piątek, 21 października 2016

Odżywianie a Wyzwolenie z Matriksa




W poniższym artykule chcę poruszyć kwestię dość delikatną, ponieważ, jak pokazuje doświadczenie, budzącą wiele emocji.  Jest nią spożywanie mięsa przez osoby uduchowione.

Wiele zostało na ten napisane, powiedziane. Wiele jest nurtów i scieżek, które głoszą całkowicie przeciwstawne opinie dotyczące zdrowotnych wlaściwości mięsa.
Dzisiejszy wpis ma nie tyle dotyczyć wpływu mięsa na stan naszego zdrowia fizycznego, ile energetycznego, nie tyle somy, co psyche. Mówi się, że „W zdrowym ciele, zdrowy duch“. Tak naprawdę, aby wypełnił nas Prawdziwy Duch, potrzebujemy najpierw odbudować naszą pierwotną  duszę. A to staje się tylko możliwe jeżeli zadbamy o nasze fizyczne ciało a ściślej mówiąc o jakość pokarmu, jaki mu dostarczamy.

Od razu na wstępie chcę napisać, że artykuł ten nie ma na celu prawienia morałów ani wpędzania w poczucie winy, jak to ma czesto miejsce, gdy poruszamy kwestię niejedzenia mięsa. Poczucie winy i wstydu nie slużą nikomu. Sa tak samo toksyczne jak toksyczne jedzenie. W naszej materialnej rzeczywistości jesteśmy bardzo często zagubieni w gąszczu przeróżnych teorii a także pokus, pułapek zastawianych na nas przez różne ciemne siły bazujące na naszych słabościach.

Błądzimy jak ślepcy po omacku, szukamy ścieżki wyjścia z labiryntu. Jednak, gdy odnajdziemy właściwą drogę i się jej trzymamy, nieważne staje się, jak wiele razy zabrnęliśmy w ślepą uliczkę, waląc bezskutecznie głową w mur w nadziei, że go przebijemy. Nie ma więc co wpadać w poczucie winy, bo to nas tylko dołuje. Nie ma co się wzajemnie oskarżać, ponieważ wszyscy ciągle tu „grzeszymy“ i „grzechem“ jest osąd sam w sobie.

Zanim dostąpimy „oświecenia“ ciągle błądzimy i upadamy. Ważne jest, abyśmy mieli wolę powstania, silniejszą niż wszystko inne. Nasza wola, wola podniesienia się, nasza tęsknota za tym, co najświętsze może zdziałać wielkie rzeczy. Każdy z nas ma tę moc w sobie. Ważne, żeby ją odnaleźć, odnaleźć w sobie tę wiarę, dzięki której będziemy mogli góry przenosić.

Gnoza- Poznanie, ta Święta, najukochańsza Wiedza jest jak złota nić Ariadny, podarowana nam abyśmy mogli znaleźć ścieżkę wyjścia z labiryntu Matriksa.

Artykuł ten nie jest  pisany przeciwko nikomu ale raczej z myślą o osobach uduchowionych, tęskniacych za Wyższą Rzeczywistością, których dusze wyrywają się do Światła, wołają o ratunek. I nie mogą ciagle się przebić, przeskoczyć pewnego pułapu wibracji ze względu na nieprawidłowe odżywianie. Jeżeli chcemy wylogować się z Matriksa, musimy przestać jeść mięso.

Dlaczego?

Dlatego, że dopóki jemy mięso, dopóty w energia w naszym ciele, której nośnikiem jest krew, będzie zbyt niska, żebyśmy mogli się wznieść lub żebyśmy mogli zostać wzniesieni.
Gnoza głosi, że krew jest materialnym  nośnikiem energii oraz  duszy. 



Zanim przejdziemy do głównego tematu, wyjaśnimy sobie kilka pojęć, aby dobrze wszystko zrozumieć.

Dusza człowieka współczesnego nie jest tą samą dusza, którą posiadał on jako pierwotny boski człowiek. 

Ogólnie, dusza jest czynnikiem animującym ciało. Kiedyś połączona była z Duchem, z Bogiem, ze Źródłem. Gdy człowiek odwrócił się od Boga i zaczął kierować się w swym postępowaniu własną, tzw. wolną wolą, owo święte, pierwotne połączenie z Duchem wygasło. Jego dusza stała się duszą dialektyczną, dostrojoną do eterów tego świata. Sam człowiek stał się istotą posiadajacą osobowość utkaną z czterech, wzajemnie od siebie zależnych ciał: fizycznego, eterycznego, astralnego i mentalnego.

Jego dusza została podłączona pod energie tego świata, które są siłami lucyferycznymi, energiami odbitego- nie pierwotnego Światła. Płyną one z różnych poziomów planu astralnego. Przenikają one powietrze, którym oddychamy. Pobieramy je wraz z każdym oddechem i z nich żyjemy. Asymilujemy je rownież wraz z pożywieniem.

Istnieją dwa pola astralne. Pierwsze pole jest tzw. polem oddechu natury śmierci, czyli rzeczywistości trzeciego wymiaru. Posiada ono zróznicowane poziomy energetyczne, począwszy od bardzo niskich, ciężkich, mrocznych wibracji po bardziej subtelne.

Drugie pole astralne jest przejściowym polem, łącznikiem pomiędzy tym światem a przestrzenią Ducha, Pierwotnego Źrodła.
Odznacza się ono najwyższymi wibracjami, jakich może doświadczyć człowiek znajdujący się na Ziemi. Jest to pole astralne Gnostycznego Braterstwa. Zostało utworzone jako rezultat pełnej miłości i poświęcenia, wytrwałej pracy nad sobą osób przetransfigurowanych, czyli oświeconych. Istot, którym udało się rozpuścić swoje „ja“ i stać się Jednym z Bogiem- z czystą, bezwarunkową Miłością. 

Pole astralne jest miejscem, do którego udajemy się podczas snu. Jest ono rownież przestrzenią, do której idziemy, gdy umrzemy (po śmierci nie wracamy więc do Domu, do Boga, jak wielu z nas myśli a udajemy się do innej przestrzeni Matriksa). Jak już napisałam wcześniej, z energii tego pola korzystamy też podczas naszego życia na tzw. jawie. 


Pole astralne nazywane jest inaczej strefą odbić. Tworzą je bowiem, bardzo wrażliwe na wszelkie poruszenia energii, atomy. Każda myśl, która wychodzi od nas, znajduje natychmiast swoje energetyczne odzwierciedlenie na planie astralnym. Dlatego im wyższe wibracje mają nasze myśli i słowa,  tym wyżej wibrują atomy ciała astralnego. A im wyższe wibracje naszego ciała astralnego, do tym wyższych poziomów astralnego pola mamy dostęp. Dostęp do właściwego pola astralnego ma kluczowe znaczenie dla naszego wyzwolenia się z Matriksa.


