wtorek, 24 października 2017

Upadek- wola Boga, czy wypadek?



Upadek- wola Boga, czy wypadek?

Żyjemy na planecie, która dostarcza nam możliwości wszechstronnego badania świata energii o niskich wibracjach.Nasze pole oddechu, powietrze, dzięki któremu żyjemy, zostało odłączone od Ducha. Tak, jakby ktoś Go wyssał z naszej atmosfery.

Według Rudolfa Steinera, opowiada o tym mit o Ozyrysie zabitym przez Seta i ratowanym przez Izydę.Ozyrys to Duch, Set to powietrze pozbawione Światła, Miłości i Mądrości, Izyda to siła Ducha, Gnoza, która poprzez odpowiednie
procesy, doprowadza człowieka do odnowienia połączenia z Duchem. (Ciekawostka: w kabale Duch utożsamiany jest
z energią żeńską).

Nie ulega wątpliwości fakt, że nasze pole oddechu pozbawione jest Miłości. Nasuwa się pytanie, czy to nasze ciała są tak skonstruowane, że nie umieją już pobierać Ducha z atmosfery, czy też atmosfera jest Go pozbawiona. Ta pierwsza opcja wydaje się być bardziej prawdziwa.
W procesie transfiguracji bowiem, odtwarzana jest nasza pierwotna postać, rodzi się Nowa Dusza (Horus, Jezus), która zdolna jest na powrót połączyć
nas z Duchem.

Faktem jest inwolucja. Wiemy, że my, duchowe istoty, popadliśmy w jedność z materią, związaliśmy się z jej ciemnością i ignorancją. I teraz nasuwa się pytanie: czy Bóg tego chciał, czy też nasz upadek był wynikiem naszego buntu, samowolki, odwrócenia się od Boga?
I mamy na to pytanie dwie, bardzo mocne, wykluczające się wzajemnie teorie. Pierwsza głosi, że inwolucja była zgodna z zamysłem Boga, który chciał poprzez poznanie tego, kim nie jest zdefiniować to, kim jest. Absolut chciał również przesycić Sobą ciemną materię, z której najpierw pozornie się wycofał. Dlatego stworzył sam dla siebie grę w chowanego, w totalne zapomnienie, aby następnie móc znowu sobie przypomnieć i odnaleźć Samego Siebie.

W tym celu dokonał projekcji swojej świadomości w przestrzeń, tchnął w nią życie, by potem dokonać wewnątrz tej świadomości iluzorycznych podziałów.
Projekcja Boskiej Świadomości rozpadła się na niezliczoną ilość częsci większych i mniejszych, z których pewna grupa dotknięta została zapomnieniem.
Nacisk kładzie się tu na wszechmoc Boga i to, że w Jego świecie nie mogłoby zaistnieć nic, co byłoby sprzeczne z Jego wolą. Czy tak jest w istocie?

Druga teoria, jest przeciwieństwem pierwszej. Głosi, że Bóg jako Miłość, nie dopuściłby nigdy do tego, żeby w Jego świecie zaistniało tak potężne cierpienie, niesprawiedliwość, ból. Ta teoria zakłada, że nasz świat, Matriks jest wynikiem naszego buntu, Przyrównywani jesteśmy tu do biblijnych synów marnotrawnych. W wyniku swojego postępowania, zostaliśmy wrzuceni w świat, w którym staliśmy się niewolnikami rządzącego tu Demiurga i podległych mu archontów.

Ci rządcy naszego świata wszczepili tu program o tym, że cierpienie uszlachetnia po to, aby wyłapywać dla siebie naszą energię i żywić się nią.
Demiurg i archonci jako istoty odłączone od Źródła, nie mogą czerpać z Niego "pokarmu", muszą więc pozyskiwać energię do życia w inny sposób.

Eksploatują oni energię życiową zaklętą w materii. Są zaprzeczeniem Miłości; karmią się więc strachem, nienawiścią, lękiem, żalem, smutkiem, agresją,
do których swoimi działaniami stymulują nieświadome istoty, znajdujące się w ich szponach.Cierpienie jest kosmiczną anomalią, która nigdy nie miała mieć miejsca. Powstała ona paradoksalnie z miłości Źródła, bo to ta właśnie bezwarunkowa miłość pozwoliła na zaistnienie nierzeczywistego świata pozbawionego Boga. Źródło spostrzegło, iż był to najpoważniejszy błąd. Według tej teorii twierdzenie, jakoby Źródło poprzez nas i naszą inwolucję zbierało doświadczenia, jest mitem, który został "sprzedany" ruchowi New Age przez archontów.

Zamierzeniem Źródła bowiem nigdy nie było żadne, najmniejsze nawet cierpienie. Istnieje droga Poznania wolna od bólu. Ból przed powstaniem naszego upadłego świata, był czymś zupełnie nieznanym, abstrakcyjnym. Pierwotne cierpienie pierwszych uwięzionych istot, odczuli wszyscy w Pleromie jako coś niezwykle ciężkiego, oblepiającego, strasznego i dołującego. Cierpienie to dotknęło Źródła i wszystkie połączone istoty Pleromy. Odtąd Pleroma i Źródło już nie były takie same. Nadal jest to przestrzeń wolna od cierpienia i negatywizmu, jednak od czasu powstania naszego świata wielkim pragnieniem naszych Braci i Sióstr stamtąd, jest likwidacja Matriksa.

Dlatego Źródło zstępuje bezpośrednio w Matriks, doznając niewyobrażalnego wręcz cierpienia, by poprzez przetarcie tu i zakotwiczenie procesu transfiguracji, umożliwić nam wyjście stąd i rozsadzić nasz upadły świat od wewnątrz. Gdy ostatnia istota zostanie stąd wyzwolona, anomalia zostanie zlikwidowana. Od tej pory nikt nigdy nie będzie już cierpiał, ponieważ pojawi się nowy zapis w transcendentalnym Ciele Źródła.

Gdzie jest prawda?

Źródło chciało cierpienia, czy nie chciało?
Pierwsza teoria, zakładająca iż Absolut zaplanował dla siebie wszystkie doświadczenia, łącznie ze złem jest sprzeczna z Gnozą i raczej nie doprowadzi nas do wyzwolenia. Niesie z sobą bowiem niebezpieczeństwo utraty wrażliwości, empatii czy starań związanych z tym, aby się z inwolucji wydostać. Skoro bowiem Bóg chciał takiego świata, to wszystko jest w nim porządku. W porządku jest gwałt, wykorzystywanie innych, niszczenie świadomości, degrengolada, degradacja, zwyrodnienie, bestialstwo, itd. Może dojść do tego, że przestaniemy odczuwać cierpienie jako coś niepożądanego. Skoro Bóg to wszystko zaplanował, to jest On też tym, który morduje, który niszczy, który doprowadza świadomość swojego dziecka-, mikrokosmosu do postępującego zła i upadku. Sprawia, że rozprasza się ona w gwiezdny pył i przestaje jako taka istnieć.

