poniedziałek, 2 lipca 2012

Schodami do Nieba (czyli codzienna praca nad sobą)

















Schodami do Nieba
(czyli codzienna praca nad sobą)

Emilka Wróblewska- Ćwiek

Wszystko, czego potrzebuję, by poznać Siebie, to przestać myśleć. Takie proste, zdawałoby się... Pstryk! wyłączyć gadającego stwora! Przestać utożsamiać się ze sobą i światem, który postrzegam za pomocą zmysłu wzroku. Umysł wie, że świat, który widzę to iluzja, potrafi napisać na ten temat długi elaborat, ale dopóki ta wiedza nie zostanie odkryta ciszą serca, Byciem, nie wiem nic. Dopóki myślę, dopóty będę cierpieć. Im wyższe wibracje, im więcej mam energii, tym myśli są piękniejsze, tym mniej cierpienia, tym łatwiej jest wejść w ciszę, by skontaktować się z tym bezmiarem przestrzeni, który jest we mnie.
Dbanie o wysoki poziom energii jest niezwykle istotne. Jest ono związane ze świadomym odżywianiem się. Jedną z podstawowych przyczyn, dla których brakuje nam energii to nieprawidłowe jedzenie. Gdy nie jemy świadomie i z wdzięcznością, mamy tendencje do przejadania się.

Ociężali, zmęczeni, tracimy energie na trawienie, jesteśmy rozdrażnieni i ego przejmuje kontrolę. Rezygnacja z mięsa to wymóg konieczny. Mięso zawiera w sobie wibracje udręczonych, pełnych lęku zwierząt.

Gdy wchłaniamy te energie w swoje ciało, stajemy się pełni agresji i choćbyśmy nie wiem jak się starali, nie przekroczymy pewnego pułapu wibracji. Im wyższe wibracje, tym bardziej zmieniają się żywieniowe upodobania ciała. Rezygnuje ono stopniowo z produktów pochodzenia zwierzęcego.

W dzisiejszych czasach zwierzęta, w tym krowy i drób są traktowane w okrutny sposób. Krowy mają bezustannie zapalenie wymion, są trzymane w boksach, w których jest tak mało miejsca, że nie mogą nawet usiąść.

Znamy badania wody, dokonane przez Masaru Emoto.

Mleko to w większości woda. Jaki może być energetyczny zapis w mleku, pochodzącym od torturowanego w ten sposób zwierzęcia? Czy spożywanie go sprzyja radosnemu, pełnemu szczęścia nastrojowi? Czy raczej przyczynia się do poczucia ciężkości, ospałości, złości, smutku, bezsilności, emocjonalnego bólu? To samo dotyczy jajek...Jak są traktowane kury w przemysłowych fermach nie będę pisać, bo nie jestem w stanie...Powiem tylko, że w bestialski. Dlatego tak wiele dzieci ma teraz alergie na jajka i mleko. Wyciągnijmy wnioski.
Zauważyłam, że gdy codziennie rano spożywam na śniadanie tzw. "zielonego shake'a", na którego przepisów mnóstwo można znaleźć w internecie, znika mi w ciągu dnia ochota na niezdrowe pokarmy. Zielony shake, jak sama nazwa wskazuje zawiera w sobie głównie zieleninę, jak np.: nać pietruszki, seler naciowy, młody szpinak, świeżą pokrzywę, ogórki, świeżą miętę, bazylię, brokuła, sałatę, itd. i jest bardzo bogaty w chlorofil, którego spożywanie jest bardzo ważne w procesie wzniesienia, ponieważ zawiera wysoko- wibracyjne światło słoneczne i pomaga nam przestawić się na praniczne odżywianie.
Drugim ważnym elementem jest krzem, którego mnóstwo znajdziemy w zielu skrzypu, owsa i pokrzywy.
Stałym punktem programu w mojej diecie jest napój probiotyczny Joy Day i probiotyczne otręby. Joy jest najsilniejszym w tej chwili probiotykiem na naszym rynku. Jest to niezwykły, cudowny wręcz napój, zawierający najwięcej korzystnych mikroorganizmow na mililitr ze wszystkich tego typu specyfików obecnie dostępnych w sprzedaży. Osoby, które go spożywają zdrowieją, często wychodzą z chorób, których nie mogły się pozbyć przez lata. Joy leczy problemy trawienne, alergie ( niezwykle skuteczny jest np. w przypadku alergii skórnych), bardzo pomaga w terapii nowotworów, cukrzycy, pomaga schudnąć, wyleczyć się z chorób stawów, przeróżnych guzów, chorób płuc, zwiększa niezwykle odporność, przez co jego spożywanie wskazane jest przy leczeniu wszystkich chorób. Zawiera zatem w sobie energię o wysokich częstotliwościach wibracji, z którą osoby go spożywające wchodzą w rezonans. Dlatego też Joy w wielu przypadkach pomaga usunąć przyczynę choroby, znajdującą się w psychice, czyli na planie energetycznym. Napój ten ma właściwości oczyszczające, antyutleniające, odżywcze. Dla osób pracujących z energiami cenna może być informacja, że człowiek może wejść we współpracę ze znajdującymi się w nim mikroorganizmami, mentalnie je zaprogramować na to, czego w danej chwili potrzebuje: uzdrowienie jakiegoś narządu, pomoc w oczyszczeniu się z jakichś myśli, czy emocji. Joy uspokaja, wycisza, wraz z witalnością wnosi w nasze życie radość. Gdy jemy coś niezdrowego, np. produkty zawierające cukier, dobrze jest napić się potem Joy Day'a, ponieważ znajdujące się w nim bakterie unieszkodliwią tę, mówiąc bez przesady, "truciznę". Jako ciekawostkę powiem tylko, że napój ten pomaga również pozbyć się świądu po ukąszeniu komara. Kolejna ciekawostka: kiedyś chciałam wyszorować kuchenkę i użyłam do tego celu specjalnego środka, który okazał się bardzo żrący i działający drażniąco na drogi oddechowe. Natychmiast więc polałam kuchenkę Joyem i toksyczne opary od razu przestały się ulatniać. Dodatkowo też napiłam się Joya, by zlikwidować podrażnienie dróg oddechowych. Oczywiście zadziałało błyskawicznie. Joy likwiduje również zgagę, pomaga na ból zęba- jest to mój przyjaciel, z którym nigdy się nie rozstaję ;))))
Mówię tu tyle o odżywianiu, ponieważ wraz z oddychaniem jest czynnikiem pomagającym nam utrzymać wysoki poziom energii w ciele. Świadome oddychanie pozwala nam dodatkowo skontaktować się z ciszą, Duchem, świadomością a tym samym uwolnić od ego. Obecnie jest wiele metod, opartych na oddechu, które ułatwiają nam codzienne funkcjonowanie. Jedną z nich, której nauczyła nas cudowna, pełna Światła Małgosia Soporowska, teraz opiszę.

Gdy masz jakiś problem, możesz wykonać następujące "ćwiczenie oddechowe", w skład którego wchodzą 4 oddechy:

1) Weź wdech, na wdechu powiedz w myślach: wdycham (tu określ, jaki masz problem: np. wdycham brak pieniędzy na rachunki, wdycham problem konfliktu z Kowalskim, problem braku miłości do siebie itd.)

2) Wydech: na wydechu pomyśl: wydycham zamartwianie się

3) Wdech, na wdechu pomyśl: wdycham kreatywne rozwiązania tego problemu. I tu uwaga! aby ćwiczenie zadziałało, konieczne jest wyzwolenie w tym momencie radości, tak jakby twój problem już został rozwiązany.

4) Wydech, pomyśl: wydycham zaufanie.

Oddychając świadomie w chwilach emocji i obserwując siebie, uwalniamy się od nawykowych reakcji ego. Każde "negatywne" uczucie, które pojawia się w naszej przestrzeni jest informacją o negatywnym programie, który jest obecny w naszym umyśle. Gdy czuję złość, zazdrość, irytację, smutek, przygnębienie, gdy mam doła z jakiegoś powodu, uczucie-boski posłaniec, przyniósł mi właśnie informację o tym, że mam zakodowane w głowie szkodliwe przeświadczenia, które sprawiają, że w danej sytuacji mój nastrój się obniża i że kreowana przeze mnie rzeczywistość nie jest taka, jakiej bym sobie na świadomym poziomie życzyła. I tak, np. w moim kanale odbioru pojawia się człowiek, który na mnie krzyczy. Obserwuję swoje odczucia. Oddycham.

Człowiek ten jest obrazem mnie samej. Jeżeli obserwuję siebie, bez wejścia w emocje, mam szansę odkryć, w jaki sposób ten człowiek odzwierciedla mi mnie samą. Kiedy ja krzyczę na siebie?

Kto we mnie, jaki aspekt uważa, że zasługuję na karę? Za każdym razem, gdy w mojej przestrzeni pojawia się trudny człowiek, ktoś, kto mnie np. drażni, jestem świadoma faktu, że nie chce mi on wyrządzić krzywdy a jedynie ukazać mi jakąś prawdę o obecnych we mnie zapisach, programach ego.

To ułatwia postrzeganie rzeczywistości z pozycji obserwatora i wdzięczność za wszystko, co pojawia się na mojej drodze. Jest to oczywiście nie na rękę mojemu ego, które uwielbia walkę, konflikty, obwinianie, ocenianie, zrzucanie odpowiedzialności za to, co się dzieje w moim świecie na „innych”.

Wchodząc w dramaty, oskarżając, przyjmując rolę „tego pokrzywdzonego”, niesłusznie potraktowanego przez innych- „złych” ego czuje się wspaniale. Czuje się wtedy silne, bo racja leży po jego stronie, to ono jest tym „dobrym”, prawym, szlachetnym, rozsądnym, gdy inni są głupi, źli, wredni, niesprawiedliwi, itd. „ Ja kontra ty”,” „my kontra wy”, to ulubione gierki ego. Walka, konflikt, poczucie oddzielenia. Aby się od tych programów uwolnić dobrze jest na początek zrezygnować z używania niektórych słów. Często mówimy np. „idę powalczyć z tymi porządkami”, „atakuj tego kotleta, młody!”, „walka z chorobą”, itp. wprowadzając tym samym w naszą przestrzeń energię niepokoju, konfliktu i agresji. „Idę posprzątać”, „jedz tego kotleta, młody”, „ uzdrawianie ciała”- te zdania brzmią neutralnie i pozbawione są ładunku emocjonalnego. Osądzanie : „cóż za paskudna pogoda”, „rozczarowałeś mnie”, „mężczyźni są egoistami” to kolejny przejaw wysławiania się bazującego na egotycznym sposobie postrzegania rzeczywistości.

Używając neutralnych stwierdzeń: „pada deszcz”, czy to w myślach, czy wyrażając się na zewnątrz, rozpracowujemy „rolę bycia ofiarą”, którą tak lubi ego. Obserwujemy przy tym swoje odczucia, tendencje ego do wchodzenia w dramaty, nie utożsamiając się z tym, wiedząc, że moje prawdziwe „Ja” jest ciszą, błogością, harmonią, świadomością Jedności”.

Gdy nie obserwujemy siebie, tego co czujemy, nie wyciągamy wniosków, bardzo łatwo wchodzimy w emocje. Emocja jest wytworem ego, wytworem umysłu.

To energia odczucia wprawiona w ruch poprzez propeller myśli. Na pewno nieraz doświadczyliśmy na własnej skórze, jak sami siebie nakręcaliśmy, np. w złości poprzez wymyślanie coraz to nowych argumentów i powodów, dla których „znajduję się w słusznym gniewie”. Uczucie to nie emocja.

Uczucie jest informacją, że jakiś program we mnie jest szkodliwy. Gdy obserwuję sytuację, w której się ono pojawiło, gdy obserwuję siebie, swoje myśli i tendencje umysłu, jak na dłoni mogę zobaczyć, co we mnie, jakie przeświadczenia domagają się uzdrowienia.

Gdy wchodzę w emocje, gdy się nimi napawam i nakręcam sama siebie, odbieram sobie szansę na doświadczanie swojej Jaźni, moje wibracje się obniżają, tracę energię. Czym innym jest ulżenie sobie poprzez jednorazowy krzyk, gdy emocje we mnie tak buzują, że już nie mogę wytrzymać a czym innym nakręcanie się.

Gdy już tyle się we mnie emocji nagromadziło, potrzebuję je uwolnić, ponieważ ich tłumienie jest bardzo szkodliwe i uderza w moje narządy wewnętrzne, szczególnie te odpowiedzialne za trawienie. Gdy sobie ulżę, krzyknę, wówczas pojawia się we mnie przestrzeń do tego, by dowiedzieć się, w jaki sposób stworzyłam sobie daną sytuację.

