sobota, 28 kwietnia 2012

MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA





Miłość Bezwarunkowa




Miłość Bezwarunkowa narodziła się jako dziecko Światła i Ciemności. W dzisiejszych czasach, w przeciwieństwie do przeszłości, gdy było to dane nielicznym mistykom, bardzo wielu z nas dąży do połączenia się z Absolutem, z Bogiem. Nie po to, by się w nim rozpuścić, a po to, by go bez przeszkód doświadczać, zachowując świadomość swej unikalności. To piękne doświadczenie jest możliwe tylko wtedy, gdy nauczymy się bezwarunkowo kochać.


Miłość generowana jest w sercu. Energia serca utkana jest z trzech promieni : niebieskiego, oznaczającego moc i świadomość bycia Twórcą; złotego, oznaczającego wiedzę i różowego, który jest kolorem ludzkiej miłości. Te trzy połączone promienie tworzą czwarty- fioletowy, który jest najpotężniejszą siłą transformującą i odżywiającą w naszym świecie. Połączona moc miłości (akceptacji), wiedzy i świadomości człowieka- Stwórcy, ma w sobie moc przekształcania naszego osobistego świata. A to, co czynimy dla samych siebie ma wpływ na Całość.


Prawdziwy Bóg doświadcza za naszą sprawą życia w materialnej rzeczywistości, w której nie pamiętamy, że jesteśmy Nim. Pomijając kwestie kto, dlaczego, po co i jak sie w tym matriksie znalazł, Bóg doświadcza wszystkiego, każdej naszej myśli, każdej emocji, każdego czynu. Doświadcza bycia człowiekiem, który nienawidzi, morduje, gwałci. Doświadcza bycia człowiekiem, który umiera z głodu, doświadcza błogości matki, tulącej do serca dziecko, doświadcza tego wszystkiego, będąc zarówno uczestnikiem jak i obserwatorem tych zjawisk. Czuje żądzę zadawania bólu mordercy, jak i potrzebę ochrony, karmienia miłością drugiej istoty, obecną u matki. Jest wszystkim. Zaspokaja swoją ciekawość, jak to jest „nie być sobą”,. „jak to jest, czuć się odrębnym”, „jak to jest nie kochać”, „jak to jest, gdy odczuwam brak”.


Jako obserwator, Bóg kocha wszystko, bo wszystko Jest Nim. Osadzony jest w swej wielkości, miłości, mocy, a jednocześnie odczuwa wszystkie doświadczenia tych aspektów siebie, które zapomniały. Jako Obserwator jest neutralny i dlatego nic nie oddziela Go od Stworzenia.


Jedność, do której dążymy to Jedność odczuwana sercem, które medycyna chińska określa mianem „Shen”.. Inne znaczenie tego słowa to „Bóg” i „Świadomość”. Aby wkroczyć w Jedność, potrzebujemy stopić się w pełni z sercem, które ma moc transformowania naszej świadomości.


Gdy chcę zjednoczyć się z Bogiem, potrzebuję stać się jego fraktalnym odzwierciedleniem. Póki co, stanowię aspekt Jego, który zapomniał i zmaga się z tą trójwymiarową rzeczywistością, wścieka się, złości, nie akceptuje, doświadcza braku, wysyła oceniające myśli, spieszy się, itd. Gdy zyskam świadomość Obserwatora, którego żadna oceniająca myśl, żadna emocja,  krytyka, poczucie braku, nie oddziela od mego człowieczego aspektu, od aspektu ludzkiego jako takiego, wówczas dostąpię Jedności.


W Jedności z Bogiem nie ma oceny, w Jedności z Bogiem, z prawdziwą znajdującą się poza matriksem Boską Matrycą jest akceptacja. Jest Bezwarunkowa Miłość, Błogość, Wdzięczność. Rozluźniam się więc, ponieważ wiem, że każdy mój ruch jest akceptowany, głęboko kochany, ceniony. Pamiętam, by rozluźniać mięśnie w każdej chwili mojego życia. Pamiętam, by w każdym momencie być świadomym każdego swojego ruchu, każdej przepływającej myśli, każdego odczucia. Błogosławię siebie, swój ludzki aspekt, bo tak odczuwa mnie Bóg. Jako Błogosławieństwo. Kocha wszystkich dokładnie takich, jakimi są.


Aby pokochać siebie, potrzebujemy pokochać wszystkie swoje ludzkie odczucia, zachowania, emocje, myśli, błędy. Jeżeli coś ciągle przychodzi do naszej rzeczywistości i nas denerwuje, np. bałagan, złość najbliższej osoby, hałas, oznacza to, że nie akceptujemy bałaganu, złości, hałasu. Nie potrafimy „przytulić” ich do siebie i uznać za Boskie. Hałas, bałagan dostrzegany na zewnątrz, pojawia się jako informacja o tym, że nie wszystkie aspekty nas są dostrojone do Boskiego Porządku i Harmonii. Nie oznacza to, że w imię akceptacji mam się katować bałaganem i hałasem. Oznacza to, że mam prawo do ciszy i porządku, ale gdy coś innego pojawia się w mojej rzeczywistości, przyjmuję to z akceptacją, świadoma faktu, że sama to stworzyłam. Neutralność, akceptacja, wszystko jest właściwe… Aby pokochać siebie, potrzebujemy wzmocnić Światło promieni Serca. Potrzebujemy wiedzy. Pogłębiajmy ją, zanurzając się w serce, czytając dzieła oświeconych. Aby pokochać siebie potrzebujemy świadomości tego, jak potężnymi Twórcami Jesteśmy. Wówczas, z pozycji Mistrza łatwiej będzie przytulić do siebie to, co w nas niedoskonałe. Boska Transformacja to proces. Osiągnięcie Bezwarunkowej Miłości to proces. Kocham Siebie coraz mocniej. Kocham Boga coraz mocniej. Moje serce dostraja się do melodii Serca Wszystkiego, co Jest. Do Boskiej Harmonii Sfer. Biorę wdech, myślę: „ Jestem Miłością”, wydycham i „ Kocham”. Jestem Bogiem. Jam Jest. Namaste

środa, 25 kwietnia 2012

WYJŚCIE Z DUALIZMU- CZ.2







Wyjście z Dualizmu

Powrót Do Jedności

Emilka Wróblewska-Ćwiek



Wyjście z dualizmu to bardzo głęboki temat, wymagający dokonania radykalnych zmian, jeżeli chodzi o postrzeganie rzeczywistości. Dotyczy on niemal wszystkich spraw w naszym życiu i prowadzi do oświecenia. OŚWIECONY CZŁOWIEK NIE OPOWIADA SIĘ ANI PO STRONIE ŚWIATŁA, ANI CIEMNOŚCI; ma świadomość Jedności. Kluczem do osiągnięcia tej wolności jest neutralność a do osiągnięcia neutralności wiedza. Świat zewnętrzny jest tylko projekcją naszego wnętrza i dlatego wszystko, czego doświadczamy od innych ludzi, jest tylko odbiciem tego, jak sami siebie traktujemy i co nam w duszy gra. Dlatego też jest wiele głębi w powiedzeniu "jeżeli chcesz uzdrowić świat, uzdrów samego siebie". Świat zewnętrzny to iluzja, wszystko płynie z wnętrza, podział na zewnętrzne i wewnętrzne to ułuda. JEDNOŚĆ!

Nasza rzeczywistość postrzegana zmysłami jest projekcją znajdującego się pod powierzchnią zjawisk wewnętrznego świata. Ten wewnętrzny świat to pole kwantowe, energia spajająca wszystko na niewidzialnym poziomie. Naukowcy porównują je do kobierca, utkanego ze świetlistych wzorców energetycznych, które dają początek wszystkim materialnym formom w naszym świecie. My, ludzie jesteśmy oczywiście, integralną częścią owego kobierca. Bezustannie go tkamy mocą naszych intencji, emocji, myśli, działań i pragnień, które przesuwają, skręcają, fałdują lub plączą jego strukturę. Każde nasze posunięcie ma wpływ na całość wszechświata, na wygląd całego kobierca. Kobierzec ten to Boska Matryca, stanowiąca wzorzec istnienia i funkcjonowania naszej rzeczywistości. Obecne w Boskiej Matrycy wzorce utkane są według zasad Świętej Geometrii, która kieruje się zasadami fraktalności i złotej proporcji, bazującej na liczbie Phi. Zasada fraktalności to ZASADA SAMOPODOBIEŃSTWA, która mówi, że mniejszy element składający się na jakąś całość jest podobny do większych elementów, zawierających w sobie ten mniejszy element. Można to przyrównać do rosyjskich matrioszek różnej wielkości, które wkłada się jedna w drugą. Są one takie same, różnią się jedynie wielkością.  I tak samo nasz wszechświat zbudowany jest z podobnych do siebie elementów, które różnią się wielkością, jednak proporcja składających się na owe elementy części, pozostaje stała i jest opisana liczbą Phi.  Gdy pozostajemy w stanie błogości, gdy odczuwamy Miłość, dźwięk wydawany przez bicie naszego serca tworzy harmoniczną kaskadę fal, widoczną na urządzeniu pomiarowym (Heart Tuner), w której to kaskadzie odległości między składowymi harmonicznymi (dźwięku serca) oscylującą wokół liczby Phi. Okazuje się, że ludzkie uczucia można przedstawić w sposób liczbowy i graficzny. Jak wynika z badań, kształt uczucia miłości  jest ściśle skorelowany z liczbą Phi = 1,618...Częstotliwość, z jaką bije nasze serce ma wpływ na splatanie się DNA. Im bardziej dostrojeni jesteśmy do swojego serca, tym piękniejszy jest wytwarzany przez nie dźwięk i tym bardziej harmonijnie splata się nasze DNA, wytwarzając wokół nas toroidalne pole, będące jednym z wzorów Świętej Geometrii. Budowa torusa jest fraktalnym odzwierciedleniem budowy naszego wszechświata. Powstaje morficzny rezonans, który dzięki zasadzie Samopodobieństwa umożliwia naszym duszom podróżowanie po wszechświecie, odbywanie podróży do gwiazd,  międzywymiarowe wędrówki,  słowem umożliwia odczucie pierwotnej Jedni.