Możemy mówić, że to przecież i tak wszystko iluzja, że
to wszystko, co się tu rozgrywa, jest przedstawieniem w teatrze, czy filmem projektowanym w kinie i że ból nie istnieje i jest wyłącznie skutkiem naszego oprogramowania.
Uważamy wówczas, że przecież nie musimy nic robić, bo wszystko już jest w porządku. Niepotrzebnie więc tęsknimy do innego świata, pełnego Miłości. To jest tylko nasza iluzja, w której tkwimy, bo dobro i zło są tylko naszym wymysłem. Wszystko jest właściwe i jest takie jak ma być. Bunt nie ma więc sensu.

Czy nie czujemy gdzieś pod skórą, że coś jest nie tak z takim myśleniem?

Sprawia ono bowiem, że wyrażamy niejako zgodę na to, żeby krzywdzić bezbronne zwierzęta, dzieci, kobiety, mężczyzn. Czyż takie myślenie nie niesie z sobą obojętności jako logiczną konsekwencję? Czy faktycznie cierpienie jest iluzją? Czy też może cierpienie jest SKUTKIEM pozostawania w iluzji? Skutkiem niepożądanym, niepożądanej iluzji. Iluzji, z której jest droga wyjścia, ukazywana nam przez Wielkich Nauczycieli, takich jak: Budda, Kriszna, Zaratustra, Lao Tse, Chrystus, itd.

Gnostyk to ktoś, kto widzi cały fałsz tego świata i pod wpływem tego, co widzi, pojawia się u niego bunt. Płynie on z pamięci zapisanej w atomie iskry ducha.
Pamiętamy podświadomie inny świat, pełen miłości, harmonii, zgody, współpracy, ekscytacji, błogości, ekstazy, radości. I w kontraście do niego widzimy nasz świat, pełen niesprawiedliwości, wyzysku, fałszu i zakłamania.
Jeżeli uznawać będziemy, że mamy się tylko poddać naturalnym procesom, które zachodzą w naszym świecie i nie robić nic, czy zajdzie w nas jakakolwiek przemiana?

Czy taka akceptacja i bierność nie wiąże się ze stagnacją, zamiast rozwoju? Rozwój bowiem zakłada, że widzimy iż coś jest niedoskonałe i staramy się ze wszystkich sił uczynić to doskonałym. Jeżeli postrzegamy wszystko jako już doskonałe, cóż może się zmienić? Stajemy się jak bezwolne patyki, niesione przez prąd okrutnego, pozbawionego miłości strumienia. Jak bezwolne stado owiec, prowadzonych na rzeź.

Czy patrzenie na przemoc, brutalność, gwałt, wyzysk, niesprawiedliwość, cierpienie okiem "filozofa", który uważa że tak ma być, bo Bóg tak chciał, nie przypomina nam bajki pt. "Nowe szaty cesarza"? Gdy nikt z poddanych nie krzyknie, że król jest nagi? Czy nie na tym polega pranie mózgu?
Czy tak należy rozumieć taoistyczną ścieżkę Wu- Wei, nieczynienia?

No ale przecież Chrystus powiedział "nie sprzeciwiajcie się złu?".Czy w tym stwierdzeniu nie zawiera się akceptacja wszystkiego, co istnieje? Jak to więc wszystko zrozumieć i skleić w jedną całość?
Potrzebujemy tu wniknąć głębiej.
Niepełne rozumienie rzeczywistości, w której się znajdujemy niesie z sobą wielką przestrzeń dla różnego rodzaju manipulacji.

Gdy budzi się w nas pamięć Innego Świata, w którym kiedyś mieliśmy swój udział; świata doskonałego, pełnego miłości, błogiego, ekstatycznego,
w ktorym doświadczaliśmy ciągle pasji i jedności, spadają nam łuski z oczu.
Zaczynamy widzieć, że nasz świat takim nie jest. I nie damy się zwieść zadnym teoriom, głoszącym że żyjemy w fantastycznym, pięknym świecie i jak tu jest cudownie, ach, ach!

Powiedzmy komuś, kogo zgwałcono lub komu skrzywdzono dziecko, ludziom w Afryce, doświadczającym męki głodu, osobom, żyjącym w kraju, w którym toczy się wojna, że nasz świat jest cudowny i pełen Bożej Miłości!
Możemy tu owszem, wykorzystać swoją poszerzoną świadomość i stworzyć sobie mocą pozytywnego myślenia, względnie dobre warunki życia.
Lecz na jak długo? Czy nie jest tak, że będą one skutkiem dobrej karmy, która się wypali a my znowu na powrót doświadczać będziemy cierpienia?

Są już wśród nas tacy, którzy poznali smak przemijalności wpisanej w ten świat. W naszej rzeczywistości bowiem, dobro, którego teraz doświadczamy zmieni się w końcu w swoje przeciwieństwo. Doświadczymy niedoli, która znowu zmieni się w "dolę". Będziemy w nieskończoność, na przemian doświadczać przysłowiowych "siedmiu lat tłustych i siedmiu chudych", aż w końcu się przebudzimy i stwierdzimy, że dopóki się stąd nie wydostaniemy, nic się nie zmieni. Pomimo bowiem naszych starań ten świat istnieje w oparciu o ciągłe przemiany dobra w zło. Żadne nasze wysiłki tego nie zmienią. Nie zapewnimy sobie tu wiecznego raju.
Pamiętamy jednak, że istnieje taki Raj. Pamiętamy go. Nie dajmy sobie tej pamięci zabrać, nie pozwólmy, by to, co pamiętamy, zostało włożone pomiędzy bajki.
Gdy się budzi się w nas prawspomnienie, nasza tęsknota sprawia, że stajemy się magnesami dla gnostycznych sił. I wówczas jesteśmy już w stanie postrzegać wszystko z innej perspektywy. Zaczynamy widzieć ten świat, jako "ład ratunkowy" stworzony przez Źródło po to, by umożliwić nam powrót. Jest taki fajne przesłanie współczesnego filmu "Chata": Źródło nie stworzyło zła. Zło stworzył człowiek. Źródło, Bóg potrafi jedynie wydobyć ze zła to, co najpiękniejsze i przemienić je w coś dobrego. Jednak to nie Bóg stoi za cierpieniem i Bóg nigdy cierpienia nie chciał.
Chrystus powiedział "nie sprzeciwiajcie się złu". Czy powiedział tak, ponieważ uważał, że zło jest właściwe? Przyjrzyjmy się temu...Skoro użył słowa "złu", to znaczy, że istnieje coś, co nie jest właściwe. Czyli mamy tu nazwanie
rzeczy po imieniu. Istnieje tu zło. W innym miejscu mówi, że nikt nie jest dobry, ani jeden. Dobry jest tylko Bóg. Jest tu wyraźne odniesienie do naszej
ludzkiej kondycji, do kondycji naszego świata i do tego, że Bóg jest poza tym złem, poza tym upadkiem.
To, że mamy się złu nie sprzeciwiać, nie oznacza, że mamy go nie nazwać po imieniu (!) Zło się bowiem tu dzieje. Zło jest w nas. Jest wynikiem ignorancji.