Gdy patrzę cały czas na świat z pozycji obserwatora, nie wchodzę w emocje, jednak dopóki jeszcze nie potrafimy być cały czas uważni, potrzebujemy radzić sobie inaczej, stopniowo dochodzić do stanu zrozumienia i wyciszenia. Ważne jest tylko, by nie używać wulgarnych słów i przekleństw, w celu ulżenia sobie. Słowa, takie jak: „k…” mają w sobie ogromny ładunek cierpienia, „pracują” na bardzo niskich wibracjach. Gdy je wypowiadamy zapraszamy w swoją przestrzeń energetyczne larwy, które pasożytują na naszych ciałach, są obecne w naszych domach, obniżając nasze wibracje, wnosząc chaos, sprawiając, że nic nam się nie udaje.
Larwy te uwielbiają również bałagan i brud, dlatego, aby nie zapraszać ich do swojego świata, potrzeba cały czas dbać o porządek i czystość wokół siebie. Sposobem na wyproszenie ich z naszych ciał i domów jest na planie fizycznym dbałość o higienę i czystość ciała i domu, zaprowadzenie porządków.

Na planie energetycznym zaś wypraszamy je w następujący sposób: Wykonujemy 4 oddechy z intencją pozbycia się energetycznych larw z naszej przestrzeni.

Następnie mówimy na głos stanowczym, pełnym mocy głosem, jednak bez złości: „Mocą mojego Jam Jest zarządzam, aby wszystkie energetyczne larwy opuściły przestrzeń mojego ciała i domu”.

Bierzemy wdech, wydychając wypinamy brzuch. Gdy już całe powietrze zostało wypuszczone- brzuch jest wypięty, na bezdechu go wciągamy i szybko, gwałtownie wypinamy, jakbyśmy chcieli tym ruchem wyprzeć, wyrzucić coś z naszego ciała.
Codzienna dbałość o swoje wibracje, swoją energetyczną kondycję i czystość sprawia, że każdego dnia coraz bardziej zbliżamy się do oświecenia, odkrycia, kim jesteśmy naprawdę. Każdy w swej istocie jest dobry, niewinny, czysty. Odkrycie tej niewinności jest kluczowe; bez tego nie nawiążemy kontaktu z Wyższym Ja.

Dopóki nosimy w sobie poczucie winy, dopóty nasza szyszynka będzie wytwarzać enzymy blokujące nasz kontakt z wewnętrzną Istotą JAM JEST. Poczucie winy jest powodowane naszą decyzją. Jako małe dzieci, zdecydowaliśmy się wpuścić je w siebie pod naporem, presją kogoś z naszego otoczenia. Popełniliśmy jakiś błąd i ktoś nam powiedział, że jesteśmy źli, a my w to uwierzyliśmy. To przeświadczenie może być w nas wpisane na bardzo głębokim poziomie: „jestem zły”. Za każdym razem, gdy popełnimy błąd, odzywa się w nas wtedy poczucie winy. Jednak za każdym razem to my decydujemy, czy chcemy je nadal w sobie pielęgnować. Poczucie winy to wyparcie się samego siebie, rezygnacją z ochrony samego siebie, „oddaniem się w ręce kata”.

Otoczenie oczekuje ode mnie, żebym się czuła winna i ja to robię, bo tak się według uznanych powszechnie norm zachowuje „dobry” człowiek. Nie chcę utracić sympatii, nie chcę doświadczyć odrzucenia, więc tańczę, jak mi grają. Obarczają mnie winą a ja to w siebie wpuszczam.

Poczucie winy jest równoznaczne na bardzo podstawowym, głębokim poziomie z brakiem poczucia własnej wartości. Każdy z nas jest bezcenny. Gdy mamy poczucie winy zaprzeczamy temu, zaprzeczamy własnej naturze, zaprzeczamy swojej boskości. W wielu domach „przyznanie się do winy”, „poczucie winy”, „kajanie się” było wręcz obowiązkiem. Tymczasem jest odwrotnie! Naszym obowiązkiem, obowiązkiem! jako istot rozwijających się duchowo, jest uwolnienie się od winy. Stanie za sobą murem bez względu na to, czyją miłość możemy stracić. Gdy zrobimy to dla siebie, odkryjemy, że niczego nie tracimy, a wręcz przeciwnie, zyskujemy szacunek i wolność. A co najważniejsze otwieramy sobie drogę do kontaktu z Jaźnią. Ego kocha winę, uwielbia nas dręczyć, pławić się w tych niskich wibracjach. Potrzebujemy zmienić wówczas energię na radosną i lekką, uznać świętość swojej istoty, dać sobie prawo do błędu. Rozgrzeszyć się słowami: „próbowałem coś odkryć nowego ale ta uliczka okazała się ślepa”.
Oto garść wskazówek, które mogą nam pomóc na naszej ścieżce do Nieba, czyli do odkrycia swojej prawdziwej natury, znajdującej się poza przestrzenią myśli, w ciszy. Jam Jest. Namaste :)


wtorek, 19 czerwca 2012

ŻYJ BEZ POCZUCIA WINY






Żyj bez Poczucia Winy
W jaki sposób uwolnić się od blokad, które powstrzymują twoje naturalne Ja
Burt Harding

tłumaczenie z jęz.angielskiego Emilka Wróblewska-Ćwiek

Wprowadzenie

Tekst, który za chwilę przeczytasz, może pomóc w oczyszczeniu wielu uporczywych lęków i zahamowań, prześladujących większość ludzi. Artykuł ten powstał jako odpowiedz na emaile, które otrzymałem, a które sprawiły, ze poczułem iż musi on zostać napisany. Istnieje wiele typów ludzi poszukujących, którzy maja poczucie, ze jest coś do odkrycia, jednak czują również, ze coś ich blokuje uniemożliwiając im odnalezienie tego.

Mamy typ „ziemskiego poszukiwacza”, który wierzy, ze świat może go obdarzyć szczęściem, jeżeli tylko uda mu się znaleźć właściwego partnera, osiągnąć sukces lub zdobyć władzę. Mamy również typ „poszukiwacza duchowego”, który od wielu lat dąży do oświecenia. Przeciętny email od tego typu poszukującego brzmi mniej więcej tak: „ Poszukuję od ponad 20 lat, wiele przeczytałem, odbyłem wiele praktyk, wysłuchałem nauk wielu mistrzów, jednak wciąż mam problemy z wdrożeniem tej wiedzy w życie.

Wszystko, co chcę poznać to moja prawdziwa natura.” Mamy również poszukujących, którzy chcą się uwolnić od lęków i emocjonalnego ciała bolesnego.

Takich ludzi jest w naszym społeczeństwie mnóstwo. „Bol” dopada ich rano zaraz po przebudzeniu, gdy ponuro witają nadchodzący dzień.

Trudno do nich dotrzeć, ponieważ noszą w sobie głębokie pokłady poczucia winy, co sprawia, że stawiają opór nawet temu, co mogłoby im pomóc. Wołają o pomoc, lecz gdy ta jest im oferowana, sabotują ją.

 Mamy również typ intelektualisty, który wierzy, że poznał Prawdę, jak np. entuzjaści Advaity , którzy jednak w życiu codziennym odczuwają brak głębi a nawet smutek. Wciąż jednak wierzą, że pojęta umysłem informacja jest równoznaczna z doświadczeniem Prawdy.

 Z drugiej strony mamy typ „człowieka religijnego”, który wierzy, że odnalazł prawdę, jednak wciąż żyje w lęku przed kara za grzechy.

Dla tych ludzi, Prawda jest czymś zewnętrznym, czymś, co należy zdobyć. Mogą twierdzić, ze wiedza o tym, ale nie potrafią tym żyć. Nieuświadomiona Wina Nasuwa się pytanie: skoro prawda jest naszym naturalnym stanem, dlaczego tak trudno jest nią żyć?

Odpowiedź jest prosta: powoduje to nieuświadomiona wina! Czym wiec jest nieuświadomiona wina? Jest nią owo delikatne lub silne poczucie, ze cos jest z nami nie w porządku.

Może to być poczucie, że jesteś nie dość dobry, lub poczucie, że robisz cos źle, nie wiedząc nawet o tym. Może to być poczucie, że czegoś ci brakuje i próbujesz odkryć, co to jest. Możesz odczuwać strach, o którym tyle mówił Jung. Pierwotnym źródłem poczucia winy jest wiara, że jesteś odrębną istotą, co powoduje, że czujesz się wyobcowany, samotny i sam jak palec.

Ten lek może nie być tak oczywisty dla osób, które sprawiają wrażenie imprezowiczów i wydają się być tacy żywotni. Ten dokuczliwy dyskomfort pogłębiają jeszcze powinności, narzucane nam przez społeczeństwo, czy to w osobach rodziców, czy to pod postacią norm religijnych lub kulturowych, czy to narzucane samemu sobie.

Pamiętajmy oczywiście, ze potrzebujemy przestrzegać zasad porządku społecznego, by żyć w zgodzie ze sobą nawzajem.

Rozważmy niektóre szkodliwe przekonania dotyczące naszego Naturalnego Stanu (Jaźni). Jako dzieci, bombardowani jesteśmy nakazami i zakazami, bez związku z tym, co jest właściwe a co nie. Pewnego razu dawałem wykład dużej grupie ludzi i jako że większość z nich stanowiły kobiety, zadałem pytanie: „Jak wiele z was miałoby poczucie winy, wychodząc z domu, nie umywszy naczyń, nie pościeliwszy lóżka”.

Wierzcie lub nie- większość osób podniosła rękę. To było 16 lat temu. Nakazy i zakazy, które odebraliśmy od kochających i pełnych zrozumienia rodziców, mają większą moc niż napomknienia pełne gróźb i gniewu.

Spotkałem tak wiele kobiet i mężczyzn panicznie przerażonych perspektywą uwolnienia się od swych kulturalnych i religijnych przekonań, pomimo że tłumiły one ich prawdziwą naturę, którą jest wolność.

Religia, która z założenia powinna być wielkim pocieszeniem niesionym przez przebudzoną miłość, jest tego całkowitym przeciwieństwem. Przekonałem się, że tradycyjna religia jest najbardziej podstępną bronią wymierzoną przeciw wolności i prawdziwej bezwarunkowej miłości.

Gdy byłem młodszy, często słyszałem rodziców dręczących psychicznie swoje dziecko słowami: „Bóg cię pokarze, jeżeli będziesz się w ten sposób zachowywać”.

Najbardziej przerażająca jednak dla młodego, wrażliwego umysłu jest wiara w piekło, której nauczają ludzie o tzw. dobrych intencjach.

Nacisk na grzech jest tu znacznie silniejszy niż na miłość i wybaczenie. Spotkałem wiele osób latami cierpiących na łuszczycę, która wywołana była poczuciem winy. Byli tak stłamszeni, ze nie mieli w ogóle kontaktu ze swoimi prawdziwymi uczuciami. Kilka lat temu pracowałem w Toronto z kobietą, która rozczarowana religijnym wychowaniem, które odebrała, zaczęła czytać metafizyczna literaturę.

Tak się rozchorowała po tym, jak zaczęła czytać te książki z dziedziny New Age, ze musiała przejść dwie operacje. Odkryliśmy, ze za jej chorobę odpowiedzialne było silne poczucie winy związane z tym, ze odeszła od swojego kościoła.

 Gdy wykładałem na UBC, poznałem dwóch psychologów, którzy przysiedli się do mnie w porze lunchu. Ich rozmowa toczyła się wokół tematu „winy” a wniosek, który z niej wysnuli był taki, ze religia, jak nic innego, jest odpowiedzialna za większość kompleksów związanych z poczuciem winy.

 Wina powoduje błędne koło oporu. Oto dla przykładu e-mail, który niedawno odebrałem: „emocjonalny ból jest tak wielki, że czuje jakby moja klatka piersiowa zapadała się zmieniając w ciemną jaskinię. Prowadzi on często do myśli o ucieczce w samobójstwo- więcej oporu.

To sprawia, że zastanawiam się nad tym, czy kiedykolwiek na końcu tego tunelu pojawi się światło- więcej oporu. A to sprawia, że nienawidzę siebie za niszczenie mojej duszy tak bardzo - więcej oporu". Wina tworzy potrzebę stawiania oporu wszystkiemu, co może uleczyć ten „problem”, po prostu dlatego, ze wina zawsze, zawsze domaga się kary. Pojawia się poczucie, ze nie zasługujemy na miłość i uzdrowienie naszych leków.

Wina nie tylko tworzy projekcje i obwinianie innych, lecz powoduje, że stawiamy opór wybaczeniu, aby moc dalej karać samego siebie. Szukamy dla niej uzasadnień po to, by ego mogło nadal wciągać nas w swoją dołującą spiralę. Jednak strona „winna” ma wielka trudność z wyraźnym zobaczeniem, jak bardzo sama siebie niszczy.

Wina blokuje jakąkolwiek możliwość wytchnienia od sprawy, przed która chcesz uciec.

To błędne koło, które znamy pod pojęciem winy, jest sprawcą całego ludzkiego emocjonalnego cierpienia.

Gdy przychodzi do mnie osoba z silnym poczuciem winy, najczęściej nie chce się od niego uwolnić , pomimo że pokazuję jej, jak to zrobić- jest bowiem podświadomie przekonana o tym, ze nie zasługuje na uzdrowienie.