Od nas samych, od wzięcia odpowiedzialności za siebie, swoje odczucia, emocje, kroki na ścieżce, zależy, czy dostrojeni będziemy do Świętej Jedności wyrażającej się Boską Matrycą Światła, czy też kroczyć będziemy drogą ego, która nas rozstraja, zaburza nasze funkcjonowanie, powoduje depresje, choroby, nieszczęśliwe wypadki, itd.  Ten naukowy wstęp miał za zadanie unaocznić nam fakt, że w rezultacie stanowimy Jedność z Całością Stworzenia.. Pojmowana przez nas dualistycznie rzeczywistość jest skutkiem  zaprogramowania NASZYCH UMYSŁÓW, które miało miejsce na Atlantydzie i było związane z eksperymentem Wolnej Woli.  Jak pisze Ewa May we wspaniałym artykule, zatytułowanym „Boska Matryca” : „ Kiedyś, bardzo dawno temu, w czasie, a raczej na poziomie rozwoju świadomości wymiaru 6-tego i 7-ego , czyli trzeciego oka i szyszynki (o tak, ludzkość znajdowała się już kiedyś na tym poziomie rozwoju), doskonałość Boskiej Matrycy Światła została zniekształcona. Dokonały tego istoty bardzo zaawansowane w rozwoju, będące bardzo blisko Boga. Znały one boskie prawa istnienia Matrycy Światła, a były niezależne od czasu, przestrzeni i przemijania. Władały prawie wszystkimi narzędziami stwórczymi Boga, prócz jednego - nie mogły władać manifestacją boskiego ducha i jego potęgą czyli energią miłości, która ma swe źródło w boskim sercu. Miłość jest największą potęgą we Wszechświecie: uzdrawia, porządkuje, oczyszcza, daje życie, aktywuje natychmiastowy rozkwit i sama w sobie jest najczystszym światłem duchowym. Te istoty postanowiły zrobić eksperyment i odstąpić od uczestnictwa w Wyższej Woli i nieustannej synchronii, w której nie było miejsca na ich indywidualne pomysły i działania. Postanowiły sprawdzić, co się stanie z doskonałą Matrycą Światła i z nimi, po zastosowaniu eksperymentu "wolna wola". W tym dokładnie momencie pojawiło się ego i jego wola w miejsce boskiej. Ta niższa wola stworzyła nową matrycę - rzeczywistość inną niż boska. Poprzez połączenia wszystkiego ze wszystkim, intencja tych istot zaistniała jednocześnie wszędzie i powstał dodatkowy wymiar: wolnej woli. To były narodziny matrycy ego, wirusa w doskonałym programie Boskiej Matrycy Światła. Dokładnie jak w komputerze zmienił on sprawnie działające programy, niczym rak, który niszczy idealnie funkcjonujący organizm.”  Ta nowa matryca spowodowała zapomnienie, kim jesteśmy w swej istocie. Zapomnieliśmy o energetycznej siatce utkanej z kwantowo- duchowego światła i o tym, że wpływamy na nią myślami, emocjami i działaniem, przyciągając do siebie na zasadzie wibracyjnego  rezonansu wszystko, co nas spotyka. Rzeczywistość, której doświadczam, smakuję, dotykam, jest odzwierciedleniem mojego wnętrza. Każdy człowiek, który pojawia się na mojej ścieżce jest odzwierciedleniem uzdrowionego, bądź nie (czytaj dostrojonego do Matrycy Światła bądź Matrycy ego) aspektu mnie samej. Jestem wszystkim. Naukowcy odkrywają, że na kwantowym poziomie zanika granica pomiędzy mną a światem, który obserwuję, pomiędzy mną a…Bogiem. Wszystko jest Jednym Świętym Jam Jest, które weszło do gabinetu luster i przegląda się w znajdujących się tam zwierciadłach.. Obserwuje swoje wierne i zniekształcone odbicia.



Patrząc dualistycznie, stwierdzimy, że Matryca Światła jest  „cacy” a Matryca ego „be”. Patrząc sercem odkryjemy, że obydwie są potrzebne. Umożliwiły Bogu samopoznanie, umożliwiły doświadczenie, przygodę.  BEZ GRY CIEMNOŚCI I ŚWIATŁA NIE NARODZIŁABY SIĘ MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA. Znajdujemy się obecnie na etapie powrotu do Boskiej Matrycy. Dokonujemy tego nie poprzez potępienie ego, a poprzez uznanie jego wartości i rozpuszczenie go Światłem Miłości.

W wyższych wymiarach wychodzimy z dualności traktującej biegunowe siły jako swoje przeciwieństwa. Obecnie wychodzimy z trójwymiarowej rzeczywistości, dostrojonej do poziomu czakry splotu słonecznego, związanej z emocjami. Wychodzimy z niej otwierając drzwi serca, wkraczając w świętą przestrzeń czwartej czakry i tym samym dostrajając się do czwartego wymiaru rzeczywistości. Emocje działające w oparciu o umysł nie są zdolne do Rozumienia. Pojawia się ono o poziom wyżej, w  przestrzeni współpracującego ze Świętym Umysłem, Świadomością, Duchem,  Serca. Czakra Serca łączy ze sobą wibracje trzech dolnych czakr i trzech górnych. Wnosi Prawdę Niebios do ziemskiej trójwymiarowej rzeczywistości. Dostraja matrycę ego do Boskiej Matrycy Światła i wreszcie mocą Miłości spaja przeciwieństwa, łączy to, co podzielił umysł.

Codziennie doświadczamy aspektów Boskiej Matrycy i Matrycy ego. To, co nas spotyka uzależnione jest od tego, co w nas uzdrowione i co potrzebuje uzdrowienia. Nasz świat zbudowany jest na zasadzie lustra. Oznacza to, że NASZ ŚWIAT NIE MOŻE OBDARZYĆ NAS MIŁOŚCIĄ; może ją co najwyżej ODZWIERCIEDLIĆ.  Jeżeli Twoje wnętrze wypełnione jest Miłością, będziesz jej na każdym kroku doświadczał. Jeżeli nie kochasz siebie, obecni w Twoim życiu ludzie dadzą Ci to odczuć poprzez sposób, w jaki Cię traktują. Jeżeli pozostajemy z kimś w związku, mamy okazję poprzez obserwowanie swoich odczuć w stosunku do partnera oraz tego, jak on się do nas odnosi, rozpoznać swój poziom miłości do siebie. Nauczeni dualistycznego spojrzenia na rzeczywistość dzielimy ludzi na katów i ofiary, potępiając tych pierwszych, współczując drugim. Nauczeni jesteśmy, że tym drugim trzeba natychmiast spieszyć z pomocą, bo tak postępuje DOBRY CZŁOWIEK.

Są to nasze trójwymiarowe, bazujące na emocjach programy, które niekoniecznie mają związek z prawdą Serca. Jak wiadomo, na poziomie dusz, umawiamy się między sobą na przeróżne doświadczenia w trójwymiarowej rzeczywistości, które przyczynią się do naszego rozwoju.

 Pewnego razu moja przyjaciółka opowiadała mi o znajomej nam kobiecie w średnim wieku, która miała dużo młodszego od siebie partnera. Mężczyzna ten ciągle potrzebował potwierdzenia swojej atrakcyjności, co wyrażał poprzez podrywanie każdej napotkanej na swej ścieżce kobiety.  Co łatwe do przewidzenia, jego partnerka czuła się z tym strasznie: poniżona, odrzucona, ośmieszona, itd. Pierwszy mój odruch  wiązał się z głębokim współczuciem dla tej kobiety. Czułam ją jak siostrę i bardzo było mi jej szkoda. Jednocześnie, czułam złość na jej niedojrzałego partnera.  Tego wieczoru usiadłam do medytacji. Myśli samoczynnie pobiegły w kierunku tej pary. Gdy oddychałam spokojnie, nagle napłynęły takie myśli: twoje współczucie jest uwłaczające dla tej kobiety, która jest potężnym Twórcą swojej rzeczywistości. Postrzegając ją jako ofiarę, wzmacniasz w niej ten program, wysyłasz jej  myślokształty o niskich wibracjach. Zasilasz jej problem Człowiek kierujący się sercem czuje cichą radość związaną z faktu, że każdy doświadcza tego, co jest mu aktualnie potrzebne w rozwoju. Tak więc, zamiast współczuć, raduj się. Wysyłaj tej kobiecie wibracje radości, że doświadczenie, w którym się znajduje, pomaga jej w pokochaniu siebie, zrozumieniu swej Boskości, przybliża ją do Boga. Myśl o niej, że jest potężna i mądra. Ufaj, że wewnętrzna mądrość nakieruje ją na Ścieżkę Miłości i pozwoli odkryć, że jest w istocie przepiękną Boginią. Zobacz jej wspaniałego partnera, który z miłości podjął się roli podrywacza, by ją czegoś nauczyć.  Odczuwaj dla niego wdzięczność. Takie nastawienie, taka energia pozwala na transformację. Człowiek serca nie potępia „kata”. Widzi, że „kat” i „ofiara” pracują na jednym programie, są dwiema twarzami jednego nieuzdrowionego aspektu.  Często cierpienie kata, zadanie, którego się na wyższym planie podjął jest dużo trudniejsze od roli ofiary. Każdy kat skazuje się na bycie ofiarą. Ofiara bardzo łatwo zmienia się w kata. Kat jest ofiarą obecnego w nim braku miłości”  Te słowa zmieniły mój punkt widzenia. Przyjrzałam się sobie i swoim ranom, które odezwały się, gdy słuchałam  opowieści o tej kobiecie i jej partnerze. Moja zraniona kobiecość dała o sobie znać. Potrzebowałam zobaczyć, jak wielką, piękną i wspaniałą Boginią jestem. Żadne działania z zewnątrz nie są w stanie wyprowadzić mnie z równowagi, zaburzyć mojej harmonii ze wszystkim, co istnieje. Taki prezent niosła dla mnie rozmowa z przyjaciółką i odczucia związane z doświadczeniem tej kobiety.  Jakże różni się ta mądrość od tego, co na co dzień praktykujemy.

Bardzo często, gdy czujemy się skrzywdzeni, użalamy się nad sobą, opowiadając o swym nieszczęściu każdej napotkanej osobie, która tylko chce nas słuchać. Swoimi opowieściami zamęczamy innych i ściągamy z nich energię. Nie mówię tu oczywiście o zwierzeniu się przyjaciołom z tego, co nam leży na sercu, w celu poczucia ulgi. Takie otwieranie się przed drugim człowiekiem, czy grupą osób, które nas kochają, powoduje zbliżenie się, wzmacnia więź, powoduje, że czujemy Jedność, ponieważ możemy ujrzeć, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni. Czujemy się otuleni miłością i wszystkie problemy się rozpuszczają. Tak więc, nie mówię tu o tym. Mówię tu o cierpiętnictwie, upajaniu się swoim bólem i rolą ofiary. Ego uwielbia cierpieć, bo to zapewnia mu oddzielenie od Całości, odrębność. Ego może nam tak zamydlić oczy, że pozostajemy w błędnym kole cierpienia i w pewnym sensie nam to odpowiada. Ponieważ nasz świat współczuje ofiarom, gloryfikuje ofiary, mamy zapewniony stały dopływ energii od „dobrych” ludzi. Zyskujemy energię ale cena, którą za nią płacimy jest bardzo wysoka. Jak się możemy domyślić, „dobrzy”, współczujący ludzie, działają po pierwsze na szkodę sobie, ponieważ pozwalają ograbić się z energii, a po drugie nieświadomie przyczyniają się do wzmocnienia cierpienia osoby, którą zasilają. Współczując, utwierdzają daną osobę w programie „ofiary”. Nie oznacza to, że mamy być niewrażliwi na cierpienie innych. Wejście w serce oznacza PEŁNĄ WRAŻLIWOŚCI NEUTRALNOŚĆ. Odczuwam drugą osobę, ale nie uruchamiam EMOCJI WSPÓŁCZUCIA. Jestem empatyczna a w moim sercu cicho śpiewa radość, że ta osoba, ten aspekt mnie, znajduje się w tak pouczającym, wzbogacającym Całość doświadczeniu. W każdym potrafię dojrzeć Boga, który się przebrał za człowieka i doświadcza tego, co jest mu w danej chwili potrzebne. Potrzebuje doświadczyć cierpienia, ok. Wysyłam mu pełne szacunku i akceptacji  myśli.   Jeżeli w moim kanale odbioru pojawia się cierpiąca osoba, osoba pełna złości, krzywdzone dziecko, itp., jeżeli to, co widzę sprawia mi ból, oznacza to, że przyciągnęłam do swojego świata, swoje nieuzdrowione aspekty. Moim zadaniem jest teraz WYSŁANIE ENERGII, UTULENIE, UKOCHANIE tych aspektów MNIE SAMEJ a nie to, co w takich przypadkach najczęściej robimy, WYSŁANIE ENERGII DRUGIEJ OSOBIE . Co innego, gdy ta osoba sama prosi o wysłanie jej energii , czy  o pomoc.  Nie proszeni, nie pomagajmy jednak innym ludziom, bo odbierzemy tego negatywne skutki. (oczywiście nie mówię tu o wypadkach, których jesteśmy świadkami, jak zawał serca, czy omdlenie, itd. Wiadomo, że tu pomoc jest potrzebna!) Nie mówię tu również o zwierzętach, którym trzeba udzielać zawsze pomocy, gdy są w potrzebie.

