sobota, 20 kwietnia 2013

DARK ROOM- AKTYWACJA SZYSZYNKI POPRZEZ DNI CIEMNOŚCI /RELACJA WŁASNA/








DARK ROOM- AKTYWACJA SZYSZYNKI POPRZEZ DNI CIEMNOŚCI /RELACJA WŁASNA/


Tomek Ćwiek
Od jakiegoś czasu razem z Emilką, moją ukochaną żoną planowaliśmy zrobić aktywację szyszynki za pomocą tak zwanego DARK ROOMU. Polega to na wejściu do pokoju, jaskini czy piwnicy całkowicie odciętych od świata, od jakichkolwiek dźwięków a przede wszystkim jakiegokolwiek źródła światła. Ta praktyka występuje w Tybecie, jest jedną z praktyk w Tao, w buddyzmie i jest znana w wielu kulturach plemiennych. Po kilku dniach spędzonych w totalnych ciemnościach obrazy z wnętrza głowy wychodzą na zewnątrz i są tak samo realne jak "normalna" rzeczywistość. Szukaliśmy  na ten temat informacji w internecie i niestety w języku polskim nic nie znaleźliśmy poza kilkoma ogólnikami. W języku angielskim też informacji nie było za wiele. Postanowiliśmy improwizować. Wiedzieliśmy, ze pełna aktywacja szyszynki zajmuje 12 dni lecz z różnych względów tak długie wyizolowanie było dla nas niemożliwe. W końcu ustaliliśmy, że zrobimy połowę cyklu czyli 6 dni, zorganizowaliśmy opiekę nad dziećmi  i czekaliśmy niecierpliwie na ten dzień ;) Miało się to zacząć 16.04.2013 a skończyć 22.04. Zostawiliśmy sobie jeszcze jeden wolny dzień na adaptacje a wiec dzieci mieliśmy odebrać 23.04. Postanowiliśmy, że nie będziemy szukać żadnej jaskini ani piwnicy lecz zrobimy to w naszym domu w kamienicy. Cały 15 i 16.04 to przygotowania techniczne, gromadzenie pożywienia, zaciemnianie pokojów, sprzątanie itd. Dla tego celu przygotowaliśmy dwa połączone ze sobą pokoje, korytarz, kuchnię i łazienkę. Duży pokój pozostał niezaciemniony lecz nie mieliśmy zamiaru z niego korzystać. Okna zasłoniliśmy czarnymi workami na śmieci. Okazało się, że trzeba przyklejać kilka warstw żeby nie docierało światło. Po żmudnej pracy,  w pokojach było tak ciemno , ze nie widziałem nawet własnej wystawionej przed sam nos ręki. Pożywienie przygotowaliśmy proste, głównie banany, orzechy, pomarańcze, mandarynki, pomidory oraz kilka litrów soków i wody niegazowanej. Mieliśmy też zatyczki do uszu oraz opaski na oczy na wszelki wypadek, co potem okazało się zbawienne.

16.04.2013

Do DARK ROOMU weszliśmy 16.04 o godzinie 22.44. Od razu pojawiły się lekkie lęki i obawa przed tym co nas czeka. Wiadomo z opowieści, że po uaktywnieniu szyszynki przychodzą obrazy takie jak po zażyciu ayahuaski czy marihuany, które często na początku przybierają przerażają ca postać naszych najgorszych lęków. Postanowiliśmy rozmawiać ze sobą jak najmniej i zaraz zasnęliśmy. Noc była pełna różnych snów .Było ich bardzo dużo i co najważniejsze chyba po raz pierwszy w życiu wszystkie dokładnie pamiętałem Były to sny oczyszczające wskazujące co powinienem oczyścić w swym życiu (szczególnie jedną relację) .Mój największy i chyba jedyny  lęk to węże, gdyż w jednym z poprzednich wcieleń zginąłem w jaskini pełnej węży. Ten lęk mam tak mocno wryty, że nawet jak widzę węża na filmie to odwracam wzrok. Już pierwszy sen był z wężem, ale o dziwo nie był to sen straszny. Wąż był długi, cienki i uśmiechnięty :) Oplatał się dookoła znajomej mi osoby i ja się temu przyglądałem i nie bałem. Nie było lęku w tym śnie.