Następnie zastanawia się nad tym, dlaczego nie zdrowieje, lecz, gdy powiem jej, że tak naprawdę nie chce wyzdrowieć, będzie używała tego jako pretekstu, by się dalej obwiniać.

Jest to błędne koło winy.

 Jak uzdrowić winę Pierwszym krokiem w uwalnianiu się od winy jest przyznanie, że sami ja wybraliśmy jako tarcze przeciwko światu i samemu sobie.

Wina jest nieświadomym wyborem. Nie jest ci ona nieodwołalnie narzucona przez innych, lecz przez samego ciebie poprzez „kupowanie jej” z obawy przed byciem sobą i wolnością.

Czujesz, że nie zasługujesz na to, co najlepsze. Może ona być oczywiście uwarunkowana poprzez sposób, w jaki byleś wychowany, jednak pomimo to, sam ją wybrałeś poprzez swoje myśli a nawet rozkoszowanie się nią.

 Teraz rodzi się następne pytanie: „ a co, jeżeli wychowywany byłem w cieplej i pełnej miłości atmosferze, wolnej od religijnego podejścia i mimo to czuje w swym wnętrzu te posępność i głęboki smutek?

W takim przypadku, istnieje szansa, ze miałeś w którymś z poprzednich wcieleń traumatyczne doświadczenie, które jest wciąż zapisane w twojej pamięci komórkowej.

Nie zamierzam przekonywać cię, że poprzednie wcielenia są prawda, ponieważ temat ten jest zbyt obszerny jak na te broszurę. Jeżeli chcesz go zgłębiać, istnieje wiele kursów, w których możesz wziąć udział a biblioteki pełne są godnych polecenia książek szanowanych autorów.

 Wielu entuzjastów Advaity powie ci, że poprzednie wcielenia nie istnieją. Jeśli mówią tak bazując na swym bezpośrednim, wewnętrznym doświadczeniu, przyznam im rację, ponieważ istnieje tylko wieczne TERAZ.

Odnaleźli JEDNO życie ponad ciałem ( a jednak w ciele). Jednakże, jeżeli istnieje tylko wieczne, bezczasowe TERAZ, wówczas nie żyjemy tutaj naszym życiem…istnieje tylko jedno, nieśmiertelne, wieczne, bezczasowe TERAZ.

Jeżeli tego nie pojmujesz, jest to zrozumiałe.

, nie udawaj, że wiesz, tylko dlatego, że o tym przeczytałeś. Jeżeli w dalszym ciągu wierzysz (jak ponad 90% populacji), że jesteś osobą, żyjącą tym życiem, wówczas poprzednie życia również są dla ciebie prawdą.

Francuzki filozof Voltaire zauważył, ze „Nie jest bardziej zaskakujące narodzić się dwa razy niż raz”.

Przeslaniem Buddy była Nirwana, czyli całkowite uwolnienie się z kola narodzin i śmierci, by pozostawać w Domu (naszym prawdziwym, odwiecznym Domu).

Jezus również nauczał o reinkarnacji. Nauka ta zachowała się we wcześniejszych stadiach kościoła. W tamtym czasie św. Augustyn powiedział: „ Czyż nie żyłem w innym ciele, lub w innym miejscu, zanim znalazłem się w łonie mojej matki?”.

W roku 600 gnostyccy wyznawcy Jezusa sprzeciwili się usunięciu nauki o reinkarnacji ze swoich doktryn, za co spotkały ich prześladowania oraz śmierć. Ich biblioteki zostały spalone i dołożono wszelkich wysiłków, by je zniszczyć. Jednakże, nieliczne gnostyckie nauki zostały odnalezione.

 Poczucie winy jest tym, co zmusza nas do ciągłej reinkarnacji, do czasu gdy odkryjemy wieczną, ponadczasową krainę TERAZ. Jednakże do tego czasu, bądźmy praktyczni i radźmy sobie z emocjonalnym bólem, wywołanym przez poczucie winy, którego doświadczanie wybieramy, mimo iż nieświadomie, w naszym codziennym życiu.

Celem tej broszurki jest uświadomienie tobie, co sobie nieświadomie kreujesz swoimi myślami i ciągłym stawianiem oporu wolności. A oto coś wartego zgłębienia: „ Za każdym razem, gdy złapiesz się na myśli: ‘chcę być wolny’, lub: ‘chcę wyzdrowieć’ – wówczas, nie ma żadnego problemu i zdrowiejesz.

To wszystko jest bardzo proste- po prostu przestań sam siebie karać poprzez stawianie oporu. Gdy ktoś pisze mi w e-mailu: „ Naprawdę chcę być wolny i przebudzony”, wówczas słyszę kogoś, kto chce uniknąć bólu i żyć w pokoju, pozostając takim , jakim jest ze swym pełnym, nienaruszonym ego.

Zaakceptuj życie takim, jakie jest i zobacz jasno, ze dualność to nie dwie, oddzielne rzeczy, stanowiące swoje przeciwieństwa, lecz dwie strony, które się wzajemnie uzupełniają.

Pewnego razu podczas satsangu, zadałem pytanie: „Co byście woleli: szczęście, czy nieszczęście?”. Większość przyznała, ze wolałaby szczęście. Zadałem to podchwytliwe pytanie, by podkreślić ważny aspekt dotyczący prawdziwego, wolnego życia, który większości ludzi umyka. Chodzi o to, ze dopóki unikasz nieszczęścia, dopóty będziesz je do siebie przyciągał.

Wyzwolona, przebudzona istota nie troszczy się bardziej o jedna stronę niż druga, ponieważ one obie nie wywierają na nią wpływu. Istota ta „po prostu jest” i dlatego nie jest ani niewolnikiem szczęścia, ani nieszczęścia.

Szczęście jest naturalnym stanem istnienia wtedy, i tylko wtedy, gdy nie staramy się pozbyć swojego nieszczęścia. Zdrowa i zrównoważona, przebudzona istota bierze życie, jakim jest tu i teraz.

Nie próbuje ona niczego zmienić, niczego zdobyć, niczego polepszyć, a nawet niczego się nauczyć- po prostu obserwuje to, co istnieje i automatycznie, bez wysiłku się od tego uczy. Jej oko jest zawsze skierowane na Bycie.

Cala jej uwaga skoncentrowana jest na Byciu Obecną w „tu i teraz”.

Opor pogłębiamy winą, poprzez próby uwolnienia się od bólu i znalezienia pokoju i szczęścia.

To nigdy nie zadziała.

To nigdy nie zadziała, ponieważ nie ma nic złego w nieszczęściu, czy emocjonalnym bólu. Stanowią one po prostu opór sam w sobie. Rozumiesz?

 A co, jeśli zaakceptowałbyś w pełni, że istnieje tylko to, co jest i jeżeli nazwiesz to cierpieniem, będzie nim. Jeżeli cierpisz, jest to twój wybór, ponieważ stawiasz opór.

Jeżeli nie stawiasz oporu cierpieniu, gdzie ono się wówczas podziewa?

Wiele lat zajęło mi zrozumienie, że nie istniał nigdy żaden problem, poza tym, czemu stawiałem opór. Kolejnym bonusem, który zyskujesz, gdy uwalniasz się od poczucia winy, jest wolność od leku przed śmiercią.

Cos magicznego dzieje się w chwili, gdy naprawdę zaczynasz mierzyć się ze swoim poczuciem winy.

Po pierwsze uznajmy, że sami je wybraliśmy nieważne, że nieświadomie czy pośrednio. Po drugie, powtarzajmy to zdanie do czasu, gdy wryje nam się w pamięć : „nie ma drogi wyjścia, jest tylko droga poprzez”.

 Innymi słowy, nie możesz pozbyć się winy, nie możesz się jej opierać, nie pogłębiając jej, nie możesz się nią rozkoszować, nie możesz jej nawet zignorować, jednak możesz przez nią przejść.


Możesz przebrnąć przez winę, stosując się do poniższych kroków:


1) Przyznaj, że sam wybrałeś poczucie winy jako sposób samoobrony. Oznacza to, że gdy stwierdzasz, ze świat uwziął się na ciebie , wówczas poczucie winy jest stosowanym przez ciebie pretekstem, by usprawiedliwić opor, jaki stawiasz wolności. Ego uwielbia wymówki, ponieważ boi się swojej śmierci.

 2) Przechodź przez poczucie winy, rozpoznając jakiego typu jest to uczucie. Możesz się tu odnieść do mojej bezpłatnej broszurki, zatytułowanej: „ Przebudzenie do miłości i wolności”, strony od 6-9. Możesz poprosić o nią w mailu, wówczas zostanie ci ona wysłana w PDF.

 3) Usiądź ze swoim poczuciem winy, zamknij oczy i scentruj uwagę na punkcie pomiędzy brwiami, tak, jak gdybyś chciał zajrzeć do wnętrza swojej głowy. Aktywuje to gruczoł szyszynki, zwany „trzecim okiem ze światła”.

 4) Zlokalizuj, gdzie w ciele (nieważne- delikatnie, czy mocno) odczuwasz swoje poczucie winy i pozwól, by przemieściło się ono ze swojej pozycji wyjściowej. Będzie się przemieszczać samo z siebie, gdy będziesz je po prostu obserwować. Nadaj mu kształt i kolor. Zrelaksuj się i odczuwaj, nieważne, jak nieprzyjemne może to być dla ciebie.

 5) Po kilku minutach odpręż się jeszcze bardziej i obserwuj jak kształty i kolory stają się coraz bardziej płynne.

 6) Teraz powiedz sobie, że to puszczasz (wybaczasz), rozumiejąc, że było to od początku do końca wytworem twojego umysłu, który identyfikował się z przeszłością. Wybaczenie jest tak naprawdę wybaczeniem kwantowym, ponieważ nie istnieje tak naprawdę nic, co trzeba by było wybaczyć.

 Czyn to, co opisane powyżej zawsze, gdy tylko dopadnie cię poczucie winy ( strach, depresja, wstyd, obawa, etc). Jeśli bol się utrzymuje po upływie kilku tygodni, wówczas wykonaj całość w pozycji leżącej i sprawdź, jakie wspomnienia przychodzą ci na myśl, jako przyczyna tego uczucia.

Mogą się pojawić wspomnienia z poprzednich inkarnacji. Pamiętaj, że te obrazy (pamięć komórkowa) nigdy nie opuszczają twojej podświadomości. Jeżeli aktywowanie obrazów, dotyczących przyczyny zaistnienia twojego poczucia winy, sprawia ci trudność, istnieje szansa, ze jesteś bardzo przytłamszony i możesz potrzebować regresji hipnotycznej.

 W ostatnim słowie na rzecz duchowej samorealizacji powiem: „ze chodzi tu o kwantowe wybaczanie!” Zacznij od zwracania uwagi na swoje myśli i gdy tylko złapiesz się na osądzaniu innych ( lub samego siebie), zatrzymaj się na moment, wykonaj głęboki oddech i powiedz: „Istnieje tylko Duch a wszystko inne, co postrzegam swoim umysłem, sam wykreowałem.

Pozwalam temu odejść”.








czwartek, 14 czerwca 2012

ODPOWIEDZIĄ JEST MIŁOŚĆ









Odpowiedzią jest Miłość
(o dzieciach)



Emilka Wróblewska-Ćwiek


Nasze czasy są przepiękne i fascynujące ze względu na magię transformacji, która się dokonuje, obejmując sobą wszystkie dziedziny życia. Możność doświadczenia lub obserwacji przemiany, której dokonuje Miłość jest fascynująca. To jakby Niebo uchylało nam wreszcie, po tak długim czasie, bramę do poznania swych tajemnic, to jak dotyk Anioła sprawiający, ze twarze żyjących i cierpiących dotąd istot, zaczynają jaśnieć szczęściem, ukazując nam piękno, które kryją w sobie. Jedną z takich magicznych przemian jest transformacja relacji rodzic- dziecko. Przez bardzo długi okres czasu spętani byliśmy odgrywając zarówno role rodzica, jak i dziecka, więzami umysłu. Schwytani w jego sieć, nie byliśmy w stanie się wyzwolić, by poczuć, co jest istotne, co jest najważniejsze w tych relacjach; by poczuć, jak wielkim prezentem zostaliśmy obdarowani, mogąc być ze sobą i się nawzajem od siebie uczyć.
Nie wiedząc kim jesteśmy, nie wiedząc, czym jest Miłość, nie byliśmy w stanie obdarować nią swych najbliższych. Przez długi czas wychowywaliśmy dzieci, kierując się przeświadczeniem, ze ponieważ są one małe, zależne od nas i niedoświadczone, powinny nas słuchać, okazując nam bezwzględne posłuszeństwo. Termin „władza rodzicielska” najlepiej określa rodzaj relacji, jaki panował pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Nie ufaliśmy naturze, uważaliśmy, ze Matkę Ziemię mamy uczynić sobie podległą. Wydawało nam się, ze umysł ludzki jest tak wielką potęga, ze rozpracuje wszystkie prawa natury i narzuci jej swoje zasady. Nasze umysły tak pełne były hałasu spowodowanego natłokiem kłębiących się w nich myśli i idei, ze nie potrafiły słuchać. Słuchać głosu intuicji, głosu serca, głosu Natury, głosu uczuć. Nie potrafiliśmy słuchać swojej intuicji, swojego serca, swojej natury, swoich uczuć. Nie mieliśmy kontaktu, z najbardziej żywotną, spontaniczną, radosną i twórczą częścią siebie. Została ona zdławiona w zarodku przez naszych rodziców , kościół, system edukacji, ponieważ tylko to, co uporządkowane, racjonalne, logiczne, posłuszne zasadom umysłu miało prawo być, było właściwe. To co wolne, chaotyczne, spontaniczne, nieokiełznane, intuicyjne nie budziło zaufania, było niebezpieczne. Sztucznie odcięci od swej natury, wytresowani na racjonalność i posłuszeństwo, przekazywaliśmy te programy swoim dzieciom, a te swoim i tak koło cierpienia mogło się kręcić.
Dzisiaj, gdy docieramy do swojego wnętrza, do swej prawdziwej natury, odkrywamy, ze istotą każdego z nas jest Miłość i Dobro. Odchodzimy od tresury, od wychowywania metodą kija i marchewki, systemem kar i nagród na rzecz wsłuchiwania się w Miłość obecną w każdym działaniu zarówno naszym, jak i naszych dzieci.