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Jadę samochodem i widzę stojącą przy drodze kobietę lekkich obyczajów. Czuję w splocie słonecznym ścisk, bardzo mi szkoda, że  w ten sposób musi zarabiać na życie. Wysyłam jej więc energię Światła i Miłości, by pomóc jej zmienić swoje życie. I niestety, ale ingeruję w tę kobietę i jej życie, jej wybór. Uważam, że moja droga jest lepsza, nie zdaję sobie sprawy z przyczyn, które złożyły się na to, kim jest. Być może ta praca sprawia jej przyjemność. Być może jej dusza wybrała sobie to doświadczenie, by coś zrozumieć lub oczyścić karmę. Swoją energią, współczuciem ingeruję w nią i przyciągam do siebie doświadczenie, w którym ktoś zaingeruje we mnie. Tak działa prawo lustra. Przyciągasz to, co sam dajesz.

Każdy osąd drugiego człowieka, każda wysłana oceniająca myśl jest ingerencją i brakiem zrozumienia. Jest zakorzenionym w dualizmie postrzeganiem. Współczucie (nie mylić z empatią)  jest ingerencją, jest oceną. Empatia jest bierna, mogę odczuwać czyjś ból i czuć w sercu świętą radość (co nie jest oczywiście równoznaczne z uciechą czerpaną z czyjegoś nieszczęścia :D). Współczucie to działanie w oparciu o emocje. Działaniem jest wysyłanie energii, zasilanie kogoś, kto się bez przerwy nad sobą użala, nie dokonując w swoim życiu żadnych zmian. Zasilamy wtedy programy matrycy ego, co oddala nas od Boga i Jedności. Największą pomocą, jaką możemy zaoferować temu pełnemu cierpienia światu jest całkowite dostrojenie się do Matrycy Światła. Światło niesie w sobie informacje, na które inni podświadomie reagują. Pełen Światła człowiek emanuje swoją energią i poprzez samo BYCIE zmienia wzorce energetyczne znajdujących się w jego polu istot. Jeżeli w twojej rzeczywistości pojawia się coś, ktoś, kto Cię rani, okaż na wewnętrznym poziomie wdzięczność i uzdrów siebie. To jest droga Pracowników Światła.

Jeżeli widzę piękno w drugiej osobie, oznacza to, że ja mam w sobie piękno i że ta osoba sama w sobie zobaczyła piękno.  Na tym polega prawda Jedności.

Nasze dualistyczne postrzeganie charakteryzują trzy cechy:

1)        Emocjonalna niestabilność: przechodzenie od radości do smutku, od łagodności do gniewu, od wybaczenia do zemsty, od frustracji do entuzjazmu.

2)       Wielka zależność emocjonalna od świata zewnętrznego; przykładanie wielkiej wagi do opinii innych ludzi, szukanie akceptacji na zewnątrz, spełnianie oczekiwań innych, zamiast koncentracji na swym wnętrzu i świadomości, że Jam Jest najwyższym Autorytetem w moim świecie.

3)       Skłonność do oceny. Poczucie bezpieczeństwa czerpane z klasyfikowania zjawisk na te dobre i te złe. Ocenianie siebie, programy z Matrycy Ego.

Wchodźmy jak najczęściej w ciszę. Wszystko, czego szukamy, znajduje się w naszym sercu. Nasze emocje mają wpływ na DNA, powodują, że splatanie się jego wstęg przebiega nieharmonijnie, dostrajając nas do matrycy ego. Cisza i błogość Serca łączą nas ze Stwórcą, z Całością.  Jesteśmy połączeni zarówno z matrycą ego, jak i Boską Matrycą, która jest polem nieskończonych możliwości. Wyłaniają się one mocą naszej woli z tej oceanicznej Jedni.  Istnieje metoda pomagania sobie i innym poprzez pobieranie z  pola tych potencjałów, które są nam akurat potrzebne. Np. jestem chory, potrzebuję wyzdrowieć. Wiem, że w polu nieskończonych możliwości, w Boskiej Matrycy, znajduje się wszystko, czego potrzebuję. Wykonuję więc cztery oddechy (4 jest liczbą Nowej Energii, Nowej Świadomości). Na wdechu pobieram dany potencjał (np. zdrowia)  z pola, na wydechu wprowadzam go do swojej rzeczywistości. I tak cztery razy. Możemy w ten sposób wysyłać energię innym, ale tylko wtedy, gdy poproszą. Gdy widzę na ulicy dziecko, na które bardzo krzyczy mama, czuję jego smutek i ból, wysyłam SWOJEMU SKRZYWDZONEMU DZIECKU wszelkie potencjały, które są mu w danej chwili potrzebne. Obraz dziecka i mój ból to informacja o nieuzdrowionej części mnie samej.

I na koniec podam wspaniałą metodę kreowania rzeczywistości, opracowaną przez Ewę May, którą opisuje ona we wspomnianym już przeze mnie artykule „ Boska Matryca”.



„Aby skontaktować się z Boską Matrycą Światła, z Boskim Duchem, czującym nas, słyszącym i spełniającym nasze życzenia, prośby i marzenia, należy spełnić kilka warunków.

 Po wielu studiach na ten temat i praktykowaniu kluczy kreacji przekonałam się jak proste są mechanizmy funkcjonowania Boskiej Matrycy, komunikowania się z nią i odzwierciedlania naszych modlitw, próśb i intencji.



Oto 9 kroków komunikacji z Boską Matrycą Światła:

 1.należy znaleźć się w miejscu spokojnym, harmonijnym, czystym i uzyskać spokój umysłu,

 2.nawiązać kontakt ze swoim sercem i aktywować dobre uczucia,

 3.najpierw wyrazić podziw i miłość dla Boga/ Natury/Absolutu,

 4.potem wyrazić wdzięczność za dar życia, za codzienne cuda, opiekę i możliwości rozwoju,

 5.wyrazić swe życzenie/marzenie/cel jako prośbę krótkimi, rytmicznymi zdaniami,

 6.wyrazić swe życzenie/marzenie/cel jako wizję spełnionego rezultatu,

 7.wyrazić to jeszcze raz słowami w trybie dokonanym, jakby już zaistniało,

 8.wyrazić żarliwą wiarę w urzeczywistnienie zgodne z najwyższym dobrem,

 9.podziękować wielokrotnie i szczerze, z głębi wdzięcznego serca.



Te 9 kroków można ująć krócej jako 6 zasad komunikacji z Boską Matrycą:

 1.wejście w stan alfa lub głębiej,

 2.jasno sformułowana myśl, życzenie,

 3.pozytywne uczucia płynące z czakry serca,

 4.koncentracja na wizji rezultatu,

 5.wiara w spełnienie, ufność że się już dokonało,

 6.wyrażanie wdzięczności, podziękowanie.”



Jam Jest pełną działalnością i Mocą, wspierającą każdą rzecz twórczą, której chcę.

„Jam Jest częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni”- pamiętajmy o tym . Z czystymi intencjami, rękami działającymi w rytm melodii Serca, powrócimy do Boskiej Matrycy, do Jedni J <3

SYNCHRONIA CZ.1








                                           Synchronia cz.1


E. Wróblewska-Ćwiek




Jak powiedział Einstein „Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: albo tak, jakby nic nie było cudem, albo tak, jakby cudem było wszystko.”


 Oduczyliśmy się patrzec na świat i na życie z zachwytem. Oduczyliśmy się zaufania do procesu życia. Gdy byliśmy dziecmi we wszystkim widzieliśmy magię, tajemnicę. Potrafiliśmy się cieszyc kałużą na drodze, polnym kamyczkiem, kapslem od butelki, kolorowym szkiełkiem, ślimakiem, słońcem, deszczem, burzą, śniegiem. Potem dorośliśmy, „zmądrzeliśmy” i nie potrafimy cieszyc się prawie niczym. Jeżeli do tej pory się nie obudziliśmy, mamy w głowach zakodowany określony program odbioru rzeczywistości. Jest on bardzo logiczny, racjonalny i w gruncie rzeczy na wskroś pesymistyczny i nudny.


 Medycy chińscy uważają, że człowiek, który nie budzi się rano z radością jest chory. Radośc życia jest bowiem naszym naturalnym stanem. Gdy popatrzymy jednak na siebie samych, swoich bliskich stwierdzimy raczej, że naszym naturalnym stanem jest kwaśna mina co rano i nos na kwintę. W naszym społeczeństwie funkcjonuje nawet pewien podświadomy lęk przed radością. Boimy się, że gdy będziemy się na coś bardzo cieszyc, nie otrzymamy tego; boimy się „zapeszyc” jakiś sukces nadmiernym entuzjazmem. Pamiętam, gdy byłam w drugiej klasie podstawówki, stwierdziłam, że lepiej nie radowac się na zapas, bo jeżeli coś pójdzie nie po mojej myśli, będę rozczarowana. Rezultat był taki, że stopniowo oduczyłam się w ogóle radości, w imię jakiegoś nie do końca uświadomionego programu „ nie śmiej się, bo licho nie śpi”. Gdy zauważyłam, że się z czegoś bardzo cieszę, ogarniał mnie irracjonalny lęk, że za chwilę wydarzy się coś, co mi popsuje humor.


 Nie mam pojęcia, skąd takie lęki się pojawiły w mojej głowie, ale wiem, że skoro pojawiły się u mnie, to pewnie i wielu innych ludzi ma je w sobie-jesteśmy w końcu połączeni.