17.04

Rano okazało się , ze jednak są lekkie prześwity ( nie wiem jakim cudem bo sprawdzaliśmy wcześniej) i widać co nieco w pokoju. Nie było możliwości poprawek więc założyliśmy opaski na oczy, które na szczęście zdały egzamin i żadne światło do naszych źrenic nie dochodziło. Niestety okazało się, że bez rozmów jest ciężko i troszeczkę porozmawialiśmy na różne duchowe głównie tematy. Potem pierwsza kąpiel po ciemku, przejście po ciemnym pokoju, potem korytarzu i wejście do łazienki. Wszystko po omacku, ale daliśmy radę. Okazało się to dużo łatwiejsze niż się wydawało. Następnie wyciągniecie z lodówki poporcjowanego jedzenia. Później cisza .Próbowaliśmy medytować z zatyczkami w uszach chociaż i tak z racji tego, że mieszkamy w dość cichym miejscu w zasadzie żadne hałasy nie dochodziły. I czekanie na budzik. Nastawiliśmy budzik aby codziennie dzwonił o 10.44 i 22.44. Wreszcie JEST SYGNAŁ A WIEC WIEMY ZE PIERWSZE PÓŁ DOBY ZA NAMI, TE NAJŁATWIEJSZE :).Pojawia się pierwszy problem. Otóż na dworze musi być naprawdę ciepło, bo w pokoju zaczyna nam brakować powietrza. Szyby są szczelnie obklejone i po prostu za dużo dwutlenku węgla gromadzi się w pokoju. Otwieramy drzwi na korytarz, a także drzwi do kuchni i łazienki. Jest lepiej ale dalej zbyt duszno. Wpada mi do głowy, że trzeba znaleźć nasz mały wentylator. Emilka zastanawia się gdzie  on może być i wymienia 4 potencjalne miejsca. Od razu przychodzi mi na myśl ze jest w miejscu nr.3 i  okazuje się ze rzeczywiście tam był. Po włączeniu go od razu lepiej się oddycha. Cała ta pierwsza doba upłynęła nam pod znakiem snu, krótkich pobudek i znowu snu. Sny były znów oczyszczające i wskazujące mi gdzie mam skierować swą uwagę. Było trochę rozmów i zadowolenie, że nie ma żadnych okropnych wizji , żadnych dużych lęków. Noc tez minęła spokojnie z tym, zauważyłem  jednak, że już nie pamiętam wszystkich snów co mnie lekko  zdziwiło.

