wtorek, 29 października 2013

Bajeczka nie tylko dla dzieci o pewnym magicznym smoku













Bajeczka nie tylko dla dzieci o pewnym magicznym


smoku






Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami było sobie


pewne normalne przeciętne Królestwo, jakich wiele na tym


świecie. Mieszkali w nim: niezbyt mądry i całkiem


niedobry król oraz przeciętni, zwykli mieszkańcy- trochę


dobrzy, trochę źli, trochę kłótliwi, trochę zgodni, czasami


radośni a czasami smutni. Pewnego dnia do tego zwykłego,


najzwyklejszego pod Słońcem Królestwa zawitał zupełnie


niezwykły gość. Był nim...no, może domyślacie się kto? Tak,


jak niektórzy z Was zgadli-tym gościem był smok.


Przybył on z niezwykłej Krainy, w której wszyscy są


szczęśliwi, czują się zawsze pięknie i wspaniale Z Krainy w


której nikt nikogo nie krzywdzi, nikt nikogo nie zjada,


wszyscy żyją w zgodzie, bo słyszą nawzajem bicie swoich


serc, które są połączone ze sobą piękną, różową nicią. Gdy


tylko jedna osoba się poruszy, druga zaraz czuje takie


łaskoczące wibracje w swoim serduszku i słyszy rytmiczny


dźwięk dzwoneczka. Dlatego też wszyscy mieszkańcy tej


Krainy ciągle się śmieją i chichoczą, bo ciągle czują delikatne


łaskotanie, które wprawia ich w dobry nastrój.


Smok, który był takim ciekawskim wiercipięta, uwielbiającym


przygody, wyruszył pewnego dnia w podróż. Chciał poznać


jak to jest znaleźć się w zupełnie nie swojej Krainie. No i


stało się coś dla niego strasznego, ponieważ podróżując,


zagubił drogę do domu.. Zapuszczając się coraz dalej i


dalej, zaaferowany nowością doświadczenia, nie poczuł, że


w miarę jak oddala się od domu, łaskotanie w jego sercu


staje się coraz słabsze i słabsze, aż w końcu całkowicie


ustało.


Wtedy smok wpadł w rozpacz. Poczuł coś, czego nigdy


wcześniej nie doświadczył. Zanikła gdzieś jego radość,


umilkł śpiew w sercu i smok poczuł się straszliwie samotny i


opuszczony. W takim stanie ducha dotarł do naszego


przeciętnego Królestwa. Ponieważ był już baaardzo


zmęczony wędrówką, postanowił znaleźć gdzieś miejsce do


spoczynku. Przypadkiem natrafił na opuszczoną jaskinię, w


której umościł sobie wygodne posłanie i zapadł w drzemkę.


Co mu się śniło, nie wiem, ale chyba nie były to przyjemne


sny, bo gdy się obudził, i jeszcze nawet nie otworzył oczu-


już miał bardzo poirytowaną minę. Gdy w końcu rozwarł


swoje ślepka, poraziło go mocne słoneczne światło, które


przenikało przez ścianę jaskini.


„Nie cierpię tego Światła!”-


warknął pod swoim wielkim smoczym, zielonym nosem.


Wylazł jednak z jaskini i rozpoczął wędrówkę po Królestwie,


w którym się znalazł. W Królestwie tym nic mu się nie


podobało, bo wszystko znacznie różniło się od Krainy, którą


znał.


Po pierwsze Królestwo to nie miało różowego łańcuszka


serc. Tu każdy sobie rzepkę skrobał, ludzie byli raczej


zamknięci w sobie, a od czasu do czasu kłócili się, walczyli


ze sobą, a nawet wystawiali do siebie nawzajem języki.


Smok obserwował wszystko i co chwilę ze smoczej paszczy


wyskakiwały, jak na sprężynie słowa: „nie cierrrpię”. „Nie


cierrrpię tych istot”, „nie cierrpię ich języków”, „nie cierrpię


ich kłótni”, „nie cierrpię ich zmęczenia”, „nie cierrrpie ich


oddzielenia”, itd., itd.


Cokolwiek smok widział, mówił: „nie


cierrpię!”. Wszystkiego namiętnie nie cierrpiał i dlatego


mieszkańcy nazwali go „Niecierrpek”. Niecierrpek zwiedzał


królestwo, obserwował zwyczaje mieszkańców i zwyczajem


sobie właściwym rzucał na wszystko, co widział swoją


klątwę: „nie cierrpię”. W miarę jak tak chodził i nie cierpiał


atmosfera wokół niego stawała się coraz bardziej gęsta, tak


gęsta, że ledwie mógł poruszać nogami. Czuł, jakby się


znalazł w jakiejś ciężkiej, lepkiej smole.


Natomiast tam, gdzie się pojawiał ze swoim: „nie cierrpię”,


tam wszystko stawało się szare, traciło kolory, stawało się


smutne lub pogniewane, poirytowane lub zrozpaczone, w


zależności od nastroju, z jakim smok wypowiadał swoje


ulubione zdanie. Coś dziwnego działo się również z ludźmi, z


którymi wchodził w kontakt. Otóż ze zwykłych, przeciętnych


obywateli zmieniali się w kłótliwe monstra.


