wtorek, 19 czerwca 2012

ŻYJ BEZ POCZUCIA WINY






Żyj bez Poczucia Winy
W jaki sposób uwolnić się od blokad, które powstrzymują twoje naturalne Ja
Burt Harding

tłumaczenie z jęz.angielskiego Emilka Wróblewska-Ćwiek

Wprowadzenie

Tekst, który za chwilę przeczytasz, może pomóc w oczyszczeniu wielu uporczywych lęków i zahamowań, prześladujących większość ludzi. Artykuł ten powstał jako odpowiedz na emaile, które otrzymałem, a które sprawiły, ze poczułem iż musi on zostać napisany. Istnieje wiele typów ludzi poszukujących, którzy maja poczucie, ze jest coś do odkrycia, jednak czują również, ze coś ich blokuje uniemożliwiając im odnalezienie tego.

Mamy typ „ziemskiego poszukiwacza”, który wierzy, ze świat może go obdarzyć szczęściem, jeżeli tylko uda mu się znaleźć właściwego partnera, osiągnąć sukces lub zdobyć władzę. Mamy również typ „poszukiwacza duchowego”, który od wielu lat dąży do oświecenia. Przeciętny email od tego typu poszukującego brzmi mniej więcej tak: „ Poszukuję od ponad 20 lat, wiele przeczytałem, odbyłem wiele praktyk, wysłuchałem nauk wielu mistrzów, jednak wciąż mam problemy z wdrożeniem tej wiedzy w życie.

Wszystko, co chcę poznać to moja prawdziwa natura.” Mamy również poszukujących, którzy chcą się uwolnić od lęków i emocjonalnego ciała bolesnego.

Takich ludzi jest w naszym społeczeństwie mnóstwo. „Bol” dopada ich rano zaraz po przebudzeniu, gdy ponuro witają nadchodzący dzień.

Trudno do nich dotrzeć, ponieważ noszą w sobie głębokie pokłady poczucia winy, co sprawia, że stawiają opór nawet temu, co mogłoby im pomóc. Wołają o pomoc, lecz gdy ta jest im oferowana, sabotują ją.

 Mamy również typ intelektualisty, który wierzy, że poznał Prawdę, jak np. entuzjaści Advaity , którzy jednak w życiu codziennym odczuwają brak głębi a nawet smutek. Wciąż jednak wierzą, że pojęta umysłem informacja jest równoznaczna z doświadczeniem Prawdy.

 Z drugiej strony mamy typ „człowieka religijnego”, który wierzy, że odnalazł prawdę, jednak wciąż żyje w lęku przed kara za grzechy.

Dla tych ludzi, Prawda jest czymś zewnętrznym, czymś, co należy zdobyć. Mogą twierdzić, ze wiedza o tym, ale nie potrafią tym żyć. Nieuświadomiona Wina Nasuwa się pytanie: skoro prawda jest naszym naturalnym stanem, dlaczego tak trudno jest nią żyć?

Odpowiedź jest prosta: powoduje to nieuświadomiona wina! Czym wiec jest nieuświadomiona wina? Jest nią owo delikatne lub silne poczucie, ze cos jest z nami nie w porządku.

Może to być poczucie, że jesteś nie dość dobry, lub poczucie, że robisz cos źle, nie wiedząc nawet o tym. Może to być poczucie, że czegoś ci brakuje i próbujesz odkryć, co to jest. Możesz odczuwać strach, o którym tyle mówił Jung. Pierwotnym źródłem poczucia winy jest wiara, że jesteś odrębną istotą, co powoduje, że czujesz się wyobcowany, samotny i sam jak palec.

Ten lek może nie być tak oczywisty dla osób, które sprawiają wrażenie imprezowiczów i wydają się być tacy żywotni. Ten dokuczliwy dyskomfort pogłębiają jeszcze powinności, narzucane nam przez społeczeństwo, czy to w osobach rodziców, czy to pod postacią norm religijnych lub kulturowych, czy to narzucane samemu sobie.

Pamiętajmy oczywiście, ze potrzebujemy przestrzegać zasad porządku społecznego, by żyć w zgodzie ze sobą nawzajem.

Rozważmy niektóre szkodliwe przekonania dotyczące naszego Naturalnego Stanu (Jaźni). Jako dzieci, bombardowani jesteśmy nakazami i zakazami, bez związku z tym, co jest właściwe a co nie. Pewnego razu dawałem wykład dużej grupie ludzi i jako że większość z nich stanowiły kobiety, zadałem pytanie: „Jak wiele z was miałoby poczucie winy, wychodząc z domu, nie umywszy naczyń, nie pościeliwszy lóżka”.

Wierzcie lub nie- większość osób podniosła rękę. To było 16 lat temu. Nakazy i zakazy, które odebraliśmy od kochających i pełnych zrozumienia rodziców, mają większą moc niż napomknienia pełne gróźb i gniewu.

Spotkałem tak wiele kobiet i mężczyzn panicznie przerażonych perspektywą uwolnienia się od swych kulturalnych i religijnych przekonań, pomimo że tłumiły one ich prawdziwą naturę, którą jest wolność.

