środa, 25 kwietnia 2012

SYNCHRONIA CZ.2










Synchronia cz. II


E. Wróblewska-Ćwiek




Na obecnym etapie rozwoju, w którym się znajdujemy otwieramy się na przekroczenie dualistycznego sposobu myślenia. Staramy się wyjść z pułapki ograniczających przekonań i życie każdego z nas obfituje w okazje do uwolnienia swojego umysłu z przetartych myślowych ścieżek-schematów, którym hołduje ludzkośc a które niosą ze sobą cierpienie, ból, chaos i zniszczenie. Znajdujemy się w punkcie, w którym powoli uświadamiamy sobie, że nasz wewnętrzny świat jest dużo bardziej realny niż materialna rzeczywistośc, z którą się stykamy, ponieważ to o czym myślimy, w co święcie wierzymy staje się naszym życiem. Świat, który każdego z nas otacza jest lustrem świata jego przeżyc wewnętrznych-jego umysłowej, emocjonalnej i duchowej aktywności.


 Co więcej materialny świat nie istnieje obiektywnie, gdzieś „na zewnątrz” nas. Jest on tworzony bezustannie przez nas samych i można powiedziec, że jest snem, który jako ludzkośc śnimy.


 Świat ten istnieje jedynie w obrębie mojej, Twojej-naszej zbiorowej świadomości i bez nas-obserwatorów i jednocześnie twórców tego Matrixu nie ma go.


 Wykorzystując znikomy procent potencjału naszego mózgu jesteśmy bardzo nieświadomi swoich twórczych możliwości. Mamy bardzo zawężoną samoświadomośc i z tego względu nasz świat pełen jest cierpienia, braku, biedy, przemocy, itd.


 Gdy uświadomię sobie, że całe moje życie, z wszystkimi jego dziedzinami, jak: relacje międzyludzkie, finanse, zdrowie, praca, rodzina, etc. są jedynie ucieleśnionym odbiciem moich przeświadczeń moja perspektywa odbioru rzeczywistości zmienia się diametralnie. Z biernej ofiary zastanej rzeczywistości zmieniam się w Twórcę, bo wiem, że ograniczenia, które mam są tylko w mojej świadomości.


 Tzw. proza życia staje się poezją, bo odkrywam w sobie artystę.


 Cała praca, którą mamy teraz do wykonania dotyczy poszerzania naszych horyzontów, zmiany przeświadczeń, leczeniu emocji, uświadomienia sobie, że obfitośc wszystkiego, co jest nam potrzebne do szczęścia znajduje się w zasięgu naszych rąk. Potrzebujemy sobie ją tylko wyobrazic, odczuc jako prawdziwą, by w magiczny sposób pojawiła się w naszym życiu.


 Dużo łatwiej jest snuc sobie te teoretyczne dywagacje podparte najnowszymi odkryciami fizyki kwantowej niż życ podług tych prawd. Ale, jak stwierdził Viktor Hugo „Utopia dziś, krew i kości jutro”. Gdy będziemy uparcie i konsekwentnie kierowac się w każdej chwili swojego życia wiedzą, która daje wolnośc, przeniknie ona do naszej zbiorowej świadomości i to, co teraz przychodzi nam z takim trudem stanie się łatwe jak przysłowiowa „bułka z masłem”.


 Wyobraźmy sobie teraz życie przeciętnego „zjadacza chleba”, na przykładach bowiem najlepiej chwytamy istotę zagadnienia.


 Nasz przykładowy człowiek budzi się rano, obudzony przez budzik i wstaje zaspany, zniechęcony, że oto musi wstawac, gdy tak naprawdę miałby ochotę jeszcze sobie pospac. Po chwili uświadamia sobie dodatkowo, że musi iśc do roboty, której nie cierpi. Ponieważ uważa, że jest to jedyna możliwośc zdobycia przez niego środków do życia, szykuje się do wyjścia. Ubiera się i podczas tej czynności w myślach mówi do siebie: „znowu przytyłeś, tłuściochu”. Potem przychodzi czas na poranne ablucje. Goli się przed lustrem, patrzy w swoje oczy i myśli: „z takim wyglądem nic dziwnego, że jesteś nieudacznikiem”. Kończy poranne mycie, rzuca szybkie spojrzenie na zegarek i uświadamia sobie, że jeśli za chwilę nie wyjdzie-spóźni się. Wyciąga więc pośpiesznie kiełbasę z lodówki, i zestresowany biegnie do samochodu, jedząc w biegu. W tym pędzie potrąca niechcący po drodze jakiegoś gburowatego mężczyznę, który wygrażając parasolem, krzyczy za nim: „uważaj trochę, grubasie!”. Gdyby nie to, że się bardzo spieszy, na pewno wygarnąłby mu, co o nim myśli. Wsiada do samochodu, nabuzowany i zestresowany, że nie zdąży. Jedzie i klnie w samochodzie na korki,nieudolnych kierowców, dziury w nawierzchni, etc. Dociera do pracy i cały dzień użera się z petentami. Humor psuje mu dodatkowo fakt, że w firmie na stanowisku, o którym marzył pojawił się nowy, kompetentny, pewny siebie pracownik, co przekreśliło ostatecznie jego nadzieje na awans. Najchętniej utopiłby go w łyżce wody i w myślach wyszukuje słabych punktów nowego, żeby go „zniszczyc”.