 Wszystko jest Miłością, wszystko dzieje się z Miłości. Gdy już wiemy, ze istnieje plan duchowy, na którym umawiamy się z innymi duszami na wszystkie doświadczenia ,które nas spotykają po to, by nauczyć się i przypomnieć sobie, co to znaczy „kochać”, wprowadzamy harmonię w nasze relacje.

Do tej pory postrzegaliśmy świat dualistycznie, dzieląc zachowania na te dobre i te złe. Nagradzając dobre, tępiąc złe. Idea walki ze złem, która była obecna w naszym świecie tysiące lat, wprowadziła wojnę, którą każdy z nas toczył sam ze sobą, nienawidząc aspektów siebie, które uważał za złe.

Frustracja, niepokój wewnętrzny, brak harmonii, brak wewnętrznej spójności, nielubienie siebie, brak zaufania do siebie, brak poczucia własnej wartości, itd. itd.- wszystko to, cale to cierpienie, było owocem jednej jedynej idei: walki ze złem.

Walcząc ze złem w sobie, automatycznie zwalczaliśmy i tępiliśmy zło, które widzieliśmy w innych. Stąd tyle w naszych relacjach zadawanych sobie nawzajem ran. Przecież gdy ktoś tępi obecne we mnie zło, tak naprawdę nie akceptuje mnie, nie kocha takiego jakim jestem, nie daje mi przestrzeni na bycie sobą i popełnianie swoich błędów.

Czuje się atakowany i bronię się poprzez atak. Oczywiście tylko dopóki nie nauczę się kochać samego siebie. Miłość zmienia perspektywę spojrzenia, pozwala nam nie traktować ataku osobiście, zmienia otaczający nas świat i poprzez akceptację, mimochodem zmienia otaczających nas ludzi.
Jesteśmy Jednością
Jak nauczają nas wielcy nauczyciele rozwoju duchowego, wszyscy jesteśmy połączeni, jesteśmy Jednością . Oznacza to, ze istnieje jedna Istota, jedno „Ja”, w którym wszyscy uczestniczymy, którym jesteśmy. Tu w trzecim wymiarze, stworzona została iluzja oddzielenia i odrębności. Wydaje nam się, iż „ja „ jestem kimś innym niż „ty”. Gdy uświadomię sobie, że każdy człowiek, który pojawia się na mojej ścieżce, jest aspektem mnie samego, zaczynam na głębokim poziomie rozumieć otaczającą mnie rzeczywistość.

Zasada Lustra
W naszym wszechświecie panują zasady odwzorowania i odbicia. Nasz wszechświat zbudowany jest z fraktalnych cząstek, wzorów, które powielają się w makro i mikroskali. Każdy człowiek, którego spotykam, wszystko, co w nim dostrzegam jest odbiciem moich przekonań, sposobu postrzegania rzeczywistości, nawyków, tego, co uzdrowione i nieuzdrowione we mnie. Jeżeli idę ulica i dostrzegam agresywnego człowieka, oznacza to, ze agresja jest we mnie. Jeżeli w moim świecie ciągle pojawiają się np. alkoholicy, pokazuje mi to jakiś aspekt uzależnienia w moim wnętrzu. Jeżeli ktoś okazuje mi brak szacunku, oznacza to, ze sam nie szanuje siebie. Jeżeli przed moimi oczami pojawia się obraz ubogiego czy głodnego człowieka, są we mnie obecne negatywne przeświadczenia dotyczące obfitości. Tworzę wszystko w moim świecie, nie istnieje nic, co nie jest mną, czego bym nie stworzył. Przeglądam się w drugim człowieku jak w lustrze. Jak mówi łacińskie przysłowie „amicus alter ego”, czyli „przyjaciel drugim ja”. Przyciągam do swojego świata ludzi, którzy są odzwierciedleniem moich cech, przeświadczeń, poglądów, zasad, problemów, ran, talentów, itd.

Trudne Dziecko
Dzieci, które do nas przychodzą są naturalnie odzwierciedleniem nas samych. Jeżeli przyszło do ciebie tzw. Trudne dziecko, krnąbrne, nieposłuszne, pełne złości, agresji, nienawiści, leniwe, itd. itd. jesteś wielkim szczęściarzem, otrzymałeś wspaniały dar, przybył do ciebie bowiem wielki nauczyciel bezwarunkowej miłości, co więcej przybyła do ciebie dusza, która kocha cię najbardziej na świecie. Dlaczego określasz to dziecko, jako „trudne”? Ponieważ nie potrafisz sobie z nim poradzić. Dlaczego nie potrafisz sobie z nim poradzić? Ponieważ odzwierciedla ci ono nieuzdrowione aspekty ciebie samego. Odzwierciedla ci te aspekty rzeczywistości, te aspekty ciebie, których nie kochasz, których nie akceptujesz, które oceniasz. Odzwierciedla ci twoje najskrytsze myśli o tobie samym, twoje słabości, twoje leki, twoje toksyczne przeświadczenia i nawyki. Dopóki nie uświadomisz sobie, jak wielki dar cię spotkał, jak bezcenne jest to doświadczenie, najczęściej traktujesz swoje dziecko jak wroga. Walczysz z nim, karzesz, krzyczysz, obwiniasz, obdarzasz epitetami, przyklejasz etykietki, wylewasz na nie kubeł pomyj. Czujesz się bezsilny, sfrustrowany, zniechęcony, wściekły, rozczarowany, masz dość „bachora”. Uświadom sobie teraz, jak wielka miłością i odwagą wykazała się dusza twojego dziecka, decydując się na wcielenie jako twój potomek i przyjęcie roli tego „złego”. Ile niechęci z twojej strony go spotkało, braku akceptacji, wrogości, złości.

Pomyśl sobie, jak bardzo twoje dziecko cię kocha, ze zdecydowało się pomóc ci w rozwoju i pokochaniu samego siebie. Poczuj wdzięczność za ten przepiękny dar miłości. Zobacz dobre cechy swojego dziecka, chwal każde najdrobniejsze pożądane przez ciebie zachowanie, okazuj dziecku wdzięczność.

Nie koduj go negatywnymi określeniami: „ty leniu!”, „jesteś kłamczuchem!”, „jesteś wredny”, itp. Dziecko będzie postępowało według etykietek, które mu przykleiłeś. „I tak wiem, ze serce masz złote”, „Ja też Cię bardzo kocham”, to zdania, które pomagają w konfliktowych sytuacjach. Czasami dziecko poprzez bunt testuje nasza miłość, sprawdza, czy gdy będzie niegrzeczne, również będziemy je kochali.

Miłość nie oznacza oczywiście, ze mamy dawać sobą poniewierać. Wytyczanie granic uczy dziecko miłości do nas. Największa nauka jednak nie odbywa się poprzez słowa. Odbywa się ona niewerbalnie.

Dziecko obserwuje nasze gesty, odczuwa energię, podświadomie odczytuje słabe punkty, programy, poziom miłości do samych siebie i nam to potem odzwierciedla. Ty i dziecko to jedno, pamiętaj o tym. Czy chciałbyś, by ktoś ciebie karał? Czy lubisz, gdy ktoś wymaga od ciebie posłuszeństwa?

Czy lubisz, jak ktoś na ciebie krzyczy? Poucza cię, prawi kazania, nie daje przestrzeni i prawa do popełniania błędów? Obwinia? Czy lubisz, jak ktoś traktuje cię poważnie? Liczy się z twoim zdaniem? Z twoimi potrzebami? Szanuje twoja wiedze?

Traktuje po partnersku? Okazuje zaufanie? Podziwia cię za to, jaki jesteś? Docenia Cię i akceptuje w tobie wszystko?

Rozwój
Bycie z dzieckiem to wspaniała możliwość rozwijania się. Ostatnio moja malutka córeczka, która uwielbiam, oblała mi wodą laptopa. Bardzo się zdenerwowałam, ponieważ laptop jest dla mnie jedną z najcenniejszych rzeczy. Krzyczałam wiec na nią dość długo, ze mnie nie słucha, ze tyle razy jej mowie, ze ma nie ruszać pięciolitrowej butelki z woda, ze ma uważać na laptopa i nie podchodzić do niego z napojami, itd.

Byłam wściekła. Tak zła, ze nie zareagowałam nawet na jej płacz i prośbę o przytulenie. Po dłuższej chwili ochłonęłam i zdałam sobie sprawę z tego, co robię i co czuje moja córeczka.

Jest ona bardzo żywym dzieckiem, pełnym miłości, kochanym, rozbrykanym. W jej główce, co chwila rodzą się nowe pomysły. Jest kreatywna, uwielbia się bawić, jest cudowna. A ja tak wrzeszczę, jakby laptop był ważniejszy od niej, jakbym jej nie kochała, jakbym sama nie stworzyła tej sytuacji.

Przecież ja sama przyciągnęłam do siebie te sytuacje, ona była tylko wykonawcą. Uświadomiłam sobie, ze ta sytuacja była po to, bym zrozumiała, ze nic nigdy nie jest ważniejsze niż okazywanie miłości ludziom wokół mnie.
Jesteśmy w 100 procentach autorami wszystkiego, czego doświadczamy w swoim życiu. Wszystko przychodzi na nasze zaproszenie. Jednak w życiu codziennym ciągle obwiniamy innych o to, co nam się przytrafia.

Ho’oponopono
To hawajskie słowo oznacza „powodować , właściwie postępować , naprawiać błąd.” Proces Ho’oponopono został odnaleziony i dostosowany do czasów współczesnych przez hawajska Kahunkę Morrnah Nalamaku Simeona.
Nasza osobowość utkana jest z wszystkich minionych doświadczeń, myśli, uczuć, słów i czynów. To, co spotyka nas w tzw. świecie zewnętrznym jest wierną kopią zapisów obecnych w naszym wnętrzu. Jesteśmy karmicznie powiązani ze wszystkimi ludźmi, którzy pojawiają się w naszej rzeczywistości; na najgłębszym poziomie wszyscy stanowimy jedność.

Naszym zadaniem jest oczyszczenie podświadomości ze wszystkich obecnych w niej, toksycznych zapisów, z całej naszej osobistej historii. Potrzebujemy dotrzeć do swej prawdziwej natury, którą jest Miłość, Jaźń. Ludzie, których spotykam na ścieżce pomagają mi zobaczyć obecne w moim wnętrzu niszczące myśli, poglądy, przeświadczenia, osądy, emocje.

Koncentrując na tych osobach swoja uwagę, wysyłając miłość i wybaczenie im oraz sobie, okazując wdzięczność, oczyszczam podświadomość nie tylko swoja ale i tych osób.