Jest wynikiem oddzielenia naszego myślenia od czującego, empatycznego, pełnego szacunku Serca. Oddzielenia powietrza, którym oddychamy od Ducha.
Istnieje wyjście ze zła. Polega ono na tym, aby kierować swoją uwagę na Światło. Aby rozświetlać swoje wnętrze pogłębionym zrozumieniem. Podstawą jest rozróżnienie tego, co jest dobre, czyli, co prowadzi do wyzwolenia z Matriksa od tego, co jest złe, czyli wiąże nas z tym światem. Jak powiedział Sokrates" zmiana polega nie na niszczeniu tego, co złe a na skupieniu całej swojej energii na budowaniu tego co dobre".

Gdy zaczynamy dostrzegać we własnym wnętrzu zło, staramy się go unikać i czynić dobro. Nie potrzebujemy zwalczać go u innych. Wystarczy, że zjednoczymy swoje siły z siłami Światła Źródła, które ciągle do naszego świata napływa. To nie- działanie dotyczy aktywności świadomości "ja". Oznacza, że mamy działać, jednak w oparciu nie o własną ludzką wolę a w oparciu o wewnętrzny głos nowej duszy, która zaczyna w nas cicho przemawiać. Ten głos nie walczy, nie udowadnia swojej racji, nie stawia oporu.

Ten głos w nas sprawia, ze rozświetlamy swoje wnętrze i nasze Światło pomaga innym wyjść z ciemnego tunelu. Uświadamia nam, że zmiana innych jest ingerencją, która nie ma nic wspólnego z Miłością. Gdy bowiem walczymy z innymi ludźmi, nie dostrzegamy, że coś, co jest w nas, musiało ich do nas przyciągnąć. Wpadamy w pozorne, bezowocne działania. Chcemy przyspieszyć na siłę czyjś proces dojrzewania do Prawdy. Można to przyrównać do wymuszania narodzin dziecka, które się jeszcze nie uformowało w łonie matki. Potrzebna jest z naszej strony cierpliwość i odpowiednie wyciąganie wniosków z doświadczeń, które przychodzą do nas ze świata zewnętrznego. Zmiana polega na rozświetleniu swojego cienia i stania się dla innych latarnią, która emituje Boskie Światło.

Gdy doświadczamy dotknięcia Światła Gnozy, niejednokrotnie doznajemy cierpienia. Jednak cierpienie nie płynie z faktu, że Światło to uderza w nas. Ono nie wali w nas a w iluzje, które wyhodowaliśmy. Uderza w naszą pozorną jaźn.
Cierpimy więc nie dlatego, że doznajemy krzywdy od Gnozy ale dlatego, że zburzony został nasz zamek iluzji, który dawał nam poczucie bezpieczeństwa lub zadowolenia z siebie. Gdy poddamy się gnostycznemu prcesowi, za chwilę odczujemy ulgę i doświadczymy podniesienia naszej świadomości na wyższy poziom rozumienia.

Potrzebujemy połączyć w jedno dwa sposoby widzenia świata. Możemy w pierwszej teorii odnaleźć pozytywne, wyzwalające treści, wpleść je w swoje widzenie świata. Te, które prowadzą nas na manowce potrzeba odrzucić, tak by nie zaciemniały nam obrazu i nie hamowały na ścieżce.
Mamy zarazem nie akceptować tego świata, jak i akceptować go. Mamy widzieć, że ten świat jest, jaki jest i że żadne działania naszej osobowości go nie zmienią. Mamy widzieć ten świat jako więzienie i odmówić akceptacji dalszego egzystowania w nim jako niewolnicy. Gdy nasze serce jest otwarte, nie chcemy również, aby inne istoty były niewolnikami.

Gdy przychylamy się do drugiej teorii, która zakłada, że warunki, których teraz doświadczamy są skutkiem naszego odejścia od Planu Boga, jedynym niebezpieczeństwem, które się pojawia, jest popadnięcia w poczucie winy. Nie ze wzgledu na luki w wiedzy gnostycznej a na swoje nieprawidłowe rozumienie.

Gdy za bardzo utożsamimy się z upadłym, człowiekiem, z grzesznikiem, możemy zacząć siebie podświadomie karać. Pamiętajmy jednak, że Bóg nas nie potępia. Poczucie winy rodzi nienawiść do samego siebie i innych. Bóg nie chce, abyśmy czuli się winni, ale abyśmy stali się świadomi swojej odpowiedzialności za to, co dzieje się w naszej przestrzeni. Oznacza to nieoglądanie się wstecz i niepłakanie nad rozlanym mlekiem a skupienie na tym, co możemy zrobić teraz, by wydostać się z bagna, w którym się znaleźliśmy. Człowiek,który ma w sobie poczucie winy, staje się łakomym kąskiem dla wszelkiej maści manipulatorów, takich chociażby jak ci w kościele katolickim.

Potrzebujemy zaakceptować to, co się stało. Akceptacja dla tego świata ma płynąć z faktu, że wiemy, iż Inny, Boski Świat, w którym panuje tylko Dobro, wziął ten nasz padół łez w opiekę. "Bóg nie porzuca dzieła swoich rąk", Bóg wie, jak nas stąd wyzwolić. Dlatego dokładamy wszelkich starań, aby słuchać głosu nowej duszy, która budzi się w naszym sercu i która jest czystą Miłością. Wtedy nie działamy już jako odrębna świadomość "ja" a jako narzędzie Boga i w tym sensie należy rozumieć ścieżkę "Wu Wei"- nie-działania.
Nawet jeśli uważamy, że Bóg ujął w planie nasz upadek i wpisane weń cierpienie, musimy trzeźwo widzieć, że w naszym świecie istnieje zło. Jeśli Bóg je zaplanował, to potrzebujemy pamiętać, że zaplanował również drogę wyjścia ze zła.. Ta droga istnieje!

Niektórzy ze zwolenników teorii głoszącej, że Absolut chciał doświadczyć cierpienia, żeby poznać siebie, uważają również, że Bóg jest zarówno dobrem jak i złem a nie samym tylko Dobrem, Takie widzenie Boga jest przesiąknięte na wskroś tragizmem egzystencjalnym. Gdy tak uważamy, od razu akceptujemy, że będziemy w nieskończoność doświadczać na przemian przyjemności i cierpienia. Bo zło jest tożsame z cierpieniem.

Świadomość, że wiecznie będziemy doświadczać dobra i zła, dobra i zła jest ponurą perspektywą. Takie widzenie Boga charakterystyczne jest dla kabalistycznych nurtów. Takie widzenie Boga ma wiele wspólnego ze Starym Testamentem. Jest ono o tyle niebezpieczne, że stłumić może wołanie o wolność płynące z atomu iskry ducha. Gdy uważamy, że ten świat jest ostatecznym dziełem Boga, nie zwracamy uwagę na tęsknotę za Boską Rzeczywistością. Tak silne przeświadczenie może na zawsze zablokować wołanie Ducha w nas. Wiemy dobrze, że warunkiem koniecznym do tego, aby mogła się w nas dokonać transfiguracja, jest wielka tęsknota za Duchowym Domem.