 Jest dzień wypłaty, odbiera więc pieniądze i zgorzkniale stwierdza, że po opłaceniu rachunków zostanie mu bardzo niewiele „na życie”. „Biednemu to zawsze wiatr w oczy”-myśli, po czym zaczyna z zazdrością myślec o wysokości pensji „nowego”, i tak dalej i tak dalej.


 Ten krótki fragment mówi nam bardzo wiele o stanie świadomości tego człowieka i możemy się przekonac, jak bardzo to, o czym jest przeświadczony wpływa na to, co się dzieje w jego przestrzeni. Nienawidzi swojego wyglądu, jest przekonany, że to jak wygląda przekłada się na jego zawodowe życie i talenty. Zmusza siebie do pracy, której nie znosi, bo uważa że na nic innego nie zasługuje. Nie szanuje siebie, wymyślając sobie od tłuściochów i nieudaczników. Nie daje sobie przestrzeni na spokojne zjedzenie pożywnego śniadania. Je w biegu i pędzi jakby od tego zależało jego życie. W jego „kanale odbioru” pojawia się człowiek, który wyzywa go od „grubasów”. Pojawia się on nie przez przypadek. Zdarzenie to zostało wykreowane przez niego po to, by uświadomił sobie lepiej to,co sam do siebie mówi. Ale „nasz człowiek” nie rozumie tego, nie uświadamia sobie faktu, że gbur, który go obraził przyszedł do niego na jego własną nieuświadomioną prośbę. Myśli, że jest to kolejny dowód na to, że jest beznadziejny i nie zasługuje na nic lepszego. Skoro tak myśli, to jakże by mógł awansowac? Uważa, że jest gorszy,nic niewarty, nieudolny, więc energie, którymi nieświadomie zarządza sprawiają, że kto inny zajmuje jego miejsce. Myśli, że życie polega na ciągłej walce i że wszelkie dobra trzeba sobie nawzajem „wyszarpywac”, bo niczego nie ma pod dostatkiem. I jak myśli, tak jest, jak mówi tak ma.


 Nasz zbiorowy umysł pełen jest takich zawirusowanych informacji.


 Po pierwsze naszym głębokim przekonaniem jest fakt, że musimy pracowac. Dla wielu z nas praca jest sensem życia. Praca jest naszym obowiązkiem, powinnością, koniecznością, środkiem umożliwiającym przetrwanie. Bez pracy nie będę miał pieniędzy a bez pieniędzy nie będę miał, co jeśc a bez jedzenia umrę-to wie już prawie każde dziecko. I tu znowu możemy sobie uświadomic, że koniecznośc jedzenia jest jedynie naszym głębokim przeświadczeniem a nie- faktyczną koniecznością.


 Gdzieś na bardzo głębokim poziomie uważamy,że „bez pracy nie ma kołaczy” i to przeświadczenie rządzi, czyniąc z nas niewolników, wyrobników, tytanów pracy, pracoholików, zmęczonych życiem, zniechęconych i sfrustrowanych. Czy wiesz, że większośc z nas, gdy po śmierci swego fizycznego ciała ogląda swoje życie, stwierdza: „i po co ja tak dużo pracowałem...”?


 Nie przyszliśmy tutaj pracowac, wywiązywac się z obowiązków, poświęcac się. Przyszliśmy tu po to, by doświadczac szczęścia i robic to, co daje nam pasję.