Najważniejszym zadaniem, które mamy do wykonania, gdy chcemy się wyzwolić, jest na początek trwała przemiana naszych czterech ciał, podniesienie ich wibracji tak, aby stać się energetycznie niedostępnym dla niskich sił zamieszkujących astral.
Dopóki tego nie zrobimy, będziemy ciągle pokarmem dla energetycznych pasożytów, które ściągać nas będą w dół.

Nasz upadek w materię nie jest bowiem odejściem  od Źrodła w sensie czasoprzestrzennym. Jest on odejściem w sensie wibracji. Obecnie żyjemy ze światła o tak niskiej energii, że gdyby dotknęła nas Miłość Pierwotnego Źródła, rozsadziłaby nas ona. Nasz system nie wytrzymałby tak potężnego Światła i by się spalił.  Potrzebujemy więc odtworzyć nasze pierwotne, świetliste ciało. To, które mieliśmy przed upadkiem. Musimy odtworzyć pierwotną duszę, aby za jej pośrednictwem na powrót polączyć się z Duchem. Na tym polega transfiguracja.

I pierwszym najbardziej podstawowym warunkiem, aby ten proces budowania nowej duszy, mógł się w nas zacząć jest, obok naszej tęsknoty za wyzwoleniem, odstawienie mięsa.

Mięso posiada bardzo niskie wibracje energetyczne. Zwierzęta posiadają świadomość zbiorową, duszę grupową. Gdy zwierzę zostaje prowadzone na rzeź, bardzo się boi. Ten  lęk wyzwala agresję, nienawiść, ból. Na planie materialnym zapis tego lęku, przerażenia i cierpienia, znajduje się w hormonach, które wydzielają jego gruczoły dokrewne. Zjadając mięso wchłaniamy więc na przykład kortyzol czy adrenalinę  a dodatkowo i hormony wzrostu, które są wstrzykiwane zwierzętom, aby szybciej rosły.

Wprowadza to potężny informacyjny chaos w nasz układ hormonalny. Jak wiemy, poszczególne gruczoły dokrewne stanowią łącznik pomiędzy ciałem fizycznym czlowieka a  czakrami. Po zjedzeniu mięsa nasz ustrój musi sobie poradzić z neutralizacją wszystkich tych toksycznych substancji i energii. Traci na to mnostwo sił żywotnych, co skutkuje potężnym obniżeniem wibracji.

Mięso zwierząt, co logiczne, przesycone jest zwierzęcą krwią. Ta ostatnia jest nośnikiem zwierzęcej duszy. Jest w niej zapis zwierzęcych instynktów, odruchów a także zwierzęcej „mentalności“. Gdy więc zjadamy mięso, dostrajamy się nie tylko do nisko wibrujących energii stresu, nienawiści, agresji ale też do zwierzecego popędu płciowego czy programu selekcji naturalnej, który ze świętymi przestrzeniami nie ma nic wspólnego.

Spadek wibracji ciała fizycznego, wpływa na obniżenie światła trzech pozostałych ciał. Dostrajamy się więc mentalnie, emocjonalnie i fizycznie na własne życzenie do bardzo nisko energetycznych, mrocznych przestrzeni planu astralnego.
Stajemy się pożywieniem dla pasożytów tego planu, którym wytwarzane przez nas energie bardzo smakują. Jak bardzo się mylimy myśląc, że znajdujemy na szczycie łańcucha pokarmowego.

Te pasożyty energetyczne to archonci, myślaki, egregory, gadzie istoty itd. Są to byty, którym bardzo zależy na tym abyśmy nigdy nie wydostali z Matriksa. Jesteśmy przecież ich żywicielami. Gdy mamy niskie wibracje, podatni stajemy się na ich wpływ, ponieważ nasze energie wchodzą z nimi w rezonans. Z tego samego powodu stajemy się niedostępni dla duchowego światła, które ciągle płynie do nas z czystych astralnych przestrzeni. Podobne przyciąga podobne a to, co jest wibracyjnie różne nigdy się nie spotka. Światło z duchowych przestrzeni płynie ale, gdy jemy mięso,  nie jesteśmy w stanie po nie sięgnąć, ponieważ są to „za wysokie progi na nasze nogi“.

Im wyższe wibracje, tym większa „cisza w eterze“. Im niższe- tym większy informacyjny chaos, hałas, bałagan. Im wyżej wibrujące pożywienie przyjmujemy, tym łatwiej jest nam dostroić się do czystych planow mentalnych i uwolnić od ciągłej paplaniny umysłu. Im piękniejsze nasze myśli, tym bardziej dostrojeni jesteśmy do czystych astralnych przestrzeni a co za tym idzie stajemy się dostepni dla czystych transformujących gnostycznych sił.

Im wyższe wibracje ma nasze pożywienie, tym wyższe czakry otrzymują energetyczne zasilenie i tym bardziej uduchowieni się stajemy.

Większość ludzi na naszej planecie pracuje na trzech najniższych czakrach, które związane są z fizycznym przetrwaniem, prokreacją, emocjami, pożądaniem. Zanim nie przejdziemy przemiany, nie jesteśmy zdolni do bezwarunkowej miłości, do której tak bardzo tęsknimy a ktora jest dla nas osiągalna dopiero po transfiguracji. Abyśmy mogli osiągnąć ten pułap, pierwszym krokiem jest dostateczne otwarcie czakry serca. A to jest niemożliwe dopóki nie odstawimy mięsa. Cała energia z pożywienia, cała „para“  będzie bowiem szła „w gwizdek“ trzech najniższych czakramów.

Gnoza mówi, że współczesny człowiek bardziej jest zwierzęciem niż duchowa istotą. I patrząc na stopień otwarcia naszych czakr i ich pracę (od czasu upadku nasze czakry wirują w drugą stronę ), na fakt odłączenia od Ducha, trudno się z tym nie zgodzić. Cały nasz system uległ potężnej degeneracji. 

Gdy jemy mięso, pogłębiamy „zwierzęcość“ naszej natury. „Jesteś tym, co jesz“, jak mówi popularne powiedzenie.  Niektórzy ludzie, co może być szokujące,  muszą niestety jeść mięso. Są to osoby o duszy materialnej. Ich wibracje są tak niskie, że mięso jest dla ich zdrowia niezbędne. Jan van Rijckenborgh w którejś ze swych książek opisuje praktyki ze Starego Testamentu, polegające na składaniu ofiar z niewinnych zwierząt. Ponieważ zwierzęta były niewinne, dym ich palonych ciał wdychany przez upadłych ludzi przyczyniał się do oczyszczania ich dusz. Taką funkcję pełni też teraz mięso. Jest to smutna i straszliwa prawda o tym świecie.