Ho’oponopono kroki:
1. Usiądź w ciszy, zamknij oczy, oddychaj spokojnie, relaksuj się.
2. Pomyśl o kimś, kogo osądzasz lub o kimś, komu chciałbyś pomoc. Skoncentruj się na tym, by poczuć ich „braki” w swoim własnym ciele/ umyśle/ odczuwaniu. Twój osąd oznacza, ze to twój osąd i ze jest on w tobie.
3. Powtarzaj słowa: „Kocham Cię”, „Kocham Cię”, „Kocham Cię”, „Kocham Cię” wszystko, czym Jam Jest i czuj, jak Twoja energia obejmuje daną osobę, osoby.
4. Następnie, gdy już powiedziałeś: „Kocham Cię”, kontynuuj, mówiąc: „Wybaczam sobie te myśli, osądy i odczucia. Pozwalam im odejść”. Gdy to zrobisz, powiedz kilka razy „Dziękuje”, „Dziękuje”, „Dziękuje”, „Dziękuje”,

W ten sposób możesz uzdrowić siebie i swoje relacje z najbliższymi, np. twoimi dziećmi. Możesz uzdrowić ich słabości, kompleksy, choroby. Jesteś odpowiedzialny za wszystko, co dostrzegasz w swoim świecie. Opisane powyżej kroki to sposób na uzdrowienie siebie i obecnych w twojej przestrzeni istot. To sposób na przejawienie Miłości, dotarcie do swego Źródła, na oświecenie. Namaste. Istniejesz tylko Ty- Jaźń.









niedziela, 3 czerwca 2012

BŁOGOSŁAWIEŃSTWA JAK POCAŁUNKI










Błogosławieństwa jak Pocałunki

E. Wróblewska-Ćwiek

Bruce Lipton stwierdził‚ kiedyś, że przeciętny człowiek jest świadomie obecny w swojej rzeczywistości jedynie przez 5 procent czasu swojej codziennej aktywności. W pozostałych 95 procentach buja w obłokach i funkcjonuje automatycznie, w czym pomaga mu zaprogramowana odpowiednio podświadomość. W podświadomości każdy z nas ma zapisane sposoby reagowania na przeróżne sytuacje, które go spotykają w życiu. Sposoby te zakodowaliśmy jako małe dzieci, obserwujące i czujące swoich rodziców, opiekunów, rodzeństwo, członków rodziny, itd.

Najczęściej funkcjonujemy codziennie w półśnie, reagując automatycznie na to, co nam się przytrafia, złoszcząc się jak za naciśnięciem guzika w sytuacjach, w których złościli się nasi opiekunowie, smucąc w tych samych momentach, denerwując, bojąc się, itd. dokładnie w tych samych sytuacjach a najczęściej i w ten sam sposób, co osoby, od których uczyliśmy się życia w najmłodszych latach.

Działamy wtedy w oparciu o programy znajdujące się w umyśle, które wywołują serię myśli z banku skojarzeń, jakim jest podświadomość. Każdy z nas nosi w sobie energetyczne wzorce zachowań, wielu osób.

 Dlatego tak ważne jest, by codziennie zanurzać się w ciszę i łączyć ze swoim sercem, by odkryć siebie i swoją ścieżkę, swoją prawdę, swój własny sposób odpowiadania na to, co się pojawia, czego doświadczamy. Gdy łączymy się z sercem, jesteśmy w stanie docenić, jak wiele błogosławieństwa spotyka nas w każdej chwili życia: radosne, śmiejące się dziecko, siedzące przy sąsiednim stoliku w restauracji, pięknie uśmiechający się, mijający nas przechodzień, miła ekspedientka w sklepie, piesek, idący ulicą, wyhodowane czyjąś troskliwością kwiaty, które możemy podziwiać podczas spacerów , śpiew ptaków, miłość najbliższych. Doświadczamy tego codziennie, jednak tak łatwo podczas codziennej krzątaniny to przeoczyć.

 Mamy tendencję do zwracania większej uwagi na to, co negatywne w danym człowieku i do traktowania jego zalet jako czegoś oczywistego. Czuć to, dopiero jak kogoś zabraknie, doceniamy to, czym nas codziennie obdarzał. Nie możemy sobie wówczas wybaczyć, że tak tą osobę traktowaliśmy.

Błogosławmy wszystkich, którzy pojawili się na naszej drodze. Zacznijmy od rodziców, bez względu na to, czy żyją, czy nie, czy byli dla nas dobrzy, czy nie. Błogosławmy swoje rodzeństwo, przyjaciół, dzieci, małżonków, osoby mijane na ulicy, osoby z którymi wchodzimy w interakcje, zarówno te przyjemne jak i nieprzyjemne.

 Powiedziane w myślach zdanie:"błogosławię CiĘ i dziękuję za energię, oraz informację, którą mi niesiesz" w odniesieniu do osoby, na którą jesteśmy źli, przemienia nasze nastawienie, podnosi wibracje, otwiera drogę do głębszego zrozumienia sytuacji, jaka jest naszym udziałem oraz stojącego przed nami człowieka. Często, gdy jestem na kogoś zła i nie mogę sobie z tym poradzić, mówię w myślach "chcę wybaczyć", nawet jeżeli część mnie żąda zemsty ;)


Powtarzam to zdanie do skutku. Potem błogosławię daną osobę i siebie. Błogosławiąc zapraszam więcej błogosławieństw do swojego życia, które jest darem. Warto codziennie po obudzeniu, pobłogosławić darowany nam nadchodzący dzień; przed jedzeniem pobłogosławić Matkę Ziemię, która nas karmi, wszystkich ludzi, dzięki którym spożywam dany posiłek i swoje ciało, za to, że wspaniale przyswaja dany pokarm, który służy naszemu zdrowiu i urodzie.

Przed snem wieczorem można sobie zrobić podsumowanie wszystkich błogosławionych chwil, których doświadczyliśmy w ciągu dnia. Dziękuję. Błogosławię. Kocham. Jestem.

środa, 23 maja 2012

RADOŚĆ












RADOŚĆ

Tomek  Ćwiek

Radośc jest stanem w którym nie ma miejsca na błądzenie myslami w przeszłości i przyszłości.Radosc jest stanem TERAZ.

Będąc w radości posiadamy bardzo wysokie wibracje, które pozwalają nam na lepsze ogarnięcie życia naokoło nas. Człowiek radosny to człowiek oswiecony.

Oczywiscie radośni jestesmy niekiedy, a sztuką jest byc radosnym cały czas. Radośc to szczególna medytacja. Będąc w radości ciągle jestesmy też w stanie ciagłej medytacji. To potrafia jak na razie nieliczni. Radośc czesto jest postrzegana jako frywolność i kojarzona jest z brakiem powagi. Radośc w niektórych kregach jest wrecz tepiona i uważa sie że nie przystoi okazywac ją będąc np. bardzo powaznym politykiem czy urzednikiem. Oczywiście ma to swój cel. Radośc jest stanem obecności Boga w naszym zyciu i o tym fakcie dobrze wiedzą ciemni. Dlatego czesto ktoś radosny jest postrzegany jako niebezpieczny.

Pamietajmy, ze radość jest wyrażaniem swojej prawdziwiej natury, natury naszej boskosci w nas.Teraz przed wzniesieniem bycie w stanie radości jest rzeczą bardzo ważna, nawet najwazniejszą.


WIELE SIE MOWI ABY BYC W TU I TERAZ, BO TYLKO W TERAZNIEJSZOSCI TKWI NASZA MOC I TYLKO W TERAZNIEJSZOŚCI TAK NAPRAWDĘ ŻYJEMY.


Będąc radośni jak dzieci własnie w tej terazniejszości jesteśmy. Patrząć na bawiące sie radośnie dzieci zadajmy sobie pytanie. Czy one sa w terazniejszości? Oczywiscie ze są!


WIDAC PO NICH, ŻE CIESZĄ SIE CHWILA, NIE OBCHODZI ICH CO SIE WYDARZY POZNIEJ, ANI CO SIE WYDARZYŁO KIEDYS.LICZY SIE TYLKO TA ZABAWA.LICZY SIE TERAZ!


Gdybysmy my dorosli umieli przejąc od dzieci tą umiejetnośc juz dawno wiekszosc z nas byłaby wolna od systemu matriksa. 
Jeżeli dopada nas depresja, smutek czy stan przygnebienia, to starajmy się wejść w stan radości. Są do tego dośc proste środki. Mozna puścic sobie komedię na dvd, mozna poczytac wesolą książke, spotkać sie z przyjaciółmi itd.

Chodzi o to aby oczywiście dać sobie prawo do bycia smutnym, ale nie brnąć w ten stan dalej i starać się z niego wyjść dośc szybko. Stan smutku to niskie wibracje, stan radości to wibracje wysokie. Juz od jakiegoś czasu wiadomo, że aby osiągnąć wzniesienie konieczne jest byc radosnym ze względu na specyficzny stan czestotliwosci radości.

Osiągniecie pewnego wysokiego stanu swiadomości oraz wysokiego stanu wibracji stawia nas ponad matriksem, ponad systemem. .

Bądzmy radosni i cieszmy sie chwilą nie patrząc na reakcje innych. BĄDZMY RADOŚNI TERAZ!
<3<3<3<3


sobota, 28 kwietnia 2012

MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA





Miłość Bezwarunkowa




Miłość Bezwarunkowa narodziła się jako dziecko Światła i Ciemności. W dzisiejszych czasach, w przeciwieństwie do przeszłości, gdy było to dane nielicznym mistykom, bardzo wielu z nas dąży do połączenia się z Absolutem, z Bogiem. Nie po to, by się w nim rozpuścić, a po to, by go bez przeszkód doświadczać, zachowując świadomość swej unikalności. To piękne doświadczenie jest możliwe tylko wtedy, gdy nauczymy się bezwarunkowo kochać.


Miłość generowana jest w sercu. Energia serca utkana jest z trzech promieni : niebieskiego, oznaczającego moc i świadomość bycia Twórcą; złotego, oznaczającego wiedzę i różowego, który jest kolorem ludzkiej miłości. Te trzy połączone promienie tworzą czwarty- fioletowy, który jest najpotężniejszą siłą transformującą i odżywiającą w naszym świecie. Połączona moc miłości (akceptacji), wiedzy i świadomości człowieka- Stwórcy, ma w sobie moc przekształcania naszego osobistego świata. A to, co czynimy dla samych siebie ma wpływ na Całość.


Prawdziwy Bóg doświadcza za naszą sprawą życia w materialnej rzeczywistości, w której nie pamiętamy, że jesteśmy Nim. Pomijając kwestie kto, dlaczego, po co i jak sie w tym matriksie znalazł, Bóg doświadcza wszystkiego, każdej naszej myśli, każdej emocji, każdego czynu. Doświadcza bycia człowiekiem, który nienawidzi, morduje, gwałci. Doświadcza bycia człowiekiem, który umiera z głodu, doświadcza błogości matki, tulącej do serca dziecko, doświadcza tego wszystkiego, będąc zarówno uczestnikiem jak i obserwatorem tych zjawisk. Czuje żądzę zadawania bólu mordercy, jak i potrzebę ochrony, karmienia miłością drugiej istoty, obecną u matki. Jest wszystkim. Zaspokaja swoją ciekawość, jak to jest „nie być sobą”,. „jak to jest, czuć się odrębnym”, „jak to jest nie kochać”, „jak to jest, gdy odczuwam brak”.


Jako obserwator, Bóg kocha wszystko, bo wszystko Jest Nim. Osadzony jest w swej wielkości, miłości, mocy, a jednocześnie odczuwa wszystkie doświadczenia tych aspektów siebie, które zapomniały. Jako Obserwator jest neutralny i dlatego nic nie oddziela Go od Stworzenia.


Jedność, do której dążymy to Jedność odczuwana sercem, które medycyna chińska określa mianem „Shen”.. Inne znaczenie tego słowa to „Bóg” i „Świadomość”. Aby wkroczyć w Jedność, potrzebujemy stopić się w pełni z sercem, które ma moc transformowania naszej świadomości.


Gdy chcę zjednoczyć się z Bogiem, potrzebuję stać się jego fraktalnym odzwierciedleniem. Póki co, stanowię aspekt Jego, który zapomniał i zmaga się z tą trójwymiarową rzeczywistością, wścieka się, złości, nie akceptuje, doświadcza braku, wysyła oceniające myśli, spieszy się, itd. Gdy zyskam świadomość Obserwatora, którego żadna oceniająca myśl, żadna emocja,  krytyka, poczucie braku, nie oddziela od mego człowieczego aspektu, od aspektu ludzkiego jako takiego, wówczas dostąpię Jedności.


W Jedności z Bogiem nie ma oceny, w Jedności z Bogiem, z prawdziwą znajdującą się poza matriksem Boską Matrycą jest akceptacja. Jest Bezwarunkowa Miłość, Błogość, Wdzięczność. Rozluźniam się więc, ponieważ wiem, że każdy mój ruch jest akceptowany, głęboko kochany, ceniony. Pamiętam, by rozluźniać mięśnie w każdej chwili mojego życia. Pamiętam, by w każdym momencie być świadomym każdego swojego ruchu, każdej przepływającej myśli, każdego odczucia. Błogosławię siebie, swój ludzki aspekt, bo tak odczuwa mnie Bóg. Jako Błogosławieństwo. Kocha wszystkich dokładnie takich, jakimi są.