Niejednokrotnie doświadczyłam również ataku innych ludzi, który ściągnęłam na siebie swoim dobrym samopoczuciem. Człowiek radosny ma wibracje na wysokim poziomie, ludzie podświadomie to wyczuwają i niektórzy czują się zagrożeni. Boją się, że okażą się gorsi niż ten radosny człowiek, starają się więc zgasic tę radośc. Jest to forma samoobrony istot, które są przytłoczone swoim postrzeganiem życia, „dorosłym, odpowiedzialnym, racjonalnym”- takim, w którym nie ma miejsca na spontanicznośc, zabawę, cuda i magię.


 Jest takie powiedzenie „nie ma cudów”. Na pewnym poziomie jest to prawda, bo te tzw. cuda, które się przydarzają (np. cudowne uleczenie choroby uznanej za nieuleczalną) rządzą się swoimi prawami, których jeszcze nie poznaliśmy lub nie chcemy poznac. Jednak, jak już powiedziałam jest to prawda tylko na pewnym poziomie. W istocie wszystko, co jest -jest cudem, jeśli tylko potrafimy patrzec.


Możemy patrzec na życie racjonalnie, czyli w sposób lansowany przez system. Możemy myślec, że jesteśmy ożywioną materią, nasze emocje i doznania to tylko skutek określonych związków chemicznych znajdujących się w naszym ciele a sny to forma oczyszczania się mózgu.


Możemy myślec, że naszym celem w życiu jest ciężka praca, odchowanie dzieci, dorobienie się. Możemy życ tak, jakbyśmy wcale nie mieli wnętrza i zachowywac się jak zaprogramowane, posłuszne robociki.


 Możemy też nawiązac z sobą samym kontakt, wskrzesic swoją radośc istnienia, na pewno jakaś jej malutka iskierka tli się w naszym wnętrzu. Tak jak efektywne mikroorganizmy są w stanie uzdrowic naszą planetę, tak my z pomocą spływających aktualnie energii, mamy w sobie potencjał uzdrowienia naszej zbiorowej świadomości. Naszym zadaniem jest odnalezienie tego, co nadaje naszym oczu blasku. Naszym celem jest zaufanie sobie, ale żeby sobie zaufac trzeba siebie poznac. Ta wewnętrzna wędrówka w głąb siebie to najbardziej fascynująca przygoda, jaką życie ma Ci do zaoferowania.


 Dopóki nie dotrzemy do głębi swojej istoty, jest ona dla nas tajemnicą, znajduje się w naszej sferze nieświadomości. Proces stopniowego docierania do samego siebie, poprzez poszerzanie horyzontów samoświadomości nazwał Jung procesem indywiduacji. Polega on na stawaniu się Jaźnią dla samego siebie, Bogiem, do czego prowadzi oczyszczenie się z przekłamanych programów ego. Wspiera nas w tym, opisane przez Junga i Pauliego zjawisko Synchroniczności. Dotyczy ona związku, który zachodzi pomiędzy naszymi stanami psychicznymi a zewnętrznymi wydarzeniami. Przykładem synchroniczności najczęściej przytaczanym jest historia pacjentki opowiadającej Jungowi swój sen o skarabeuszu. W czasie, gdy snuła ona swoją opowieśc, psychoanalityk usłyszał jakieś dziwne chrobotanie dochodzące od okna. Otworzył je i wtedy do pokoju wleciał żuk-najbliższy europejski krewniak skarabeusza. Sytuacja ta okazała się byc przełomem w terapii pacjentki, której nadmierny racjonalizm uniemożliwiał dalszy rozwój. Potrzebowała ona otworzyc swoją świadomośc na zjawiska irracjonalne. Skarabeusz jako egipski symbol odrodzenia i transformacji był dla niej wyraźnym znakiem przemiany, jaka dokonuje się w jej wnętrzu. Fakt, że pojawił się zarówno w jej śnie jak i na jawie był zjawiskiem na pograniczu cudu, którego potrzebowała by się wyzwolic.


 Jung wyróżniał 4 rodzaje zjawisk synchronicznych:


 1) tzw. „znaczące koincydencje” polegające na zauważalnym podobieństwie stanu „psyche” z wydarzeniami zewnętrznymi, które łączy ze sobą nie przyczynowośc, lecz szczególny rodzaj sensu


 2) jasnowidzenie, telepatia (widzenie faktycznych wydarzeń we śnie,w wizjach, poprzez intuicję i wyobraźnię)


 3) prekognicja (przewidywanie wydarzeń)


 4) mantyka i wróżenie (koincydencja między rzeczywistością metapsychiczną a fizyczną)




W naszym codziennym życiu stale otrzymujemy znaki od  Boskości, które pojawiają się pod postacią synchroniczności. W dzisiejszych czasach, np. wiele osób, rozwijających się duchowo, przy okazji spoglądania na zegarek, płacenia rachunków w sklepie, restauracji, itp., na tablicach rejestracyjnych przejeżdżających samochodów widzi mistrzowskie wibracje. Na przykład, gdy spoglądają na zegarek jest godz. 11:33, 12:44, 22:22, itd. albo kwota do zapłacenia w sklepie wynosi 20 zł i 44 gr, albo na tablicach rejestracyjnych przejeżdżających samochodów pojawiają się regularnie podwójne liczby: 11, 22, 33, 44, 55, itd.



Jest to znak, że jesteśmy na ścieżce prowadzącej nas do duchowego mistrzostwa. Czasami pojawiają się w chwilach zwątpienia w siebie, aby przypomniec nam o tym, kim w istocie jesteśmy; czasem też przychodzą jako potwierdzenie, że decyzja, którą właśnie podjęliśmy jest właściwa. Gdy to piszę przypomina mi się zabawa z dzieciństwa. Polegała ona na tym, że patrzyło się na numery rejestracyjne samochodów i szukało na nich podwójnych liczb. Każda liczba oznaczała co innego:




00-niespodziankę


 11-koleżankę


 22-kolegę


 33-wzajemną miłośc


 44-spotkanie


 55-pocałunek


 66-wiadomośc


 77-łzy


 88-złośc


 99-spełnienie wszystkich marzeń.




Zabawę tę musiał wymyślic ktoś ezoterycznie wtajemniczony i znający się na numerologii. Każdy z nas może się tak bawic codziennie. Życie stanie się wtedy barwniejsze. Oprócz wymienionych powyżej znaczeń, dotyczących bardziej magii miłosnej, każda mistrzowska wibracja niesie ze sobą jeszcze inne; i tak:


 00-oznacza nieskończone potencjały, które są dla nas dostępne, które możemy pobrac z przestrzeni za pomocą oddechu, aby zagościły w naszym życiu.


 11- oznacza duchowe mistrzostwo, powołanie do nauczania,zdolności jasnowidzenia, jasnosłyszenia, genialnie rozwiniętą intuicję, telepatię oraz dostęp do wyższej inteligencji kosmicznej umożliwiający rozwiązanie każdego problemu.


 22-to liczba geniuszu twórczego, mistrzowskiej kreacji życia materialnego poprzez „panowanie” nad myślami, umiejętnośc znalezienia rozwiązania każdego problemu na planie fizycznym.


 33-oznacza Chrystusową Świadomośc i miłośc bezwarunkową, którą przejawiamy, jeżeli potrafimy bezgranicznie kochac samych siebie, powołanie do tego, by nauczac etyki wewnętrznej i Praw Energii Miłości. To liczba wrażliwości emocjonalnej i artystycznej, harmonii wewnętrznej.


 44-to „panowanie” ducha nad materią, pełna dyscyplina, konsekwencja postępowania, pomoc, sukces. Wibracja ta uznawana jest w numerologii za najsilniejszą. Daje dar uzdrawiania i nakłada na człowieka obowiązek pracy nad etyką wewnętrzna oraz przyczyniania się do ewolucji świata.


 55-to liczba potężnej energii, to moc ciekawości poznawczej, dociekliwości, znajomości psychiki ludzkiej. Sprzyja ona pionierom, odkrywcom, wynalazcom. Obdarowuje genialnymi pomysłami, odwagą i intuicją.


 66-to wibracja radości życia, umiejętności porozumienia się z każdym przejawem istnienia dzięki energii miłości obecnej w sercu. Obdarowuje wyobraźnią, wrażliwością na piękno, artyzmem.


 77-to wibracja poznania i mądrości. To liczba duchowej doskonałości, perfekcji, precyzji i wewnętrznej czystości. Obdarza wolnością wewnętrzna, intuicją i wyczuciem. To liczba mistycznej tajemnicy. Może oznaczac koniecznośc zaprzestania izolowania się od innych. Wibracja ta nie sprzyja również związkom.


 88-to liczba potężnej energii i szamańskiej mocy. Oznacza umiejętnośc uzdrawiania w oparciu o kontakt z siłami natury.


 99-to liczba altruizmu, humanitarnego działania na rzecz innych. Genialna intuicja i umiejętnośc naprowadzania innych na właściwą ścieżkę, na życie w zgodzie z własnym wnętrzem. To wibracja bodhisattwy, pełnej empatii i zrozumienia istoty, która nauczyła się o tym świecie wszystkiego, co było możliwe i żyje po to, by podnosic wibracje innych.


 Oprócz wyżej wymienionych, Boskość kontaktuje się z nami na miliony innych sposobów. Na przykład: każda choroba to znak, żebyśmy coś zmienili w naszym postępowaniu. Jeżeli spojrzymy symbolicznie na nasze ciało i poszczególne narządy, bez problemu rozszyfrujemy duchową przyczynę swojej dolegliwości.


 Pewnej osobie  ciągle pojawiają się na ścieżce znaki, za pomocą kamieni o kształcie serca, które raz po raz znajduje podczas spacerów po lesie.



Takich znaków otrzymuje każdy z nas codziennie mnóstwo, tylko nie umiemy patrzeć.


 Rok 2009 jest szczególnym czasem, w którym ze wzmożoną intensywnością działa Prawo Odbicia. Mówi ono, że wszystko, co nas otacza, ludzie, których spotykamy na swojej ścieżce życiowej są lustrzanym odbiciem tego, co dzieje się w naszym wnętrzu. Wszystko przyciągamy siłą naszych przeświadczeń, myśli i emocji. Z tego też względu bardzo wskazane jest, byśmy otworzyli się na Synchronię. W kolejnym artykule, który ukaże się w następnym numerze „Crystala” dokładniej jeszcze omówię jej prawa. Na zakończenie powiem tylko, że jeśli w najbliższym czasie spojrzysz na zegarek i ujrzysz godzinę, np. 13:13; 11:11; 16:16 itp. oznacza to, że Światło na Twojej ścieżce  wyczula Cię na to, byś otworzył się na Synchronicznośc. Ona już jest w Twoim życiu, zechciej ją tylko dostrzec:)

SYNCHRONIA CZ.2










Synchronia cz. II


E. Wróblewska-Ćwiek




Na obecnym etapie rozwoju, w którym się znajdujemy otwieramy się na przekroczenie dualistycznego sposobu myślenia. Staramy się wyjść z pułapki ograniczających przekonań i życie każdego z nas obfituje w okazje do uwolnienia swojego umysłu z przetartych myślowych ścieżek-schematów, którym hołduje ludzkośc a które niosą ze sobą cierpienie, ból, chaos i zniszczenie. Znajdujemy się w punkcie, w którym powoli uświadamiamy sobie, że nasz wewnętrzny świat jest dużo bardziej realny niż materialna rzeczywistośc, z którą się stykamy, ponieważ to o czym myślimy, w co święcie wierzymy staje się naszym życiem. Świat, który każdego z nas otacza jest lustrem świata jego przeżyc wewnętrznych-jego umysłowej, emocjonalnej i duchowej aktywności.