Religia, która z założenia powinna być wielkim pocieszeniem niesionym przez przebudzoną miłość, jest tego całkowitym przeciwieństwem. Przekonałem się, że tradycyjna religia jest najbardziej podstępną bronią wymierzoną przeciw wolności i prawdziwej bezwarunkowej miłości.

Gdy byłem młodszy, często słyszałem rodziców dręczących psychicznie swoje dziecko słowami: „Bóg cię pokarze, jeżeli będziesz się w ten sposób zachowywać”.

Najbardziej przerażająca jednak dla młodego, wrażliwego umysłu jest wiara w piekło, której nauczają ludzie o tzw. dobrych intencjach.

Nacisk na grzech jest tu znacznie silniejszy niż na miłość i wybaczenie. Spotkałem wiele osób latami cierpiących na łuszczycę, która wywołana była poczuciem winy. Byli tak stłamszeni, ze nie mieli w ogóle kontaktu ze swoimi prawdziwymi uczuciami. Kilka lat temu pracowałem w Toronto z kobietą, która rozczarowana religijnym wychowaniem, które odebrała, zaczęła czytać metafizyczna literaturę.

Tak się rozchorowała po tym, jak zaczęła czytać te książki z dziedziny New Age, ze musiała przejść dwie operacje. Odkryliśmy, ze za jej chorobę odpowiedzialne było silne poczucie winy związane z tym, ze odeszła od swojego kościoła.

 Gdy wykładałem na UBC, poznałem dwóch psychologów, którzy przysiedli się do mnie w porze lunchu. Ich rozmowa toczyła się wokół tematu „winy” a wniosek, który z niej wysnuli był taki, ze religia, jak nic innego, jest odpowiedzialna za większość kompleksów związanych z poczuciem winy.

 Wina powoduje błędne koło oporu. Oto dla przykładu e-mail, który niedawno odebrałem: „emocjonalny ból jest tak wielki, że czuje jakby moja klatka piersiowa zapadała się zmieniając w ciemną jaskinię. Prowadzi on często do myśli o ucieczce w samobójstwo- więcej oporu.

To sprawia, że zastanawiam się nad tym, czy kiedykolwiek na końcu tego tunelu pojawi się światło- więcej oporu. A to sprawia, że nienawidzę siebie za niszczenie mojej duszy tak bardzo - więcej oporu". Wina tworzy potrzebę stawiania oporu wszystkiemu, co może uleczyć ten „problem”, po prostu dlatego, ze wina zawsze, zawsze domaga się kary. Pojawia się poczucie, ze nie zasługujemy na miłość i uzdrowienie naszych leków.

Wina nie tylko tworzy projekcje i obwinianie innych, lecz powoduje, że stawiamy opór wybaczeniu, aby moc dalej karać samego siebie. Szukamy dla niej uzasadnień po to, by ego mogło nadal wciągać nas w swoją dołującą spiralę. Jednak strona „winna” ma wielka trudność z wyraźnym zobaczeniem, jak bardzo sama siebie niszczy.

Wina blokuje jakąkolwiek możliwość wytchnienia od sprawy, przed która chcesz uciec.

To błędne koło, które znamy pod pojęciem winy, jest sprawcą całego ludzkiego emocjonalnego cierpienia.

Gdy przychodzi do mnie osoba z silnym poczuciem winy, najczęściej nie chce się od niego uwolnić , pomimo że pokazuję jej, jak to zrobić- jest bowiem podświadomie przekonana o tym, ze nie zasługuje na uzdrowienie.

Następnie zastanawia się nad tym, dlaczego nie zdrowieje, lecz, gdy powiem jej, że tak naprawdę nie chce wyzdrowieć, będzie używała tego jako pretekstu, by się dalej obwiniać.

Jest to błędne koło winy.

 Jak uzdrowić winę Pierwszym krokiem w uwalnianiu się od winy jest przyznanie, że sami ja wybraliśmy jako tarcze przeciwko światu i samemu sobie.

Wina jest nieświadomym wyborem. Nie jest ci ona nieodwołalnie narzucona przez innych, lecz przez samego ciebie poprzez „kupowanie jej” z obawy przed byciem sobą i wolnością.

Czujesz, że nie zasługujesz na to, co najlepsze. Może ona być oczywiście uwarunkowana poprzez sposób, w jaki byleś wychowany, jednak pomimo to, sam ją wybrałeś poprzez swoje myśli a nawet rozkoszowanie się nią.

 Teraz rodzi się następne pytanie: „ a co, jeżeli wychowywany byłem w cieplej i pełnej miłości atmosferze, wolnej od religijnego podejścia i mimo to czuje w swym wnętrzu te posępność i głęboki smutek?

W takim przypadku, istnieje szansa, ze miałeś w którymś z poprzednich wcieleń traumatyczne doświadczenie, które jest wciąż zapisane w twojej pamięci komórkowej.

