sobota, 24 września 2016

Nienawiść do samego siebie






Nienawiść do samego siebie

Epoka, w której żyjemy przesycona jest do głębi hasłem, które jak różowa wstążeczka przeplata psychologiczne, filozoficzne, ezoteryczne a nawet naukowe nurty myślowe. Tym hasłem jest: „pokochaj samego siebie“.

Wezwanie to wskazuje na pewien obecny w ludziach stan braku, braku miłości do siebie.
Przeciwieństwem, brakiem miłości jest lęk. Energia lęku wywołuje poczucie strachu i nienawiść.
Skąd wzięło się oddzielenie od miłości?
Jak powstał ten brak?
Dlaczego tak wiele w nas nienawiści do samych siebie?


Nienawiść wiąże się z brakiem wiary w swój potencjał, brakiem szacunku do siebie, pogardą dla swego istnienia, niechęcią do swej słabości, poczuciem winy, wstydu za popełnione czyny, nieumiejętnością odnalezienia swojej własnej drogi.

Znajduje ona wyraz w takich zachowaniach i zjawiskach, jak m.in. szukanie aprobaty w oczach innych, wiązanie się z ludźmi, którzy nas nie kochają, poszukiwanie autorytetów,  wykonywanie pracy, której się nienawidzi, depresja, nałogi  przyciąganie do siebie chorób i wypadków , itd.

Gdy nienawidzimy siebie, myślimy i mówimy źle o sobie i innych. Wyrzucamy z siebie chmury negatywnej, nisko wibrującej energii. Jesteśmy przepełnieni lękiem i krytykujemy wszystko to, czego się boimy i co budzi nasz niepokój. Wytworzone przez nas masy energii, wibrują w naszym polu życia, przyciągają do nas podobne energie i sprawiają, że nasze życie pełne jest brzydoty, bólu, poniżenia, małostkowości. Kręcimy się w „siódmym niebie nienawiści“, w błędnym kole.

Nasuwa się pytanie, skąd się ta nienawiść wzięła?
Czy ma ona swoje korzenie w naszym dzieciństwie?
Czy ma związek z systemem edukacji?
Czy jej źródeł należy upatrywać w kulturze masowej?
Czy odpowiedzialne są za nią rządy? Obce cywilizacje?
A może religie?
Czy odpowiedzialni są za nią ludzie, którzy nas skrzywdzili?
Czy ja sam jestem twórcą nienawiści do samego siebie?

Zapewne każda z tych odpowiedzi jest po trosze prawdziwa. Wzrastamy bowiem chowani przez rodziców, którzy nie umieją nas kochać bezwarunkowo. System edukacji, którego jesteśmy jako dzieci zakładnikami, nie jest dostosowany do naszych potrzeb, przez co wywołuje kompleksy na tle zdolności i wiedzy.
Kultura masowa wywołuje w nas poczucie, że jesteśmy nie dość dobrzy; że wypadamy blado w porównaniu z idolami. Reklama wywołuje w nas sztucznie poczucie braku i sprawia, że nienawidzimy swoich ciał.
Rządy sprawiają, że stajemy się niewolnikami, którzy ciężko tyrają, żeby zapewnić sobie byt.
Religie wywołują w nas poczucie winy i wstydu.
Ludzie, którzy nas krzywdzą, sprawiają, że czujemy się mali, nic niewarci, niegodni miłości, etc.
Gdy tak się czujemy, nienawidzimy siebie.
Powietrze, którym oddychamy przesycone jest uciskiem, przemocą, gwałtem. Te ciężkie wibracje są tak oczywiste, wszechobecne, że większość z nas ich już nie dostrzega. Jesteśmy ignorantami. Mamy oczy a nie widzimy, mamy uszy a nie słyszymy.
Dlaczego tak jest? Kto na tym zyskuje?

Nosimy w sobie wewnętrzną pustkę; przeświadczenie, że czegoś nam brak. Wyraża się to również w poczuciu, że jesteśmy nie dość dobrzy, że coś z nami nie tak.

No i po omacku szukamy ukojenia oraz zapełnienia tej pustki. Jako pokolenie konsumentów (brr straszne określenie!), zaczynamy od szukania na zewnątrz siebie. Myślimy, że jak staniemy się dobrzy w czymś, bogaci, sławni, kochani, to że zniszczymy to poczucie.

Są więc wśród nas tacy, którzy wypełniają swoje życie „znajomymi“, są tacy, którzy „żywią się“ poklaskiem, inni pieniędzmi i materią, inni władzą, jeszcze inni partnerskimi związkami. Są też tacy, którzy gromadzą wiedzę.

I choć każda z tych rzeczy daje pewną przyjemność, to jednak są to rzeczy przemijalne. I jako takie ciągle nie potrafią ugasić pierwotnego pragnienia, nasycić głodu, zapełnić pustki. „Jesteśmy skazani na śmierć i my, i wszystko, co nasze“, jak stwierdził Horacy.   Ludzie zagłuszają tą prawdę alkoholem, pracą, spotkaniami z ludźmi, zakupami, książkami, dobrym jedzeniem, filmami, kulturą, sztuką- czyli „igrzyskami i chlebem“. Gdy zostają sami, nie mogą wytrzymać w ciszy, więc włączają radio lub telewizor, ażeby tylko nie czuć tego strasznego uczucia zagubienia, bezsensu życia, samotności. Gdy osiągną jeden cel, natychmiast wyznaczają sobie następny.