Powyższa informacja nie ma jednak zastosowania do osób przebudzonych- psychików lub pneumatyków. (Więcej o 3 typach dusz przeczytasz w artykule o Energiach Października). Pneumatycy i psychicy nie muszą jeść mięsa a jeśli zależy im na wyzwoleniu, powinni robić wszystko, aby stać się wegetarianami.

Jeżeli bardzo lubisz mięso, jeżeli często próbowałeś je rzucić i Ci się to nie udało, bo ochota na ten smak zwyciężyła, nie poddawaj się i spróbuj je odstawić jeszcze raz. „Get up, Trinity, get up!“ ;)

 Jeżeli nie masz siły zrobić tego od razu, jednym cięciem, zrób to stopniowo, krok po kroku.

Najpierw odstaw czerwone mięso i jedz przez jakiś czas tylko drób i ryby. Potem odstaw drób i jedz tylko ryby. A na koniec zostaw i je, by żywić się samymi roślinami (owoce, warzywa). Te ostatnie pobierają pokarm od światła słonecznego, więc mają najwięcej prany, najwyższe wibracje. Ostatecznie, jedz przez pewien czas sojowe produkty o smaku mięsa. Oczywiście z umiarem, ponieważ to GMO. Jednak, gdy już nie możesz wytrzymać, lepiej jest zjeść raz na jakiś czas genetycznie modyfikowaną soję niż mięso. Soja nie posiada duszy a co za tym idzie, nie wytrawi twojej krwi pieczęcią niskich astralnych energii. Zresztą, gdy jesz mięso, to pośrednio spożywasz również i GMO, które znajduje się w paszach dla zwierząt.

Bardzo pomocna przy rzucaniu mięsa może się także okazać „modlitwa“. Słowo to nie ma dla większości z nas pozytywnych konotacji, ale to nieważne. Żarliwa modlitwa, rozumiana jako gorąca, ubrana w słowa prośba o pomoc w rzuceniu mięsa, praktykowana codziennie, przyniesie odpowiednie rezultaty.


Gnostyczna mądrość uczy nas, że walka z samym sobą nie na wiele się zdaje.
Dobry przykład na to znajdujemy w filmie  „Czekolada“  Lasse Hallströma. Widzimy tu postać purytańskiego burmistrza, który zaciekle zwalcza cielesne przyjemności (symbolizowane w filmie przez czekoladę), uważając je za dzieło szatana. I chociaż poniekąd ma rację, ponieważ zmysłowe pożądania pochodzą z planu lucyferycznego, to jednak pełna nienawiści i walki postawa, zaprowadzi nas na manowce (na końcu filmu burmistrz pada ofiarą tego, co tak bardzo nienawidził). Spychane w nieświadomość pragnienia, nie giną. Znajdują one swoje odbicie na planie astralnym. Tam rosną w siłę, zmieniając się w demony, które stają się tak potężne, że z nami wygrywają. Dlatego, w przypadku niektórych ludzi, rzucanie mięsa od razu, na siłę, nie ma sensu.Lepiej zrobić to krok po kroku aż nasze wibracje staną się na tyle wysokie, że ciało samo je odrzuci. Ważne jest tylko, aby nie oszukiwać samego siebie.

Fakt, że musimy jeść, jest przykładem naszej degeneracji. Spożywanie zarówno zwierząt jak i roślin jest aktywnością związaną z naszym „nieświętym“ stanem. Dlatego wegetarianin, weganin czy „surojadek“ nie jest wcale święty, jak to się niektórym osobom często wydaje. Niemniej jednak, ma on, w przeciwieństwie do człowieka, który je mięso, szansę na wyzwolenie się z Matriksa. Czyni mniejsze zło. Nie spożywa istot, które mają krew i duszę. „Ciało i krew nie wejdą do Królestwa Niebieskiego“. Gdy odrzucamy mięso, zwiększamy sobie możliwość zbudowania ciała duchowego, które utkane jest z subtelnych atomów a nie z materii. Gdy jemy ciała zwierząt nigdy nie odbudujemy ciała pierwotnej duszy i nigdy się nie wyzwolimy.
 

Przetransfigurowany człowiek staje się mikrokosmosem. Odbudowuje on swój pierwotny boski wehikuł,  który miał przed upadkiem. Takie ciało nie odżywia się już innymi istotami, siłę czerpie wprost od Ducha. Zanim jednak to osiągniemy, potrzebujemy jeść. Nie ma sensu przyspieszać tego procesu wymuszonym breatharianizmem. Najczęściej bowiem jest to praktyka, która prowadzi do wycieńczenia naszego ciała. Może nas również związywać z negatywnymi siłami astralnymi, przez co uwolnienie z Matriksa, stanie się dla nas jeszcze trudniejsze.

Analogicznie jest ze sferą seksualną. Ten obszar naszego życia, nie pochodzi ze Źródła. Jest to typowo matriksowa przyjemność. Jest ona jednak bardzo potężną energią, której większość z nas potrzebuje. Ma ona moc scalania związku dwojga kochających się ludzi. Równolegle z czynionym przez nas postępem na ścieżce transfiguracji, energia ta traci na sile aż w końcu zupełnie zanika. Jednak zanim to nastąpi jest ważna i potrzebna. Nie ma więc sensu na siłę uwalniać się od niej i wypierać swoje potrzeby. Ważne jest oczywiście aby seks szedł w parze z miłością i aby wystrzegac się perwersji, zdrad, itd.

Istotna jest dbałość o nasze myśli. Dbamy o ich wysokie wibracje w pierwszej kolejności poprzez czyste energetycznie pożywienie. Kto obserwuje siebie, ten wie, że w ciągu dnia różne myśli przychodzą nam do głowy. Niektóre z nich są naprawdę odrażające. Inne są po prostu nisko lub wysoko wibrujące. Gdy już do nas przyjdą ciemne, niskie mentalne energie, ważne jest, by w nie nie brnąć, nie zasilać ich, nie podążać ich tropem ale też  nie walczyć z nimi. Po prostu zauważyć, że przyszły i skierować swoją uwagę na to, co piękne, wzniosłe, radosne, pełne miłości, szlachetne, itd.