Nie zamierzam przekonywać cię, że poprzednie wcielenia są prawda, ponieważ temat ten jest zbyt obszerny jak na te broszurę. Jeżeli chcesz go zgłębiać, istnieje wiele kursów, w których możesz wziąć udział a biblioteki pełne są godnych polecenia książek szanowanych autorów.

 Wielu entuzjastów Advaity powie ci, że poprzednie wcielenia nie istnieją. Jeśli mówią tak bazując na swym bezpośrednim, wewnętrznym doświadczeniu, przyznam im rację, ponieważ istnieje tylko wieczne TERAZ.

Odnaleźli JEDNO życie ponad ciałem ( a jednak w ciele). Jednakże, jeżeli istnieje tylko wieczne, bezczasowe TERAZ, wówczas nie żyjemy tutaj naszym życiem…istnieje tylko jedno, nieśmiertelne, wieczne, bezczasowe TERAZ.

Jeżeli tego nie pojmujesz, jest to zrozumiałe.

, nie udawaj, że wiesz, tylko dlatego, że o tym przeczytałeś. Jeżeli w dalszym ciągu wierzysz (jak ponad 90% populacji), że jesteś osobą, żyjącą tym życiem, wówczas poprzednie życia również są dla ciebie prawdą.

Francuzki filozof Voltaire zauważył, ze „Nie jest bardziej zaskakujące narodzić się dwa razy niż raz”.

Przeslaniem Buddy była Nirwana, czyli całkowite uwolnienie się z kola narodzin i śmierci, by pozostawać w Domu (naszym prawdziwym, odwiecznym Domu).

Jezus również nauczał o reinkarnacji. Nauka ta zachowała się we wcześniejszych stadiach kościoła. W tamtym czasie św. Augustyn powiedział: „ Czyż nie żyłem w innym ciele, lub w innym miejscu, zanim znalazłem się w łonie mojej matki?”.

W roku 600 gnostyccy wyznawcy Jezusa sprzeciwili się usunięciu nauki o reinkarnacji ze swoich doktryn, za co spotkały ich prześladowania oraz śmierć. Ich biblioteki zostały spalone i dołożono wszelkich wysiłków, by je zniszczyć. Jednakże, nieliczne gnostyckie nauki zostały odnalezione.

 Poczucie winy jest tym, co zmusza nas do ciągłej reinkarnacji, do czasu gdy odkryjemy wieczną, ponadczasową krainę TERAZ. Jednakże do tego czasu, bądźmy praktyczni i radźmy sobie z emocjonalnym bólem, wywołanym przez poczucie winy, którego doświadczanie wybieramy, mimo iż nieświadomie, w naszym codziennym życiu.

Celem tej broszurki jest uświadomienie tobie, co sobie nieświadomie kreujesz swoimi myślami i ciągłym stawianiem oporu wolności. A oto coś wartego zgłębienia: „ Za każdym razem, gdy złapiesz się na myśli: ‘chcę być wolny’, lub: ‘chcę wyzdrowieć’ – wówczas, nie ma żadnego problemu i zdrowiejesz.

To wszystko jest bardzo proste- po prostu przestań sam siebie karać poprzez stawianie oporu. Gdy ktoś pisze mi w e-mailu: „ Naprawdę chcę być wolny i przebudzony”, wówczas słyszę kogoś, kto chce uniknąć bólu i żyć w pokoju, pozostając takim , jakim jest ze swym pełnym, nienaruszonym ego.

Zaakceptuj życie takim, jakie jest i zobacz jasno, ze dualność to nie dwie, oddzielne rzeczy, stanowiące swoje przeciwieństwa, lecz dwie strony, które się wzajemnie uzupełniają.

Pewnego razu podczas satsangu, zadałem pytanie: „Co byście woleli: szczęście, czy nieszczęście?”. Większość przyznała, ze wolałaby szczęście. Zadałem to podchwytliwe pytanie, by podkreślić ważny aspekt dotyczący prawdziwego, wolnego życia, który większości ludzi umyka. Chodzi o to, ze dopóki unikasz nieszczęścia, dopóty będziesz je do siebie przyciągał.

Wyzwolona, przebudzona istota nie troszczy się bardziej o jedna stronę niż druga, ponieważ one obie nie wywierają na nią wpływu. Istota ta „po prostu jest” i dlatego nie jest ani niewolnikiem szczęścia, ani nieszczęścia.

Szczęście jest naturalnym stanem istnienia wtedy, i tylko wtedy, gdy nie staramy się pozbyć swojego nieszczęścia. Zdrowa i zrównoważona, przebudzona istota bierze życie, jakim jest tu i teraz.

Nie próbuje ona niczego zmienić, niczego zdobyć, niczego polepszyć, a nawet niczego się nauczyć- po prostu obserwuje to, co istnieje i automatycznie, bez wysiłku się od tego uczy. Jej oko jest zawsze skierowane na Bycie.

Cala jej uwaga skoncentrowana jest na Byciu Obecną w „tu i teraz”.