Znamy środki znieczulające. Potrafimy siebie samych doskonale oszukiwać. Potrafimy oszukiwać ból. Potrafimy oszukiwać ból istnienia. Jednak oszustwo pozostaje oszustwem i jako takie mści się na nas.
Stajemy się coraz bardziej nieszczęśliwi i uzależnieni od środków znieczulających. Za ucieczkę od samych siebie płacimy swoją wolnością.

A co najgorsze, nie widzimy tego. Nie chcemy tego widzieć.

„Pokochaj samego siebie“. No dobrze! Ale co to do cholery znaczy?!
To hasło jest obecnie tak popularne, że aż wyświechtane i puste. Bardzo często stanowi ono wabik, który różne nurty terapii, szkółek lub sekty wykorzystują aby przyciągnąć do siebie duszyczki.
Pod hasło to podciągane jest wiele różnych aktywności, które dać nam mają to jedno upragnione szczęście. „Z nami pokochasz siebie, nauczysz się pełniej wykorzystywać swój potencjał!“, „Z nami nauczysz się jak być skutecznym i wywierać wpływ na ludzi“!, „Z nami pokochasz siebie, pozbędziesz się kompleksów i zyskasz wymarzoną sylwetkę!“, „Z nami poznasz tajniki funkcjonowania ludzkiej psychiki!“, „Z nami osiągniesz sukces!“, „Z nami poznasz tę jedną jedyną ukochaną osobę!“, „Z nami przeżyjesz niezapomnianą przygodę!“ etc.

Gdy  z kolei próbujemy pokochać siebie na własną rękę, tak łatwo jest się w tym zagubić. Czy skoro chcę kochać siebie, to mam klepać afirmacje?
Czy kochanie siebie oznacza, że mam skupiać się na tym, żeby być bogatym dzięki pozytywnemu myśleniu?
Czy kochanie siebie oznacza, że mam robić wszystko aby dojść na szczyt i osiągnąć sukces?
Czy kochanie siebie oznacza, że mam stosować dietę, dzięki której uzyskam wymarzoną sylwetkę?
Czy kochanie siebie oznacza, że mam być przebojowy i dążyć za wszelką cenę do celu?
Czy kochanie siebie oznacza, że mam klepać modlitwy?

Słyszę w sobie tyle głosów! Który z tych głosów jest prawdziwy? Który z tych głosów to ja?!

Jak można pokochać kogoś, nie znając go? Kim jest to ja, które masz pokochać?


Jeśli chcesz pokochać siebie, poznaj samego siebie!

Żeby poznać samego siebie, słuchaj samego siebie!
Żeby poznać samego siebie, obserwuj samego siebie!

Medytuj, poznawaj głosy, które mówią w Tobie. Czy one są Twoim prawdziwym ja? Zadawaj sobie pytania! Wsłuchaj się w swoje uczucia i wyciągaj wnioski.
Szukaj w sobie! Bądź cierpliwy! Życie nie zaoferuje Ci przyspieszonego kursu poznawania siebie. A może jednak?
Tylko Ty możesz odnaleźć Twoją własną odpowiedź.
Tylko Ty odnaleźć możesz wewnętrzny głos Twojej własnej mądrości.
Czy prawdą jest, że stanowimy jedność ze wszystkim, co istnieje?
Czy prawdą jest, że stanowimy jedność z Bogiem?
Czy jest coś takiego, jak życie wieczne?
Czy prawdą jest, że na pewnym etapie ścieżki duchowej pojawiają sie znaki i jesteś prowadzony?

„Tak, jest to prawdą.“ „Nie, to nieprawda“. Usłyszysz wiele różnych odpowiedzi ale dopóki nie odnajdziesz ich w swoim sercu, będziesz nadal czuł tę okropną pustkę, której nie zapełni do końca żaden człowiek, żadna ziemska aktywność, żadna ilość pieniędzy.
Zanim nie odkryjesz swoich własnych odpowiedzi, pozostaniesz niewolnikiem, owcą stadną, czyimś żywicielem. Będziesz w nieskończoność upadał i podnosił się, upadał i podnosił. Będziesz jak Syzyf pchający kamień swojego życia w nieskończoność pod górę. Na szczyt. A śmierć lub los sprawiać będą, że będziesz w nieskończoność staczać się i umierać.  Będziesz wodzony za nos z winy swojej własnej ślepoty.




Jak napisał Exupery, "dobrze widzi się tylko sercem". W naszym sercu ukryty jest bowiem Boski Atom, Boska Iskra lub inaczej mówiąc Boskie Ziarno Siewne. Z tego małego złotego ziarenka, możemy odbudować, odtworzyć Boski Stan, który był kiedyś naszym udziałem. 
Nienawiść do siebie, której doświadczamy, ma związek z zakodowaną głęboko w podświadomości pamięcią swojego upadku.Człowiek upadł w materię, stoczył się, utracił swoją boskość.

Ta Boskość jest jednak naszym dziedzictwem, istnieje w nas jako potencjał.


Poznaj siebie a pokochasz siebie. Odkryjesz, że jesteś kimś więcej, niż myślałeś. Poznaj siebie a przestaniesz siebie nienawidzić.

Klucz znajduje się w Tęsknocie Twojego Czystego Serca za Boską Prawdą. Odpowiedzi napływają z Ciszy. Naprawdę napływają. Wsłuchaj się w swoje serce. Kim Jesteś? <3

poniedziałek, 19 września 2016

Cierpiętnik



Emilia Wróblewska-Ćwiek


CIERPIĘTNIK


Żyje w naszym ciele emocjonalnym, przyssany do czakry splotu słonecznego, zarządzany przez ego-umysł. Moc daje mu energia cierpienia a właściwie, cierpiętnictwa, którą wytwarza ego, aby umocnić swoją pozycję władcy naszego mikrokosmosu...