18.04

Rano jak tylko zobaczyłem prześwit w workach na śmieci :) założyłem opaskę na oczy. Musiało być około 6.00,. Emilka też się obudziła , chwilkę porozmawialiśmy. Następnie Emilka poszła na korytarz ćwiczyć jogę kundalini, której to praktyki nie zaprzestała nawet w dark roomie :) a ja po porannej toalecie przystąpiłem do medytacji i czekania jak zwykle na budzik oznaczający 10.44. Tak a propo  dźwięk budzika a właściwie czekanie na niego, stanowił w tym pozbawionym bodźców świecie nie lada atrakcję :) . Medytacja nie udawała mi się za bardzo, bo ciągle przychodziły różne myśli do głowy i świadomość, że muszę tu spędzić jeszcze kilka dni. Umysł mówił - zrezygnuj, daj sobie spokój, po co ci to. Zaczynam oddychać równo i miarowo i znów myśli. Daj sobie spokój, ciekawe co tam się dzieje na zewnątrz, o kurcze, a przegląd sportowy? Nie przeczytasz go?! Przecież zawsze czytasz! Wstań i kup! Oddech miarowy i równy, wdech i wydech przywołuję wyższe ja. Ciekawe co robi teraz Aurelka moja córeczka, pewnie skacze na trampolinie;) Nie za wcześnie przecież budzik nie dzwonił, pewnie jest dopiero 8 godzina. W końcu zasypiam i budzi mnie dźwięk budzika. 10.44 :) TO JUŻ WIEM KTÓRA GODZINA. Emilka medytuje obok w łóżku lub śpi, nie wiem. Zabieram się wiec za medytację. Tym razem wychodzi mi doskonale, wchodzę w głęboki stan, który trwa dość długo. Zauważam,  że ciemność i brak dźwięków pozwala mi się bardziej skupić i wyciszyć. W ciągu dnia przychodzą do głowy różne zdarzenia mojego życia, dzieciństwo, życie młodzieńca a później lata dorosłe. Pojawiają się przed oczami sceny, które dawno zapomniałem. Okazuje się skąd u mnie mały ale jednak lęk przed ciemnością. Wiem skąd pochodzi, już wiem. Całe moje życie zaczyna rozgrywać się w urywanych i zmieniających się scenach. Trwa to długo. W końcu wychodzę z tego stanu. Nie wiem która godzina, nie wiem czy na dworze ciepło czy zimno. I znów próbuje wejść w medytację, ale nic z tego. Znów tysiące myśli, więc zaczynam rozmawiać z Emilką .Czekamy na budzik, na 22.44. W międzyczasie Emilka znów ćwiczy jogę,   a ja się meczę. Znów sceny z życia stają przed oczami, tym razem wszystkie moje podróże. Było ich mnóstwo bo podróże to moja pasja wiec czas do dźwięku budzika został zabity. Wreszcie jest. 22.44 :). Można  iść spać. Niestety łatwo powiedzieć . Do tej pory nigdy nie miałem problemów ze snem i zasypiałem w zasadzie na zawołanie. Jednak 5 godzin snu na dobę to moja norma. Więcej mi nie trzeba. Tu spałem dużo więcej i akurat tej nocy sen długo nie przychodził. Po kilku godzinach wspominania podróży chyba przy wycieczce w góry Atlas sen wreszcie przyszedł :)


19.04

Budzę się rano jak zwykle kilka godzin przed budzikiem. Nie pamiętam za wiele snów. Tylko 3 bardzo wymowne i zrozumiałe dla mnie. Emilka jeszcze śpi, ale za chwilę tez się budzi. Przychodzi mi pierwsza myl, ze jutro wychodzę, ze wystarczy,  więc mówię o tym Emilce. Nie chce wychodzić, chce być tu do końca, czuje się tu bardzo dobrze, wypoczywa , ma czas dla siebie. Przyjmuje jej słowa ze zdziwieniem :) ale rozumiem to. Wiem ze dziś wraz z wieczornym budzikiem minie 3 doba i zgodnie z podręcznikiem przejdziemy z fazy melatoninowej czyli fazy jawy sennej w fazę pinolinową, gdzie powinny się zacząć pierwsze podróże astralne. Poniżej opis techniczny aktywacji szyszynki:

dni 1 – 3 faza melatoninowa
faza sennej jawy

dni 3 – 5 faza pinolinowa
Pierwsze wizje ; podróże astralne

dni 6 – 8 faza 5 - Meo – DMT
Otwiera się powoli wewnętrzne widzenie ; wzmaga telepatia i intuicja

dni 9 - 12 faza DMT
Wizje wzmagają się, otwiera się percepcja alternatywnych światów i równoległych rzeczywistości. Niektórzy mówią o widzeniu podczerwieni i ultrafioletu w tym stanie.
Zmniejsza się zapotrzebowanie na sen ; łatwo przychodzi joga snu (czyli medytacja z zachowaniem ciągłej świadomości).  To wtedy obrazy z głowy zaczynają wykraczać poza granice czaszki w dosłownym tego słowa znaczeniu. To miejsce, w którym spełniają się sny - natychmiast...