Opor pogłębiamy winą, poprzez próby uwolnienia się od bólu i znalezienia pokoju i szczęścia.

To nigdy nie zadziała.

To nigdy nie zadziała, ponieważ nie ma nic złego w nieszczęściu, czy emocjonalnym bólu. Stanowią one po prostu opór sam w sobie. Rozumiesz?

 A co, jeśli zaakceptowałbyś w pełni, że istnieje tylko to, co jest i jeżeli nazwiesz to cierpieniem, będzie nim. Jeżeli cierpisz, jest to twój wybór, ponieważ stawiasz opór.

Jeżeli nie stawiasz oporu cierpieniu, gdzie ono się wówczas podziewa?

Wiele lat zajęło mi zrozumienie, że nie istniał nigdy żaden problem, poza tym, czemu stawiałem opór. Kolejnym bonusem, który zyskujesz, gdy uwalniasz się od poczucia winy, jest wolność od leku przed śmiercią.

Cos magicznego dzieje się w chwili, gdy naprawdę zaczynasz mierzyć się ze swoim poczuciem winy.

Po pierwsze uznajmy, że sami je wybraliśmy nieważne, że nieświadomie czy pośrednio. Po drugie, powtarzajmy to zdanie do czasu, gdy wryje nam się w pamięć : „nie ma drogi wyjścia, jest tylko droga poprzez”.

 Innymi słowy, nie możesz pozbyć się winy, nie możesz się jej opierać, nie pogłębiając jej, nie możesz się nią rozkoszować, nie możesz jej nawet zignorować, jednak możesz przez nią przejść.


Możesz przebrnąć przez winę, stosując się do poniższych kroków:


1) Przyznaj, że sam wybrałeś poczucie winy jako sposób samoobrony. Oznacza to, że gdy stwierdzasz, ze świat uwziął się na ciebie , wówczas poczucie winy jest stosowanym przez ciebie pretekstem, by usprawiedliwić opor, jaki stawiasz wolności. Ego uwielbia wymówki, ponieważ boi się swojej śmierci.

 2) Przechodź przez poczucie winy, rozpoznając jakiego typu jest to uczucie. Możesz się tu odnieść do mojej bezpłatnej broszurki, zatytułowanej: „ Przebudzenie do miłości i wolności”, strony od 6-9. Możesz poprosić o nią w mailu, wówczas zostanie ci ona wysłana w PDF.

 3) Usiądź ze swoim poczuciem winy, zamknij oczy i scentruj uwagę na punkcie pomiędzy brwiami, tak, jak gdybyś chciał zajrzeć do wnętrza swojej głowy. Aktywuje to gruczoł szyszynki, zwany „trzecim okiem ze światła”.

 4) Zlokalizuj, gdzie w ciele (nieważne- delikatnie, czy mocno) odczuwasz swoje poczucie winy i pozwól, by przemieściło się ono ze swojej pozycji wyjściowej. Będzie się przemieszczać samo z siebie, gdy będziesz je po prostu obserwować. Nadaj mu kształt i kolor. Zrelaksuj się i odczuwaj, nieważne, jak nieprzyjemne może to być dla ciebie.

 5) Po kilku minutach odpręż się jeszcze bardziej i obserwuj jak kształty i kolory stają się coraz bardziej płynne.

 6) Teraz powiedz sobie, że to puszczasz (wybaczasz), rozumiejąc, że było to od początku do końca wytworem twojego umysłu, który identyfikował się z przeszłością. Wybaczenie jest tak naprawdę wybaczeniem kwantowym, ponieważ nie istnieje tak naprawdę nic, co trzeba by było wybaczyć.

 Czyn to, co opisane powyżej zawsze, gdy tylko dopadnie cię poczucie winy ( strach, depresja, wstyd, obawa, etc). Jeśli bol się utrzymuje po upływie kilku tygodni, wówczas wykonaj całość w pozycji leżącej i sprawdź, jakie wspomnienia przychodzą ci na myśl, jako przyczyna tego uczucia.

Mogą się pojawić wspomnienia z poprzednich inkarnacji. Pamiętaj, że te obrazy (pamięć komórkowa) nigdy nie opuszczają twojej podświadomości. Jeżeli aktywowanie obrazów, dotyczących przyczyny zaistnienia twojego poczucia winy, sprawia ci trudność, istnieje szansa, ze jesteś bardzo przytłamszony i możesz potrzebować regresji hipnotycznej.

 W ostatnim słowie na rzecz duchowej samorealizacji powiem: „ze chodzi tu o kwantowe wybaczanie!” Zacznij od zwracania uwagi na swoje myśli i gdy tylko złapiesz się na osądzaniu innych ( lub samego siebie), zatrzymaj się na moment, wykonaj głęboki oddech i powiedz: „Istnieje tylko Duch a wszystko inne, co postrzegam swoim umysłem, sam wykreowałem.