 Ostatnio złapałam się na tym, że ciągle sprzątam. Mam w domu małe dziecko, które poznaje świat a to wiąże się z tym, że bałagani. Ja sprzątam jedno pomieszczenie, a w tym czasie moja córeczka bałagani w innym. Gdy posprzątam to inne, ona już w tym czasie działa w następnym i tak w kółko Macieju do momentu, gdy na pół godziny zaśnie. Gdy śpi, ja w tym czasie posprzątam to, co malutka zdążyła nabałaganic, ona się budzi i cała zabawa zaczyna się na nowo. I tak od rana do wieczora, dzień po dniu.:)


 Przyzwyczajona do tego stanu rzeczy, który można bez przesady nazwac kieratem, początkowo nie zauważałam w ogóle tego, że żyję tak, jakby sensem mego istnienia było sprzątanie. Uświadomiłam sobie, że w przestrzeni moich zwykłych codziennych myśli nie ma w ogóle miejsca na czas dla siebie. Jak mogę miec czas dla siebie, skoro myślę tylko o tym, co mam do zrobienia i załatwienia?


 Skoro myślałam ciągle tylko o obowiązkach i pracy, to rzeczywistośc będąca odzwierciedleniem moich myśli przynosiła mi tych obowiązków i pracy coraz więcej. Dla kontrastu, mój mąż myśli głównie o tym, jak zorganizowac sobie życie, żeby miec czas na ulubione lektury, filmy, przyjemności. I faktycznie mieszkamy pod jednym dachem i on zawsze wygospodaruje czas dla siebie a mi się to do tej pory nie udawało. Myśląc logicznie, z pozycji ofiary mogłabym stwierdzic: mam męża egoistę, który myśli tylko o swoich przyjemnościach a ja muszę tyrac za dwoje;)


 Chociaż ten sposób myślenia jest bardzo charakterystyczny dla 90% naszego społeczeństwa to jest on błędny. To nie mój mąż, nie moja bałaganiąca córeczka ponoszą odpowiedzialnośc za mój brak czasu dla siebie ale w 100% ja sama. Do tej pory porządek, obowiązki, powinności wypełniały moją głowę, sprawiając że działałam jak zaprogramowany na robotę automat. Jako istota świadoma stwierdziłam, że wybieram dla siebie inny potencjał i inne funkcjonowanie. Logiczny w tej sytuacji byłby wybór czasu dla siebie kosztem porządku. Ale ja idę dalej i koncentruję moje myśli na tym, by doświadczac zarówno porządku, jak i czasu dla siebie. To nie musi się wykluczac. Przyzwyczajeni jesteśmy do ograniczonej możliwości wyboru. We wszystkich dziedzinach naszego życia wybór odbywa się na zasadzie albo-albo,np. gdy kupię sobie sukienkę nie starczy mi na buty, jeśli wybieram pracę zawodową i samorealizację nie mam czasu dla najbliższych, albo dużo jem albo jestem szczupły, albo mam szczęście w kartach albo w miłości, itd.


 Nasza nowa świadomośc i nowy sposób płynięcia energii (płynie ona teraz ekspansywnie we wszystkich kierunkach a nie jak do tej pory wibracyjnie w oparciu o dualizm) powodują, że otwieramy się na rzeczywistośc, w której wszystko jest i jedyne czego nie ma to brak. Utarte powiedzenie, że „w życiu nie można miec wszystkiego” przestaje nas determinowac.


 To, co jest teraz ważne, aby uświadamiac sobie swoją boskośc, to wyobraźnia i otwartośc na doświadczanie różnych cudów w życiu, np. w ciągu dnia mam do załatwienia tyle spraw, że logicznie rozumując, na pewno nie starczy mi czasu dla siebie. Biorę więc wdech i na wydechu mówię energiom, że jako Bóg podejmuję decyzję, że zdążam załatwic wszystkie te sprawy i zostaje mi czas wolny.


 Albo muszę dotrzec na czas w miejsce, do którego dojazd zabiera na ogół 4 godziny a ja postanawiam, że dojadę tam w trzy godziny-otwieram się w ten sposób na doznanie plastyczności czasu. Ważnym jest to, by nie kontrolowac sposobu realizacji naszej dyspozycji i zaufac,że energie wiedzą jak to zrobic. Takie małe cuda, wydarzające się w naszej przestrzeni pozwalają na coraz bardziej zaawansowane i pełne poczucie własnej boskości. Dla Boga nie ma bowiem spraw niemożliwych. Gdy uwolnimy umysły z okowów ograniczeń będziemy latac, teleportowac przedmioty, będziemy mogli byc jednocześnie w kilku miejscach, będziemy stwarzac materię, rozumiec mowę zwierząt, roślin, minerałów, rozumiec wszystkie zagadnienia wszechświata, znac odpowiedzi na wszystkie pytania, i cokolwiek tylko sobie wymarzymy.