 Co więcej materialny świat nie istnieje obiektywnie, gdzieś „na zewnątrz” nas. Jest on tworzony bezustannie przez nas samych i można powiedziec, że jest snem, który jako ludzkośc śnimy.


 Świat ten istnieje jedynie w obrębie mojej, Twojej-naszej zbiorowej świadomości i bez nas-obserwatorów i jednocześnie twórców tego Matrixu nie ma go.


 Wykorzystując znikomy procent potencjału naszego mózgu jesteśmy bardzo nieświadomi swoich twórczych możliwości. Mamy bardzo zawężoną samoświadomośc i z tego względu nasz świat pełen jest cierpienia, braku, biedy, przemocy, itd.


 Gdy uświadomię sobie, że całe moje życie, z wszystkimi jego dziedzinami, jak: relacje międzyludzkie, finanse, zdrowie, praca, rodzina, etc. są jedynie ucieleśnionym odbiciem moich przeświadczeń moja perspektywa odbioru rzeczywistości zmienia się diametralnie. Z biernej ofiary zastanej rzeczywistości zmieniam się w Twórcę, bo wiem, że ograniczenia, które mam są tylko w mojej świadomości.


 Tzw. proza życia staje się poezją, bo odkrywam w sobie artystę.


 Cała praca, którą mamy teraz do wykonania dotyczy poszerzania naszych horyzontów, zmiany przeświadczeń, leczeniu emocji, uświadomienia sobie, że obfitośc wszystkiego, co jest nam potrzebne do szczęścia znajduje się w zasięgu naszych rąk. Potrzebujemy sobie ją tylko wyobrazic, odczuc jako prawdziwą, by w magiczny sposób pojawiła się w naszym życiu.


 Dużo łatwiej jest snuc sobie te teoretyczne dywagacje podparte najnowszymi odkryciami fizyki kwantowej niż życ podług tych prawd. Ale, jak stwierdził Viktor Hugo „Utopia dziś, krew i kości jutro”. Gdy będziemy uparcie i konsekwentnie kierowac się w każdej chwili swojego życia wiedzą, która daje wolnośc, przeniknie ona do naszej zbiorowej świadomości i to, co teraz przychodzi nam z takim trudem stanie się łatwe jak przysłowiowa „bułka z masłem”.


 Wyobraźmy sobie teraz życie przeciętnego „zjadacza chleba”, na przykładach bowiem najlepiej chwytamy istotę zagadnienia.


 Nasz przykładowy człowiek budzi się rano, obudzony przez budzik i wstaje zaspany, zniechęcony, że oto musi wstawac, gdy tak naprawdę miałby ochotę jeszcze sobie pospac. Po chwili uświadamia sobie dodatkowo, że musi iśc do roboty, której nie cierpi. Ponieważ uważa, że jest to jedyna możliwośc zdobycia przez niego środków do życia, szykuje się do wyjścia. Ubiera się i podczas tej czynności w myślach mówi do siebie: „znowu przytyłeś, tłuściochu”. Potem przychodzi czas na poranne ablucje. Goli się przed lustrem, patrzy w swoje oczy i myśli: „z takim wyglądem nic dziwnego, że jesteś nieudacznikiem”. Kończy poranne mycie, rzuca szybkie spojrzenie na zegarek i uświadamia sobie, że jeśli za chwilę nie wyjdzie-spóźni się. Wyciąga więc pośpiesznie kiełbasę z lodówki, i zestresowany biegnie do samochodu, jedząc w biegu. W tym pędzie potrąca niechcący po drodze jakiegoś gburowatego mężczyznę, który wygrażając parasolem, krzyczy za nim: „uważaj trochę, grubasie!”. Gdyby nie to, że się bardzo spieszy, na pewno wygarnąłby mu, co o nim myśli. Wsiada do samochodu, nabuzowany i zestresowany, że nie zdąży. Jedzie i klnie w samochodzie na korki,nieudolnych kierowców, dziury w nawierzchni, etc. Dociera do pracy i cały dzień użera się z petentami. Humor psuje mu dodatkowo fakt, że w firmie na stanowisku, o którym marzył pojawił się nowy, kompetentny, pewny siebie pracownik, co przekreśliło ostatecznie jego nadzieje na awans. Najchętniej utopiłby go w łyżce wody i w myślach wyszukuje słabych punktów nowego, żeby go „zniszczyc”.


 Jest dzień wypłaty, odbiera więc pieniądze i zgorzkniale stwierdza, że po opłaceniu rachunków zostanie mu bardzo niewiele „na życie”. „Biednemu to zawsze wiatr w oczy”-myśli, po czym zaczyna z zazdrością myślec o wysokości pensji „nowego”, i tak dalej i tak dalej.


 Ten krótki fragment mówi nam bardzo wiele o stanie świadomości tego człowieka i możemy się przekonac, jak bardzo to, o czym jest przeświadczony wpływa na to, co się dzieje w jego przestrzeni. Nienawidzi swojego wyglądu, jest przekonany, że to jak wygląda przekłada się na jego zawodowe życie i talenty. Zmusza siebie do pracy, której nie znosi, bo uważa że na nic innego nie zasługuje. Nie szanuje siebie, wymyślając sobie od tłuściochów i nieudaczników. Nie daje sobie przestrzeni na spokojne zjedzenie pożywnego śniadania. Je w biegu i pędzi jakby od tego zależało jego życie. W jego „kanale odbioru” pojawia się człowiek, który wyzywa go od „grubasów”. Pojawia się on nie przez przypadek. Zdarzenie to zostało wykreowane przez niego po to, by uświadomił sobie lepiej to,co sam do siebie mówi. Ale „nasz człowiek” nie rozumie tego, nie uświadamia sobie faktu, że gbur, który go obraził przyszedł do niego na jego własną nieuświadomioną prośbę. Myśli, że jest to kolejny dowód na to, że jest beznadziejny i nie zasługuje na nic lepszego. Skoro tak myśli, to jakże by mógł awansowac? Uważa, że jest gorszy,nic niewarty, nieudolny, więc energie, którymi nieświadomie zarządza sprawiają, że kto inny zajmuje jego miejsce. Myśli, że życie polega na ciągłej walce i że wszelkie dobra trzeba sobie nawzajem „wyszarpywac”, bo niczego nie ma pod dostatkiem. I jak myśli, tak jest, jak mówi tak ma.


 Nasz zbiorowy umysł pełen jest takich zawirusowanych informacji.


 Po pierwsze naszym głębokim przekonaniem jest fakt, że musimy pracowac. Dla wielu z nas praca jest sensem życia. Praca jest naszym obowiązkiem, powinnością, koniecznością, środkiem umożliwiającym przetrwanie. Bez pracy nie będę miał pieniędzy a bez pieniędzy nie będę miał, co jeśc a bez jedzenia umrę-to wie już prawie każde dziecko. I tu znowu możemy sobie uświadomic, że koniecznośc jedzenia jest jedynie naszym głębokim przeświadczeniem a nie- faktyczną koniecznością.


 Gdzieś na bardzo głębokim poziomie uważamy,że „bez pracy nie ma kołaczy” i to przeświadczenie rządzi, czyniąc z nas niewolników, wyrobników, tytanów pracy, pracoholików, zmęczonych życiem, zniechęconych i sfrustrowanych. Czy wiesz, że większośc z nas, gdy po śmierci swego fizycznego ciała ogląda swoje życie, stwierdza: „i po co ja tak dużo pracowałem...”?


 Nie przyszliśmy tutaj pracowac, wywiązywac się z obowiązków, poświęcac się. Przyszliśmy tu po to, by doświadczac szczęścia i robic to, co daje nam pasję.


 Ostatnio złapałam się na tym, że ciągle sprzątam. Mam w domu małe dziecko, które poznaje świat a to wiąże się z tym, że bałagani. Ja sprzątam jedno pomieszczenie, a w tym czasie moja córeczka bałagani w innym. Gdy posprzątam to inne, ona już w tym czasie działa w następnym i tak w kółko Macieju do momentu, gdy na pół godziny zaśnie. Gdy śpi, ja w tym czasie posprzątam to, co malutka zdążyła nabałaganic, ona się budzi i cała zabawa zaczyna się na nowo. I tak od rana do wieczora, dzień po dniu.:)


 Przyzwyczajona do tego stanu rzeczy, który można bez przesady nazwac kieratem, początkowo nie zauważałam w ogóle tego, że żyję tak, jakby sensem mego istnienia było sprzątanie. Uświadomiłam sobie, że w przestrzeni moich zwykłych codziennych myśli nie ma w ogóle miejsca na czas dla siebie. Jak mogę miec czas dla siebie, skoro myślę tylko o tym, co mam do zrobienia i załatwienia?


 Skoro myślałam ciągle tylko o obowiązkach i pracy, to rzeczywistośc będąca odzwierciedleniem moich myśli przynosiła mi tych obowiązków i pracy coraz więcej. Dla kontrastu, mój mąż myśli głównie o tym, jak zorganizowac sobie życie, żeby miec czas na ulubione lektury, filmy, przyjemności. I faktycznie mieszkamy pod jednym dachem i on zawsze wygospodaruje czas dla siebie a mi się to do tej pory nie udawało. Myśląc logicznie, z pozycji ofiary mogłabym stwierdzic: mam męża egoistę, który myśli tylko o swoich przyjemnościach a ja muszę tyrac za dwoje;)


 Chociaż ten sposób myślenia jest bardzo charakterystyczny dla 90% naszego społeczeństwa to jest on błędny. To nie mój mąż, nie moja bałaganiąca córeczka ponoszą odpowiedzialnośc za mój brak czasu dla siebie ale w 100% ja sama. Do tej pory porządek, obowiązki, powinności wypełniały moją głowę, sprawiając że działałam jak zaprogramowany na robotę automat. Jako istota świadoma stwierdziłam, że wybieram dla siebie inny potencjał i inne funkcjonowanie. Logiczny w tej sytuacji byłby wybór czasu dla siebie kosztem porządku. Ale ja idę dalej i koncentruję moje myśli na tym, by doświadczac zarówno porządku, jak i czasu dla siebie. To nie musi się wykluczac. Przyzwyczajeni jesteśmy do ograniczonej możliwości wyboru. We wszystkich dziedzinach naszego życia wybór odbywa się na zasadzie albo-albo,np. gdy kupię sobie sukienkę nie starczy mi na buty, jeśli wybieram pracę zawodową i samorealizację nie mam czasu dla najbliższych, albo dużo jem albo jestem szczupły, albo mam szczęście w kartach albo w miłości, itd.


