wtorek, 24 kwietnia 2012

ŚWIETA POWOLNOŚĆ








                  Święta Powolność



E. Wróblewska-Ćwiek


Przez eony lat byliśmy niewolnikami pozostających w ukryciu istot, sterujących przedstawicielami naszych rządów. Panujące w naszej rzeczywistości programy, wzorce i ideały, układały się w jeden spójny przekaz, wysyłany do naszej podświadomości i świadomości, nakazujący nam eksploatowanie siebie do granic możliwości. Kult ciężkiej pracy, dawania z siebie wszystkiego, pogoń za pieniądzem i sukcesem, szacunek dla człowieka nie za to kim i jaki jest a za to, czego dokonał, to wszystko spowodowało, że w swej codzienności zorientowani jesteśmy zadaniowo. Zadanie do wykonania jest dla nas ważniejsze od doświadczania życia chwila po chwili, moment za momentem. Spieszymy się gonimy i uciekamy ciągle od swojego wnętrza w wir zewnętrznego świata.  Ta nerwowość wynika zarówno z programów narzuconych nam przez świat zewnętrzny,  jak i z pierwotnego lęku, który jest zapisany w komórkach naszego ciała. Gdy rozpoczęło się stworzenie, zostaliśmy wyodrębnieni z Całości, przeszliśmy przez ścianę ognia i znaleźliśmy się nagle sami w obcej, groźnej, nieznanej rzeczywistości. Gwałtownie oddzieleni od bezgranicznego poczucia bezpieczeństwa, błogości, jakie odczuwaliśmy będąc  częścią wielkiej Jedności, poczuliśmy lęk, który spowodował wręcz fizyczny ból.  Ból ten odcisnął się piętnem w naszej pamięci komórkowej.  Doświadczenie to było tak przykre i bolesne, że pomimo iż na świadomym poziomie go nie pamiętamy, podświadomie ciągle uciekamy od niego, a tym samym od siebie, od ciszy.


Przez wieki w naszej rzeczywistości dominowała energia męska. Jej domeną jest działanie, nadawanie kształtu  eterycznym ideom, wcielanie słowa w czyn. Energia żeńska, która jest energią Domu, ciszą, wiedzą, źródłem natchnienia i boskiej inspiracji, została zdławiona, przydepnięta butem panów i władców naszego świata. W myśl postępu i tzw. rozwoju cywilizacji dawaliśmy się wyciskać jak cytryny z energii, sił żywotnych, entuzjazmu i radości życia. Pojawiły się depresje, syndrom wypalenia zawodowego, niechęć do życia, brak przyrodzonej nam radości.  Staliśmy się trybikami w machinie, automatami, wykonującymi czynności, do których wykonania nas zaprogramowano. Gnamy przez naszą rzeczywistość, jak lokomotywa z wiersza Tuwima „a dokąd a dokąd a dokąd, na wprost, po torze po torze po torze, przez most”, byle szybciej, byle prędzej, nie bacząc, że żyjemy nie żyjąc, odcięci od duszy, wręcz martwi.  Głębia, cisza, zanurzenie się w siebie i życie, oto, czego nam teraz dla równowagi potrzeba. Nie czekajmy aż Nemesis  zmusi nas do zatrzymania się w tym pędzie, poprzez zesłanie na nas wypadku, czy choroby. Wielu ludzi cierpiących na nowotwory, poprzez chorobę otrzymuje  od Światła informacje,  że ich życie toczy rak pośpiechu.  Kręcimy się w kółko jak chomiki na karuzeli, ponieważ tak nakazuje nam umysł.


Nasz umysł, niczym twardy dysk w komputerze, działa w oparciu o pole elektromagnetyczne. W przypadku umysłu jest to pole elektromagnetyczne generowane przez Ziemię.  Nasza planeta i jonosfera wchodzą w interakcję, w wyniku której powstają fale elektromagnetyczne. Zjawisko to zostało nazwane od nazwiska jego odkrywcy „rezonansem Schumanna” . Nazywane bywa również pulsem Ziemi.


 Każdy żywy organizm wchodzi w reakcję z tym pulsem. Częstotliwości emitowane przez nasz mózg wykazują wielkie podobieństwo do tych, generowanych przez ziemskie pole elektromagnetyczne. Przez tysiące lat częstotliwość fal utrzymywała się na stałym poziomie, tj. 7,8 hz. Od kilkunastu lat rezonans zaczął ulegać zmianie, osiągając już 12 hz i stale rosnąc.  Ma to związek z przemianami, dokonującymi się na naszej planecie. Gdy puls Matki Ziemi przyspiesza, odczuwają to wszystkie organizmy żywe. Ludzie mogą to odczuwać jako migreny, bóle mięśni, skurcze, chroniczne zmęczenie, problemy z oczami, brzęczenie w uszach, grypopodobne objawy, utrzymujące się jeden, dwa dni. Pod wpływem tych zmian, zmienia się nasze DNA.