Pozwalam temu odejść”.








czwartek, 14 czerwca 2012

ODPOWIEDZIĄ JEST MIŁOŚĆ









Odpowiedzią jest Miłość
(o dzieciach)



Emilka Wróblewska-Ćwiek


Nasze czasy są przepiękne i fascynujące ze względu na magię transformacji, która się dokonuje, obejmując sobą wszystkie dziedziny życia. Możność doświadczenia lub obserwacji przemiany, której dokonuje Miłość jest fascynująca. To jakby Niebo uchylało nam wreszcie, po tak długim czasie, bramę do poznania swych tajemnic, to jak dotyk Anioła sprawiający, ze twarze żyjących i cierpiących dotąd istot, zaczynają jaśnieć szczęściem, ukazując nam piękno, które kryją w sobie. Jedną z takich magicznych przemian jest transformacja relacji rodzic- dziecko. Przez bardzo długi okres czasu spętani byliśmy odgrywając zarówno role rodzica, jak i dziecka, więzami umysłu. Schwytani w jego sieć, nie byliśmy w stanie się wyzwolić, by poczuć, co jest istotne, co jest najważniejsze w tych relacjach; by poczuć, jak wielkim prezentem zostaliśmy obdarowani, mogąc być ze sobą i się nawzajem od siebie uczyć.
Nie wiedząc kim jesteśmy, nie wiedząc, czym jest Miłość, nie byliśmy w stanie obdarować nią swych najbliższych. Przez długi czas wychowywaliśmy dzieci, kierując się przeświadczeniem, ze ponieważ są one małe, zależne od nas i niedoświadczone, powinny nas słuchać, okazując nam bezwzględne posłuszeństwo. Termin „władza rodzicielska” najlepiej określa rodzaj relacji, jaki panował pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Nie ufaliśmy naturze, uważaliśmy, ze Matkę Ziemię mamy uczynić sobie podległą. Wydawało nam się, ze umysł ludzki jest tak wielką potęga, ze rozpracuje wszystkie prawa natury i narzuci jej swoje zasady. Nasze umysły tak pełne były hałasu spowodowanego natłokiem kłębiących się w nich myśli i idei, ze nie potrafiły słuchać. Słuchać głosu intuicji, głosu serca, głosu Natury, głosu uczuć. Nie potrafiliśmy słuchać swojej intuicji, swojego serca, swojej natury, swoich uczuć. Nie mieliśmy kontaktu, z najbardziej żywotną, spontaniczną, radosną i twórczą częścią siebie. Została ona zdławiona w zarodku przez naszych rodziców , kościół, system edukacji, ponieważ tylko to, co uporządkowane, racjonalne, logiczne, posłuszne zasadom umysłu miało prawo być, było właściwe. To co wolne, chaotyczne, spontaniczne, nieokiełznane, intuicyjne nie budziło zaufania, było niebezpieczne. Sztucznie odcięci od swej natury, wytresowani na racjonalność i posłuszeństwo, przekazywaliśmy te programy swoim dzieciom, a te swoim i tak koło cierpienia mogło się kręcić.
Dzisiaj, gdy docieramy do swojego wnętrza, do swej prawdziwej natury, odkrywamy, ze istotą każdego z nas jest Miłość i Dobro. Odchodzimy od tresury, od wychowywania metodą kija i marchewki, systemem kar i nagród na rzecz wsłuchiwania się w Miłość obecną w każdym działaniu zarówno naszym, jak i naszych dzieci.

 Wszystko jest Miłością, wszystko dzieje się z Miłości. Gdy już wiemy, ze istnieje plan duchowy, na którym umawiamy się z innymi duszami na wszystkie doświadczenia ,które nas spotykają po to, by nauczyć się i przypomnieć sobie, co to znaczy „kochać”, wprowadzamy harmonię w nasze relacje.

Do tej pory postrzegaliśmy świat dualistycznie, dzieląc zachowania na te dobre i te złe. Nagradzając dobre, tępiąc złe. Idea walki ze złem, która była obecna w naszym świecie tysiące lat, wprowadziła wojnę, którą każdy z nas toczył sam ze sobą, nienawidząc aspektów siebie, które uważał za złe.

Frustracja, niepokój wewnętrzny, brak harmonii, brak wewnętrznej spójności, nielubienie siebie, brak zaufania do siebie, brak poczucia własnej wartości, itd. itd.- wszystko to, cale to cierpienie, było owocem jednej jedynej idei: walki ze złem.

Walcząc ze złem w sobie, automatycznie zwalczaliśmy i tępiliśmy zło, które widzieliśmy w innych. Stąd tyle w naszych relacjach zadawanych sobie nawzajem ran. Przecież gdy ktoś tępi obecne we mnie zło, tak naprawdę nie akceptuje mnie, nie kocha takiego jakim jestem, nie daje mi przestrzeni na bycie sobą i popełnianie swoich błędów.