 Nasza nowa świadomośc i nowy sposób płynięcia energii (płynie ona teraz ekspansywnie we wszystkich kierunkach a nie jak do tej pory wibracyjnie w oparciu o dualizm) powodują, że otwieramy się na rzeczywistośc, w której wszystko jest i jedyne czego nie ma to brak. Utarte powiedzenie, że „w życiu nie można miec wszystkiego” przestaje nas determinowac.


 To, co jest teraz ważne, aby uświadamiac sobie swoją boskośc, to wyobraźnia i otwartośc na doświadczanie różnych cudów w życiu, np. w ciągu dnia mam do załatwienia tyle spraw, że logicznie rozumując, na pewno nie starczy mi czasu dla siebie. Biorę więc wdech i na wydechu mówię energiom, że jako Bóg podejmuję decyzję, że zdążam załatwic wszystkie te sprawy i zostaje mi czas wolny.


 Albo muszę dotrzec na czas w miejsce, do którego dojazd zabiera na ogół 4 godziny a ja postanawiam, że dojadę tam w trzy godziny-otwieram się w ten sposób na doznanie plastyczności czasu. Ważnym jest to, by nie kontrolowac sposobu realizacji naszej dyspozycji i zaufac,że energie wiedzą jak to zrobic. Takie małe cuda, wydarzające się w naszej przestrzeni pozwalają na coraz bardziej zaawansowane i pełne poczucie własnej boskości. Dla Boga nie ma bowiem spraw niemożliwych. Gdy uwolnimy umysły z okowów ograniczeń będziemy latac, teleportowac przedmioty, będziemy mogli byc jednocześnie w kilku miejscach, będziemy stwarzac materię, rozumiec mowę zwierząt, roślin, minerałów, rozumiec wszystkie zagadnienia wszechświata, znac odpowiedzi na wszystkie pytania, i cokolwiek tylko sobie wymarzymy.


 Kluczem do doświadczenia tego wszystkiego jest świadomośc, że wszystko, co mi się w życiu przydarza, jest dziełem mojej kreacji: niemiła pani w sklepie, brak pieniędzy, wypadek samochodowy, awaria pralki, etc. Każde zarówno miłe jak i niemiłe doświadczenie stwarzamy sobie sami, po to by coś lepiej zrozumiec i każde takie zdarzenie poprzez zmianę swojej percepcji możemy zmienic w taki sposób by nam służyło. Pamiętaj więc, by nigdy nie oceniac i nie obwiniac nikogo, również samego siebie za to, co się stało. Po drugie zrezygnuj z używania słowa „muszę” na rzecz słów”chcę”, „mogę”. Po trzecie podejmij decyzję o byciu uważnym w każdej chwili Twojego życia, po to by nie wpadac w pułapkę starego sposobu myślenia i reagowania. Gdy znajdujesz się w sytuacji, którą uważasz za trudną doceń siebie, że stworzyłeś dla siebie takie wyzwanie i poszukaj ukrytego w tej sytuacji prezentu.


 Synchronią można nazwac cały proces naszego istnienia w tej rzeczywistości. Póki co dla większości z nas jest to synchronia nieuświadomiona. Nie zdajemy sobie bowiem na ogół sprawy z tego, że cała rzeczywistośc materialna i wszystkie doświadczenia, które uważamy za realne dzieją się równolegle z naszym przeświadczeniem, że one faktycznie istnieją i mają miejsce.


 Zjawiska synchroniczne, których doświadczamy, np. takie, że myślę długo o jakimś zagadnieniu i za chwilę „przypadkiem” słyszę w radiu audycję poświęconą tej kwestii są po to by nas wyczulic na własny twórczy potencjał, którego doświadczamy w każdej chwili swojego istnienia. Gdy otwieramy drzwi prowadzące do jakiegoś pomieszczenia nie doświadczamy tak naprawdę otwarcia tych drzwi a jedynie percepcji zmysłowej tej czynności. W filmie „Matrix” dzieci wyginały łyżeczki siłą woli, ponieważ były przeświadczone o tym, że „there is no spoon”-że w rzeczywistości nie ma żadnej łyżeczki a tylko fakt naszego śnienia o niej. Czyż z tej perspektywy wszystko, co nas otacza nie jawi się jako cud? Fakt, że czuję pod nogami twardy grunt podłoża, że widzę kota, słyszę śpiew ptaka, kosztuję pysznej potrawy-ta niezwykła zagadka istnienia. W rzeczywistości nie ma żadnego kota, ptaka, potrawy, tylko moje doświadczenie kota, ptaka, potrawy. Stworzyliśmy to wszystko-całą tę bogatą, złożoną, wielopoziomową rzeczywistośc -staliśmy się częścią naszego dzieła i zatraciliśmy się w tym tak dogłębnie, że zapomnieliśmy kim jesteśmy.


 Teraz sobie przypominamy i wyzwalamy się z klatki,w której się sami zamknęliśmy. Im bardziej wdzięczni, radośni i kochający jesteśmy tym bardziej otwieramy się na swoją Boskośc, przecierając tym samym ścieżki dla innych- mniej otwartych aspektów nas samych, które póki co postrzegamy jako innych ludzi.


 Podziękujmy samym sobie za odwagę zanurzenia się w ignorancji i zapomnieniu i za dary, które daliśmy sami sobie, bo jak napisał ksiądz Twardowski:




Nawet by nie wiedziano


 ile razy się biegnie po schodach bez windy


 ile czystego piekła może byc w nieszczęściu


 jak cicho po pierwszym wzruszeniu


 nikt by nie wiedział


 że najładniej w gnieździe czyżyka


 że biały dziwaczek zakwita kiedy deszcz pada


 że motyl odróżnia żółte od zielonego


 że matkę może przypomniec jeden krzyżyk


 włóczki


 że rybitwa fruwa z jaskółczym ogonem


 że wierzba w fujarce smutna przy krowach


 wesoła


 że świecę się stawia tuż obok śmierci



gdyby był Bóg bez ludzi.

wtorek, 24 kwietnia 2012

ŚWIETA POWOLNOŚĆ








                  Święta Powolność



E. Wróblewska-Ćwiek


Przez eony lat byliśmy niewolnikami pozostających w ukryciu istot, sterujących przedstawicielami naszych rządów. Panujące w naszej rzeczywistości programy, wzorce i ideały, układały się w jeden spójny przekaz, wysyłany do naszej podświadomości i świadomości, nakazujący nam eksploatowanie siebie do granic możliwości. Kult ciężkiej pracy, dawania z siebie wszystkiego, pogoń za pieniądzem i sukcesem, szacunek dla człowieka nie za to kim i jaki jest a za to, czego dokonał, to wszystko spowodowało, że w swej codzienności zorientowani jesteśmy zadaniowo. Zadanie do wykonania jest dla nas ważniejsze od doświadczania życia chwila po chwili, moment za momentem. Spieszymy się gonimy i uciekamy ciągle od swojego wnętrza w wir zewnętrznego świata.  Ta nerwowość wynika zarówno z programów narzuconych nam przez świat zewnętrzny,  jak i z pierwotnego lęku, który jest zapisany w komórkach naszego ciała. Gdy rozpoczęło się stworzenie, zostaliśmy wyodrębnieni z Całości, przeszliśmy przez ścianę ognia i znaleźliśmy się nagle sami w obcej, groźnej, nieznanej rzeczywistości. Gwałtownie oddzieleni od bezgranicznego poczucia bezpieczeństwa, błogości, jakie odczuwaliśmy będąc  częścią wielkiej Jedności, poczuliśmy lęk, który spowodował wręcz fizyczny ból.  Ból ten odcisnął się piętnem w naszej pamięci komórkowej.  Doświadczenie to było tak przykre i bolesne, że pomimo iż na świadomym poziomie go nie pamiętamy, podświadomie ciągle uciekamy od niego, a tym samym od siebie, od ciszy.


Przez wieki w naszej rzeczywistości dominowała energia męska. Jej domeną jest działanie, nadawanie kształtu  eterycznym ideom, wcielanie słowa w czyn. Energia żeńska, która jest energią Domu, ciszą, wiedzą, źródłem natchnienia i boskiej inspiracji, została zdławiona, przydepnięta butem panów i władców naszego świata. W myśl postępu i tzw. rozwoju cywilizacji dawaliśmy się wyciskać jak cytryny z energii, sił żywotnych, entuzjazmu i radości życia. Pojawiły się depresje, syndrom wypalenia zawodowego, niechęć do życia, brak przyrodzonej nam radości.  Staliśmy się trybikami w machinie, automatami, wykonującymi czynności, do których wykonania nas zaprogramowano. Gnamy przez naszą rzeczywistość, jak lokomotywa z wiersza Tuwima „a dokąd a dokąd a dokąd, na wprost, po torze po torze po torze, przez most”, byle szybciej, byle prędzej, nie bacząc, że żyjemy nie żyjąc, odcięci od duszy, wręcz martwi.  Głębia, cisza, zanurzenie się w siebie i życie, oto, czego nam teraz dla równowagi potrzeba. Nie czekajmy aż Nemesis  zmusi nas do zatrzymania się w tym pędzie, poprzez zesłanie na nas wypadku, czy choroby. Wielu ludzi cierpiących na nowotwory, poprzez chorobę otrzymuje  od Światła informacje,  że ich życie toczy rak pośpiechu.  Kręcimy się w kółko jak chomiki na karuzeli, ponieważ tak nakazuje nam umysł.


Nasz umysł, niczym twardy dysk w komputerze, działa w oparciu o pole elektromagnetyczne. W przypadku umysłu jest to pole elektromagnetyczne generowane przez Ziemię.  Nasza planeta i jonosfera wchodzą w interakcję, w wyniku której powstają fale elektromagnetyczne. Zjawisko to zostało nazwane od nazwiska jego odkrywcy „rezonansem Schumanna” . Nazywane bywa również pulsem Ziemi.


 Każdy żywy organizm wchodzi w reakcję z tym pulsem. Częstotliwości emitowane przez nasz mózg wykazują wielkie podobieństwo do tych, generowanych przez ziemskie pole elektromagnetyczne. Przez tysiące lat częstotliwość fal utrzymywała się na stałym poziomie, tj. 7,8 hz. Od kilkunastu lat rezonans zaczął ulegać zmianie, osiągając już 12 hz i stale rosnąc.  Ma to związek z przemianami, dokonującymi się na naszej planecie. Gdy puls Matki Ziemi przyspiesza, odczuwają to wszystkie organizmy żywe. Ludzie mogą to odczuwać jako migreny, bóle mięśni, skurcze, chroniczne zmęczenie, problemy z oczami, brzęczenie w uszach, grypopodobne objawy, utrzymujące się jeden, dwa dni. Pod wpływem tych zmian, zmienia się nasze DNA.


Ziemia jest bombardowana przez Słońce wysoko zjonizowanymi cząsteczkami Światła, które podwyższają wibracje planety i pozwalają nam uwolnić się z więzienia umysłu. Przyspieszenie pulsu Matki Ziemi sprawia, że mamy wrażenie, iż czas przyspieszył. Nowy rytm bicia serca naszej planety sprawia, że nasze komórki dostosowują się do niego i dostrajają, a my czujemy, że życie upływa nam w szybkim tempie. Niemal wszyscy czujemy, że dzień za dniem upływa nam  w mgnieniu oka i stresujemy się, że nie mamy czasu, by ze wszystkim zdążyć.