Ziemia jest bombardowana przez Słońce wysoko zjonizowanymi cząsteczkami Światła, które podwyższają wibracje planety i pozwalają nam uwolnić się z więzienia umysłu. Przyspieszenie pulsu Matki Ziemi sprawia, że mamy wrażenie, iż czas przyspieszył. Nowy rytm bicia serca naszej planety sprawia, że nasze komórki dostosowują się do niego i dostrajają, a my czujemy, że życie upływa nam w szybkim tempie. Niemal wszyscy czujemy, że dzień za dniem upływa nam  w mgnieniu oka i stresujemy się, że nie mamy czasu, by ze wszystkim zdążyć.


Spieszymy się, pędzimy i żyjemy w ciągłym napięciu. Zapominamy, że sami tworzymy swoją rzeczywistość i że im bardziej się spieszymy, tym mniej mamy czasu. Żyjąc w biegu, sprawiamy, że nie jesteśmy świadomie obecni w naszej teraźniejszości.


W tym ostatnim mistrzami są dzieci. Gdy mamy małe dziecko w domu, otrzymujemy wspaniałą okazję, by się od niego uczyć. Dziecko wykorzystuje każdy moment, by się bawić. Gdy się je  ubiera, np. pomiędzy założeniem jednej skarpetki a drugiej skacze na łóżku, tańczy, przytula się , lub robi co innego, co mu akurat  w duszy gra. Gdy idzie na spacer, zatrzymuje się, by popatrzeć na ptaszka, pogłaskać przechodzącego pieska i nie patrzy na to, że trzeba lecieć, bo właśnie zapaliło się zielone światło.  


A my  popędzamy je i poganiamy, bo „nie ma czasu”. W którymś momencie jednak, przychodzi zrozumienie. Zwalniamy, zaczynamy oddychać powoli i świadomie. Zwracać uwagę na otaczające nas pole informacji i niepowtarzalność każdej chwili. Pojawia się  spokój, akceptacja i błogość.


Chcemy czuć, że mamy czas, że czas jest plastyczny, że jesteśmy tu po to, aby być i doświadczać boskości w każdej chwili. Kiedy coś robimy i w naszej przestrzeni pojawia się coś, co nam  to przerywa, nie traktujemy już tego, jako irytujące zakłócenie, przeszkodę. Wiemy, że pojawiło się to z jakiegoś powodu, że jest w tym dla nas ukryty dar, informacja.  


Gdy się spieszymy, zabijamy chwilę obecną, wprowadzamy do ciała stres a do otoczenia nerwową atmosferę. Warto celebrować każdy moment, bo gdy jesteśmy w takim stanie ducha, przychodzą do nas olśnienia z wyższego, bardziej subtelnego planu istnienia.


Gdy przygotowujemy rodzinie jedzenie, robmy  to z miłością, bez pośpiechu, uważnie, ponieważ  ta energia zasili ich ciała i dusze. Gd spożywamy posiłek robmy to świadomie i z wdzięcznością. Każda chwila codzienności pełna jest błogosławionych wydarzeń.


Gdy się spieszymy, przegapiamy je a potem brakuje nam energii i widzimy świat w czarnych barwach. Święta powolność to cicha radość życia, celebrowanie go i wyrażony w ten sposób szacunek do życia i do samego siebie. To nie wykonanie zadania jest ważne a pozostawanie w harmonii z wszystkim , co płynie. Gdy jesteśmy w harmonii ze swoim wnętrzem, w harmonii z rytmem życia, nasze ręce pracują zgodnie z biciem serca a każdy  krok niesie pokój.


Jesteśmy świadoma swoich odczuć i bardziej nastawieni na obserwację własnych reakcji emocjonalnych. Stwarzamy  sobie czas i przestrzeń, by dostrzec i zrozumieć płynące do nas z odczuć informacje. Świadomy oddech nam  w tym pomaga. Z każdym oddechem wprowadzamy do ciała relaks i odprężenie.


 „Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy” i jak mówi Kora:  „poczekaj trochę, poczekaj w ciszy, bo w ciszy nawet kamień rośnie, bo w ciszy rośnie tajemnica, sekrety schodzą się z ulicy”

1 komentarz:

Książka "12 Praw Ciszy"

Książka "12 Praw Ciszy" wybrane fragmenty: Era Wodnika stanowi bramę prowadzącą nas do duchowego mistrzostwa, do innej rzec...