Im piękniejsze myśli, tym więcej światła w naszej krwi. Ezoteryczne szkoly wiedzą, że wszelkie energetyczne zmiany biorą swój początek właśnie w niej. I dlatego w legendach i baśniach mówi się o pakcie z diabłem, cyrografie podpisanym własną krwią. Człowiek zaprzedał „diabłu“ duszę i jest to wytrawione w jego krwi. Żyjemy z sił lucyferycznych, przez naszą miłość do materialnego świata, utaciliśmy swoją świętą duszę. Obecna dusza człowieka jest duszą dialektyczną a nie boską. Krew jest nośnikiem nieświętej duszy.

Nie przez przypadek w I części filmu „Matrix“, Cypher podczas rozmowy, w której zdradza Neo i Morfeusza, spożywa krwisty stek. Przypięczętowuje w ten sposób swój odwrót od duchowej ścieżki.
 

Cypher bardziej kocha iluzję niż Prawdę. Bardziej kocha swoje ego niż Boga. Dlatego wybiera pokarm, ktory złączy go wibracyjnie ze światem odbitym nieprawdziwym, z Mają, Matriksem. Gdy jemy mięso, nie mamy w sobie wystarczająco dużo światła, aby przejrzeć iluzję i gierki systemu. Pozostaniemy na zawsze niewolnikami własnych umysłow i popędów.

Oprócz mięsa, warto się również wystrzegać  alkoholu, papierosów, narkotyków, które bardzo obniżają  wibracje i zabrudzają ciało astralne. Niekorzystne jest także noszenie futer. Te ostatnie, podobnie jak nasze włosy, mają pewną zdolność przyciągania i wypromieniowywania. Gdy mamy na sobie futro, podłączamy się pod zwierzęce pole promieniowania.

Dla niektórych z nas nie będą to informacje, które przypadną osobowości do gustu. Ego może się zacząć buntować, ponieważ niełatwo jest zrezygnować z niektórych przyzwyczajeń czy uwolnić się spod wpływu uzależnienia.

Wyzwolenie z Matriksa nie jest łatwe. Wymaga  od nas wysiłku. To nie jest tak, jak nam powiedziano w kościele, że przyszedł Zbawiciel, który zgładził nasze grzechy i po krzyku. Została nam pokazana ścieżka prowadząca do wyzwolenia.  Każdy, kto chce wolności,  musi nią podążyć sam. Znać ścieżkę, jak wiemy,  to nie to samo, co kroczyć nią.

Jeżeli jednak tęsknota za wolnością jest naprawdę silna, nic nie będzie dla nas zbyt trudne. Mamy do pomocy potężne Żywe Gnostyczne Pole-Zion-Shamballę- Pole Braterstwa- Bodhisatwów, którzy przetarli szlaki. Od nich płynie do nas bezustannie pomoc do czasu zakończenia Ery Wodnika. Żyjemy w niezwykłych czasach. Nie zmarnujmy tej szansy. Stańmy się zmianą, którą chcemy widzieć w świecie i niech ta zmiana rozpocznie się od przemiany naszej krwi.

środa, 19 października 2016

ENERGIE PAŹDZIERNIKA




Energie Października

Dziesiątka jest symbolem manifestacji Boskiego Planu. W Kabale 10 Sefirot oznacza 10 emanacji Boskiego Świata. Rozpoczyna je Sefira Kether, oznaczająca Boskie Imię: Jestem, Który Jestem. Jest ona czystą, niepodzielną istotą, wolą Stwórcy, poprzedzającą wszelkie stworzenie. To pierwsza sefira, która zawiera wszystko, co było, jest i będzie. Jest miejscem pierwszej emanacji i ostatecznego powrotu. Emanacje te  kończą się na Sefirze Malkuth symbolizującej  świat materialny.  Niestety, w naszym matriksowym wydaniu Malkuth jest utkanym z grubej materii królestwem zepsucia.

 

Październik jako dziesiąty (10) miesiąc mówi nam o tym, że potrzebujemy przyjrzeć się tu wibracji 1, czyli jednostce (człowiekowi) w połączeniu z całością istnienia, kolektywem ludzkim, wszechświatem, kosmosem, całym stworzeniem; światem zarówno zamanifestowanym, widzialnym, jak i tym niewidzialnym, który nazwać można siłami bądź energiami (0 jako pełnia, całosć).

Dziesiątka zwraca naszą uwagę w kierunku naszego związku z wszystkim, co istnieje; stara się nas przebudzić i uwrażliwić na plan niematerialny, który stoi za objawieniem fizycznym.
Ten aspekt jest symbolicznie wyrażony równaniem: 1+2+3+4=10. Możemy tu obserwować, w jaki sposób z pierwotnego Słowa Bożego (1), wyłaniają się kolejne emanacje, „piętra drzewa życia“, które coraz bardziej obniżają swoje wibracje aż po manifestację na planie materialnym (4).  „Słowo, które staje się Ciałem“.

Dziesięć to również działanie: 2x5. Możemy je przełożyć na obraz pary naszych pięciu palców u stóp i dłoni. 

Wskazują one  na nasze działania w świecie, które czynimy rękami i kroki na ścieżce, stawiane przez nasze stopy.
Dwa i Pięć odnoszą się również do dwóch żeńskich czakramów w naszym ciele; mianowicie czakry drugiej, sakralnej, połączonej ze zdolnością do prokreacji oraz czakry piątej- gardła, która rodzi słowo.

Powyższe intuicyjne naprowadzenie pomoże nam głębiej zrozumieć człowieka jako z jednej strony stwórcę (1), który odkrywa, co powołuje do życia swoimi słowami oraz czynami. A z drugiej strony ukaże nam człowieka w kontekście Boskiego Planu (10) tak by każdy z nas mógł sobie uświadomić na ile całość jego kreacji współbrzmi z Boską Miłością, z Boską Wibracją, Boskim Zamysłem.

Gnoza uświadamia nam, jak bardzo człowiek odszedł od Prawdziwego Boga, który jest Źródłem wszystkiego, co istnieje; Boga, który jest Miłością.

Ludzie ezoterycznie wtajemniczeni wiedzą, że każda nasza myśl, każde słowo, emocja mają moc stwórczą; kreują świat, w którym żyjemy. Każdy człowiek jest w pewnym sensie bogiem, ponieważ ma moc tworzenia własnej rzeczywistości.

W Biblii napisane jest: „po owocach ich poznacie“. Gdy spojrzymy na nasz świat, takim jaki jest- pełen przemocy, niewyobrażalnego wręcz cierpienia, wyzysku, starzenia się, chorób i śmierci, może zastanowi nas jakość tego, co tworzymy. Dlaczego świat, który mnie otacza jest taki zdegenerowany?