Czuje się atakowany i bronię się poprzez atak. Oczywiście tylko dopóki nie nauczę się kochać samego siebie. Miłość zmienia perspektywę spojrzenia, pozwala nam nie traktować ataku osobiście, zmienia otaczający nas świat i poprzez akceptację, mimochodem zmienia otaczających nas ludzi.
Jesteśmy Jednością
Jak nauczają nas wielcy nauczyciele rozwoju duchowego, wszyscy jesteśmy połączeni, jesteśmy Jednością . Oznacza to, ze istnieje jedna Istota, jedno „Ja”, w którym wszyscy uczestniczymy, którym jesteśmy. Tu w trzecim wymiarze, stworzona została iluzja oddzielenia i odrębności. Wydaje nam się, iż „ja „ jestem kimś innym niż „ty”. Gdy uświadomię sobie, że każdy człowiek, który pojawia się na mojej ścieżce, jest aspektem mnie samego, zaczynam na głębokim poziomie rozumieć otaczającą mnie rzeczywistość.

Zasada Lustra
W naszym wszechświecie panują zasady odwzorowania i odbicia. Nasz wszechświat zbudowany jest z fraktalnych cząstek, wzorów, które powielają się w makro i mikroskali. Każdy człowiek, którego spotykam, wszystko, co w nim dostrzegam jest odbiciem moich przekonań, sposobu postrzegania rzeczywistości, nawyków, tego, co uzdrowione i nieuzdrowione we mnie. Jeżeli idę ulica i dostrzegam agresywnego człowieka, oznacza to, ze agresja jest we mnie. Jeżeli w moim świecie ciągle pojawiają się np. alkoholicy, pokazuje mi to jakiś aspekt uzależnienia w moim wnętrzu. Jeżeli ktoś okazuje mi brak szacunku, oznacza to, ze sam nie szanuje siebie. Jeżeli przed moimi oczami pojawia się obraz ubogiego czy głodnego człowieka, są we mnie obecne negatywne przeświadczenia dotyczące obfitości. Tworzę wszystko w moim świecie, nie istnieje nic, co nie jest mną, czego bym nie stworzył. Przeglądam się w drugim człowieku jak w lustrze. Jak mówi łacińskie przysłowie „amicus alter ego”, czyli „przyjaciel drugim ja”. Przyciągam do swojego świata ludzi, którzy są odzwierciedleniem moich cech, przeświadczeń, poglądów, zasad, problemów, ran, talentów, itd.

Trudne Dziecko
Dzieci, które do nas przychodzą są naturalnie odzwierciedleniem nas samych. Jeżeli przyszło do ciebie tzw. Trudne dziecko, krnąbrne, nieposłuszne, pełne złości, agresji, nienawiści, leniwe, itd. itd. jesteś wielkim szczęściarzem, otrzymałeś wspaniały dar, przybył do ciebie bowiem wielki nauczyciel bezwarunkowej miłości, co więcej przybyła do ciebie dusza, która kocha cię najbardziej na świecie. Dlaczego określasz to dziecko, jako „trudne”? Ponieważ nie potrafisz sobie z nim poradzić. Dlaczego nie potrafisz sobie z nim poradzić? Ponieważ odzwierciedla ci ono nieuzdrowione aspekty ciebie samego. Odzwierciedla ci te aspekty rzeczywistości, te aspekty ciebie, których nie kochasz, których nie akceptujesz, które oceniasz. Odzwierciedla ci twoje najskrytsze myśli o tobie samym, twoje słabości, twoje leki, twoje toksyczne przeświadczenia i nawyki. Dopóki nie uświadomisz sobie, jak wielki dar cię spotkał, jak bezcenne jest to doświadczenie, najczęściej traktujesz swoje dziecko jak wroga. Walczysz z nim, karzesz, krzyczysz, obwiniasz, obdarzasz epitetami, przyklejasz etykietki, wylewasz na nie kubeł pomyj. Czujesz się bezsilny, sfrustrowany, zniechęcony, wściekły, rozczarowany, masz dość „bachora”. Uświadom sobie teraz, jak wielka miłością i odwagą wykazała się dusza twojego dziecka, decydując się na wcielenie jako twój potomek i przyjęcie roli tego „złego”. Ile niechęci z twojej strony go spotkało, braku akceptacji, wrogości, złości.

Pomyśl sobie, jak bardzo twoje dziecko cię kocha, ze zdecydowało się pomóc ci w rozwoju i pokochaniu samego siebie. Poczuj wdzięczność za ten przepiękny dar miłości. Zobacz dobre cechy swojego dziecka, chwal każde najdrobniejsze pożądane przez ciebie zachowanie, okazuj dziecku wdzięczność.

Nie koduj go negatywnymi określeniami: „ty leniu!”, „jesteś kłamczuchem!”, „jesteś wredny”, itp. Dziecko będzie postępowało według etykietek, które mu przykleiłeś. „I tak wiem, ze serce masz złote”, „Ja też Cię bardzo kocham”, to zdania, które pomagają w konfliktowych sytuacjach. Czasami dziecko poprzez bunt testuje nasza miłość, sprawdza, czy gdy będzie niegrzeczne, również będziemy je kochali.

Miłość nie oznacza oczywiście, ze mamy dawać sobą poniewierać. Wytyczanie granic uczy dziecko miłości do nas. Największa nauka jednak nie odbywa się poprzez słowa. Odbywa się ona niewerbalnie.