Na to czekam jednak wiem też, że rozmowy które prowadzimy mogą zaburzyć lub opóźnić tą fazę. Dziś na budzik czekam dłużej niż zwykle,  aż przychodzą myśl, że być może zepsuł się zegarek. W końcu jest, zadzwonił! Poranna toaleta, śniadanie, choć jeść się mi wcale nie chce, ale jem z nudów. Próbuję medytować ,ale nie wychodzi, dziś czas dłuży się niemiłosiernie. Zauważam, że od wejścia do dark roomu mam ból gardła, co wcześniej od kilkunastu lat mi się nie zdarzało. Postanawiam wykorzystać 9 kroków Boskiej Matrycy do zlikwidowania bólu gardła. Myślę, że w takim stanie koncentracji powinno się udać dość szybko. Dla przypomnienia podaje poniżej 9 prostych kroków BM:

Oto 9 kroków komunikacji z Boską Matrycą Światła:


 1.należy znaleźć się w miejscu spokojnym, harmonijnym, czystym i uzyskać spokój umysłu,

2/.nawiązać kontakt ze swoim sercem i aktywować dobre uczucia,

3.najpierw wyrazić podziw i miłość dla Boga/ Natury/Absolutu,

4.potem wyrazić wdzięczność za dar życia, za codzienne cuda, opiekę i możliwości rozwoju,

