy połączyć w jedno dwa sposoby widzenia świata. Możemy w pierwszej teorii odnaleźć pozytywne, wyzwalające treści, wpleść je w swoje widzenie świata. Te, które prowadzą nas na manowce potrzeba odrzucić, tak by nie zaciemniały nam obrazu i nie hamowały na ścieżce.
Mamy zarazem nie akceptować tego świata, jak i akceptować go. Mamy widzieć, że ten świat jest, jaki jest i że żadne działania naszej osobowości go nie zmienią. Mamy widzieć ten świat jako więzienie i odmówić akceptacji dalszego egzystowania w nim jako niewolnicy. Gdy nasze serce jest otwarte, nie chcemy również, aby inne istoty były niewolnikami.

Gdy przychylamy się do drugiej teorii, która zakłada, że warunki, których teraz doświadczamy są skutkiem naszego odejścia od Planu Boga, jedynym niebezpieczeństwem, które się pojawia, jest popadnięcia w poczucie winy. Nie ze wzgledu na luki w wiedzy gnostycznej a na swoje nieprawidłowe rozumienie.

Gdy za bardzo utożsamimy się z upadłym, człowiekiem, z grzesznikiem, możemy zacząć siebie podświadomie karać. Pamiętajmy jednak, że Bóg nas nie potępia. Poczucie winy rodzi nienawiść do samego siebie i innych. Bóg nie chce, abyśmy czuli się winni, ale abyśmy stali się świadomi swojej odpowiedzialności za to, co dzieje się w naszej przestrzeni. Oznacza to nieoglądanie się wstecz i niepłakanie nad rozlanym mlekiem a skupienie na tym, co możemy zrobić teraz, by wydostać się z bagna, w którym się znaleźliśmy. Człowiek,który ma w sobie poczucie winy, staje się łakomym kąskiem dla wszelkiej maści manipulatorów, takich chociażby jak ci w kościele katolickim.

Potrzebujemy zaakceptować to, co się stało. Akceptacja dla tego świata ma płynąć z faktu, że wiemy, iż Inny, Boski Świat, w którym panuje tylko Dobro, wziął ten nasz padół łez w opiekę. "Bóg nie porzuca dzieła swoich rąk", Bóg wie, jak nas stąd wyzwolić. Dlatego dokładamy wszelkich starań, aby słuchać głosu nowej duszy, która budzi się w naszym sercu i która jest czystą Miłością. Wtedy nie działamy już jako odrębna świadomość "ja" a jako narzędzie Boga i w tym sensie należy rozumieć ścieżkę "Wu Wei"- nie-działania.
Nawet jeśli uważamy, że Bóg ujął w planie nasz upadek i wpisane weń cierpienie, musimy trzeźwo widzieć, że w naszym świecie istnieje zło. Jeśli Bóg je zaplanował, to potrzebujemy pamiętać, że zaplanował również drogę wyjścia ze zła.. Ta droga istnieje!

Niektórzy ze zwolenników teorii głoszącej, że Absolut chciał doświadczyć cierpienia, żeby poznać siebie, uważają również, że Bóg jest zarówno dobrem jak i złem a nie samym tylko Dobrem, Takie widzenie Boga jest przesiąknięte na wskroś tragizmem egzystencjalnym. Gdy tak uważamy, od razu akceptujemy, że będziemy w nieskończoność doświadczać na przemian przyjemności i cierpienia. Bo zło jest tożsame z cierpieniem.

Świadomość, że wiecznie będziemy doświadczać dobra i zła, dobra i zła jest ponurą perspektywą. Takie widzenie Boga charakterystyczne jest dla kabalistycznych nurtów. Takie widzenie Boga ma wiele wspólnego ze Starym Testamentem. Jest ono o tyle niebezpieczne, że stłumić może wołanie o wolność płynące z atomu iskry ducha. Gdy uważamy, że ten świat jest ostatecznym dziełem Boga, nie zwracamy uwagę na tęsknotę za Boską Rzeczywistością. Tak silne przeświadczenie może na zawsze zablokować wołanie Ducha w nas. Wiemy dobrze, że warunkiem koniecznym do tego, aby mogła się w nas dokonać transfiguracja, jest wielka tęsknota za Duchowym Domem.

Prawda Kabały, czy Starego Testamentu o Bogu jest prawdziwa, pod warunkiem , że przyjmiemy, iż jest to prawda jedynie o Bogu tego świata- Jahwe. Nie jest to więc Prawda Absolutna i Ostateczna, a cząstkowa i niepełna.
Wiemy, ze Prawda Nowego Testamentu jest zupełnie inna. Wnosi ona zupełnie inne postrzeganie Boga- Źródła wszelkiego stworzenia.

Jeśli ją przyjmiemy, uznamy, że Bóg nie mógł zaplanować zła i że jest ono wynikiem naszego działania wbrew Jego woli. Bóg nas jednak nie potępił i nie zostawił samych. Utworzył dla nas ład ratunkowy, w postaci tego świata, dzięki któremu możemy powrócić do Źródła. I dlatego mamy akceptować ten świat takim, jaki jest i wszystko, co nam się przydarza, bowiem jest to dla nas wskazówka, co zmienić na swojej ścieżce.
Człowiek zbłądził, zagubił się, a jego działania ściągnęły na niego niewyobrażalne więc cierpienie. Bóg jednak potrafi z tego cierpienia uczynić pewne dobro.. Jest nim chociażby proces rozświetlania i uświadamiania materii a także większe Samopoznanie Absolutu Jednak bez naszego odejścia, samopoznanie również byłoby możliwe. .

Nie potrzeba walki, aby zmienić zło . Wystarczy świadomość co jest czym i poddanie się Światłu. Istnieje Inny Świat, w którym jest tylko Miłość, w którym nie ma cierpienia, a naszym zadaniem jest przypomnieć sobie o nim i chwycić ratunkową linę, rzucaną nam przez naszych Braci i Siostry, których bardzo dawno opuścilismy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie krocz ścieżką - bądź ścieżką

NIE KROCZ ŚCIEŻKĄ- BĄDŹ ŚCIEŻKĄ Grecki mit o Gorgonie można uznać za metaforyczne zobrazowanie upadku ludzkiej świadomości. Gorgona był...