Prawda Kabały, czy Starego Testamentu o Bogu jest prawdziwa, pod warunkiem , że przyjmiemy, iż jest to prawda jedynie o Bogu tego świata- Jahwe. Nie jest to więc Prawda Absolutna i Ostateczna, a cząstkowa i niepełna.
Wiemy, ze Prawda Nowego Testamentu jest zupełnie inna. Wnosi ona zupełnie inne postrzeganie Boga- Źródła wszelkiego stworzenia.

Jeśli ją przyjmiemy, uznamy, że Bóg nie mógł zaplanować zła i że jest ono wynikiem naszego działania wbrew Jego woli. Bóg nas jednak nie potępił i nie zostawił samych. Utworzył dla nas ład ratunkowy, w postaci tego świata, dzięki któremu możemy powrócić do Źródła. I dlatego mamy akceptować ten świat takim, jaki jest i wszystko, co nam się przydarza, bowiem jest to dla nas wskazówka, co zmienić na swojej ścieżce.
Człowiek zbłądził, zagubił się, a jego działania ściągnęły na niego niewyobrażalne więc cierpienie. Bóg jednak potrafi z tego cierpienia uczynić pewne dobro.. Jest nim chociażby proces rozświetlania i uświadamiania materii a także większe Samopoznanie Absolutu Jednak bez naszego odejścia, samopoznanie również byłoby możliwe. .

Nie potrzeba walki, aby zmienić zło . Wystarczy świadomość co jest czym i poddanie się Światłu. Istnieje Inny Świat, w którym jest tylko Miłość, w którym nie ma cierpienia, a naszym zadaniem jest przypomnieć sobie o nim i chwycić ratunkową linę, rzucaną nam przez naszych Braci i Siostry, których bardzo dawno opuścilismy.

czwartek, 12 października 2017

Wdzięczność - alchemia rzeczywistości



Wdzięczność- Alchemia rzeczywistości

Dzięki fizyce kwantowej zyskaliśmy potwierdzenie jednej z zasad Huny, która głosi, że nie ma żadnych ograniczeń, poza tymi, które istnieją w naszym umyśle. Zanurzeni jesteśmy w polu nieskończonych potencjałów. To pole jest plastyczne i gdy we współpracy ze Światłem Gnozy, pokonamy siebie, swoje ograniczone postrzeganie, będziemy zdolni dokonywać cudów, o jakich się filozofom nie śniło.

Pan rzekł: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: „Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze!”, a byłaby wam posłuszna.
Problem polega na tym, że aby rozpuścić przekonania dotyczące tego, co człowiek potrafi a czego nie potrafi, potrzeba potężnej energii. Ta energia jest nam ofiarowywana z przestrzeni Shamballah w procesie transfiguracji.

Podczas tego siedmiostopniowego procesu, który dzięki zawierzeniu Bogu i wypełnianiu Jego Woli, nie swojej, rozpuszczane zostają krok po kroku, wszelkie nasze ograniczenia i blokady:   "Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca."

Dopóki jednak nie posiadamy wiary (inaczej siły przeświadczenia), która zdolna jest góry przenosić, mamy inne narzędzie, dzięki któremu możemy współpracować ze Światłem, uwalniać się od ograniczeń, przyciągać do swojego świata to, co jest nam potrzebne,

Tym narzędziem jest WDZIĘCZNOŚĆ. Biblia mówi nam w 1 Liście Pawła do Tesaloniczan 5; 18: „ ...za wszystko dziękujcie”. Wdzięczność bowiem, pozwala nam uwolnić się od dualistycznego postrzegania świata. Pozwala wrócić do Jedności, rozpuszcza nasze matriksowe  oprogramowanie, które bazuje na przeciwieństwach. Gdy potrafimy dziękować za ból, gdy nie stawiamy oporu, nie buntujemy się, i przyjmujemy wszystko z wdzięcznością, nie tworzymy nowej karmy. Łatwiej jest nam również przetrwać i przemienić ciężkie chwile, pełne cierpienia w postawę pełną radości. Wdzięczność jest zatem uwalniającą ścieżką.

Skoro wszystko już potencjalnie istnieje, a my narzekamy na brak czegoś w naszej przestrzeni, oznacza to, że ten brak jest tylko i wyłącznie w naszym umyśle. Programy i przeświadczenia, zakodowane w podświadomości blokują zaistnienie obfitości w naszym życiu. Narzędziem, które pomaga nam w takich wypadkach jest wdzięczność.

W codziennym życiu wyraźnie widać, że to nie szczęście czyni nas wdzięcznymi, lecz wdzięczność – szczęśliwymi. [David Steindl-Rast]

Droga gnostyka polega na dostosowywaniu swojej woli do woli Boga. Żyjemy na pograniczu dwóch światów: duchowego i ziemskiego i w tym drugim często napotykamy na przeróżne wyzwania egzystencjalne z przestrzeni materii.

Bywa, że brakuje nam pieniędzy, potrzebujemy nowego samochodu, mieszkania, nowej pracy. Uczucie wdzięczności jest tym, co może nam pomóc w realizacji nie tylko gnostycznych , ale i czysto dialektycznych celów. Oczywiscie należy przy tym pamiętac, że dialektyczny cel nie może byc celem głownym, ale tylko czymś, co w konsekwencji ułatwi nam postęp na gnostycznej scieżce. Szybkie zaspokojenie materialej potrzeby sprawia, że nie potrzebujemy dlugo zaprzątać sobie głowy materią i możemy się skupić na Gnozie.

Wdzięczność to potężne uczucie  ksztaltujące rzeczywistość. Gdy jesteśmy za coś wdzięczni,  stawiamy energie wszechświata w sytuacji sprawczej. Gdy  jesteśmy wdzięczni za coś, czego jeszcze nie ma w naszej przestrzeni, to właśnie przez uczucie wdzięczności przyciągamy to do siebie.Energie kwantowego wszechświata nie mają innego wyjścia,  jak tylko to zrealizować.

Przez wyrażanie wdzięczności za coś, czego jeszcze nie ma, tak jak już by było, dostosowujemy się wibracyjnie do naszego celu. Dokonuje się wtedy pewien transfering rzeczywistości, czyli przeniesienie w czasie do przyszłości , do momentu zrealizowania tego, za co jesteśmy wdzięczni.

To tak, jakby przenieść naszą uwagę poza nasza obecną sytuację i zakrzywić czas.Uczucie wdzięczności jest bardzo niedoceniane, a to tak potężne narzędzie kształtowania rzeczywistości, że mało co może się z nim równać.

Jeżeli chcemy coś zamanifestować w naszej przestrzeni, poczujmy się tak, jakby to już przy nas bylo.  Cieszmy się tym i chłońmy wszystkimi zmysłami i sercem, bądźmy wdzięczni, poczujmy radość swoją i wszystkich, z ktorymi dzielimy to szczęscie.  I to wszystko! Nie wracajmy więcej do tego, nie myślmy jak to się dokona, z której strony i jak technicznie się objawi, bo to blokuje efekt.