Cierpiętnik- egregoryczny byt, jedna z masek ego, żywiący się programem bycia ofiarą.

Generuje myśli w oparciu o mniejsze i większe życiowe przykrości, pogłębiające w nas uczucie skrzywdzenia, za które najczęściej obwiniamy kogoś z zewnątrz. Czasami objawia się też jako użalanie się nad sobą bazujące na "Boże, dlaczego jestem taki beznadziejny, nędzny, niedoskonały, etc...i dlaczego muszę przez to tak cierpieć".


Tym, co go odróżnia od pierwotnego bólu, (pierwotnego, czyli pojawiającego się naturalnie w wyniku straty lub jakiejś krzywdy nam wyrządzonej) , jest upajanie się własnym cierpieniem, czy to na użytek własny czy innych. Możemy obnosić się z nim niczym bohater wojenny z przypiętymi do piersi orderami. Jego odmianę możemy obserwować np. pod drzwiami lekarza w przychodni, gdy pacjenci licytują się między sobą, który z nich jest "chorszy".


Często Cierpiętnik wyrasta na gruncie pierwotnego bólu na skutek ciągłego rozdrapywania ran. . Bazuje na skrzywdzonym Wewnętrznym Dziecku, z którym nie umiemy się obchodzić.


Wpadamy w sidła zastawione na nas przez ego- umysł, gdy zaczynamy identyfikować się z programem ofiary, gierką "ale jestem biedny". Wciągamy w nią innych, aby nakarmić wiecznie głodnego pasożyta energetycznego, jakim jest Cierpiętnik. Odczuwamy wówczas przyjemność płynącą z uwagi, jaka płynie do nas od innych, dlatego rola ta jest tak kusząca i dlatego tak łatwo dajemy się złapać w pułapkę.


Emocje, które wiążą się z tą maską ego to, obok poczucia krzywdy, złość. Możemy wywoływać w innych z zakamuflowaną agresją, poczucie winy, aby ściągać z nich energie. Obrażamy się na nich wtedy na przykład, nie chcemy powiedzieć wprost o co chodzi, dając jednakże do zrozumienia, że zostaliśmy urażeni.


Bardzo często Cierpiętnik bazuje na naszym poczuciu niższości, kompleksach, niskim poczuciu własnej wartości. Może rodzić się w wyniku niespełnionych, mniej lub bardziej nieuświadomionych oczekiwań, jakie mamy w stosunku do innych (np. gdy nie otrzymujemy określonej porcji społecznych "głasków").


Korzyść, którą odnosimy, to jak już pisałam powyżej- energia, którą zyskujemy poprzez wejście w odpowiednią rolę. Korzyścią mogą być również jakieś płynące z pozycji pokrzywdzonego, przywileje. Czasami dzięki tej masce możemy też uniknąć jakichś przykrych dla nas obowiązków.

Niestety korzyści są (dla naszej ego-osobowości) duże a strata, którą ponosimy wchodząc w rolę Cierpiętnika, niekoniecznie oczywista. Możemy jej sobie do końca nie uświadamiać, zwłaszcza gdy osoby wokół zasilają nasz egregor.

Jakie więc straty ponosimy, utożsamiając się z pozycją ofiary?

Podstawowa strata to odcięcie się od Miłości, Zgody, Harmonii które płyną z naszego Serca. Przestajemy być Prawdziwym Boskim Ja a stajemy się jego karykaturą. Nasze relacje z innymi stają się pogmatwane, bolesne, przykre. Znika Jedność między ludźmi a pojawia się wrogość, bariery, mury zbudowane z ciężkich emocji. Taką pasywnie agresywną postawą sami sobie odbieramy Moc, Moc Twórcy Swojego Życia, Kowala Własnego Losu. Oddajemy innym władzę nad swoim samopoczuciem. Przestajemy być Królem obdarzającym wszystkich Miłością a stajemy się żebrakiem, który w rozpaczliwy sposób stara się ją pozyskać od innych.

(Moc Serca nie ma nic wspólnego z władzą i traktowaniem innych z góry, pomiataniem. To moc obdarowywania miłością i zachowywania się w sposób neutralny wobec osób, które nie są dla nas przyjazne.)`

U jednych Cierpiętnik gości tylko okazyjnie, u innych jest wiernym towarzyszem życia.

Jak się wyzwolić spod jego Władzy?

Najprostszym sposobem jest zdemaskowanie go od razu jak tylko zauważymy, że się pojawił. Czynimy to sami we własnym wnętrzu, gdy uświadamiamy sobie, że oto właśnie przybył do nas Cierpiętnik i chce nas wkręcić w swoją gierkę. Nie wchodzimy w myśli które jak pajęczynę zaczyna tkać nasz umysł. Wymaga to rzecz jasna wyrobienia w sobie nawyku auto-obserwacji, nawiązania kontaktu z Samym Sobą.

Ponieważ Cierpiętnik bazuje na skrzywdzonym Wewnętrznym Dziecku, możemy odbyć w skrytości swojego wnętrza rozmowę z tym ostatnim, wysłuchując je, pocieszając i zdroworozsądkowo tłumacząc, jak naprawdę wygląda sytuacja. Dla osób pracujących dłużej z sobą, o otwartej w dużym stopniu Czakrze Serca, pomocne może być po prostu wejście w Ciszę
Serca.