 5.wyrazić swe życzenie/marzenie/cel jako prośbę krótkimi, rytmicznymi zdaniami,

 6.wyrazić swe życzenie/marzenie/cel jako wizję spełnionego rezultatu,

7.wyrazić to jeszcze raz słowami w trybie dokonanym, jakby już zaistniało,

8.wyrazić żarliwą wiarę w urzeczywistnienie zgodne z najwyższym dobrem,

 9.podziękować wielokrotnie i szczerze, z głębi wdzięcznego serca.
Zastosowanie tych punktów zajęło mi tylko około 10 minut, przewróciłem się na bok i… o dziwo nie mam bólu gardła! Zadziałało błyskawicznie! Ból gardła już nie powrócił.  Widząc jak niesamowicie działa BM  w warunkach dark roomu,  zacząłem stosować 9 kroków na inne rzeczy, które od dawna mnie nurtują. Czy zadziałało  dopiero się okaże, ale poczułem że jest inaczej niż zwykle bo np. uczucie wdzięczności do Źródła było wszechpotężne i wzniosłe. Po przeprowadzeniu medytacji BM znów zaczęła doskwierać nuda i zaczęły się myśli. Wyjdź już, wystarczy i tak wytrzymałeś prawie 3 dni itd. Ciekawe jak wynik meczu Widzew-Piast i Korona- Górnik? O kurczę jak wyjdę trzeba zrobić i wysłać pity, zamówić zioła, pooddzwaniać do ludzi, kupa pracy przede mną. Po pewnym czasie w półśnie przyszła informacja : Jezus medytował w pieczarze odciętej od świata  dźwięków i światła przez 12 dni i dopiero wtedy zaktywował swą szyszynkę, energię kundalini oraz połączył się Źródłem, stając się nieuchwytny dla władców matriksa. Ty nie jesteś  gotowy obecnie na coś takiego. Jeszcze nie teraz.  Zaktywujesz szyszynkę w około  25 procentach i to na początek wystarczy. Budzę się, mówię o tym Emilce i postanawiam już na pewno, że jak nic spektakularnego nie wydarzy się jutro wychodzę. Czas dłużył się niemiłosiernie, jawa zaczęła mieszać się ze snem. Emilka poszła na korytarz ćwiczyć jogę, wiec wstałem coś zjeść z nudów. Posiedziałem trochę w kuchni, w tym czasie Emilka skończyła ćwiczenia i kiedy wróciłem po omacku do pokoju, już spała. Znów czekanie na budzik, który nie chciał dzwonić, setki myśli , próbuje wejść w medytację, ale bez skutku W końcu zadzwonił -22.44. Zaczynała się noc,  dla mnie pełna myśli, męczenia się, bo niestety nie mogłem zasnąć. Emilka spała natomiast w najlepsze, zmęczona wyczerpującymi ćwiczeniami kundalini jogi, a ja znów przeglądałem swoje życie. Wyszło wszystko co jeszcze było ukryte, przyszedł też sen na może 2 godzinki, ale ogólnie byłem totalnie zmęczony choć czułem się oczyszczony z wszystkich blokad. Rano kiedy pojawiły się pierwsze oznaki prześwitującego światła, jak zwykle założyłem opaskę i próbowałem zrobić poranną medytację. Tym razem bez problemu osiągnąłem stan alfa i w tym stanie przyszła informacja, że zrobiłem już co mogłem i mogę opuścić dark room. Postanowiłem poczekać jednak jeszcze trochę. Emilka budzi się , więć powiedziałem jej co zamierzam. Na początku oznajmiła, że zostanie jeszcze przez dzisiejszy dzień, może do jutra i wyjdzie rano jeżeli nic się wielkiego nie zadzieje. Przyszedł sen i zacząłem odsypiać nieprzespaną noc. Po obudzeniu przyszła refleksja co dało mi te niespełna 4 dni ciemności. Otóż czuję się oczyszczony z lęków i blokad, które jeszcze gdzieś tam dawały wcześniej o sobie znać. Mam tez świadomość, że tych blokad było bardzo mało, że dobrze wykonałem pracę duchową we wcześniejszych etapach swojego życia i niewiele już zostało do oczyszczania. Poczułem też co chcę dalej robić, przyszły nowe pomysły, nowe wyzwania, poczułem dużą pewność siebie i przekonanie że osiągnę to co chcę. Jest tez poczucie jeszcze większej jedności i miłości do Emilki, choć wydawało się, że większa już być nie może. W pewnym momencie takiego rozmyślania przychodzi decyzja, że wychodzę za chwile, ale to Emilka pierwsza o tym mówi! :)  Padają jej zaskakujące słowa: wychodzimy ! A wiec następuje ta chwila, otwieramy drzwi do dużego nieużywanego od kilku dni pokoju i uderza w nas wieli blask. Oczy troszkę pieką, pojawia się lekki światłowstręt , ale o dziwo szybko dochodzimy do normalnego widzenia. Okazało się, że wyszliśmy o godzinie 10.33.  Widzenie nie jest jednak takie do końca normalne, bo wszystko wydaje się mieć żywsze kolory, wyraziste kontury i jest bardziej ładne. Pojawiają się dziwne zawirowania w polu widzenia. Po godzinie postanawiamy wyjść na miasto bo jest piękna pogoda. Jesteśmy w euforii, teraz świat, matriks wydaje się taki piękny :) . Po wyjściu na dwór mocno razi słońce ale daję rade. Przychodzi coś w rodzaju mdłości i dziwnych odczuć,  że ten świat chociaż taki piękny, kolorowy i wyraźny jest jedną wielką iluzją.




2 komentarze:

  1. Niesamowite.... chciałabym tego doświadczyć ale to trudne zadanie i nie wiem czy dałabym radę...podziwiam Was, Ciebie Tomku i Twoja Emilkę <3. Dziękuję za to, że dzielicie się wszystkim <3

    OdpowiedzUsuń

Książka "12 Praw Ciszy"

Książka "12 Praw Ciszy" wybrane fragmenty: Era Wodnika stanowi bramę prowadzącą nas do duchowego mistrzostwa, do innej rzec...