I teraz ktoś może powiedzieć z samozadowoleniem, że jego mikroświat, czyli to, co go spotyka wolne jest od tego, co najstraszniejsze w świecie; czyli nie ma na codzień styczności z perwersją, zbrodnią, wojnami, chorobą, skrajną biedą, przemocą, etc. Nie może jednak stwierdzić, że nie docierają do niego informacje o tym, co dzieje się w innych częściach kraju czy globu. Wystarczy rozejrzeć się wokół lub włączyć telewizor, żeby zalała nas fala ciężkich, ciemnych informacji dotyczących cierpienia, którym zostają dotknięci jacyś nieznani nam ludzie a  jednak nasi rodacy lub bardziej ogólnie- bliźni.
Im wyższy poziom naszych wibracji, tym w naszej osobistej przestrzeni więcej światła, pokoju, harmonii, miłości. Kto z nas może jednak powiedzieć, że jest całkowicie wolny od cierpienia, jakichś spięć z innymi ludźmi, negatywnych myśli czy lęków?


Nie jesteśmy od nich całkowicie wolni i dopóki nasza świadomość oraz wibracje nie wzniosą się ponad dualizm, dopóty zamieszkiwać będziemy na tym łez padole.

Kluczem do ogarnięcia i dostrojenia się do październikowych energii jest hasło:    
 „Zrozumienie“, którego drugim biegunem jest „Ocena“.
W skrócie można powiedzieć, że im głębsze jest nasze duchowe zrozumienie otaczającego świata, tym mniej w nas zgubnej, raniącej oceny, która oddziela nas od miłości a tym samym od Boskiej Rzeczywistości.

Jest takie powiedzenie „im dalej w las, tym więcej drzew“. Można je rozumieć w ten sposób, że im bardziej człowiek popadł w materię, tym więcej przeszkód stoi na jego drodze do Rozumienia otaczającego świata. Ze światem materialnym nieodłącznie wiąże się chaos, zaciemniająca obraz różnorodność poglądów, nurtów, ścieżek, zdarzeń. Ta różnorodność może nas z jednej strony wciągać w swój wir powodując, że zatracamy się w materialnym świecie, goniąc za jego błyskotkami, myśląc, że naszym celem jest kariera, władza, pieniądze, sukces. Zatracenie to prowadzi nas z drugiej strony do wielkiego cierpienia, gdy odkrywamy, że to, za czym pędziliśmy nie dało nam spełnienia lub to , co zbudowaliśmy rozsypało się jak domek z kart. Przez bardzo wiele doświadczeń i rozczarowań w świecie materialnym musi przejść nasza dusza, zanim przebudzi się do wniosku, że nasz świat fizyczny, jako że jest z gruntu zepsuty, wadliwy, nie da nam nigdy szczęścia.

W swojej książce „Pieczęć Odnowy“ Catharose de Petri wspomina o znalezionej w Egipcie „Ewangelii Trzech Natur“. W tej ostatniej mowa jest o trzech ludzkich „rasach“, trzech typach ludzkiej dialektycznej duszy. W zależności od stopnia dojrzałości i zrozumienia duchowego świata przez nasze dusze, można nas podzielić na:
-materialistów
-psychików
-pneumatyków

Jak można się łatwo domyślić, materialiści to ludzie poszukujący spełnienia w świecie fizycznym, doczesnym. Są oni na tyle zamroczeni przez Matrix, zasymilowani z nim,  że szczęścia szukają w materialnej obfitości, wysokim statusie społecznym, władzy, karierze, etc. Nie zadają sobie oni pytań dotyczących tego, kim są, skąd pochodzą, kto ich stworzył, po co zyją, dokąd zmierzają. Ich umysły są totalnie i bezkrytycznie przesiąknięte wartościami tego świata, tak że pytania egzystencjalne traktowane są przez nich jako bezproduktywne spędzanie czasu,“ a czas to przecież pieniądz“. Tacy ludzie są absolutnie obcy Gnozie.

Drugi typ ludzi to psychicy, którzy są otwarci na duchowość, jednak ulegają jeszcze w znacznym stopniu wpływom tego świata. Ich dusze są w stanie pojąć Gnozę i przyjąć Ją jako Prawdę, jednak zanim to nastąpi wpadają w pułapki matriksowych błyskotek, w sidła
celów zastępczych, dają się na pewien czas omamić materialnym dążeniom. Potem, gdy otworzą się na duchowość, pociechę, pomoc duchową, inspirację, wiedzę czerpią od trzeciej grupy ludzi, zwanej pneumatykami. (Oczywiście do czasu, gdy Gnoza nie dotknie ich serc i nie wypełni całkowicie tak, aby mogli samodzielnie czerpać z Jej czystych źródeł).

Dusze tych ostatnich -pneumatyków są zupełnie dojrzałe do przyjęcia Gnozy. Są to ludzie, którzy od dziecka czuli się wyobcowani w materialnym świecie. Nie miał on dla nich nigdy żadnego uroku. Od początku swojego istnienia przeczuwali oni intuicyjnie, bądź doświadczali innego, duchowego świata, który bliższy był im niż „ojciec i matka". Duchowy świat, pełen miłości od zawsze był odczuwany przez nich jako ostoja, prawdziwy dom, cel istnienia. Gdy taki człowiek styka się z Gnozą, chłonie Ją jak gąbka, poszukuje Jej jak głodny strawy, jak ryba wody. Nie ma niczego, co by było ważniejsze. Takie najbardziej chłonne dusze odznaczają się dużą czystością, posiadają w sobie ogromny żar Miłości do Boga, dzięki czemu uzyskują w dużym stopniu Jego Poznanie i służyć mogą swoim zrozumieniem innym, do czasu aż ci ostatni wibracyjnie dołączą do ich poziomu.


Ten podział może się dla nas stać mapą i rozjaśnić w pewnym stopniu chaos tej rzeczywistości. Nie jest on absolutnie pretekstem do wytwarzania między nami kolejnych podziałów a pomaga zrozumieć, dlaczego człowiek może być drugiemu człowiekowi tak bardzo obcy i dlaczego otaczająca nas rzeczywistość, która jest naszym wspólnym dziełem, wspólnym dziełem trzech ludzkich ras, wygląda tak a nie inaczej. Człowiek, który błądzi w materii, który odszedł od Ducha, wytwarza i przyciąga do siebie siły, które obracają się przeciwko niemu i powodują jego cierpienie.