Kwantowy Wszechświat dokładnie wie,  jak tą rzecz czy sytuacje zamanifestować w naszym życiu i może to zrobić w najmniej spodziewany sposób.
Richard Carlson powiedzial, że wdzięczność i pokoj serca idą w parze. To dlatego, ze wdziecznosc pozwala nam cieszyc się tym, co mamy a także oczyszczac swoje serce z ziemskich pożądań. Gdy cieszymy sie wszystkim,  co jest i traktujemy to jako dar, jako szansę do wzrostu, dostrajamy sie do prawdy o Boskiej Miłosci. Wdziecznosc ponadto pomaga uwalniać sie od takich zaciemnień umysłu, jak zazdrość czy syndrom bycia ofiarą.

Dlatego wdzięczność to alchemia rzeczywistości

sobota, 7 października 2017

Energie października






ENERGIE PAŹDZIERNIKA

Jesień patrzy na nas niezliczoną ilością złotych oczu, 
migoczących na wietrze niczym mrugające powieki, 
płaczących wraz z niebem deszczowymi łzami,
odrywających się od ciała, które je zrodziło, 
tańczących przez chwilę z wiatrem ekstatyczny taniec derwisza,

By w końcu wylądować bezgłośnie pod naszymi stopami, 
które zmielą je w kołowrocie codzienności na proch, 


a my załamiemy ręce nad kruchością życia

Nad tym złotem, które nie chce być wieczne
I nie zauważymy świetlistego pyłu, który został oddany z powrotem Macierzy, 
Aby mogła tkać dla nas nowe sny.

Październik konfrontuje nas z przemijaniem. Myśl wypowiedziana przed chwilą nie jest niczym ani specjalnie odkrywczym, ani budującym.


Przemijanie niesie bowiem z sobą poczucie kruchości naszego istnienia a od niego tylko krok dzieli nas od poczucia, że życie jest bez sensu. Otaczająca nas aura wywiera bardzo wielki wpływ na psychikę. Ponura atmosfera świata wokół, może nas tak bardzo przytłoczyć,że tonąć będziemy w "łez kałużach", albo-co gorsze-znajdziemy się w jakiejś mrocznej, posępnej dolinie, przywaleni ciężką materią gęstych, smutnych, beznadziejnych myśli.

Pierwsza zasada Huny mówi: "świat jest dokładnie taki, jaki myślisz, że jest". To stwierdzenie zwraca uwagę nie tylko na fakt, że nasze myśli i słowa kreują nam życie, co wyraził Rumi, mówiąc: “Przemów nowym językiem, aby świat mógł stać się nowym światem.” Zasada ta zwraca naszą uwagę również na kwestię subiektywności zewnętrznego świata.
Skoro sposób mojego myślenia o rzeczywistości, wywiera na nią tak przemożny wpływ, to może ta rzeczywistość zewnętrzna obiektywnie nie istnieje? Może całe życie ze wszystkimi jego doświadczeniami rozgrywa się li i jedynie w mojej własnej głowie? Czy świat na zewnątrz mnie istnieje?
Biblia mówi, że istnieje.Rzekł Jezus:" Ale królestwo jest tym, co jest w was i tym, co jest poza wami." Z tego by wynikało, że świat na zewnątrz nie jest jedynie moim złudzeniem, iluzją, ale że poza mną też jest. Z pierwszej zasady Huny płynie jednak wiedza, że świat może być inny niż go postrzegam.
Alfred Korzybski podważa twierdzenia wschodnich filozofów, mówiących o tym, że świat jest iluzją. Mówi on, że wszelkie nasze doświadczenia, które jawią się nam jako prawdziwe, nie są złudzeniem. One istnieją, ale w rzeczywistości są czym innym, niż wydają się być naszemu ograniczonemu postrzeganiu.
To, co widzimy jest abstrakcją, jest interpretacją prawdziwego świata, której dokonuje nasz umysł w oparciu o bodźce, docierające do niego z zewnątrz. 


Istnieje elektrokoloidalny, elektromagnetyczny proces, który odbija się w naszej świadomości jak w lustrze, a my tworzymy na jego bazie interpretacje, abstrakcje. Nasz mózg przetwarza dane i abstrahuje od tego, co jest. Świat nie jest więc iluzją a abstrakcją.

Korzybski mówi, że ważniejsze jest dla nas w obecnej chwili nie tyle to, CO wiemy na temat otaczającego świata, ale "W JAKI SPOSÓB" zbieramy informacje. 


"Ponieważ wiedza, która płynie do nas z poziomu Ciszy, nie może zostać werbalnie wyrażona; nie może zostać przełożona na słowa". To, co określamy jako "jakieś"w istocie jest czymś zupełnie innym, niż nam się wydaje..

Rumi powiedział, że "wewnątrz naszego świata, istnieje inny świat, którego nie opisze żadne słowo". Nasze słowa tworzą powierzchowną rzeczywistość, która jest jedynie wariacją na temat prawdy. Tak, jakby od poznania rzeczywistości dzieliły nas słowa, koncepcje, przekonania, które non stop wyświetlają się w naszej głowie.


"Przestań mówić, przestań myśleć, a nie pozostanie nic, czego byś nie rozumiał" stwierdził Seng Ts'An.

Wygląda więc na to, że mamy dwa rodzaje istnienia, dwa rodzaje świadomości: jedna funkcjonuje w oparciu o słowo a druga w wolności od niego.


Do niedawna przytłaczająca część ludzkości znała tylko ten pierwszy świat, który wiąże się nierozerwalnie z poziomem świadomości, określanym jako egotyczny.

Obecnie, w Erze Wodnika otwierają się wrota do innej rzeczywistości. I te wrota otwierają się dla nas zarówno w świecie zewnętrznym, jak i wewnętrznym.


Na zewnątrz nas doświadczamy swobodnego dostępu do informacji; szkoły wtajemniczeń, które kiedyś były zamknięte i dostępne tylko dla niewielkiego grona wybranych, dziś stoją dla wszystkich otworem, nauka zmienia swój paradygmat i coraz więcej naukowców otwiera swoje umysły na to, by uznać duchowy aspekt naszego życia, wychodzi na jaw prawda o ciemnej stronie naszego świata (tzw. teorie spiskowe), do której kiedyś nie było dostępu.

Wewnątrz nas również zachodzi rewolucja. W naszych wnętrzach ścierają się dwa głosy, dwa sposoby widzenia świata, dwa podejścia. Rozgrywa się w nas bitwa między tym, 


co stare, znane, hałaśliwe a tym co nowe, nieznane, ciche. Nie jest nam łatwo, bo okazuje się, że niemal wszystko, co do tej pory uważaliśmy za prawdę, jest złudzeniem.

Trafnie to wyraził Vladmir Pozner, mówiąc, że "pożegnanie z własnymi wyobrażeniami to proces bolesny, bo nasze iluzje są dla nas jak narkotyk."
Październikowe energie oscylują wokół tematyki Zrozumienia siebie, otaczającej nas rzeczywistości, otaczających nas ludzi, w kontraście do Oceny, Osądu. 


Gdy przyjrzymy się naszym doświadczeniom w tym miesiącu, dostrzeżemy, że konfrontuje nas on ze sprawami, których nie ROZUMIEMY, które OSĄDZAMY, do których nie potrafimy podejść z miłością. "Na tapetę" idzie sposób postrzegania świata: nasze myśli, przeświadczenia, poglądy i opinie.