Matriks



Emilia Wróblewska-Ćwiek

Matriks

Schwytanie człowieka w pułapkę Matriksa- iluzorycznej rzeczywistości poprzedzone było jego decyzją o tym, że przestaje on uważać Siłę Wyższą, Ducha przez którego wszystko się staje  za Nadrzędną Moc, za Życiodajną Oazę, Źródło Szczęścia. Człowiek zbuntował się i chciał poczuć, że bez tej Siły da sobie radę, chciał poznać, co by było gdyby on sam sobie zaczął być "sterem, żeglarzem i okrętem".

Odejście od Źródła dokonało się nie tyle w przestrzeni, co na poziomie wibracji, na poziomie psychologicznym.

Wywołało to katastrofalne skutki, wytworzyło ogrom cierpienia, z którym teraz się zmagamy. Odcięcie się od Źródła Życia spowodowało wytworzenie świata braku, niedoboru Miłości, próżni. Człowiek nie podołał wyzwaniu, które sam sobie narzucił.

Cierpienie płynie z zapomnienia Naszej Prawdziwej Natury.
Lgniemy do iluzji bycia odrębnym, jakimś, wyjątkowym, niezwykłym, ponieważ głęboko w podświadomości zakodowaną mamy pamięć traumy wynikającej z odcięcia od Miłości.  Energia, którą pozyskujemy od innych o którą musimy walczyć zwracając wciąż na siebie uwagę,  bo w świecie braku jej brak,  jest jak narkotyk, który uśmierza na chwilę ból, ale nigdy do końca  nie gasi pragnienia.

To do czego lgniemy, czego tak kurczowo się trzymamy, budowanie własnego image, dążenie do sławy to iluzja. Iluzja, która ma to do siebie, że generuje cierpienie.

Lgniemy do iluzji. Wszelkie kompleksy płyną z tego, że zapomnieliśmy, że Duch płynący przez nas jest doskonały. Zapomnieliśmy, że jesteśmy naczyniem Ducha. Rządzą nami różne demony, egregory, programy, energetyczne pasożyty. Gdy osiągniemy wysoki pułap wibracji, możemy te ostatnie zobaczyć.

Jeżeli chcemy przestać cierpieć, potrzebujemy wrócić do korzeni, do Źródła. Nie jestem jakiś/ jakaś, to Duch przepływający przeze mnie czyni wszystko, za wszystkim stoi. Potrzeba zaufać, oddać stery Prawdziwemu Bogu i pozwolić mu działać przez Serce.

Potrzebujemy porzucić iluzję siebie na rzecz Wyższej Siły, która jest Miłością spajającą całe Istnienie. Bez niej, bez siebie nawzajem giniemy, staczamy się, degenerujemy. Jest to widoczne chociażby w naszym okrojonym do 2 helis DNA.

Gdy spojrzy się na historię ludzkości można stwierdzić, że na przestrzeni dziejów ciągle rozgrywa się ta sama gierka. Gierka, w której jakieś ludzkie bądź nieludzkie ( nie ludzkie) ego walczy, działa, robi wszystko, by pozyskać "rząd dusz", nad którymi chce mieć władzę absolutną.

Całe społeczności zarządzane są przez jakiegoś tyrana, który zmienia maski a który chce jednomyślności. Jakakolwiek alternatywna ścieżka myślowa stanowi dla niego zagrożenie, które bezwzględnie tępi. Jest to zdegenerowana forma zabiegania o Jedność, którą podświadomie pamiętamy z czasów poprzedzających Oddzielenie.

Przez tak długi czas istnienia Matriksa, tak długi czas niewoli, nie udało się zdusić Ognia Prawdy, wymazać go z pamięci, z nieświadomości zbiorowej.

Wszystko wskazuje na to, że plany dotyczące NWO, depopulacji, zaczipowania ludzi spaliły na panewce.

Mamy szansę jako ludzkość wkroczyć w Erę Serca i Jedności. Od naszej decyzji zależy, czy tak się staje. Potrzeba uporać się z wieloma warstwami iluzji, którymi obrośliśmy.

Im więcej Istot przypomni sobie naszą Prawdziwą Naturę, tym większa szansa na osiągnięcie wibracyjnej masy krytycznej, która nada ton pozostałej części ludzkości.

Przebudźmy się, już czas <3

Wdowi grosz




Wdowi grosz

Ewangelia wg. św Łukasza

21 Gdy stali w świątyni, Jezus zwrócił uwagę na bogatych ludzi wrzucających pieniądze do skarbony świątynnej. Zauważył też pewną biedną wdowę, która wrzuciła tylko dwie małe monety.
– Posłuchajcie! – rzekł Jezus. – Ta biedna wdowa dała więcej niż wszyscy bogacze razem wzięci! Oni bowiem wrzucili tylko część tego, co mieli w nadmiarze, ona zaś oddała wszystko, co miała na życie.

Przypowieść o wdowim groszu jest tak bardzo kluczowa dla każdej ścieżki duchowej.

Dlaczego? Czy oznacza ona, że mamy przelać wszystkie swoje pieniądze na konto jakiejś sekty lub wrzucić je na tacę podczas mszy w kościele?
Czy wówczas kupimy sobie odpuszczenie grzechów, wzniesiemy się  lub zyskamy życie wieczne? ;) Czy dlatego jest ona kluczowa?