Spieszymy się, pędzimy i żyjemy w ciągłym napięciu. Zapominamy, że sami tworzymy swoją rzeczywistość i że im bardziej się spieszymy, tym mniej mamy czasu. Żyjąc w biegu, sprawiamy, że nie jesteśmy świadomie obecni w naszej teraźniejszości.


W tym ostatnim mistrzami są dzieci. Gdy mamy małe dziecko w domu, otrzymujemy wspaniałą okazję, by się od niego uczyć. Dziecko wykorzystuje każdy moment, by się bawić. Gdy się je  ubiera, np. pomiędzy założeniem jednej skarpetki a drugiej skacze na łóżku, tańczy, przytula się , lub robi co innego, co mu akurat  w duszy gra. Gdy idzie na spacer, zatrzymuje się, by popatrzeć na ptaszka, pogłaskać przechodzącego pieska i nie patrzy na to, że trzeba lecieć, bo właśnie zapaliło się zielone światło.  


A my  popędzamy je i poganiamy, bo „nie ma czasu”. W którymś momencie jednak, przychodzi zrozumienie. Zwalniamy, zaczynamy oddychać powoli i świadomie. Zwracać uwagę na otaczające nas pole informacji i niepowtarzalność każdej chwili. Pojawia się  spokój, akceptacja i błogość.


Chcemy czuć, że mamy czas, że czas jest plastyczny, że jesteśmy tu po to, aby być i doświadczać boskości w każdej chwili. Kiedy coś robimy i w naszej przestrzeni pojawia się coś, co nam  to przerywa, nie traktujemy już tego, jako irytujące zakłócenie, przeszkodę. Wiemy, że pojawiło się to z jakiegoś powodu, że jest w tym dla nas ukryty dar, informacja.  


Gdy się spieszymy, zabijamy chwilę obecną, wprowadzamy do ciała stres a do otoczenia nerwową atmosferę. Warto celebrować każdy moment, bo gdy jesteśmy w takim stanie ducha, przychodzą do nas olśnienia z wyższego, bardziej subtelnego planu istnienia.


Gdy przygotowujemy rodzinie jedzenie, robmy  to z miłością, bez pośpiechu, uważnie, ponieważ  ta energia zasili ich ciała i dusze. Gd spożywamy posiłek robmy to świadomie i z wdzięcznością. Każda chwila codzienności pełna jest błogosławionych wydarzeń.


Gdy się spieszymy, przegapiamy je a potem brakuje nam energii i widzimy świat w czarnych barwach. Święta powolność to cicha radość życia, celebrowanie go i wyrażony w ten sposób szacunek do życia i do samego siebie. To nie wykonanie zadania jest ważne a pozostawanie w harmonii z wszystkim , co płynie. Gdy jesteśmy w harmonii ze swoim wnętrzem, w harmonii z rytmem życia, nasze ręce pracują zgodnie z biciem serca a każdy  krok niesie pokój.


Jesteśmy świadoma swoich odczuć i bardziej nastawieni na obserwację własnych reakcji emocjonalnych. Stwarzamy  sobie czas i przestrzeń, by dostrzec i zrozumieć płynące do nas z odczuć informacje. Świadomy oddech nam  w tym pomaga. Z każdym oddechem wprowadzamy do ciała relaks i odprężenie.


 „Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy” i jak mówi Kora:  „poczekaj trochę, poczekaj w ciszy, bo w ciszy nawet kamień rośnie, bo w ciszy rośnie tajemnica, sekrety schodzą się z ulicy”

MISTRZOSTWO



MISTRZOSTWO

Emilka Wróblewska-Ćwiek

 Mistrz to ten, który w pierwszej kolejności dba o siebie. Zdanie to zawiera w sobie bardzo wielka głębię. Wniknięcie w nią, odczucie prawdziwego znaczenia oraz energii, do której bramą są te słowa jest jedną ze ścieżek prowadzących do Oświecenia.

Każdy z nas jest  ubraną w ludzki skafander Jaźnią. Skafander ten, jawiący się jako realny i namacalny, mógł zaistnieć za sprawą pola magnetycznego o bardzo niskich częstotliwościach. Nasza Jaźń, Jaźń Boga, Boska Jaźń- Całość Istnienia wyodrębniła z siebie cząstki, które tak obniżyły swoje wibracje, by móc doświadczyć snu o oddzieleniu od Całości.  Stworzyła pole magnetyczne o niskich częstotliwościach, zaprojektowała, „ narysowała” ludzkie ciała, utworzyła iluzję wciśnięcia się w nie i rozpoczęło się doświadczanie Mai- materialnej rzeczywistości za zasłoną zapomnienia.

Zapomnieliśmy o planie energetycznym, za  pomocą którego Jaźń, Świadomość dostarcza nam matryc kształtujących materialny świat. Zapomnieliśmy o Jaźni,  zapomnieliśmy o sobie. Rzeczywistość na zewnątrz wciąga nas, hipnotyzuje w każdym momencie i kusi swoimi skarbami. Skarby te wykonane są, mówiąc obrazowo z tombaku, który jawi nam się wskutek zapomnienia jako złoto. Niemal każdy człowiek odczuwa w sobie opór przed zanurzeniem się w siebie, w swoje wnętrze, w swoją głębię. Im niższe są jego wibracje, tym silniejszy jest odczuwany przed tym opór. I odwrotnie, im wyższe częstotliwości, tym większa potrzeba Poznawania Siebie.

W Epoce Ryb, która aktualnie dobiega końca nasza zahipnotyzowana świadomość została zakodowana przez przeświadczenia, które pogłębiały stan zapomnienia. Przeświadczenia te wsączane nam do umysłów przez różne religie nakazywały zapomnienie o sobie na rzecz innych, gloryfikowały poświęcenie swojego życia, ciała, dobra na rzecz innych: czy to narodu, „ojczyzny”, czy to dzieci, czy to cierpiących i biednych. Na ówczesnym poziomie naszej świadomości bardzo nam te programy pasowały, podobały nam się, ponieważ gwarantowały że nie będziemy musieli wnikać w siebie, konfrontować się z ciszą wewnątrz siebie, przed którą czuliśmy lęk.

Dzisiaj nasza planeta zalewana jest wiązkami wysoko wibrujących energii. Jest to Światło, niosące ze sobą informację o naszej prawdziwej naturze, o prawdziwej rzeczywistości, kryjącej się za tą, postrzeganą zmysłowo. Część ludzi, dostrojonych wibracjami, odczuwa tą energię, jest w stanie odebrać płynącą od niej informację, zew do wolności. Budzimy się.

Odkrywamy, że brama do Jaźni, do Całości, szczęścia i spełnienia znajduje się w naszych sercach. Samo jednak odkrycie, tkwiące w umyśle, przerabiane przezeń na wszelkie możliwe sposoby  i warianty, NIE WYSTARCZY, by do tego świata się dostać.  Możemy codziennie czytać  zawierające w sobie mądrość zdania: „ Rzeczywistość to iluzja”, „ Pokochaj Siebie”, „ Jesteś Bogiem”, „Każdy z nas jest Mistrzem”, „Wszystko jest Właściwe i Potrzebne”,  itd. i w niewielkim stopniu zbliżać się do swego Źródła- Jaźni. Może to być po prostu zmiana papki, którą codziennie karmimy nasze umysły, jednak nie serca. Może to być też tak, że zaczynamy od zmiany „pożywienia” dla umysłu, by następnym krokiem było wdrożenie tych ideałów w życie, STANIE SIĘ UCIELEŚNIENIEM TEJ PRAWDY.

Mogę wybrać, czy przez moje oczy patrzy ego- istota utkana z ograniczonych wyobrażeń o sobie, czy też patrzy przez nie Jaźń- moje Wyższe Ja, Boska Istota świadoma swej wielkości, pełna Miłości, wolna od ograniczeń. Żeby to drugie było możliwe, potrzebuję się w Nią wsłuchiwać, potrzebuję ją odczuć poprzez zanurzanie się w Ciszę i kontakt z własnym wnętrzem.

Mistrz to ten, który w pierwszej kolejności dba o Siebie. Zdanie to dotyczy tyleż świata zewnętrznego, co naszego Wnętrza! Zadbaj o Siebie oznacza poznaj Siebie, docieraj do wszystkich swoich aspektów, by wypełnić je czułym Światłem swej Miłości, zadbaj, by mieć kontakt z Sobą w każdej chwili swojego życia. Gdy każdy Mistrz zadba najpierw o Siebie, ten świat zostanie uzdrowiony.  Dbam o Siebie, ponieważ wiem, że rzeczywistość na zewnątrz jest ułudą.  Dbam o Siebie, ponieważ wiem, że Jaźń jest Prawdziwą Rzeczywistością.

Gdy doświadczasz, koncentruj swoją uwagę na tym, co czujesz a nie na świecie zewnętrznym : opiniach innych ludzi, swoim image’u, itd. Są to tylko lustrzane odbicia twych sądów i odczuć na swój temat . Ich Źródłem jesteś Ty. Zacznij od Wnętrza. Wczuj się w siebie, w swoje serce, pełne Miłości do Wszystkiego, co nas otacza. Akceptujące zarówno świat ego, jego cierpienia, przekonania, emocjonalne reakcje jak i doskonałość Ducha.

W każdej chwili możemy „importować” ze swojego Wnętrza do świata na zewnątrz głęboki szacunek dla istoty, którą jesteśmy po prostu wczuwając się w nią. Gdy czuję ten Szacunek do Siebie, wówczas szanuję też wszystko, co istnieje, otaczające mnie wcielone życie w każdej postaci;  innych ludzi, zarówno tych w maskach ego jak i tych nagich i pięknych w swej Boskości.

„Wszystko jest właściwe”, „Każdy Twój wybór jest właściwy, ponieważ jest decyzją Boga”. Gdy ego zachwyci się tymi zdaniami, mówi „w to mi graj” i zapędza się samo w kozi róg. Folguje swym nie najwyższym instynktom, zaspokaja żądze i pragnienia, by na końcu odkryć, że odczuwany przez nie głód miłości jest jeszcze większy niż w punkcie wyjścia. I patrząc z wyższego poziomu jest to właściwe, ponieważ służy doświadczaniu, ponieważ „błędy”  te  pokazują, które uliczki są ślepe . Gdy świadomie kroczymy Ścieżką do Boga w sobie, dwa zdania otwierające ten paragraf to pomocna dłoń podawana  przez Jaźń, aby ułatwić nam Akceptację, Miłość, wybaczenie sobie i innym , zrozumienie.

„Każdy wybór jest właściwy, ponieważ jest decyzją Boga”.  Odczuj, że Jesteś Bogiem i weź odpowiedzialność za swoje kroki.  Jaźń doświadcza przez Ciebie, przeze mnie rzeczywistości za zasłoną zapomnienia. Jaźń odczuwa myśli, emocje, zachowania, reakcje ego- wyrosłej na gruncie zapomnienia świadomości. Wszystko jest Jaźnią, Bogiem, nawet (co się w głowie nie mieści, ale serce pojmuje) Jej przeciwieństwo. Gdy podejmujemy decyzje z poziomu ego, działamy z poziomu ucznia. Gdy podejmujemy decyzje z poziomu Jaźni, przejawiamy Mistrzostwo.