Przebudzone osoby są w dzisiejszych czasach pionierami, którzy muszą przetrzeć szlaki, przedrzeć się przez warstwy swoich egotycznych naleciałości, nawyków, starych sposobów funkcjonowania i odnaleźć w Ciszy własnego wnętrza ten Inny, Nowy Głos, który niesie z sobą zupełnie inne rozwiązania. Jako pionierzy kotwiczymy tu nowy paradygmat, oparty na sercu. Jest to zadanie fascynujące, choć bardzo często niełatwe.
Nie zawsze mamy bowiem jasność dotyczącą tego, który głos w nas jest głosem miłości; który ogląd sprawy właściwym oglądem. Dla ułatwienia można powiedzieć, że 


miłość przemawia do nas cicho, łagodnie, niosąc zrozumienie i chęć pojednania a ego jest hałaśliwe, głośne i chce zmieniać wszystko według własnych pomysłów.

Mimo tej wiedzy natrafiamy jednak w życiu codziennym na sprawy, które są dla nas wyzwaniem. Nie wszystko jest bowiem zawsze jednoznaczne. Napotykamy w naszych


międzyludzkich relacjach na sytuacje, które nas ranią, denerwują, dotykają, mimo iż nie chcielibyśmy aby tak było. 

Gromadzą się w nas różne energie, które potrzebują znaleźć ujście. Czasami próbujemy zrozumieć wszystko, potraktować świat z miłością, a wewnątrz nas narasta napięcie, wynikające z tłumienia głosu sprzeciwu, który chce się przedrzeć.
Mamy wytyczne w postaci słów Gandhiego: Bądź zmianą, którą chcesz widzieć we wszechświecie, więc staramy się wszystko przepracować we własnym wnętrzu. A z drugiej strony jest życie i potyczki z własną słabością i słabościami innych. I powstaje sytuacja opisana słowami Cheryl Rochardson: "Jeśli unikasz konfliktu, żeby zachować pokój, zaczynasz wojnę wewnątrz siebie".
Jak sobie z tym wszystkim poradzić? Są pewne recepty, są pewne wskazówki, rady, wiedza płynąca z doświadczenia, którą można się podzielić ale to co najważniejsze, to świadomość faktu, że dopóki proces przemiany się w nas nie zakończy nie będziemy idealni. Warto więc od razu na wstępie to sobie powiedzieć. Będziemy mieli słabsze dni, słabsze momenty. Chyba najgorsze, co możemy zrobić samemu sobie i innym, to wymagać od siebie samego i od siebie nawzajem doskonałości. To rodzi taką presję, że rzeczywistość staje się nieznośna. I między innymi tego zrozumienia uczy nas Prawo związane z Październikiem.
Październik jest dziesiątym miesiącem. Dziesiątka kojarzy się z Dekalogiem. Mamy wpojone, że Dziesięć Przykazań Bożych, to prawa, których nieprzestrzeganie grozi 


karą od Boga. Bóg jest wg tego, czego nas uczono "sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza a za złe karze". To starotestamentowe widzenie Stwórcy jest ogromnym brzemieniem, które jako ludzkość dźwigamy na swych barkach. Przykazania, które miały nam ułatwić "orientację w terenie" obciążyły nas poczuciem winy i lękiem przed "karzącą ręką sprawiedliwości". Cały system wychowawczy, któremu zostaliśmy poddani odcisnął na nas piętno. I mimo, iż nie uważamy się już dawno za katolików, to pewna określona mentalność w nas żyje i nas niewoli.

Tę mentalność możemy odnaleźć w pismach tych uduchowionych istot, które mówią, że jesteśmy upadłą ludzkością. W niektórych tekstach można odnaleźć pogardliwe określenie człowieka jako animusa, żyjącego z energii seksualnej. Potępia się z ambony zwierzęce instynkty, skłonności, dążenia, egotyczne ambicje. Mówi się o grzechu pierworodnym, o odejściu od Planu Boga, o realizacji własnej woli.
Serce odczuwa jako prawdę fakt, że musiało wydarzyć się coś, co zawęziło nasz ogląd, obniżyło wibracje, wpędziło do więzienia umysłu, wykreowało pełen cierpienia świat. Wiemy, że jesteśmy kowalami własnego losu, więc zdajemy sobie sprawę z tego, że sami sobie ten los zgotowaliśmy. Z drugiej strony jednak wiemy, że Bóg jest Miłością a ta Miłość dała nam wolność decydowania o sobie. Odebraliśmy zatrważające skutki swojego postępowania i dlatego chcemy zmiany, chcemy nowej świadomości, chcemy realizacji nie naszej egotycznej woli, a woli Boga w nas.
W naszej nieświadomości zbiorowej zakodowane jest uczucie, które można wyrazić jako:"coś ze mną jest nie tak". Wydaje się ono łączyć niemal wszystkich ludzi na Ziemi.


"Coś jest ze mną nie tak", "jestem złym człowiekiem", "czegoś mi brakuje". Nosimy w sobie balast poczucia winy, które zostało POMYLONE Z ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ. 

Poczucie bycia kimś grzesznym, kreuje brak miłości do siebie a to jak traktujemy samych siebie ma wpływ na to, jak traktujemy innych.
Uważamy, że Bóg jest miłością a jednak na podświadomym poziomie wielu z nas nosi w sobie programy związane z poczuciem, że nasza niedoskonałość zasługuje na karę.


Pokutuje w nas potęga wieków programowania na Boga, który jest mściwym sędzią. Takie postrzeganie Najwyższego przekłada się na sposób widzenia samego siebie i 

innych.
Nieświadomie postrzegamy samych siebie jako grzeszników, widzimy też grzech innych i próbujemy się wzajemnie na siłę nawracać. 
"Ktokolwiek bierze na siebie ryzyko bycia sędzią Prawdy i Wiedzy, staje się pośmiewiskiem bogów." powiedział Einstein.

Gnoza jest siłą Miłości i tym, czego potrzebujemy się nauczyć w pierwszej kolejności jest właściwe podejście do cienia. Im bardziej pracujemy ze sobą, tym głębiej przekonujemy się, że praca z ciemnością wymaga od nas stanu świadomości, który można porównać do kapłańskiego. Ciemność potrzebuje miłości, szacunku i cierpliwości.
Einstein powiedział kiedyś, że znaczących problemów, z którymi się borykamy, nie rozwiążemy z tego samego poziomu myślenia, na którym się znajdowaliśmy, gdy je 


wykreowaliśmy. A Rumi, że "poza ideami dotyczącymi właściwego i niewłaściwego postępowania istnieje pole. Tam się spotkamy"

Aby wyzwolić się spod jarzma naszych ocen, dotyczących tego, co dobre a co złe, potrzebujemy wznieść swoją świadomość. Lub może bardziej precyzyjne będzie określenie, 


odnaleźć we własnej istocie tę świadomość, tę świetą przestrzeń, która już w nas jest. Jest ona ciszą ukrytą poza myślami, jest ona ekranem na którym wszystko się rozgrywa, jest ona tą częścią Ciebie i mnie, która obserwuje wszystko co istnieje, bez lgnięcia i bez sprzeciwu.