Nie.  Jest kluczowa, ponieważ tylko jeżeli będziemy gotowi oddać, puścić, zostawić wszystko to, co mamy na tym padole łez, narodzimy się na nowo. Uświadomienie sobie, że nic tu nie ma znaczenia, że żadne ziemskie przyjemności, bogactwa, sprawy, nie dadzą nam szczęścia, że "wszystko to marność i gonienie za wiatrem" jest najważniejszym krokiem do szukania innej rzeczywistości. 

Wypruwanie sobie flaków, żeby zarobić kasę i popisywać się przed ludźmi, sława zyskana dzięki szczególnym umiejętnościom, grono ludzi mieniących się przyjaciółmi, mądre dzieła, bohaterskie wyczyny, podróże, władza, wszystko to jest iluzją szczęścia.


"Bo nie ma wiecznej pamięci po mędrcu
tak samo, jak i po głupcu,
gdyż już w najbliższych dniach
w niepamięć idzie wszystko;
czyż nie umiera mędrzec tak samo jak i głupiec?
17 Toteż znienawidziłem życie,
gdyż przykre mi były wszystkie sprawy,
jakie się dzieją pod słońcem;
bo wszystko marność i pogoń za wiatrem.
18 Znienawidziłem też wszelki swój dorobek,
jaki nabyłem z trudem pod słońcem,
a który zostawię człowiekowi,
co przyjdzie po mnie.
19 A któż to wie, czy mądry on będzie, czy głupi?
A władać on będzie całym mym dorobkiem,
w który włożyłem trud swój i mądrość swoją pod słońcem.
I to jest marność."


Człowiek, który uświadamia sobie, że w tym porządku rzeczy nie znajdzie szczęścia, budzi się. Aby do tego uświadomienia doszło, musimy przejść przez wiele doświadczeń, które uświadomią nam, jak bezsensowne i puste jest zabieganie o ziemskie wartości. Ich ukrytym celem jest najczęściej wywyższenie samego siebie, zyskanie szacunku i uznania, bycie lepszym-generowanie energii podziwu.

U podstaw tego natomiast znajduje się wgrany w podświadomość, pochodzący z prapradawnych czasów program, że dzięki energii pozyskanej od innych na powrót złączymy się ze Źródłem.


Jednak jest to iluzja, "marność i gonienie za wiatrem."


Powrócimy do Źródła nie wtedy, gdy będziemy generować energię innych, poprzez ściąganie na siebie uwagi. Nie powrócimy poprzez zabieranie innym! Wręcz przeciwnie! Powrócimy dzięki gotowości do oddania siebie! Musimy oddać Bogu swoje ego, swoją wolę; puścić przywiązania do ziemskich spraw, karier, dorabiania się, szpanowania, dogadzania sobie. Musimy oddać wszystko to, co mamy na życie. Miłość do Boga musimy najpierw wyrazić poprzez miłość do bliźniego.


Umiejętność bezinteresownego dawania innym od serca wszystkiego, co się ma najlepszego, jest tym, co oczyszcza nas i przyciąga do nas Miłość, która płynie od Potężnych Sił Gnozy.

Jeżeli dajesz z odruchów  Serca, bez wyrachowania i interesowności tylko z wielkiej Miłości wypełniającej Ciebie całego, w pewnym momencie otrzymasz taką obfitość Miłości, że będziesz w wielkim stanie dziękczynienia i wzruszenia. Oczywiście dawać trzeba umiejętnie i mądrze.


Kluczowe we wszystkim są intencje i czystość. Jeżeli Twoją motywacją do duchowego rozwoju jest prześcignięcie innych, jeżeli łapczywie rzucasz się na każdą wiedzę, nie jesteś skłonny podzielić się nią z tymi, którzy jej potrzebują i są gotowi na jej przyjęcie, to  takie "chapanie"  nic Ci nie da. Niczego wartościowego się nie nauczysz. Jeżeli natomiast jesteś gotowy dawać i dzielić się z przyjaciółmi na ścieżce,  w poczuciu wspólnoty i radości wspólnego wzrastania, otrzymasz takie błogosławieństwa, o jakich Ci się nie śniło.


Gnoza nie jest bowiem wiedzą umysłu a stanem dotknięcia Czystej Miłości.


Siły Prawdziwego Poznania to siły tak piękne, słodkie, czyste  a jednocześnie bezwzględnie sprawiedliwe. Bardzo często zapominamy o tym, co najprostsze a jednocześnie w tej prostocie tak święte...Zapominamy o zwykłej prostej dobroci. Jakże wzruszający i słodcy są dobrzy, prości ludzie. Aż chce się ich przytulić do Serca ze wzruszenia. A  od tych pseudo uduchowionych, sypiących cytatami jak z rękawa aż odrzuca.


Codzienne dobro i empatia to podstawa, to alfabet każdego, kto chce prawdziwie wzrastać duchowo. Brzmi aż za prosto i wydaje się, że bez sensu o tym pisać. Jednak, jak obserwuję nas ludzi, jak błądzimy, zwodzeni przez ego, jak często zapominamy o tym, co najprostsze a potem dostajemy po tyłku i nie wiemy, dlaczego, to widzę, że jest głęboki sens przypominać sobie o tym.


Jeżeli potrafisz dawać z siebie innym dużo, potrafisz też docenić to, co otrzymałeś. Twoja dusza jest pełna wdzięczności i przez pryzmat tej wdzięczności patrzysz na drugiego człowieka. Z wdzięczności dajesz mu to, co masz najlepszego a on daje za chwilę Tobie i pojawia się piękna wspólnota, zaufanie i poczucie jedności.