Aby pokochać siebie, potrzebujemy pokochać wszystkie swoje ludzkie odczucia, zachowania, emocje, myśli, błędy. Jeżeli coś ciągle przychodzi do naszej rzeczywistości i nas denerwuje, np. bałagan, złość najbliższej osoby, hałas, oznacza to, że nie akceptujemy bałaganu, złości, hałasu. Nie potrafimy „przytulić” ich do siebie i uznać za Boskie. Hałas, bałagan dostrzegany na zewnątrz, pojawia się jako informacja o tym, że nie wszystkie aspekty nas są dostrojone do Boskiego Porządku i Harmonii. Nie oznacza to, że w imię akceptacji mam się katować bałaganem i hałasem. Oznacza to, że mam prawo do ciszy i porządku, ale gdy coś innego pojawia się w mojej rzeczywistości, przyjmuję to z akceptacją, świadoma faktu, że sama to stworzyłam. Neutralność, akceptacja, wszystko jest właściwe… Aby pokochać siebie, potrzebujemy wzmocnić Światło promieni Serca. Potrzebujemy wiedzy. Pogłębiajmy ją, zanurzając się w serce, czytając dzieła oświeconych. Aby pokochać siebie potrzebujemy świadomości tego, jak potężnymi Twórcami Jesteśmy. Wówczas, z pozycji Mistrza łatwiej będzie przytulić do siebie to, co w nas niedoskonałe. Boska Transformacja to proces. Osiągnięcie Bezwarunkowej Miłości to proces. Kocham Siebie coraz mocniej. Kocham Boga coraz mocniej. Moje serce dostraja się do melodii Serca Wszystkiego, co Jest. Do Boskiej Harmonii Sfer. Biorę wdech, myślę: „ Jestem Miłością”, wydycham i „ Kocham”. Jestem Bogiem. Jam Jest. Namaste

środa, 25 kwietnia 2012

WYJŚCIE Z DUALIZMU- CZ.2







Wyjście z Dualizmu

Powrót Do Jedności

Emilka Wróblewska-Ćwiek



Wyjście z dualizmu to bardzo głęboki temat, wymagający dokonania radykalnych zmian, jeżeli chodzi o postrzeganie rzeczywistości. Dotyczy on niemal wszystkich spraw w naszym życiu i prowadzi do oświecenia. OŚWIECONY CZŁOWIEK NIE OPOWIADA SIĘ ANI PO STRONIE ŚWIATŁA, ANI CIEMNOŚCI; ma świadomość Jedności. Kluczem do osiągnięcia tej wolności jest neutralność a do osiągnięcia neutralności wiedza. Świat zewnętrzny jest tylko projekcją naszego wnętrza i dlatego wszystko, czego doświadczamy od innych ludzi, jest tylko odbiciem tego, jak sami siebie traktujemy i co nam w duszy gra. Dlatego też jest wiele głębi w powiedzeniu "jeżeli chcesz uzdrowić świat, uzdrów samego siebie". Świat zewnętrzny to iluzja, wszystko płynie z wnętrza, podział na zewnętrzne i wewnętrzne to ułuda. JEDNOŚĆ!

Nasza rzeczywistość postrzegana zmysłami jest projekcją znajdującego się pod powierzchnią zjawisk wewnętrznego świata. Ten wewnętrzny świat to pole kwantowe, energia spajająca wszystko na niewidzialnym poziomie. Naukowcy porównują je do kobierca, utkanego ze świetlistych wzorców energetycznych, które dają początek wszystkim materialnym formom w naszym świecie. My, ludzie jesteśmy oczywiście, integralną częścią owego kobierca. Bezustannie go tkamy mocą naszych intencji, emocji, myśli, działań i pragnień, które przesuwają, skręcają, fałdują lub plączą jego strukturę. Każde nasze posunięcie ma wpływ na całość wszechświata, na wygląd całego kobierca. Kobierzec ten to Boska Matryca, stanowiąca wzorzec istnienia i funkcjonowania naszej rzeczywistości. Obecne w Boskiej Matrycy wzorce utkane są według zasad Świętej Geometrii, która kieruje się zasadami fraktalności i złotej proporcji, bazującej na liczbie Phi. Zasada fraktalności to ZASADA SAMOPODOBIEŃSTWA, która mówi, że mniejszy element składający się na jakąś całość jest podobny do większych elementów, zawierających w sobie ten mniejszy element. Można to przyrównać do rosyjskich matrioszek różnej wielkości, które wkłada się jedna w drugą. Są one takie same, różnią się jedynie wielkością.  I tak samo nasz wszechświat zbudowany jest z podobnych do siebie elementów, które różnią się wielkością, jednak proporcja składających się na owe elementy części, pozostaje stała i jest opisana liczbą Phi.  Gdy pozostajemy w stanie błogości, gdy odczuwamy Miłość, dźwięk wydawany przez bicie naszego serca tworzy harmoniczną kaskadę fal, widoczną na urządzeniu pomiarowym (Heart Tuner), w której to kaskadzie odległości między składowymi harmonicznymi (dźwięku serca) oscylującą wokół liczby Phi. Okazuje się, że ludzkie uczucia można przedstawić w sposób liczbowy i graficzny. Jak wynika z badań, kształt uczucia miłości  jest ściśle skorelowany z liczbą Phi = 1,618...Częstotliwość, z jaką bije nasze serce ma wpływ na splatanie się DNA. Im bardziej dostrojeni jesteśmy do swojego serca, tym piękniejszy jest wytwarzany przez nie dźwięk i tym bardziej harmonijnie splata się nasze DNA, wytwarzając wokół nas toroidalne pole, będące jednym z wzorów Świętej Geometrii. Budowa torusa jest fraktalnym odzwierciedleniem budowy naszego wszechświata. Powstaje morficzny rezonans, który dzięki zasadzie Samopodobieństwa umożliwia naszym duszom podróżowanie po wszechświecie, odbywanie podróży do gwiazd,  międzywymiarowe wędrówki,  słowem umożliwia odczucie pierwotnej Jedni.

Od nas samych, od wzięcia odpowiedzialności za siebie, swoje odczucia, emocje, kroki na ścieżce, zależy, czy dostrojeni będziemy do Świętej Jedności wyrażającej się Boską Matrycą Światła, czy też kroczyć będziemy drogą ego, która nas rozstraja, zaburza nasze funkcjonowanie, powoduje depresje, choroby, nieszczęśliwe wypadki, itd.  Ten naukowy wstęp miał za zadanie unaocznić nam fakt, że w rezultacie stanowimy Jedność z Całością Stworzenia.. Pojmowana przez nas dualistycznie rzeczywistość jest skutkiem  zaprogramowania NASZYCH UMYSŁÓW, które miało miejsce na Atlantydzie i było związane z eksperymentem Wolnej Woli.  Jak pisze Ewa May we wspaniałym artykule, zatytułowanym „Boska Matryca” : „ Kiedyś, bardzo dawno temu, w czasie, a raczej na poziomie rozwoju świadomości wymiaru 6-tego i 7-ego , czyli trzeciego oka i szyszynki (o tak, ludzkość znajdowała się już kiedyś na tym poziomie rozwoju), doskonałość Boskiej Matrycy Światła została zniekształcona. Dokonały tego istoty bardzo zaawansowane w rozwoju, będące bardzo blisko Boga. Znały one boskie prawa istnienia Matrycy Światła, a były niezależne od czasu, przestrzeni i przemijania. Władały prawie wszystkimi narzędziami stwórczymi Boga, prócz jednego - nie mogły władać manifestacją boskiego ducha i jego potęgą czyli energią miłości, która ma swe źródło w boskim sercu. Miłość jest największą potęgą we Wszechświecie: uzdrawia, porządkuje, oczyszcza, daje życie, aktywuje natychmiastowy rozkwit i sama w sobie jest najczystszym światłem duchowym. Te istoty postanowiły zrobić eksperyment i odstąpić od uczestnictwa w Wyższej Woli i nieustannej synchronii, w której nie było miejsca na ich indywidualne pomysły i działania. Postanowiły sprawdzić, co się stanie z doskonałą Matrycą Światła i z nimi, po zastosowaniu eksperymentu "wolna wola". W tym dokładnie momencie pojawiło się ego i jego wola w miejsce boskiej. Ta niższa wola stworzyła nową matrycę - rzeczywistość inną niż boska. Poprzez połączenia wszystkiego ze wszystkim, intencja tych istot zaistniała jednocześnie wszędzie i powstał dodatkowy wymiar: wolnej woli. To były narodziny matrycy ego, wirusa w doskonałym programie Boskiej Matrycy Światła. Dokładnie jak w komputerze zmienił on sprawnie działające programy, niczym rak, który niszczy idealnie funkcjonujący organizm.”  Ta nowa matryca spowodowała zapomnienie, kim jesteśmy w swej istocie. Zapomnieliśmy o energetycznej siatce utkanej z kwantowo- duchowego światła i o tym, że wpływamy na nią myślami, emocjami i działaniem, przyciągając do siebie na zasadzie wibracyjnego  rezonansu wszystko, co nas spotyka. Rzeczywistość, której doświadczam, smakuję, dotykam, jest odzwierciedleniem mojego wnętrza. Każdy człowiek, który pojawia się na mojej ścieżce jest odzwierciedleniem uzdrowionego, bądź nie (czytaj dostrojonego do Matrycy Światła bądź Matrycy ego) aspektu mnie samej. Jestem wszystkim. Naukowcy odkrywają, że na kwantowym poziomie zanika granica pomiędzy mną a światem, który obserwuję, pomiędzy mną a…Bogiem. Wszystko jest Jednym Świętym Jam Jest, które weszło do gabinetu luster i przegląda się w znajdujących się tam zwierciadłach.. Obserwuje swoje wierne i zniekształcone odbicia.



Patrząc dualistycznie, stwierdzimy, że Matryca Światła jest  „cacy” a Matryca ego „be”. Patrząc sercem odkryjemy, że obydwie są potrzebne. Umożliwiły Bogu samopoznanie, umożliwiły doświadczenie, przygodę.  BEZ GRY CIEMNOŚCI I ŚWIATŁA NIE NARODZIŁABY SIĘ MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWA. Znajdujemy się obecnie na etapie powrotu do Boskiej Matrycy. Dokonujemy tego nie poprzez potępienie ego, a poprzez uznanie jego wartości i rozpuszczenie go Światłem Miłości.

W wyższych wymiarach wychodzimy z dualności traktującej biegunowe siły jako swoje przeciwieństwa. Obecnie wychodzimy z trójwymiarowej rzeczywistości, dostrojonej do poziomu czakry splotu słonecznego, związanej z emocjami. Wychodzimy z niej otwierając drzwi serca, wkraczając w świętą przestrzeń czwartej czakry i tym samym dostrajając się do czwartego wymiaru rzeczywistości. Emocje działające w oparciu o umysł nie są zdolne do Rozumienia. Pojawia się ono o poziom wyżej, w  przestrzeni współpracującego ze Świętym Umysłem, Świadomością, Duchem,  Serca. Czakra Serca łączy ze sobą wibracje trzech dolnych czakr i trzech górnych. Wnosi Prawdę Niebios do ziemskiej trójwymiarowej rzeczywistości. Dostraja matrycę ego do Boskiej Matrycy Światła i wreszcie mocą Miłości spaja przeciwieństwa, łączy to, co podzielił umysł.

Codziennie doświadczamy aspektów Boskiej Matrycy i Matrycy ego. To, co nas spotyka uzależnione jest od tego, co w nas uzdrowione i co potrzebuje uzdrowienia. Nasz świat zbudowany jest na zasadzie lustra. Oznacza to, że NASZ ŚWIAT NIE MOŻE OBDARZYĆ NAS MIŁOŚCIĄ; może ją co najwyżej ODZWIERCIEDLIĆ.  Jeżeli Twoje wnętrze wypełnione jest Miłością, będziesz jej na każdym kroku doświadczał. Jeżeli nie kochasz siebie, obecni w Twoim życiu ludzie dadzą Ci to odczuć poprzez sposób, w jaki Cię traktują. Jeżeli pozostajemy z kimś w związku, mamy okazję poprzez obserwowanie swoich odczuć w stosunku do partnera oraz tego, jak on się do nas odnosi, rozpoznać swój poziom miłości do siebie. Nauczeni dualistycznego spojrzenia na rzeczywistość dzielimy ludzi na katów i ofiary, potępiając tych pierwszych, współczując drugim. Nauczeni jesteśmy, że tym drugim trzeba natychmiast spieszyć z pomocą, bo tak postępuje DOBRY CZŁOWIEK.

Są to nasze trójwymiarowe, bazujące na emocjach programy, które niekoniecznie mają związek z prawdą Serca. Jak wiadomo, na poziomie dusz, umawiamy się między sobą na przeróżne doświadczenia w trójwymiarowej rzeczywistości, które przyczynią się do naszego rozwoju.