Chcesz być Mistrzem dbaj o Siebie, słuchaj Jaźni, patrz jej oczami. Odpowiedzialność Mistrza  za swoje czyny oznacza, że robi on wszystko, by w każdej chwili zapraszać Jaźń do swego Wnętrza. Na ścieżce prowadzącej do Mistrzostwa zdarzają nam się potknięcia.  Patrzmy na nie akceptującymi oczami Boga. Nie mów: „popełniłem błąd” a „próbowałem coś odkryć”- to uwalnia od poczucia winy. Poczucie winy, wstyd to emocje zamykające Jaźni drzwi przed nosem.  Gdy je odczuwamy, Boskość nie ma do nas dostępu.  Nienawidzimy wówczas siebie. Jaźń postrzega wybór tych emocji jako to, że decydujemy się teraz patrzeć oczami ego. Szanuje tę decyzję i nie wprasza się do nas. A my cierpimy. Oddychaj i przytulaj swoje błędy, ograniczające przeświadczenia, kroki na ścieżce ego. Dajesz tym samym sygnał Jaźni, że przygotowujesz dla Niej przestrzeń , że Jesteś Mistrzem, który dba o Siebie.

W każdej chwili przepływa przez Ciebie Boskość. Wsłuchaj się w ciszę, by Jej doświadczyć…

NAMASTE

AKCEPTACJA






                                                               AKCEPTACJA


Emilka Wróblewska- Ćwiek

Nowy Człowiek to taki, który opanował sztukę Akceptacji. Umiejętność akceptowania wszystkich doświadczanych zjawisk jest równoznaczna z tym, że potrafimy kochać bezwarunkowo. W naszej wędrówce przez codzienność ciągle się coś wydarza. Przed naszymi oczami pojawiają się obrazy, uszy słyszą dźwięki, ciała doświadczają przeróżnych energii.  Widzimy innych ludzi, zwierzęta, rośliny, obserwujemy zjawiska. A raczej, dobrze by było, żebyśmy obserwowali…Obserwacja wiąże się bowiem z neutralnością i brakiem oceny. Gdy potrafimy nie oceniać danej sytuacji (np. mówiąc, że jest beznadziejna), drugiego człowieka (jego wyglądu, ubioru, zachowania, postępowania), siebie, oznacza to, że ROZUMIEMY otaczający nas świat. Pojmujemy, że sami go stworzyliśmy począwszy od kwiatka rosnącego przy leśnej ścieżce, na tym, czego codziennie doświadczamy, skończywszy.  W momencie, gdy oceniamy zamykamy się na zrozumienie tego, czego doświadczamy. Wszystko, co nas spotyka , przyciągamy do swej rzeczywistości siłą swoich przeświadczeń, wdrukowanych reakcji, myśli, emocji.  Im więcej lęku mamy w sobie, tym więcej cierpienia sobie kreujemy. Również z lęku bierze się ocena.  Ocena to zabarwiona pejoratywnie, wzmocniona przez negatywne emocje,  a dokonana przez umysł, interpretacja danego zjawiska, człowieka, rzeczy, itd. Należy odróżnić stwierdzenie faktu od oceny, np. mogę powiedzieć, że ktoś jest gruby i nie będzie to ocena a opis człowieka. Lecz, gdy dołączę do tego emocję i powiem to samo z pogardą, prześmiewczo, z brakiem szacunku, będzie to oceną.  Mogę powiedzieć z sympatia, że ktoś jest grubuśki lub pulchniutki i wtedy można wyczuć w tym energię serca.  Wszystko, co odczuwam patrząc na drugiego człowieka, odzwierciedla  ilość mojej miłości do siebie. Jeżeli coś mnie w drugiej osobie drażni, jest to na pewno informacja o tym, że akurat ten aspekt jest we mnie nieuzdrowiony.  Negatywne odczucie, które pojawia się w zetknięciu z drugim człowiekiem, sytuacją, rzeczą to sygnał dla mnie, że albo to coś jest dla mnie zagrożeniem, jest ingerencją we mnie, nie służy mi, albo, że to coś pokazuje mi aspekt mnie samego, który domaga się uzdrowienia. Takie negatywne odczucie nie jest jeszcze oceną. Jest informacją, sygnałem, niezbędnym do przeżycia, potrzebnym w rozwoju. Sygnał ten DOPIERO MOŻE stać się oceną, gdy zareaguję emocjonalnie, wkurzę się, wygarnę komuś, obgadam, etc.  Codziennie tyle się dzieje, w większości są to drobne sprawy, które jednak, gdy nie idą po naszej myśli, budzą irytację. Złościmy się, zapominając, że stworzyliśmy sobie tą sytuację z jakiegoś konkretnego powodu. W każdej sytuacji znajduje się ukryty dla nas prezent. Trzeba tylko otworzyć swoje serce i odczuć, co nim jest. Gdy obserwujemy, że jakieś wydarzenie irytuje nas do tego stopnia, że cali się w środku gotujemy, możemy wykonać proste ćwiczenie, które pomoże nam przetransformować te emocje. Robimy głęboki wdech i czujemy, jak wszystkie emocje zmieszały się z wciągniętym przez nas powietrzem. Intensywnie wypuszczamy powietrze i wyobrażamy sobie, że wypuszczamy przez usta czarne balony, które otaczamy białym światłem i obserwujemy, jak rozpuszczają się w atmosferze, zmieniając np. w tęczowe, radosne punkciki. Wykonujemy to ćwiczenie tak długo aż nam przejdzie ;) Potem możemy pobłogosławić to doświadczenie i wyrazić swoją wdzięczność za to, że pojawiło się w naszej przestrzeni, by pomóc nam w rozwoju.


Gdy ocenimy kogoś i energia już poszła, czasu nie cofniemy, możemy dla równowagi poszukać pięknych cech, które dostrzegamy w tej osobie, pobłogosławić ją i podziękować za informację, którą przyniosła (oczywiście w myślach). Istnieje jeszcze inna metoda, pozwalająca nam zrozumieć drugą osobę. Kiedyś, dawno temu, leżałam w szpitalu. Obok mnie, na sąsiednim łóżku, leżała starsza pani. Odwiedzali ją regularnie syn i synowa, która przynosiła jej zrobione przez siebie jedzenie. Staruszka ta, zamiast podziękować, kaprysiła, wybrzydzała, że to za tłuste, to jej szkodzi, itd. Oj, jak mnie to irytowało! Nie mogłam sobie z tym poradzić. Zamknęłam więc oczy i zapytałam się jej w myślach: „dlaczego się tak zachowujesz?” Odpowiedź przyszła natychmiast: „ ponieważ umarł mi mąż i muszę pokazać, że jestem ważna i wymagam opieki. W przeciwnym wypadku wszyscy  zajmą się swoimi sprawami a ja będę samotna”.  Gdy to usłyszałam, irytacja ustąpiła miejsce zrozumieniu tej pani. Mogłam też zapytać siebie, dlaczego tak mnie złości, to co widzę  i posłuchać odpowiedzi. Taka codzienna obserwacja siebie, swoich odczuć, emocji i uczuć jest ścieżką prowadzącą do akceptacji.  Nasze odczucia, są naturalne, właściwe i potrzebne. Jest to energia, pojawiająca się w naszym ciele, która niesie nam informację. Gdy jest to informacja związana z tym, że doświadczamy Boskości, energię tę odczuwamy w sercu, jako błogość, zachwyt, wdzięczność, itd. Jeżeli informacja dotyczy czegoś, co jest ingerencją w nas, lub dotyczy czegoś przykrego, odczuwamy ją najczęściej w splocie słonecznym, chociaż niektórzy odczuwają ją jako ścisk w sercu. Uczucia to cichy "głos" w nas. Emocje są tym, co zrobimy z tą energią.  Są głośne, hałaśliwe, domagają się uwagi i pozbawiają nas energii. To e-motion, czyli energia wprawiona w ruch. To reakcja na odebraną przez ciało informację. Uczucia płyną od Jaźni, Emocje są reakcją ego.  Dwie emocje nie są naturalne u człowieka: wstyd i poczucie winy. Wynikają one z odpowiedniego zaprogramowania naszych umysłów i są bardzo dla nas niszczące. Każdy z nas jest aspektem Boga, który doświadcza życia za zasłoną zapomnienia. Ponieważ zapomnieliśmy, kim jesteśmy, zapomnieliśmy o Jedności i czuliśmy się odrębni od Całości Stworzenia, potrzebowaliśmy nauczyć się na nowo tego, co jest właściwe a co nie. Uczyliśmy się i cały czas uczymy, na błędach, poprzez doświadczenia.  Gdy się rozwijamy, wyciągamy wnioski z doświadczeń i nie idziemy drugi raz tą samą drogą. Wstyd i poczucie winy przyciągają do nas doświadczenia odczuwane jako kara. Gdy je odczuwamy, zaprzeczamy swojej Boskości. Nie mamy dla siebie szacunku. Nie akceptujemy siebie. Człowiek, który ma poczucie winy, przejawia tendencję do obwiniania innych i znajduje się najdalej, jak tylko można od postawy Akceptacji.  Należy pamiętać również o tym, że akceptacja nie jest równoznaczna z uległością i tolerowaniem w życiu tego, co mi nie służy. Mogę akceptować to, co mi nie służy, dziękując sobie za wykreowanie tego  doświadczenia i pozwolić mu odejść na rzecz tego, co mnie uskrzydla, co kocham.


Akceptacja jest taka ważna, ponieważ wyraża mój szacunek i moją Miłość do siebie i życia. Dostraja mnie ona do poziomu świadomego, odpowiedzialnego Twórcy.  Uwalnia od ograniczeń ego, pozwala dostrzec, kryjącą się za moimi doświadczeniami,  głębię. Rozpuszcza negatywność zakodowaną w podświadomości i sprawia, że nasz świat zaczyna składać się z samych błogosławieństw.  Akceptacji szukaj w sercu, poczuj ją. Umysł i jego macki- oczy, niosą z sobą najczęściej ocenę. Codziennie, na każdym kroku możemy doskonalić się w Akceptacji.  Trenując ją na małych sprawach, drobnych interakcjach z najbliższymi,  wydarzeniach, itd. odkrywamy, że jesteśmy doskonali i kochani właśnie tacy, jacy jesteśmy.  Ocena oddziela nas od Całości istnienia, tworzy barierę, wzmacnia poczucie odrębności, która jest tak na rękę naszemu ego. Ego uwielbia oceniać, ponieważ to daje mu poczucie wyższości nad tym, kogo/ co ocenia. Nowy Człowiek, świadom swojej Boskości, nie potrzebuje takich protez, by poczuć się dobrze. Radość, Błogość i Miłość czerpie z dostrzeganego wszędzie wokół siebie Piękna i Sensu.  J

Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...