Jeżeli jesteś biorcą, który bierze jakby mu się wszystko należało-bezmyślnie, bez odruchów żeby się odwdzięczyć robisz nie  tylko przykrość darczyńcy ale przede wszystkim sam sobie strzelasz w stopę. Bo nawet nie wiesz kiedy, ta cecha zaważy na tym, że utkniesz i zaczniesz błądzić w ciemnościach.


Jeżeli ktoś tylko bierze, nie godzien jest otrzymać.


U tego, kto potrafi dawać z Serca, kto szlifuje cały czas siebie, usuwając swój cień, pojawiają się intuicja i mądrość, które są rezultatem tego właśnie oczyszczenia. Serce staje się czyste jak klejnot, jak czyste naczynie, w które Bóg wlewa swoją mądrość rozróżniania. Brzmi to górnolotnie, ale tak jest.


Nie oznacza to, że mamy rzucać się na prawo i lewo i pomagać w jakichś takich kompulsywnych zrywach. Pomaganie musi być ciche, zgodne z potrzebą i przede wszystkim mądre (przysłowiowa wędka, nie ryba).


Bardzo częstym motywem spotykającym osoby na gnostycznej ścieżce, jest to, że ci, którym dali całe swoje serce, rzucają się po jakimś czasie na nich jak nie przymierzając, wściekłe, zamroczone psy. Jest w tym motyw, będący jakby kserokopią Ukrzyżowania Jezusa, bazujący na tej matrycy. Jezus przychodzi z najpiękniejszym darem dla ludzkości a ona rzuca się na niego, poniża, traktuje jak największego wroga i morduje w bestialski sposób.


Ci, co ciskają kamienie, co kąsają rękę, która ich wykarmiła, nie przechodzą testów, które pojawiają się na Ścieżce Gnostycznej Jedynie ci, którzy mają naprawdę czyste intencje, zostają dopuszczeni do dalszego zgłębiania wiedzy. Budzą się tu potężne, głębokie mechanizmy, które mają to do siebie, że nic tu nie jest takim, jakie się z pozoru wydaje. I tylko czyste Serce ma możliwość rozróżnienia, co jest Światłem, co ciemnością; kto jest przyjacielem, kto wrogiem.


Musisz być gotowy aby stracić ego. Gdy poddasz się plutonicznemu procesowi umierania, w pewnym momencie poczujesz tak wielką ulgę, błogość i wdzięczność, ze Serce będzie śpiewać pieśni pochwalne na cześć Źródła, które jest Niewypowiedzianą Słodyczą. Gdy oddasz wszystko to, co masz na życie, czyli całe twoje ziemskie bogactwo uznasz za marność, wówczas zyskasz Nowe Życie. Gdy gotowy będziesz podążać w samotności ścieżką prawdy, bez szukania poklasku, wówczas odnajdziesz prawdziwe bogactwo. Gdy będziesz kochał Boga ponad wszystko wówczas odnajdziesz Miłość o jakiej Ci się nie śniło.


Mt 7,6. 12-14

6 Nie dajcie tego, co święte, psom ani nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały swoimi nogami i was, obróciwszy się, nie rozszarpały. 12 Tak wszystko ludziom czyńcie, jak chcielibyście, aby wam czynili. Bo to jest właśnie Prawo i Prorocy. 13 Wchodźcie przez ciasną bramę, bo przestronna brama i szeroka ta droga, która wiedzie do zguby, a wielu jest tych, którzy przez nią wchodzą. 14 Jakże ciasna brama i wąska droga wiodąca do życia! Nieliczni są ci, którzy ją znajdują

niedziela, 18 września 2016

Energie września


Energie Września- wielkie oczyszczenie do harmonijnego współbrzmienia



Wrzesień wibruje energią Dziewiątki. Jest to liczba doskonałości, jaką jest w stanie osiągnąć człowiek, który całkowicie dostroi się do Boga, do boskości w sobie.
Dziewiątka jest wibracją Ciszy lub inaczej wibracją Pieśni, która jest tak harmonijna, że aż nie z tego świata, dlatego jest dla większości z nas niepojęta. Nie jesteśmy w stanie jej usłyszeć, dopóki nie dostroimy się do wyższych wibracji. A dostrojenie oznacza usunięcie hałasu ze swojego wnętrza.

Hałas czyniony jest przez ego i całą jego działalność. Ego- I go (ang. ja idę), to człowiek, który odszedł od Boga. To nie Bóg nas zostawił ale my Boga. Oddaliliśmy się od Niego wibracyjnie. Można w uproszczeniu powiedzieć, że na pewnym etapie naszego istnienia byliśmy bardzo ciekawi, czym jest świat bez Boskiego Światła, Boskiej Miłości, Boskiej Doskonałości, Boskiej Jedności. Wyłamaliśmy się spod Boskiego Porządku, wyszarpaliśmy swoje nici z Boskiego Kobierca, Boskiej Pełni- Pleromy. Dlatego mówi się o ciekawości, która jest pierwszym stopniem do piekła.

Gdy to się stało, weszliśmy w mrok, w ciemność, poznaliśmy lęk, przyciągnęliśmy do siebie siły, które uczyniły nas niewolnikami, zamknęły w iluzorycznym świecie, zwanym Matriksem.
Poznaliśmy walkę, konkurencję, brak miłości, niesprawiedliwość, wyzysk, zdradę, odrzucenie, gwałt, utratę bliskich, niewiarygodne wręcz cierpienie.