 Kluczem do doświadczenia tego wszystkiego jest świadomośc, że wszystko, co mi się w życiu przydarza, jest dziełem mojej kreacji: niemiła pani w sklepie, brak pieniędzy, wypadek samochodowy, awaria pralki, etc. Każde zarówno miłe jak i niemiłe doświadczenie stwarzamy sobie sami, po to by coś lepiej zrozumiec i każde takie zdarzenie poprzez zmianę swojej percepcji możemy zmienic w taki sposób by nam służyło. Pamiętaj więc, by nigdy nie oceniac i nie obwiniac nikogo, również samego siebie za to, co się stało. Po drugie zrezygnuj z używania słowa „muszę” na rzecz słów”chcę”, „mogę”. Po trzecie podejmij decyzję o byciu uważnym w każdej chwili Twojego życia, po to by nie wpadac w pułapkę starego sposobu myślenia i reagowania. Gdy znajdujesz się w sytuacji, którą uważasz za trudną doceń siebie, że stworzyłeś dla siebie takie wyzwanie i poszukaj ukrytego w tej sytuacji prezentu.


 Synchronią można nazwac cały proces naszego istnienia w tej rzeczywistości. Póki co dla większości z nas jest to synchronia nieuświadomiona. Nie zdajemy sobie bowiem na ogół sprawy z tego, że cała rzeczywistośc materialna i wszystkie doświadczenia, które uważamy za realne dzieją się równolegle z naszym przeświadczeniem, że one faktycznie istnieją i mają miejsce.


 Zjawiska synchroniczne, których doświadczamy, np. takie, że myślę długo o jakimś zagadnieniu i za chwilę „przypadkiem” słyszę w radiu audycję poświęconą tej kwestii są po to by nas wyczulic na własny twórczy potencjał, którego doświadczamy w każdej chwili swojego istnienia. Gdy otwieramy drzwi prowadzące do jakiegoś pomieszczenia nie doświadczamy tak naprawdę otwarcia tych drzwi a jedynie percepcji zmysłowej tej czynności. W filmie „Matrix” dzieci wyginały łyżeczki siłą woli, ponieważ były przeświadczone o tym, że „there is no spoon”-że w rzeczywistości nie ma żadnej łyżeczki a tylko fakt naszego śnienia o niej. Czyż z tej perspektywy wszystko, co nas otacza nie jawi się jako cud? Fakt, że czuję pod nogami twardy grunt podłoża, że widzę kota, słyszę śpiew ptaka, kosztuję pysznej potrawy-ta niezwykła zagadka istnienia. W rzeczywistości nie ma żadnego kota, ptaka, potrawy, tylko moje doświadczenie kota, ptaka, potrawy. Stworzyliśmy to wszystko-całą tę bogatą, złożoną, wielopoziomową rzeczywistośc -staliśmy się częścią naszego dzieła i zatraciliśmy się w tym tak dogłębnie, że zapomnieliśmy kim jesteśmy.


 Teraz sobie przypominamy i wyzwalamy się z klatki,w której się sami zamknęliśmy. Im bardziej wdzięczni, radośni i kochający jesteśmy tym bardziej otwieramy się na swoją Boskośc, przecierając tym samym ścieżki dla innych- mniej otwartych aspektów nas samych, które póki co postrzegamy jako innych ludzi.


 Podziękujmy samym sobie za odwagę zanurzenia się w ignorancji i zapomnieniu i za dary, które daliśmy sami sobie, bo jak napisał ksiądz Twardowski:




Nawet by nie wiedziano


 ile razy się biegnie po schodach bez windy


 ile czystego piekła może byc w nieszczęściu


 jak cicho po pierwszym wzruszeniu


 nikt by nie wiedział


 że najładniej w gnieździe czyżyka


 że biały dziwaczek zakwita kiedy deszcz pada


 że motyl odróżnia żółte od zielonego


 że matkę może przypomniec jeden krzyżyk


 włóczki


 że rybitwa fruwa z jaskółczym ogonem


 że wierzba w fujarce smutna przy krowach


 wesoła


 że świecę się stawia tuż obok śmierci



gdyby był Bóg bez ludzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie krocz ścieżką - bądź ścieżką

NIE KROCZ ŚCIEŻKĄ- BĄDŹ ŚCIEŻKĄ Grecki mit o Gorgonie można uznać za metaforyczne zobrazowanie upadku ludzkiej świadomości. Gorgona był...