 Pewnego razu moja przyjaciółka opowiadała mi o znajomej nam kobiecie w średnim wieku, która miała dużo młodszego od siebie partnera. Mężczyzna ten ciągle potrzebował potwierdzenia swojej atrakcyjności, co wyrażał poprzez podrywanie każdej napotkanej na swej ścieżce kobiety.  Co łatwe do przewidzenia, jego partnerka czuła się z tym strasznie: poniżona, odrzucona, ośmieszona, itd. Pierwszy mój odruch  wiązał się z głębokim współczuciem dla tej kobiety. Czułam ją jak siostrę i bardzo było mi jej szkoda. Jednocześnie, czułam złość na jej niedojrzałego partnera.  Tego wieczoru usiadłam do medytacji. Myśli samoczynnie pobiegły w kierunku tej pary. Gdy oddychałam spokojnie, nagle napłynęły takie myśli: twoje współczucie jest uwłaczające dla tej kobiety, która jest potężnym Twórcą swojej rzeczywistości. Postrzegając ją jako ofiarę, wzmacniasz w niej ten program, wysyłasz jej  myślokształty o niskich wibracjach. Zasilasz jej problem Człowiek kierujący się sercem czuje cichą radość związaną z faktu, że każdy doświadcza tego, co jest mu aktualnie potrzebne w rozwoju. Tak więc, zamiast współczuć, raduj się. Wysyłaj tej kobiecie wibracje radości, że doświadczenie, w którym się znajduje, pomaga jej w pokochaniu siebie, zrozumieniu swej Boskości, przybliża ją do Boga. Myśl o niej, że jest potężna i mądra. Ufaj, że wewnętrzna mądrość nakieruje ją na Ścieżkę Miłości i pozwoli odkryć, że jest w istocie przepiękną Boginią. Zobacz jej wspaniałego partnera, który z miłości podjął się roli podrywacza, by ją czegoś nauczyć.  Odczuwaj dla niego wdzięczność. Takie nastawienie, taka energia pozwala na transformację. Człowiek serca nie potępia „kata”. Widzi, że „kat” i „ofiara” pracują na jednym programie, są dwiema twarzami jednego nieuzdrowionego aspektu.  Często cierpienie kata, zadanie, którego się na wyższym planie podjął jest dużo trudniejsze od roli ofiary. Każdy kat skazuje się na bycie ofiarą. Ofiara bardzo łatwo zmienia się w kata. Kat jest ofiarą obecnego w nim braku miłości”  Te słowa zmieniły mój punkt widzenia. Przyjrzałam się sobie i swoim ranom, które odezwały się, gdy słuchałam  opowieści o tej kobiecie i jej partnerze. Moja zraniona kobiecość dała o sobie znać. Potrzebowałam zobaczyć, jak wielką, piękną i wspaniałą Boginią jestem. Żadne działania z zewnątrz nie są w stanie wyprowadzić mnie z równowagi, zaburzyć mojej harmonii ze wszystkim, co istnieje. Taki prezent niosła dla mnie rozmowa z przyjaciółką i odczucia związane z doświadczeniem tej kobiety.  Jakże różni się ta mądrość od tego, co na co dzień praktykujemy.

Bardzo często, gdy czujemy się skrzywdzeni, użalamy się nad sobą, opowiadając o swym nieszczęściu każdej napotkanej osobie, która tylko chce nas słuchać. Swoimi opowieściami zamęczamy innych i ściągamy z nich energię. Nie mówię tu oczywiście o zwierzeniu się przyjaciołom z tego, co nam leży na sercu, w celu poczucia ulgi. Takie otwieranie się przed drugim człowiekiem, czy grupą osób, które nas kochają, powoduje zbliżenie się, wzmacnia więź, powoduje, że czujemy Jedność, ponieważ możemy ujrzeć, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni. Czujemy się otuleni miłością i wszystkie problemy się rozpuszczają. Tak więc, nie mówię tu o tym. Mówię tu o cierpiętnictwie, upajaniu się swoim bólem i rolą ofiary. Ego uwielbia cierpieć, bo to zapewnia mu oddzielenie od Całości, odrębność. Ego może nam tak zamydlić oczy, że pozostajemy w błędnym kole cierpienia i w pewnym sensie nam to odpowiada. Ponieważ nasz świat współczuje ofiarom, gloryfikuje ofiary, mamy zapewniony stały dopływ energii od „dobrych” ludzi. Zyskujemy energię ale cena, którą za nią płacimy jest bardzo wysoka. Jak się możemy domyślić, „dobrzy”, współczujący ludzie, działają po pierwsze na szkodę sobie, ponieważ pozwalają ograbić się z energii, a po drugie nieświadomie przyczyniają się do wzmocnienia cierpienia osoby, którą zasilają. Współczując, utwierdzają daną osobę w programie „ofiary”. Nie oznacza to, że mamy być niewrażliwi na cierpienie innych. Wejście w serce oznacza PEŁNĄ WRAŻLIWOŚCI NEUTRALNOŚĆ. Odczuwam drugą osobę, ale nie uruchamiam EMOCJI WSPÓŁCZUCIA. Jestem empatyczna a w moim sercu cicho śpiewa radość, że ta osoba, ten aspekt mnie, znajduje się w tak pouczającym, wzbogacającym Całość doświadczeniu. W każdym potrafię dojrzeć Boga, który się przebrał za człowieka i doświadcza tego, co jest mu w danej chwili potrzebne. Potrzebuje doświadczyć cierpienia, ok. Wysyłam mu pełne szacunku i akceptacji  myśli.   Jeżeli w moim kanale odbioru pojawia się cierpiąca osoba, osoba pełna złości, krzywdzone dziecko, itp., jeżeli to, co widzę sprawia mi ból, oznacza to, że przyciągnęłam do swojego świata, swoje nieuzdrowione aspekty. Moim zadaniem jest teraz WYSŁANIE ENERGII, UTULENIE, UKOCHANIE tych aspektów MNIE SAMEJ a nie to, co w takich przypadkach najczęściej robimy, WYSŁANIE ENERGII DRUGIEJ OSOBIE . Co innego, gdy ta osoba sama prosi o wysłanie jej energii , czy  o pomoc.  Nie proszeni, nie pomagajmy jednak innym ludziom, bo odbierzemy tego negatywne skutki. (oczywiście nie mówię tu o wypadkach, których jesteśmy świadkami, jak zawał serca, czy omdlenie, itd. Wiadomo, że tu pomoc jest potrzebna!) Nie mówię tu również o zwierzętach, którym trzeba udzielać zawsze pomocy, gdy są w potrzebie.

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Jadę samochodem i widzę stojącą przy drodze kobietę lekkich obyczajów. Czuję w splocie słonecznym ścisk, bardzo mi szkoda, że  w ten sposób musi zarabiać na życie. Wysyłam jej więc energię Światła i Miłości, by pomóc jej zmienić swoje życie. I niestety, ale ingeruję w tę kobietę i jej życie, jej wybór. Uważam, że moja droga jest lepsza, nie zdaję sobie sprawy z przyczyn, które złożyły się na to, kim jest. Być może ta praca sprawia jej przyjemność. Być może jej dusza wybrała sobie to doświadczenie, by coś zrozumieć lub oczyścić karmę. Swoją energią, współczuciem ingeruję w nią i przyciągam do siebie doświadczenie, w którym ktoś zaingeruje we mnie. Tak działa prawo lustra. Przyciągasz to, co sam dajesz.

Każdy osąd drugiego człowieka, każda wysłana oceniająca myśl jest ingerencją i brakiem zrozumienia. Jest zakorzenionym w dualizmie postrzeganiem. Współczucie (nie mylić z empatią)  jest ingerencją, jest oceną. Empatia jest bierna, mogę odczuwać czyjś ból i czuć w sercu świętą radość (co nie jest oczywiście równoznaczne z uciechą czerpaną z czyjegoś nieszczęścia :D). Współczucie to działanie w oparciu o emocje. Działaniem jest wysyłanie energii, zasilanie kogoś, kto się bez przerwy nad sobą użala, nie dokonując w swoim życiu żadnych zmian. Zasilamy wtedy programy matrycy ego, co oddala nas od Boga i Jedności. Największą pomocą, jaką możemy zaoferować temu pełnemu cierpienia światu jest całkowite dostrojenie się do Matrycy Światła. Światło niesie w sobie informacje, na które inni podświadomie reagują. Pełen Światła człowiek emanuje swoją energią i poprzez samo BYCIE zmienia wzorce energetyczne znajdujących się w jego polu istot. Jeżeli w twojej rzeczywistości pojawia się coś, ktoś, kto Cię rani, okaż na wewnętrznym poziomie wdzięczność i uzdrów siebie. To jest droga Pracowników Światła.

Jeżeli widzę piękno w drugiej osobie, oznacza to, że ja mam w sobie piękno i że ta osoba sama w sobie zobaczyła piękno.  Na tym polega prawda Jedności.

Nasze dualistyczne postrzeganie charakteryzują trzy cechy:

1)        Emocjonalna niestabilność: przechodzenie od radości do smutku, od łagodności do gniewu, od wybaczenia do zemsty, od frustracji do entuzjazmu.

2)       Wielka zależność emocjonalna od świata zewnętrznego; przykładanie wielkiej wagi do opinii innych ludzi, szukanie akceptacji na zewnątrz, spełnianie oczekiwań innych, zamiast koncentracji na swym wnętrzu i świadomości, że Jam Jest najwyższym Autorytetem w moim świecie.

3)       Skłonność do oceny. Poczucie bezpieczeństwa czerpane z klasyfikowania zjawisk na te dobre i te złe. Ocenianie siebie, programy z Matrycy Ego.

Wchodźmy jak najczęściej w ciszę. Wszystko, czego szukamy, znajduje się w naszym sercu. Nasze emocje mają wpływ na DNA, powodują, że splatanie się jego wstęg przebiega nieharmonijnie, dostrajając nas do matrycy ego. Cisza i błogość Serca łączą nas ze Stwórcą, z Całością.  Jesteśmy połączeni zarówno z matrycą ego, jak i Boską Matrycą, która jest polem nieskończonych możliwości. Wyłaniają się one mocą naszej woli z tej oceanicznej Jedni.  Istnieje metoda pomagania sobie i innym poprzez pobieranie z  pola tych potencjałów, które są nam akurat potrzebne. Np. jestem chory, potrzebuję wyzdrowieć. Wiem, że w polu nieskończonych możliwości, w Boskiej Matrycy, znajduje się wszystko, czego potrzebuję. Wykonuję więc cztery oddechy (4 jest liczbą Nowej Energii, Nowej Świadomości). Na wdechu pobieram dany potencjał (np. zdrowia)  z pola, na wydechu wprowadzam go do swojej rzeczywistości. I tak cztery razy. Możemy w ten sposób wysyłać energię innym, ale tylko wtedy, gdy poproszą. Gdy widzę na ulicy dziecko, na które bardzo krzyczy mama, czuję jego smutek i ból, wysyłam SWOJEMU SKRZYWDZONEMU DZIECKU wszelkie potencjały, które są mu w danej chwili potrzebne. Obraz dziecka i mój ból to informacja o nieuzdrowionej części mnie samej.

I na koniec podam wspaniałą metodę kreowania rzeczywistości, opracowaną przez Ewę May, którą opisuje ona we wspomnianym już przeze mnie artykule „ Boska Matryca”.



„Aby skontaktować się z Boską Matrycą Światła, z Boskim Duchem, czującym nas, słyszącym i spełniającym nasze życzenia, prośby i marzenia, należy spełnić kilka warunków.

 Po wielu studiach na ten temat i praktykowaniu kluczy kreacji przekonałam się jak proste są mechanizmy funkcjonowania Boskiej Matrycy, komunikowania się z nią i odzwierciedlania naszych modlitw, próśb i intencji.



Oto 9 kroków komunikacji z Boską Matrycą Światła:

 1.należy znaleźć się w miejscu spokojnym, harmonijnym, czystym i uzyskać spokój umysłu,

 2.nawiązać kontakt ze swoim sercem i aktywować dobre uczucia,

 3.najpierw wyrazić podziw i miłość dla Boga/ Natury/Absolutu,

 4.potem wyrazić wdzięczność za dar życia, za codzienne cuda, opiekę i możliwości rozwoju,

 5.wyrazić swe życzenie/marzenie/cel jako prośbę krótkimi, rytmicznymi zdaniami,

 6.wyrazić swe życzenie/marzenie/cel jako wizję spełnionego rezultatu,

 7.wyrazić to jeszcze raz słowami w trybie dokonanym, jakby już zaistniało,

 8.wyrazić żarliwą wiarę w urzeczywistnienie zgodne z najwyższym dobrem,

 9.podziękować wielokrotnie i szczerze, z głębi wdzięcznego serca.



Te 9 kroków można ująć krócej jako 6 zasad komunikacji z Boską Matrycą:

 1.wejście w stan alfa lub głębiej,

 2.jasno sformułowana myśl, życzenie,

 3.pozytywne uczucia płynące z czakry serca,

 4.koncentracja na wizji rezultatu,

 5.wiara w spełnienie, ufność że się już dokonało,

 6.wyrażanie wdzięczności, podziękowanie.”



Jam Jest pełną działalnością i Mocą, wspierającą każdą rzecz twórczą, której chcę.

„Jam Jest częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni”- pamiętajmy o tym . Z czystymi intencjami, rękami działającymi w rytm melodii Serca, powrócimy do Boskiej Matrycy, do Jedni J <3

SYNCHRONIA CZ.1








                                           Synchronia cz.1


E. Wróblewska-Ćwiek




Jak powiedział Einstein „Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: albo tak, jakby nic nie było cudem, albo tak, jakby cudem było wszystko.”