Jeżeli otworzymy serce, spojrzymy na to przyporządkowanie ze światłem współczucia, empatii i zrozumienia. Pojmiemy, że nasze dusze też być może kiedyś błądziły, zanim otworzyły się na duchowość. Pojmiemy też, że skoro będąc na przykład psychikiem lub pneumatykiem, wciąż mieszkamy na tym samym świecie, co dusze materialistów i skoro mimo wszystko wciąż cierpimy, to musi istnieć aspekt, który nas ze sobą łączy, ponieważ w tym świecie „podobne przyciąga podobne".

Gdy spojrzymy na znak „yin yang“. który jest potężnym symbolem Królestwa Malkuth, naszego materialnego wszechświata, dostrzeżemy, że tutaj najmniejszą częścią dobra jest zło i odwrotnie- najmniejszą częścią zła jest dobro.
Można powiedzieć, że do czasu aż totalnie nie wzniesiemy się ponad dualizm, będziemy jak ta jasna „łezka“ ze znaku yin yang, która mimo całego światła, które ma w sobie, posiada również małą kropkę zła ( ciemność, ignorancję, błądzenie).

I tym zalążkiem zła w nas są nasze nieoświecone wiedzą, poznaniem, zrozumieniem, miłością aspekty. U jednych dusz jest ich więcej, u innych mniej. Jednak wciąż łączą nas one i sprowadzają do wspólnego wibracyjnego pola.

„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili“. Te znane słowa Jezusa z Ewangelii Mateusza, gdy się w nie zagłębimy, odsłonią nam swoje głębsze znaczenie. Każdy nasz najmniejszy czyn wpływa na Całość Istnienia. Każda nasza najmniejsza, przesycona ignorancją, oceną myśl kala, rani Wspólnotę, oddziela nas od Jedności.  „Z małej chmury powstaje wielki deszcz“. „Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę“.

„Dbaj o małe rzeczy a wkrótce się przekonasz że są one połączone z Całością“.

Dbaj o jakość swoich myśli i słowa, wysoką częstotliwość ich wibracji, aby coraz bardziej dostrajać się do Boskiego Pola Życia.

Gnoza mówi nam o tym, że nasze mentalne ciała, ich rozwój znajduje się w powijakach. Jesteśmy istotami nieoświeconymi. Nasze umysły zdominowane są przez pasożytnicze siły; jesteśmy myśleni, jesteśmy życi. Nie jesteśmy w pełni panami swoich umysłów. Buddyzm głosi, że jesteśmy „pomieszani“, zagubieni w mrokach tego świata, w gąszczu słów. Większość z nas nie potrafi nie myśleć. Produkujemy lub chłoniemy myśli bez przerwy i zanieczyszczamy wspólne pole życia. Istnieją niecielesne byty, zwane archontami, które wciąż podburzają nas na planie mentalnym do nieświętej, nieczystej, oddzielonej od Prawdy aktywności. Działają oni według zasady „dziel i rządź“. Kto oglądał film „Atlas Chmur“ ten rozpozna archonta pod postacią „Starego Georga“. To przez te istności człowiek jest ciągle człowiekowi wilkiem,a między ludźmi tak ciężko jest znaleźć prawdziwie braterską postawę.


Ciągle siebie wzajemnie oceniamy, krytykujemy, potępiamy, ganimy, jedni czują się lepsi od drugich. Jednego człowieka od drugiego odgradza jak mur pełna oceny myśl. Rzucamy w siebie myślami i słowami jak kamieniami. Październik jest miesiącem, który nam to boleśnie uświadamia, pomaga rozjaśnić mroki swojego wnętrza, rzuca światło na nasze mroczne przyzwyczajenia i programy. W tym miesiącu bardziej intensywnie niż w innych czujemy bądź doświadczamy oceny ze strony innych. Możemy zbadać swoją reakcję. Na ile dotknie nas cudze niezrozumienie, na ile wpuścimy w siebie tę negatywną energię i na ile zepsuje nam ona humor lub też wywoła inne następstwa.

Jeżeli sami nie oceniamy siebie, czyjaś ocena nas nie zaboli. Pozostaniemy neutralni i życzliwi.

Człowiek, który chce oświecić swój umysł musi zacząć od samoobserwacji. Gdy zaczynamy obserwować swoje myśli i działania, przestajemy się z nimi utożsamiać. Rzucamy światło zrozumienia na mechanizmy, które nami rządzą. Odbieramy im władzę nad sobą. Rozpoznajemy, że niektóre myśli są piękne, czyste, harmonijne, pełne światła i miłości. Inne są podłe, podejrzliwe, szydercze, poniżające, pełne walki, zaciekłe, chciwe, fałszywe.

Gdy obserwujemy siebie, dostrzegamy z jakich poziomów energetycznych, astralnych  pochodzą nasze myśli. Rozpoznajemy też nasze czułe punkty i świadomi jesteśmy, jak ciemne siły mogą na nich grać za pomocą podstępnych, nisko wibrujących podszeptów.

Wówczas mamy szansę dostrzec, że fakt, iż archonci podsyłają nam wredne, robaczywe myśli, nie oznacza, że musimy za nimi podążać i kierować się nimi w naszym postępowaniu.

Gdy w myślach naszych pojawia się walka, możemy być pewni, że odeszliśmy od Miłości, Jedności.

Człowiek na ogół porządkuje swój świat relacji międzyludzkich poprzez dzielenie ludzi na „swoich“ i „obcych“, na przyjaciół i wrogów. Taki podział jest do pewnego momentu potrzebny, ponieważ umożliwia nam przetrwanie w ludzkiej dżungli. 

Bardzo często jednak, człowiek idzie dalej niż to rozpoznanie, dając się wciągnąć w pełne nienawiści myśli. Nienawiść bierze się z poczucia bezsilności i z lęku. Wyobraźmy sobie polityków, którzy mają wpływ na nasze życie. Najczęściej nie są oni ludźmi, których rekomendowałby Platon na to stanowisko. Zaczynamy więc z lęku, że zrobią nam oni swoim egocentrycznym działaniem krzywdę „wieszać na nich wszystkie psy“, chłostać ich pełnymi pogardy słowami, wyzywać od najgorszych, wyszydzać, itd. I nie widzimy zupełnie faktu, jak bardzo przez takie działanie zanieczyszczamy zarówno swoje jak i wspólne pole życia. Podaję ten przykład, ponieważ często, w wypadku „wrogów“ tracimy czujność i popadamy w nienawiść, która wydaje nam się usprawiedliwiona. I teraz, dla jasności, nie nawołuję do stania się „owcą stadną“ lub człowiekiem naiwnym, który wszystko weźmie za dobrą monetę.
Zwracam tu uwagę na fakt, jak bardzo zanieczyszczamy nienawiścią i obelgami wspólne pole życia. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili“.