Dziecko obserwuje nasze gesty, odczuwa energię, podświadomie odczytuje słabe punkty, programy, poziom miłości do samych siebie i nam to potem odzwierciedla. Ty i dziecko to jedno, pamiętaj o tym. Czy chciałbyś, by ktoś ciebie karał? Czy lubisz, gdy ktoś wymaga od ciebie posłuszeństwa?

Czy lubisz, jak ktoś na ciebie krzyczy? Poucza cię, prawi kazania, nie daje przestrzeni i prawa do popełniania błędów? Obwinia? Czy lubisz, jak ktoś traktuje cię poważnie? Liczy się z twoim zdaniem? Z twoimi potrzebami? Szanuje twoja wiedze?

Traktuje po partnersku? Okazuje zaufanie? Podziwia cię za to, jaki jesteś? Docenia Cię i akceptuje w tobie wszystko?

Rozwój
Bycie z dzieckiem to wspaniała możliwość rozwijania się. Ostatnio moja malutka córeczka, która uwielbiam, oblała mi wodą laptopa. Bardzo się zdenerwowałam, ponieważ laptop jest dla mnie jedną z najcenniejszych rzeczy. Krzyczałam wiec na nią dość długo, ze mnie nie słucha, ze tyle razy jej mowie, ze ma nie ruszać pięciolitrowej butelki z woda, ze ma uważać na laptopa i nie podchodzić do niego z napojami, itd.

Byłam wściekła. Tak zła, ze nie zareagowałam nawet na jej płacz i prośbę o przytulenie. Po dłuższej chwili ochłonęłam i zdałam sobie sprawę z tego, co robię i co czuje moja córeczka.

Jest ona bardzo żywym dzieckiem, pełnym miłości, kochanym, rozbrykanym. W jej główce, co chwila rodzą się nowe pomysły. Jest kreatywna, uwielbia się bawić, jest cudowna. A ja tak wrzeszczę, jakby laptop był ważniejszy od niej, jakbym jej nie kochała, jakbym sama nie stworzyła tej sytuacji.

Przecież ja sama przyciągnęłam do siebie te sytuacje, ona była tylko wykonawcą. Uświadomiłam sobie, ze ta sytuacja była po to, bym zrozumiała, ze nic nigdy nie jest ważniejsze niż okazywanie miłości ludziom wokół mnie.
Jesteśmy w 100 procentach autorami wszystkiego, czego doświadczamy w swoim życiu. Wszystko przychodzi na nasze zaproszenie. Jednak w życiu codziennym ciągle obwiniamy innych o to, co nam się przytrafia.

Ho’oponopono
To hawajskie słowo oznacza „powodować , właściwie postępować , naprawiać błąd.” Proces Ho’oponopono został odnaleziony i dostosowany do czasów współczesnych przez hawajska Kahunkę Morrnah Nalamaku Simeona.
Nasza osobowość utkana jest z wszystkich minionych doświadczeń, myśli, uczuć, słów i czynów. To, co spotyka nas w tzw. świecie zewnętrznym jest wierną kopią zapisów obecnych w naszym wnętrzu. Jesteśmy karmicznie powiązani ze wszystkimi ludźmi, którzy pojawiają się w naszej rzeczywistości; na najgłębszym poziomie wszyscy stanowimy jedność.

Naszym zadaniem jest oczyszczenie podświadomości ze wszystkich obecnych w niej, toksycznych zapisów, z całej naszej osobistej historii. Potrzebujemy dotrzeć do swej prawdziwej natury, którą jest Miłość, Jaźń. Ludzie, których spotykam na ścieżce pomagają mi zobaczyć obecne w moim wnętrzu niszczące myśli, poglądy, przeświadczenia, osądy, emocje.

Koncentrując na tych osobach swoja uwagę, wysyłając miłość i wybaczenie im oraz sobie, okazując wdzięczność, oczyszczam podświadomość nie tylko swoja ale i tych osób.

Ho’oponopono kroki:
1. Usiądź w ciszy, zamknij oczy, oddychaj spokojnie, relaksuj się.
2. Pomyśl o kimś, kogo osądzasz lub o kimś, komu chciałbyś pomoc. Skoncentruj się na tym, by poczuć ich „braki” w swoim własnym ciele/ umyśle/ odczuwaniu. Twój osąd oznacza, ze to twój osąd i ze jest on w tobie.
3. Powtarzaj słowa: „Kocham Cię”, „Kocham Cię”, „Kocham Cię”, „Kocham Cię” wszystko, czym Jam Jest i czuj, jak Twoja energia obejmuje daną osobę, osoby.
4. Następnie, gdy już powiedziałeś: „Kocham Cię”, kontynuuj, mówiąc: „Wybaczam sobie te myśli, osądy i odczucia. Pozwalam im odejść”. Gdy to zrobisz, powiedz kilka razy „Dziękuje”, „Dziękuje”, „Dziękuje”, „Dziękuje”,