W końcu Królestwo stało się miejscem strasznym, w którym


niemal nie można było oddychać. Wszystko pokryte było


gęstą, lepką szarością- wyglądało tak, jak by było zasnute


grubą warstwą ciężkiego kurzu. Król na początku cieszył się,


że tak źle zaczęło się wieść mieszkańcom Królestwa. W


momencie jednak, gdy sam nie mógł oddychać, postanowił


coś na to zaradzić i wyznaczył nagrodę dla tego, kto


uzdrowi Królestwo i doprowadzi je do poprzedniego stanu.


-”Nie cierrpię głupich nagród”- powiedział smok na wieść o


nagrodzie. Gdy tylko wyrzekł te słowa, przestrzeń wokół


jego nóg stała się jeszcze bardziej gęsta- do tego stopnia,


że omal się nie przewrócił. To go zastanowiło. Postanowił


zrobić eksperyment: „nie cierrpię nie cierrpieć”- rzekł i


obserwował co się stanie.


I stało się! Zrobiło się tak gęsto,


że biedak nie mógł ruszyć nogi z miejsca. -Hmmm! - Smok


poskrobał się w głowę. Nie mogę ruszyć się z miejsca. Nie


cierrpię tego!” Na te słowa jego nogi wryły się w ziemię jak


zaklęte. - Laboga! Rety! Co tu robić?! Co tu robić?! Myślał


Niecierrpek w panice. „Co tu robić?!”- zaczął wrzeszczeć


wniebogłosy. Jeśli mnie słyszycie, wy tam, z mojej


ukochanej Krainy – pomóżcie!”. Gdy tylko wypowiedział


słowo „ukochanej”, poczuł znajome słabiutkie wprawdzie,


ale zawsze- łaskotanie w sercu.


I wtedy go olśniło!-” A gdyby tak...gdyby tak zacząć lubić to


miejsce? Hmmm! Spróbujmy. „Lubię tak tkwić w miejscu,


nie mogąc się ruszyć”- powiedział smok na próbę. Powietrze


wokół jego nóg stało się jakby rzadsze, minimalnie bardziej


przejrzyste.



„Lubię nagrody”- zakrzyknął więc dalej- i znowu, jak


poprzednim razem wokół jego nóg zrobiło się jakoś tak


jaśniej i bardziej komfortowo.


-Lubię to głupie Słońce, które razi mnie w oczy”- gdy to


powiedział,zadowolony z siebie oczekując

na rezultat, nie stało się nic. „Hmmn! No, dobra, spróbujmy


tak: lubię to Słońce, które tak mocno świeci!” i znowu


powietrze wokół niego przerzedziło się-do tego stopnia, że


udało mu się wykonać krok naprzód. I w ten właśnie


sposób smok zaczął zdejmować klątwę, którą rzucił na


królestwo. Wpadł w taką euforię, że krzyczał w zachwycie: „


kocham to miejsce”, „kocham tutejszych mieszkańców”, „


kocham Słońce”, „kocham nagrody”, „kocham króla ”!.


Pod wpływem jego słów, jak za dotknięciem magicznej


różdżki wszystko zaczynało się zmieniać. I co najdziwniejsze-


w jego sercu pojawiło się znowu znajome łaskotanie.


Najpierw poczuł delikatne wibracje, potem usłyszał dźwięk


dzwoneczka a na końcu w jego serduszku pojawiła się


cieniutka, różowa niteczka.


Zaczął się jej przypatrywać i wsłuchiwać w rytm swojego


serca. Przypomniał sobie swoją ukochaną Krainę,


Przypomniał sobie uczucie jedności i wszechogarniającej


miłości, które tam panowało. W jego sercu wezbrała fala


czułości. Postanowił podzielić się nią z mieszkańcami


Królestwa.


Skoncentrował swoją uwagę na nitce, siłą woli


wydłużył ją i dotknął nią serca pierwszego napotkanego


człowieka. Ten, odczuł ujmujące łaskotanie w sercu i co


dziwne- na jego głowie pojawiła się korona, jak u króla.


Królowi na początku to się trochę nie podobało, ale gdy


tylko różowa nić miłości dotknęła jego serca, stał się


błogością.


Zaczął tak, jak smok, śpiewać w zachwycie pieśń miłości.


Pieśń ta stała się zaraźliwa, tak jak zaraźliwy bywa śmiech.


Ktokolwiek ją usłyszał, zaczynał ją nucić. Ktokolwiek zaczął


ją nucić, na jego głowie pojawiała się korona a w sercu


piękna różowa niteczka, łącząca go z pozostałymi


mieszkańcami. Mieszkańcy zaczęli śpiewać smokowi: „


Dziękujemy, smoku Ci, że odczarowałeś nasze sny!” Gdy


tak śpiewali, łańcuch i serc powiększał się, stając się coraz


większy i mocniejszy. Zaczął wykraczać poza ich serca,


łącząc się ze zwierzętami i z roślinami.


”Odnalazłem drogę do domu. Odnalazłem drogę do domu”


śpiewał radośnie smok!





Wracam! Hurra! Wracam! Łańcuch serc powiększył się na te


słowa i połączył mieszkańców Królestwa z istotami, które


zamieszkiwały Krainę, z której smok pochodził. Zapanowała


jedność. Zapanowała wolność. Zapanowało czucie. Nastała


radość i magia. I wszyscy żyli wiecznie i szczęśliwie.
Koniec


1 komentarz:

Książka "12 Praw Ciszy"

Książka "12 Praw Ciszy" wybrane fragmenty: Era Wodnika stanowi bramę prowadzącą nas do duchowego mistrzostwa, do innej rzec...