Każdy z nas w głębi duszy nosi w sobie ten pierwotny ból- ból oddzielenia, który związany jest z tzw. „grzechem pierworodnym“.

Popadliśmy w materię, w zapomnienie. Nasze ciała za życia gniją, psują się; żeby żyć musimy zjadać inne istnienia; nasza egzystencja jest życiem dzięki czyjejś śmierci. Żyjemy w świecie, który nie jest Boski. Wmawiamy sobie, że jesteśmy wolni ale jak możemy być tacy, skoro się boimy. Każdy najmniejszy nawet straszek czyni nas więźniami. „Moje Królestwo nie jest z tego świata“- jest napisane w Biblii.

Możemy  do tego Boskiego Świata powrócić i nie oznacza to krajoznawczej wycieczki a powrót w sensie energetycznym.  Podwyższenie swoich wibracji do tego stopnia, by usłyszeć Boską Pieśń, która rozbrzmiewa na tym łez padole ;). Mimo, że człowiek zostawił Boga, to Bóg nigdy nie zostawił człowieka. Jesteśmy Jego Częścią, Jednym Wielkim Boskim Organizmem, Jedną wielką Całością z wszystkim, co istnieje ale tak nisko upadliśmy, że staliśmy się głusi i ślepi na Prawdę.

Przypowieść o Synu Marnotrawnym jest metaforycznym zapewnieniem, że Bóg na nas czeka- nie strzelił focha, nie obraził się na nas. Nie chce nas ukarać; karę odbieramy ciągle od sił tego świata, wymierzamy ją sobie sami swoimi wibracjami. Jesteśmy jednak tak pogrążeni w ignorancji, że tego nie widzimy. Sami kręcimy na siebie bicz swoimi słowami, myślami, niekochaniem siebie, niekochaniem innych, lękami, emocjami, działaniami, które zanurzone są głęboko w materii i w egocentryzmie. Wszystko tutaj wibruje, wytwarza pole elektromagnetyczne, które na zasadzie podobieństwa wibracyjnego, rezonansu przyciąga do nas to, co znajduje się na tym samym poziomie drgań. Przyciągamy to, na czym skupiamy uwagę ale również to, czego się boimy.

Jest to prawda tego świata: energia, odpychanie- przyciąganie, wieczny ruch, wieczna zmiana, niekończące się koło narodzin i śmierci - czyli dualizm. Ciągła gra światła i cienia, płynne przechodzenie od jednego do drugiego, przyjemność i ból. Umieramy, by na nowo się odrodzić i na nowo odgrywać różne role, przeżywać dramaty, niekończący się diabelski młyn upadków i wzlotów.  Ileż tak można?

Są wśród nas tacy, którym to się już głęboko znudziło. Czujemy, że jest inny świat, w którym jest tylko Dobro, tylko Miłość, tylko Zgoda, Harmonia, Życie i Piękno.

Era Wodnika, w której żyjemy charakteryzuje się napływem wysokich wibracji z Boskiego Świata, aby ci, którzy są energetycznie gotowi, których dusze dojrzałe są do współbrzmienia z Pieśnią Jedności i Miłości wzniosły się w wyższy wymiar istnienia. Ceną, jaką trzeba zapłacić jest wyzbycie się ego, „I go“, samowoli (tzw. wolnej woli), rozświetlenie mroku w sobie.

I wrzesień oraz cały wibrujący dziewiątką 2016 rok (2+0+1+6=9) stwarza nam okazję do dostrojenia się do wysokich wibracji. Liczba dziewięć od zawsze kojarzy się ezoterykom z wielkim oczyszczeniem. W tej bowiem wibracji czyści się, rozpada i opuszcza nas wszystko to, co z nami nie rezonuje, wszystko, co nie jest Prawdą, Miłością, Harmonią. Dlatego tak wiele związków się kończy, dlatego tracimy pracę, majątki, zdrowie, aby przejrzeć na oczy, przebudzić się i zobaczyć, jaka część naszego życia znajduje się w dysharmonii z Boskim Porządkiem.

W tym świecie dobro przechodzi w zło a zło w dobro. Doświadczamy ciągle tej siły, która za pośrednictwem np. innych ludzi „wiecznie zła pragnąc, wieczne czyni dobro“. Każdy z nas na własnej skórze doswiadczył na pewno, że działania ludzi, które odbieraliśmy jako wredne, niesprawiedliwe,  po upływie czasu okazywały się paradoksalnie korzystne dla naszego rozwoju.
I odwrotnie, doświadczamy tu również prawdy, że „dobrymi intencjami jest wybrukowane piekło“. W tym świecie bowiem każda humanitarna idea naprawy tej rzeczywistości, wcielona w życie okazuje się byc niewypałem, utopią, poronionym pomysłem, czymś co sprawia, że pod wieloma względami jest jeszcze gorzej. Nie uratujemy tego świata pomysłami, środkami, narzędziami płynącymi z tego świata. Ratunek płynie do nas z Królestwa Niebieskiego, z Boskiej Rzeczywistości.