Innym przykładem jest popularne „hejtowanie“ celebrytów. Brukowce żywią się dramatami życiowymi, skandalami, wywlekaniem brudów ludzi sławnych, którzy stają się wręcz własnością publiczną. Sięgając po gazetę pełną plotek, informacji, które są często wyssane z palca,  maczamy swoje palce w czymś, co jest bardzo nieczyste. Słowa, kłamstwa, oszczerstwa, obelgi rzucane komuś w twarz są często jak klątwy, jak sieć ciemnej energii, którą oplatamy drugą osobę , powodując jej cierpienie. I niestety, „kto sieje wiatr, ten zbiera burzę“.

Czym innym jest rozpoznanie Prawdy, Zrozumienie, jakie siły Jej sprzyjają a jakie wiodą nas na manowce a czym innym jest pełna emocji, „żółci“ i „jadu“ Ocena.
Ludzie uduchowieni mylą czasami Ocenę ze stwierdzeniem faktu. Nie chcąc oceniać, przesadzają w drugą stronę, patrząc na świat przez różowe okulary, idealizując krokodyla z przypowiastki  i dając mu się pożreć.
Inni z kolei, którzy rozpoznali wroga, dają się ponieść fali nienawiści i lęku. Ich lęki i rany jątrzone są jeszcze przez archontów, którym nienawiść, nawet do nich samych, bardzo smakuje. Żywią się oni bowiem energią niskich wibracji.

Ani jedna ani druga ścieżka nie jest właściwa. Potrzebna jest tu Droga Środka, droga Serca. Max Heindel w jednej ze swoich książek podaje przypowieść o Jezusie, który wraz z apostołami przechodził obok rozkładających się zwłok psa. Podczas gdy apostołowie odwracali głowę ze wstrętem, Chrystus powiedział: "perły nie są bielsze od jego zębów". Jezus nie reprezentuje tu ani postawy człowieka, który wypiera bolesną prawdę ani tego, który chłoszcze zastaną rzeczywistość biczem pogardy. Jest tym, który otacza ją Światłem swojej Miłości. Jego słowa mają transformującą moc i odbijają się piękną energią na planie astralnym.


Właściwa droga jest zawsze ścieżką, która prowadzi nas wgłąb siebie. W kierunku wewnętrznej Ciszy.
Ta Cisza polega na wejściu w przestrzeń wolną od myśli. Na początku jest to bardzo trudne, ponieważ umysł bez przerwy gada. Często, gdy chcemy wejść medytację, wypływają na powierzchnię naszej świadomości, sprawy bardzo bolesne, o których chcielibyśmy zapomnieć, nie myśleć o nich. To sprawia, że wyskakujemy z medytacji jak z procy i rzucamy się w wir jakichś czynności, aby tylko uciec od bólu, który w sobie nosimy.

Trzeba jednak przetrwać te momenty. Dotknąć tego bólu w sobie, wypłakać go, oświetlić, utulić, ukoić. Nie uciekać od niego, nie zamiatać pod dywan. Zepchnięty w podświadomość ból działa na nas z ukrycia i powoduje, że ciemność w nas zyskuje na sile. Za tym idzie fakt, że łatwiej jest nami manipulować.

Wchodźmy jak najczęściej w Ciszę. Siadajmy z prostym kręgosłupem i obserwujmy swój oddech. Trening czyni mistrza. Każda taka sesja łączy nas z własnym wnętrzem, z sercem, z Prawdziwą Rzeczywistością, do której portal tam się znajduje. To właśnie w Ciszy odnajdziemy lekarstwo na własne lęki i ból. To w Ciszy odnajdziemy Wewnętrzną Siłę, która pomoże nam wyzwolić się od nienawiści.

Człowiek odnajduje chwilową ulgę w wyrzucaniu z siebie bólu poprzez pełne emocji słowa, komunikowanie go innym. Te chwile sprawiają, że czujemy się zrozumiani, „zabliźnieni“ z bliźnimi, zjednoczeni. Jest jednak różnica między uczynieniem tego raz lub dwa w celach terapeutycznych a  nawykowym obgadywaniem lub pławieniem się w narzekaniu i opowiadaniu o swoim nieszczęściu.

Takie działanie sprawia, że poprzez portal gardła, „rodzimy“ pełen cierpienia świat. Słowo wypowiedziane ma o wiele większą moc sprawczą niż myśl. Słowa, które komunikujemy innym, są zasilane energią uwagi naszych słuchaczy. Słowa, które wyrzucamy z siebie łączą się w grupy z podobnie wibrującymi słowami, tworząc tzw. myślokształty. Myślokształty zaś przemieniają się w egregory- energetyczne byty, twory pozbawione duszy a jednak na wpół świadome. Takie egregory potrafią opętywać nas, stając się naszymi demonami. Dlatego tak bardzo potrzebna jest obserwacja, czujność, medytacja, wchodzenie w Ciszę, uważność.

W Ciszy odnajdujemy przestrzeń wolną od Oceny, przestrzeń Zrozumienia, spokoju, wytchnienia. W Ciszy również rozpoznajemy, że tak naprawdę nie jesteśmy nikim odrębnym od Boga. Staramy się więc w pełni z Nim zjednoczyć poprzez stanie się do Niego Podobnym. Podobnym w sensie wibracji. Na razie bowiem między Bogiem a człowiekiem panuje wibracyjna przepaść. Tak bardzo odeszliśmy od Boga najpierw w swojej świadomości i  sercu. To odejście manifestuje się jako nasza daleka od czystości aktywność.

Cisza jest zerem, do którego sprowadzamy sami siebie. Nie chodzi tu o to pejoratywnie nacechowane „jesteś zerem!“ a uzyskanie stanu, w którym opróżniam swój umysł z wszelkich przekonań na swój temat do czasu aż stanę się czystym naczyniem, które Bóg będzie mógł wypełnić Sobą. Takie jest znaczenie nazwiska Harrego Pottera, głównego bohatera, przesyconych gnostyczną magią książek Joan Rowling. „Potter" oznacza „garncarz“. Mamy uczynić z siebie naczynie Boga, ulepić siebie z Boskiej Gliny. Mówi się, że „nie święci garnki lepią“. Gnoza mówi, że Jej ścieżka nie jest dla doskonałych.  Bez Jej dotknięcia i transformacji bowiem "żaden tu nie jest dobry".

Człowiek, który wplątany jest w świat trzeciego wymiaru jest pełen wad, niedoskonałości. Swoją wolą dotarcia do Boga, do Jedności może stać się jednak kroplą, która drązy skałę tego świata tak długo, dopóki nie przebije sobie drogi na wylot, by na powrót połączyć się z pierwotnym Źródłem, z Oceanem Miłości, z Jednią, Pełnią, Pleromą. Wówczas staje się doskonały, staje się święty.