W ten sposób możesz uzdrowić siebie i swoje relacje z najbliższymi, np. twoimi dziećmi. Możesz uzdrowić ich słabości, kompleksy, choroby. Jesteś odpowiedzialny za wszystko, co dostrzegasz w swoim świecie. Opisane powyżej kroki to sposób na uzdrowienie siebie i obecnych w twojej przestrzeni istot. To sposób na przejawienie Miłości, dotarcie do swego Źródła, na oświecenie. Namaste. Istniejesz tylko Ty- Jaźń.









niedziela, 3 czerwca 2012

BŁOGOSŁAWIEŃSTWA JAK POCAŁUNKI










Błogosławieństwa jak Pocałunki

E. Wróblewska-Ćwiek

Bruce Lipton stwierdził‚ kiedyś, że przeciętny człowiek jest świadomie obecny w swojej rzeczywistości jedynie przez 5 procent czasu swojej codziennej aktywności. W pozostałych 95 procentach buja w obłokach i funkcjonuje automatycznie, w czym pomaga mu zaprogramowana odpowiednio podświadomość. W podświadomości każdy z nas ma zapisane sposoby reagowania na przeróżne sytuacje, które go spotykają w życiu. Sposoby te zakodowaliśmy jako małe dzieci, obserwujące i czujące swoich rodziców, opiekunów, rodzeństwo, członków rodziny, itd.

Najczęściej funkcjonujemy codziennie w półśnie, reagując automatycznie na to, co nam się przytrafia, złoszcząc się jak za naciśnięciem guzika w sytuacjach, w których złościli się nasi opiekunowie, smucąc w tych samych momentach, denerwując, bojąc się, itd. dokładnie w tych samych sytuacjach a najczęściej i w ten sam sposób, co osoby, od których uczyliśmy się życia w najmłodszych latach.

Działamy wtedy w oparciu o programy znajdujące się w umyśle, które wywołują serię myśli z banku skojarzeń, jakim jest podświadomość. Każdy z nas nosi w sobie energetyczne wzorce zachowań, wielu osób.

 Dlatego tak ważne jest, by codziennie zanurzać się w ciszę i łączyć ze swoim sercem, by odkryć siebie i swoją ścieżkę, swoją prawdę, swój własny sposób odpowiadania na to, co się pojawia, czego doświadczamy. Gdy łączymy się z sercem, jesteśmy w stanie docenić, jak wiele błogosławieństwa spotyka nas w każdej chwili życia: radosne, śmiejące się dziecko, siedzące przy sąsiednim stoliku w restauracji, pięknie uśmiechający się, mijający nas przechodzień, miła ekspedientka w sklepie, piesek, idący ulicą, wyhodowane czyjąś troskliwością kwiaty, które możemy podziwiać podczas spacerów , śpiew ptaków, miłość najbliższych. Doświadczamy tego codziennie, jednak tak łatwo podczas codziennej krzątaniny to przeoczyć.

 Mamy tendencję do zwracania większej uwagi na to, co negatywne w danym człowieku i do traktowania jego zalet jako czegoś oczywistego. Czuć to, dopiero jak kogoś zabraknie, doceniamy to, czym nas codziennie obdarzał. Nie możemy sobie wówczas wybaczyć, że tak tą osobę traktowaliśmy.

Błogosławmy wszystkich, którzy pojawili się na naszej drodze. Zacznijmy od rodziców, bez względu na to, czy żyją, czy nie, czy byli dla nas dobrzy, czy nie. Błogosławmy swoje rodzeństwo, przyjaciół, dzieci, małżonków, osoby mijane na ulicy, osoby z którymi wchodzimy w interakcje, zarówno te przyjemne jak i nieprzyjemne.

 Powiedziane w myślach zdanie:"błogosławię CiĘ i dziękuję za energię, oraz informację, którą mi niesiesz" w odniesieniu do osoby, na którą jesteśmy źli, przemienia nasze nastawienie, podnosi wibracje, otwiera drogę do głębszego zrozumienia sytuacji, jaka jest naszym udziałem oraz stojącego przed nami człowieka. Często, gdy jestem na kogoś zła i nie mogę sobie z tym poradzić, mówię w myślach "chcę wybaczyć", nawet jeżeli część mnie żąda zemsty ;)


Powtarzam to zdanie do skutku. Potem błogosławię daną osobę i siebie. Błogosławiąc zapraszam więcej błogosławieństw do swojego życia, które jest darem. Warto codziennie po obudzeniu, pobłogosławić darowany nam nadchodzący dzień; przed jedzeniem pobłogosławić Matkę Ziemię, która nas karmi, wszystkich ludzi, dzięki którym spożywam dany posiłek i swoje ciało, za to, że wspaniale przyswaja dany pokarm, który służy naszemu zdrowiu i urodzie.

Przed snem wieczorem można sobie zrobić podsumowanie wszystkich błogosławionych chwil, których doświadczyliśmy w ciągu dnia. Dziękuję. Błogosławię. Kocham. Jestem.

Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...