Tak naprawdę, niezależnie od tego, co jawi się naszym oczom, istnieje tylko świadomość. Fizycy starają się odnaleźć odpowiedź na pytanie "z czego zbudowany jest wszechświat".
Peter Russsel, fizyk kwantowy, wydaje się docierać do odpowiedzi, która jest prawdziwa. Mówi on o tym, że żyjemy w wirtualnej rzeczywistości, której kanwą jest świadomość. Świat materialny, jakim go sobie wyobrażaliśmy nie istnieje, a świadomość jest w jakiś sposób głęboko zaangażowana w tworzenie nam złudzenia fizycznej rzeczywistości. Z obserwacji fotonów wynika, że istniejemy w nieskończonym polu możliwości. W tym polu, wszystko istnieje potencjalnie.


Wszystko istnieje w stanie prawdopodobnym. Dopiero gdy zaczynamy to pole obserwować, z zupy nieskończonych możliwości, wyłania się to, czego się spodziewamy.

Nasz umysł doświadcza rzeczywistości, którą sam tworzy! To, co widzimy , według Russela, jest REPREZENTACJĄ prawdziwego świata. Jest to wycinek rzeczywistości, jaki stał się dla nas dostępny poprzez nasz odpowiednio zaprogramowany umysł.
Nasz mózg tworzy dla nas mapę prawdziwego świata! A mapa nie jest, jak wiadomo terenem.


Nie mamy pojęcia, jaki jest świat na zewnątrz mapy, poza naszym obrazem. Aby to pojąć, potrzebujemy wyjść poza nasz umysł, doświadczyć Ciszy, poszerzyć spektrum 

swojego postrzegania, czyli innymi słowy- uwolnić się od całego pakietu informacji, który nazywamy ego.
Wiemy już, że nie istnieje żadna "rzecz" w świecie zewnętrznym. A jednak coś się dzieje "na zewnątrz" naszego umysłu, coś się wydarza. Tym czymś jest informacja,


na którą reagują nasze zmysły tworząc nam złudzenie materialnej, twardej rzeczywistości. Z tego wynika, że wszystko, co istnieje utkane jest ze świadomości. Jednak nasze oprogramowanie sprawia, że tego nie widzimy.

Postrzegamy martwą materię, nieczułą, nieświadomą i nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że wszystko jest świadome!


Znamy zjawisko określane mianem "złośliwości przedmiotów martwych". Dzięki fizyce kwantowej mamy wgląd w fakt, że to nasza świadomość, nasza energia ukształtowała nam doświadczenie zepsucia się jakiegoś sprzętu i jest to jakiś obraz dla nas. Jest to informacja o braku harmonii w naszej przestrzeni. Wszystko jest symbolicznym 

odzwierciedleniem naszego aktualnego stanu bycia.
Nasze ciała fizyczne są również świadome. Świadomością obdarzone są wszystkie komórki, narządy. Znajdujemy się już w posiadaniu wiedzy o rozmawianiu ze swoim ciałem, obdarzaniu go miłością i uzdrawianiu poprzez nawiązanie kontaktu i przekazaniu miłości. Choroba danego organu w ciele jest obrazem jakiegoś niedomagania w psychice.
Gdy wiemy, że to nasz umysł wyławia z kwantowego pola nieskończonych możliwości określone dane i tworzy nam świat, zaczyna do nas docierać, że nikt nie jest odpowiedzialny, poza nami, za to czego doświadczamy. Wszystko, co przychodzi, wszyscy ludzie, wszystkie energie, wszystkie częstotliwości i doświadczenia, przychodzą do nas przyciągnięte mocą naszej świadomości na zasadzie symetrii i podobieństwa.
Wszechświat reaguje na impulsy, które wysyłamy. Gdy spojrzymy na liczbę 10, ujrzymy cyfrę 1- symbol świadomości/ jaźni i 0, które jest symbolem pełni, wszystkiego, co istnieje.


Nasza jaźń wysyła impuls, ten dociera do wszystkich zakamarków pola nieskończonych możliwości i pole odpowiada nam informacją zwrotną. To, co wysyłamy wraca do nas zwielokrotnione. Dziesiątka, 10 jest symbolem zamanifestowanego świata.

Pitagorejczycy nazywali ją "Ręką Boga". Zwraca to uwagę na fakt zaistnienia czegoś przed oczami naszej świadomości, jakiejś kreacji, bo ręka jest narządem stwarzania. Zero wskazuje nam jednak, że to, co widzimy jako manifestację, nie jest realne, nie jest tak naprawdę "twardą rzeczywistością" a pewnym obrazem, który wyświetla się na ekranie naszego umysłu. 


Widzimy tylko siebie i swoją projekcję. W rzeczywistości prawdziwa jest tylko nasza świadomość a zamanifestowany świat jest projekcją, której dokonał nasz mózg.

Wraca do nas ciągle poprzez to, co odbieramy jako doświadczenie zewnętrznego świata, informacja o nas samych.
Celem jest uzdrowienie siebie, rozświetlenie tego w nas, czego nie rozumiemy, rozpuszczenie programów, które oddzielają nas ciągle od doświadczenia prawdziwej rzeczywistości.


Przytoczmy jeszcze raz słowa Seng Ts'Ana:"Przestań mówić, przestań myśleć, a nie pozostanie nic, czego byś nie rozumiał" .

Mistycy mówią o tym, że tylko stan bez umysłu jest stanem poznania prawdziwej rzeczywistości. Jak tego jednak dokonać?
Czy mogę sam zatrzymać swój umysł, zmusić go do milczenia? Przecież moja głowa ciągle produkuje myśli.
I tu docieramy do bardzo, bardzo ważnego momentu naszych przemyśleń! Najważniejszą sprawą dla człowieka na duchowej ścieżce, jest odnalezienie w sobie tego "punktu", tej świadomości, którą nazwiemy OBSERWATOREM.

Adyashanti powiedział: "prawdą jest, że już jesteś tym, kogo szukasz". Ten obserwator już jest w Tobie teraz! To dzięki tej jaźni, możesz być świadomy swoich myśli i odczuć. Jeżeli oglądasz jakiś wykład oświeconego nauczyciela i urzeka Cię jego spokój, wiedz, że widzisz już to, co w sobie masz! Naszym zadaniem jest dotarcie do tego "miejsca" w nas samych i spoczęcie w nim.
Gdy już odnajdziemy tę przestrzeń, jedyne, co potrzebujemy robić, to obserwować z miłością i akceptacją strumień myśli, który cały czas przepływa przez naszą głowę.


Jeżeli nauczymy się obserwować bez oceny wszelkie myśli, które przychodzą, nawet te "niemoralne", bez chwytania się ich i eksplorowania i pozwalać, żeby po prostu płynęły, ta praktyka doprowadzi w końcu do wyciszenia naszego umysłu. Umysłu nie można na siłę zatrzymać, jednak może on zatrzymać się sam z siebie.