 Oduczyliśmy się patrzec na świat i na życie z zachwytem. Oduczyliśmy się zaufania do procesu życia. Gdy byliśmy dziecmi we wszystkim widzieliśmy magię, tajemnicę. Potrafiliśmy się cieszyc kałużą na drodze, polnym kamyczkiem, kapslem od butelki, kolorowym szkiełkiem, ślimakiem, słońcem, deszczem, burzą, śniegiem. Potem dorośliśmy, „zmądrzeliśmy” i nie potrafimy cieszyc się prawie niczym. Jeżeli do tej pory się nie obudziliśmy, mamy w głowach zakodowany określony program odbioru rzeczywistości. Jest on bardzo logiczny, racjonalny i w gruncie rzeczy na wskroś pesymistyczny i nudny.


 Medycy chińscy uważają, że człowiek, który nie budzi się rano z radością jest chory. Radośc życia jest bowiem naszym naturalnym stanem. Gdy popatrzymy jednak na siebie samych, swoich bliskich stwierdzimy raczej, że naszym naturalnym stanem jest kwaśna mina co rano i nos na kwintę. W naszym społeczeństwie funkcjonuje nawet pewien podświadomy lęk przed radością. Boimy się, że gdy będziemy się na coś bardzo cieszyc, nie otrzymamy tego; boimy się „zapeszyc” jakiś sukces nadmiernym entuzjazmem. Pamiętam, gdy byłam w drugiej klasie podstawówki, stwierdziłam, że lepiej nie radowac się na zapas, bo jeżeli coś pójdzie nie po mojej myśli, będę rozczarowana. Rezultat był taki, że stopniowo oduczyłam się w ogóle radości, w imię jakiegoś nie do końca uświadomionego programu „ nie śmiej się, bo licho nie śpi”. Gdy zauważyłam, że się z czegoś bardzo cieszę, ogarniał mnie irracjonalny lęk, że za chwilę wydarzy się coś, co mi popsuje humor.


 Nie mam pojęcia, skąd takie lęki się pojawiły w mojej głowie, ale wiem, że skoro pojawiły się u mnie, to pewnie i wielu innych ludzi ma je w sobie-jesteśmy w końcu połączeni.


Niejednokrotnie doświadczyłam również ataku innych ludzi, który ściągnęłam na siebie swoim dobrym samopoczuciem. Człowiek radosny ma wibracje na wysokim poziomie, ludzie podświadomie to wyczuwają i niektórzy czują się zagrożeni. Boją się, że okażą się gorsi niż ten radosny człowiek, starają się więc zgasic tę radośc. Jest to forma samoobrony istot, które są przytłoczone swoim postrzeganiem życia, „dorosłym, odpowiedzialnym, racjonalnym”- takim, w którym nie ma miejsca na spontanicznośc, zabawę, cuda i magię.


 Jest takie powiedzenie „nie ma cudów”. Na pewnym poziomie jest to prawda, bo te tzw. cuda, które się przydarzają (np. cudowne uleczenie choroby uznanej za nieuleczalną) rządzą się swoimi prawami, których jeszcze nie poznaliśmy lub nie chcemy poznac. Jednak, jak już powiedziałam jest to prawda tylko na pewnym poziomie. W istocie wszystko, co jest -jest cudem, jeśli tylko potrafimy patrzec.


Możemy patrzec na życie racjonalnie, czyli w sposób lansowany przez system. Możemy myślec, że jesteśmy ożywioną materią, nasze emocje i doznania to tylko skutek określonych związków chemicznych znajdujących się w naszym ciele a sny to forma oczyszczania się mózgu.


Możemy myślec, że naszym celem w życiu jest ciężka praca, odchowanie dzieci, dorobienie się. Możemy życ tak, jakbyśmy wcale nie mieli wnętrza i zachowywac się jak zaprogramowane, posłuszne robociki.


 Możemy też nawiązac z sobą samym kontakt, wskrzesic swoją radośc istnienia, na pewno jakaś jej malutka iskierka tli się w naszym wnętrzu. Tak jak efektywne mikroorganizmy są w stanie uzdrowic naszą planetę, tak my z pomocą spływających aktualnie energii, mamy w sobie potencjał uzdrowienia naszej zbiorowej świadomości. Naszym zadaniem jest odnalezienie tego, co nadaje naszym oczu blasku. Naszym celem jest zaufanie sobie, ale żeby sobie zaufac trzeba siebie poznac. Ta wewnętrzna wędrówka w głąb siebie to najbardziej fascynująca przygoda, jaką życie ma Ci do zaoferowania.


 Dopóki nie dotrzemy do głębi swojej istoty, jest ona dla nas tajemnicą, znajduje się w naszej sferze nieświadomości. Proces stopniowego docierania do samego siebie, poprzez poszerzanie horyzontów samoświadomości nazwał Jung procesem indywiduacji. Polega on na stawaniu się Jaźnią dla samego siebie, Bogiem, do czego prowadzi oczyszczenie się z przekłamanych programów ego. Wspiera nas w tym, opisane przez Junga i Pauliego zjawisko Synchroniczności. Dotyczy ona związku, który zachodzi pomiędzy naszymi stanami psychicznymi a zewnętrznymi wydarzeniami. Przykładem synchroniczności najczęściej przytaczanym jest historia pacjentki opowiadającej Jungowi swój sen o skarabeuszu. W czasie, gdy snuła ona swoją opowieśc, psychoanalityk usłyszał jakieś dziwne chrobotanie dochodzące od okna. Otworzył je i wtedy do pokoju wleciał żuk-najbliższy europejski krewniak skarabeusza. Sytuacja ta okazała się byc przełomem w terapii pacjentki, której nadmierny racjonalizm uniemożliwiał dalszy rozwój. Potrzebowała ona otworzyc swoją świadomośc na zjawiska irracjonalne. Skarabeusz jako egipski symbol odrodzenia i transformacji był dla niej wyraźnym znakiem przemiany, jaka dokonuje się w jej wnętrzu. Fakt, że pojawił się zarówno w jej śnie jak i na jawie był zjawiskiem na pograniczu cudu, którego potrzebowała by się wyzwolic.


 Jung wyróżniał 4 rodzaje zjawisk synchronicznych:


 1) tzw. „znaczące koincydencje” polegające na zauważalnym podobieństwie stanu „psyche” z wydarzeniami zewnętrznymi, które łączy ze sobą nie przyczynowośc, lecz szczególny rodzaj sensu


 2) jasnowidzenie, telepatia (widzenie faktycznych wydarzeń we śnie,w wizjach, poprzez intuicję i wyobraźnię)


 3) prekognicja (przewidywanie wydarzeń)


 4) mantyka i wróżenie (koincydencja między rzeczywistością metapsychiczną a fizyczną)




W naszym codziennym życiu stale otrzymujemy znaki od  Boskości, które pojawiają się pod postacią synchroniczności. W dzisiejszych czasach, np. wiele osób, rozwijających się duchowo, przy okazji spoglądania na zegarek, płacenia rachunków w sklepie, restauracji, itp., na tablicach rejestracyjnych przejeżdżających samochodów widzi mistrzowskie wibracje. Na przykład, gdy spoglądają na zegarek jest godz. 11:33, 12:44, 22:22, itd. albo kwota do zapłacenia w sklepie wynosi 20 zł i 44 gr, albo na tablicach rejestracyjnych przejeżdżających samochodów pojawiają się regularnie podwójne liczby: 11, 22, 33, 44, 55, itd.



Jest to znak, że jesteśmy na ścieżce prowadzącej nas do duchowego mistrzostwa. Czasami pojawiają się w chwilach zwątpienia w siebie, aby przypomniec nam o tym, kim w istocie jesteśmy; czasem też przychodzą jako potwierdzenie, że decyzja, którą właśnie podjęliśmy jest właściwa. Gdy to piszę przypomina mi się zabawa z dzieciństwa. Polegała ona na tym, że patrzyło się na numery rejestracyjne samochodów i szukało na nich podwójnych liczb. Każda liczba oznaczała co innego:




00-niespodziankę


 11-koleżankę


 22-kolegę


 33-wzajemną miłośc


 44-spotkanie


 55-pocałunek


 66-wiadomośc


 77-łzy


 88-złośc


 99-spełnienie wszystkich marzeń.




Zabawę tę musiał wymyślic ktoś ezoterycznie wtajemniczony i znający się na numerologii. Każdy z nas może się tak bawic codziennie. Życie stanie się wtedy barwniejsze. Oprócz wymienionych powyżej znaczeń, dotyczących bardziej magii miłosnej, każda mistrzowska wibracja niesie ze sobą jeszcze inne; i tak:


 00-oznacza nieskończone potencjały, które są dla nas dostępne, które możemy pobrac z przestrzeni za pomocą oddechu, aby zagościły w naszym życiu.


 11- oznacza duchowe mistrzostwo, powołanie do nauczania,zdolności jasnowidzenia, jasnosłyszenia, genialnie rozwiniętą intuicję, telepatię oraz dostęp do wyższej inteligencji kosmicznej umożliwiający rozwiązanie każdego problemu.


 22-to liczba geniuszu twórczego, mistrzowskiej kreacji życia materialnego poprzez „panowanie” nad myślami, umiejętnośc znalezienia rozwiązania każdego problemu na planie fizycznym.


 33-oznacza Chrystusową Świadomośc i miłośc bezwarunkową, którą przejawiamy, jeżeli potrafimy bezgranicznie kochac samych siebie, powołanie do tego, by nauczac etyki wewnętrznej i Praw Energii Miłości. To liczba wrażliwości emocjonalnej i artystycznej, harmonii wewnętrznej.


 44-to „panowanie” ducha nad materią, pełna dyscyplina, konsekwencja postępowania, pomoc, sukces. Wibracja ta uznawana jest w numerologii za najsilniejszą. Daje dar uzdrawiania i nakłada na człowieka obowiązek pracy nad etyką wewnętrzna oraz przyczyniania się do ewolucji świata.


 55-to liczba potężnej energii, to moc ciekawości poznawczej, dociekliwości, znajomości psychiki ludzkiej. Sprzyja ona pionierom, odkrywcom, wynalazcom. Obdarowuje genialnymi pomysłami, odwagą i intuicją.


 66-to wibracja radości życia, umiejętności porozumienia się z każdym przejawem istnienia dzięki energii miłości obecnej w sercu. Obdarowuje wyobraźnią, wrażliwością na piękno, artyzmem.


 77-to wibracja poznania i mądrości. To liczba duchowej doskonałości, perfekcji, precyzji i wewnętrznej czystości. Obdarza wolnością wewnętrzna, intuicją i wyczuciem. To liczba mistycznej tajemnicy. Może oznaczac koniecznośc zaprzestania izolowania się od innych. Wibracja ta nie sprzyja również związkom.


 88-to liczba potężnej energii i szamańskiej mocy. Oznacza umiejętnośc uzdrawiania w oparciu o kontakt z siłami natury.


 99-to liczba altruizmu, humanitarnego działania na rzecz innych. Genialna intuicja i umiejętnośc naprowadzania innych na właściwą ścieżkę, na życie w zgodzie z własnym wnętrzem. To wibracja bodhisattwy, pełnej empatii i zrozumienia istoty, która nauczyła się o tym świecie wszystkiego, co było możliwe i żyje po to, by podnosic wibracje innych.


 Oprócz wyżej wymienionych, Boskość kontaktuje się z nami na miliony innych sposobów. Na przykład: każda choroba to znak, żebyśmy coś zmienili w naszym postępowaniu. Jeżeli spojrzymy symbolicznie na nasze ciało i poszczególne narządy, bez problemu rozszyfrujemy duchową przyczynę swojej dolegliwości.


 Pewnej osobie  ciągle pojawiają się na ścieżce znaki, za pomocą kamieni o kształcie serca, które raz po raz znajduje podczas spacerów po lesie.



Takich znaków otrzymuje każdy z nas codziennie mnóstwo, tylko nie umiemy patrzeć.


 Rok 2009 jest szczególnym czasem, w którym ze wzmożoną intensywnością działa Prawo Odbicia. Mówi ono, że wszystko, co nas otacza, ludzie, których spotykamy na swojej ścieżce życiowej są lustrzanym odbiciem tego, co dzieje się w naszym wnętrzu. Wszystko przyciągamy siłą naszych przeświadczeń, myśli i emocji. Z tego też względu bardzo wskazane jest, byśmy otworzyli się na Synchronię. W kolejnym artykule, który ukaże się w następnym numerze „Crystala” dokładniej jeszcze omówię jej prawa. Na zakończenie powiem tylko, że jeśli w najbliższym czasie spojrzysz na zegarek i ujrzysz godzinę, np. 13:13; 11:11; 16:16 itp. oznacza to, że Światło na Twojej ścieżce  wyczula Cię na to, byś otworzył się na Synchronicznośc. Ona już jest w Twoim życiu, zechciej ją tylko dostrzec:)

Ręce Duszy

 Ręce Duszy Emilia Wróblewska - Ćwiek (Artykuł ukazał się w czasopiśmie Logon) Dusza człowieka otrzymała dwie ręce: lewą miała wyciągać w gó...