Ten świat to wieczna gra przeciwieństw. Może nas ona doprowadzić do szaleństwa, wpędzić w depresję, w poczucie, że życie jest bez sensu. Może przynieść z sobą ból, który wbije nas w ziemię i sprawi, że już się nie podniesiemy.
Jednak choićbyśmy byli w najczarniejszej d...ziurze, to w tym najczarniejszym z czarnych tuneli, jest światełko. Bo każde zło ma w sobie maleńkie ziarenko dobra.
I gdy to ziarenko odnajdziemy, zasadzimy, będziemy pielęgnować, wyrośnie z niego jeszcze więcej dobra. Ale wraz z tym dobrem pojawia się pułapka- nasze uzależnienie, przywiązanie do tego, co dobre- chciwość. Gdy jest nam tu dobrze, to po pierwsze boimy się, że przestanie nam być dobrze, bo pamiętamy jak nam było źle. Po drugie, gdy jest nam dobrze, możemy uważać, że świat, w którym żyjemy jest dobry. Chcemy go zatrzymać, mówimy „chwilo trwaj!“.Zapominamy, że to, co mamy tutaj to jedynie ochłap szczęścia, które kiedyś w pradawnych czasach, było naszym udziałem.

Jednak prawa dualizmu nie pozwolą nam długo cieszyć się naszą iluzją szczęścia. Jak to mówią „w życiu nie można mieć wszystkiego“. Zaraz coś się zaczyna psuć i nasz mały prywatny raj leży w gruzach. A jak trwoga to do Boga ;)

Boska Pieśń, Boska Siła, Boskie Promieniowanie jest ciągle obecne tutaj. Jednakże, gdy mamy za niskie wibracje, nie dość otwarte czakramy serca, niewystarczająco Światła w sobie,   nie jesteśmy w stanie Go odczuć. Nie mamy odpowiedniego narzędzia, jesteśmy ślepcami, z którymi nie da się rozmawiać o kolorach. Jest wśród nas wielu ludzi tak poblokowanych, tak zorientowanych na materię, że nie są w stanie niczego zrozumieć, choćby się nie wiem, jak starali.
Uznają oni tych, którzy się przebudzili za oszołomów, nawiedzonych, marzycieli, naiwniaków, frajerów, durniów, heretyków, nieszkodliwych dziwaków, szkodliwych dziwolągów, odszczepieńców, czarne owce, zakały normalnego społeczeństwa ;-), etc.

Gdy jednak coś czujemy, jest dla nas nadzieja i to spora. Im bardziej tęsknimy za Bogiem, tym więcej Boskiego Światła do siebie przyciągamy. Im ta tęsknota jest czystsza, tym bardziej Bóg odpowiada na nasze wołania.

Jest bowiem tak, że jeżeli my robimy krok w stronę Boga, Bóg robi w naszą stronę dwa kroki. Możemy Boga poznać. Im wyższe są nasze wibracje, tym bardziej dostrajamy się do Niego. Im bardziej cichniemy w sobie, rezygnujemy z ego, tym bardziej Bóg przemawia w nas.

I teraz bardzo ważnym aspektem podwyższenia naszych wibracji, jest WYBACZENIE. Wybaczenie oznacza wyzwolenie się spod władzy dualistycznego świata. Gdy wybaczamy, widzimy, że cały dramat, który się rozegrał, miał głęboki sens, był po coś.
Wychodzimy z roli ofiary i dostrzegamy, że sami przyciągnęliśmy do siebie dane doświadczenie, ponieważ potrzebowaliśmy coś zrozumieć.
Wybaczenie oznacza, że w naszej przestrzeni pojawia się cisza. Znika hałas osądów, pretensji, wywyższania siebie, poniżania innych, odgradzania się od drugiego człowieka murem żalu. Pojawia się wdzięczność. Pojawia się Jedność. Ja jestem innym Ty.

Zbliżamy się w pewnym stopniu do wibracji Boga. Bóg jest czystym zrozumieniem, jest jak światło Słońca, które świeci ciągle na „dobrego“ i na „złego“.

Gdy umiemy wyciszyć myśli i czuć sercem odkrywamy przestrzeń ponad osądem, odkrywamy tak bardzo świętą, delikatną, łagodną czułość, słodycz, którą Bóg ma w równej ilości dla mistyka i dla grzesznika, czyli tego, który totalnie zapomniał.
Łaska spływa ciągle z tą jedynie różnicą, że ten, który ją czuje będzie za nią wdzięczny a ten, który nie czuje, bo ma za niskie wibracje, będzie złorzeczył na czym świat stoi.

Sufi zapytany, czym jest Wybaczenie, powiedział, że jest ono zapachem, który wydzielają kwiaty, kiedy się je ściska. Jest to przepiękna, wzruszająca metafora wyższej, boskiej rzeczywistości, która jest przestrzenią bez osądu. Tao.

Są różne metody wybaczania. Bardzo skuteczne są arkusze radykalnego wybaczania, które twórcy metody wielkodusznie, hojnie udostępniają za darmo w internecie.

Można również zastosować wizualizację, w której rozmawiamy z duszą osoby, która nas skrzywdziła, wylewamy swoje żale i w wyobraźni słuchamy odpowiedzi. Metoda ta jest wypraktykowana i bardzo skuteczna.

Wybaczajmy, wychodźmy z dualistycznego postrzegania rzeczywistości, dostrajajmy się do Boskiej Jedności i Świętej Czułości Boga. Jak bowiem napisała przepięknie Patrycja Kosiarkiewicz w jednej ze swoich piosenek „są źródła, co nie wyschną, są czary, co nie prysną“.

Im wyższe wibracje, im więcej miłości w naszych sercach, tym większą magię w nasze życie wnosi  Ten, Który Jest Życiem Wiecznym.

Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...