Jest to bardzo mądra praktyka zalecana przez Osho. Nie ma ona nic wspólnego z wymuszaniem na swojej istocie na siłę rozwoju duchowego. Jest po prostu obserwacją, która wymaga pełnej miłości i uważności. Bardzo ważne jest, aby spocząć w tym stanie bycia i rozluźnić się. Stan nie-umysłu jest stanem poza umysłem, ponad umysłem a nie przeciw niemu.
Gdy postrzegamy nasze ego jako przeciwnika i swojego wroga, zaczyna się walka. "Serce nasze potrafi się poddać i zawierzyć chwili obecnej. Umysł natomiast osądza


i wycofuje się." 

"Patrz do wewnątrz. Bądź nieporuszony. Uwolnij się od lęku i przywiązań. Poznaj słodką radość życia w taki sposób", powiedział Budda.
Gdy zaczynamy tak funkcjonować, pojawia się cicha radość w nas i mamy wrażenie, jakby z wnętrza głowy promieniowało światło, które niesie nam błogość.


Jest to reakcja na objęcie siebie samego czułą obserwacją.

Tak bardzo się jako ludzkość zagubiliśmy w szukaniu szczęścia nie tam, gdzie trzeba. Nie odnajdziemy go bowiem poza swoim wnętrzem. Gdy docieramy do tej części 
świadomości, która obserwuje wszystko z akceptacją, obdarowujemy siebie miłością, do której zawsze tęskniliśmy.

Jednocześnie uwalniamy się od utożsamienia się


z programami, które są zapisane w naszej istocie. Jest to bardzo piękny, głęboki, święty proces, który zachodzi w naszej przestrzeni. Proces rozświetlania ego.Proces powrotu do Domu, do Samego Siebie.

Gandhi powiedział kiedyś bardzo inspirujące słowa: "niech twoje życie będzie twoim przesłaniem". Gdy nawiązujemy kontakt z sobą, z tą najświętsza częścią nas, tą nieporuszoną i wieczną odkrywamy, że potrafimy uzdrowić wszystko, co nas kiedykolwiek bolało. I w ten sposób uzdrawiamy pewien aspekt tej poranionej rzeczywistości, w której żyjemy. (Istnieje pytanie, czy uda nam się nawiązać i utrzymać ten kontakt bez Wyzwalającego Światła Gnozy. Jednak dla wszystkich nas, którzy to Światło poczuli, ten przekaz będzie prawdziwy.)
W takim stanie istnienia nie ma mowy o jesiennej depresji. Gdy potrafimy zakotwiczyć się w tej nieporuszonej części


nas samych, obserwujemy z pewną fascynacją nawet ból, który nas dotyka. Uświadamiamy sobie, że sami to cierpienie sobie wykreowaliśmy ale nie oceniamy siebie i nie karzemy gniewnymi myślami za to. Ten ból jest bowiem elementem pięknego, pasjonującego życia, które przepływa cały czas przez nas.

Nie ma tu niczego niewłaściwego. Wszystko, co jest jest potrzebne.
Ostatnio na facebooku ktoś umieścił słowa: "Wszystko co się wydarza jest najwłaściwszą, najbardziej idealną, najdoskonalszą wersją rzeczywistości! Dlaczego? Bo się wydarza! ".
Gdy czytam takie słowa, moje serce się z tym zgadza a jednocześnie jest świadomość ogromu cierpienia, które ma miejsce w świecie i dotyka dzieci, zwierzęta, kobiety, mężczyzn. I wówczas serce czuje ogromny ból. Bo jakaś część mnie wie, że nasz świat nie powinien być pełen cierpienia. I dwie te prawdy funkcjonują we mnie jednocześnie, co przywodzi na myśl dwie złożone razem do modlitwy dłonie. Prawda jednej i drugiej strony połączona zostaje w jedną całość i objęta czułą ciszą. Dwie dłonie o pięciu palcach to 10 palców- 10 wibracja Jedności. Dwa razy po pięć to dwie dusze (ziemska i boska) zespolone razem, dające Jednię.
Rzymskim oznaczeniem 10 jest X, krzyż. Ostatnio naukowcy odkryli, że kształt fotonu, światła, które zdaje się tkać nam rzeczywistość, przypomina starożytny krzyż maltański. 


„Krzyż, potężny symbol przy pomocy którego

Paweł objaśnia cztery misteria – Altitudo, Longitudo, Sublimitas, Profundum – (w Liście do Efezjan 3:18) nie jest miejscem spotkania dwóch linii. Nie, jest to punkt wyjścia czterech nieskończonych linii, które nigdy się nie zbiegną, a jednak poprzez środkowy punkt, który staje się centrum są zjednoczone w niezmierzonej przestrzeni.
Krzyż przedstawiano również jako cztery strumienie, które wypływały z ogrodu Edenu. Jest to stara litera Tau hebrajczyków i X w naszym alfabecie, które w matematyce 
istnieje jako niewiadoma. Jest to misterium misteriów, siła sił, światło świateł, wspaniałość wspaniałości.

W sercu krzyża kwitnie mistyczna róża, róża światła, kwiat życia i miłości, której regularnie uporządkowane liście, przedstawiają w harmonijnej hierarchii szereg wybranych."


(Fragment będącej dziełem zbiorowym książki „Tryumf Powszechnej Gnozy” (Pelikaan, Amsterdam 2006). Polskie tłumaczenie w przygotowaniu przez Instytut Rozekruis Pers.)

X -grecką litera chi, jest pierwszą literą słowa Chrystus. Widzimy tu zakodowaną wiedzę o istocie wszystkiego, co jest o Świadomości i Świetle, za pomocą którego


powstaje nasz świat. Jest to oznaczenie logosu, proporcji, świętej, złotej miary. 

Chi to chińska nazwa prany, siły życiowej.
X to również runa Gebo, oznaczająca dar, prezent. Jest to runa przynosząca szczęście. Oznacza ona również ofiarę. To wszystko kojarzy nam się ze Światłem i Chrystusem.
Październik budzi nas do Zrozumienia siebie poprzez to, co wydarza się w naszej przestrzeni. "Zrozumieć świat, to wszystko wybaczyć", powiedział Budda.


Ta przestrzeń jest możliwa do osiągnięcia, gdy odnajdziemy to centrum naszego istnienia, z którego wypływa cała manifestacja i osadzimy się w nim.

1+2+3+4=10. Wszystkie cztery ramiona świetlnego krzyża wyłaniają się z Jedni (1) i tworzą Całość istnienia (10).


X to symbol Światła Świadomości, którym jesteśmy. A, jak powiedział Jezus:

"Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność! "


Tym okiem, które miał na myśli Jezus, jest najprawdopodobniej szyszynka. Kiedyś mieliśmy tylko jedno oko- szyszynkę właśnie. Potem stopniowo, organ ten ulegał zmniejszeniu a u nas pojawiły się zewnętrzne oczy, przystosowane do postrzegania materialnej rzeczywistości. Powyższy cytat poprzedzony jest zdaniem: "Tam skarb twój gdzie serce twoje". Jeśli otworzymy serce, nasze postrzeganie się oczyści i pobudzimy do pracy szyszynkę-Światło Ciała, które połączy nas ze Światłem wszelkiego istnienia.

Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...