Tacy święci ludzie, którzy odbudowali swoje połączenie z Bogiem, zamieszkują niewidzialne dla nas pole astralne. To ostatnie, oprócz nieczystych tworów w postaci archontów, myślaków, egregorów, iluzorycznych tworów, posiada również przeczyste przestrzenie, zamieszkiwane przez Braterstwo Czystych Dusz. Znane jest ono niektórym z nas między innymi pod nazwą Shambala. Kojarzy się Ono z najczystszym Aspektem wibracji 10. Można tą dziesiątkę mnożyć, dodając kolejne zera ale esencją tu pozostaje zawsze Jedność, Jednia, Jednomyślność, Jedno Wspólne Bicie Serc, Jedno Boskie Słowo, Jeden Wspólny Cel, Jeden Boski Plan, Logos.

Od tego Braterstwa płynie ku nam bez przerwy bezinteresowna pomoc, bezwarunkowa miłość. W tym Braterstwie panuje duchowa hierarchia, tak nieznana nam w naszym zdegenerowanym świecie.

Prawdziwa Duchowa Hierarchia jest jak piramida, w której ci, którzy są najwyżej służą braciom, którzy jeszcze nie wspięli się tak wysoko. Jest to pełna radości i oddania praca, która zakłada również pewien stopień poświęcenia się. To poświęcenie oznacza wstrzymanie swojego pójścia wyżej w rozwoju, do czasu aż wszyscy podopieczni nie uzyskają pomocy potrzebnej do samodzielnego kroczenia ścieżką. Panuje tu bowiem świadomość Połączenia, Jedności.

Hierarchia, która panuje w naszym „ładzie“ ziemskim jest totalnym odwróceniem i degeneracją Porządku Boskiego. Tutaj miliardy niewolników pracują na niewielką grupkę, która jest na szczycie piramidy żywieniowej.

Wchodźmy więc w ciszę, wchodźmy w Serce. Ta Cisza zamieszkiwana jest przez Boskie Braterstwo. Kto doświadczył na własnej skórze świętej Pomocy płynącej z tej przestrzeni, ten wie, że to nie jest mrzonka ani czyjeś pobożne życzenie.

Gdy tęsknimy do Boga, do Jedności, przyciągamy Go do siebie mocą wypromieniowanej przez siebie magnetycznej energii.

Szukajmy aż znajdziemy. Stańmy się pielgrzymami, nakierowanymi na Świątynię Serca.
Gdy Serce połączy się z głową, wypełni nas Prawdziwe Rozumienie, odbudujemy nasze ciało mentalne. Staniemy się cisi. Staniemy się Jednostką, która powróciła do Jedności.
Tego uczą nas energie października. Gdy wszystko tu  przemija, liście opadają z drzew, w przyrodzie obserwujemy gnicie i rozkład, skierujmy swoje oczy ku Prawdziwemu Królestwu, które trwa w czystej doskonałości, wolnej od zepsucia.

<3

poniedziałek, 10 października 2016

Woda z cytryną - odkwasza i spala tłuszcz



Woda z cytryną na czczo - odkwasza, oczyszcza i spala tłuszcz

Tomasz Ćwiek

Organizm zakwasza w zasadzie wszystko to, co w dzisiejszym świecie cywilizowanym zjada się w dużych ilościach czyli pszenica, gluten, chleb, cukier, kawa, alkohol, mięso, napoje gazowane itd. Zasadowo czyli odkwaszajaco działają natomiast wszystkie warzywa ( prócz grochu ) i większośc owoców.Najmocniejsze są cytryny, czarne porzeczki, śliwki, wiśnie oraz marchew i buraki. Zakwaszenie organizmu to niestety plaga naszych czasów i zwłaszcza w naszym kraju jest totalnie bagatelizowane przez lekarzy. Jak wiadomo woda w temperaturze pokojowej ma pH równe 7.0 a więc jest obojętna. Jeżeli jakaś substancja ma pH poniżej 7.0, to jej odczyn jest kwasowy, jeśli natomiast ma pH większe niż 7.0, wtedy ma odczyn zasadowy. Ludzka krew ma odczyn lekko zasadowy, równy 7.4 i taki stan należałoby utrzymać. W takim zasadowym środowisku wszelkie procesy zachodzące w organizmie, są po prostu prawidłowe. Odczyn Ph nie może być oczywiście ani za bardzo zasadowy ani za bardzo kwasowy. Jeśli odczyn pH krwi wzrośnie powyżej 7.9 lub spadnie poniżej 6.9, wtedy człowiek umiera na zasadowicę lub kwasicę. Jednak problemem u większości ludzi jest zakwaszenie organizmu. W takim środowisku rozwija się przede wszystkim grzyb candida albicans, który jest też bakterią występującą dziś bardzo powszechnie. Jest bardzo trudny do zlikwidowania, ale na szczęście przy zastosowaniu odpowiedniej diety oraz specyfików naturalnych da się temu zaradzić.

Objawy zakwaszenia organizmu to głownie:
spadek odporności, częste bóle głowy, apatia, senność, objawy porannego niewyspania, depresja i ogólny brak energii, wzdęcia, bóle brzucha itd. Wspaniałym specyfikiem oczyszczającym i odkwaszającym jest picie rano na czczo wody z cytryną. Do szklanki przegotowanej wody w temperaturze około 25 - 30 stopni należy wcisnąć pół cytryny, wymieszać i wypić. Potem przepłukać jamę ustną przegotowaną wodą. Najlepiej robić to zawsze rano na czczo jako stały początek dnia.
Woda z cytryną ma wszechstronne działanie takie jak:
- odkwasza organizm
- działa moczopędnie i usprawnia pracę nerek
- przyspiesza metabolizm spalajac niejako nagromadzony tłuszcz
- działa antyzapalnie i uodparniająco, a wìęc też i antynowotworowo
- oczyszcza jelita i reguluje problemy z zaparciami
- łagodzi objawy zgagi
- wspomaga leczenie tak groznej choroby jak Dna moczanowa, gdyż obniża stężenie kwasu moczowego
- obniża ciśnienie tętnicze
- oczyszcza krew i wspomaga krążenie
- oczyszcza wątrobę, woreczek i drogi żółciowe
- dzięki pektynie osłania ścianki jelit, co zapobiega gniciu pokarmu
- oczyszcza sķórę
Dobroczynnych skutków picia na czczo tego napoju jest znacznie więcej, tak więc mocno polecam, aby stało się to naszym codziennym rytuałem.

Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...